owianka
28.01.12, 14:07
Gdzieś miesiąc temu wieczorem była markotna, bez sił. Chowała się w ogrodzie, nie przychodziła na wołanie. Śliniła się dość mocno i miała ewidentnie gorączkę. Naszego weterynarza nie było, więc mąż zawiózł ją do innego. Lekarz rozpoznał nieżyt, dał zastrzyk, poprawiło się, następnego dnia była jak nowa. Słowa o możliwości skrętu żołądka nie powiedział, choć miała objawy (ślinienie się, tachykardia) i to było preludium do dzisiejszego.
Wczoraj wieczorem miała to samo, tylko silniej. Próbowała też wymiotować, ale nie mogła. Po tamtym epizodzie stwierdziliśmy, że pewnie znowu nieżyt jak wtedy, więc czekamy do rana, nie robimy znów alarmu po nocy. Nawet pomyślałąm, że karmę kiepską ostatnio jadła, więc kupiłam od razu na Allegro Eukanubę dla seniorów. Rano miała wzdęty brzuch, przyspieszony oddech. Natychmiast weterynarz, skierowanie do kliniki, operacja. Na razie jest OK, choć musieli usunąć śledzionę. Zostanie tam 3 dni. Może będzie dobrze.
No i jestem zła na siebie. Psice nasze obie wysterlizowane, wyszczepione, my myśleliśmy, że jesteśmy świadomi wszelkich psich zagrożeń, o różnych psich chorobach się naczytałam, a tu pies w sumie z naszej winy ledwo przeżył (jak wcześniej pisałam, mam żal do tego pierwszego lekarza, ale głównie winię siebie). Teraz już wiem wszystko o skręcie żołądka i wiem, że powinniśmy byli wieczorem na sygnale jechać do tej kliniki. Tamta wizyta sprzed miesiąca uśpiła naszą czujność, niestety. Jak mogłam być tak głupia.
No więc przestrzegam, żebyście błędu naszego nie powtórzyły… Jeśli macie duże psy, objawy skrętu wkuć na pamięć. Liczy się czas, moja suka przeżyła noc chyba cudem.