mika_p
31.07.10, 00:55
Zastanawia mnie jedna sprawa. Od razu mówię, że nie robiłam śledztwa w
wyszukiwarce, żeby sprawdzić, czy nicki się powtarzają w jednym i drugim
okresie, ale chodzi mi o ogólne wrażenie.
Forum Niemowlę i po części Małe dziecko pełne są wątków o tym, jak nauczyć
maleństwo przesypiać noc. 8, 10, 12 godzin nieprzerwanego snu dziecięcia jest
marzeniem matek i celem do którego warto dążyć nawet przy użyciu tak
drastycznych metod jak 3-5-7 (czyli regularnemu wydłużaniu czasu, kiedy
maleństwo płacze samo w pokoju).
Mijają ze dwa, trzy lata lata i f. Małe dziecko puchnie od wątków na temat
nocnego siusiania/niesiusiania. Obok głosów o wazoprezynie i dojrzewaniu
układu hormonalnego i nerwowego, pojawiają się głosy, z naciskiem radzące, na
bazie własnych doświadczeń, wstawanie do dziecka i wywlekanie go na nocnik /
do toalety. Nie ma cudów, nie da się tego zrobić całkiem przez sen dziecka,
zawsze jest choć częściowy powrót świadomości. Ba, nawet jedna radząca parę
miesięcy temu pisała, że ona wciaż co noc budzi się o tej samej porze, by
skorzystać z toalety, ale śródnocne wysadzanie dziecka poleca, bo nie wiąże
jednego z drugim.
I pojąć nie mogę, jak coś, co najpierw trzeba osiągnąć choćby i łamaniem
dziecka i uczeniem, że ma sobie płakać samo, bo nikt nie przyjdzie, po 2-3
latach przestaje być takie istotne, że można z tego na własne życzenie
rezygnować.
A może to nigdy nie są te same matki? Bo te, co poczekały, aż dziecko dojrzeje
do przesypiania nocy, poczekają także aż dojrzeje do nocnego niesiusiania? A
te, co wywalczyły przespane noce, nie zrezygnują z tego dla oszczędności na
pieluchach?