zaklopotany_ojciec
23.11.11, 13:58
Witam wszystkich.
Na początku proszę o nie wieszanie na mnie psów- po przeczytaniu wpisu liczę raczej na różne dobre rady, niż na stwierdzenia typu: ojciec do niczego itd....dziękuję
Ale od początku.
Wolę to napisać na forum, bo może tutaj znajdę jakieś porady,rady a nie krytykę i kłótnie, jak to ma miejsce z żoną
Jestem tatą prawie 5 letniego Kacperka. Mam 25 lat.Moja żona ma również 25 lat.Mam problem z ojcostwem w zasadzie od urodzenia (może trochę mnie przerosło...). Od urodzenia chciałem udowodnić mojej żonie że potrafię się zajmować dzieckiem (przeczytałem parę poradników-z perspektywy czasu wiem, że poradniki to nie wszystko)-ale jako mężczyzna chciałem podołać nowemu wyzwaniu. Wtedy z żoną często się kłóciłem-o to że dziecko nieprawidłowo noszę, o to że się z nim nieprawidłowo bawię. Mieszkamy z teściową- mama wychowała 2 dzieci... Co prawda nie była tradycyjną teściową (wałek i narzekanie na zięcia....) ale jednak była prawie cały czas w domu... zostałem zepchnięty na drugi tor (może w połowie na własne życzenie bo przy noworodku pozjadałem wszystkie rozumy).. Zająłem się zarabianiem na rodzinę....Pracowałem w McDonalds, brałem dodatkowe zmiany bo skoro słyszałem, że nie znam się na wychowaniu dziecka to chociaż sam sobiew mówiłem (ale chociaż utrzymuję rodzinę...błędne myślenie z perspektywy czasu.) Moje życie wyglądało następująco: (16-2 praca. 3-11spanie= i tak potrafioło być 25 dni w m-c. W piątki i soboty chodziłem do szkoły policealnej dla dorosłych), 11-16 załatwianie różnych spraw, czasami spacer z dzieckiem i żoną (sam nigdy się nie odważyłem-po prostu się bałem-niestety żona tego nie rozumiała....)Co jakiś czas podejmowałem próby zabawy z dzieckiem ale po jakiejkolwiek uwadze żony wycofywałem się.. I tak mijał czas aż do teraz.... jedyną rzeczą, którą udało mi się zarazić synka są pociągi oraz komunikacja miejska.. Teraz dziecko ma 5 lat a ja się przyznaję że nie mam pomysłu a czasem cierpliwości się z nim bawić... teraz pracuję jako kierowca autobusu (średnio 28dni/mc)... wstaję o 3-4 w domu jestem od godz 15-16. dziecko chodzi do przedszkola, żona nie pracuje(piszę pracę licencjacką i jeszcze korzysta z renty rodzinnej po zmarłym ojcu).. Mój obecny problem polega na tym, iż za szybko się denerwuję błachymi rzeczami, które dziecko robi..(może głupio zabrzmi ale poustawia samochody wg. swojej fantazji a ja niewidzę tego przestrzennie tylko mówię mu że musi być tak jak w pradziwym życiu: pociągi nie jeżdżą po wodzie itp.)... Jak czasami gram na komputerze a Kacper też chce mi pomóc to sięwtedy denrwuję że coś może popsuć i mówię, że nie mam dla niego czasu.....wszysko wydawało mi się naormalne aż do czasu gdy podczas ostatniego usypiania małego.(mój jeden z dwóch rytuałów który żona akceptuje i zazwyczaj nie ma zastrzeżeń: kładę dziecko spać czytając mu wcześniej bajkę- drugi to kąpanie dziecka i zabawa w wodzie....) usłyszałem od niego "NIE KOCHAM CIĘ". We mnie w dorosłym człowieku coś pękło...zrozumiałem, że nie jestem dobrym ojcem itd... Po tym wydarzeniu jescze bardziej się wycofałem z wychowania dziecka bo boję się, że znowu coś schrzanię.... dlatego też proszę forumowiczów o pomoc...jak mogę to naprawić... tylko naprawdę uprzejmie proszę o niestosowanie komentarzy: "Sam to schrzaniłeś to to napraw" lub "jesteś beznadziejnym ojcem" bo to już wiem.Oczywiście jeśli ktoś ma dodatkowe pytania odnośnie mnie i mojej rodziny, relacji z synem żeoną proszę śmiało pisać na łąmach forum lub na e-maila: zaklopotany_tata@gazeta.pl. sczerze wszystko opiszę bo naprawdę zależy mi na lepszych relacjach z synkiem niż teraz (jeżeli teraz wogóle jakieś są bo czasami sam w to wątpię)
Dodam tylko że bardzo kocham swoje dziecko (chociaż może tego nikomu nie okazuję bo mam staropolskie przekonanie że mężczyzna nie powinien płakać i okazywać uczuć.)
Liczę na waszą pomoc.
Pozdrawiam i dziękuję
Rafał, lat 25