Dodaj do ulubionych

na fali wątków o niebieskiej linii...

24.03.11, 04:46
tak sobie myślę, że pewnie moi sąsiedzi też mogli się zastanowić nad wezwaniem kogoś z opieki. praktycznie nie ma dnia bez wrzasku, czy ryku. i przyznaję, że mój wrzask też dość często może być słyszalny.
tyle, że moje dzieci są wyjątkowo oryczano histeryczne. młodsza złość potrafi wyrazić tylko krzykiem oraz czasami waleniem główką w różne sprzęty uncertain ostatnio odkryła, że to sprawia ból, więc jak wpada w tą swoją histeryjkę to podchodzi do stołu, czy do ściany i tak delikatniutko robi tryksmile tak z wyczuciem, zeby chyba zamanifestwoać swój stan ducha, ale nie zrobić sobie krzywdy.

starszy? jest dzieckiem nadwrażliwym. przykład? za każdym - absolutnie każdym razem, kiedy wjeżdżam do garażu i mówię do dzieciarni - wysiadamy, a on śpi, następuje ryk. próbowałam różnych metod pobudek - na żarty, z czułością, gilgotkami, buziakami. otwiera oczy i ryczy. ale jak!!! ryczy jakbym mu głowę urywała! jakbym mu nie wiadomo jaką krzywdę zrobiła. Po prostu od razu wiadomo, że przyjechaliśmy. Wie o tym cała okolica. Ryczy tak do samego wejścia do domu, nie rozbiera sie, tylko stoi potem i ryczy dalej. Na pytania, dlaczego płacze - odpowiada, że jest mu przykro, ale nie potrafi odpowiedzieć dlaczego. I to doprowadza mnei do szału i zaczynam najpierw mówić do niego normalnie, ale on się dalej nakręca. Ja muszę rozbierać w tym czasie młodszą, która też zaczyna ryczeć, bo starszy ryczy i zaczynam w końcu podnosić głos na tego starszego, zę ma się uspokoić, co jak pewnie można sobie wyobrazić nakręca jego ryk jeszcze bardziej.
i tak się drzemy....
inny przykładzik? wyjście na dwór. prawie za każdym razem wyjście na dwór oznacza darcie się na siebie. do mojego dziecka nie dociera normalne "wychodzimy, ubierz się". nie. mogę mu powtarzać osiem razy (liczę to). do niego dociera dopiero wrzask. ale wtedy on zaczyna ryczeć.
no i jeszcze problem jego sikania i robienia kupy w majtki. bo nie ma czasu iść do toalety. potrafi doskonale panować nad swoimi potrzebami, ale czeka do ostatniej chwili. pytam mu się, chce ci się siusiu? - bo widzę jak się wierci, kręci, tańczy - słyszę nie nie...
i za chwilę widzę mokre spodnie. i np. tak dwa trzy razy dziennie.
nie idzie do toalety, bo wlasnie rysuje, albo wlasnie gra, albo wlasnie sie bawi albo milion innych rzeczy, które są ważniejsze od załatwienia się.
i też za trzecim razem się wydzieram na niego, a kilka razy dałam mu zwyczajnie na tyłek.

i tak jak czytam te wątki o wzywaniu policji, to się zastanawiam, co mam zrobić, żeby hałasu było u nas mniej...
Obserwuj wątek
    • kozica111 Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 06:38
      Jak się młody zacznie nakręcać włącz radio czy też wieże i zacznij podrygiwać - może przestanie ryczeć a jak nie to przynajmniej jest szansa że Ty nie zaczniesz wink
    • thegimel Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 07:51
      U nas też odbywają się sesje wrzasku w wykonaniu młodegosad
      Szczególnie wieczorem, kiedy już jest zmęczony. Chce na przykład odkręcać gaz w kuchni, albo coś w ten deseń i jak zostanie odmówione to mamy histerię gotową. Ech, mam nadzieję, że kryzys dwulatka minie wnet...
      Tyle, że moich wrzasków raczej nie słychać, głównie spokojne przemowy. Nie powiem, zdarza się, że mi też nerwy puszczają, ale wtedy młodego przejmuje tata albo babcia. Babcia zresztą najskuteczniej uspokaja.
    • kropkacom Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 07:51
      Ja się raczej nie wydzieram. Zaznaczam "raczej", bo pewnie się zdarzyło. Ale na pewno nie rzucam wulgaryzmami. Co nie znaczy, że "odgłosów" z mieszkania nie było smile Były. Moje dzieci miewały histerie. Ja stosowałam taktykę przeczekania. Gorzej jak histeria występowała na dworze. wink Oj co ja się nastałam koło naszego placu zabaw czekając aż dziecku się znudzi być małym potworem. Na przeciąganie publiczne nigdy nie miałam ochoty. Fakt, przeważnie miałam czas. I zawsze starałam się wychodzić z domu z zapasem czasowym.
      • shellerka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 08:38
        o na dworze to jakoś nie miewam problemu z "posłuchem".
        chociaż wczoraj wybrałam się z młodymi na taki dalszy spacer i do pokonania mieliśmy przejście przez tory. i młody cały czas biegł. prosiłam, zeby nie biegł tam gdzie jadą auta, bo bałam się, że się potknie i wpadnie na ulicę - chodnik w tym miejscu bardzo wąski. i tak z 10 razy sobie powtórzyłam coraz bardziej stanowczym tonem.
        a na samych torach wbiegł prosciutko na ulice, bo tam nie ma chodnika tylko miejsce dla pieszych wyznaczają namalowane białe linie. raz go pociągnęłam na pieszą stronę, z powrotem pobiegł na ulicę ( szczęściem akurat nic nie jechało), drugi raz i za trzecim razem stanęłam, wzięłam go za kurtkę pociągnęłam na chodnik i dałam na tyłek.
        nastąpił ryk.
        tłumaczenia, ze nie kazę mu isc przy sobie dla swojej fanaberii, tylko dlatego, ze go kocham i dbam o jego bezpieczenstwo zostały zlane.
        a najgorsze ze po takich akcjach on natychmiast prosi: "przytul mnie", a dla mnie to ostatnia wtedy rzecz na jaką mam ochotę, bo jestem na niego zwyczajnie wsciekla. ale przytulam oczywiscie.
        • forumowiczka.to.ja Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 09:45
          shellerka napisała:

          >wzięłam go za kurtkę pociągnęłam na chodnik i dałam na tyłek.
          > nastąpił ryk.
          > tłumaczenia, ze go kocham i dbam o jego bezpieczenstwo zostały zlane.

          Dałaś mu 2 sprzeczne komunikaty. Uderzyłaś go - to nie jest przejaw miłości, na pewno nie. Za chwilę mówisz, że go kochasz. Nie ma tu żadnej konsekwencji. Dziecko jest kompletnie skołowane i tak się właśnie zachowuje. Podejrzewam, że wiele podobnych sytuacji podwójnych komunikatów się zdarza, dlatego dziecko zachowuje się niewłaściwie, bo po prostu nie wie co to jest właściwie. Bo z jednej strony tłumaczysz dziecku, że nie wolno bić siostry/psa/may, a z drugiej strony sama go bijesz. Rozumiesz?
          Dużo mu tłumacz, gadaj do niego. Sztuką nie jest zastraszyć dziecko, żeby bało się wyjść na ulicę. Sztuką jest tak mu to wytłumaczyć, żeby zrozumiało co się może stać, co mu grozi jak wyskoczy na ulicę. I to stwierdzenie ma zastosowanie do wszystkiego. Nie sztuką jest strzelić klapsa, żeby się uspokoił jak się drze, sztuką jest zrozumieć dlaczego się drze, nauczyć go uczuć, żeby umiał je wyrazić, i wtedy im zaradzić, utulić, ukochać porozmawiać itp.
          Dzieci uczone klapsami/krzykiem niczego się nie nauczą, one się po prostu boją. Chcesz relacje z własnymi dziećmi budować na strachu? Nie lepiej na zrozumieniu, byciu dla dziecka opoką w sytuacjach kryzysowych, smutnych?
          • babunia_wygodka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 10:36
            forumowiczka.to.ja napisała:

            > Dałaś mu 2 sprzeczne komunikaty. Uderzyłaś go - to nie jest przejaw miłości, na
            > pewno nie. Za chwilę mówisz, że go kochasz. Nie ma tu żadnej konsekwencji. Dzi
            > ecko jest kompletnie skołowane i tak się właśnie zachowuje. Podejrzewam, że wie

            Bujda. Pewnie że klaps to nie jest przejaw miłości, to jest zupełnie inna kategoria. Ani przejaw miłości, ani nienawiści. Po prostu konsekwencja nieposłuszeństwa. I bardzo dobrze że dziecko widzi w tej sytuacji że mimo iż zostało ukarane, to nie zmienia to faktu że nadal jest dzieckiem kochanym.

            > Dzieci uczone klapsami/krzykiem niczego się nie nauczą, one się po prostu boją.
            > Chcesz relacje z własnymi dziećmi budować na strachu? Nie lepiej na zrozumieni
            > u, byciu dla dziecka opoką w sytuacjach kryzysowych, smutnych?

            Lepiej. Tak jak lepiej drzwi zamykać delikatnie i chicho, ale czasem zdarza się że trzeba je zatrzasnąć.

            • forumowiczka.to.ja Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 10:49
              babunia_wygodka napisała:

              > Bujda. Pewnie że klaps to nie jest przejaw miłości, to jest zupełnie inna kateg
              > oria. Ani przejaw miłości, ani nienawiści. Po prostu konsekwencja nieposłuszeńs
              > twa. I bardzo dobrze że dziecko widzi w tej sytuacji że mimo iż zostało ukarane
              > , to nie zmienia to faktu że nadal jest dzieckiem kochanym.

              Bujda wg Ciebie. Jak może czuć się kochanym skoro mama bije? Porozmawiaj trochę, poczytaj, a potem się wypowiadaj. Metody babcine odłóż do lamusa, bo eskalacja klapsów doszła do regularnego bicia. I właśnie przez takie osoby jak Ty, ludzie nadal usprawiedliwiają klapsy. A sa one niepotrzebne, nie wnoszą nic oprócz strachu i co najważniejsze, wg nowej ustawy, są czynem karalnym.

              > Lepiej. Tak jak lepiej drzwi zamykać delikatnie i chicho, ale czasem zdarza się
              > że trzeba je zatrzasnąć.

              Oczywiście, że się zdarza. Ale jak pomyślisz w jakich okolicznościach trzaskasz drzwiami, to będziesz w stanie nad tym zapanować, a emocje wyrzucisz w inny, bardziej sensowny sposób.
              • babunia_wygodka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 11:23
                forumowiczka.to.ja napisała:

                > babunia_wygodka napisała:
                >
                > > Bujda. Pewnie że klaps to nie jest przejaw miłości, to jest zupełnie inna
                > kateg
                > > oria. Ani przejaw miłości, ani nienawiści. Po prostu konsekwencja nieposł
                > uszeńs
                > > twa. I bardzo dobrze że dziecko widzi w tej sytuacji że mimo iż zostało u
                > karane
                > > , to nie zmienia to faktu że nadal jest dzieckiem kochanym.
                >
                > Bujda wg Ciebie. Jak może czuć się kochanym skoro mama bije? Porozmawiaj trochę

                A jak można czuć się kochanym jak mama nie chce dać 9-tej czekolady?

                > , poczytaj, a potem się wypowiadaj. Metody babcine odłóż do lamusa, bo eskalacj
                > a klapsów doszła do regularnego bicia. I właśnie przez takie osoby jak Ty, ludz

                Co? O czym ty do mnie rozmawiasz? O jakiej znowu eskalacji, o jakim regularnym biciu? Czy mogłabyś dyskutować ze mną, a nie ze swoimi fantazjami? Dziękuję.

                > ie nadal usprawiedliwiają klapsy. A sa one niepotrzebne, nie wnoszą nic oprócz
                > strachu i co najważniejsze, wg nowej ustawy, są czynem karalnym.

                Tak, karalność niewątpliwie dowodzi nieskuteczności suspicious

                > > Lepiej. Tak jak lepiej drzwi zamykać delikatnie i chicho, ale czasem zdar
                > za się
                > > że trzeba je zatrzasnąć.
                >
                > Oczywiście, że się zdarza. Ale jak pomyślisz w jakich okolicznościach trzaskasz
                > drzwiami, to będziesz w stanie nad tym zapanować, a emocje wyrzucisz w inny, b
                > ardziej sensowny sposób.

                Emocje? Nie rozumiem o czym mówisz. Trzaskam drzwiami jak się wypaczyły i nie daje się ich normalnie, klamką dociągnąć do futryny. Albo jak idę z rękami pełnymi bagażu i potrzebuję zamknąc drzwi za sobą, bo jest mróz - wtedy to nawet zatrzaskuję drzwi nogą.

                • forumowiczka.to.ja Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 12:05
                  babunia_wygodka napisała:
                  >
                  > A jak można czuć się kochanym jak mama nie chce dać 9-tej czekolady?

                  A co ma piernik do wiatraka? Co ma klaps do czekolady?
                  >
                  > Co? O czym ty do mnie rozmawiasz? O jakiej znowu eskalacji, o jakim regularnym
                  > biciu? Czy mogłabyś dyskutować ze mną, a nie ze swoimi fantazjami? Dziękuję.

                  Mówię do ciebie o życiu, o tym co się dzieje w domach, wielu domach. O tym, że zaczyna się od klapsa, a jak potem klaps nic nie daje, to się daje 2 klapsy, a jak i to z czasem przestaje działać, to się pierze dzieciaka równo. Poczytaj statystyki, popatrz ile jest bitych i maltretowanych dzieci w zaciszu domowym, w domach zupełnie "normalnych". To nie jest abstrakcja. Dlatego nawet w takiej dyskucji nie można pozwalać i usprawiedliwiać klapsów.
                  Shellerko, to powyżej to nie było o Tobie oczywiście.

                  > Tak, karalność niewątpliwie dowodzi nieskuteczności suspicious

                  No tutaj faktycznie, mamy ogromną szarą strefę, są przepisy, ale co się w domach dzieje to się dzieje....

                  > > > Lepiej. Tak jak lepiej drzwi zamykać delikatnie i chicho, ale czasem zdarza się że trzeba je zatrzasnąć.

                  W sensie, że zdarza się, że trzeba strzelić dzieciakowi, tak? Nigdy się z tobą nie zgodzę. Przemoc wobec dzieci jest niedopuszczalna. A klaps to bicie.
                  > >

                  > Emocje? Nie rozumiem o czym mówisz. Trzaskam drzwiami jak się wypaczyły i nie d
                  > aje się ich normalnie, klamką dociągnąć do futryny. Albo jak idę z rękami pełny
                  > mi bagażu i potrzebuję zamknąc drzwi za sobą, bo jest mróz - wtedy to nawet zat
                  > rzaskuję drzwi nogą.
                  >
                  Weź leki, coś ci się pomieszało. Może udzielasz sie na forum "budowa i remont"....
                  • babunia_wygodka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 12:25
                    forumowiczka.to.ja napisała:

                    > babunia_wygodka napisała:
                    > >
                    > > A jak można czuć się kochanym jak mama nie chce dać 9-tej czekolady?
                    >
                    > A co ma piernik do wiatraka? Co ma klaps do czekolady?

                    A to ma, że związek między kochaniem dziecka a klapsem jest tak samo żaden jak między kochaniem dziecka a dawaniem mu czekolady.

                    > > Co? O czym ty do mnie rozmawiasz? O jakiej znowu eskalacji, o jakim regul
                    > arnym
                    > > biciu? Czy mogłabyś dyskutować ze mną, a nie ze swoimi fantazjami? Dzięku
                    > ję.
                    >
                    > Mówię do ciebie o życiu, o tym co się dzieje w domach, wielu domach. O tym, że

                    Ale ja nie rozmawiam z Tobą o życiu i wielu domach tylko o jednym klapsie.

                    > > > > Lepiej. Tak jak lepiej drzwi zamykać delikatnie i chicho, ale
                    > czasem zdarza się że trzeba je zatrzasnąć.
                    >
                    > W sensie, że zdarza się, że trzeba strzelić dzieciakowi, tak? Nigdy się z tobą
                    > nie zgodzę. Przemoc wobec dzieci jest niedopuszczalna. A klaps to bicie.

                    Przemoc jest niedopuszczalna? Czyli jak dziecko się uprze że będzie oglądać Mini Mini to nie wyłączysz telewizora, bo rpzecież to by była przemoc. Jak nie chce założyć kurtki to pójdzie zimą w samym swetrze, bo przecież nie założysz przemocą. Jak życzy sobie bić kolegę kamieniem to przecież nie złapiesz za rękę i nie odciągniesz przemocą.

                    > > Emocje? Nie rozumiem o czym mówisz. Trzaskam drzwiami jak się wypaczyły i
                    > nie d
                    > > aje się ich normalnie, klamką dociągnąć do futryny. Albo jak idę z rękami
                    > pełny
                    > > mi bagażu i potrzebuję zamknąc drzwi za sobą, bo jest mróz - wtedy to naw
                    > et zat
                    > > rzaskuję drzwi nogą.
                    > >
                    > Weź leki, coś ci się pomieszało. Może udzielasz sie na forum "budowa i remont".

                    No proszę jak szybko udało mi się znaleźć argumentację od której wymiękasz i zaczynasz tchórzliwe uniki przeplatane atakami ad personam.


                    • forumowiczka.to.ja Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 12:44
                      babunia_wygodka napisała:

                      > A to ma, że związek między kochaniem dziecka a klapsem jest tak samo żaden jak
                      > między kochaniem dziecka a dawaniem mu czekolady.

                      "Niektórzy rodzice traktują bicie jako dowód miłości do dziecka. Ten sposób interpretacji rzeczywistości stanowi próbę szukania przez rodzica usprawiedliwienia dla tego, co uczynił. Nie dopuszcza on do siebie myśli, że bije, bo nie umie zapanować nad gniewem i złością. A co przeżywa dziecko? Ono otrzymuje komunikat: Kocham cię, więc cię biję. W ten sposób dziecko uczy się zaprzeczać swoim uczuciom, bo jak ma czuć złość do rodzica, skoro on bije z miłości.
                      Bicie dzieci jest krzywdzące. Nie jest skutecznym sposobem przekonywania ich, by zmieniły swoje zachowanie. Przeciwnie. Uczy agresji, rodzi bunt i nienawiść, osłabia więź między rodzicem i dzieckiem."
                      A tutaj cały artykuł angelus.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=7004:bizy-nie-bi-anna-bsasiak&catid=958:possaniec-sierpie08&Itemid=906 Spójrz na autora, jakąś tam wiedzę ma.....

                      > Ale ja nie rozmawiam z Tobą o życiu i wielu domach tylko o jednym klapsie.
                      >
                      Jeśli już, to Shellerka wyraźnie pisze, że zdarza jej się (nie raz) strzelić dziecku klapsa. Więc nie mówimy o jednym klapsie, tylko o klapsach.

                      > Przemoc jest niedopuszczalna? Czyli jak dziecko się uprze że będzie oglądać Mi
                      > ni Mini to nie wyłączysz telewizora, bo rpzecież to by była przemoc. Jak nie ch
                      > ce założyć kurtki to pójdzie zimą w samym swetrze, bo przecież nie założysz prz
                      > emocą. Jak życzy sobie bić kolegę kamieniem to przecież nie złapiesz za rękę i
                      > nie odciągniesz przemocą.

                      Przeczytaj sobie definicję przemocy, a potem dyskutuj. To o czym piszesz to wychowanie, a w gestii rodzica leży również zapewnienie dziecku bezpieczeństwa. Więc jak złapiesz za rękę czy wyłączysz telewizor to robisz to dla dobra dziecka, w szeroko rozumianym znaczeniu. Nie ma tu miejsca na celowe posadzenie dziecka i za karę strzelenie mu w tyłek. Gdybyś wyłączyła dziecku tv i do tego dała klapsa - to jest przemoc. Dywagujesz.
                      >

                      > No proszę jak szybko udało mi się znaleźć argumentację od której wymiękasz i za
                      > czynasz tchórzliwe uniki przeplatane atakami ad personam.
                      >
                      Przepraszam, jaką argumentację? Co i gdzie argumentujesz, pisząc o wypaczonych drzwiach? Nie masz szans na jakiekolwiek spowodowanie mojego "wymięknięcia' bo jesteś za słabym interlokutorem, nie masz poparcia w wiedzy, w życiu, nie masz argumentów. Piszesz sobie jakieś swoje głupotki, a ja kulturalnie ci je wytykam.
                      • babunia_wygodka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 13:21
                        forumowiczka.to.ja napisała:

                        > babunia_wygodka napisała:
                        >
                        > > A to ma, że związek między kochaniem dziecka a klapsem jest tak samo żade
                        > n jak
                        > > między kochaniem dziecka a dawaniem mu czekolady.
                        >
                        > "Niektórzy rodzice traktują bicie jako dowód miłości do dziecka. Ten sposób int

                        A mogłabys się trzymać tematu? Nie mówiliśmy o rodzicach którzy traktują bicie jako dowód miłości. Myślisz że jak zaczniesz mówić o czyms innym to już nie będzie widać że nie umiałaś odpowiedzieć na argument?

                        > > Ale ja nie rozmawiam z Tobą o życiu i wielu domach tylko o jednym klapsie
                        > .
                        > >
                        > Jeśli już, to Shellerka wyraźnie pisze, że zdarza jej się (nie raz) strzelić dz
                        > iecku klapsa. Więc nie mówimy o jednym klapsie, tylko o klapsach.

                        Masz problemy z językiem polskim? Forma "strzelić klapsA" oznacza jednego klapsa. Gdyby pisała o strzeleniu wielu klapsÓW to by to właśnie tak wyglądało napisane.

                        > > Przemoc jest niedopuszczalna? Czyli jak dziecko się uprze że będzie oglą
                        > dać Mi
                        > > ni Mini to nie wyłączysz telewizora, bo rpzecież to by była przemoc. Jak
                        > nie ch
                        > > ce założyć kurtki to pójdzie zimą w samym swetrze, bo przecież nie założy
                        > sz prz
                        > > emocą. Jak życzy sobie bić kolegę kamieniem to przecież nie złapiesz za r
                        > ękę i
                        > > nie odciągniesz przemocą.
                        >
                        > Przeczytaj sobie definicję przemocy, a potem dyskutuj. To o czym piszesz to wyc

                        sjp.pwn.pl podaje definicję: "przewaga wykorzystywana w celu narzucenia komuś swojej woli, wymuszenia czegoś na kimś" Czyli dokładnie to, co było w moich przykładach.

                        > howanie, a w gestii rodzica leży również zapewnienie dziecku bezpieczeństwa. Wi
                        > ęc jak złapiesz za rękę czy wyłączysz telewizor to robisz to dla dobra dziecka,

                        A klaps w sytuacji kiedy dziecko wielokrotnie nie reaguje na pouczenia mające na celu powstrzymanie go od zachowań groźnych dla życia nie jest dla dobra dziecka?

                        > w szeroko rozumianym znaczeniu. Nie ma tu miejsca na celowe posadzenie dziecka
                        > i za karę strzelenie mu w tyłek. Gdybyś wyłączyła dziecku tv i do tego dała kl
                        > apsa - to jest przemoc. Dywagujesz.

                        Zaklinasz rzeczywistość. Przemoc to wykorzystanie swojej przewagi do wymuszenia na kimś oczekiwanego zachowania. Przemocą jest wzięcie za rekę dziecka które chce wejść do sklepu z zabawkami i odprowadzenie go do warzywniaka. Jeszcze nikomu nie udało się udowodnić, ani nawet teoretycznie uzasadnić że jeden "osadzający na miejscu" klaps to większa trauma niż odprowadzenie siłą spod sklepu z zabawkami. Ba, odprowadzenie jako trwajace z definicji jakiś czas jest bardziej poniżające i bardziej ukazuje dziecku jego podporządkowanie matce niż jednorazowy strzał w tyłek.

                        > > No proszę jak szybko udało mi się znaleźć argumentację od której wymiękas
                        > z i za
                        > > czynasz tchórzliwe uniki przeplatane atakami ad personam.
                        > >
                        > Przepraszam, jaką argumentację? Co i gdzie argumentujesz, pisząc o wypaczonych
                        > drzwiach? Nie masz szans na jakiekolwiek spowodowanie mojego "wymięknięcia' bo
                        > jesteś za słabym interlokutorem, nie masz poparcia w wiedzy, w życiu, nie masz
                        > argumentów. Piszesz sobie jakieś swoje głupotki, a ja kulturalnie ci je wytykam

                        Nie potrafisz nawet wyjść ponad schemat myślenia zakładający że trzaśnięcie drzwiami to odreagowanie emocji. A kiedy ja Ci ukazuję Twoje ograniczenia, wyjasniając dlaczego trzaśnięcie jest czasem najzupełniej merytorycznie uzasadnione bez śladu emocji - uciekasz się do uwag osobistych smile
                        • forumowiczka.to.ja Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 13:49
                          babunia_wygodka napisała:

                          >> Zaklinasz rzeczywistość. Przemoc to wykorzystanie swojej przewagi do wymuszenia
                          > na kimś oczekiwanego zachowania. Przemocą jest wzięcie za rekę dziecka które c
                          > hce wejść do sklepu z zabawkami i odprowadzenie go do warzywniaka. Jeszcze niko
                          > mu nie udało się udowodnić, ani nawet teoretycznie uzasadnić że jeden "osadzają
                          > cy na miejscu" klaps to większa trauma niż odprowadzenie siłą spod sklepu z zab
                          > awkami. Ba, odprowadzenie jako trwajace z definicji jakiś czas jest bardziej po
                          > niżające i bardziej ukazuje dziecku jego podporządkowanie matce niż jednorazowy
                          > strzał w tyłek.

                          Przemoc to wykorzystanie własnej przewagi (fizycznej, słownej, mentalnej itp) wobec słabszego. Więc twoje przykłady, owszem, przejawiają cechy przemocy - tej słownikowej. Ogólnie jednak mając na myśli przemoc, pierwsze skojarzenie mówi najczęściej o wykorzystywaniu przewagi fizycznej silniejszego nad słabszym. Mówiąc o tej twojej przemocy, to wybacz, to sa cały czas przejawy wychowania, to wzięcie za rękę, wyłączenie telewizora. To nie pozostawi w psychice dziecka żadnych śladów. Nie narusza nietykalności cielesnej, tak?
                          Jeden klaps w życiu zapewne traumy nie przyniesie. Jeden klaps w tygodniu już bardziej.
                          Odciąganie za rękę NA SIŁĘ owszem, traumę przyniesie, to już będzie podlegało pod szarpanie, czyli narusza nietykalność fizyczną. Wyłączenie telewizora pilotem spowoduje, że dziecko się popłacze, ale jak mądra matka to czymś zajmie i dziecko zaraz zapomni. Doprecyzuj swoją przemoc, wyprowadzasz za rękę na siłę czyli szarpiesz, czy wychodzisz z dzieckiem na zewnątrz i tłumaczysz? Jak wybiegnie na ulicę (dlaczego nie nauczyłaś od maleńkości chodzić za rękę?) - szarpiesz wciągając je z powrotem w prezencie dając klapsa, czy pociągniesz mocno i krzykniesz na dziecko? Jak wkłada palec do kontaktu to złapiesz za rączkę i wytłumaczysz lub krzykniesz, czy odepchniesz dziecko okraszając sytuację klapsem? Jak to jest u ciebbie?

                          > Nie potrafisz nawet wyjść ponad schemat myślenia zakładający że trzaśnięcie drz
                          > wiami to odreagowanie emocji. A kiedy ja Ci ukazuję Twoje ograniczenia, wyjasni
                          > ając dlaczego trzaśnięcie jest czasem najzupełniej merytorycznie uzasadnione be
                          > z śladu emocji - uciekasz się do uwag osobistych smile

                          Nie dorównuję tobie w personalnych docinkach, więc mi nie imputuj. Trzaśnięcie drzwiami bez emocji jest czasem merytorycznie uzasadnione - przyznaję. Jakie to ma bezpośrednie przełożenie na temat tej dyskusji? Że dziecko też można strzelić w tyłek bez emocji? Chcesz mi powiedzieć, że jestes w stanie z zimną krwią uderzyć dziecko, tak po prostu?????
                          • babunia_wygodka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 14:16
                            forumowiczka.to.ja napisała:

                            > Przemoc to wykorzystanie własnej przewagi (fizycznej, słownej, mentalnej itp) w
                            > obec słabszego. Więc twoje przykłady, owszem, przejawiają cechy przemocy - tej
                            > słownikowej. Ogólnie jednak mając na myśli przemoc, pierwsze skojarzenie mówi n
                            > ajczęściej o wykorzystywaniu przewagi fizycznej silniejszego nad słabszym. Mówi

                            Tak, zresztą trudno wykorzystać przewagę słabszego nad silniejszym z braku takowej, nieprawdaż? No i jest jeszcze przemoc psychiczna, istotnie raczej nie z pierwszego skojarzenia ale rozpoznawana.

                            > ąc o tej twojej przemocy, to wybacz, to sa cały czas przejawy wychowania, to wz
                            > ięcie za rękę, wyłączenie telewizora. To nie pozostawi w psychice dziecka żadny
                            > ch śladów. Nie narusza nietykalności cielesnej, tak?

                            Wzięcie za rękę i odprowadzenie narusza nietykalnośc cielesną. Jest wykorzystaniem najprymitywniejszej przewagi siły fizycznej matki nad dzieckiem w celu zmuszenia dziecka do zachowania którego ono nie chce, a chce matka. Na jakiej niby podstawie uważasz że to nie pozostawi śladów?
                            Wyłączenie telewizora także jest użyciem swojej przewagi, też zresztą często prymitywnie fizycznej, w celu odmówienia dziecku prawa do oglądania tego co ono chce. Czyli udowadnia mu że jego potrzeby są mniej ważne niż poglądy matki. Dlaczego uważasz że tak poniżone dziecko nie doznaje traumy?

                            > Jeden klaps w życiu zapewne traumy nie przyniesie. Jeden klaps w tygodniu już b
                            > ardziej.

                            Jeden klaps w tygodniu istotnie wskazuje na to że rodzice nie dogadują się z dzieckiem.

                            > Odciąganie za rękę NA SIŁĘ owszem, traumę przyniesie, to już będzie podlegało p
                            > od szarpanie, czyli narusza nietykalność fizyczną.

                            To dlaczego odprowadzenie za rękę jest dopuszczalne?

                            > Wyłączenie telewizora pilote
                            > m spowoduje, że dziecko się popłacze, ale jak mądra matka to czymś zajmie i dzi
                            > ecko zaraz zapomni.

                            O, a jak mądra matka zajmie czyms dziecko które dostało klapsa to ono i tak nie zapomni? A czemuż to?

                            > Doprecyzuj swoją przemoc, wyprowadzasz za rękę na siłę czyl
                            > i szarpiesz, czy wychodzisz z dzieckiem na zewnątrz i tłumaczysz?

                            Wyprowadzanie za rękę na siłę to nie musi być szarpanie. Po prostu ciągnie się za rękę i tyle. Dziecko poddane przemocy czuje się, zgodnie z Twoimi teoriami, straumatyzowane i tu już tłumaczenia nie pomogą. Krzywda się stała.

                            > Jak wybiegnie
                            > na ulicę (dlaczego nie nauczyłaś od maleńkości chodzić za rękę?)

                            Dziecko które inaczej niż za rękę nie idzie po ulicy to kaleka. Poza tym jak będziesz miała więcej niż jedynaka to zrozumiesz ten delikatny problem z prowadzeniem za rękę kilkorga dzieci i równoczesnym niesieniem zakupów.

                            > - szarpiesz w
                            > ciągając je z powrotem w prezencie dając klapsa, czy pociągniesz mocno i krzykn
                            > iesz na dziecko?

                            Przy fafnastym takim numerze będzie klaps, wcześniej będzie o tyle szarpnięcie, na ile to jest niezbędne do szybkiego zatrzymania. No ale trauma i tak pozostaje, czy od szarpnięcia czy od klapsa. To już lepiej niech wpadnie pod ten autobus, nie?

                            > Jak wkłada palec do kontaktu to złapiesz za rączkę i wytłumacz
                            > ysz lub krzykniesz, czy odepchniesz dziecko okraszając sytuację klapsem? Jak to
                            > jest u ciebbie?

                            Jakby wkładało rękę do kontaktu po raz 30 to by dostało w tyłek.

                            > ma bezpośrednie przełożenie na temat tej dyskusji? Że dziecko też można strzel
                            > ić w tyłek bez emocji? Chcesz mi powiedzieć, że jestes w stanie z zimną krwią u
                            > derzyć dziecko, tak po prostu?????

                            A Ty jesteś w stanie tak po prostu, z zimną krwią powiedzieć dziecku "nie, wybiegaj na jezdnię"?????


                            • forumowiczka.to.ja Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 14:41
                              babunia_wygodka napisała:

                              > Tak, zresztą trudno wykorzystać przewagę słabszego nad silniejszym z braku tako
                              > wej, nieprawdaż?

                              Masło maślane, ziemia jest okrągła a marchewka pomarańczowa. Za chwilę zaczniesz wyciągać fakt, że doba ma 24 h, nieprawdać?

                              No i jest jeszcze przemoc psychiczna, istotnie raczej nie z pierwszego skojarzenia ale rozpoznawana.

                              I bardzo wyniszczająca.

                              > Wzięcie za rękę i odprowadzenie narusza nietykalnośc cielesną. Jest wykorzystan
                              > iem najprymitywniejszej przewagi siły fizycznej matki nad dzieckiem w celu zmus
                              > zenia dziecka do zachowania którego ono nie chce, a chce matka. Na jakiej niby
                              > podstawie uważasz że to nie pozostawi śladów?

                              Skala. Zobacz skalę. Matka/ojciec jest naturalnym przewodnikiem, istotnym "szefem" w domu. Nadaje kierunek, gdyż jest starsza, mądrzejsza o cały bagaż doświadczeń. Dlatego matka może zrobić coś, co się dziecku nie podoba. I dopóki jest w stanie dziecku to racjonalnie wytłumaczyć: "nie zjesz kolejnej czekolady bo zwymiotujesz"; "nie będziesz oglądał tej bajki bo po niej śnią ci się koszmary" itp, to wówczas jest ok. I nie jest to przemoc.

                              Czyli udowadnia mu że jego potrzeby są mniej ważne niż poglądy matki. Dlac
                              > zego uważasz że tak poniżone dziecko nie doznaje traumy?

                              Potrzeby dziecka do pewnego wieku: miłość, czułość, sen, jedzenie, zabawa, bezpieczeństwo. To są potrzeby. Reszta to czesto próba sił, próba wymuszania. Dlatego matka/ojciec jak potrafi dziecku sensownie wytłumaczyć, znaleźć rozwiązanie, okazać zrozumienie i szacunek ale jednak zrobić wg własnych zasad, to dziecko nie ma po prostu powodów do traumy.

                              > Jeden klaps w tygodniu istotnie wskazuje na to że rodzice nie dogadują się z dz
                              > ieckiem.

                              Zgadzam sie.

                              >To dlaczego odprowadzenie za rękę jest dopuszczalne?

                              Doprecyzuj pytanie.
                              >
                              > O, a jak mądra matka zajmie czyms dziecko które dostało klapsa to ono i tak nie
                              > zapomni? A czemuż to?

                              Bo MĄDRA matka nie da klapsa, tylko tak przewidzi/poprowadzi sytuację, że i wilk syty i owca cała.

                              > Wyprowadzanie za rękę na siłę to nie musi być szarpanie.

                              I jeśli nie jest szarpaniem, to ok.

                              Po prostu ciągnie się za rękę i tyle. Dziecko poddane przemocy czuje się, zgodnie z Twoimi teoriami, straumatyzowane i tu już tłumaczenia nie pomogą. Krzywda się stała.

                              Wiesz, jeśli po takiej akcji od razu albo po powrocie do domu na spokojnie obgadacie temat, stosownymi do wieku słowami, to żadnej traumy nie będzie, bo następnym razem w tym sklepie jak się młode zapędzi do zabawek to przypomnisz co ustaliliście, albo po prostu staniesz chwilę przy tych zabawkach, niech nacieszy oko po czym robicie dalej zakupy w warzywniaku.
                              >
                              > Dziecko które inaczej niż za rękę nie idzie po ulicy to kaleka. Poza tym jak bę
                              > dziesz miała więcej niż jedynaka to zrozumiesz ten delikatny problem z prowadze
                              > niem za rękę kilkorga dzieci i równoczesnym niesieniem zakupów.

                              Po kiego grzyba ci więcej niż jedno dziecko, skoro tego jednego nie ogarniasz? Mierz siły na zamiary.
                              Młodsze wsadzasz w wózek/rowerek, starsze MA pchać (lub chociaz pomagac) a ty idziesz obok z zakupami. Wcześniej ustalasz, że jak będzie grzeczne, to jak dojdziecie do domu to poczekacie, a ono się w tym czasie pobawi na placu zabaw - w nagrodę.

                              > Przy fafnastym takim numerze będzie klaps, wcześniej będzie o tyle szarpnięcie,
                              > na ile to jest niezbędne do szybkiego zatrzymania. No ale trauma i tak pozosta
                              > je, czy od szarpnięcia czy od klapsa. To już lepiej niech wpadnie pod ten autob
                              > us, nie?

                              Nie rozmawiasz z dzieckiem. Nakazujesz, rozkazujesz, krzyczysz, szarpiesz, klapsisz, ale nie tłumaczysz - to masz takie konsekwencje. Nie dopisuj sił nadprzyrodzonych czy tez nie rób z dziecka idioty nie będącego w stanie zrozumiec pewnych zasad. Jak raz czy drugi wybiegnie na ulicę, kupujesz szelki i prowadzisz go na szelkach, jasno mówiąc, że dopóki nie będzie sie wyrywal będzie chodził uwiązany. I niech wyje całą drogę.

                              > Jakby wkładało rękę do kontaktu po raz 30 to by dostało w tyłek.

                              I co by to zmieniło? Zmieniłoby to o tyle, że będzie się bało i przy tobie więcej tego palca nie wsadzi, ale jak nie będziesz patrzyć, to zrobi to z najwyższą premedytacją.
                              >
                              > A Ty jesteś w stanie tak po prostu, z zimną krwią powiedzieć dziecku "nie, wybi
                              > egaj na jezdnię"?????
                              >
                              Tak, wyobraź sobie, że mam bardzo dużo zimnej krwi. Ale nie do bicia. Nie wyobrażam sobie uderzyć (jakiegokolwiek) a już tym bardziej swojego dziecka.
                              • forumowiczka.to.ja Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 15:02
                                Moje dziecko ma manię przytrzaskiwania sobie paluszków w szufladach. Średnio raz dziennie sobie przytrzaśnie (lekko), ja mu tłumaczę, żeby uważał, jak się zbliża to mu tłumaczę itp. A on i tak się zapomina, włoży te nieszczęsne paluszki w szufladę i stoi i płacze. I ja go musze wtedy tulić i pocieszać. Myślę, że z 50 razy już mu tak tłumaczyłam, a on i tak zapomina. Wg Ciebie, powinnam mu już przylać....A mnie to nawet do głowy nie przyszło. To chyba kwestia zasad, podejścia.
                                • babunia_wygodka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 15:45
                                  forumowiczka.to.ja napisała:

                                  > w szufladę i stoi i płacze. I ja go musze wtedy tulić i pocieszać. Myślę, że z
                                  > 50 razy już mu tak tłumaczyłam, a on i tak zapomina. Wg Ciebie, powinnam mu już
                                  > przylać....A mnie to nawet do głowy nie przyszło. To chyba kwestia zasad, pode
                                  > jścia.

                                  Może lepiej nie kombinuj więcej co powinnaś robić "według mnie", bo znowu coś głupiego Ci wyjdzie, co?
                                  Dziecko przytrzaskuje własne palce, tak? No to jaki sens ma klaps, skoro przytrzasnięte palce nie motywują do zaprzestania fascynującej czynności otwierania szuflad? Jaki w ogóle sens ma jakiekolwiek gadanie o tym? Albo daję się dziecki nauczyć obsługi szuflad, od czasu do czasu dmuchając na obolałe palce, albo zakładam jakieś blokady i tyle.

                                  Natomiast klaps to by miał sens gdyby mimo wielokrotnych zakazów dziecko przytrzaskiwało dla zabawy palce brata.

                              • babunia_wygodka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 15:41
                                forumowiczka.to.ja napisała:

                                > > Wzięcie za rękę i odprowadzenie narusza nietykalnośc cielesną. Jest wykor
                                > zystan
                                > > iem najprymitywniejszej przewagi siły fizycznej matki nad dzieckiem w cel
                                > u zmus
                                > > zenia dziecka do zachowania którego ono nie chce, a chce matka. Na jakiej
                                > niby
                                > > podstawie uważasz że to nie pozostawi śladów?
                                >
                                > Skala. Zobacz skalę. Matka/ojciec jest naturalnym przewodnikiem, istotnym "szef
                                > em" w domu. Nadaje kierunek, gdyż jest starsza, mądrzejsza o cały bagaż doświad
                                > czeń. Dlatego matka może zrobić coś, co się dziecku nie podoba. I dopóki jest w

                                Święta prawda. Bardzo mnie cieszy że to zaczynasz dostrzegać. Czasem trzeba zrobić coś, co się dziecku nie spodoba, ergo będzie wbrew jego woli, ergo będzie przemocą.

                                > stanie dziecku to racjonalnie wytłumaczyć: "nie zjesz kolejnej czekolady bo zw
                                > ymiotujesz"; "nie będziesz oglądał tej bajki bo po niej śnią ci się koszmary" i
                                > tp, to wówczas jest ok. I nie jest to przemoc.

                                Daj spokój, racjonalne tłumaczenia tego rodzaju to skutkują u pięciolatków, może trochę młodszych. Do normalnego trzylatka, nie wspominając o młodszych, tak odległe "zagrożenia" jak wymioty po czekoladzie nic nie znaczą. Po prostu matka odmawia, narzucając przemocą (psychiczną) swoją wolę.

                                > Czyli udowadnia mu że jego potrzeby są mniej ważne niż poglądy matki. Dlac
                                > > zego uważasz że tak poniżone dziecko nie doznaje traumy?
                                >
                                > Potrzeby dziecka do pewnego wieku: miłość, czułość, sen, jedzenie, zabawa, bezp
                                > ieczeństwo. To są potrzeby. Reszta to czesto próba sił, próba wymuszania. Dlate
                                > go matka/ojciec jak potrafi dziecku sensownie wytłumaczyć, znaleźć rozwiązanie,
                                > okazać zrozumienie i szacunek ale jednak zrobić wg własnych zasad, to dziecko
                                > nie ma po prostu powodów do traumy.

                                Czyli jeżeli się wytłumaczy że klaps był wynikiem tego, że dziecko nie chciało się uspokoić pod wpływem słów rodziców, a były to słowa wyjątkowo ważne, to nie będzie powodów do traumy, czyż nie?

                                > >To dlaczego odprowadzenie za rękę jest dopuszczalne?
                                >
                                > Doprecyzuj pytanie.

                                No, klaps za wbiegnięcie na jezdnię niedopuszczalny, a odprowadzenie na siłę za rękę od wystawy Spidermanów - dopuszczalne. Czemu, skoro oba są naruszeniem nietykalności osobistej?

                                > > O, a jak mądra matka zajmie czyms dziecko które dostało klapsa to ono i t
                                > ak nie
                                > > zapomni? A czemuż to?
                                >
                                > Bo MĄDRA matka nie da klapsa, tylko tak przewidzi/poprowadzi sytuację, że i wil
                                > k syty i owca cała.

                                MĄDRA matka także zaśpiewa nie fałszując, MĄDRA matka rozwiąże równanie kwadratowe z trzema niewiadomymi, MĄDRA matka nauczy dziecko robić salto w tył na własnym przykładzie...
                                A nie przyszło Ci nigdy do głowy że może być tak, że zupełnie przyzwoita, kochająca matka po prostu nie umie aż tak precyzyjnie pokierować postępowaniem dziecka? I żeby pękła to się nie nauczy tak samo jak Ty się nie nauczysz poginać na nartach jak Justyna Kowalczyk? Że dziecko może być akurat trudniej się poddające takiemu kierowaniu? Hę?

                                > > Wyprowadzanie za rękę na siłę to nie musi być szarpanie.
                                >
                                > I jeśli nie jest szarpaniem, to ok.

                                A co za różnica niby? Przemoc i poniżenie dziecka jest takie samo - musi iść w miejsce, do którego nie chce iść.

                                > Po prostu ciągnie się za rękę i tyle. Dziecko poddane przemocy czuje się, zgodn
                                > ie z Twoimi teoriami, straumatyzowane i tu już tłumaczenia nie pomogą. Krzywda
                                > się stała.
                                >
                                > Wiesz, jeśli po takiej akcji od razu albo po powrocie do domu na spokojnie obga
                                > dacie temat, stosownymi do wieku słowami, to żadnej traumy nie będzie, bo nastę
                                > pnym razem w tym sklepie jak się młode zapędzi do zabawek to przypomnisz co ust

                                No to jak spokojne obgadanie po odciągnięciu za rękę załatwia sprawę traumy, to dlaczego nie wystarczy obgadać klapsa żeby i po nim traumy nie było?

                                > aliliście, albo po prostu staniesz chwilę przy tych zabawkach, niech nacieszy o
                                > ko po czym robicie dalej zakupy w warzywniaku.

                                Jak będzie można to stanę, oczywiście. No ale mówimy o sytuacji kiedy nie było można.

                                > > Dziecko które inaczej niż za rękę nie idzie po ulicy to kaleka. Poza tym
                                > jak bę
                                > > dziesz miała więcej niż jedynaka to zrozumiesz ten delikatny problem z pr
                                > owadze
                                > > niem za rękę kilkorga dzieci i równoczesnym niesieniem zakupów.
                                >
                                > Po kiego grzyba ci więcej niż jedno dziecko, skoro tego jednego nie ogarniasz?
                                > Mierz siły na zamiary.

                                A co mnie obchodzi że w ocenie jakiejś paniusi z ulicy ja nie ogarniam dziecka? W mojej ocenie ogarniam i mogę mieć jeszcze ze cztery suspicious
                                Natomiast owszem, jeżeli ktoś musi cały czas prowadzić dziecko za rękę bo nie jest pewny tego co to dziecko zrobi, to jak najbardziej nie powinien mieć nawet tego jednego.

                                > Młodsze wsadzasz w wózek/rowerek, starsze MA pchać (lub chociaz pomagac) a ty i
                                > dziesz obok z zakupami. Wcześniej ustalasz, że jak będzie grzeczne, to jak dojd
                                > ziecie do domu to poczekacie, a ono się w tym czasie pobawi na placu zabaw - w
                                > nagrodę.

                                Wózki sa niewygodne i nie używam ich jak tylko dziecko nauczy się chodzić. ICMPTZ?
                                A pchanie wózka z niemowlakiem przez dwulatka to też dość taki zabawny pomysł.
                                Aha, i przy domu akurat nie mam placu zabaw suspicious

                                > Nie rozmawiasz z dzieckiem. Nakazujesz, rozkazujesz, krzyczysz, szarpiesz, klap
                                > sisz, ale nie tłumaczysz - to masz takie konsekwencje. Nie dopisuj sił nadprzyr

                                Dziecko do 3-4 lat nie działa na "tłumaczenie". A w każdym razie nie na tłumaczenie przedstawiające konsekwencje zupełnie dla takiego dziecka abstrakcyjne, w rodzaju kopnięcia prądem albo przejechania przez samochód.
                                Tobie zapewne się wydaje że "wytłumaczyłaś" dziecku dlaczego ma nie wbiegać na ulicę. Otóż prawda jest taka, że dziecko nie wbiega Ci na ulicę tylko i wyłącznie dlatego, że jest tak wytresowane za pomocą Twojego autorytetu - w takim wieku jeszcze niepodważalnego.
                                Jedynym co mogło się dołożyć do tej tresury był strach, z jakim tłumaczyłaś dziecku złapanemu na krawężniku że nie można tam dalej wchodzić. Skoro biegnięcie w stronę ulicy było tak groźne że aż mama się przestraszyła - chyba lepiej tego nie robić.

                                > odzonych czy tez nie rób z dziecka idioty nie będącego w stanie zrozumiec pewny

                                Dziecko nie jest idiotą, dziecko po prostu jeszcze się nie rozwinęło do poziomu pozwalającego tłumaczyć "na logikę".

                                > ch zasad. Jak raz czy drugi wybiegnie na ulicę, kupujesz szelki i prowadzisz go
                                > na szelkach, jasno mówiąc, że dopóki nie będzie sie wyrywal będzie chodził uwi
                                > ązany. I niech wyje całą drogę.

                                Dziecko na smyczy? No przecież to jest dopiero poniżenie i trauma.

                                > > Jakby wkładało rękę do kontaktu po raz 30 to by dostało w tyłek.
                                >
                                > I co by to zmieniło? Zmieniłoby to o tyle, że będzie się bało i przy tobie więc
                                > ej tego palca nie wsadzi, ale jak nie będziesz patrzyć, to zrobi to z najwyższą
                                > premedytacją.

                                Bynajmniej. Będzie wiedziało że wkładanie palców do kontaktu to coś, co prowokuje rodziców to tak wyjątkowych działań jak klaps. To o czym piszesz to zachowanie 10-latka, który sam kalkuluje niebezpieczeństwo (często błędnie). małe dziecko rozpoznaje dopuszczalność działań po kategoryczności zakazów.

                                > > A Ty jesteś w stanie tak po prostu, z zimną krwią powiedzieć dziecku "nie
                                > , wybi
                                > > egaj na jezdnię"?????
                                > >
                                > Tak, wyobraź sobie, że mam bardzo dużo zimnej krwi. Ale nie do bicia. Nie wyobr
                                > ażam sobie uderzyć (jakiegokolwiek) a już tym bardziej swojego dziecka.

                                No popatrz. A ja potrafię dać w razie (rzadkiej) konieczności klapsa z dokładnie takimi samymi emocjami z jakimi zakazuję czegoś werbalnie. Nie wkurza mnie to bardziej niż zatrzaśnięcie dr
                                • forumowiczka.to.ja Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 21:23
                                  Wiesz co, myślę że czas przerwać to wspólne kontratakowanie się. Nigdy nie dojdziemy do wspólnego mianownika. Ty reprezentujesz zupełnie odmienne ode mnie poglądy. Ja jestem skrajnie przeciwna biciu dzieci, nawet klapsom. Ty dopuszczasz klapsy jako formę wychowania. Reprezentujesz nurt tych mam, które to nie będą z dzieciakiem dyskutować, tylko "jak trzeba" to strzelą w pupę i ma "gó...arz słuchać". Uważasz, że dziecko 2-3-4-letnie nie jest w stanie słuchać i rozumieć. Weź tylko pod uwagę, że jeśli przez 3-4 lata twoją metodą wychowawczą były klapsy i ogólnie większa lub mniejsza przemoc, to z 5 latkiem nie będziesz miała o czym rozmawiać, bo ono już bez klapsa nie zrobi tego o co prosisz - sama go tego uczysz.
                                  Mnie osobiście do karcenia wystarczy odpowiednie słowo, ton głosu, solidne argumenty. Dla małego dziecka krótkie "nie wolno" i dziecinne krótkie wytłumaczenie. Nie doceniamy narzędzi, jakimi dysponujemy, że dziecko emocjonalnie jest od nas zależne, i dla niego zła/smutna mama to już jest kara, podniesiony głos i krótka reprymenda często wystarczy. W sytuacjach trudnych zdrowy opierdziel od góry do dołu może zdziałać cuda. Rodzicom brak inwencji w rozwiązywaniu problemów, złych zachowań dzieci, łatwiej po prostu strzelić klapsa. Nie twierdzę, że po jednym klapsie dziecko przeżyje traumę, ale nie znam matki, która dała jednego klapsa w życiu. Albo matki nie biją, albo dają klapsy "od czasu do czasu". Jeśli nie nauczymy dziecka agresji, ono nie będzie agresywne. Nawet złość będzie umiało odpowiednio odreagowywać.
                                  Ach, długo bym mogła pisać o formach zastępczych zamiast klapsa.
                                  Generalnie, pisz sobie co chcesz. Ja klapsom i biciu ogólnie mówię stanowczo NIE. Bez względu na twoje pokrętne i różne próby tłumaczenia, objaśniania, odpytywania
                                  Szacunku, zasad trzeba uczyć od samego początku.
                                  • babunia_wygodka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 28.03.11, 10:23
                                    forumowiczka.to.ja napisała:

                                    > Wiesz co, myślę że czas przerwać to wspólne kontratakowanie się. Nigdy nie dojd
                                    > ziemy do wspólnego mianownika. Ty reprezentujesz zupełnie odmienne ode mnie pog
                                    > lądy. Ja jestem skrajnie przeciwna biciu dzieci, nawet klapsom. Ty dopuszczasz
                                    > klapsy jako formę wychowania. Reprezentujesz nurt tych mam, które to nie będą z
                                    > dzieciakiem dyskutować, tylko "jak trzeba" to strzelą w pupę i ma "gó...arz sł
                                    > uchać". Uważasz, że dziecko 2-3-4-letnie nie jest w stanie słuchać i rozumieć.

                                    Owszem, nie dogadamy się, ale z innego nić Ci się wydaje powodu. Nie dogadamy się bo ja mówię konkretami i odpowiadam na to, co Ty napiszesz. W odróżnieniu - Ty gadasz sama ze sobą wymyślając "moje" poglądy i z poświęceniem sprzeciwiając się głupotom własnego pomysłu.

                                    > Ach, długo bym mogła pisać o formach zastępczych zamiast klapsa.
                                    > Generalnie, pisz sobie co chcesz. Ja klapsom i biciu ogólnie mówię stanowczo NI
                                    > E. Bez względu na twoje pokrętne i różne próby tłumaczenia, objaśniania, odpyty
                                    > wania
                                    > Szacunku, zasad trzeba uczyć od samego początku.

                                    Jak widać Ciebie nie nauczono szacunku dla rozmówcy w dyskusji suspicious Dostajesz niewygodne argumenty i zamiast nad nimi pomyśleć, obrażasz się jak dziecko.
                            • forumowiczka.to.ja Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 14:56
                              babunia_wygodka napisała:

                              > Tak, zresztą trudno wykorzystać przewagę słabszego nad silniejszym z braku tako
                              > wej, nieprawdaż?

                              Masło maślane, ziemia jest okrągła a marchewka pomarańczowa. Za chwilę zaczniesz wyciągać fakt, że doba ma 24 h, nieprawdać?

                              No i jest jeszcze przemoc psychiczna, istotnie raczej nie z pierwszego skojarzenia ale rozpoznawana.

                              I bardzo wyniszczająca.

                              > Wzięcie za rękę i odprowadzenie narusza nietykalnośc cielesną. Jest wykorzystan
                              > iem najprymitywniejszej przewagi siły fizycznej matki nad dzieckiem w celu zmus
                              > zenia dziecka do zachowania którego ono nie chce, a chce matka. Na jakiej niby
                              > podstawie uważasz że to nie pozostawi śladów?

                              Skala. Zobacz skalę. Matka/ojciec jest naturalnym przewodnikiem, istotnym "szefem" w domu. Nadaje kierunek, gdyż jest starsza, mądrzejsza o cały bagaż doświadczeń. Dlatego matka może zrobić coś, co się dziecku nie podoba. I dopóki jest w stanie dziecku to racjonalnie wytłumaczyć: "nie zjesz kolejnej czekolady bo zwymiotujesz"; "nie będziesz oglądał tej bajki bo po niej śnią ci się koszmary" itp, to wówczas jest ok. I nie jest to przemoc.

                              Czyli udowadnia mu że jego potrzeby są mniej ważne niż poglądy matki. Dlac
                              > zego uważasz że tak poniżone dziecko nie doznaje traumy?

                              Potrzeby dziecka do pewnego wieku: miłość, czułość, sen, jedzenie, zabawa, bezpieczeństwo. To są potrzeby. Reszta to czesto próba sił, próba wymuszania. Dlatego matka/ojciec jak potrafi dziecku sensownie wytłumaczyć, znaleźć rozwiązanie, okazać zrozumienie i szacunek ale jednak zrobić wg własnych zasad, to dziecko nie ma po prostu powodów do traumy.

                              > Jeden klaps w tygodniu istotnie wskazuje na to że rodzice nie dogadują się z dz
                              > ieckiem.

                              Zgadzam sie.

                              >To dlaczego odprowadzenie za rękę jest dopuszczalne?

                              Doprecyzuj pytanie.
                              >
                              > O, a jak mądra matka zajmie czyms dziecko które dostało klapsa to ono i tak nie
                              > zapomni? A czemuż to?

                              Bo MĄDRA matka nie da klapsa, tylko tak przewidzi/poprowadzi sytuację, że i wilk syty i owca cała.

                              > Wyprowadzanie za rękę na siłę to nie musi być szarpanie.

                              I jeśli nie jest szarpaniem, to ok.

                              Po prostu ciągnie się za rękę i tyle. Dziecko poddane przemocy czuje się, zgodnie z Twoimi teoriami, straumatyzowane i tu już tłumaczenia nie pomogą. Krzywda się stała.

                              Wiesz, jeśli po takiej akcji od razu albo po powrocie do domu na spokojnie obgadacie temat, stosownymi do wieku słowami, to żadnej traumy nie będzie, bo następnym razem w tym sklepie jak się młode zapędzi do zabawek to przypomnisz co ustaliliście, albo po prostu staniesz chwilę przy tych zabawkach, niech nacieszy oko po czym robicie dalej zakupy w warzywniaku.
                              >
                              > Dziecko które inaczej niż za rękę nie idzie po ulicy to kaleka. Poza tym jak bę
                              > dziesz miała więcej niż jedynaka to zrozumiesz ten delikatny problem z prowadze
                              > niem za rękę kilkorga dzieci i równoczesnym niesieniem zakupów.

                              Po kiego grzyba ci więcej niż jedno dziecko, skoro tego jednego nie ogarniasz? Mierz siły na zamiary.
                              Młodsze wsadzasz w wózek/rowerek, starsze MA pchać (lub chociaz pomagac) a ty idziesz obok z zakupami. Wcześniej ustalasz, że jak będzie grzeczne, to jak dojdziecie do domu to poczekacie, a ono się w tym czasie pobawi na placu zabaw - w nagrodę.

                              > Przy fafnastym takim numerze będzie klaps, wcześniej będzie o tyle szarpnięcie,
                              > na ile to jest niezbędne do szybkiego zatrzymania. No ale trauma i tak pozosta
                              > je, czy od szarpnięcia czy od klapsa. To już lepiej niech wpadnie pod ten autob
                              > us, nie?

                              Nie rozmawiasz z dzieckiem. Nakazujesz, rozkazujesz, krzyczysz, szarpiesz, klapsisz, ale nie tłumaczysz - to masz takie konsekwencje. Nie dopisuj sił nadprzyrodzonych czy tez nie rób z dziecka idioty nie będącego w stanie zrozumiec pewnych zasad. Jak raz czy drugi wybiegnie na ulicę, kupujesz szelki i prowadzisz go na szelkach, jasno mówiąc, że dopóki nie będzie sie wyrywal będzie chodził uwiązany. I niech wyje całą drogę.

                              > Jakby wkładało rękę do kontaktu po raz 30 to by dostało w tyłek.

                              I co by to zmieniło? Zmieniłoby to o tyle, że będzie się bało i przy tobie więcej tego palca nie wsadzi, ale jak nie będziesz patrzyć, to zrobi to z najwyższą premedytacją.
                              >
                              > A Ty jesteś w stanie tak po prostu, z zimną krwią powiedzieć dziecku "nie, wybi
                              > egaj na jezdnię"?????
                              >
                              Tak, wyobraź sobie, że mam bardzo dużo zimnej krwi. Ale nie do bicia. Nie wyobrażam sobie uderzyć (jakiegokolwiek) a już tym bardziej swojego dziecka.
                • naomi19 Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 14:38
                  A jak można czuć się kochanym jak mama nie chce dać 9-tej czekolady
                  Lejesz dziecko, bo chce czekoladę?
                  To akurat nadaje się jak najbardziej na policję.
              • yuka12 Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 11:36
                Moja cora raz swoim zyciu dostala porzadne lanie reka w tylek. Wtedy gdy ponad polroczne tlumaczenie, pokazywanie, czytanie odpowiednich ksiazek, ogladanie odpowiednich bajek z tym tematem a nawet krzyki nie pomogly. Chodzilo o przechodzenie przez ulice. Mloda notorycznie nam uciekala, wyrywala sie, kladla sie lub siadala na srodku ulicy wrzeszczac przy tym lub/ i placzac. Nikt i nic nie moglo jej przemowic do rozumu, ze przy przechodzeniu przez ulice zawsze musi sie trzymac mamy lub taty. Raz, po kolejnej ulicznej awanturze, nie wytrzymalam i zapowiedzialam mlodej, ze jesli sie nie uspokoi i nie zacznie trzymac sie mnie na ulicy, dostanie w domu lanie. Powiedzialam jej tez, ze bardzo ja kocham i chce zeby byla zdrowa i cala i nie moge dopuscic, aby dalej sie tak zachowywala. Wczesniej wiele razy jej wyjasnialismy, jak bardzo niebezpieczne jest to, co robi. Ale i tym razem moje slowa puscila mimo uszu. Po chwili bylismy w domu, gdzie corce powiedzialam, ze tak ja kocham, ze musze ja nauczyc, ze tak zachowywac sie nie wolno. I ze niestety musze ja uderzyc w pupe. Uderzylam, przytulilam placzaca, jeszcze raz zapewnilam o swojej milosci i dlaczego to musialam zrobic i od tamtej pory do dzisiaj nie mialam wiecej zadnego problemu z corka podczas przechodzenia przez ulice. Bylo to trzy lata temu, cora miala wtedy 3 lata i jest wspanialym, kochanym i grzecznym dziewczeciem. Kochamy sie nad zycie. Wiecej nigdy nie musialam jej bic. Ale to wydarzenie mi pokazalo, ze sa sytuacje, kiedy klaps moze przemowic wiecej niz wielogodzinne i wielodniowe tlumaczenia. Zwlaszcza gdy chodzi o bezpieczenstwo dziecka.
                • forumowiczka.to.ja Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 11:55
                  yuka12 napisała:

                  > Moja cora raz swoim zyciu dostala porzadne lanie reka w tylek. Wtedy gdy ponad
                  > polroczne tlumaczenie, pokazywanie, czytanie odpowiednich ksiazek, ogladanie od
                  > powiednich bajek z tym tematem a nawet krzyki nie pomogly.

                  Piszesz, że dostała lanie raz jeden. Sytuacja jasna, nic nie pomaga a istnieje zagorożenie życia/zdrowia. Takie coś jestem w stanie zrozumieć. Tak jak napisałaś, pomimo prób, tłumaczenia, obrazowania itp. Sama dostałam w życiu 2 razy lanie ręką. Oba pamiętam, oba słusznie. Raz, bo uderzyłam tatę w twarz, drugi raz bo się rzuciłam mamie po raz n-ty na ulicy. Wiecej jednego i drugiego nie zrobiłam, a samo wspomnienie przez rodziców "lania" było wystarczającym straszakiem.
                  Mój brat co chwila dostawał klapsy, niczego go one nie uczyły. Olewał to, a z czasem nawet się przyzwyczaił. Z czasem straszenie przez matkę laniem (jak był już starszy) powodowało, że śmiał się jej prosto w twarz. Podobna sytuacja była u mojego męża w domu, też często dostawał - do dzisiaj twierdzi, że te klapsy jak był starsz budziły w nim nienawiść do rodziców. To była jej porażka absolutna. Do dzisiaj tak twierdzi. I ja sie z tym zgadzam. Bo co zrobia te mamy, które nauczyły dziecko, że egzekwują od niego coś tylko wtedy jak dostanie klapa? Jak to dziecko urośnie, to co, 15-latka wezmą na kolana i wtłuką? No litości. A innych naprawdę skutecznych metod sobie zapewne nie wypracują, bo przecież "klaps działa".
    • naomi19 Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 08:42
      Twoje dzieci reagują agresywnie, bo sama ich tego nauczyłaś, wydzierając się po nich i bijąc. Nie widzę w ich zachowaniu nic dziwnego.
    • naomi19 Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 08:43
      tak sobie myślę, że pewnie moi sąsiedzi też mogli się zastanowić nad wezwaniem kogoś z opieki
      też tak myślę. Skoro bijesz dzieci, to ewidentnie sobie nie radzisz i to ty potrzebujesz pomocy, może jakieś warsztaty jak radzić sobie z emocjami, z bezsilnością.
      • kropkacom Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 08:50
        Autorce wątku przydałaby się super niania a nie policja. Policje wzywa się do rodzin gdzie dzieci są maltretowane.
        • iwles Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 09:03

          na początek dobry podręcznik wystarczy smile

          Shellerko, to nie dzieci mają problem to ty masz problem. A dzieci przyzwyczaiłas do tego, że reagują dopiero na twój wrzask.
          Na twoim miejscu zrobiłabym raczej system nagród, może tablicę i zbieranie punktow np. za zrobienie siku do toalety, za samodzielne ubranie się itd. A za ileś tam punktów zagroda.

          Bo tak dalej nie dacie rady funkcojonować, a pomyśl, że jak pójdzie dziecko do szkoły to może być jeszcze gorzej, jeśli nie przerwiesz tego łańcucha nakręcania się.

          • shellerka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 09:11
            tia.... mamy tablicę ze słoneczkami za dobre zachowanie.
            on ma to centralnie gdzieś. jest bystry i czasami wydaje mi się, że sprytniejszy ode mnie. zresztą to nie tylko moja opinia... on potrafi tak zakręcić człowiekiem, tak zmanipulować, ze przysięgam własnie mysl o pozniejszym wieku mnie PRZERAŻAsmile
            ja nawet zaczęłam oglądać nałogowo te wszystkie programy o wychowaniu dzieci.
            młodsza, mimo ze ma dopiero 1,5 roku słucha mnie i jak się jej powie, ze czegos nie wolno, to tego wiecej nie zrobi, tylko najwyzej próbuje i sprawdza jaką mam minę (z chochlikami w oczkach).
            te jej ataki złości zdarzają się, kiedy jej się coś zabiera, albo czegoś nie potrafi zrobić i się wścieka.
            starszy jest rozpieszczony i rozwydrzony. pewnie to kwestia tego, ze do 3 roku zycia wychowywala go praktycznie moja babcia i na zasadzie - a dam mu to, tylko zeby nie plakal, albo a zrobie to za niego, bo bedzie halas doprowadzila do takiej a nie innej sytuacji.
        • alyeska Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 09:14
          Twoje dzieci sa jeszcze za male aby rozumnie, logicznie i szybko reagowac na polecania, wiec trzeba sposobem:
          - zasnie w aucie - przenies go spiacego do domu niech sobie jeszcze pospi,
          - sama go sadzaj na nocniku - bez pytania 20 razy- jak widzisz ,z e zaczyna sie krecic;
          - absolutnie nie spaceruj z dziecmi gdzies gdzie maly moglby wybiec na ulice, chyba , ze jest w wozku;
          - jak wychodzicie na spacer pomogaj mu sie ubrac i opowiadaj jakies bajki,.
          Takie male dzieci moga sie zachowac irracjonalnie inie umia jeszcze tego kontrolowac ( placze histeryczne) to tak jak u nas PMS .
          Zgadzam sie z dziewczynami, ze sama im pokazalas agresywne zachowanie. Bicie dzieci???? Takich malych, to ty masz problemy a nie one.
          • shellerka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 09:36
            e... chyba nie doczytałaś... ten starszy ma prawie 5 latsmile i waży 20 kilosmile
            • alyeska Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 10:00
              no to co? Nie mozesz przenies 20 kg dziecka na kanape. Bez przesady. Jak nie uzywasz wozka to nie spaceruj przy ruchliwych ulicach. Ja tez mam 5 latka i wszystko co napisalam jest wykonalne. Bez krzykow i agresji.
              • shellerka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 10:34
                a w tym czasie 1,5 roczniak będzie się darł w aucie? czy jak to sobie logistycznie wyobrażasz? czy mam zaprowadzić 1,5 roczniaka, zostawić go samego i pójść po starszego?
                poza tym dzwigaj sobie co drugi dzień 20 kilo bezwładnej masy... powodzenia.
                co do wózka - wiesz co? dwa dni temu widziałam na oko 4 letnią dziewczynkę w wózku... dla mnie pełnosprawne dziecko w tym wieku w wózku to coś nieteges jednak....

                ja wiem dziewczyny, że na tym forum wszystkie są oazami spokoju, kwiatami lotosu pływającymi po spokojnych wodach i takie tam. nigdy nie dają klapsów i nigdy nie podnoszą głosów. używają systemu nagród, nigdy nie karzą, a ich dzieci to chodzące ideały. mądre grzeczne i poukładane. żadnych ADHD, czy innych takiech. to nie to miejsce, prawda?smile

                dzięki za zrozumienie w każdym razie i rady. dzięki temu, że się wygadałam z większą cierpliwością stawię czoła wyjściu za niecałą godzinęsmile (teraz młoda śpi, a starszy sobie maluje)
                • forumowiczka.to.ja Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 10:37
                  shellerka napisała:

                  > ja wiem dziewczyny, że na tym forum wszystkie są oazami spokoju, kwiatami lotos
                  > u pływającymi po spokojnych wodach i takie tam. nigdy nie dają klapsów i nigdy
                  > nie podnoszą głosów. używają systemu nagród, nigdy nie karzą, a ich dzieci to c
                  > hodzące ideały. mądre grzeczne i poukładane. żadnych ADHD, czy innych takiech.
                  > to nie to miejsce, prawda?smile

                  Ja i kwiat lotosu?? Hmmmm.....oazą spokoju też nazwać mnie nie można, wręcz przeciwnie.....temperament to ja mam.
                • babunia_wygodka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 10:39
                  shellerka napisała:

                  > a w tym czasie 1,5 roczniak będzie się darł w aucie? czy jak to sobie logistycz
                  > nie wyobrażasz? czy mam zaprowadzić 1,5 roczniaka, zostawić go samego i pójść p
                  > o starszego?

                  A co za problem? Ile masz od domu do samochodu i z powrotem? 3 minuty? Zresztą w takiej sytuacji to w ogóle nie trzeba tego robić oddzielnie, tylko jak duży śpi, a mały nie, to bierzesz dużęgo na ręce a mały idzie za Tobą.

                  > poza tym dzwigaj sobie co drugi dzień 20 kilo bezwładnej masy... powodzenia.

                  Co drugi dzień takie duże dziecko zasypia Ci w samochodzie? To w ogóle jest coś nie w porządku, on jest chyba za bardzo zmęczony. Co Ty mu robisz?
                  Tym niemniej co za problem te 20 kilo minutę potrzymać na rękach? No chyba że sama ważysz 35.

                  • ylunia78 Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 18:09
                    A co za problem? Ile masz od domu do samochodu i z powrotem? 3 minuty? Zresztą w takiej sytuacji to w ogóle nie trzeba tego robić oddzielnie, tylko jak duży śpi, a mały nie, to bierzesz dużęgo na ręce a mały idzie za Tobą

                    Taaaa jasneeee,a gdyby w ciągu tych 3minut coś stało się dziecku pozostawionemu w aucie było by na emamie wątek"Kolejna niezrównowazona matka"
                    • shellerka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 18:51
                      dokładniesmile
                • alyeska Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 10:42
                  gdzie ty masz ten garaz?. Jak to nie do wykonania to nie zabieraj go autem w porach drzemki. Minimalizuj sytuacje z ktorych jak wiesz moga wyniknac awantury a jak sie juz w takiej znajdziesz to zapobiegaj. Krzyk i bicie to Twoja przegrana.
                  • forumowiczka.to.ja Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 10:51
                    alyeska napisała:

                    > gdzie ty masz ten garaz?. Jak to nie do wykonania to nie zabieraj go autem w po
                    > rach drzemki. Minimalizuj sytuacje z ktorych jak wiesz moga wyniknac awantury a
                    > jak sie juz w takiej znajdziesz to zapobiegaj. Krzyk i bicie to Twoja przegran
                    > a.

                    Pewnie u 5 latka ciężko jest wyłapać porę drzemki. Śpi jak jest zmęczony. A że pada akurat w aucie....A zakupy trzeba zrobić, do lekarza jechać itp. Lepiej go nie budzić, niech dośpi. Albo nie dać zasnąć. Nie wiem jak dalekie odległości pokonujesz, że on zdąży usnąć.
            • ewasuwek Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 10:22
              mój 5 latek jak zaśnie w samochodzie to go biorę na ręce, zanoszę do domu i kładę. Jak chce to śpi po prostu dalej. Córka (teraz 8 lat) jak zasypiała w samochodzie to też po przebudzeniu robiła takie cyrki. Po jakimś czasie próbowałam nie dopuścić do tego zasypiania, śpiewałam jej (GŁOŚNO), zagadywałam, byleby dojechać do domu bez zasypiania. Jakoś się udawało.
          • leojoa1 alyeska 24.03.11, 11:06
            Podpisuję się pod tym co napisałaś obiema rękami. Sama mam dwójkę małych dzieci właśnie tak staram się robić. Chodzę na spacery tam gdzie jest bezpiecznie. Starszej muszę przypominać o sikaniu, bo zawsze ma ważniejsze sprawysmile Pomagam się ubierać, bo nie których rzeczy sama nie zrobi. Wiem, że w przedszkolu jest bardziej samodzielna, a w domu cofa się przy rocznej siostrze. Nie zawsze jest słodko i kolorowo, ale nie pokazuję dziecku agresywnych zachować. Wychodzę z założenia że jak uderzę dziecko ono odda komu innemu- czyt. ,mnie, siostrze, dziecku w przedszkolu...
        • naomi19 Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 09:27
          To było do mnie? Ja uważam, że ewidentnie nie radzi sobie nie tyle z dziećmi co ze sobą i swoimi negatywnymi emocjami do nich.
          Dziecko shellerki nie jest ani wybitnie przebiegłe jak pisze ani nie jest wyjątkowo niegrzecznym dzieckiem jak to opisuje. Większość dzieci wykorzystuje nieporadność wychowawczą rodziców, większość dzieci na których stosuje się przemoc fizyczną i psychiczną tak samo "używa" tej przemocy, bo tego są uczone od najmłodszych lat. A już przytulanie dziecka po zbiciu go jest dla mnie abstrakcją. Niby czego m to dziecko nauczyć. Co to za sytuacja, ze matka nie ma nad kilkuletnim dzieckiem absolutnie żadnej kontroli w sytuacji bezpośredniego zgrożeni życia (wybiegł na ulicę). To jż jest wg mnie niebezpieczne i to, że matka nie wyobraża sobie, co będzie, gdy dziecko dorośnie. No ja też sobie nie wyobrażam. Nie mam pojęcia czy jest potrzebna policja (choć wg naszego prawa bicie dzieci nie jest zgodne z prawem i absolutnie jest potrzebna) natomiast my mówimy o opiece społecznej, a nie o policji. Moim zdaniem olicja powinna zajmowac się poważniejszymi sprawami. Tu powinien shellerę ktoś nie UKARAĆ za jej nieporadnośc tylko POMÓC. Pisałam o warsztatach psychologicznych, tam nauczy się radzić ze swoimi emocjami, tam nauczy się metod wyhowawczych, bo teraz oprócz wrzasku i ewentualnie bicia nie zna innych, skoro tablice z kwiatuszkami nie pomagają, chyba nikt nie ma wątpliwości, że oglądanie Super Niani nie pomoże.
    • forumowiczka.to.ja Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 09:34
      Postaraj się sobie pomóc. Spokojniejsza mama, to spokojniejsze dzieci. Ważne, że to zauważyłaś, ale ważniejsze, żebyś coś z tym zrobiła.
      Przy 2 dzieci na pewno nie raz wszystko opada i rozsądek też, a górę biorą emocje. Tylko można się nauczyć jak sobie z nimi radzić. Nauczysz się Ty, nauczą się od Ciebie dzieci.
      Bicie dzieci....pomaga? Z tego co widać nie, pomaga Tobie się rozładować, ale efektu nie daje żadnego, dzieci jak się darły tak się drą. Nie bij!!!
      Dzieci nieraz są prostsze od konstrukcji cepa, co włożysz to wyjmiesz, więc w przyszłości wszystkie swoje problemy będą rozwiązywały krzykiem i przemocą.
      I jeszcze jedno, co innego gdy drze się dziecko, a co innego kiedy do tego darcia dołącza drąca się matka. Wtedy nie jest dobrze, i ktoś może zareagować.
      • shellerka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 09:37
        tak... ja to wszystko wiem...
        • forumowiczka.to.ja Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 09:49
          shellerka napisała:

          > tak... ja to wszystko wiem...

          Pisz tutaj co Cie trapi, będziemy Cię wspierać, pomagać, każda jak potrafi.

          P.S. Podaj jakiegoś maila, wyślę Ci kilka fajnych książek, chcesz?
          • lelija05 Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 09:55
            Forumowiczko, jeśli nie będzie to kłopot,to czy mogłabyś przesłać te książki również mnie?
            Z góry dziękuję.
            • forumowiczka.to.ja Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 09:58
              Nie ma sprawy, zaraz wyślę.
              • lelija05 Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 10:00
                Dziękuję.
              • alyeska Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 10:02
                lamiesz prawo, wysylajac ksiazki na maila ( no chyba, ze tylko tytuly) , tak jedynie nadmieniam.
                • forumowiczka.to.ja Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 10:09
                  alyeska napisała:

                  > lamiesz prawo, wysylajac ksiazki na maila ( no chyba, ze tylko tytuly) , tak je
                  > dynie nadmieniam.

                  Nawet jeśli to są moje prywtne książki, które zeskanowałam? Daj spokój....
                  • alyeska Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 10:28
                    jezeli twego autorstwa to nie, ale w to watpie.
          • shellerka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 10:17
            pewnie! ślij na gazetowego. mam "jak mówić, żeby dzieci nas słuchały" i wszystkie d.zawadzkiejsmile
    • babunia_wygodka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 10:30
      shellerka napisała:

      > starszy? jest dzieckiem nadwrażliwym.

      Nie jest żadnym dzieckiem nadwrażliwym.

      > przykład? za każdym - absolutnie każdym r
      > azem, kiedy wjeżdżam do garażu i mówię do dzieciarni - wysiadamy, a on śpi, nas
      > tępuje ryk. próbowałam różnych metod pobudek - na żarty, z czułością, gilgotkam
      > i, buziakami. otwiera oczy i ryczy. ale jak!!! ryczy jakbym mu głowę urywała! j

      No to niech się wyśpi w garażu, co za problem? Rozepnij mu pasy, zostaw samochód otwarty i niech spi. Obudzi się to wyjdzie. No chyba że ten garaż to podziemie pod blokiem, wtedy rzeczywiście masz problem. W takim przypadku pozostaje Ci tylko wniesienie go bez budzenia - i nie gadaj że nie dasz rady, co to jest 20 kilo utrzymać przez minutę?

      > da, że jest mu przykro, ale nie potrafi odpowiedzieć dlaczego. I to doprowadza
      > mnei do szału i zaczynam najpierw mówić do niego normalnie, ale on się dalej na

      No to po co do niego gadasz?

      > kręca. Ja muszę rozbierać w tym czasie młodszą, która też zaczyna ryczeć, bo st
      > arszy ryczy i zaczynam w końcu podnosić głos na tego starszego, zę ma się uspok
      > oić, co jak pewnie można sobie wyobrazić nakręca jego ryk jeszcze bardziej.
      > i tak się drzemy....

      No to siedź cicho, rozbierz co masz niezbędnego do rozebrania i idź sobie zrobić kąpiel.

      > inny przykładzik? wyjście na dwór. prawie za każdym razem wyjście na dwór oznac
      > za darcie się na siebie. do mojego dziecka nie dociera normalne "wychodzimy, ub
      > ierz się". nie. mogę mu powtarzać osiem razy (liczę to). do niego dociera dopie
      > ro wrzask. ale wtedy on zaczyna ryczeć.

      No to jak się nie ubierze, to zostaje w domu. Szybko się nauczy.

      > no i jeszcze problem jego sikania i robienia kupy w majtki. bo nie ma czasu iść
      > do toalety. potrafi doskonale panować nad swoimi potrzebami, ale czeka do osta
      > tniej chwili. pytam mu się, chce ci się siusiu? - bo widzę jak się wierci, kręc
      > i, tańczy - słyszę nie nie...

      To się nie pyta, tylko każe iść do łazienki. Żeby się przyzwyczajał że od gameboya można się oderwać.

      > i za chwilę widzę mokre spodnie. i np. tak dwa trzy razy dziennie.

      No to jak się zmoczy to idzie do łazienki , przebiera się, myje, a potem idzie po szmatę i ściera kałużę po sobie. Sam.

      > nie idzie do toalety, bo wlasnie rysuje, albo wlasnie gra, albo wlasnie sie baw
      > i albo milion innych rzeczy, które są ważniejsze od załatwienia się.

      Cóż, to będzie musiał je odłożyć na czas sprzątania. Skoro jego kupę z podłogi zgarnia zawsze mamusia to po co on się ma sprężać?


      > i też za trzecim razem się wydzieram na niego, a kilka razy dałam mu zwyczajnie
      > na tyłek.
      >
      > i tak jak czytam te wątki o wzywaniu policji, to się zastanawiam, co mam zrobić
      > , żeby hałasu było u nas mniej...

      Mniej krzyczeć.

      • shellerka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 10:43
        babunia - uwierz mi, że jak sobie tak mysle, to tez bym tak poradziła komussmile
        jak sobie wyobrażasz zostawic samo dziecko w aucie? garaż mam osobno, w dodatku z drugiej strony szeregowca, więc nie usłyszałabym, że sie obudził. garażu otwartego zostawić nie mogę, bo trzymam w nim oprócz samochodu rowery, drewno i różne inne rzeczy. poza tym gwarantuje ci, ze gdyby mlody obudzil sie i stwierdzil, ze mnie nie ma to ryk byłby jeszcze większy.

        z wniesieniem juz tlumaczylam - gdyby byl jedynakiem problemu by nie bylo. niestety jego siostra w aucie nie zasypia. nie wyobrazam sobie zostawic dziecka w jej wieku na 3 minuty samej. ani w aucie, gdzie wpadlaby w histerie, ani w domu, gdzie nie mam zadnego kojca.

        chyba wypróbuję sposób z nic nie mówieniem po wejściu do domu.

        z sikaniem i robieniem kupy - nawet fakt, ze każę mu prac te zabrudzone majtki nie pomaga. on obiecuje, ze juz wiecej nie, a za dwie godziny sie to powtarza.
        nie sprzątam po nim. sam po sobie sprząta. sam wrzuca zasikane ubrania do pralki, a obkupkane spiera.

        ostatnio zaczęłam mu mówić, że nie dostanie nowej zabawki bardzo długo, bo wszystkie pieniązki musieliśmy wydać na rachunek za prąd i wodę, bo tak często muszę przez neigo prac.
        ma to gdzieś, mimo ze to rozumie.
        • babunia_wygodka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 11:30
          shellerka napisała:

          > babunia - uwierz mi, że jak sobie tak mysle, to tez bym tak poradziła komussmile
          > jak sobie wyobrażasz zostawic samo dziecko w aucie? garaż mam osobno, w dodatku
          > z drugiej strony szeregowca, więc nie usłyszałabym, że sie obudził. garażu otw

          Rozumiem że od garażu do domu jest kawałek po ulicy? No to rzeczywiście nie jest tak prosto z samodzielnym porzejściem dziecka.
          Z drugiej strony może wystarczy parkować pod swoimi drzwiami, a do garażu odstawiać później?

          > artego zostawić nie mogę, bo trzymam w nim oprócz samochodu rowery, drewno i ró
          > żne inne rzeczy. poza tym gwarantuje ci, ze gdyby mlody obudzil sie i stwierdzi
          > l, ze mnie nie ma to ryk byłby jeszcze większy.

          No bez jaj. Pięciolatek? We własnym samochodzie, własnym garażu? To może po prostu musi się przyzwyczaić że nie zawsze mama jest na każde zawołanie.

          > z wniesieniem juz tlumaczylam - gdyby byl jedynakiem problemu by nie bylo. nies
          > tety jego siostra w aucie nie zasypia. nie wyobrazam sobie zostawic dziecka w j
          > ej wieku na 3 minuty samej. ani w aucie, gdzie wpadlaby w histerie, ani w domu,
          > gdzie nie mam zadnego kojca.

          Półtoraroczne dziecko przecież samo chodzi. Dużego zakłądasz na ramię, małe bierzesz za rękę i idziesz do domu. Szczyt wygody to to nie jest, ale możliwe.

          > chyba wypróbuję sposób z nic nie mówieniem po wejściu do domu.
          >
          > z sikaniem i robieniem kupy - nawet fakt, ze każę mu prac te zabrudzone majtki
          > nie pomaga. on obiecuje, ze juz wiecej nie, a za dwie godziny sie to powtarza.
          > nie sprzątam po nim. sam po sobie sprząta. sam wrzuca zasikane ubrania do pralk
          > i, a obkupkane spiera.

          O, to bardzo dobrze. W takim razie po prostu musi sobie wyrobić umiejętność oderwania się od zabawy żeby pójść do łazienki. Wysyłaj go tam jak widzisz objawy, bo trzeba mu pomóc.
          (I w ogóle co Cię to tak wkurza, skoro sprząta po sobie sam?)

          > ostatnio zaczęłam mu mówić, że nie dostanie nowej zabawki bardzo długo, bo wszy
          > stkie pieniązki musieliśmy wydać na rachunek za prąd i wodę, bo tak często musz
          > ę przez neigo prac.
          > ma to gdzieś, mimo ze to rozumie.

          Nie rozumie. Dziecko w tym wieku aż takiej świadomośći ekonomicznej nie ma. To było bez sensu.
    • wuika Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 10:43
      Do moich znajomych policja była wzywana co kilka dni przez kilka tygodni, zanim sąsiadom policja nie wytłumaczyła, że dziecko musi, ale to koniecznie musi być rehabilitowane, a jako, że ma kilka miesięcy, to niewiele rozumie i drze się, jak obdzierany ze skóry.
      • lenka30a Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 11:05
        moja młodsza też się drze jak jej się coś nie podoba (ma 2,5 roku) i robi to bardzo często,
        przerabiałam już kilka sposobów i wiem, że:
        -darcie się na nią nic nie daje, tylko pogarsza
        -niezwracanie uwagi też niewiele daje
        po prostu w przerwach (jak nabiera powietrzawink) mówię do niej, że albo się uspokoi albo będzie miała karę (ona wie jaką i jej nie lubi),
        potem liczę do 5 i ma przestać wyć....pomaga w 90 %
        często też po prostu ją przytulam aż się wypłacze, nawet jak mnie wk...
        innej metody nie znamsmile
        Także uważam, że najlepiej jest zachować zimną krewsmile
        • naomi19 Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 12:28
          Ok, ale o ile u 2-latki napady histeri są w miarę normalne i większość dzieci to przechodzi, to u 5-latka może świadczyć o jakiś problemach np w rodzinie.
    • zawszeolga111 Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 15:57
      agresja wywoluje agresje,a przyklad idzie z gory ty krzyczysz ,krzyczy dziecko ogolnie atmosfera sie nakreca,
      a bicie dzieci w naszym kraju jest juz karalne,dla mnie nie ma znaczenia wytlumaczenie to tylko klaps,nie istotne, klaps to tez przemoc.
      przemoc fizyczna,krzyk przemoc psychicznai chyba nie warto szukac czegos co sprawi aby sasiedzi nie slyszeli,warto zmienic postepowanie.
      slyszany z za sciany placz dziecka,za ktorym nie idzie krzyk doroslego mysle,ze jest zrozumialy,dzieci placza,w tej drugiej sytuacji,zawsze trzeba reagowac,i lepiej aby w takich domach nie wyciszano scian, drzwi.
    • mdmaj2371 Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 18:42
      ja jestem z tych wrzaskliwych a raczej bylam, dopoki nie zauwazylam jak to sie odbija na mojej corce. Ja krzyczalam (obojetnie czy na nia czy meza) to pozniej mala darla sie na wszystkich i wszystko wokolo. Jesli klocilam sie z M (bardzo rzadko ale jednak) to stawala miedzy nami i plakala.
      Powiedzialam sobie dosc. Jak juz doprowadzi mnie do szalu to ide do lazienki zamykam drzwi siadama na kiblu i licze do 10, przemywam twarz zimna woda biore gleboki oddech i wychodze - pomaga. Tlumacze wszystko po milion razy i po milione lub dwoch wkoncu dochodzi. Stosujemy kary, na przyklad wylacze bajke i niech wyje ile chce nie wlacze jej (maz juz tez sie nauczyl). Po ktorys tam razie zrozumiala ze jak mowie zeby czegos nie robic bo wylacze bajke (jesli jest w danym momencie ogladana) to lepiej zeby sie uspokoila bo ja wylacze. Ma swoja ulubiona czekoladke ktore dostaje ale nie za czesto, wie ze jak przeskorbie to moze jej nie dostac. Uwielbia miec czytana bajke na dobranoc i wystarczy (teraz) powiedziec ze jak sie nie uspokoi to nie bedzie bajki i teraz juz skutkuje (raz nie przeczylalam plakala tak okrutnie ze malo sie nie ugielam).
      I niestety dzieciom tlumaczy sie w nieskonczonosc i uwazam ze kary sa bardziej skutecznie niz klapsy. choc sama dalam pare. Dzieci potrafia nas testowac i naciagac ostatnie struny dlatego wazne jest zeby znalez skutenczna metode na siebie - cos co pozwoli nam sie zrelaksowac i odprezyc i jednoczesnie nabrac sily na kolejny dzien. Ja wlaze do wanny z pianka i sola i sie mocze w spokoju, czasami wypie lampke wina. Znajoma zaczela chodzic na... box... twierdzi ze jak ze 2-3 razy w tygodniu powali przez 40 minut w worek to od razu swiat rozowy sie robi smile
      Mi na prawde dlugo zajelo zeby nauczyc sie panowac nad wlasnymi emocjami, im spokojniejsza jestem tym bardzie posluszne dziecko mam ( 3 lata). No ale to wszystko to male kroczki ktore niestety trzeba bardzo konsekwentnie i czasami bardzo dlugo wykonywac.
      Jesli chodzi o zasypianie w samochodzie to ja po prostu nie pozwalam. Zagdauje spiewam, i mamy swoja gre - czyli zgadywanke.
      duzo cierpliwosci zycze
      • shellerka Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 18:53
        zazdroszczę tego nieugięcia. ja nad tym ciągle pracuje, a jak mój mąż wraca, to nie moze znieść takiego ryku i się ugina tym samym podważając moje kompetencje. nie często, ale bywa.
        • baltycki Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 19:07
          shellerka napisała:

          > mąż wraca, tonie moze znieść takiego ryku i się ugina tym samym
          > podważając moje kompetencje
          > . nie często, ale bywa.

          kompetencje ktorych, jak stwierdzila cześć emam, brak.
        • mdmaj2371 Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 24.03.11, 20:25
          wiesz moj tez taki byl... ale i jego dalo sie 'wyszkolic" i zrozumiala ze albo razem dzialamy albo bedzie kurcho. Bylo tak ze ja mowilam nie a on tak (teraz czasami tez proboje ale jak zobaczy pioruny w oczach to mu przechodzi). co sie okazao skuteczne? Po ktoryms tam podwazeniu mojego zdania, zostawilam ich samych - mala trzeba bylo nakarmic, umyc i polozyc spac. Zapowiedzialam tylko o ktore ma byc w lozku i jesli pojdzie spac pozniej to na jego glowie bedzie caly poranek bo ja jade do pracy bez wzgledu na nic. Zamknelam sie w pokoju, zalozylam sluchawki wzielam ksiazke i NIC mnie nie obodzilo. Po 3 takich razach maz wymiekl i teraz postepujemy tak samo a i dziecko sie nauczylo ze nie ma raz do mamy raz do taty bo wie ze jak mama czy tata mowia nie to i drugie powie identycznie. Dlugo nam zajelo zanim zaczelismy nadawac na tych samych falach jesli chodzi o mala, ale sie udalo (bez awantur - tym razem cichych sie nie obeszlo). Dziecko nie przychodzi z instrukcja obslugi i wszystkiego niestety trzeba sie nauczyc. Malej wolo duzo, naprawde duzo ale zna granice i wie ze NIE znaczy nie.
          To tak samo jak z uczeniem jej ze nie mowi sie "CO' tylko "slucham". Powtarzalismy to milion razy az pewnego razu maz uslyszal (byl w drugim pokoju i nie doslyszal co do niego powiedzialam i spytal sie "co ty powiedzialas") od malej " tata nie mowi sie co tylko slucham" i od tego czasu przestala mowic "CO"...

          • ylunia78 Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 25.03.11, 11:30
            heh to dokładnie ja u mniewink
            Mały czasami powie do kogoś per"ej".A ja tlumaczę ,że się tak nie mówi.I czasami mnie się wymsknie powiedzieć "ej"na to mój młody:"Mamo nie mówi sie "ej"tylko "tato".
            A takich przykładów trochę bym znalazłatongue_out
    • franczii Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 28.03.11, 10:54
      Moj starszy mial taki okres pare miesiecy temu ze sikal kolo kibelka bo tez nie mial czasu wyjsc do ubikacji i trzymal do ostatniej chwili. W koncu wreczylam mu szmate i wiaderko i kazalam zmywac. Byl ryk i protest straszny ale nieugieta bylam, stalam nad nim i dyrygowalam (oczywiscie potem po nim poprawialam z detergenetem ale tego nie widzial). W sumie 3 razy zmywal po sobie az sie nauczyl zalatwiac kiedy trzeba.
    • franczii Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 28.03.11, 11:03
      A z wybieganiem na ulice tez bardzo dlugo sie uzeralam. Klap w tylek tez byl, kary byly ale nie poskutkowalo.
      Chodzil wiec zawsze za reke. Kazdy objaw nieposluszenstwa na spacerze, gdzie bylo wieksze ryzyko, ze wlezie skutkowalo tym, ze musial isc tuz obok. W koncu, odpukac, sie nauczyl.
    • zabulin Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 28.03.11, 11:33
      Zdarzyło mi się krzyknąc na mojego trzylatka. A owszem. Nie, nie jestem z tego dumna.

      1. To samo co u kilku mam tutaj- dziecko kontrolujące swoje potzreby fizjologiczne, nie ma czasu się zalatwic. Widze jak drepce w miejscu, ukladając klocki.
      Pytam, czy chce siku. raz drugi, trzeci. Odpowiedź negatywna i sik w majty, jak już w koncu nie utzryma. Tłumaczylam, prosiłam, pytałam widzac , że chce. Zero efektu.

      W końcu skrzyczalam i w 99% znajduje czas na wysikanie.


      Ja wiem, ze krzyk to nie metoda i naprawde probowalam po dobroci, tlumaczenie itp, ale ten agent guzik sobie robi z tlumaczenia.

      Inny przyklad- akcja ryk jest z każdym razem, gdy trzeba wejść do domu, a on si.e bawi na dworze. Najchętniej spalby na zewnątzr. Nie ma dośc i ryk jest zawsze. No to ja pod pachę malego i szoruje do domu, przy akompaniamencie wrzasku.
      Wychodzimy, mówię: "idziemy, ale jak trzeba będzie wracać, będziesz spokojny"

      "O, tak mamusiu, bede bardzo grzeczny"

      I guzik. A przecież ja po dobroci po niego. I co mądrale?? Jak go po dobroci naklonic do grzeczności??
      Co mam go konsekwentnie nie zabierac na dwor przez 2 tygodnie az się nauczy???

      Niesprawiedliwe jest twierdzenie, ze dzieci sluchaja shellerki, bo krzyknie i się boją, moim zdaniem.
      Ile razy ja probowalam z tym siuraniem tłumaczyć, prosić, cuda na kiju. Zlewal totalnie.

      Krzyknęlam i posluchal.

      To byla pierwsza sytuacja,w której dstał tak ewidentny ochrzan, bo inne metody zawiodly.
      A wolalabym, zeby inne pomogły, oczywiscie.
    • attiya Re: na fali wątków o niebieskiej linii... 28.03.11, 11:56
      ten twój starszak to tak jak mój syn - wypisz wymaluj takoż ryk jak się wysiada z samochodu, niesienie niemal na siłę do domu, tak ściągam tylko buty i nadal ryk, czasem walnięcie się na podłogę i dalej ryk a później to już jeden wielki ryk uncertain

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka