lady.poraszka
04.01.11, 14:14
Dziewczyny, to co mnie spotkało, to masakra. Po założeniu Mireny, w ciągu 2 miesięcy straciłam co najmniej 1/3 objętości włosów. W tym wszystkim lekarze uporczywie przekonywali mnie - a odwiedziłam wielu - że to niemożliwe, by wpływ na taki stan rzeczy miała właśnie Mirena. Trafiłam wreszcie do ginekologa, który zalecił natychmiastowe usunięcie wkładki. Już ciągu pierwszego tygodnia ilość wypadających włosów stopniowo się zmniejszała. Wciąż jest daleko poza normą, i wciąż moje cebulki są bardzo osłabione, ale mimo wszystko jest znacznie lepiej niż było. Dodam, że miałam zrobione wszystkie podstawowe badania, które wykluczyły inne przyczyny. Morfologia, badanie tarczycy, trichogram - wszystko w normie.
Także nie dajcie sobie wmówić, że Mirena działa wyłącznie miejscowo. Oprócz powyższych, dramatycznych objawów, doświadczyłam również wielu innych uciążliwych skutków ubocznych - plamienie przez całe 2 miesiące (utrzymuje się do tej pory, choć wkładki już nie mam prawie 2 tygodnie), niewiarygodne zmęczenie (przez 3 tygodnie praktycznie spałam dzień i noc), bardzo duży trądzik, bolesność piersi. Ta metoda antykoncepcji poczyniła w moim organiźmie straszliwe spustoszenie. Piszę to wszystko ku przestrodze, choć wiem, że wielu osobom ta metoda odpowiada i znoszą ją bardzo dobrze.