siza24
03.08.10, 23:18
no właśnie do takich wniosków doprowadziła mnie moja rodzina, tzn nikt bezpośrednio nie nazwał mnie sadystką ale co gorsza... przez nich ta myśl sama zjawiła się w mojej głowie, zaczęłam się poważnie zastanawiać i nawet się przeraziłam chwilowo...
prosiłabym tylko o zapoznanie się z opisaną przeze mnie sytuacją i o odpowiedź na pytanie: czy ze mną coś jest nie tak?
o co poszło:
syn mój (2 lata i 8 miesięcy na karku) został ostatnio na 6 dni u dziadków z powodu mojego wyjazdu pracowniczo-wakacyjnego; ponieważ było to pierwsze takie długie pozostawienie brzdąca bez mamy i ponieważ widziałam że smuci go perspektywa "wyjazdu mamy do pracy" poprosiłam rodziców aby byli bardziej wyrozumiali, pobłażliwi i cierpliwi w stosunku do niego,
wszystko ok, wróciłam i podziękowałam rodzicom za pomoc
w tydzień po moim powrocie taka oto sytuacja na działce u dziadków: synek wpada w lekką nerwówkę i zaczyna rozpaczliwie płakać domagając się "soczku w butelce", tłumaczę mu spokojnie że soczek to tylko z kubeczka a z butli ewentualnie tylko woda (próchnica butelkowa od roku przestrzegamy zasady - z butli tylko mineralka), on dalej płacze, tłumaczę więc kilkakrotnie jeszcze, poddaję się w końcu i postanawiam poczekać aż się uspokoi,
bratowa tłumaczy, że pod moją nieobecność dawała mu soczku w butli bo nie wiedziała że nie można, ok, nie mam pretensji, pragnę tylko wrócić do starych zasad
a wśród rodziny wielki raban, moja mama oburzona do żywego męczeniem psychicznym dziecka rzuca jakieś uwagi pod moim adresem (prawie za moimi plecami ale tuż pod nosem mojego syna), ojciec przytakuje, syn głupieje i wpada w jeszcze większą nerwówkę, ja też się zaczynam denerwować, bratowa do mnie z tekstami: pozwól mu tylko raz, on jest jeszcze malutki (i jak tu do cholery tłumaczyć że właśnie nie mogę raz pozwolić??), mama nagle wychodzi obrażona do domu (choć mieliśmy na działce siedzieć do wieczora), ojciec mówi o mnie do mojego syna :"to się nazywa zajob", wk....iam się kompletnie i gratuluję mu że obraża mnie przed moim dzieckiem, on odpowiada... "durna jesteś", w końcu gdy kwas osiąga zenit, on też wychodzi do domu
po 15 minutach od ich wyjścia mały sie w końcu uspokoił, napił się soczku z kubeczka, niestety co się naoglądał i wchłonął to jego, było mega nerwowo
z rodzicami to teraz jest po prostu masakra, wyłażą ze mnie wszelkie odkładane pretensje i gniotę je w sobie, ponieważ nastał etap obrazy z ich strony (ale to chyba lepiej), prawde mówiąc nie przypominam sobie abym kiedyś miała tak silna jak teraz potrzebę zerwania jakiejś rodzicielskiej zależności z nimi, chcę spokoju ale nie wiem też jak się zachować w stosunku do nich, czuje się urażona i mam dość inwigilacji, obrażania mnie, krytykowania, podważania moich słów i wiecznego traktowania jak dziecko
tylko tak sobię też czasem myślę czy może to ja jestem jakąś sadystką i nie dałam dziecku soczku bo chciałam zobaczyć jak się męczy płacząc...
ech, szkoda gadać
dzięki za dotrwanie do końca tych wypocin