edziakrys
27.06.10, 22:47
Mały ma 6 miesięcy, chrzciny planujemy za miesiąc. Byliśmy u księdza już 2
razy i za każdym razem odsyła nas z kwitkiem i umawia na następną datę. Datę
wyznaczyliśmy taką, by pasowało chrzestnej, chrzestnemu, rodzinie. Ksiądz
stwierdził, że mamy przełożyc bo on wyjeżdża i w parafii będzie zastępstwo.
Zapytałam, czy nie można poprosić księdza z zastępstwa, może się zgodzi, a on
na to że on jeszcze nie wie kto go zastąpi. No to ja na to, że proszę o
zezwolenie na ochrzczenie malca w innej parafii a ksiądz powiedział wprost że
to absolutnie wykluczone; dlaczego-nie wiem. I co mam teraz zrobić? Najpierw
czepia się że tak długo odkładaliśmy a teraz każe przekładać na swiętego
nigdy. Kiedy powiedziałam mu że kiepsko było z finansami to stwierdził że
chrzest to nie wesele i nie jest wydatkiem, a kiedy mu powiedziałam że mam
dużą rodzinę (ja 4 rodzeństwa, mąż 3) to pouczył mnie, że się wybiera kogo
zaprosić (!!!)A ja mu na to że mieszkamy wszyscy niemalże razem i nie mogę
jednego zaprosić a drugiego nie... Rozwala mnie ten człowiek! Jestem wierząca
i praktykująca, ale takich klocków to się nie spodziewałam.
Kiedy trzy lata temu chcieliśmy chrzcić córę też robił problemy, bo
mieszkaliśmy za granicą, obeszliśmy to jakoś (inna parafia), ale teraz tak się
nie da.
I co ja mam zrobić? Do kurii dzwonić? Dodam że mieszkamy na wsi i jest tylko
jeden ksiądz, nawet wikarego nie ma.