sueellen
26.12.11, 12:54
Wigilia.
Godzina 12:00. Jestem w pracy. Telefon z Wakefield.
- Sue, ja cię proszę, czy możesz anulowac jedenascie dzisiejszych wysyłek bo mi tu ludzie z pracy uciekają? Wszyscy chca wyjść wczesniej, a dodatkowo dwóch wzięło chorobowe!
Po dłuższej dyskusji poprzesuwałam, pozmienialam termminy. Poszło! Idźcie ludzie ludzie do domów. Happy xmas James! Happy holidays!
- Edo. Linie stanęły?
- 1,2,3 stoją. 4 i 5 konczą, 6 i 7 stoją
- Sidcup?
- Wszystkie stoją, idziemy do domu. Wesołych Świąt!
W Bristolu w ogóle nie odbierają telefonow. Glasgow zamkniete.
I tak kolejne magazyny i zakłady produkcyjne. Wyszłam o 16:00 zostawiając kolegę na "warcie" na kolejna godzinę.
Wpadam do domu przed 17:00. Chałupa wysprzątana (!). Żadnych zabawek, żadnych zaginionych pod kanapą pieluch i kapci, ani wbijajacych się w stopy klocków. Choinka świeci, stół nakryty, świece rozstawione, prezent dla młodej zapakowany. I nawet kuchnia się błyszczy. I łóżko. Wow! Łóżko też posłane! Chyba mieszkania pomylilam...
- Sueellen, dzwonił Marcus z życzeniami. On, Eliot i Leo zostali w Londynie na święta. Zaprosiłem ich wigilie, ok?
- Ok. W Wigilie każdy może przyjść przecież!
- Leo będzie dopiero o 23:00 bo pracuje do dziesiątej.
- Młoda spała dzisiaj?
- Nie
Porwałam zmeczone dziecko, wsadzilam do wózka i pognałam do Tesco. Najlepsze usypianie jest w wózku. I faktycznie, zakupy przespała. Mariah i George nie obudzili jej swoim wyciem.
All I want for Xmas, is youuuuuuuuu. Ryba w koszyku.
Last xmas, I gave you my heart. Biorę do reki ostatni, smutny bochenek chleba.
Do they know it's christmas time at all? Indyk przeceniony o połowę!
So This Is Christmas... Więcej słodkiego. Christmas pudding w koszyku.
We wish you a Merry Christmas... Dzwoni szwagierka:
- Na Wigilię przyprowadzę jeszcze jedną osobę.
Stoję jak wryta. O kurde!
Przyjaciołka zadzwoniła, że jej przyjaciołka jest w Londynie sama na święta.
- Ok, niech przyjdzie! Najwyżej na wigilię podam bigos.
- Co to bigos?
- Zobaczysz
Ide do kasy. Costa jeszcze otwarta. Mam ochotę na kawę. Biorę latte na wynos. Na zewnatrz ten sam facet co zwykle sprzedaje charytatywnie tę samą gazetkę. Ubrany w czapke Mikołaja przestępuje z nogi na nogę.
- O której Pan kończy?
- Jeszcze z godzinke.
Proszę. Podaję mu kawę. Zimno jest.
- Dziekuję! Wesołych swiat!
Otulam śpiące w wózku dziecko kocykiem i biegnę do domu.
Łączę sie z rodzinką przez skypa. Wesołych świąt Tato! Wesołych swiąt Piotr! Już po kolacji?
- Babciu, jak zrobic, zeby barszczu bylo dwa razy węcej?
- No teraz to już tylko grzybowa kosteczka knorra dziecko, woda i koncentrat.
Trudno, będzie barszczu na pół łyżki.
Niespodziewanych gości miałam na Wigilii czworo. Z kolacji dla czworga + dwulatka zrobiła się kolacja dla ośmiu dorosłych i dziecko.
Znów przez Skypa, tym razem łaczymy sie z rodziną z Hiszpanii. Tam 40 (słownie czterdzieści) osób na kolacji. Podają sobie kamerę z rak do rąk. Machają, przesyłają pozdrowienia i ucałowania. Mama mojego m placze, bo wnusi jej brakuje, ale za chwilę wujek z siwą brodą dopada ją i całuje w policzek by otrzeć łzy. Siostrzenica m wyjawia mi w sekrecie:
- Wiesz, brat narzeczonego Alicji jest baaardzo przystojny i Maria twierdzi, że ładnie razem wyglądamy - terkocze na jednym wdechu niby przypadkiem kierując kamerę na obiekt swoich uczuć.
A u nas gwarno i szumno. Młoda Hiszpanka przyprowadzana przez szwagierkę od dłuższego czasu rozmawia z Eliotem. Wyraźnie są sobą zainteresowani. Może od dziś przestaną być samotni?
Święta to czas magiczny!