evita-is-me
11.08.11, 08:45
Tak się zastanawiam, czy zawsze jest tak,że po jakimś czasie w związeku opada kurtyna. I czy ta kurtyna powoduje, ze ludzie nie potrafią praktycznie ze sobą rozmawiac, tylko toczą boje o byle co, że z czasem okazuje się, że mają kompletnie różne poglądy na życie, że niby tęsknią jak się nie widzą, ale jak się zobaczą to od razu wola byc gdzie indziej. Że jedna strona czuje się kompletnie podporządkowana, a druga twierdzi, że wcale tak nie jest, że nie mają własciwie żadnych znajomych, a jeśli już to każdy swoich, że poza mieszkaniem pod jednym dachem, prowadzą właściwie oddzielne życie, Zastanawiam sie, czy zawsze tak się dzieje, tylko ludzie dla dobra rodziny naginają się i wtedy wydaje im sie, ze są szczęśliwi? A może patrząc z drugiej strony, może jest tak, że związki idealne nie istnieją, że tak naprawdę nie ma dwóch osób nadających na tych samych falach, że może faktycznie trzeba sie nagiąc dla tej rodziny i dziecka i wmówic sobie "szczęśliwośc", bo, może "lepszy swój wróg niz obcy", tylko czy czując to wszystko co opisane powyżej( pewnie nieobiektywnie) da się funkcjonowac normalnie, jeśli druga strona uważa, że "wszystko jest w granicach normy", i na pozór wyglądacie na szczęśliwą rodzinę? Czy może życie jest za krótki na takie marnowanie czasu. No właśnie czy takie życje to marnotrawstwo czasu, czy może normalna rzeczywistośc i tylko czepianie sie szczegółów?
Wiem, wiem strasznie chaotycznie wyszło, ale mam nadzieje, że zrozumiecie o co mi chodzi