tak sobie myślę, że pewnie moi sąsiedzi też mogli się zastanowić nad wezwaniem kogoś z opieki. praktycznie nie ma dnia bez wrzasku, czy ryku. i przyznaję, że mój wrzask też dość często może być słyszalny.
tyle, że moje dzieci są wyjątkowo oryczano histeryczne. młodsza złość potrafi wyrazić tylko krzykiem oraz czasami waleniem główką w różne sprzęty

ostatnio odkryła, że to sprawia ból, więc jak wpada w tą swoją histeryjkę to podchodzi do stołu, czy do ściany i tak delikatniutko robi tryk

tak z wyczuciem, zeby chyba zamanifestwoać swój stan ducha, ale nie zrobić sobie krzywdy.
starszy? jest dzieckiem nadwrażliwym. przykład? za każdym - absolutnie każdym razem, kiedy wjeżdżam do garażu i mówię do dzieciarni - wysiadamy, a on śpi, następuje ryk. próbowałam różnych metod pobudek - na żarty, z czułością, gilgotkami, buziakami. otwiera oczy i ryczy. ale jak!!! ryczy jakbym mu głowę urywała! jakbym mu nie wiadomo jaką krzywdę zrobiła. Po prostu od razu wiadomo, że przyjechaliśmy. Wie o tym cała okolica. Ryczy tak do samego wejścia do domu, nie rozbiera sie, tylko stoi potem i ryczy dalej. Na pytania, dlaczego płacze - odpowiada, że jest mu przykro, ale nie potrafi odpowiedzieć dlaczego. I to doprowadza mnei do szału i zaczynam najpierw mówić do niego normalnie, ale on się dalej nakręca. Ja muszę rozbierać w tym czasie młodszą, która też zaczyna ryczeć, bo starszy ryczy i zaczynam w końcu podnosić głos na tego starszego, zę ma się uspokoić, co jak pewnie można sobie wyobrazić nakręca jego ryk jeszcze bardziej.
i tak się drzemy....
inny przykładzik? wyjście na dwór. prawie za każdym razem wyjście na dwór oznacza darcie się na siebie. do mojego dziecka nie dociera normalne "wychodzimy, ubierz się". nie. mogę mu powtarzać osiem razy (liczę to). do niego dociera dopiero wrzask. ale wtedy on zaczyna ryczeć.
no i jeszcze problem jego sikania i robienia kupy w majtki. bo nie ma czasu iść do toalety. potrafi doskonale panować nad swoimi potrzebami, ale czeka do ostatniej chwili. pytam mu się, chce ci się siusiu? - bo widzę jak się wierci, kręci, tańczy - słyszę nie nie...
i za chwilę widzę mokre spodnie. i np. tak dwa trzy razy dziennie.
nie idzie do toalety, bo wlasnie rysuje, albo wlasnie gra, albo wlasnie sie bawi albo milion innych rzeczy, które są ważniejsze od załatwienia się.
i też za trzecim razem się wydzieram na niego, a kilka razy dałam mu zwyczajnie na tyłek.
i tak jak czytam te wątki o wzywaniu policji, to się zastanawiam, co mam zrobić, żeby hałasu było u nas mniej...