nangaparbat3
29.10.11, 14:30
Byłam dzisiaj świadkiem takiej sceny: w poczekalni do weta miła, ładna, delikatna blondynka z kotem na kolanach. Wchodzi mąż z około czteroletnią córeczką. MAtka rozmawia z córką, córka głaszcze kota, matka córke, fajnie jest. Nagle matka pyta (mąż stoi obok): A gdzie byłaś z tatą? Moja pierwsza myśl: zupełnie jak rozwiedziona matka po "widzeniu" - ale para nie wyglada na rozwiedzioną, może nie ma co czepiać się rozwiedzionych matek, że wypytują.
Chwilę później dziecko pokazuje wiszący na ścianie plakat: o, jak dużo kotów.
- Niech cię tato podniesie, to obejrzysz.
Mąż posłusznie podnosi córkę.
Jeszcze chwilę później matka ściąga małej sweterek i podaje męzowi - gestem jakim chirurg podaje użyte narzędzie instrumentariuszce. Mąż bierze i składa sweterek. potem stoi, i przypomina mi aktora trzymającego halabardę.
Przychodzi mi do głowy, że może pokłócili sie przed wyjściem i żona jest na niego o coś wściekła. Ale nie - córka mówi coś bardzo mądrego i matka rozpromieniona usmiecha się do dziecka, a potem ciepłym, jednocześnie pełnym matczynej dumy uśmiechem do męża.
Nie są skłóceni.
A jednak - jeśli za jakiś czas ten młody męzczyzna poszuka kobiety, która będzie z nim rozmawiać, słuchać go, okazywać, że jej na nim zalezy - nie bedę się dziwić.