shellerka
13.07.11, 22:13
dziś na placu zabaw mój prawie 5 letni syn chciał się bawić z grupą chłopców tak na oko od 5 do 7 lat. poradziłam mu po cichutku, że ma do nich podejść i zapytać, czy może się z nimi bawić. po chwili - nie widziałam tego, jak im się pytał, przybiegł i smutny usiadł obok mnie, żaląc się, że oni nie chcą się bawić z nim i go nie słuchali. wytłumaczyłam, ze może są zajęci, może za cicho się pytał i poradziłam ponowienie próby. na co on poprosił, żebym to ja spytała chłopców, czy syn może się z nimi pobawić. odmówiłam. nie chciałam, żeby chłopcy widzieli w moim synku maminsynka. wytłumaczyłam, że jest duży, że powinien sam spytać.
syn siedział przez chwilę taki zrezygnowany i potem zaczął się bawić z chłopcem na oko trochę młodszym od niego.
ale wieczorem, w łózku już, nadal wzdychał i kiedy spytałam, co tam i czy ma jakieś zmartwienie, odpowiedział że tak, że smutno mu, że oni nie chcieli jego towarzystwa.
i poczułam się winna, że nie spełniłam prośby syna i nie spytałam chłopców o to, czy się z nim pobawić. co robić w takiej sytuacji? iść za głosem serca i spytać, czy być twardą i uczyć samodzielności?