Dodaj do ulubionych

poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice?

13.07.11, 22:13
dziś na placu zabaw mój prawie 5 letni syn chciał się bawić z grupą chłopców tak na oko od 5 do 7 lat. poradziłam mu po cichutku, że ma do nich podejść i zapytać, czy może się z nimi bawić. po chwili - nie widziałam tego, jak im się pytał, przybiegł i smutny usiadł obok mnie, żaląc się, że oni nie chcą się bawić z nim i go nie słuchali. wytłumaczyłam, ze może są zajęci, może za cicho się pytał i poradziłam ponowienie próby. na co on poprosił, żebym to ja spytała chłopców, czy syn może się z nimi pobawić. odmówiłam. nie chciałam, żeby chłopcy widzieli w moim synku maminsynka. wytłumaczyłam, że jest duży, że powinien sam spytać.
syn siedział przez chwilę taki zrezygnowany i potem zaczął się bawić z chłopcem na oko trochę młodszym od niego.
ale wieczorem, w łózku już, nadal wzdychał i kiedy spytałam, co tam i czy ma jakieś zmartwienie, odpowiedział że tak, że smutno mu, że oni nie chcieli jego towarzystwa.

i poczułam się winna, że nie spełniłam prośby syna i nie spytałam chłopców o to, czy się z nim pobawić. co robić w takiej sytuacji? iść za głosem serca i spytać, czy być twardą i uczyć samodzielności?
Obserwuj wątek
    • w_miare_normalna Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 13.07.11, 22:15
      ja bym postawila na glos serca.
      porzeicez 5 latek moze czuc sie niesmialy, na nauke zycia bedzie mial jeszcze czas.
      • lafiorka2 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 20:55
        w_miare_normalna napisała:
        > porzeicez 5 latek moze czuc sie niesmialy, na nauke zycia bedzie mial jeszcze c
        > zas.


        Powiedz to mojej teściowej.Jak przyjeżdżam z 4latkiem tak co 2tyg,czasami rzadziej to potem pół soboty słyszę,że jest duzy i nie powinien się wstydzic.
    • super-mikunia Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 13.07.11, 22:19
      Dobrze zrobiłaś. A na dobranoc mogłaś mu powiedzieć, że jutro będzie lepszy dzień i może spotka ciekawsze osoby na placu zabaw.
      • estelka1 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 13.07.11, 22:35
        Wierzę, że Cię serce boli, ale dobrze zrobiłaś. Dziecko nawet tak małe musi wiedzieć, że w życiu nie wszystko układa się po jego myśli
      • shellerka Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 13.07.11, 22:40
        tak powiedziałamsmile i jeszcze, że fajnie zorganizował wyścigi aut z tym nowym kolegą.
        dzięki. uff.

        staram się ciągle żeby przypadkiem nie być taką kwoką, a jednocześnie zachować równowagę i dać mu ciepło i wsparcie i pewność siebie, której mu troszkę brakuje, tak jak mi w jego wieku i pamiętam jak tata na siłę próbował mnie ośmielać, co dawało jeszcze gorszy efekt, więc to wszytko jest tym bardziej skomplikowane dla mnie smile
        • czar_bajry Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 13.07.11, 23:39
          Ja byłam twarda pod tym względem, nigdy nie pomagałam mu zawierać nowych znajomości, dziewczynom zresztą też nie, i może dzięki temu żadne z moich dzieci nigdy nie miało kłopotów z nawiązaniem znajomości i/lub przyłączeniem się do zabawy . Zresztą cała trójka zawsze sobie kogoś "przygruchała" do zabawysmile tak więc nie miałam takich dylematów.
        • to_nie_my_toniemy Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 22:27
          kh...super zachowanie z twojej strony. Skoro bez pomocy mazmusi nie udało mu się wkręcić w pewną grupę to nawet dobrze. Do mafii się nie dostanie, politykiem gfołosłownym tyż nie zostanie-chyba, że matce odbije korbasmileAle to nam nie grozi
    • jufalka Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 13.07.11, 23:55
      nie pomagać, dobrze zrobiłaś, że mu tak poradziłaś i że nie chciałaś tego robic za niego, bo po pierwsze sam musi się uczyć takich rzeczy, po drugie gdybyś ty zapytała, to tamci chłopcy mogli by się może i zgodzić, ale pod twoją presją, a wtedy chyba by nie była dobra zabawa... możesz jeszcze go pochwalić, ze miał odwagę ich zapytać (nie każde dziecko ma), i możesz powiedzieć, że casem ktoś nie chce się z kimś bawić i trudno, jak nie ci koledzy to inni smile
    • lola211 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 08:55
      Ja bym w tym wypadku dziecku pomogla.

      odmówiłam. nie chciałam, żeby chłopcy widzi
      > eli w moim synku maminsynka. wytłumaczyłam, że jest duży, że powinien sam spyta
      > ć.
      W tym wieku dzieci jeszcze nie operuja takim pojeciem jak maminsynek,a pytanie rodzica o wspolna zabawe traktuja calkowicie naturalnie.

      >czy być twardą i uczyć samodzielności?

      To,ze czasem pomozesz synowi w takich sytuacjach nie ma zwiazku z jego przyszla postawa.Dzieci przechodza rozne fazy, etapy i niekiedy trzeba interweniowac,by mu pomóc.
      • verdana Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 09:45
        Ja bym pomogła dziecku. Sam spróbował, nie udało się.Nie zgodzilabym się na to, aby pytać kolegów, gdzy dziecko samo się do tego nie kwapi - ale Twoje dziecko spróbowało.
        Odmowilaś po to, by pięciolatek wiedział, ze Ty mu nie pomożesz w klopotach i że tylko maminsynek liczy na pomoc kogoś z rodziny, a prawdziwy facet nigdy nikogo o pomoc nie prosi, choćby miał problemy?
        Na razie nauczylaś dziecko, żeby nie zwracało sie do matki o pomoc, bo jesli ma kłopoty musi radzić sobie sam. Niedobra nauka.
        • ciociacesia juz myslalam 14.07.11, 10:39
          ze cos ze mna nie tak bo sie wewnetrznie burze na takie twarde odmawianie
        • jufalka Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 11:07

          > Na razie nauczylaś dziecko, żeby nie zwracało sie do matki o pomoc, bo jesli ma
          > kłopoty musi radzić sobie sam. Niedobra nauka.

          wg mnie natomiast nauczyła, że są sprawy, które musi/powinien załatwiać sam, bo tak jest lepiej dla niego, akurat kontaktu z innymi nauczy się jak będzie sam próbował, poza tym nie każde dziecko musi mieć ochotę bawić się z kazdym dzieckiem, tamci chłopcy nie chcieli się z nim bawić akurat w danej chwili i co z tego, chłopak nauczył sie czegos nowego, i sobie dobrze poradził bo znalazł sobie innego kolege, nie sądze by interwencja mamy coś dała, to moje zdanie

          ale każdy ma swoje metody wychowawcze, i dla jednego dobrze by działała taka pomoc dla innego nie
          • mamula_to_ja Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 18:46
            się zgadzam.
    • marychna31 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 09:58
      Zanim zaczniesz czegokolwiek od dziecka wymagać to go najpierw tego naucz. Najwidoczniej twoje dziecko po prostu nie potrafi zachować się w takiej sytuacji. Nie pomagając mu w niej, niczego go nie nauczyłaś. Był tylko smutny, sfrustrowany i wciąż bez umiejętności przyłączania się do większej grupy.
      • shellerka Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 10:03
        no to już jest nadinterpretacja smile
        dzień wcześniej spytał tych samych chłopców, czy może się z nimi bawić i wtedy nie było problemu. bawili się razem.

        wczoraj najwyraźniej coś się zmieniło. nie wiem co. nawet nie wiem, czy faktycznie oni odmówili, czy go nie zrozumieli. on nie ma problemu z nawiązywaniem kontaktu i zawsze sobie znajdzie jakiegoś kolegę - wczoraj też znalazł w końcu. podszedł do samotnie bawiącego się chłopca i spytał, co robi, a potem wymyślił zabawę w wyścigi autek.
        • marychna31 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 15.07.11, 17:32
          > dzień wcześniej spytał tych samych chłopców, czy może się z nimi bawić i wtedy
          > nie było problemu. bawili się razem.
          sytuacja się zmieniła i właśnie do ciebie należy nauczenie dziecka zrozumienia tej sytuacji i dostosowania się do zmian. Tak jak napisała verdana powyżej: w tej sytuacji tylko go nauczyłaś, ze nie może na ciebie liczyć. Marna nauka.
          • super-mikunia Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 15.07.11, 17:46
            Tak jak napisała verdana powyżej: w t
            > ej sytuacji tylko go nauczyłaś, ze nie może na ciebie liczyć. Marna nauka.


            ojej mama dała wędkę, ale nie złowiła za niego ryby rzeczywiście marna nauka wink
      • jufalka Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 11:15

        po pierwsze chłopak to umie, jak widać, tylko trafił na nieodpowiednią grupę w nieodpowiednim czasie, a po drugie nauczyć się włączania do grupy można raczej tylko samemu próbując, czasem ponosząc porazki, a czasem sukcesy, nie mozna się tego nauczyć gdy będzie to robić za dziecko mamunia smile
        • jufalka Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 11:17
          aha mama może podpowiedzieć co dziecko może powiedzieć, co zrobić, ale nie robic tego za dziecko
    • alabama8 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 10:18
      Tak trochę bez pomyślunku podchodzisz do spraw "podwórkowych". To nie pierwszy i nie ostatni raz kiedy dzieciak chce się do kogoś przyłączyć ... a przecież nie tak to się robi. Jeśli zależy ci na tym, żeby znalazł towarzystwo na podwórku to sama zainicjuj jakąś zabawę do której włączy się na początku twoje dziecko, potem jakieś drugie, trzecie ... a potem się wycofujesz i gotowe. (trza jeszcze gadżety mieć: skakanka - do gry w szczura; ringo - do rzucania zgodnie z przeznaczeniem, piłka - do gry w kolory ...
    • nangaparbat3 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 10:55
      Powiedziałabym, że trudno, czasem się zdarza, że ktoś, z kim chcemy sie bawić, nie chce bawić się z nami - to przykre, ale nie koniec świata. Można bawić się dobrze samemu, można z kimś innym. Wyjaśniłabym, że nie będę występować w jego imieniu, bo jest to źle widziane przez dzieci i na ogoł wiecej szkody przynosi niż pozytku.
      Nie zachęcałabym go do ponowienia prośby ani nie zniechęcałabym go, gdyby sam chciał jeszcze raz spróbować.
      Na pewno nie szlabym rozmawiać z tymi chłopcami i na pewno nie aranżowalabym wspólnej zabawy. Uważam, że dorośli nie powinni mieszać się w sprawy dzieci.
    • mamula_to_ja Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 11:17
      Nie można kogoś zmusić do zabawy smile
      Moim zdaniem dobrze zrobiłaś.
      Zapewne i tak by go olali.
      Stałabyś nad nimi z kijkiem żeby wspólnie się bawili?
      • verdana Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 14:03
        Nie, ale zapytać można, a jeszcze lepiej zaproponować coś atrakcyjnego. Miałybyscie rację, gdyby dziecko mialo 7 lat, nie umiało nawiązywac kontaktu, a nie niespełna 5 i zetknęło sie z odmową znajomej grupy.
        Czasem matka jednak moze służyć pomocą, nie oduczając dziecka od samodzielnego działania. Nie mówiąć już o tym, ze odtracenie dziecka przez grupę znajomych dzieci nie jest korzystne dla żadnej ze stron.
        • mamula_to_ja Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 18:57
          Takie jest życie.
          Raz jest miło a raz nie. I dobrze żeby dziecko o tym wiedziało.
          U mnie zawsze znajdzie pocieszenie i wytłumaczenie sytuacji.
          Ale są rzeczy w które ingerować nie będę.
          • verdana Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 19:07
            Czyli - jesli nasze dziecko ma kłopoty z kolegami w szkole, czy przedszkolu powinno milczeć. Mama się nie będzie wtrącać, nie pomoże, bo takie jest życie. dziecko dowiaduje się,z ę jesli grupa go odtraca, to trudno - dorosli wtrącać się w to nie bedą.
            A jednak zazwyczaj uwaza się, ze nie jest dobrze, gdy dziecko jest odtracane, a dorosli milczą i zostawiają je samemu sobie.
            • shellerka Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 19:16
              nie verdano, mama nie będzie milczeć. mama wysłucha i mama pocieszy. mama wytłumaczy.
              ale pamiętam takiego chłopca u mnie w podstawówce, za którego mama załatwiała wszystkie sprawy z kolegami. efekt był taki, że kolega był pośmiewiskiem i co z tego, że na pięć minut, kiedy mama kolegi tłumaczyła towarzystwu, że brzydko jest tak odpychać kolegę, był spokój, a po jej wyjściu on miał przechlapane.

              tego się chyba obawiam.
              • naomi19 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 21:06
                pamiętam takiego chłopca u mnie w podstawówce, za którego mama załatwiała wszystkie sprawy z kolegami. efekt był taki, że kolega był pośmiewiskiem
                W podstawówce miałam taką koleżankę. Pamiętam jak kiedyś jej mama przyszła do szkoły, była przerwa. Matka Sabiny podeszła do jednej z dziewczyn i wydarła się na nią (a mówimy o kobiecie wykształconej, bogatej, pięknej), że Sabinka płakała wczoraj cały dzień, bo coś tam coś tam (jakaś pierdoła, nic poważnego). Wstyd i pośmiewisko...
                Matce oczywiście serce ęka, jak widzi, że dziecko ma konflikt z przyjaciółką/kolegą, ale mądra matka porozmawia z dzieckiem (nieważne czy ma 3l czy 13 czy 33) a nie idzie do kolegów z piaskownicy/kolegów szkolnych/pracowników.
              • lola211 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 23:39
                Uczen a pieciolatek- to róznica.
                To,ze matka raz na jakis czas pomoze dziecku nie oznacza, ze bedzie go juz zawsze we wszystkim wyreczac.
                • naomi19 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 16.07.11, 15:31
                  Uczen a pieciolatek- to róznica
                  No. Dokładnie 12 miesięcy...
            • super-mikunia Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 21:12
              Czyli - jesli nasze dziecko ma kłopoty z kolegami w szkole, czy przedszkolu po
              > winno milczeć. Mama się nie będzie wtrącać, nie pomoże, bo takie jest życie.


              halo wątek dotyczył tego, że akurat incydentalnie na placu zabaw pewna grupa dzieci - która jeszcze dzień wcześniej chciała - a tego dnia akurat nie chciała (jak to dzieci..) towarzystwa kolegi. Bo może był nie w temacie (ot przyszedł później na plac zabaw), bo może im się nie chciało zmieniać zabawy, tłumaczyć mu zasad nowej i tenże chłopak zaraz znalazł sobie inne zajęcie i innego towarzysza zabawy.
              Także nie było w tym poście ani słowa o mobbingu, krzywdzie, seryjnych niepowodzeniach na arenie szkolnej i przedszkolnej..
    • naomi19 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 17:12
      Spokojnie, takich porażek i jeszcze gorszych przed nim wiele. Zrobiłaś dobrze, w takich sytuacjach musi radzić sobie sam. Ja tłumaczę to córce (3l) tak, jak ktoś się nie chce z tobą bawić, to nie. Zawsze szuka osób przyjaznych i miłych, z którymi się fajnie bawi, które lubi. Bez sensu wchodzić w grupę dzieci, które tak na prawdę jej nie chcą. Wciskanie jej na siłę w taką grupę jest bez sensu.
      • verdana Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 17:41
        Co innego tłumaczenie "na sucho', co innego konkretna prośba w konkretnym momencie.
        Tez nie uważam, zeby matka powinna zawsze załatwiać spory, ale z drugiej strony jestem przekonana, ze nie powinna też zawsze mowić dziecku, ze może liczyć tylko na siebie w kontaktach z kolegami.
        • naomi19 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 20:57
          nie powinna też zawsze mowić dziecku, ze może liczyć tylko na siebie w kontaktach z kolegami

          Nie tylko na siebie. W sytuacji, gdy ktoś nie chce się z nią bawić, ma moją pomoc i wsparcie i nie mam zamiaru jej tego pozbawiać. Jednak ani ona, ani ja nie robimy z tego żadnej tragedii. Jeszcze z milion razy w życiu dozna porażek, i to gorszych.
          Jak wg Ciebie miałaby wyglądac pomoc w tej konkretnej sytuacji, kiedy starsze dzieci nie chca bawić się z młodszym? Lub zwyczajnie nie chcą nowych (mają prawo, prawda?). Miałabym rozkazać starszym dzieciom, aby się bawiły i może żeby udawały, że się cieszą? Nie lepiej zaproponować zabawę z dzieckiem przyjaźnie nastawionym? Czy to włąśnie nie jest pomoc?
          • naomi19 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 21:01
            I jeszcze jedno- to super sprawa, że takie małe porażki zdarzają się w obecności mamy, tu mamy przewagę nad dziećmi żłobkowymi wink
            W taim sensie, że jest to wspaniała nauka, możemy poprowadzić tę sytuację, tak jak my wiemy,że to najlepsze wyjście dla naszego dziecka. Możemy mu tę sytuację wytłumaczyć, przeciez moja córa i syn shellerki też pewnie nie zawsze chce się bawic z każdym, można nauczyć dziecko jak wybrnąć z tej sytuacji, aby nikomu nie było źle i smutno.
    • paula_oski Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 20:56
      Ja miałam to samo z moim pięciolatkiem,kilka razy.Miałam podobne problemy jak był tylko Oskarek,teraz jak mam ich dwoje to nie przejmuje sie takimi rzeczami i tak to załatwiłam-spróbowałam oba warianty i decyzja czy pomóc czy nie zależala od Oskarka humoru,nastawienia,miejsca i ogólnej sytuacji na placu zabaw.Raz ja sie spytałam i było ok,jakoś nie było dzikich min,czy bawienia 'widocznie' na siłe...spoko sie pobawili,choć nie długo ,Oskarkowi si enie spodobało a drugi raz ,podszedł sam i zapytał,chłopcy nie byli zbyt chętni,więc uciekł do mnie smutny,innym razem chłopcy sie zgodzili i drętwo sie bawili i innym stał obok tata jednego z nich i 'zajął' sie moim oskarkiem i wymyślał zabawy i zamieniał im pistolety i takie tam.
      Moim zdaniem jedno i drugie wyjście jest ok byleby nie przesadzać że na kaażdym kroku chodzić z nim i pytać za niego.
      Każdy kij ma dwa końce,5 latek to nie dużo,ale wszystko pomału trzeba wdrażać.
      • mamaemmy Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 23:28
        A to ja zawsze z drugiej strony-zaczynalam z Emka taką zabawe,ze zaraz gro dzieci podbiega i tylko patrzy jak tu zacząc sie bawic z nami(ja po chwili sie usuwam na bok)częsc dzieci pyta,czy moze,częsc jest niesmiale i wtedy Emke ucze,że ma się zapytac :Moze chcesz pobawic sie z nami?
        ostatnio dwa dni temu na Bagrach..dzieci w grupkach,buduja fosy,szaleja z pilką..zaczełysmy budowac jame dla krokodyla(mialysmy kilka zabawek ze sobą)i zaraz się tlumek zrobił smile))i wszyscy nagle chcieli sie z Emką bawic.

        Nigdy nie miala problemu zeby zagaic do dzieci,ale gdyby poprosiła o pomoc,to najpierw powiedziałabym to co ty,a potem -jakby sie nie udało-pomogłabym jej ..Nie ucze jej doroslosci na siłe..wiem z doswiadczenia ze TAKIE rzeczy się potem pamieta...


        Historia małej Emmy Marii
        Emka smile
        https://img362.imageshack.us/img362/5382/img7028tl9.jpg
        • mamaemmy Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 23:33
          acha-i nie,żebym była taka mundra tongue_out
          nauczyłam sie tego z ksiązki "Jak zdobyc przyjaciol i zjednac sobie ludzi",gdzie pisze wyraznie-jeśli chcesz zeby cos ludzie dla ciebie zrobili-rob tak,by oni SAMI zechcieli to zrobic.
          I Emka wie,że jesli chce bawic sie z innymi dziecmi w ich zabawy,musi je sklonic,aby sami chcieli bawic sie w to co ona chce smile A że jest kreatywna i ma tysiac pomyslów na minute ,to jej to w tym pomagasmile
    • karro80 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 14.07.11, 23:53
      No ale jakby Shellerka się zapytała chłopców to pewno by się zgodzili, choć by nie chcieli - w sumie żadna atrakcja ani dla niech, ani dla jej synka.
      A w drugą stronę? Jakby on z kimś nie mial ochoty się bawić? Ma prawo przecież.
      Z młodą pare razy starsze dziewczynki też nie chciały się bawić - one miały bardziej "zaawansowaną" zabawę i tyle. Młoda się zapytała czemu nie chcą, to powiedziałam, że są troszkę starsze i mają swoją zabawę i może pobawią się z nią innym razem.
      I też tak było.
      Gdyby ci chłopcy od synka Shellerki dogadywali mu czy naśmiewali, bądź jakoś niesympatycznie mu odmówili to jak najbardziej reagować. A tak wydaje mi się, że fajnie rozwiązana sytuacja.
    • bri Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 15.07.11, 00:41
      Skąd przekonanie, że zgodziliby się z nim bawić, gdybyś to Ty poprosiła w jego imieniu? Przecież Tobie również mogli odmówić.
      • monia.s01 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 15.07.11, 15:54
        ja w takiej sytuacji też bym pomogła, zresztą chyba mam tendencję do rozpieszczania swoich dzieci, uważam że czas tak szybko leci że ani się obejrzę i już nie będą potrzebowały mojej pomocy, ciągłej obecności Wszystko w swoim czasie, nigdy niczego nie przyspieszałam, ani nocnikowej nauki, ani samodzielnego zasypiania, nauki samodzielnego jedzenia, dzieci do wszystkiego muszą dojrzeć dorosnąć, również do kontaktów z rówieśnikami, poza tym dzieci powielają nasze zachowanie, jeżeli zobaczą że mama nie wstydzi się zagadnąć dzieciaki w piaskownicy to prawdopodobnnie potraktuje to jako sytuację zupełnie normalną i następnym razem spróbuje samo wink
        • super-mikunia Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 15.07.11, 17:29
          że mama nie wstydzi się zagadnąć dzieciaki w piaskownicy to p
          > rawdopodobnnie potraktuje to jako sytuację zupełnie normalną i następnym razem
          > spróbuje samo wink


          albo tak samo zacznie jęczeć "no mamo powiedz im.." skoro to też skutkuje wink
          • lola211 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 15.07.11, 18:26
            > albo tak samo zacznie jęczeć "no mamo powiedz im.." skoro to też skutkuj
            > e wink

            Na pewno tak bedzie i biedna mama bedzie musiala juz tak cale zycie..

            Odnosze wrazenie, ze niektorzy traktuja dzieci jak psy- jak sie czegos naucza, to juz im tak zostanie.
            No nie, z dziecmi tak nie jest- z pewnych zachowan po prostu wyrastaja- tak same z siebie.
            • super-mikunia Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 15.07.11, 18:31
              > No nie, z dziecmi tak nie jest- z pewnych zachowan po prostu wyrastaja- tak sam
              > e z siebie.


              jasne popieram i zauważam, że skok umiejętności społecznych następuje gdy socjalizacja rozwija się w grupie rówieśniczej wtedy z wielu zachowań dzieci wyrastają wink
          • monia.s01 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 16.07.11, 11:56
            Nie chcę uogólniać, każde dziecko jest inne, ale w przypadku mojej dwójki (10 i 5 lat) to zawsze przynosiło efekt, dzieci wiedziały że zawsze mogą liczyć na moją pomoc, chyba w końcu po to są rodzice, w tej chwili już nie potrzebują mnie tak jak kiedyś, a dla starszej to wręcz , jak to się mówi "kaszana" żeby mama we wszystkim pomagała. Teraz sama z rozrzewnieniem wspominam czasy kiedy córka nie odstępowała mnie na krok i byłam jej potrzebna 24h na dobę, a więc pomagajmy ile możemy i cieszmy się tymi chwilami bo czas tak szybko płynie, że ani się obejrzymy a dzieciaki wyfruną z rodzinnych gniazd
    • odcienie.szarosci Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 15.07.11, 17:57
      Powiem Ci, ze takie rzeczy sie pamieta. Ja pamietam jak jako 5latka bawiłam sie z sasiadkami w wieku około 7lat. Bawiły sie ze mna i nagle zaczeły uciekac i pamietam jak mi bardzo, bardzo, bardzo smutno byłosad zastanawiałam sie dlaczego nie chca sie ze mna bawic? w czym jestem gorsza i ze jeszcze uciekaja?. Dzieci potrafia byc PODŁE, gorsze od dorosłych którzy wiedza, ze pewnych rzeczy sie nie robi, nie mowi. Natomiast dzieci bywaja okrutne. Nastepne takie wydarzenie, ktore pamietam jako dorosła 23letnie kobieta miało miejsce w 6kl podstawówki kiedy to wszystkie dziewczynki z "elitarnego" grona sie odwrociły. Płakałam bardzo i znalałam inne kolezanki "z mniej elitarnego" grona rowiesniczek. Odtraciły mnie bo byłam bardzo zdolna, nic nie robiłam a sama wszystko w mig łapałam. Byłam piękną dziewczynką, jedna z najładniejszych w klasie i juz w podstawowce 12latka sie podobałamwink. Teraz to wiem, wtedy była dla mnie tragdia, ze moje przyjaciółeczki mnie odtracaja.

      Pomogłabym dziecku. Moja mama miała podobna zasade, ze do dzieci nie nalezy sie wtacac a ja bardzo cierpiałam. Na pewno stałam sie przez takie wydarzenia twardszym dzieckiem. Ale czy mi to pomogło w zyciu? chyba niesmile
      • super-mikunia odcienie.szarosci 15.07.11, 18:09
        Odtraciły m
        > nie bo byłam bardzo zdolna, nic nie robiłam a sama wszystko w mig łapałam. Była
        > m piękną dziewczynką, jedna z najładniejszych w klasie i juz w podstawowce 12la
        > tka sie podobałamwink.


        ale to jakiej pomocy od swojej matki oczekiwałaś w tej sytuacji?
        • odcienie.szarosci Re: odcienie.szarosci 15.07.11, 18:16
          No nie wiem, odtraciły mnie i na wf-ie wysmiały. Ja jako matka poszłabym i przemowiłabym dziewuchom do rozsadku plus rozmowa z ich rodzicami. Z mamą na ten temat wtedy rozmawiałam i pamietam, ze mnie pocieszyła jak mogła, a ja odetchnełam z ulga kiedy przeniosłam sie do innej klasy w gimnazjumsmile. Wiem tez, ze posle moje dziecko do jakiejs dobrej podstawowki. Ja chodziłam z podworkowa patologia.
          • odcienie.szarosci Re: odcienie.szarosci 15.07.11, 18:23
            Niedawno byłam na spotkaniu klasowym podstawowki i to "mniej elitarne grono" okazalo sie z perspektywy bardzo elitarnym. Dziewczyny koncza dobre studia: jedna stomatologie, druga studiuje prawo i ekonomie jednoczesnie, trzecia japonistykesmile i jeszcze jedna kuluroznastwo ale pracuje i sama sie utzrymuje..wink wiec jesli kiedys moje dziecko spotka to samo to opowiem te moja historiesmile
            • super-mikunia Re: odcienie.szarosci 15.07.11, 18:26
              hmm ciekawe jakby potoczyła się twoja historia gdyby to elitarniejsze (jak ci się wówczas wydawało) grono jednak cię nie odtrąciło.. wink
              • odcienie.szarosci Re: odcienie.szarosci 15.07.11, 18:28
                wszystko potoczyło na plus dla mniesmileale wiem, ze dzieci potrafia byc wredne i czasami warto zareagowac
                • super-mikunia Re: odcienie.szarosci 15.07.11, 18:35
                  dzieci potrafia byc wredne i
                  > czasami warto zareagowac


                  jasne, że my jako osoby dorosłe powinniśmy czuwać nad rozwojem naszych dzieci mówić im jak powinny postępować innymi słowy ich wychowywać w najlepszym według nas systemie wartości...
          • gryzelda71 Re: odcienie.szarosci 15.07.11, 19:49
            odtraciły mnie i na wf-ie wysmiały. Ja jako matka poszłabym i prze
            > mowiłabym dziewuchom do rozsadku plus rozmowa z ich rodzicami.

            A co takiego byś powiedziała?I dziewuchom i ich rodzicom?
            • odcienie.szarosci Re: odcienie.szarosci 15.07.11, 22:29
              Na temat znecania sie psychicznego i jesli rodzice nie beda reagowac w tej sprawie zglosze to komu potrzeba i rodzice zostana ukarani. Na pewno coś mozna z takim zachowaniem zrobić. Moja najblizsza kolezankę z grupy z mojej uczelni, rodzice przenieśli do innego gimnazjum bo było to samo co u mnie w 6kl podstawowki. Przeniesli ja do elitarnego gimnazjum w miescie, dzieci były tam na poziomie i nikt jej nie dokuczał. Odnalazła sie tam świetnie. Najgorszy wiek 13-16lat gdzie najwięcej ma do powiedzenie osiedlowa hołota. Jesli jestes mądry i nie chcesz pić, palić i uprawiac seksu to jestes ten gorszy. Ja miałam o tyle dobrze, ze podobałam sie płci przeciwnej, ktora mnie broniła i puszczano płazem, ze wcale nie chce robić to co rówiesnicy, ze nie chce przeklinacz czy palićsmile
      • naomi19 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 16.07.11, 15:34
        Odtrącały Cię, bo jesteś najpięniejsza i najzdolniejsza? big_grin
        A może zwyczajnie nie grzeszysz skromnością?
        • nasturcja0-1 Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 16.07.11, 16:13
          Dlaczego miałaby być skromna, skromnosć jest dla skromnie przez natuure obdarowanych, skoro była atrakcyjna i inteligentna czemu niby miałaby ukrywać, ze taka nie jest i chować światło pod korzec?
    • minnie_su Re: poradźcie kobiety - pomoc dziecku ma granice? 15.07.11, 19:49
      ogolnie to uwazam, ze zachowalas sie bardzo madrze, shellerka.

      nie ma to jednak jak dorosle zycie. jak z czlowiekeim nikt nie chce rozmawiac to idzie sobie na jakas emame, zaloguje sie, i juz jest... w kazdy watek moze wejsc na kazdy temat sie wypowiedziec, jak dlugo mu sie podoba.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka