Dodaj do ulubionych

po wątku o alimentach mam odczucie

10.11.11, 13:04
Że nie powinno się mieć więcej niż jednego dziecka, a po rozwodzie to niemal zabronione powinno być. No bo jak tu przewidzieć że się straci pracę?

W normalnej rodzinie człowiek pracuje, zarabia przez lata, ma powiedzmy 2 dzieciaków. Nagle ten człowiek traci pracę i bardzo ciężko mu znaleźć równie dobrze płatną. Kasy jest dużo mniej - może nawet przez dłuższy czas. Wszyscy mają gorzej, dzieci i dorośli i jest to oczywiste. No i niestety - dzieci mają biedniej, ah Ci okropni rodzice, nie stać ich na dzieci - jak mogli tego nie przewidzieć??? Ale i tak mają lepiej bo nikt ich nie może zmusić aby wydawali na dzieci więcej niż mają.
A teraz popatrzmy na człowieka po rozwodzie. Pracował, dobrze zarabiał, ma 2 dzieci - tylko jedno z ex a drugie z next. Traci pracę, kasy nie ma, popada w długi. Next i 2 dziecko - żyją biedniej bo muszą. Pierwsze dziecko - musi mieć tyle ile miało a nawet więcej bo to zas..ny obowiązek tatusia. Jak go nie stać na dzieci to po co robił następne?Bo dobrze zarabiał i nic nie zapowiadało problemów? No i co - było przewidzieć że coś się może zepsuć!

No nigdy nie mogłam przykumać takiego myślenia sad

Mój mąż ma 3 dzieci - dwójkę ze mną. Gdyby dzisiaj stracił pracę i nie znalazł nowej w ciągu 3-4 miesięcy MUSIAŁBY obniżyć alimenty - są na tyle wysokie że płacenie ich w całości by nas zrujnowało, nie mielibyśmy kasy nie na zabawki czy ciuchy ale na jedzenie i podstawowe opłaty. Zresztą nie wyobrażam sobie utrzymywania jednego z dzieci na wysokim poziomie a pozostałej dwójki na niskim. Szczerze mówiąc powinno być po równo. Po równo jak jest dobrze i po równo jak jest źle. Obie matki pracują i obie łożą na dzieci a jeśli ojciec ma nagle drastycznie mało pieniędzy (nie piszę o leniach i kombinatorach tylko o normalnych facetach) to ma ich mało i dla siebie i dla wszystkich swoich dzieci. Jak będzie znowu praca - będzie więcej kasy dla wszystkich znowu. No inaczej się nie da i nigdy nie da się przewidzieć przyszłości. Tym które tak szumnie postulują żeby się nie rozmnażać jak się nie ma kasy życzę żeby zawsze miały dobrą pracę i dużo kasy. Bo może się okazać że było świetnie przez 10 lat i mają po 2-3 dzieciaków a potem następne 5 będzie o wiele gorzej bo zdrowie się zawali, bo z powodu ogólnego kryzysu będzie ciężko o pracę, bo psychika siądzie...nigdy nie mówcie nigdy, planować można i trzeba ale nie zawsze się udaje.

I jeszcze pytanko do tych które uważają że dziecko MUSI mieć wszystko co miało i nie wolno obniżać alimentów i wydawać na dziecko mniej kasy. Czy mając dwójkę dzieci potrafiłybyście na jedno dziecko przeznaczyć np 50% rodzinnych dochodów a na drugie dziecko oraz siebie i męża pozostałe 50%? Czy popadając w długi z powodu braku pracy konsekwentnie kupowałybyście/zapewniałybyście jednemu z dzieci to samo co w czasach kiedy były pieniądze? Znam odpowiedź z własnego życia: NIE. Dzieci mają tyle na ile nas stać i nic więcej. Oczywiście z głodu umierać nie będą - jakaś kasa zawsze jest potrzebna i jesli nie można mieć pracy dobrze płatnej to trzeba podjąć tą gorszą - ale wtedy jest MNIEJ dla wszystkich bo inaczej się nie da. Czy takie trudne do pojęcia?
Obserwuj wątek
    • mantha Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:15
      No niestety - spojrzmy na zagadnienie ze strony matki, ktora zostaje z dzieckiem sama, gdyz tatus odchodzi w sina dal. Dlczego ona ma placic za to, ze ow tatuś zalozyl sobie nowa rodzine, pal szesc kobite, ale dziecko jest zawsze poszkodowane, juz chociazby dlatego ze nie ma ojca (mowie o tym rodzonym), ktory ma czy nie ma prace, lepiej czy gorzej platna jest obecny w zyciu dziecka.
      pisze jako dziecko ojca, ktory zalozyl sobie rodzine na drugim koncu swiata, placil alimenty cos rzedu 200 zl (tak mniej wiecej na dzisiejsze pieniadze), a jego nowa corka miala zycie jak w madrycie, ojca, ktory dbal o nia najlepiej jak potrafil rowniez z poczucia winy, ze dwojke dzieci zostawil w beznadziejnych warunkach. bardzo dlugo o tym myslalam i analizowalam ze wszytskich mozliwych stron i jednak dochodze do wniosku, ze facet musi placic (chodzi tylko o strone finansowa w tym watku jak rozumiem) na swoje dzieci. koniec kropka. tylke przynajmniej moze im od siebie dac. jak jest w miare ogarniety i ma zdrowe dwie rece to jego psi obowiazek (doslownie). dlatego tez nie wiazalabym sie nigdy z facetem, ktory ma juz dzieci z poprzednich zwiazakow, bo wiem, ze to zawsze bedzie problem, jak nie teraz to kiedys tam w przyszlosci. i to problem przez duze P (nie tylko finansowy, rzecz jasna).
      • kropkacom Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:24
        Wbrew temu co napisze wiekszość opieka powinna być naprzemienna (nie w sytuacji gdy jedna ze stron to rodzinny oprawca oczywiście). Trudne? Trudne. W ten sposób i matka i ojciec maja równe szanse. Równe szanse na wychowanie, wkład finansowy i ułożenie sobie przyszłego życia. A małżeństwo z rozwodnikiem z dziećmi to niestety nie ma prawa być bajka.
        • marika_2006 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:33
          I tu się zgodzę, opieka naprzemienna-tak. Równe szanse, równe prawa oraz równe OBOWIAZKI i ZOBOWIĄZANIA, dla tych którzy tak nawołują o równe traktowanie dla ojców bo na ogól patrzą tylko i wyłącznie pod kątem swoich praw
          • angazetka Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:37
            Dla mnie opieka naprzemienna i konieczność bujania się między mieszkaniami rodziców, bez poczucia, że gdzieś jest się naprawdę i na stałe, jawi się jak horror.
            • kropkacom Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:40
              No, generalnie rozwód nic fajnego. Zwłaszcza dla dzieci. Mnie te gadki o bujaniu się między dwoma domami nie przekonują jak czytam tutaj o kłopotach z alimentami, odwiedzinami i zaangażowaniem tatusiów i tak dalej.
              • angazetka Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:44
                Chciałabyś żyć tydzień tu, tydzień tam? Ja nie.
                • kropkacom Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:47
                  Gdybym miała fajnego tatę i fajną mamę to tak. Nie zapominaj, że dzisiaj rozwód to zazwyczaj wyłączenie jednej osoby z życia dziecka.
                  • angazetka Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:51
                    Nie zapominam, sama tak miałam jako dziecko (ojciec nie był zainteresowany - btw narzucenie komuś takiemu opieki na dzieckiem jest unieszczęśliwieniem dziecka). Ja jednak cenię sobie stabilność.
                    • marika_2006 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:54
                      Dlatego powtarzam że nie w każdym przypadku taka opieka byłaby możliwa, ale przy okazji ustalania jakichkolwiek zasad kontaktu dziecko oraz rodzice są poddawani badaniom, i wybierane są sposoby które są odpowiednie dla konkretnego dziecka
                      • aneta-skarpeta Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:53
                        problem w tym, ze opieka naprzemienna wymaga dobrych stosunków, niemal przyjacielskich
                        bo nie chodzi o to, zeby dziecko sobie przekazywać jak tobołek

                        trzeba przy tym umiec ze soba rozmawiac, wspolpracowac itd

                        i teraz skoro matka ma problem z wydarciem 200 zł od ex meza to będzie mogła z nim prowadzic opieke naprzemienną? wolne zarty

                        czy naprawde uwazacie, ze dla dziecka to taki tort z malinami byc wciskanym na siłe ojcu na 2 tyg, ktory ma je w zasadzie w dupie i chcialby sie lekkim kosztem wykpic z opieki?

                        facet nie czuje potrzeby płacic 200, 400 zł a bedzie miał ochote 2 tyg utrzymywac dziecko?

                        ojciec z łąski przyjezdza na widzenia 2 razy w miesiacu i nagle zmieni front?

                        w druga strone ojciec chce sie widywac z dzieckiem, nawet to jakos idzie, ale oboje mają tak skrajne wyobrazenie o wychowaniu ze ich wizje sie ledwo stykają

                        nie mowmy o sytuacjach idealnych, bo takie zdarzają sie naprawde rzadko

                        natomiast nawet jak ludzie mają na papierze dni widzen i alimenty ale potrafią sie dogadac to sama wychodzi opieka niemal naprzemienna
                    • kropkacom Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:56
                      Dla ciebie stabilność to był jeden rodzic i jeden dom. Dla niektórych dzieci to oboje rodzice w dwóch domach. Trudno to pojąć?
                      • angazetka Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:59
                        I to napisała osoba, która chwilę wcześnie stwierdziła stanowczo, że opieka powinna być naprzemienna. Może dla kogoś jest ona dobrym rozwiązaniem. Dla mnie by nie była. Ludzie są różni. trudno to pojąć?
                        • kropkacom Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:03
                          Napisałam w nawiasie, ze jak jedna strona nie nadaje się do wychowywania dzieci to trudno.
                          • angazetka Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:12
                            Oraz - jak dziecko ceni sobie stabilizację. Oraz - jak opieka naprzemienna byłaby zbyt skomplikowana do przeprowadzenia z różnych powodów (lokalowych, zawodowych etc). Naprawdę, to nie jest czarno-białe.
                            • marika_2006 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:16
                              co kryje się pod określeniem powodów lokalowych lub zawodowych??
                              • angazetka Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:20
                                Jeden rodzic w Białymstoku, drugi w Jeleniej Górze. Jeden ma mieszkanie, drugi tymczasowo mieszka kątem u rodziców. Jeden ma w tej Jeleniej Górze pracę, której tak łatwo w Białymstoku nie dostanie, więc się nie przeprowadzi. Wymieniać dalej?
                                • marika_2006 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:25
                                  nie sądzę by poza zmianą adresu zamieszkania istniały jakieś ważne realne przeszkody nie do rozwiązania
                                  • edelstein Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:04
                                    Stanowczy sprzeciw nowej zony,partnerki tatusia na przebywanie dziecka.Moze tatusia daloby sie zmusic,ale obca osobe niby jak?
                            • kropkacom Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:16
                              Owszem. Powtórzę tylko, ze stabilizacja to nie zawsze jest jeden dom z jednym rodzicem.
                      • przeciwcialo Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:59
                        Ech, jaka ty starasz sie byc nowoczesna wink Nie ma to jak szczęśliwa pachworkowa rodzina dopóki szwy trzymaja i nic nie zaczyna trzeszczeć.
                        • kropkacom Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:04
                          Co mogę powiedzieć? Dla mnie to nie nowoczesność.
                • violon-czela Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:53
                  zgadzam się z Tobą.

                  tydzień tu, tydzień tam to jakiś horror dla dziecka - małe nie wie o co lata, większe czasem potrafi zadecydować gdzie chce być i co wtedy? wbrew woli przemieszczać dzieciaka? I gdzie tu poczucie bezpieczeństwa i przynależności? a jak rodzice mają nowe rodziny? Jak to dziecko to obierze? Ja bym to odebrała jako podrzucanie sobie tobołka niekoniecznie wygodnego.
                  Pół biedy jak rodzice mieszkają w jednym mieście a jak w innych to jak to organizować?

                  Organizacyjnie dla mnie pomysł nie do przyjęcia.
              • marika_2006 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:47
                Ale dziecko w rodzinie po rozwodzie i tak buja się tu i tam, pomijam kwestie kiedy jedno z rodziców nie interesuje się nim
                • moofka Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:58
                  marika_2006 napisała:

                  > Ale dziecko w rodzinie po rozwodzie i tak buja się tu i tam, pomijam kwestie ki
                  > edy jedno z rodziców nie interesuje się nim

                  no czyli sytuacja idealna
                  nie ma bujania sie, a jest stabilnosc big_grin
            • olena.s Jestem absulutnie przeciwna opiece naprzemiennej 10.11.11, 13:57
              Uważam, że psychologicznie to masakra dla dziecka, przerzucanego jak paczka między rodzicami.
              Jestem też zdania, że wcale by to nie załatwiło kwestii sporów alimentowych. Bo wyobraźny sobie rodzica, który nie chce płacić i woli przerzucić wydatki na drugiego, który jest odpowiedzialny i o dziecko dba. W efekcie skąpy rodzic zwyczajnie nie poszedłby na wizytę do ortodonty, przetrzymał dzieciaka w sandałach/kaloszach, kozakach/ opóźnił wpłatę na kurs języka itd. Czyli mielibyśmy dokładnie to samo, co mamy dziś w wielu przypadkach.
          • przeciwcialo Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:51
            Ja wyobrazasz sobie opiekę naprzemienną jak matka z dzieckiem mieszka w Rzeszowie a ojciec np w Poznaniu? Dwa domy? Dwie szkoły? To dopiero pokopane.
            • marika_2006 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:56
              No przecież napisałam że zdaję sobie sprawę że nie zawsze byłoby to możliwe. Ja się nie upieram, nie twierdzę że ta metoda jest idealna i możliwa. Uważam że być może mogłaby być dobrym rozwiązaniem w niektórych przypadkach
              • kropkacom Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:13
                Spoko, blady strach padł na panie. smile Wierze też, że są faceci którzy nawet wiewiórki nie powinni wychowywać.
            • kropkacom Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:57
              Ktoś musiałby się przeprowadzić. Życie wymaga wielu poświęceń.
              • violon-czela Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:57
                pewnie bo to takie pstryk i już.

        • jowita771 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:40
          Opieka naprzemienna często jest trudna albo wręcz niemożliwa do zrealizowania. Jak to miałoby wyglądać, jeśli rodzice mieszkają daleko od siebie, dziecko miałoby dwie szkoły?
          • marika_2006 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:43
            No opieka ta napewno nie jest możliwa w każdym przypadku, w moim np zdecydowanie nie
            • kropkacom Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:46
              To druga sprawa, nie we wszystkich sytuacjach taka opieka jest możliwa i co więcej ma sens. Dla niektórych rozwód oznacza także rozwód z dziećmi...
          • kropkacom Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:44
            No, trzeba by się ugiąć i zrobić tak aby dziecko nie musiało mieć dwóch szkół.
            • jowita771 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:55
              Czyli np. zrezygnować z dobrze płatnej pracy. Albo wynająć dla dziecka opiekunkę, a nie przeprowadzić się do matki emerytki, która ma z dzieckiem świetny kontakt i chęci do opieki nad wnukiem, jak matka pracuje.
              A w przypadku eksi mojego męża to już w ogóle kanał - ona się wyprowadziła z ich wspólnym dzieckiem do innego kraju wręcz, bo się zakochała w obywatelu tamtego kraju. No, oczywiście ów obywatel mógłby rzucić dobrą pracę i przyjechać tu, ale to też problem, bo tam też ma dziecko z innego związku.
              Nie przesadzajmy, bez sensu jest przemeblowanie całego życia tylko dlatego, żeby zapewnić dziecku opiekę naprzemienną, która wcale takim cudnym rozwiązaniem nie jest - gdzie poczucie bezpieczeństwa, przynależności do jakiegoś miejsca?
              Jestem dzieckiem z pierwszego małżeństwa, cieszę się, że moi rodzice nie wpadli na genialny pomysł opieki naprzemiennej.
              • kropkacom Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:09
                W momencie kiedy coraz więcej samotnych matek nie może podjąć pracy (bo, dzieci tylko na ich głowie), panowie nie płacą alimentów (bo nie dadzą eks swojej forsy)... Cud, miód i orzeszki.
                • edelstein Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:07
                  A w ktorej to pracy mozna przychodzic co dwa tyg?oprocz wolnych zawodow
                  • violon-czela Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:59
                    no wiesz - trzeba sobie takiej poszukać - życie wymaga poświęceń big_grin
                • morekac Re: po wątku o alimentach mam odczucie 13.09.15, 19:27
                  panowie nie płacą alimentów (bo nie dadzą eks swojej forsy)...
        • makurokurosek Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:52
          A ja się nie zgodzę, według mnie dziecko powinno mieć przede wszystkim poczucie stabilizacji a nie dzisiaj tu jutro tam, czyli ani konta nie mam tu ani tam, każdemu jestem zawalidrogą.
          • kropkacom Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:18
            No jak ma być zawalidrogą...
        • damajah opieka naprzemienna 10.11.11, 14:17
          to byłoby sprawiedliwe względem rodziców - aczkolwiek nie jestem pewna czy względem dziecka to jest najlepsze jeśli rodzice mieszkają daleko od siebie, ale jeśli rodzice mieszkają blisko siebie to szczerze mowiąc uważam że to może być dobre rozwiązanie.

          A małżeństwo z rozwodnikiem z dziećmi to
          > niestety nie ma prawa być bajka.

          a z tym się nie zgadzam. Może być pięknie - to że mój mąż ma dziecko, płaci alimenty spotyka się itp mi nie przeszkadza.
          • kropkacom Re: opieka naprzemienna 10.11.11, 14:22
            Mnie razi to - spotyka się. Tak wygląda rola ojca dla dzieci pierwszego związku. Dziękować panu Bogu jak płaci alimenty i spotyka się. Chciałabyś tak?
            • duzeq Re: opieka naprzemienna 10.11.11, 18:57
              > Mnie razi to - spotyka się. Tak wygląda rola ojca dla dzieci pierwszego związku
              > . Dziękować panu Bogu jak płaci alimenty i spotyka się. Chciałabyś tak?

              Jak dziecko mieszka dwa tygodnie tu, dwa tygodnie tam, to w zasadzie tez "spotyka" rodzicow.
              Wiekszosc moich znajomych, ktorzy zazwyczaj mieszkali z matka po rozwodzie, a z ojcem widywali sie regularnie, (sad przyznal dzieci matce od kopa, ojcu laskawie zezwolil na wizyty) jakiejs wiekszej traumy nie maja. Pare osob, ktore mieszkalo "naprzemiennie" ( w tym samym miescie) ma o wiele wieksza traume zwiazana z brakiem stabilizacji, bezpieczenstwa i z idiotycznym ukladem pt. dwie matki, dwoch ojcow. Jedna chciala sie za mlodu przeprowadzic do mnie - zeby mieszkac gdzies na stale.
          • praworodzinne Re: opieka naprzemienna 11.09.15, 10:35
            plus.google.com/+AdwokatstolarekPl-Adwokat-radom-rozwody-alimenty/posts

            powyżej wpis na temat najnowszej nowelizacji i próby wprowadzenia opieki naprzemiennej do ustawy
      • przeciwcialo Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:29
        Napisałaś dokłądnie to co ja chciałam choc ja nie mam odniesień osobistych.
      • damajah Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:15
        Co to znaczy "tatuś odchodzi sobie w siną dal" Rozwód niekoniecznie musi być z winy tatusia? Np w przypadku mojego męża rozwód był obopólną decyzją przy czym ex żona była już z kimś nowym związana.

        Tak, facet musi płacić na swoje dzieci ale płaci tyle może, powinien po równo. Jeśli ma więcej kasy to wszystkie dzieci mają lepiej. A jeśli ma mniej kasy to wszystkie dzieci mają mniej

        Nie wiem czy uważnie przeczytałaś mój pierwszy post ale wyraźnie napisałam że nie piszę o leniach i partaczach tylko o normalnych facetach.

        Ojciec może i powinien dawać dzieciakom znacznie więcej niż kasę. (to tak odnośnie obowiązków)
        • olena.s Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:27
          No ale na taki układ to się pracuje, stając na uszach, aby kontakty były dobre, aby nieporozumienia wyjaśniać, aby mimo upadku malżeństwa nie budować nienawiści i braku zaufania. Nie od rzeczy jest pamietac o używaniu takich zwrotów jak "przepraszam" "proszę", "dziękuję". Jeżeli zaczyna się dziać coś w "nowej" rodzinie, dobrze jest odpowiednio wczesniej uprzedzić starą. Konsultować się z eks, jeżeli ma się pomysł na nowe metody wychowawcze, uprawiany sport, wypasione gadżety.
          Natomiast im bardziej opiekująca się dzieckiem matka (piszę "matka, bo to jest najczęstszy układ) ma przekonanie, że od obowiązków przy dziecku, brania zwolnień, zapewniania kasy na kolonie i odrabiania lekcji jest tylko i wyłącznie ona, tym bardziej neksia nie ma co spodziewac się akceptacji niższych alimentów. W końcu nikt nie pytał jej o pozwolenie na wydanie na świat kolejny dzieci, prawda?
      • madzioreck Re: po wątku o alimentach mam odczucie 11.11.11, 23:42
        i jednak dochodze do wniosku, ze facet musi placic (chodzi tylko o strone fi
        > nansowa w tym watku jak rozumiem) na swoje dzieci. koniec kropka. tylke przynaj
        > mniej moze im od siebie dac. jak jest w miare ogarniety i ma zdrowe dwie rece t
        > o jego psi obowiazek (doslownie).

        Psi obowiązek to ma każdy rodzic. Płacić, utrzymywać swoje dziecko. I tatuś, i mamusia, która wychowuje na co dzień. Mamusi, która straciła robotę i nie może znaleźć nowej, nikt do gardła nie skacze, a facet... ma psi obowiązek. To brzmi, jakby alimenty były karą za odejście czy jak... przecież tego typu kłopotów nikt sobie nie wybiera (nadal, mam nadzieję, mówimy o normalnych facetach, a nie cwaniaczkach pracujących na czarno).
        • morekac Re: po wątku o alimentach mam odczucie 16.11.11, 16:52
          Mamusi, która straciła robotę i nie może znaleźć nowej, nikt do gardła nie skacze,
          Ale ta mamusia przestaje żywić swoje dziecię z tego powodu?
    • moofka Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:21
      tak, historie o przymierajacych glodem tatusiach kosztem markowych butow bylego dziecka to ja znam li i jedynie z tego forum
      jedna neksia to sie nawet wyskrobac musiala bo zarloczne byłe dzieci przejadly ich majatek
      takie to dramatyczne historie zycie pisze
      • mantha Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:30
        Powiem ci, ze zycie pisze takie scenariusze jakich nawet na tym forum nie uswiadczysz. Moda na sukces przy moim zyciorysie to po prostu kwadratowa nuda.
        Poza tym - to jest kwestia szkieletowej moralnosci - nawet jak matka zarabia milion, wygrala w totka i mieszka w palacu, to alimenty od ojca dziecka musi dostawac - mowimy tutaj o zalosnych kwotach, ale dla samej zasady.
        Rodzina to nie jest zabawa, a zabawianie sie kosztem innych - szczegolnie dzieci to juz dno doszczetne. (dobrze wiemy, ze zazwyczaj chodzi o rodziny, w ktorych te kilkaset zl robi roznice),
        zreszta szkoda pisac - zalamalam sie czytajac wypowiedzi dziewzyn (bo chyba nie kobiet jeszcze) o wyrodnych pierwszych zonach, biednych tatuskach i zarocznych dzieciach, ktore tylko dybia na forse tatuska. nawet tutaj nie spodziewalam sie az takiego braku wyobrazni.
        • miarodajna Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:39
          kto przy zdrowych zmyslach bierze sobie facet z dziecmi i alimentami!!!
          • gazeta_mi_placi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:45
            Może te Panie, które ze względu na dyskusyjną "urodę" i "inteligencję" oraz "czar osobisty" nie mają szans u bezdzietnych kawalerów?
            • jowita771 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:03
              Oj gazeta, a jak ciebie mąż porzucił dla takiej o dyskusyjnej urodzie, to jaka ty musisz być nieatrakcyjna, co?
            • delecta Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 17:03
              gazeta_mi_placi napisała:

              > Może te Panie, które ze względu na dyskusyjną "urodę" i "inteligencję" oraz "cz
              > ar osobisty" nie mają szans u bezdzietnych kawalerów?

              smile smile smile
          • przeciwcialo Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:55
            Wielokrotnie zadawałam sobie to pytanie. Panowie nawet o takiej 'kartotece' mają wziecie a potem płacz że była zycie rujnuje, że dzieci z butów wyrastaja, ze trzeba dzieci wziąć na weekend.
            • damajah rozumiem że rozwódki 10.11.11, 14:28
              również powinny być skazane na samotne życie?
              • przeciwcialo Re: rozumiem że rozwódki 10.11.11, 14:36
                Z emotkami pisałam. Kawalera bez dzieci trzeba sobie znaleźć wink
          • lelija05 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:57
            Czyli tacy panowie powinni zamknąć się w piwnicy, bądź przywdziać wór pokutny i wstąpić do klasztoru?
            A czy rozwódek też to dotyczy? Nie mogą być brane pod uwagę przez kawalerów, bo baba z dziećmi to już gorszy sort?
            Bo jak kiedyś nie daj boże się rozwiodę, to wolę wiedzieć co mogę, a co nie.
            • gazeta_mi_placi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:00
              Wystarczy, żeby nie kombinowali z obniżeniem już zasądzonych alimentów tylko dlatego, że mają ochotę na nowe życie.
              • lelija05 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:08
                Ale mnie nie o to chodzi. Nie odniosłam się do kombinowania, tylko do pozycji na rynku.
                Chodzi mi o te zdrowe zmysły.
                Czy w przypadku, gdy zostanę rozwódką będę mogła liczyć tylko na wariatów?
                I te, które wiążą się z rozwodnikami, to też niepełnosprawne umysłowo?
                • przeciwcialo Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:12
                  Gdy juz bedziesz szczęśliwie zakochaną w kawalerze rozwódka a on nie ma dzieci- wszak do spłodzenia dziecka obraczka nie jest potrzebna- to zyjcie długo i szczęsliwie wink
                  • lelija05 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:16
                    O, czyli ja mogę, a mój ewentualny były niech idzie do piwnicy.
                    No ok.
                    wink
                • gazeta_mi_placi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:14
                  Tak, te które uważają, że należy "staremu" dziecku obniżyć alimenty tylko dlatego, że urodziły dla swojego Pana świeżaczka, to tak. Są to osoby z przesuniętym deklem.
                  • lelija05 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:18
                    Aha.
                    No to dobrze, bo ja myślałam, że to dotyczy wszystkich obojga płci wink
                  • damajah gazeta 10.11.11, 14:33
                    nie wiem czy jesteś w stanie czytać ze zrozumieniem i odnosić się do tematu wątku (zauważyłam że masz z tym straszny problem) ale dosyć wyraźnie napisałam w pierwszym poście o co mi chodzi więc przeczytaj może jeszcze raz. Nie chodzi mi o sytuację kiedy rodzi się nowe dziecko i to ma być powód do obniżenia alimentów. Chodzi mi o sytuację kiedy dobrze zarabiający ojciec traci pracę (z różnych powodów) i pieniędzy jest mniej niż było. Nie dało się tego przewidzieć.
                    Nas to już spotkało - dojście do zarobków jakie miał 10 lat temu zajęło mężowi kilka lat (takie realia, w jego branży przed rokiem 2000 było cud miód - zarobki wielkie a potem totalne klapa i trzeba było zaczynać od bardzo niskiego pułapu) Leniem nie jest, pracował i pracuje dużo i dobrze. Nie wszystko da się w życiu przewidzieć po prostu i nie wszystko zawsze wychodzi tak super.
        • damajah nigdzie nie piszę 10.11.11, 14:26
          o braku alimentów czy żarłocznych exiach. Piszę o sytuacji kiedy normalny kochający ojciec ma mało kasy bo ma problemy i musi nią obdzielić wszystkie dzieci.
          • olena.s Re: nigdzie nie piszę 10.11.11, 14:39
            Myślę, że jeżeli normalny, kochający ojciec za okresu prosperity z aptekarską precyzją dbał, aby "stare" dziecko miało nie mniej, niż nowe, to można liczyc na zrozumieni eksi.
            Natomiast jeżeli wcześniej facet płacił zasądzoną kwotę i wsio (zakładam, że kwota była typowa na Polskę, czyli raczej skromna)to nie ma co spodziewać się zrozumienia ze strony byłej.
      • damajah Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:25
        moofka właśnie się roześmiałam bo pamiętam historię sprzed paru lat jak mój m po roku szukania pracy i kilku próbach własnego biznesu musiał się pogodzić z tym że trzeba zacząć budować zarobki od nowa i poszedł do roboty w której zarabiał 1/4 z tego co przedtem (nie było szans - po roku 2000 jego branża runęła na łeb, likwidowano firmy i działy, po kilku zmianach pracy w końcu nie było nic). wtedy to pogrążeni w długach i żyjący bardzo skromnie przeżywaliśmy awantury o to że m nie chce dzieciakowi martensów za 400 zł kupić wink i wiele innych. Ale to dawno było na szczęście - teraz jest inaczej. Tak mi się przypomniało jak przeczytałam o butach...
        • moofka Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:32
          -> eb, likwidowano firmy i działy, po kilku zmianach pracy w końcu nie było nic).
          > wtedy to pogrążeni w długach i żyjący bardzo skromnie przeżywaliśmy awantury o
          > to że m nie chce dzieciakowi martensów za 400 zł kupić wink i wiele innych.

          i co?
          kupil mu te buty?

          Ale t
          > o dawno było na szczęście - teraz jest inaczej. Tak mi się przypomniało jak prz
          > eczytałam o butach...
    • nangaparbat3 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:38
      Myślę, że pomijając kwestie prawne, to jest tak: wszystko zalezy od kontekstu, to znaczy wzajemnego traktowania siebie przez rozwiedzionych małzonków i dziecka przez tego, kto płaci.
      Mnie się zdaje, że jeśli ten kto na stałe opiekuje się dzieckiem widzi autentyczne zaangażowanie drugiego rodzica, wie że może na niego liczyć, wie że moze prosić o pomoc nieustaloną sądownie - to w razie jakiejś katastrofy (powaznej choroby czy utraty pracy) - nie będzie walczył o każdy grosz z alimentów, przynajmniej przez jakiś czas.
      Ale jeśli ten ktos jest wykreślany z zycia płatnika, jego los i problemy przestaja go obchodzić - czemu oczekiwać współczucia czy zrozumienia? No z jakiej racji?
      • kowalka33 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:59
        Absolutnie się z tobą nanga zgadzam, jak miedzy rodzicami panuja poprawne w miare kontakty , to drugi rodzic widzi ze cos u pierwszego nie halo...Ludzie naprawdę potrafią się dogadać. Przypadek o alimentach o którym pisze tu autorka tego posta jest inny. Tu się się next pyta czy cos tam sąd nie podwyzszy jesli obnizył cos o 50 zł. Do tego z posta wynika kompletny brak komunikacji i relacji na linii ojciec dziecko. Dla mnie wynika z tego tyle ze alimenty poprzednio były na wysokosci 200 zł i cos sad podwyższył i to niepokoi autorkę. Rozumiem sa rózne kobiety , rózne sytuacje , gdzieś tam mit pazernej ex tez istnieje tak jak wrednej next. Ja mam wrażenie że ludzie nie bardzo grzeją w co wdeptują , wydaje im się ze alimenty to parę stów jeden weekend na pół roku a potem zonk. Ojcem jest całe zycie
        • damajah Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:47
          mój wątek założyłam pod wpływem odpowiedzi typu "jak kogoś nie stać to niech nie robi dzieci" "płacenie to psi obowiązek" "trzeba było nie zakładać drugiej rodziny"
          A co jeśli kasa była, druga rodzina została założona kiedy kasa była a potem się spiep.rzyło?
          • gazeta_mi_placi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:02
            To nie wina "starego" dziecka, tak samo nie wina banku w którym się pożyczyło pieniądze, ani nie wina elektrowni, że trzeba płacić za prąd ani nie wina spółdzielni, że wymaga płacenia czynszu.
            Przecież przy powinięciu owej nogi alimenty to nie jedyne najczęściej stałe zobowiązanie finansowe tylko jedno z wielu.
            Jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś wnosił do spółdzielni o obniżenie mu czynszu bo stracił pracę albo o zmniejszenie płatności za prąd czy za gaz.
            • naomi19 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 17:13
              A ja słyszałam o czymś takim. Raty w banku można zawiesić na jakiś czas ( z powodu choroby, utraty pracy), można wziąć kredyt konsolidacyjny (z mniejszą ratą), można wnosić o dodatek do czynszu, nawet z komornikiem można się dogada ć, tylko eksia nie daruje ani jednej złotóweczki.
              Jak mam mnaiej kasy, to nie kupię dziecku markowych butów, ani jednemu ani drugiemu, alimenty trzeba płacić, bo to 'psi obowiązek'. łatwo się załamać, nie zazdroszczę takim chłopom.
              • noname2002 Naomi19 11.11.11, 14:37
                A masz w ogóle pojęcie jakie są średnie alimenty w Polsce? Na ogół pokrywają jakieś 20-30% kosztów utrzymania dziecka. "Nie kupię dziecku markowych butów, bo mam mniej kasy", też coś, naprawdę uważasz, że samotne matki kupują dzieciom markowe buty???
                Może po prostu trzeba dziecku wytłumaczyć, że w tym miesiącu nie będzie jadało kolacji, bo tatusiowi się pogorszyło i nie ma na alimenty.
      • mondovi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:15
        Prawda. Mam pasierba, a co za tym idzie, jest w naszym zyciu ex, z którą naprawdę mam same miłe doświadczenia. gdy jej się świat wali na głowę, wiemy o tym, bo dzwoni i mówi, wtedy wiadomo,że pomozemy, gdy nam się świat walił, ona też pomagała i rozumiała kwestie finansowe, nie trwała na stanowisku, ze o 50zł będzie armaty wytaczać. Ludzie są różni, najczęściej na formum czyta sie o sytuacjach ekstremalnych, ale moim zdaniem, częściej ludzie po prostu się dogadują.
      • damajah Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:44
        nanga - napisałam o co mi chodzi w pierwszym poście. Uważam że w pewnych sytuacjach obniżenie alimentów jest konieczne, inaczej się nie da. Nie chodzi mi o zrozumienie ani współczucie - tylko o fakty. Jeśli faktem jest że jednemu z rodziców pogarsza się sytuacja bo traci pracę i np musi iść do gorzej płatnej to drugi rodzic musi się pogodzić z tym że kasy będzie mniej. Czy są inne dzieci czy ich nie ma. W normalnej rodzinie też tak jest - kasy sobie nikt na drukarce nie machnie. I jeszcze raz podkreślam - nie chodzi mi o ojców którzy kombinują i olewają dzieci bo o takich nawet nie chce mi się dyskutować bo to oczywiste.

        Sama przeszłam przez biedę w życiu i wiem jakie opinie były wydawane o moim mężu. nie wspomnę o tym co było mówione o mnie. A żadne z nas nigdy od pracy nie stroniło - tyle że ciężko dokładać się np 2000 do elitarnego obozu dla jednego dziecka kiedy drugiemu kupuje się używane ciuchy bo na nowe nie stać. I ciężko słuchać obelg że brak kasy=brak miłości.
        Tak samo kiedy kupuje się dzieciakom prezenty na wszelkie okazje - zawsze po równo. Wydaje się tyle ile się ma - oszczędzając na sobie (dzieci dostają ładne prezenty a dorośli nic bo kasy nie ma) Kupuje się za te 150 zeta z myślą że hura super a ze strony drugiego rodzica żale że to za mało, że to beznadziejne, że znowu brak drogiego prezentu=brak miłości.
        Przez takie postawy potem dziecko wyrasta w przekonaniu że miłość=kasa (dużo kasy) a skoro jeden rodzic funduje za tysiące a drugi za setki to jeden kocha bardzo a drugi mniej. Wybić to z głowy dziecku jest szalenie trudno (kiedy nie chce się źle mówić o drugim rodzicu, a zdecydowanie się nie chce i nie mówi)
        • gazeta_mi_placi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:55
          > Uważam że w pewnych sytuacjach obniżenie alimentów jest konieczne, inaczej się nie da. Nie chodzi mi o zrozumienie ani współczucie - tylko o fakty. Jeśli faktem jest że jednemu z rodziców pogarsza się sytuacja bo traci pracę i np musi iść do gorzej płatnej to drugi rodzic musi się pogodzić z tym że kasy będzie mniej.

          Rozumiem, że nie ma opcji z drugiej strony, to jest matka dziecka traci pracę i idzie do gorzej płatnej ( załóżmy, że matka nie jest leniem ani kombinatorką ), wówczas ojcu dziecka podwyższa się alimenty?
          • nangaparbat3 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:36
            gazeta_mi_placi napisała:
            matka dziecka traci pracę i
            > idzie do gorzej płatnej ( załóżmy, że matka nie jest leniem ani kombinatorką )
            > , wówczas ojcu dziecka podwyższa się alimenty?

            O, zawsze uważałam, że trzeba robić jak Bi - czytac wszystko i dopiero odpowiadać - ale mi nigdy cierpliwości nie staje.
            Bo to samo pytanie mi przyszło właśnie do głowy.
        • nangaparbat3 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:34
          No ale to co opisujesz to dla mnie jakaś patologia, mam nadzieję, że pojedyncze przypadki tak wygladają.
          Za to przyszło mi do głowy inne pytanie: matka traci pracę albo nagle mniej zarabia (ja tak miałam - musiałam z dodatkowej pracy zrezygnować, bo cenę płaciło dziecko, po prostu przestało jeść) - ile nowych żon uzna, że trzeba podnieść alimenty?
          • morekac Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:41
            > Za to przyszło mi do głowy inne pytanie: matka traci pracę albo nagle mniej zar
            > abia (ja tak miałam - musiałam z dodatkowej pracy zrezygnować, bo cenę płaciło
            > dziecko, po prostu przestało jeść) - ile nowych żon uzna, że trzeba podnieść al
            > imenty?

            Jak dziecko przestało jeść, to wszak spadły ci koszty utrzymania dziecka, właściwie byłoby to uzasadnienie obniżenia alimentów...
            • nangaparbat3 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 16:26
              Wiesz, teraz to się nawet śmieje, ale wtedy nie było mi do śmiechu.
              I to jest też ważny aspekt sprawy: samotna matka zaharowana przenosi stres na dziecko, nie ma zmiłuj. Też dlatego te alimenty są takie ważne.
          • gazeta_mi_placi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:42
            >matka traci pracę albo nagle mniej zarabia (ja tak miałam - musiałam z dodatkowej pracy zrezygnować, bo cenę płaciło dziecko, po prostu przestało jeść) - ile nowych żon uzna, że trzeba podnieść alimenty?


            Startujesz do najdurniejszego retorycznego pytania na forum? big_grin big_grin big_grin
            Taką kombinatorkę to trzeba wysłać do pracy na drugi etat jeszcze albo żeby nadgodziny robiła, a nie podwyższać alimenty big_grin
            • nangaparbat3 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 16:29
              No własnie robiłam full nadgodzin, byłam totalnie zaganiana, zestresowana - i dziecko zareagowało niejedzeniem.
              Tu by trzeba wziąć pod uwagę specyficzną sytuację samotnej matki z dzieckiem, zwłaszcza pojedynczym - wytwarza się strasznie silna więź w sytuacji 1 na 1, bywa bardzo cięzko.
        • nangaparbat3 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:39
          damajah napisała:

          Nie chodzi mi o zr
          > ozumienie ani współczucie - tylko o fakty.

          Ależ zrozumienie i współczucie (albo ich brak) to są właśnie fakty, a kasa jest jedynie ich formą.
    • gazeta_mi_placi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:44
      Życie jest brutalne, skoro w spółdzielni nie ma zmiłuj się i czy pracujesz czy nie musisz do 10-tego zapłacić stałą daną kwotę czynszu (jak nie zapłacisz teraz to musisz później i czasem z odsetkami) i nie ma obniżki z tytułu "nie mam obecnie pracy" to dlaczego wymagacie obniżki innego stałego świadczenia - na rodzone dziecko?
      Ciekawe ile z Was na przykład tracąc pracę pomyślałaby o rezygnacji (bo za darmo nie ma nic) z innych stałych opłat np. rezygnacji z internetu albo przeprowadzanie się do nory z czynszem o połowę niższym niż tym gdzie teraz mieszkacie? Raczej rzadko do tego dochodzi w przypadku utraty pracy, prawda? Ale pierwszą myślą nie jest wtedy rezygnacja z innych stałych co miesięcznych opłat tylko zabranie dziecku z poprzedniego związku.
      Nie czaję tego.
      • marika_2006 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:51
        Ja w przypadku utraty pracy rezygnuję z tego czego mogę, nie mam wyjścia
      • aniaturek0409 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 13:52
        to teraz wyobraź sobie, że Twoj mąż wraca do byłej i płaci Tobie po 200 na dziecko a za jakiś czas robi sobie jeszcze dwójkę i daje juz Ci po stówie na dziecko, bo jego nowe dzieci są biedne i nie mogą mieć gorzej. Fajnie by było nie sądzisz?
      • mondovi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:07
        czarno-białą wizję świata masz. Jesli matce - współutrzymujacej dziecko, przy ojcu regularnie płacącym alimenty - noga się powinie i straci pracę, to co? Obnizy swoje wydatki na dziecko? Bo czynsz płacic trzeba.
      • damajah zmiana poziomu zycia 10.11.11, 14:51
        no cóż - my sprzedaliśmy samochód i parę rzeczy które dało się sprzedać, przeprowadziliśmy się do małego mieszkania w małym mieście, internetu nie mieliśmy jakiś czas (potem był mi niezbędny do pracy). Sobie nie kupowaliśmy nic poza bardzo skromnym jedzeniem (ratowali nas moi rodzice obiadkami) dzieciak (nasz) miał ciuchy z lumpexu a zabawki od babci i dziadka.

        Potem z upływem lat nasze zarobki rosły i alimenty rówież. Tak samo jak kasa wykładana na dzieci.
    • bea.bea Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:00
      ostatni spotkałam panią której celem życia jest walka o alimenty i tylko o alimenty...dziecko nie jest ważne, powiem nawet więcej, ona zabrała dzieci bo potrzebuje tych właśnie alimentów..strasznie to przykre, gdy widzisz jak zaniedbane jest dziecko nie mówię tu o ciuchach, ale szkole, zajęciach wychowaniu, a jaką sytuację biedne matki przedstawiają w sądzi...dlaczego nit nie zajmie się takimi paniami... patrzysz jak kobieta marnuje fajnego dzieciaka, bo jej na własne potrzeby kasa jest potrzebna,
      wiem że to wyjątki są, ale załamałam się gdy poznałam tą kobietę
      • eliszka25 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:52
        czyli jesli dwoje ludzi ma ze soba dziecko i sie rozstaja, to matka ma prawo do normalnego zycia, a ojciec juz nie? matka moze zalozyc nowa rodzine, ale ojcu nie wolno, bo na pierwsze dziecko nie starczy? no, bo jak zwial z jakas lala na drugi koniec swiata, to niech cierpi do konca zycia. no a jak to mamusia zwinela manatki swoje i dziecka i zwiala z jakims gogusiem, to ojciec tez ma cierpiec przez to do konca zycia? wezcie wy moze sie czasem zastanowcie, co piszecie, bo momentami mi sie drobne w kieszeni nie zgadzaja.

        jesli stracilibysmy stale zrodlo dochodu, czyli w tym momencie prace meza, to owszem, wydatki na dzieci TEZ by sie zmniejszyly. jesc by dostaly, ale np. nowe autko podczas zakupow nie wchodziloby w gre. gdybym miala do wyboru przymierac glodem lub zmienic mieszkanie na mniejsze, bez internetu itp., zmienilabym mieszkanie. jak mnie na cos nie stac, to mnie nie stac. trudno.

        a jeszcze odnosnie standardu zycia, ktory dziecku pierwszemu zmniejszyc sie nie ma prawa, to ja bym chciala zapytac, czy dzieci najstarsze z pelnych zwiazkow dostaly od was jakas rekompensate za to, ze urodzilo im sie rodzenstwo? no bo wczesniej np. moj starszy syn mial caly pokoj dla siebie - teraz musi dzielic z bratem, prezenty pod choinka byly tylko jego, teraz wydajemy na dwoch i czesto prezenty sa skromniejsze, bo dwa. gdyby byl jeden, to moglby byc wiekszy. swoimi zabawkami, ktore dostal zanim brat mu sie urodzil tez brat sie czesto bawi, a wczesniej byly tylko jego. przyklady moglabym mnozyc niemal w nieskonczonosc. no i teraz co, mam mu to jakos wynagrodzic? w formie jakiejs splaty czy jak? no bo przez to, ze ma brata jego standart zycia sie zmienil na niekorzysc, w niektorych strefach nawet dosc znacznie.

        podejrzewam, ze w bardzo wielu rodzinach jest podobnie, bo nie kazdego stac na to, zeby kazde dziecko mialo chocby swoj pokoj. to moze wprowadzic jakas ustawe, ktora zabranialaby sie rozmnazac po pierwszym dziecku, bo to dla dziecka krzywdzace.

        w normalnej rodzinie, jesli rodzice sie rozwodza/rozstaja i pozniej pojawia sie nowe - przyrodnie rodzenstwo, to dziecko nie traci, tylko zyskuje wlasnie nowa rodzine. owszem, nic nie jest w stanie zastapic ojca "pelnoetatowego", ale ludziom sie w zyciu roznie uklada. sek w tym, ze wiele par zamiast probowac wycisnac to co najlepsze z tego, jak sie poukladalo, robi sobie prywatna wojne o kase, a dzieci sa tak naprawde sprawa drugorzedna. ex mojego meza tez na poczatku tak probowala, ale na szczescie jej przeszlo, bo maz nie dal sie wciagnac w gierki. a gdzie ja mialam rozum, ze bralam sie za faceta ze zobowiazaniami? jak najbardziej na wlasciwym miejscu. jego stosunki z ex, to jak dba o syna, interesuje sie itp. przekonalo mnie, ze jesli nawet nam tez by sie nie udalo, to nigdy nie zostane z dziecmi i problemami sama i moi synowie zawsze beda mogli liczyc na tate, tak jak moze na niego liczyc jego najstarszy syn, ktory jest obecny w naszym zyciu wlasciwie stale, choc z nami nie mieszka. ale moze jestesmy wyjatkiem, bo zadne z nas nie jest pazerne na kase, nie wyliczamy wydatkow na syna meza co do grosza, a ja rozgladajac sie za prezentami swiatecznymi szukam ich dla trzech chlopcow, bo syn meza jest dla mnie czlonkiem naszej rodziny, a nie pazernym bachorem chciwej ex.

        jednego chyba nie zrozumiem nigdy - jak mozna dziecko z poprzedniego zwiazku zredukowac do alimentow, najlepiej jak najnizszych lub nawet okreslac mianem "byle dziecko", bo slyszalam i takie kwiatki. gdyby moj maz wyrzekl sie swojego dziecka, to nigdy bym sie z nim nie zwiazala, lub rozstala najpozniej w momencie, kiedy bym sie o tym dowiedziala. dla mnie bylby to wyrazny sygnal, ze na faceta nie mozna liczyc i nie nadaje sie on na ojca rodziny.
        • mondovi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:59
          brawo smile
        • damajah eliszka25 - lepiej bym tego nie napisała n/t 10.11.11, 15:01
    • jaque Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:18
      Szcze
      > rze mówiąc powinno być po równo. Po równo jak jest dobrze i po równo jak jest ź
      > le. Obie matki pracują i obie łożą na dzieci a jeśli ojciec ma nagle drastyczni
      > e mało pieniędzy (nie piszę o leniach i kombinatorach tylko o normalnych fac
      > etach)
      to ma ich mało i dla siebie i dla wszystkich swoich dzieci. Jak będ
      > zie znowu praca - będzie więcej kasy dla wszystkich znowu.

      Aha, dla wszystkich wink
      Rozumiem, że taki tatuś, zanim popadł w kłopoty, jak tylko dostał podwyżkę to z własnej woli od następnego miesiąca podwyższał alimenty? I dzielił równiutko każdą premię między obie rodziny?
      I jak jechał na wakacje na Kretę, to dawał pieniądze, żeby drugie dziecko pojechało z mamą w równie atrakcyjne miejsce? Dzieci mają rowery tej samej marki, tyle samo płatnych zajęć dodatkowych...?
      Niestety tak nigdy nie jest. Nigdy nie jest równo kiedy jest dobrze, nie powinno więc być, kiedy się coś sypie. I tyle.
      • nangaparbat3 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:32
        jaque napisała:

        > Rozumiem, że taki tatuś, zanim popadł w kłopoty, jak tylko dostał podwyżkę to z
        > własnej woli od następnego miesiąca podwyższał alimenty? I dzielił równiutko k
        > ażdą premię między obie rodziny?
        >
        big_grin big_grin big_grin
      • ciociacesia 10/10 10.11.11, 14:36
        solidaryzowac sie z nowa rodzina trzeba tylko w biedzie
        • gazeta_mi_placi Re: 10/10 10.11.11, 14:49
          big_grin big_grin big_grin
      • azile.oli Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:57
        Pięknie by było, gdyby rzeczywiście tatuś równie chętnie dysponował nadwyżkami, jak utyskiwał w chwilach, gdy mu się finansowo pominęła noga. Ale z reguły jest tak, że pierwsze dziecko dostaje alimenty i ojciec ich z własnej inicjatywy nie podwyższa, bo mu się premia trafiła.
        Owszem, znam ojców, którzy materialnie starają się zrekompensować dziecku brak na co dzień osoby taty w jego życiu. Ale są oni w mniejszości.
        A większość - im bardziej wrasta w nową rodzinę, tym bardziej traktują obowiązki wobec pierwszego dziecka jak pańszczyznę do odrobienia.
      • damajah jaque 10.11.11, 14:59
        kłopoty nie trwały miesiąc ale dłużej i tak, podwyższał alimenty w miarę wzrostu wynagrodzenia. Na kretę nie jeździliśmy, przez kilka lat nie jeździliśmy nigdzie, nasze dziecko też. Jak juz mogliśmy jeździć to jeździliśmy zawsze razem z dzieckiem męża, plus mąż jak mógł to dokładał się do obozów starszego dziecka. Co do finansowania ewentualnych wakacji exi to nie łapię - czemu? Jeśli stać by nas było na drogie wakacje to pojechalibyśmy MY + dzieci (nasze dziecko i męża dziecko) Rozmawiamy to o kasie na dziecko a nie na mamę (alimentów na ex żonę m nigdy nie łożył - nie było powodu, rozwód był za zgodą i chęcią obu stron a to ex miała innego)
        Dzieci nie mają rowerów tej samej marki ponieważ nasze dziecko do dzisiaj ma rowery z allegro, oboje nie uważamy za potrzebne kupować naszym dzieciom drogich wypasionych sprzętów. Dziecko męża ma rower i inne sprzęty markowe i drogie ponieważ ex uważa że powinno się kupować tylko takie. To co proponujemy my było zwykle odrzucane z zarzutem że to nie dość dobre. Nawet ja mam używany rower za 100 zł i nie mam z tym problemu smile

        Co do zajęć dodatkowych to jest tak duża rożnica wieku między dziećmi że cięzko porównać. W czasie kiedy dziecko m miało zajęcia dodatkowe my mieliśmy mało kasy, ale nasze dziecko ma w sumie niewiele płatne zajęcia bo chodzi do szkoły na te zajęcia i do domów kultury (dziecko męża chodziło prywatnie za sporą kasę)
      • arwena_11 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:08
        A dlaczego ma fundować matce i dziecku? Moze dziecko wziąć ze sobą.

        Znam przypadek, gdzie pan płaci alimenty w takiej kwocie jaka została zarządana w sądzie ( w wyliczeniu zawierają i koszt wakacji i ubranie itd ), Exia jak Pan znalazł nową kobiete, natychmiast zaczeła żądać dodatkowej kasy na kurtkę, spodnie, wycieczki itd.

        I to też jest ok? Pan zastanawia się czy teraz nie złożyć wniosku o płacenie części alimentów w naturze ( ok 400 zł miesiecznie ) resztę tak jak teraz. Bo w końcu jak eksia ma na kurtke i buty w alimentach, ale nie potrafi odłożyć tej kwoty ( sama ją podawała ) to on kupi kurtkę i buty, ale obniży alimenty.
        Aż sama jestem ciekawa jak się skończy, bo Neksia jest adwokatem.
        • gazeta_mi_placi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:23
          Żałosne.
          Skąd się biorą tacy ludzie?
          • arwena_11 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:42
            Ale co jest żałosne? Że Pan, który ma zasadzone w alimentach wszystkie wydatki, nie chce płacić więcej?
            • gazeta_mi_placi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:44
              Sępienie na własne dziecko, ciekawe czy jak widywał się z dzieckiem w wyznaczone dni to czy lody kupione na spacerze albo czekoladę też odliczał sobie skrupulatnie od alimentów.
              Byle tylko rodzone dziecko nie dostało ani złotówki nadwyżki powyżej tego co orzekł sąd.
              • arwena_11 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 16:16
                no widzisz nie odliczał, dziecko było z nim cały jeden miesiąc wakacji, połowę ferii, jego mama zajmowała się dzieckiem, jak było chore. Eks nigdy nie byłą żoną. Chyba cały czas miała nadzieję, że nią zostanie. Jazdy zaczęły się, kiedy dowiedziała sie o ślubie.
                Skoro ona zaczęła pajacować, to on się zaparł.
                • gazeta_mi_placi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 19:37
                  Czyli typowe rozgrywki między rodzicami na których cierpi jedynie dziecko.
                  • gryzelda71 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 21:00
                    A na czym cierpienie w tym wypadku dziecka polega?Ze kurtke kupi ojciec,nie matka?
          • arwena_11 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:46
            Ale co jest żałosne? Że Pan, który ma zasadzone w alimentach wszystkie wydatki, nie chce płacić więcej?
            • gazeta_mi_placi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 16:18
              Zatem pytam, jak kupuje na spacerze dziecku loda albo prezent na urodziny też skrupulatnie to odlicza od alimentów?
              • arwena_11 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 17:23
                odpowiedziałam wyzej
    • trwe Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:32
      Pierwsze dziecko - musi mieć tyle ile miało a nawet więcej bo to zas..ny obowiązek tatusia.

      Może tatuś jak straci pracę to powinień mieć prawo nie płacić alimentów? A co powiedzieć o tej matce, która nie ma innego wyboru tylko MUSI mieć te pieniądze na codzień? Tak sobie przestanie dziecku jeść kupować, bo straciła pracę? Tłumaczysz tatusia, bo wkurza Ciebie że część zarobków idzie na obce dziecko, ale postaw się w sytuacji tej matki-sama z dzieckiem i nie ma możliwości ucieczki od obowiązków. Moja sąsiadka z 4-ką dzieci, jak mąż jej nie wysyłał kasy na dzieci bo taki miał akurat kaprys, musiała nie raz chodzić i pożyczać po znajmoych żeby przebrnąc przez kolejny miesiąc. Prosze, niech ojciec który stracił pracę pójdzie pożyczać, nie interesuje mnie to-dziecko to obowiązek, a tatusiom na pewno łatwiej od niego uciec. Nowa rodzina, nie jest pretekstem do zapomnienia o obowiązkach wobec pierwszego dziecka.
      • izak31 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:54
        Przyczyna dyskusji w tym watku lezy gdzie indziej. W dysproporcji zarobków oraz w sposobie myslenia i ambicji kobiet. Młode kobiety musza zmienic sposób myslenia. Decydowac sie na dziecko wtedy kiedy JE SAME stac a nie wtedy kiedy je i meza stac bo maz jutro jest a jutro go moze nie byc. Kobiety powinny same o sobie myslec jako o osobach, które powinny zarobic na dom. I tego myslenia powinnny byc uczone juz w domu - czyli wykształc się tak abys mogła kiedys utrzymac dom - tak samo jak sie teraz wychowuje chłopców.
        idziecie do pracy i utrzymujcie a dom a niech mezowie zajmuja sie domem i dziecmi.
        i pewnie teraz zacznie się na mnie nagonka.....
        • przeciwcialo Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:03
          Seksmisja normalnie i partenogeneza. Ewentualnie skorzystanie z banku spermy.
        • gazeta_mi_placi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:04
          Oczywiście, najlepiej całkowicie zdjąć z Panów odpowiedzialność za spłodzone dzieci, także i tą finansową.
          Matka wszystko zrobi i na wszystko zarobi.
          • przeciwcialo Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:09
            I dodatkowo tak wychowana dziewczynka bedzie umiała stworzyc udany zwiazek czy od razu z tyłu glowy zapali sie lampka że kazdy facet to swinia, odejdzie do innej a ona i tak bedzie z tym dzieckiem bujac się sama.
            • izak31 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:16
              Ech, Wasze wypowiedzi potwierdzaja,ze jeszcze długo w naszym kraju nie bedzie prawdziwego równouprawnienia.
        • trwe Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 16:04
          Dawno mineły te czasy kiedy to tylko mąż utrzymywał dom. Teraz nastały za to takie czasy, że w przeciętnej polskiej rodzinie-obie strony MUSZĄ pracować żeby utrzymać dom. Idąc dalej tym tropem, kobieta z dzieckiem po rozwodzie ma małe szanse utrzymać się samodzielnie (mieszkanie itp.o kredycie trzeba zapomnieć)- tym bardziej, iż kobiety wciąż zarabiają mniej niż mężczyźni i ogólnie maja mniejsze szanse zrobić karierę (jeszcze z dziećmi uwieszonymi u szyji!). Taka smutna prawda.
          Moja koleżanka pracowała i uczyła się kiedy urodziła syna i się zaraz potem rozwidoła. Zamieszkała z matką, żeby móc dalej uczyć się i pracować. Jej EX pozostał tymczasem dalej samodzielny, ma mieszkanie, samochód. Dziewczyna czekała na koniec miesiąca bo miała dokładnie wyliczone ile potrzebuje na życie (z własnej pensji i pomocy matki), ile ją kosztują pieluchy itd i każdy dzień opóźnienia w wypłacaniu alimentach wprowadzał zamęt. Dostawała 500zł. Mąż oczywiście raz płacił, raz nie potrafił dopisać na rewersie przekazu pocztowego "opłata za sex"-żeby jej nie było przypadkiem lżej z małym dzieckiem. Czy naprawdę myślisz, że te 500zł to tak duzo było? Ile kosztowałoby jej męża utrzymanie dziecka gdyby mieszkało z nim? Dolicz do tego oprócz pieluch itp. wode, prąd, gaz, jakąś zabawke, nowe buty etc. Facet, ma naprawdę dobrze-bardzo łatwo mu uciec od obowiązków, matka oprócz problemów finansowych musi jeszcze całą siebie poświęcić dla dziecka. Tatuś wpadnie sobie tylko raz na jakiś czas na wizytę, albo i nie.
      • damajah Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:07
        Utrzymywałam nasze dziecko samodzielnie przez rok więc nie muszę się stawiać w takiej sytuacji bo wiem jak to jest.

        NIE wkurza mnie że część zarobków idzie na inne dziecko - wiedziałam że tak będzie i weszłam w to świadomie.

        • edelstein Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:25
          Gdzie zniknal twoj szanowny maz na ten rok?bo jesli siedzial w domu z braku pracy i zajmowal sie dzieckiem to samotna matka nie bylas wcale.Ciekawe,ze ja nie moge sobie pozwolic nie miec kasy,nikt mi nagle nie obnizy wydatkow,beda takie same plus dodatkowo bede ograniczona do pracowania wtedy gdy dziecko bedzie mialo opieke.Nie znam tatusia,ktory by mial podobny problem.Obnizy alimenty,next zajmie sie przychowkiem,a on pojdzie szukac pracy w dowolnych godzinach,bo przeciez dziecmi zajmuja sie ex i next.

          “Mój takie bajki opowiadał piąte razy w miesiącu.Auto okazało się mieć na imię Kasia“ by wioskowy_glupek
          • damajah Re: po wątku o alimentach mam odczucie 16.11.11, 16:47
            Zniknął próbując założyć nową firmę, zmienić branżę ucząc się totalnie nowego zawodu. Nie wypaliło zresztą i skończyło się długami. Dzieckiem się zajmował częściowo, częściowo pomagali rodzice płacąc za opiekunkę. Mąż się pozbierał, wrócił do swojego zawodu i po kilku latach wrócił do wysokich zarobków. Uważam że zrobił wszystko co mógł i każdemu kurcze może się w życiu zdarzyć ciężki okres. Przecież to cholera człowiek a nie maszynka do robienia kasy...
            Nigdy nie twierdziłam że byłam samotną matką. Wydatki się obniża jak się kasy nie ma - włącznie ze zmianą lokum, sprzedażą samochodu i pozbyciem się wszystkiego co pochłania kasę lub co ma wartość.
    • virtual_moth Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 14:49
      To proste. Jak masz kredyt i stracisz pracę to nikogo nie obchodzi z czego go spłacisz. Podpisałaś umowę i już. Tak samo z dzieckiem - misiu zdecydował sie na dzieci, to robi wszystko, aby im nie zabrakło. Z dzieckiem z poprzedniego związku jest tez inna para kaloszy, bo ono ani jego matka nie miały wpływu na dalsze plany prokreacyjne pana. Zatem tak, imho nie ma przesłanki do obnizenia alimentów (choc sąd oczywiscie moze stwierdzic inaczej). Bierze sie kredyt, pozycza od rodziny i płaci alimenty tak jak do tej pory, jednoczesnie intensywnie szukając pracy. Zwłaszcza dotyczy to panów, ktorzy do tej pory zasądzone mieli spore alimenty - sąd widac ocenil wysoko ich mozliwosci zarobkowe, które wraz z utratą pracy przeciez nie znikają.
      • eliszka25 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:06
        mozliwosci zarobkowe nie znikaja, ale kasa na konto wplywac przestaje. co mi z tego, ze teoretycznie moge zarobic iles tam, skoro akurat nie zarabiam? skoro teoretycznie moge duzo zarobic, to moze i alimenty przez ten czas przesylac "teoretycznie" duze? a jak masz kredyt i stracisz prace, to owszem, mozesz isc do banku i sprobowac renegocjowac umowe, rozlozyc np. na wiecej ale MNIEJSZYCH rat i splacac go dluzej.
      • damajah odnośnie kredytu jest całkiem inaczej 10.11.11, 15:09
        Jak mam kredyt i nie mogę go spłacać to sprzedaję to co mam na kredyt. I tak zrobiliśmy kilka lat temu jak nam finanse runęły - w pierwszej kolejności pozbyliśmy się kredytów bo nie było nas stać na nie.
        • eliszka25 Re: odnośnie kredytu jest całkiem inaczej 10.11.11, 15:20
          no jasne, ze tak sie robi, jesli jest mozliwosc. ale dziecku z pierwszego malzenstwa ojciec glowy nie utnie, bo go na nie nie stac, skoro stracil prace. rozwiazaniem, dla mnie oczywiste, ze chwilowym, byloby zmniejszenie alimentow - do momentu znalezienia pracy, nie na zawsze.
          • gazeta_mi_placi Re: odnośnie kredytu jest całkiem inaczej 10.11.11, 15:27
            Jestem za, pod warunkiem zmniejszenia (oczywiście czasowego) żołądka dziecka o połowę.
            • virtual_moth Re: odnośnie kredytu jest całkiem inaczej 10.11.11, 17:01
              gazeta_mi_placi napisała:

              > Jestem za, pod warunkiem zmniejszenia (oczywiście czasowego) żołądka dziecka o
              > połowę.

              Trafnewink
              Nie nalezy porównan brac zbyt dosłownie. Porównanie alimentów do kredytu w banku miało uzmysłowic, ze nikt sie litował nie bedzie, gdy kredytobiorca straci prace. Mozna odroczyc raty, ale w koncu i tak sie swoje bedzie musiało zapłacic - i to jeszcze prawodpodobnie wiecej (np przy rozłozeniu na wiecej rat w sumie wychodzi wiecej do zapłaty).
              Porównanie oczywiscie słabo wypada, gdy sobie uswiadomimy, ze zawsze mozemy sikredytowane dobro sprzedac, a dziecka juz nie. No ale to tylko swiadczy o nieodwołalnosci decyzji o posiadaniu dziecka. Kredyt w banku to po prostu przy tym pikuś, ale jak widac mało kto jest w stanie to zrozumiec.

              Z matka dziecka tez mozna "negocjowac" i sprobowac poprosic o "odroczenie" póki sie nie znajdzie pracy, ale to tak jakby sie przerzucało koszta pozyczki na nią - bo przeciez skądś tą brakującą kasę trzeba wziąć. Rozumiem, ze nie chodzi o połowe mniejsze posiłki, ale juz troche mniejsze alimenty oznaczaja czesto brak wyjazdu wakacyjnego, niezbednego mebla. Mebel i tak trzeba bedzie kupic, a w wakacje zapłacic za opieke nad dzieckiem. Alimenty najczęsciej pokrywają podstawowe potrzeby i ich obnizanie i odraczanie oznacza po prostu to, ze to matka poniesie te koszty. Uczciwiej moze by było, gdyby tatus zwrócił pozniej te kase wraz z odsetkami.
            • jowita771 Re: odnośnie kredytu jest całkiem inaczej 10.11.11, 18:08
              > Jestem za, pod warunkiem zmniejszenia (oczywiście czasowego) żołądka dziecka o
              > połowę.

              Nikt tego nie wymaga, ale czasami może z czegoś zrezygnować, np. prywatnych lekcji tenisa. Nikomu korona z głowy od tego nie spadnie, nawet dziecku rozwiedzionych rodziców.
              • ciociacesia no z lekcjii tenisa mozna 10.11.11, 19:17
                tylko jest pytanie czy jest z czego obcinac?
                przy alimentach 300-500zl nie bardzo jest ihmo
              • noname2002 Re: odnośnie kredytu jest całkiem inaczej 11.11.11, 14:47
                Ciekawe jaki jest procent dzieci na które płacone są alimenty z których można wygospodarować pieniądze na lekcje tenisa big_grin 10%, 20%?
          • damajah Re: odnośnie kredytu jest całkiem inaczej 16.11.11, 16:49
            No oczywiście że nie na zawsze. Chwilowo kasy jest mniej dla WSZYSTKICH - więc i dla dzieci - wszystkich dzieci. Sytuacja się polepsza i kasa wraca. Dla mnie to logiczne. Podkreślam jeszcze raz - nie postuluję migania się od alimentów latami jak kasa jest.
      • damajah i jeszcze co do wzięcia kredytu 10.11.11, 15:21
        Już widzę jak się bierze kredyt na alimenty nie mając stałej pracy albo wręcz żadnego dochodu. Banki się z pewnością zabijają o takich klientów.

        Co do zdolności zarobkowych to naprawdę mi się nóż w kieszeni otwiera. Mój mąż na początku swojej kariery zawodowej doszedł do sporych zarobków (10000 i w górę) Taki był czas - branża IT szalała, zarobki były wysokie. Wiesz co się potem stało? Ludzie tracili pracę masowo. Sprzedawali domy, samochody. Jakiś czas udawało się przeskakiwać do kolejnych prac z niewiele mniejszymi zarobkami ale w końcu przestało się udawać. Ludziom którzy często zmieniali pracę mówiono "skoczków nie chcemy"
        Wtedy zaczęły się próby własnej działalności - wszystko żeby utrzymać choćby podobny standard. Wynikły z tego długi i depresja a potem zrozumienie że tak się nie da. Że trzeba pochylić pokornie głowę i zacząć od nowa. Pierwsza pensja w nowej pracy to było 1800zł. Oczywiście sąd mógłby mieć w czterech literach realia i nakazać alimenty wg "możliwości" (do sądu nie doszło nigdy na szaczęście" tyle że mój mąż choćby stanął na głowie i zaklaskał uszami to nie zdobyłby już takiej kasy. Więc wszyscy żyliśmy skromnie a potem coraz lepiej. Na kredyty szans nie mieliśmy - niskie zarobki + spłaty kart na których zadłuzyliśmy się kiedy mąż nie dostawał wynagrodzenia przez kilka miesięcy (firma finalnie padła a ponieważ mąż był współwłaścicielem to zamiast odszkodowania mieliśmy jeszcze potężny dług do spłacenia parę lat później)
        Z możliwościami zarobkowymi nie jest tak łatwo, zwłaszcza kiedy są to możliwości teoretycznie wysokie. Pracę za 1500 znaleźć można od ręki - za kilkanaście tysięcy nie bardzo.
        • gazeta_mi_placi Re: i jeszcze co do wzięcia kredytu 10.11.11, 15:26
          Ciekawe, że żadne dziecko samotnej matki na które ojciec nie płaci czasowo albo na stałe alimentów nie padło z głodu oraz ma gdzie mieszkać.
          Jakoś matka musi znaleźć pieniądze choćby na codzienną głupią kanapkę z serem dla dziecka nawet jeśli tatuś nie płaci okresowo albo w ogóle ani złotówki.
          Matka musi kupić dziecku choćby głupie codzienne jedzenie i mieć na to pieniądze nawet jeśli powinie jej się noga, a tatusia zawsze można wytłumaczyć kryzysem albo bankructwem, ciekawa sprawa.
        • ciociacesia fajnie 10.11.11, 15:58
          tylko my tu chyba o roznych rzeczach gadamy.
          10tys fajne zarobki. ale przecietne alimenty to tak 300zl w poruywach do 500. nie bardzo jest z czego obnizac
        • virtual_moth Re: i jeszcze co do wzięcia kredytu 10.11.11, 17:08
          Jesli okres bez pracy trwa latami i mozna udokumentowac wiarygodne papiery, ze sie prace podejmowało wielokrotnie i nikt juz fajnych zarobków nie proponował, to MOZE sąd by wziął to pod uwagę i zasądził obnizenie. Piszę MOZE, bo główną działalnoscią alimenciarzy jest ukrywanie zarobków i sady są na to wyczulone (zwłaszcza ze zarobki mozna bajecznie łatwo ukryc, zwłaszcza będąc np byłym współwłascicielem firmy, ktora wykonywała jakies usługitongue_out).

          Mozliwe zatem, ze sąd by tego nie łyknął. Wina jednak nie kasty byłych partnerek, ale alimenciarzy - kombinatorów własnie, którzy wyrabiają o wszystkim ojcom niezbyt fajną opinię.
      • woman_in_love gadasz pierdoły virtual 10.11.11, 17:09
        1) "Jak masz kredyt i stracisz pracę to nikogo nie obchodzi z czego go spłacisz."
        Często obchodzi, bo banki (nawet w bonusie do konta) potrafią wciskać ubezpieczenie od utraty pracy. Udaje się wtedy nie spłacić paru rat, bo robi to ubezpieczyciel.
        Można też przedłużyć okres kredytu i pomniejszyć ratę. Z alimentami też tak można?

        2) "Z dzieckiem z poprzedniego związku jest tez inna para kaloszy, bo ono ani jego matka nie miały wpływu na dalsze plany prokreacyjne pana. Zatem tak, imho nie ma przesłanki do obnizenia alimentów"
        Wyszła z ciebie typowa alimenciara. Nowe dziecko też nie miało wpływu na plany prokreacyjne pana. Zatem ponieważ dzieci mają takie same żołądki i nie są niczemu winne, to powinny dostawać identyczne środki. A, że stare dziecko dostanie wtedy mniej? Cóż, domy dziecka powstały m.in. dlatego.

        3) "Bierze się kredyt..." To bierz. Ciekawe kto ci da.

        4) "Zwłaszcza dotyczy to panów, ktorzy do tej pory zasądzone mieli spore alimenty - sąd widac ocenil wysoko ich mozliwosci zarobkowe, które wraz z utratą pracy przeciez nie znikają."
        A ja uważam, że potencjalnie to byś mogła zostać prostytutką i zarabiać 20 000. Żyć nie umierać. Po co ci zatem alimenty!
        • virtual_moth Re: gadasz pierdoły virtual 10.11.11, 17:16
          Jestes nawina mysląc, ze tzw. ubezpieczenie od utraty pracy cokolwiek daje. To tylko dodatkowa kasa dla banku z tytułu ubezpieczenia. Nawet zreszta jesli by sie jakies odszkodowanie dostało, to przeciez nie za darmo, bo płaci sie cały czas kwote ubezpiezenia. Czy do alimentów sie to wlicza? Taaaa tongue_out Juz widze chetnych do płacenia takich składek w ramach kasy na dzieckowink

          Masz rację, nowe dziecko tez nie miało wpływu na plany porkreacyjne ojca, niech więc jego matka pokrywa jego brakującą czesc. To ona świadomie decydowała sie na związek z facetem po przejsciach. Mogłaby mu tez udzielic pozyczki na alimenty dla starszego dziecka i problem rozwiązanysmile
          Co do kredytu - jesli do tej pory dobrze zarabiał, to na pewno ma jakies linie kredytowe. Moze je uruchomic zreszta w ciagu 5 minut przez internet.
          • virtual_moth Re: gadasz pierdoły virtual 10.11.11, 17:51
            A, i uprzedzają odpowiedz - bo pewnie napiszesz, ze z czego by ten kredyt spłacił. Kogo to obchodzi? Ja o tym wiem, bo własnie jestem w sytuacji takiego tatusia, który stracil prace. Moze nie do konca, bo zawiesili mi tylko 30% wypłaty przez pół roku, ale to spora kwota i kłopot, bo mam sztywne wydatki. Jadę cały zas na debecie, pozyczyłam tez kasę od matki. Z czego spłace? Who cares (akurat rozwiazanie jest, ale to nieistotne w tym watku). Ja po prostu mam dziecko pod opieką i nie moge isc do sądu, zeby mi obnizył wydatki, hehe.
          • woman_in_love Re: gadasz pierdoły virtual 10.11.11, 18:28
            Oczywiście, że nie wierzę w żadne ubezpieczenia. TOiP są zazwyczaj tak skonstruowane, żeby dać jak najmniejszej liczbie osób. Jednak kilka osób zazwyczaj dostaje. Sama się na to załapałam, wprawdzie kredytu nie miałam, ale rachunki mi zapłacili. Oczywiście tylko rachunki stałe i oficjalne, wynikające z faktur: media, czynsz, internet itp..
            Ostatnio BRE Ubezpieczenia naprawiły mi też za darmo TV. Nawet nie musiałam szukać fachowca i go umawiać, bo sami to zrobili. I to on zadzwonił do mnie się umówić HAHA.

            "Nowe dziecko tez nie miało wpływu na plany porkreacyjne ojca, niech więc jego matka pokrywa jego brakującą czesc."
            I domyślam się, że pokrywa. Co nie zmienia faktu, że ma ono identyczne prawo do pieniędzy tatusia jak poprzednie.

            "To ona świadomie decydowała sie na związek z facetem po przejsciach."
            Również wcześniejsza pani świadomie zdecydowała się na związek z tym panem. Skoro nie potrafiła go dobrze wybrać (i wybrała gołodupca, lovelasa itp.) to nie powinien to być problem innych, a już na pewno nie nowego dziecka.
        • policjawkrainieczarow Re: gadasz pierdoły virtual 10.11.11, 18:08
          > Często obchodzi, bo banki (nawet w bonusie do konta) potrafią wciskać ubezpiecz
          > enie od utraty pracy. Udaje się wtedy nie spłacić paru rat, bo robi to ubezpiec
          > zyciel.


          to, ze banki potrafia wcisnac ubezpieczenie od utraty pracy, oznacza, ze sie na to ubezpieczenie placi (i zazwyczaj jest to skorka niewarta wyprawki, lepiej kase na to ubezpieczenie odkladac na konto oszczednosciowe i w razie czego z niego splacac pozniej raty).
          Nie ma przeszkod, zeby w ten sam sposob zabezpieczac fundusze na alimenty. ostatecznei na czarna godzine swojej wlasnej aktualnej rodziny tez sie zazwyczaj cos odklada, w kazdym razie tak robi wiekszosc ludzi z mozgiem.

          > Można też przedłużyć okres kredytu i pomniejszyć ratę. Z alimentami też tak moż
          > na?

          zazwyczaj taka operacja sie odbywa kosztem utraty przynajmniej czesciowej wiarygodnosci kredytowej i wyzszymi, na dluzsza mete, splatami.
    • asia_i_p Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:11
      Teoretycznie racja. Praktycznie, kiedy próbuje się zastosować tę zasadę, że jak się facetowi obniżają dochody, to płaci mniej, to jakoś ma to katastrofalny wpływ na gospodarkę kraju. Bezrobocie wzrasta, średnia pensja maleje...
      Te utrudnienia w dostosowaniu alimentów do sytuacji faceta nie wzięły się znikąd - panowie mogą za to podziękować innym panom.

      No i jeszcze jeden aspekt - moja siostra obserwując kiedyś sytuację wśród swoich znajomych zadała słuszne pytanie - dlaczego ustalając wysokość alimentów od rodzica, który się dzieckiem nie zajmuje, bierze się pod uwagę jego możliwości zarobkowe, a rodzic, który się dzieckiem zajmuje, ma sobie po prostu poradzić?
      Ta sytuacja wśród jej znajomych to kobieta z trójką dzieci, pracuje, ale pensję ma około 1500 (nauczyciel mianowany na 3/4 etatu, więcej w tej okolicy pracy dostać nie może - a przeprowadzka, jak wiadomo, darmowa nie jest). Po wzięciu pod uwagę możliwości zarobkowych eks-męża, dostaje od niego 600 zł na całą trójkę (wszystkie dzieci w wieku szkolnym) - bo jemu musi zostać tyle, żeby się utrzymał. Ile jej musi zostać albo ile powinna zarobić, żeby jej nie zabrakło, nikt nie pyta. Nie wiem, gdzie i jak ona dorabia, ale sobie jakoś radzi, bo musi. Dodam, że facet do opieki nad dziećmi też się nie rwie i w żadnych dodatkowych kosztach partycypować nie chce- dodatkowy angielski i wycieczka szkolna to jego zdaniem fanaberia, wymyśliła sobie, więc niech za to płaci.

      Rodzic, który nie zajmuje się dzieckiem, jest w tej komfortowej sytuacji, że może sobie zaplanować budżet. Wie, że tyle i tyle odda na potrzeby dziecka, a reszta pieniędzy należy do niego. W stosunku do swojej nowej rodziny już tej wygody nie ma - ale ma wsparcie ze strony drugiej osoby, która albo wnosi kasę albo go odciąża z opieki nad dziećmi. Więc jeśli jest sam - ma względną przewidywalność wydatków, jeśli ma nową rodzinę - ma wsparcie.

      Rodzic sprawujący samodzielnie opiekę bezpośrednią nie ma ani przewidywalności ani wsparcia. Trudniej mu pracować dłuższe godziny, odpada mu praca w godzinach nocnych i wyjazdowa, więc metody dorobienia do etatu ma ograniczone. Ponosi pełną odpowiedzialność za dzieci w czasie choroby, więc zmniejsza się jego atrakcyjność jako pracownika. I jeśli ma łatać dziurę, to załata ją swoim kosztem. I ja uważam, że wystarczy, jeśli będzie musiał łatać dziury za siebie i za wypadki losowe, a odpadnie mu łatanie dziur za wypadki losowe eksmałżonka.
      • gazeta_mi_placi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:19
        Zgadzam się z Tobą.
        Niestety nowe kwoczki eksów zapewne mają inne swoje teorie.
        A jak już urodzą dziecko to oczy by wydrapały "staremu" jeśli by dostało złotówkę więcej niż "się należy".
      • eliszka25 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:29
        no dobrze, ale co ten ex malzonek ma zrobic, kiedy straci prace? z nieba mu nie spadnie tylko dlatego, ze musi placic alimenty. gdyby byli razem i facet stracilby prace, to tez nie przynosilby tej kasy do domu.
        • asia_i_p Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:31
          Nie przynosiłby kasy, ale mógłby się zająć dziećmi, kiedy żona szukałaby lepszej pracy, albo to z nich, które by mogło dorabiałoby po godzinach.
          Uważam, że w sytuacji, w której traci pracę, powinien za niego płacić fundusz (chyba jest coś takiego), do którego on pieniądze by zwracał po znalezieniu pracy. Mogłaby to być pożyczka nieoprocentowana albo oprocentowana po inflacji.
        • policjawkrainieczarow Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 18:15
          eliszka25 napisała:

          > no dobrze, ale co ten ex malzonek ma zrobic, kiedy straci prace?

          to, co zrobi (bo bedzie musial) matka pierwszego dziecka: niech pozyczyczy i stara sie znalezc w miedzyczasie kase.
      • azile.oli Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:29
        No właśn ie o to chodzi, że matka musi sobie poradzićv i jakoś nie znam takich m atek, które głodziłyby dzieci, albo ich nie leczyły, bo przeznaczyły na dzieci określoną kwotę. Jak trzeba, to tę kwotę przekroczą, choćby własnym kosztem, pożyczą itp.
        Rodzic, który z dzieckiem nie mieszka, na ogół nie musi się mierzyć z tego typu dylematami. A dziecko w nowej rodzinie i tak jest w lepszej sytuacji - może i trzeba mu czegoś odmówić, ale na co dzień troszczy się o nie dwoje ludzi, którzy mogą jakoś współpracować, zająć się w czasie choroby itp.
        • gazeta_mi_placi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:36
          Pamiętam samotną matką z osiedla gdzie mieszkałam jako dziecko. Chyba tatusiowi często musiała się "powijać" noga bo od czasu do czasu przychodziła do nas z prośbą o pożyczkę (zresztą uczciwie zawsze ją oddawała, więc nie było problemu), ciekawa jestem czy znacie jakiegoś tatusia po rozstaniu z matką dziecka, któremu gdy powija się noga i nie ma na alimenty chodzi po kolegach, sąsiadach czy dalszej rodzinie z prośbą o pożyczkę na alimenty na dziecko..
          He he...
          Tatuś może mieć pieniądze na dziecko jak z nim nie mieszka i na co dzień się nie opiekuje, ale nie musi.
          Matka zawsze musi, bo przecież nie będzie głodziła dzieciaka sad
          • edelstein Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 15:46
            Tlumaczysz to osobie co nigdy samotna matka nie byla i zna sytuacje od strony next i pokrzywdzonego misia.Moj ojciec cale swoje zycie nie zaplacil ani zlotowki, zawsze bezrobotnytongue_out ciekawe,ze jako bezrobotny bez prawa do zasilku zyje tyle lattongue_out
            • gazeta_mi_placi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 16:14
              Może jakaś dobra Pani płaci na niego alimenty wink
      • damajah jedno pytanie 10.11.11, 15:30
        Czy gdyby rodzice byli razem - chodzi mi o tą nauczycielkę - dzieci miałby więcej? Rozumiem że skoro facet płaci 600zł na trójkę dzieci to musi zarabiać bardzo mało - z 1000zł? 1200? Czy jego dochody by się zmieniły gdyby nie był po rozwodzie? Bo rozumiem że gdyby byli razem MUSIELIBY sobie poradzić z taką kasą jaką dysponują...

        Co do pracy i organizacji to uważam że rodzice sobie powinni to na bieżąco ustalać - jak córka m była młodsza to była u nas jak gdzieś ex gdzieś jechała (poza oczywiście ustalonymi dniami) ze szkoły i ja ją nieraz odbierałam i mąż często - albo jego mama albo exi mama - nie było problemów i nigdy nie odmówiliśmy opieki czy pomocy. Jak dziecko było chore to m jeździł do nich do domu żeby pomóc. Na zakupy jeździli razem, do lekarza razem, na badania wszelkie jeździł mój mąż bo przy mamie dziecko robiło histerię.

        Jeśli z powodu choroby są jakieś dodatkowe koszty to trzeba to podzielić, mój mąż kupował leki bez pytania i narzekania. Takie sprawy są oczywiste.
        • edelstein Re: jedno pytanie 10.11.11, 15:34
          Byloby 1200 nie 600 plus podzial obowiazkow.Kredyt sobie rozkladaj na raty ile chcesz,dziecku jedzenia na raty nie rozlozysz chyba,ze masz ochote by je odebrano.Wzedy zmniejsz mu porcje zywnosci do dwoch bulek i suchego makaronu i szafa gra.
          • edelstein Re: jedno pytanie 10.11.11, 15:37
            Chcialabym zobaczyc co bys zrobila gdybys nie mogla podjac pracy,bo dziecko nie ma opieki a na nianie cie nie stac i twoj ex obnizyl by ci alimenty do 200zl.Jesli przezyjesz za ta kwote plus zasilek socjalny to przyznam ci racjetongue_out
        • asia_i_p Re: jedno pytanie 10.11.11, 15:37
          Gdyby byli razem, mieliby więcej możliwości - ona mogłaby pracować późnym wieczorem na przykład (on do tej pracy nigdy się jakoś nie rwał, ale dzieci można było z nim zostawić).
          Czy to, że twój mąż jeździł pomagać, to znaczy, że brał co drugie zwolnienie na dziecko? Nie sądzę, raczej by ich nawet nie dostał, jeśli dzieci były pod opieką matki. Czyli ona brała dwa razy więcej zwolnień niż przeciętny dzietny pracownik i nie tylko zarabiała mniej, ale też miała mniejsze bezpieczeństwo pracy, bo kto chce takiego pracownika (tu jakoś przyzwolenie społeczne na ponoszenie konsekwencji rodzicielstwa jest bardziej bezwzględne niż w przypadku płacenia alimentów).

          Ciężar bycia samotnym rodzicem jest nie tylko finansowy, ale przede wszystkim organizacyjny - i w tym wypadku rodzic dochodzący, nie ponosząc pełnych kosztów organizacyjnych sytuacji, powinien za to, dla równowagi, ponosić pełne koszta swoich wypadków losowych, a przynajmniej większość tych kosztów.
        • paulina-j Re: jedno pytanie 10.11.11, 15:56
          pozwolę sobie zabrać głos w tej dość burzliwej dyskusji.Jestem ex żoną z dwójka dzieci , z drugiego małżeństwa mam jedno dziecię. W związku z dość wysokimi zarobkami byłego alimenty na dzieci są spore, nie uległy nigdy podwyżce - a mogły bo ex przez te 12 lat parokrotnie zwiększył zarobki. Nigdy tego nie robiłam ponieważ były automatycznie pokrywał większość naszych wspólnych wydatków na dzieci. Był krótki okres kiedy jego obecna żona próbowała ingerować w nasze rozliczenia finansowe oraz próbowała ograniczyć kontakty ojca z dziećmi. Sprawę szybko załatwił mój były.Na dzień dzisiejszy ex stracił pracę...wierzę ,że sobie poradzi , rozumiem , że nie może współfinansować dzieciaków na takich samych zasadach jak do tej pory...nie będę mu głowy urywać, przetrwamy to.
          Do tego typu układów trzeba dojrzeć i trzeba wiedzieć co jest w tym najważniejsze...Mój były mąż nie tylko płaci alimenty ale czynnie uczestniczy w życiu swoich synów i to jest dla mnie najważniejsze i mimo ,że pojawiła się w jego życiu inna kobieta i kolejne dziecko , to tak potrafił to poukładać aby być również ojcem dla starszych dzieci.
        • eliszka25 Re: jedno pytanie 10.11.11, 17:03
          no wlasnie, w normalnych ukladach takie sprawy sa oczywiste dla wszystkich stron. my mieszkamy daleko, wiec np. odbieranie ze szkoly nie bardzo wchodzi w gre, ale i ex meza zawsze moze sie zwrocic o pomoc i o tym wie. jak powiedziala mezowi, ze chcialaby zalatwic jakies tam szczepienia jedna szczepionka, zamiast kluc dzieciaka kilka razy, ale tej szczepionki nie ma w polsce, to maz kupil szczepionke, lodowke samochodowa, bo musiala byc w lodowce i zawiozl. nikt nie pytal o pieniadze. ja tez nie rozliczalam, bo zrobilabym to samo gdyby chodzilo o moje dziecko. jak potrzebuja czegos, co u nas jest latwiej dostepne niz w polsce, to tak samo wystarczy jeden telefon. jak syn meza marzy np. o obozie tenisowym, ale matke niespecjalnie stac, to tez dzwoni i po ludzku wyklada sprawe na lawe i pyta, czy ojciec by sie nie dolozyl itp. jak chlopak ma cos za uszami, to ojciec tez jest na bierzaco, bo matka o problemach szkolnych i innych tez z nim rozmawia. maz czasem godzinami wisi na telefonie, bo musi z synem po mesku pogadac.

          w normalnych ukladach o podobnych sprawach sie po prostu rozmawia. nie trzeba o wszystko walczyc siekiera i leciec do sadu.
      • arwena_11 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 16:23
        Ale nikt nie uwierzy, że nauczyciel zarabia tylko 1500 zł. Przy 18 godzinach tygodniowo to może spokojnie drugie tylko poświecić na korepetycje. Przy 40h tygodniu to miała by ok 3000. No i wakacje, ferie. Ile kosztują korki teraz to nie wiem, ale pewnie w granicy 75-100 zł za h przy chodliwych przedmiotach. No i podatków raczej nie płaci od tego
        • moofka Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 16:25
          arwena_11 napisała:

          > Ale nikt nie uwierzy, że nauczyciel zarabia tylko 1500 zł. Przy 18 godzinach ty
          > godniowo to może spokojnie drugie tylko poświecić na korepetycje. Przy 40h tygo
          > dniu to miała by ok 3000.

          a z dzieckiem kto w tym czasie?
          • arwena_11 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 17:10
            znani mi nauczyciele wyciągają ok 2000-3000 na tydzień 5h korków dziennie ok 100 za h.
            to 1000-2000 za opiekunkę to nic
            • ciociacesia gdzie tyle za korki sie bierze? 10.11.11, 17:19
              i z czego?
              • arwena_11 Re: gdzie tyle za korki sie bierze? 10.11.11, 17:22
                Warszawa , jęz. polski
                • ciociacesia chyba sobie jaja robisz 10.11.11, 17:32
                  ja za fizyke biore 1/4 tego. no ale fakt. to nie warszawa
                  • arwena_11 Re: chyba sobie jaja robisz 10.11.11, 17:45
                    Fizyka nie jest tak chodliwa. Polski jest jednak obowiązkowy. Przygotowania do matury czy liceum kosztują
              • claudel6 Re: gdzie tyle za korki sie bierze? 11.11.11, 01:36
                matematyka do matury, warszawa.
            • gazeta_mi_placi Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 19:46
              A może dla odmiany skupmy się w jaki sposób tatuś nie obciążony bezpośrednio opieką nad dzieckiem może dorobić na alimenty? Na przykład na budowie nie poszukują z dużymi kwalifikacjami a płacą dość dobrze. W firmach remontowych jeszcze więcej. W wakacyjnych miesiącach tatuś może wyjechać na zbiór owoców zagranicę. Wieczorami, w nocy dorabiać jako stróż (tu przyjmują niemal każdego nie patrząc na znajomość języków, wykształcenie itp.).
              Teraz Wy, podajcie przykłady gdzie tatuś może dorobić trochę grosza na alimenty. Nie jest obciążony bezpośrednią codzienną opieką nad dziećmi więc mu w końcu lżej smile
        • asia_i_p Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 18:28
          Do tego trzeba mieć po pierwsze chodliwy przedmiot (ona jest, nie pamiętam, nauczycielką nauczania początkowego albo świetliczanką), po drugie trzeba mieć chętnych na te korepetycje. I nie, korki nie kosztują tyle, ile piszesz, we Wrocławiu w tej chwili najdroższe, o jakich słyszałam, to były chyba 50 zł za godzinę, przeciętne ceny 30-40. Poza tym ta kobieta wychowuje samotnie 3 dzieci, w tym zaczynającego szkołę 6-latka. Sugerowane przez ciebie 18 godzin dodatkowych to przy dojściach/ dojazdach jakieś 30 godzin roboty (żeby przyjąć u siebie, warunków nie ma). Nie mówiąc o tym, że 18 godzin pensum nie oznacza 18 godzin w szkole - za okienka jeszcze nikt nie płaci. A w tym wszystkim trzeba tego sześciolatka odebrać ze szkoły, przyprowadzić i tak dalej. Takie wyliczenia najfajniej robi się na sucho. A wakacje, ferie - co twoim zdaniem ona ma w tym czasie robić? I wreszcie dlaczego to ona ma stawać na głowie i układać dobę jak puzzle, żeby umożliwić eks mężowi płacenie niewystarczającej wysokości alimentów?
          • arwena_11 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 18:59
            Nie chodzi o to, że ma stawać na głowie. Ale widziały gały co brały. NIe powiesz mi, że pan jak byli małżeństwem zarabiał 10000, a potem 1200. Raczej zawsze sie migał od pracy i robił na minimum socjalne. To czego sie spodziewać po rozwodzie? Kokosów?
            • asia_i_p Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 19:44
              Nie kokosów. Ale braku radyklanego obniżenia standardu życia. A w sytuacji, kiedy na dwójkę ma przyznane 600 zł ma na raz i mniej pieniędzy, i mniej możliwości dorobienia (bo mniej czasu, skoro cała opieka nad dziećmi to jej działka). Na minusie jest w każdej dziedzinie.
    • bri Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 16:36
      Jeśli pan płaci alimenty, które pozwalają kobiecie w miarę swobodnie utrzymać dziecko np. 2.500 tys - ok. w takiej sytuacji przełknęłabym jakoś czasową obniżkę nawet o 50% w razie jego chwilowych kłopotów finansowych i biorąc pod uwagę konieczność utrzymania nowej rodziny. Jeśli natomiast pan płaci alimenty w śmiesznej wysokości 200-500 zł, bo to maks jego możliwości to powinien sobie podwiązać nasieniowody, bo go po prostu nie stać go na następne dzieci.
      • bri Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 16:38
        Miałam oczywiście na myśli 2,5 tys a nie 2.500 tys.
        • arwena_11 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 17:01
          Czyli co dziecko kosztuje 5000? Sorry, ale ja na moje dzieci ( szkoła prywatna, dodatkowe zajęcia, ubrania, jedzenie) nie wydaję tyle. Maksymalnie 2000-30000 na 2
          • arwena_11 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 17:03
            miało być 3000 nie 30000,
            z wakacjami to może i 4000, ale to ze ja jeżdżę w Alpy na 2 tyg. bo mam kasę, to nie znaczy że jest to obowiązek i każde dziecko tak musi. Znam wiele dzieci, które nie jeżdżą. Ba nawet nie wyjeżdżają nigdzie na ferie. I żyją
            • bri Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 17:22
              Przeczytaj jeszcze raz - ja nie twierdzę, że każdy ojciec ma płacić 2 tysiaki alimentów. Ja tylko twierdzę, że nie powinien płacić mniej niż 500 zł na dziecko.
              • arwena_11 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 17:26
                A czy pani nie powinna się też podwiązać i juz nigdy wiecej nie mieć dziecka? Bo w końcu obniży standard życia temu co już jest
                • bri Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 18:55
                  Jesli po urodzeniu tego kolejnego dziecka mialaby miec na to pierwsze mniej niz 500zl, to jak najbardziej.
          • bri Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 17:21
            Nie chodzi mi o konkretną maksymalną kwotę, która zależy od masy różnych rzeczy (np. tu gdzie ja mieszkam nie ma prywatnych szkół z czesnym poniżej 1000 zł). Godne alimenty to może być 2.500 a może 1.500 - to tylko przykład.

            Ale 1000 zł miesięcznie (500 od matki i 500 od ojca) to moim zdaniem naprawdę skromnie jak na utrzymanie dziecka w moim mieście, jeśli ma ono mieć przeciętny standard życia, wziąwszy pod uwagę, że z tych pieniędzy trzeba mu zapewnić mieszkanie, edukację, ubrania, raz na jakiś czas zabrać gdzieś na wakacje, do kina, kupić rower czy rolki, lekarstwa, zapłacić za wizytę u lekarza, a jak jest większe będzie potrzebowało telefonu, kieszonkowego, biletu miesięcznego, dodatkowych zajęć językowych, itd.
    • woman_in_love spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 16:45
      Dla mnie sprawa powinna być jasna:
      1) W Konstytucji powinno już być zapisane, że dziecko podczas rozwodu przypada matce. To wyjątek w równości obywateli wynikający z praw naturalnych (biologicznych).
      Szkoda kasy i czasu na bezsensowną pracę sądów rodzinnych.
      Owszem, w sytuacjach szczególnych można by oddawać dziecko ojcu - jednak musiałoby się to odbyć z wniosku urzędowego: MOPS, policja, prokurator itp. itd., i wynikać z tego, że matka jest narkomanką, osobą dysfunkcyjną, chorą psychicznie...

      2) Rodzice mają wspólny obowiązek łożyć na dziecko. Ale nie znaczy, że równy.
      Alimenciarze powinni płacić sztywny % od zarobków np. 50% dla siebie, 50% na dzieci. Lub coś w tym stylu (w każdym razem "na siebie" powinno im zostawać max 50%). I też powinno to wynikać z ustawy a nie z decyzji jakiejś wariatki z sądu rodzinnego.
      Czyli pan siedzący na kasie w Biedronce za 1200, płaciłby 600 dziecku, a po pojawieniu się nowego dziecka aż 300. Bo drugie 300 na nowe dziecko. Tragedia. Cóż, taki life.

      Owszem są cwaniacy, którzy w ogóle nie płacą alimentów bo ukrywają dochody, więc płaciliby 0. Ale.. cóż, zaoszczędzone na sądzie rodzinnym środki można by przekazać do skarbówki, żeby skuteczniej ścigała pracujących na czarno.

      Owszem, zaraz by ktoś walcząc z systemem (a może tylko robiąc na złość starym paniom) narobił by sobie 25 dzieci żeby każdemu płacić 10 PLN, ale cóż, też taki life. To co jest teraz, że stare dziecko ma lepiej niż nowe, to jeszcze większa patologia.

      3) Przypominam. Dzieci się biorą z bzykania, a nie kapusty. Skoro starej pani się chciało bzykać z biedakiem, to musi teraz ponieść konsekwencje. Takie same jak nowa pani. Przypominam, że nowa też musi więcej pracować bo mąż płaci alimenty.

      4) Musicie się pogodzić z tym, że są też ludzie biedni. Nie każdego stać na szynkę dla dzieci, nowe ciuchy, podręczniki, leki, basen czy korepetycje z angielskiego. Jeśli komuś się chciało bzykać z gołodupcem, to przenosi tą biedę także na swoje dzieci. Może to będzie zaskoczeniem, ale BIEDĘ SIĘ DZIEDZICZY.

      I dlatego zawsze mnie mocno rozśmieszało jak radzicie alimenciarom: czyli zrób listę wydatków, że dziecko ma basen za 50 PLN, skrzypce za 200 PLN, native speakera za 500, przedszkole 700, ble ble ble... I kasuj pana alimentami na 4000. HAHAHA. A pan siedzi na kasie w biedronce HAHAHA. Cóż.
      Wtedy ta lista powinna wyglądać tak:
      # 3 bułki z biedronki po 0,29 gr * 30 dni = 26,10 PLN
      # dżem z biedronki (różne smaki) po 2,99 * 8 (na cały miesiąc) = 23,92
      # mleko z biedronki 1,79 * 12 (na cały miesiąc) = 21,48
      # od święta warzywa/mięso, ryczałtem = 90 PLN
      # leki, ryczałtem miesięcznie = 20 PLN
      # szkolne, ryczałtem = 10 PLN
      # ciuchy (z ciuchlandu), ryczałtem = 20
      # mieszkanie = 0 PLN, bo pani z dzieckiem czy bez musiałaby gdzieś mieszkać.
      Telefon, kablówka, Internet to nie obowiązek.
      Wychodzi po 100 na każdego rodzica.

      Jak żyć panie premierze? Nie wiem. Ale tak niektórzy żyją. Jeśli pana nie stać na więcej, to mogę tylko powtórzyć: trzeba było nie szukać motylków w brzuchu i się nie bzykać tylko pójść do czytelni i sobie coś poczytać.
      • morekac Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 16:53
        szkolne, ryczałtem = 10 PLN
        Telefon, kablówka, Internet to nie obowiązek.

        Masz ty dziecko w szkole?
        • woman_in_love Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 17:00
          To, że masz aspiracje i możliwości finansowe, by zapewnić wszystko dziecku do szkoły, nie oznacza, że inni też to robią. Niektórym wystarczyć musi jedynie niepełny komplet podręczników.
          • arwena_11 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 17:28
            No ja mam dziecko i jak obkupię je na początku roku ( ok 200 zł na rzeczy do szkoły ) to juz przez cały rok może jeden zeszyt muszę dokupić. Wychodzi więc ok 20 zł miesiecznie na rzeczy do szkoły ( i ja kupuję te droższe, przy najtańszych wydałabym mniej )
            • asia_i_p Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 18:35
              Jakim cudem wydajesz 200 zł na rzeczy do szkoły, jeśli zestaw podręczników to około 150 w pierwszej klasie, bez angielskiego i religii?
              U nas dotychczasowe wydatki na szkołę - podręczniki 200 zł (ponad, ale nie pamiętam ile, więc liczmy 200 zł), artykuły papiernicze jakieś 100 zł (było więcej, ale w 100 zmieściłabym bazę), plecak nieważne za ile kupiłam, za 30 zł by się dało, strój na wf 30 zł (wersja bazowa), obuwie zmienne 20 zł (można dobrać tak, żeby było i na wf), mundurek 40 zł, pasowanie - ze wszystkim - 40 zł, komitet rodzicielski 50 zł, świetlica 45 zł, klasowe 10 zł. Czyli około 500 zł poszło od września. To znaczy poszło więcej, 500 zł by poszło, gdybym się ograniczyła do konieczności.
              • arwena_11 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 18:49
                Nie piszę o podręcznikach, tylko o tych wszystkich duperelach, typu kredki, ołówki, plastelina
                • arwena_11 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 18:52
                  Ani komitet rodzicielski, ani klasowe nie są obowiązkowe. Ja za świetlicę płacę 25 zł ( szkoła prywatna ). Kapcie mozna bardzo fajne w Ambrze np. kupić za 10 zł ( sama tak w sierpniu kupiłam )
                  • nangaparbat3 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 18:58
                    Uwielbiam osoby, które posyłają dzieci własne do prywatnej szkoły, a biednych pouczają, jak mają oszczędzać - na przyklad nie płacąc składki na komitet rodzicielski.
                    Co ciekawsze, tej składki często nie płacą zamożni rodzice - a płacą biedniejsi, czasem nawet bardzo biedni.
                    • arwena_11 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 19:02
                      No a u mnie nie ma Komitetu rodzicielskiego. Składke klasową ustalamy sami. Czasami jest to 5 zł, czasami wiecej. Zależy od potrzeb w danym roku. Ale nas jest ok 15 dzieci w klasie. I szkoła nie typowo prywatna, bo katolicka.
                      • nangaparbat3 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 19:05
                        Ooooooo.....
                        To ta miłość bliźniego przez ciebie przemawia.
                        • woman_in_love Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 19:19
                          Ale wróćmy nanga do sedna sprawy. A ono jest takie: jeśli bzykałaś się z gołodupcem, a sama dużo nie zarabiasz, to musisz pogodzić się z tym, że jesteście BIEDAKAMI i nie stać was - z definicji - na wiele rzeczy. Nie ważne czy to zgodne z europejskimi normami cywilizacyjnymi czy nie. I to czasami oznacza niemożność posiadania własnego pokoju, a czasami tylko niemożność zakupu wszystkich przyborów szkolnych.

                          I jeśli pan gołodupiec spłodzi nowe dziecko, to ono nie jest niczemu winne i też potrzebuje równego i sprawiedliwego dostępu do kasy tatusia - tak jak i stare dziecko. Zatem alimenty powinny być równe dla każdego dziecka: nowego i starego. I najlepiej, żeby były ustalane na sztywno jako % wynagrodzenia.
                          • nangaparbat3 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 19:28
                            Jeśli nawet - utrzymanie jednej osoby jest tym tańsze, im wiecej osób tworzy gospodarstwo domowe. Więc tak czy inaczej dzielenie 50% na pół jest bez sensu.
                            • woman_in_love Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 19:33
                              Zatem stara pani może dla odmiany bzyknąć się z nowym panem. Uzyska dzięki temu korzyści skali i będzie mogła łatwiej utrzymać stare dziecko. Czy ja jej bronię?
                              Zatem podział % jest idealny i tani w utrzymaniu/ustalaniu. A dzięki zmniejszeniu kosztów sądów rodzinnych, będzie można wolne środki przeznaczyć na tropienie alimenciarzy pracujących na czarno.
                          • policjawkrainieczarow Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 22:08
                            woman_in_love napisała:

                            > I jeśli pan gołodupiec spłodzi nowe dziecko, to ono nie jest niczemu winne i te
                            > ż potrzebuje równego i sprawiedliwego dostępu do kasy tatusia - tak jak i stare
                            > dziecko. Zatem alimenty powinny być równe dla każdego dziecka: nowego i stareg
                            > o.

                            niesmialo przypominam, ze sprawowanie opieki tez podchodzi pod obowiazek alimentacyjny. jesli drugie dziecko moze na opieke pana taty liczyc, a pierwsze nie bałdzo, to pierwdsze powinno to miec rekompensowane kasą (ktora, byc moze, bedzie musiala pojsc na zorganizowanie opieki, kiedy matka pracuje).
                            • nangaparbat3 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 22:11
                              Ależ drugie nie może liczyć, bo on musi pracować na pierwsze.
                          • magiczna_marta Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 10:43
                            Z tym się nie zgodzę, "nowe" dziecko ma tatusia na co dzień a "stare" z doskoku, dlaczego finansowo mają być traktowane równo?
                        • arwena_11 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 19:20
                          NIe zwykły racjonalizm. Przez lata bycia na pomocnych naogladałam sie prawdziwej biedy. Rodzina z 2 dzieci w małym pokoju, to często norma. Brak na jedzenie, opał. W wiekszości są to ludzie słabo wykształceni, na terenach gdzie jest bardzo duże bezrobocie. Ale trzeba mierzyć siły na zamiary. Jak sie ma dziecko z kimś kto mało zarabia, to niestety trzeba to wziąć na klatę. Nikt nie kazał sie bzykać z gołodupcem. Mozna było z prawnikiem npsmile

                          Co do pomocy, to dzięki ludziom ze szkoły moich dzieci w pierwszych dwóch akcjach gwiazdkowych, które organizowałam, mogliśmy podarować dzieciakom, nie tylko prezent, ale również coś na stół, do domu itd.
                          • gazeta_mi_placi Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 19:40
                            A co jeśli gołodupiec udawał bogatego prawnika pożyczając dla niepoznaki od bogatego kolegi super brykę?
                            • arwena_11 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 19:45
                              A skąd gołodupiec, który pracuje w biedronce ma bogatego kolesia? No chyba że mafia. No i sorry, ale widać po człowieku brak wykształcenia i obycia. Nikt mi nie wmówi, że ktos po zawodówce bedzie dobrze udawał prawnika. Jeżeli tak to może powinien zostać aktorem?
                              I żaden młody prawnik nie zarabia tak dużo. Zaczyna zarabiać dopiero później. ALe ma perspektywysmile
                              • gazeta_mi_placi Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 19:47
                                A dlaczego nie? Kumple nie zawsze dobierają się pod względem wykształcenia i tego samego dorobku.
                                • arwena_11 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 19:58
                                  To chyba działa jeszcze tylko w liceum czy na początku studiów. Różnica w wykształceniu i statusie majątkowym sprawia, że ludzie dobierają sobie znajomych o podobnych parametrach. Jeszcze w na początku liceum miałam koleżanki z podstawówki, które poszły do zawodówek. Ale potem nasze światy się coraz bardziej rozjeżdżały. Teraz jak sie spotkamy na ulicy to cześć, cześć co słychać i tyle.
                                  • noname2002 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 15:01
                                    A wiesz, że jest kryzys i ktoś kto był bogaty, bo powiedzmy był właścicielem dobrze prosperującej firmy, może się nagle stać zadłużonym biedakiem? Mam takie przykłady w otoczeniu. Więcej pokory radzę, nie wiadomo, gdzie Ty skończysz.
                                    A co do znajomych to tak się składa że przyjaźnię się i z bardzo zamożnymi i z żyjącymi bardzo bardzo skromnie, tak samo z wykształceniem, mam znajomych co się habilitują i takich po zawodówce.
                                    • arwena_11 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 15:14
                                      No widzisz ja nie mam znajomych po zawodówkach. Po prostu nie było nam po drodze w pewnym momencie. Ja sie uczyłam, oni imprezowali. Zazwyczaj słuchaliśmy innej muzyki, inne mielismy wartości. Taka kolej rzeczy. Mam małe grono dobrych znajomych i przyjaciół, ale wypróbowane w trudnych sytuacjach.
                                      Życie układa sie róznie, ale są rzeczy niezmienialne. Ten sam sposób patrzenia na świat, podobne wartosci itd.
                                      • noname2002 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 18:24
                                        "Życie układa sie róznie, ale są rzeczy niezmienialne. Ten sam sposób patrzenia
                                        > na świat, podobne wartosci itd. '
                                        Właśnie, tylko ja myśląc "wartości" raczej nie myślę wyłącznie o materialnych. Jedna z najlepszych osoba jakie znam jest po zawodówce.
                                        • arwena_11 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 19:41
                                          Ja też nie myślę tak, ale jednak znajomych mam z wyższym wykształceniem. Może to czysty przypadek, a może selekcja od osób z którymi nigdy nie było mi po drodze, ponieważ u mnie do zawodówki poszli ludzie z którymi naprawde mało kto chciałby mieć do czynienia( alkohol, narkotyki itd ). Większość znajomych to mam z żeglarstwa( czasy studenckie ), czy teraz rodzice dzieci z którymi moje chodzą do szkoły.
                                          Może gdybym w dorosłym życiu poznała kogoś, po zawodówce, na jakimś spotkaniu we wspólnocie czy u znajomych , to bym nie zwracała na to uwagi. Ale jakoś nie miałam okazji.
                    • morekac Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 07:34
                      Hehe, bo tak się najłatwiej poucza.
                  • asia_i_p Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 19:42
                    Płacisz za świetlicę mniej, bo płacisz czesne. Komitet rodzicielski nie jest obowiązkowy, ale jednak wypadałoby płacić, bo idzie rzeczywiście na potrzeby dzieciaków. Kapcie za 10 zł nie posłużą równocześnie na buty na wf, a takie było moje założenie - minimalizowałam koszty.
                    • arwena_11 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 20:04
                      Asia, az sie muszę koleżanki zapytać ile płaci za swietlice w szkole państwowej, Ale na pewno nie tyle co ty. Komitet w mało której szkole idzie na dzieci.
                      • virtual_moth Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 22:30
                        Roztrząsanie ceny kapci wydaje mi sie smieszne w przypadku np. przedszkolaka, który srednio choruje tydzien w miesiacu i na ten czas trzeba mu zapewnic opiekę. Wiadomo jakie sa koszty opiekunek. Koszty opieki babci sa tylko powierzchniowo zerowe, kto korzystał ten wie. Zreszta prawo rodzinne takze przewiduje, ze opieka dziadków to nic innego jak alimentacja (czyli dziadkowie pokrywaja koszty za rodziców)

                        Btw co do opieki nad chorym dzieckiem. Czesto spotykałam sie w przychodniach z ostracyzmem, ze z dzieckiem przychodzi głównie babcia. No jak to, matka bywa raz na ruski rok z dzieckiem u lekarza?! Jak tak mozna. Pochylałam pokornie głowę. Ostatnio u mnie w firmie zrobili kontrole ZUS i kazali mi podpsiac oswiadczenie w kwitkach, ze za wszystkie dni zwolnienia na dziecko w ciagu ostatnich 4 lat nie miałam nikogo, kto by z tym dzieckiem do lekarza poszedl. Inaczej nie miałam prawo pójsc na l4 smile Dodam, ze chodzi o 2-4 dni w ROKU, kiedy rzeczywiscie musiałam to zwolnienie wziac.
                        To co sie dzieje w tym kraju a propos wymagan wobec kobiet to jest paranoja... Mam tez na mysli owe next, które musza zapierniczac na wspólne dziecko wiecej, bo tatus nie jest w stanie zapewnic wszystkim dzieciom ich potrzeb. Suma summarum to kobiety tracą, faceci nadal jak pączki w maśle mimo alimentów i rozbuchanych chęci rozrodczych.
                        • arwena_11 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 12:32
                          Ale to chyba zawsze tak było. Mój maz na zwolnienie lekarskie miał szansę ( poza swoja chorobą ) tylko wtedy, kiedy ja chorowałam. Bo ktoś musiał zajać sie dziećmi. W chorobach dzieci nie mógł, bo ja nie pracuję. I to chyba logiczne. W Zusie pytają czy w domu nie ma kogoś do opieki. Nie ma to nic wspólnego z tym czy ma się babcie czy nie. No chyba ze mieszka z tobą w jednym domu.
                • morekac Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 07:27
                  Ale kto ma kupić podręczniki? Krasnoludki?
                  W starszych klasach jest to min.400-500 zł. Albo i więcej.
                  I bardzo proszę nie chrzanić o używanych podręcznikach, bo są sytuacje, kiedy używanych nie ma.
                  • woman_in_love Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 11:59
                    Nikt. Tak właśnie działa bieda. Wiele nierozbitych rodzin też nie stać na podręczniki. Bzykając się z gołodupcem powinnaś się z tym liczyć.
                    • morekac Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 22:30
                      Cały czas nie odpowiedziałaś, kto ma zapłacić za książki do szkoły, niezależnie od tego, kto w jakim związku żyje i z kim się bzykał.
                      Bo na wydatki szkolne ktoś tu radośnie wyliczył zawrotną sumę 10 zł/mies.
                      Nauka jest obowiązkowa do 18 roku życia. A za podręczniki do kl.III gimnazjum zapłaciłam w tym roku 700 zł.
                      Dla ułatwienia dodam, że szkoła kupuje podręczniki, jeśli dochód na osobę w rodzinie nie przekracza zawrotnej kwoty 350 zł (czy coś w tym stylu).
                      Przy czym takie niewykształcone dziecię, bez zawodu, nie będzie w stanie w przyszłości płacić alimentów na tatusia gołodupca, przymierającego głodem na nędznej emeryturce.
      • virtual_moth Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 17:39
        Masz rację co do tego, ze sądom rodzinnym (czyli konkretnym osobom) prawo przyznaje wręcz nieograniczoną władzę, Mogą decydowac tak jak chcą. Prawo tylko mówi np "ojcu nalezy sie władza rodzicielska chyba ze sąd stwierdzi inaczej" tongue_out
        Prawo powinno byc bardziej rozbudowane w tym zakresie, a sąd powinien pełnic rolę urzędnika, który tylko bada sytuację i wsadza do konkretnej szufladki, na którą są konkretne rozwiazania.
        Wbrew pozorom w prawie rodzinnym tych szufladek by zbyt duzo nie było.

        Racja tez, ze niektóre kobiety zapominają, ze maja dziecko z biedakiem sprawnym dołem jak to Triss mówiwink To jednak imho tylko w wiekoszsci wrazenie - to po prostu odpowiedz na metody działania sądów. Zawsze sie zawyza kwote alimentów, zeby sad miał z czego zejsc. Do tego dochodzi fakt, ze sądy nie tylko uprawiaja wolna amerykanke, ale tez wprost ignoruja prawo i zasadzaja 50% kosztów na rodzica, NAWET przy ojcu bezkontaktowym. Stąd sumy czesto wziete z sufitu, zeby chociaz te 500 zł było.

        woman_in_love napisała:


        > # mieszkanie = 0 PLN, bo pani z dzieckiem czy bez musiałaby gdzieś mieszkać.

        Tu jednak totalny błąd w mysleniu. Gdybym nie musiała zapewnic dziecku opieki i mieszkania, to obecnie wynajmowałabym pokój za 300-500 zł z kims i to razem z rachunkamismile A w związku z tym, ze musze dziecku zapewnic ciagła opieke (musze duzo pracowac, alimenty głodowe), mieszka u mnie mama (musze zapewnic pokój), dziecko tez musi miec jakis pokój, wiec płace kredyt za mieszkanie + czynsz, razem dosc sporo powyzej 2 tys (za samo tylko mieszkanie!). Co ciekawe, sąd tego tez nie wezmie pod uwage, tak jak Ty.
        • arwena_11 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 17:48
          A dlaczego dziecko musi mieć osdobny pokój? Ja przez pierwsze 8 lat swojego życia mieszkałam z rodzicami w jednym pokoju. Znam samotne matki, które wynajmowały pokój z kuchnią. Tak wiec nie trzeba 2-3 pokoi.
          • virtual_moth Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 17:59
            arwena_11 napisała:

            > Ja przez pierwsze 8 lat swojego życ
            > ia mieszkałam z rodzicami w jednym pokoju.

            Sory dla mnie to sytuacja, piszac delikatnie, mająca negatywny wpływ na zdrowie dziecka. Jesli jestem w stanie przy pomocy pracy na to zarobic (kosztem innych rzeczy), to wole zapewnic dziecku normalne warunki. Osobny pokój 9 m2 to podstawa normalnych warunków (przynajmniej w przypadku starszego dziecka)
            • woman_in_love Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 18:32
              To co piszesz to zawyżone aspiracje, a nie podstawowe potrzeby. Skoro są normalne rodziny, gdzie tatuś, mamusia i dziecko mieszkają w kawalerce czyli w 1 pokoju, to twoje dziecko również nie musi mieć odrębnego pokoju. Ani mamusia.

              Oczywiście, jeśli pan alimenciarz dużo zarabia to możecie sobie mieszkać lepiej, ale biednych ludzi nie stać na takie fanaberie. Zatem nie widzę potrzeby, żeby pan alimenciarz więcej płacił na stare dziecko, a mniej na nowe. Powinien płacić identycznie. A panie... cóż, powinny lepiej wybierać z kim się chcą bzykać.
              • asia_i_p Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 18:42
                Norma minimalna powierzchni na więźnia według Europejskiego Komitetu Zapobiegania Torturom to 4 m2, większość krajów europejskich minima ma większe. Więc troje ludzi w jednym pokoju to nie jest norma.
                Podstawowe potrzeby to trochę więcej niż tyle, ile trzeba, żeby od razu nie umrzeć.
                • arwena_11 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 18:54
                  Ale pokój mający 20 m. na dwoje to wystarczy. Kiedyś ( 30 lat temu ) norma było mieszkanie z rodzicami w jednym pokoju. Na mieszkania czekało sie latami.
                  • nangaparbat3 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 19:07
                    Ale teraz to nie jest norma, zmieniły sie normy, zmieniły sie zwyczaje.
                    • woman_in_love Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 19:11
                      Nie wiem czy zauważyłaś, ale Europa już biednieje. Normą będzie pogarszanie się warunków życiowych, a nie polepszanie. Zmienią się zatem społecznie zwyczaje - ponownie.
                      • claudel6 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 01:57
                        tylko że w europie biednieją z innego poziomu. moją koleżankę pracujacą w opiece społecznej w UK wraz z mężem lekarzem stać było na zakup 3-piętrowego domu z 7 pokojami. to jest tam klasa średnia, nie bogaci ludzie. spadają z innego poziomu niz my.
                        • woman_in_love Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 11:43
                          chyba nie czytałaś tego wątku w całości. Jeśli chcesz mieć wysokie alimenty, to trzeba się było bzykać z lekarzem z UK, a nie gołodupcem z PL. Bzykając się z gołodupcem musisz liczyć się z tym, że albo sama będziesz zarabiać, albo twoje dzieci odziedziczą biedę i nigdy nie będą miały swojego pokoju. Tak działa BIEDA. Z kolesia pracującego na kasie w biedronce za 1200 nie da się wycisnąć 1000 alimentów, ani tym bardziej 4000.
                  • morekac Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 07:21
                    Kiedyś ( 30 lat temu ) norma było
                    > mieszkanie z rodzicami w jednym pokoju. Na mieszkania czekało sie latami.
                    Z lekka przesadzasz. Zdarzało się zapewne, ale z tego co wiem większość moich kolegów i koleżanek z podstawówki jeśli dzieliła z kimś pokój, to było to rodzeństwo.
              • virtual_moth Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 20:51
                woman_in_love napisała:


                > Oczywiście, jeśli pan alimenciarz dużo zarabia to możecie sobie mieszkać lepiej
                > , ale biednych ludzi nie stać na takie fanaberie.

                Problem w tym, ze Ty i sąd (co jest bardziej bolesne) rozciagają tę reguę na wszystkich innych. Tatusia moze by i było stac na lepsze warunki mieszkaniowe dla dziecka, ale to mamusia ma sie tym martwic i pokrywac w 100% te potrzeby. Owszem, od biedy gdybym mieszkanie wynajmowała, to by sie to liczyło do kosztów, ale poniewaz to jest mój "majątek" (taaaa, chyba banku), to spadaj gienia. Nikt nie mysli o tym, ze "kupiłabym" kawalerke albo w ogóle nic bym nie "kupowała", gdyby nie dziecko własnie. A to kredytowane mieszkanie bedzie przeciez kiedys własnoscia dziecka (jak sie uda spłacic kredyt).
                To samo jest w innych sytuacjach - gdy np. matka mieszka u babci dziecka. Wtedy w kosztach mieszkania ujmuje sie tylko 1/3 opłat, no bo przeciez mamusia z dzieckiem za darmo mieszkajasmile A tego, ze w ten sposób babcia przyczynia sie do alimentacji (za ojca) udostepniajac powierzchnie mieszkalna, to juz sie nie bierze pod uwage.

                Po prostu nie branie w ogóle pod uwage kosztów mieszkaniowych (bo przeciez matka i tak musi gdzies mieszkac) to paranoja, bo one sa najwyzsze własnie (oprocz kosztów opieki).

                Btw ja sobie nie przypominam tego masowego mieszkania rodzin na 20-30 m2. Norma były raczej 2-3 pokoje w bloku, czasem w jednym, ale czasem kazde miało własny pokój. Kiedys byłam w odwiedzinach u jakiejs kolezanki i byłam zdziwiona, ze mieszkaja wszyscy w 1 pokoju. No ale to samotna matka była... Dzieci samotnych matek widac musza sie gniezdzic z nia na kupie, zeby tatusia za bardzo nie obciazac. Tak było dawniej i tak jest teraz.
                • woman_in_love Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 11:48
                  Powtarzam. Problem jest w tym, że z pana zarabiającego 1200 nie da się wycisnąć 1000 alimentów. I potrzeby dziecka nie mają tu żadnego znaczenia. Bzykając się z gołodupcem musisz mieć świadomość, że albo sama zarobisz na dziecko, albo ono ODZIEDZICZY BIEDĘ i nie będziesz mu w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb. Przecież to poste. W nie rozbitych rodzinach też tak jest, że w małej kawalerce gnieździ się żona, mąż i niemowlak. Dlatego jestem za % alimentami. Niech wszyscy wiedzą jak to działa - nawet na WOŚ w szkołach mogliby o tym uczyć, wtedy może część pań zamiast się bzykać poszłoby do czytelni. Poczytać coś mądrego.
                • arwena_11 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 12:37
                  No to się obracałaś w uprzywilejowanych kręgach. Normalne młode małżeństwo miało kilka lat co najmniej czekania na mieszkanie. Tu gdzie ja mieszkam, wszyscy moi rówieśnicy wprowadzali się mając lat 6-8 . Szkoła powstała jak miałam 10 lat. Początek lat 80 taki właśnie był. Jak sie nie miało układów to sie czekało w kolejce. Serial Alternatywy pokazywał niestety rzeczywistość, może troche przerysowaną, ale nie zawsze.
                • dobrochna00 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 13.09.15, 13:53
                  Może miałaś znajomych w jakimś lepszym środowisku. Wśród moich znajomych z podstawówki (przełom 80. i 90.) najczęściej były dwa pokoje: rodzice w jednym, dwoje - troje dzieci w drugim, część jedynaków mieszkała z rodzicami w 18-metrowych kawalerkach z kuchnią w przedpokoju, moja przyjaciółka mieszkała z mamą i bratem w kawalerce. Ja jako jedynaczka mieszkająca z rodzicami w 2-pokojowym mieszkaniu uchodziłam za szczęściarę smile
              • claudel6 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 01:54
                normalne rodziny? no to gratulacje, ze są wciąż normalne w nienormalnych warunkach, więźniom przysługuje więcej powierzchni życiowej.
                • woman_in_love Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 11:52
                  Więźniowie w demokracji zazwyczaj mają lepiej. Mają lepszą opiekę medyczną, więcej miejsca i lepsze jedzenie. Nic nie muszą robić, grają tylko na PS3 i oglądają seriale w TV.

                  Breivik zażyczył sobie, że może jeść tylko mięso ze zwierząt nie zabijanych na sposób muzułmański (wcześniej muzułmanie w więzieniu zażyczyli sobie żeby było tylko takie mięso) i spełnili to żądanie. Dodatkowo obiady musi mu robić inna kuchnia, bo z kolei muzułmanie nie zgodzili się, żeby ich mięso miało styczność z jego mięsem.
          • nangaparbat3 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 19:04
            arwena_11 napisała:

            > A dlaczego dziecko musi mieć osdobny pokój?

            Nie musi. Aleksy miszkał pod schodami i został świętym.
            • woman_in_love Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 19:12
              W końcu gadasz mądrze.
            • gazeta_mi_placi Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 19:38
              I jeszcze odchody na niego wywalano big_grin
            • claudel6 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 01:59
              nanga ! smile
            • claudel6 Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 11.11.11, 02:00
              można tez dziecko trzymac w piwnicy. albo w beczce.
      • bsl Re: spokojnie to tylko walka samic o kasę 10.11.11, 17:44

        problem nie w wysokości , problem jest w sciągalnosci nieplaconych alimentówa raczej jej brak
        nie dostaje aliemntow na dzieci juz 3,5 roku , sprawa u komornika dług rosnie i co ?? i nic ex ma sie dobrze, firma zamknieta, praca na czarno a komornik i sądy moga mu ..........
    • policjawkrainieczarow Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 17:58
      > W normalnej rodzinie człowiek pracuje, zarabia przez lata, ma powiedzmy 2 dziec
      > iaków. Nagle ten człowiek traci pracę i bardzo ciężko mu znaleźć równie dobrze
      > płatną. Kasy jest dużo mniej - może nawet przez dłuższy czas. Wszyscy mają gorz
      > ej, dzieci i dorośli i jest to oczywiste. No i niestety - dzieci mają biedniej,

      hello! ale nagle dzieci maja rodzica w domu, dzieki czemu mozna obciac np. czesc oplat za opieke/przedszkole itp, inaczej zorganizowac zycie, zeby zniwelowac gorszy budzet (rodzic ma wiecej czasu na gotowanie tanszych, ale czasochlonnych potraw, moze sie zajac dziecmi, kiedy wspolmalzonek moze wziac nadgdziny, moze zrezygnowac z pewnych uslug, na ktore wczesniej nikt nie mial czasu - pralnia, platna pomoc domowa, moze brac prace dorywcze i raczej nie sadze, ze sam z siebie bedzie sie dochodem z nich dzielil z pierwszym dzieckiem itp).

      Byla rodzina nie ma nic z tego, ze tata ma nagle wiecej czasu. No chyba, ze on teraz wezmie pierwsze dziecko pod opieke.
      • woman_in_love Re: po wątku o alimentach mam odczucie 10.11.11, 18:33
        I zazwyczaj gdy padają takie propozycje, to mamusia się nie zgadza.
        • pulcino3 Re\damayah 10.11.11, 19:37
          nie czytałam wszystkich postów, ale radziłabym po prostu porozmawiać z ex, wytłumaczyć jak jest i starać się dogadać? . Ex to też człowiek ( o ile jest w miara ugodowa) może unikniecie szarpanini w sądzie. Tego wam życzę, w końcu liczy się dobro dziecka i człowiek tez musi byc człowiekiem ;p
          • damajah Re: Re\damayah 16.11.11, 16:31
            Ale my nie mamy problemów - nie szarpiemy się o nic. Mój wątek to taka refleksja po przeczytaniu paru odpowiedzi w innym wątku. Zresztą rozrósł się tak że nie doczytałam jeszcze do końca smile
    • estelka1 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 11.11.11, 11:47
      Szkoda tylko, że nie widzisz jednej prostej różnicy między dzieckiem Twojego męża, a Waszymi wspólnymi dziećmi. Tamto dziecko zaledwie widuje się z ojcem, a Wasze dzieci mają ojca do dyspozycji na codzień. I czy Ci się to podoba, czy nie, ale już na starcie nie ma równości w traktowaniu całej trójki. Pewnie, że tego się nie da przeliczyć na pieniądze, ale skoro tak upierasz się przy równym traktowaniu dziecka męża i wspólnych dzieci, to uświadom sobie, że "byłe" dziecko jest z góry na przegranej pozycji
      • woman_in_love Re: po wątku o alimentach mam odczucie 11.11.11, 11:55
        Większość wątków o alimentach zawiera żądania w stosunku do panów by podjęli dodatkową pracę lub wzięli nadgodziny. Przychylają się też do tego sądy, ustalając nierzadko alimenty zgodne z "potencjalnymi możliwościami zarobkowymi" alimenciarza, a nie jego rzeczywistymi zarobkami. I wtedy taki pan nie ma czasu - ani na stare dziecko ani nowe. Bo zapierdziela 16h. Więc nowe dziecko nie jest wcale uprzywilejowane, bo i tak nie widzi tatusia. Dodatkowo zauważ, że postuluję tu bardzo wysoki % od pensji.
        • estelka1 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 11.11.11, 12:21
          Ale jak samotna matka zapierdziela po 12 godz. żeby utrzymać siebie i dziecko, bo alimenty są żałosne i głodowe, to jest ok?
          Oczywiście umówmy się, nie mam na myśli ex-pijawki, która w życiu się pracą nie zhańbiła, tylko żeruje na facecie.
          • woman_in_love Re: po wątku o alimentach mam odczucie 11.11.11, 12:37
            Life generalnie nie jest ani łatwy ani w porządku. Dla nikogo. Nawet dla Steva J.. Mógł przecież jeszcze uszczęśliwić nas tyloma modelami iPhonów.
            Ja tylko pokazuję, że macie często sprzeczne ze sobą poglądy. Najpierw chcecie uraczyć pana alimentami, których nie jest w stanie płacić i musi pracować więcej.
            A potem mówicie, że chcecie jeszcze więcej, bo to taka kara, że nowe dziecko ma tatusia a stare nie. Tyle, że nowe też nie widzi tatusia.
      • estelka1 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 11.11.11, 12:16
        Dodam jeszcze coś z własnego podwórka. Mój ex płaci na utrzymanie córki połowę mojej stałej pensji. Nie są to wielkie pieniądze, bo niestety zarabiam mało, a jestem tak głupio ambitna, że zgodziłam się na tyle, żeby wytrącić mu z ręki argument, że chcę na alimentach ugrać coś dla siebie. Do tego ex daje córce kieszonkowe i partycypuje w nadprogramowych wydatkach. Dla kogoś kto dostaje 200 zł alimentów na dziecko i poza tym ani grosza więcej, wydaje się że jest to super układ i sprawiedliwy podział wydatków. Ale czy na pewno tak jest? Wychowanie dziecka wiąże się również z wieloma niewymiernymi "inwestycjami". Po pierwsze, to ja jestem do dyspozycji córki 24 godz. To ja opiekuję się nią, jak jest chora, ja się martwię, żeby miała dach nad głową (mieszkanie jest moje), ja - z racji tego że mieszkamy razem - biorę na klatę jej problemy, chandry i humory, ja prowadzę dom, w którym ona mieszka, ja dbam o to, żeby w domu były jakieś pralki, suszarki do włosów, żelazka itd. Oczywiście można powiedzieć, że są to rzeczy, które bym posiadała czy robiła, niezależnie od tego gdzie córka by mieszkała, ale z drugiej strony ex troszczy się o te sprawy tylko dla siebie, nie dla młodej.
        Dlatego uważam i będę uważać, że ten rodzic, który nie sprawuje codziennej opieki nad dzieckiem, powinien w większym stopniu pokrywać wydatki na potomka.
        • woman_in_love Re: po wątku o alimentach mam odczucie 11.11.11, 12:33
          Powtarzam. Rodzic, który płaci alimenty (to może być też matka) powinien płacić tylko tyle, na ile go stać - a najłatwiej to ustalić jak % (wysoki) od zarobków. I w dodatku każde dziecko powinno mieć identyczny dostęp do jego pieniędzy.
          Jeśli bzykałaś się z bogatym prawnikiem czy lekarzem, to może być nawet 50 000 miesięcznie.
          Jeśli bzykałaś się ze sklepowym zarabiającym 1200 może się okazać, że nie wystarczy nawet na podręczniki.

          Jeśli masz problem z dzieckiem - chociażby z powodu jej chandr i humorów to rozwiązanie też jest. Spakować, do taksówki i do tatusia.

          "Po pierwsze, to ja jestem do dyspozycji córki 24 godz" - to przyjemność a nie obowiązek. Jeśli się nie podoba, to rada też jest. Oddać dziecko ojcu.

          "z drugiej strony ex troszczy się o te sprawy tylko dla siebie, nie dla młodej." - rada jak wyżej. Oddaj dziecko ojcu, niech też się pomęczy.

          Tyle, że problem polega na tym, że 99,99999999% nie chce oddać dziecka ojcu. A aspiracje i żądania finansowe są potem niesamowite i zupełnie z czapy. A sprawa jest prosta. DZIECI DZIEDZICZĄ BIEDĘ. Jeśli alimenciarz biedny i ty też, to musicie się pogodzić z biedą dziecka. Nierozbite rodziny też się muszą z tym godzić.
          • estelka1 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 11.11.11, 13:06
            Gdyby oddanie dziecka tatusiowi było takie proste... Już widzę tę radość nowej partnerki ex, kiedy młoda by się do nich sprowadziła big_grin i tak samo widzę zaangażowanie tatusia big_grin Uwierz mi, miałam próbkę tego, jak tatuś zajął się młodą, choćby w te wakacje, kiedy wyjechałam na 2 tygodnie, żeby sobie dorobić podczas urlopu. Młoda ani jednej nocy nie spała u ojca i jego pani. Widywali się góra 2 godz. dziennie. Mówiąc dosadnie i brutalnie, bujała się samopas 2 tygodnie. Fajnie, co? Fakt, córka jest duża (17 lat) i naprawdę odpowiedzialna oraz samodzielna, ale chyba nie o to chodzi, prawda? Niestety coś jest na rzeczy, że młoda nie chce bywać u ojca, od kiedy przeprowadził się do tej swojej. Wiem tylko, że córka chciałaby mieć ojca chociaż trochę dla siebie, a niestety podczas coraz rzadszych ich spotkań, zawsze towarzyszy im ta jego pani oraz/lub jej syn.
            • akasha78 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 12.11.11, 09:38
              Dla chcącego nic trudnegowinkByła żona mojego znajomego spakowała rzeczy syna (miał wtedy jakieś 17-18 lat) zadzwoiniła do eksa by zabrał syna i jego rzeczy, dodatkowo zadzwoniła na policje że syn ją okradł.Znajomy zabrał syna i jego rzeczy a eksia wymieniła zamki w mieszkaniu by nie daj boże syn nie wrócił pod jej nieobecność. To wersja hard dzieciak był zszokowany działaniem matki. Druga wersja składasz do sądu rodzinnego wniosek o zmiane miejsca zamieszkania dzecka na adres ojca, pare miesiecy i " kłopot z głowy"wink)))
              • estelka1 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 12.11.11, 10:46
                He he, wyszłam na wredną s..ę, która chce się pozbyć dziecka big_grin A mnie fajnie się mieszka z córką pod jednym dachem, nie mam potrzeby wypychania jej na siłę do ojca, skoro ani ona tego nie chce, ani tatuś nie wydaje się być specjalnie zainteresowany.
          • paulina-j Re: po wątku o alimentach mam odczucie 11.11.11, 21:48
            A jak wielu znasz tatusiów, którzy po rozwodzie chcą osobiście wychowywać dzieci?Ja znam wiele par ,które się rozwiodły i uwierz mi żaden nie przejawiał takiej chęci tłumacząc się brakiem czasu, nieumiejętnością , a nawet tym,że teraz to jest ich czas więc muszą się koniecznie sobą zająć.Nowe partnerki też raczej się nie garną do współuczestniczenia w tej opiece.I nie opowiadaj mi ,że to tylko zmartwienie tatusia...mój obecny mąż bardzo czynnie uczestniczy w tym procesie ,bo po ludzku inaczej się nie da. Mieszkamy przecież wszyscy razem i nie wyobrażam sobie tego aby powiedział mi ,że nie przypilnuje , nie pójdzie czy czegoś nie zrobi ,bo to nie jego synowie.Więc ja uważam ,że jeśli ojciec świadomie i dla własnej wygody rezygnuje z opieki i współwychowania swojego dziecka to niech za to płaci, bo to jest jakiś sposób pociągnięcia go do odpowiedzialności za swoje dziecko.
          • morekac Re: po wątku o alimentach mam odczucie 11.11.11, 22:15
            a najłatwiej to ustalić jak % (wysoki) od zarobkó
            > w.
            Wiesz, też bym chciała wydawać na swoje dzieci nie więcej niż ustalony % zarobków. Dlaczego prawo do zatrzymania sobie części zarobków dajesz jednym ludziom, a drugim nie?
          • dobrochna00 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 13.09.15, 13:44
            Tylko wiesz, matka dzieci mojego partnera uważa, że stać ją na 500 zł miesięcznie na trójkę dzieci (w sumie, nie na każde). sprawa jeszcze trwa, więc raczej jej się nie uda na tym poprzestać. Gdyby wiedziała, że ma płacić procent od zarobków to w miesiąc stałaby się najgorzej zarabiającą osobą w mieście wink
        • dobrochna00 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 13.09.15, 13:39
          Bo alimenty powinny być liczone z założeniem, że dziecko potrzebuje 100 procent czasu i 100 procent kosztów. Jeśli rodzice dzielą się czasem pół na pół to kosztami też. Jeśli Ty oferujesz dziecku 80 procent czasu, to druga strona powinna pokryć 80 procent kosztów.
          Inna sprawa, że alimenty powinny być jakoś skalkulowane odgórnie - z uwzględnieniem wieku dziecka i miejsca zamieszkania + ewentualnie specyficznych potrzeb wynikających ze stanu zdrowia itp. Wrzucanie w koszty np. wypasionych gadżetów jest nieuczciwe, bo w rodzinach bezalimentacyjnych żaden sąd nie nakazuje rodzicom fundować dziecku najnowszego iPhone'a.
      • damajah "byłe dziecko" 16.11.11, 16:35
        nie znoszę określenia "byłe dziecko" Co to ma być? Jak można mieć "byłe' dziecko. Dziecko to dziecko - tak samo aktualne jak każde następne.

        A że ma gorzej - no ma. Nie da się inaczej. Taka jest konsekwencja rozwodu. Na rozwód zdecydowali się mąż i jego ex żona zanim ja się pojawiłam. To czy mąż byłby ze mną, z jolką czy sam nie ma znaczenia - jego pierwsze dziecko z nim nie mieszka więc nie jest tak jak wtedy kiedy mieszkali razem. Tego się raczej przeskoczyć nie da.
        • lena.113 Re: "byłe dziecko" 13.09.15, 12:43
          Cóż rozumiem autorkę wątku.
          Wiążąc sie z rozwodnikiem ,każda wie,ze ma on zobowiązania wobec dziecka z byłego małżeństwa ,nie tylko finansowe...
          Jednak autorce wątku chodziło o to ,ze w rodzinie wszystkie dzieci należy traktować podobnie...
          A nie faworyzować to pierwsze...
          Cóż mój M płaci dość duże alimenty na 19 letniego syna,mamy wspólne kilkuletnie dziecko i ja mam z p małżeństwa 19 letnia córkę,studentkę,,,wysyłam jej 1/3 tego ,co mój m płaci na syna z pierwszego małżeństwa...
          Czy to jest sprawiedliwe? Jak myślicie 1 budżet,3 dzieci,jedno dziecko kosztuje dużo więcej niż dwoje pozostałych...
          I nie chodzi o jego usprawiedliwione potrzeby,bo moja córka tez studiując poza domem je ma...
          Niestety to wciąż mało,w tym miesięcy juz trzykrotnie były smsy o kolejne pieniądze,300,250,100...
          Każda potrzeba syna,SMS,więc na co idą alimenty?
          Moja córka dorabia,moze,szczególnie w wakacje, jego syn nie...
          Nie denerwują mnie alimenty,wiem ze sie należą,ale roszczeniowa postawa eks,wieczne pretensje,ze mało,i ambicje by jej dziecko miało wszystko drogie,markowe...bo sie należy...
          Jak to jest? Moze powinno byc równo,np stać nas na 1000 zł na każde dziecko,tyle przeznaczamy...i koniec...czy 2000 zł na jedno a na pozostałe po 500 ,bo jeszcze rachunki i kredyty...
          Jedno dziecko ma inny żołądek? Inne potrzeby?
    • dobrochna00 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 13.09.15, 13:28
      Opcje są dwie:
      1. ubiegać się o obniżkę alimentów. Sąd bierze wprawdzie (teoretycznie) pod uwagę możliwości zarobkowe a nie zarobki, ale uwzględnia realia typu stan zdrowia itp. Więc może zmienić sumę zasądzonych alimentów.
      2. Matka kolejnego dziecka również pozywa o alimenty. Wtedy sąd musi uwzględnić sumę na drugie dziecko i jego potrzeby.
    • dobrochna00 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 13.09.15, 13:30
      Aha, a jeśli rodzic traci pracę to zyskuje czas, który powinien poświęcić także dziecku z byłą partnerką. Dzięki temu wzrośnie "niematerialny" udział w wychowaniu.
      • lena.113 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 13.09.15, 13:59
        Niestety są matki które utrudniają kontakty z dziećmi,a alimenty coraz wyższe to wszystko czego pragną,chcą ,,na wakacje,, a nie wysłać dziecko z ojcem na wakacje,to samo weekend,święta...
        Oczywiście alimenty typu 300-500 zł nigdy nie powinny byc obniżanie bo to nawet nie minimum socjalne...
        Jednak myśle ze ieka naprzemienne jest nie na rękę matkom nie zdają sobie sprawy ze izolując dzieci od ojców konsekwencja tego często są niższe alimenty i ńizsze starania,bo cierpliwość sie kończy,przerywają walkę o dzieci kiedy kolejny raz ich nie zostają w domu,gdy przyjechali je zabrać...relacje sie psują...naprawdę b wiele zależy od matki która zostaje z dziećmi,im bardziej potrzebne wakacje weekend popołudnie z ojcem a nie pieniądze na drogi plecak,martensy czy telefon...
        O tym jakim ojcem jest mężczyzna nie świadczy wysokość alimentów,ale osobiste starania...szkoda ze nie każda matka je docenia...
        I wreszcie mamy równouprawnienie matka tez moze zarabiać na dziecko...skoro sie na nie zdecydowała...współfinansować jego potrzeby...
        Sytuacja najlepsza jest wtedy kiedy byli małżonkowie wspólnie wychowują,wspolnie finansują...wszelkie dysproporcje niestety prowadzą do zaburzeń rekacji i wzajemnych pretensji
        Tak matka jak i ojciec maja prawo do kolejnych związków,kolejnych dzieci ,posiadanie dziecka to nie wyrok dożywotni...to przyjemność przebywania z nim,kiedyś sie usamodzielni,wyjdzie z domu,nie będzie go na codzień...dajmy mu najwiecej,niekoniecznie pieniędzy...
    • attiya Re: po wątku o alimentach mam odczucie 13.09.15, 14:50
      a jak mąż straci pracę, to zrezygnujecie z tv, netu, prądu, wody, bo skoro trzeba pasa zaciskać, to rezygnujmy ze wszystkiego po równo a nie tylko dziecku nic nie damy...rezygnujesz też wtedy z zajęć dodatkowych dla swoich dzieci? Nie płacisz wtedy czynszu?
      • dobrochna00 Re: po wątku o alimentach mam odczucie 13.09.15, 15:14
        Przecież to oczywiste, że jak w rodzinie pogarsza się sytuacja finansowa to rezygnuje się z kolejnych rzeczy zaczynając od rozrywek i zachcianek i stopniowo zaciskając pasa. Logiczne, ze na początek raczej się obcina np. wyjścia do kina a nie przestaje płacić czynsz.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka