Przeczytałam post mmsgallery oraz wszystkie wypowiedzi. Trochę się uśmiałam, ale i zaczęłam się zastanawiać jak to w końcu jest. Dla mnie macierzyństwo niestety nie jest pełnią szczęścia, brakuje mi jeszcze studiów do 100% szczęscia o jakim marzyłam. Może pamietacie moją historię. Nie było lekko, cały rok walki, wizyt u psychologa, terapia małżeńska itp. Moje życie było porażką przez wielgaśne P. Było dziecko, dom, mąż i wielka kupa za przeproszeniem. Fajnie jest mieć coś wiecej. Postanowiłam trochę bardziej przyjrzeć sie sobie i zmienić cos na lepsze. Znalazłam sobie hobby- robię biżuterie (nie projektuje jej), robie paznokcie (maluje, ozdabiam, nie robie tipsów bo nie umiem hehe). Sport tez uprawiam

a mianowicie jeżdżę na rowerku stacjonarnym i ćwiczę z płytami z czasopisma shape. Chciałabym pójść na studia w tym roku, czy będę wtedy wyjątkowa??? Chyba nie, bo najwazniejsze to być sobą. I jeszcze jedno, ja lubie "baby" z piaskownicy, lubie gadać o dzieciakach, wymieniac się przepisami kulinarnymi, lubie też "inteligentne" rozmowy z koleżankami po studiach, które wiedzą o zyciu znaczniej mniej niz ja. Tak czy siak jestem z siebie dumna, bo mogę powiedzieć, ze jestem szczęśliwa
PS. Z mężem układa mi się wspaniale (aż trudno w to uwierzyć) i nawet z teściową podałysmy sobie dłonie na zgodę. Jest bosko