macie niespełnioną miłość życia? kogoś takiego, z którym chciałyście, ale nie mogłyście być, albo żałujecie, że nie jesteście, ale nie codziennie, tylko tak w chwilach slabości?
taki ktoś, do którego się wraca w myślach, kiedy źle i wszystko nie tak?
ja oczywiście nie mam

pytam z ciekawości.
ale tak serio, to wydaje mi się, ze niektóre miłości lepsze są takie pozostające niespełnione, bo codzienne życie odebrałoby tym miłościom cały urok i "to coś"