Że nie powinno się mieć więcej niż jednego dziecka, a po rozwodzie to niemal zabronione powinno być. No bo jak tu przewidzieć że się straci pracę?
W normalnej rodzinie człowiek pracuje, zarabia przez lata, ma powiedzmy 2 dzieciaków. Nagle ten człowiek traci pracę i bardzo ciężko mu znaleźć równie dobrze płatną. Kasy jest dużo mniej - może nawet przez dłuższy czas. Wszyscy mają gorzej, dzieci i dorośli i jest to oczywiste. No i niestety - dzieci mają biedniej, ah Ci okropni rodzice, nie stać ich na dzieci - jak mogli tego nie przewidzieć??? Ale i tak mają lepiej bo nikt ich nie może zmusić aby wydawali na dzieci więcej niż mają.
A teraz popatrzmy na człowieka po rozwodzie. Pracował, dobrze zarabiał, ma 2 dzieci - tylko jedno z ex a drugie z next. Traci pracę, kasy nie ma, popada w długi. Next i 2 dziecko - żyją biedniej bo muszą. Pierwsze dziecko - musi mieć tyle ile miało a nawet więcej bo to zas..ny obowiązek tatusia. Jak go nie stać na dzieci to po co robił następne?Bo dobrze zarabiał i nic nie zapowiadało problemów? No i co - było przewidzieć że coś się może zepsuć!
No nigdy nie mogłam przykumać takiego myślenia
Mój mąż ma 3 dzieci - dwójkę ze mną. Gdyby dzisiaj stracił pracę i nie znalazł nowej w ciągu 3-4 miesięcy MUSIAŁBY obniżyć alimenty - są na tyle wysokie że płacenie ich w całości by nas zrujnowało, nie mielibyśmy kasy nie na zabawki czy ciuchy ale na jedzenie i podstawowe opłaty. Zresztą nie wyobrażam sobie utrzymywania jednego z dzieci na wysokim poziomie a pozostałej dwójki na niskim. Szczerze mówiąc powinno być po równo. Po równo jak jest dobrze i po równo jak jest źle. Obie matki pracują i obie łożą na dzieci a jeśli ojciec ma nagle drastycznie mało pieniędzy
(nie piszę o leniach i kombinatorach tylko o normalnych facetach) to ma ich mało i dla siebie i dla wszystkich swoich dzieci. Jak będzie znowu praca - będzie więcej kasy dla wszystkich znowu. No inaczej się nie da i nigdy nie da się przewidzieć przyszłości. Tym które tak szumnie postulują żeby się nie rozmnażać jak się nie ma kasy życzę żeby zawsze miały dobrą pracę i dużo kasy. Bo może się okazać że było świetnie przez 10 lat i mają po 2-3 dzieciaków a potem następne 5 będzie o wiele gorzej bo zdrowie się zawali, bo z powodu ogólnego kryzysu będzie ciężko o pracę, bo psychika siądzie...nigdy nie mówcie nigdy, planować można i trzeba ale nie zawsze się udaje.
I jeszcze pytanko do tych które uważają że dziecko MUSI mieć wszystko co miało i nie wolno obniżać alimentów i wydawać na dziecko mniej kasy. Czy mając dwójkę dzieci potrafiłybyście na jedno dziecko przeznaczyć np 50% rodzinnych dochodów a na drugie dziecko oraz siebie i męża pozostałe 50%? Czy popadając w długi z powodu braku pracy konsekwentnie kupowałybyście/zapewniałybyście jednemu z dzieci to samo co w czasach kiedy były pieniądze? Znam odpowiedź z własnego życia: NIE. Dzieci mają tyle na ile nas stać i nic więcej. Oczywiście z głodu umierać nie będą - jakaś kasa zawsze jest potrzebna i jesli nie można mieć pracy dobrze płatnej to trzeba podjąć tą gorszą - ale wtedy jest MNIEJ dla wszystkich bo inaczej się nie da. Czy takie trudne do pojęcia?