tobisia13
21.10.11, 13:33
Juz brak mi sil i musze sie troche uzalic.Juz pisalam tu wczesniej,ze moj synek urodzil sie z wada wrodzana i byl operowany.Po skorygowaniu atrezji przelyku synek duzo chorowal na zapalenie oskrzeli zwlaszcza.Przeszedl rowniez zapalenie tchawicy,pluc i ucha srodkowego.Angina rowniez byla jak i grypa.I to wszystko do 2 roku zycia.Ciagle inhalacje,terapie i w koncu we wrzesniu sie skonczylo i stwierdzilam z zachwytem,ze mam zdrowe dziecko ale moja radosc nie trwala dlugo.Dzis synek ma 2 latka i 8 miesiecy i na szczescie rozwija sie prawidlowo.Od kwietnia nie przyjmowal zadnych lekow i robilismy terapie z logopeda bo mial problemy z jedzeniem.Ostatni miesiac byl miesiacem o ktorym marzy karzdy rodzic czyli zadnych zmartwien,lekow itd.Wszystko byloby fajnie gdyby nie dziadzius,ktory nie majac pojecia o dzieciach bo tesciowej nie pomagal zbyt wiele chce mi hartowac dziecko.Tak sie zdenerwowalam w zeszla niedziele,ze tesc boi sie mnie do dzisiaj.Bylismy u nich z wizyta,a ja pomagalam tesciowej w kuchni przy obiedzie,maz wyszedl na chwile i to wystarczylo.W tym momencie tesc wyszedl na dwor z synem w samej cienkiej koszuli,a bylo chyba 10 stopni,w pokoju goraco od kominka,a on ciezko myslacy wzial go takiego zgrzanego bez kurtki na dwor.Jak sie zorjetowalam,to bylo za pozno.Prosze nie pisac,ze przesadzam ale w ten dzien naprawde bylo zimno,a maly caly zgrzany i powiedzialam tesciowi,ze jest kapletnie nieodpowiedzialny.Wie dokladnie,ze nie jest taki odporny jak inne dzieci i ze u niego odrazu male przeziebienie konczy sie zapaleniem oskrzeli.To on mi na to,ze synek chcial wyjsc.No ludzie,jak mozna byc tak lekkomyslnym?Powiedzialam mu,ze dziecko moze duzo chciec i prosilam go tyle razy,ze jak chce wyjsc z nim na dwor,to niech da znac,to go ubiore.Po pierwsze wielokrotnie mu mowilam,zeby nie wychodzil z dzieckiem bez naszej wiedzy bo chce wiedziec gdzie on jest i brak mi juz slow i nie wiem jak juz z nim rozmawiac aby nie skonczylo sie to klotnia.Synek w poniedzialek juz z kaszlem i katarem od rana,a w nocy 39,6 goraczki.Lekarz stwierdzil oczywiscie zapalenie oskrzeli i znowu inhalujemy 4 razy dziennie i do tego antybiotyk bo rozlozylo go na calego.Z wtorku na srode mial jeszcze 39,8 goraczk w nocy ale dzis bylam z nim na katroli i jest poprawa.Mimo to dalej inhaluje i podaje leki,dzis dostal jeszcze syrop i rece mi opadaja bo jedynie przez miesiac nacieszylam sie zdrowym dzieckiem.I pocieszcie mnie troche drogie emamy,ze kiedys bedzie lepiej bo gdy mial ta wysoka goraczke,to powylam sie z bezsilnosci.Robimy z mezem wszystko aby uodpornic dziecko i przez ostatnie pol roku bylo ok ale jak radzic sobie z takimi bezmyslnymi dziadkami?Tesc ma wyrzuty sumienia i bal sie nawet zadzwonic,dopiero wczoraj sie odwazyl i gdy odebralam,to prosil abym podala synkowi sluchawke.Zadnego slowa na temat tego co sie stalo.Nie czekam na przeprosiny ale ostrzegalam go i prosilam tyle razy i po tym wszystkim powiedzialam,ze syna nigdy nie zostawie u nich bo sa nieodpowiedzialni i moga sie obrazac,a ja mam to gdzies.Tylko szkoda mi dziecka bo tyle juz sie nachorowal,a kataktow nie chce zrywac bo ma tu wylacznie dziadkow ze strony meza,a ja mam rodzine w PL.Dzis dzwonil tesc,ze chce wpasc z wizyta do synka i nie wiem czy odpuscic czy dalej drazyc temat i dac mu do zrozumienia,ze jesli to sie powtorzy,to nie bedziemy ich odwiedzac.Chce aby zrozumial,ze jesli chce juz koniecznie isc z nim na spacer lub na taras,to ma mnie uprzedzac jesli nie ma mnie pod reka bo to zazwyczaj on sie nim zajmuje jesli jestem z tesciowa w kuchni.I wyglada to tak,ze biegam w ta i spowrotem i zagladam co u nich slychac bo boje sie co tym razem odstawi.On widzi moje obawy i mnie odsyla abym sobie odpoczela przy kawie ale ja nie potrafie bo te wizyty zazwyczaj koncza sie sinym okiem lub choroba.I powiedzcie co mam robic?Moze skrocic troche katakty aby w koncu do tescia dotarlo,ze to my jestesmy rodzicami i my decydujemy co jest dla niego najlepsze.Doradzcie prosze i wybaczcie,ze tak sie rozpisalam ale musialam sie wyzalic.Juz mi lepiej