Poltora miesiaca temu zmarla moja tesciowa. Maz nie polecial na pogrzeb z dwoch powodow:
- miesiac wczesniej mial zdiagnozowana cukrzyce, cukier ustabilizowal mu sie ladnie ale w dalszym ciagu mial mrowienie i dretwienie konczyn i w sumie balam sie o jego stan w podrozy bo z Australii to 30-godzinna podroz a w samolocie z ruchem kiepsko
- brat meza nalegal na szybki pochowek. Zmarla w piatek a juz w poniedzialek chcial pogrzeb, dolecialby ale ledwo ledwo
Uznalismy ze poniewaz i tak w lipcu wybieramy sie razem do Polski to bezpieczniej bedzie dla meza poleciec wtedy, po ostrej kuracji odchudzajacej (w momencie smierci tesciowej schudl od diagnozy 7kg, dzis juz 12kg, zostalo mu jeszcze 16kg do celu), caly czas jest pod opieka lekarza, pielegniarki i dietetyka wiec idzie ladnie. W lipcu musimy leciec i tak ze wzgledu na wiele spraw. I tu zblizam sie do sedna sprawy. Otoz maz uznal ze pieniadze ktore wydalby na te podroz na pogrzeb przeznaczy na pomnik dla rodzicow. Jego tata zmarl ponad 20 lat temu i tam caly czas jest tylko plyta i obok to miejsce dla tesciowej bylo. Zawiadomil oboje rodzenstwa o swoich zamierzeniach, powiedzieli ok. Zdazylismy zlecic znajomemu kamieniarzowi wymierzenie grobu, chlopak pojechal 80-pare km.
Dzis sms od siostry meza zebym mu wytlumaczyla ze marmur bez sensu, nie sa bogata rodzina i jak to bedzie wygladalo ze brat lezacy obok ma lastryko a rodzice marmur, ze wogole nie chca nas tym obciazac i zlecili juz dla rodzicow pomnik z lastryko "bo taka byla ostatnia wola mamy" a teraz sie przysnila bratu i sie upominala o to. Pomnik ma byc gotowy w maju.
Maz sie oczywiscie wsciekl, dzwonil do obojga, brat mu powiedzial ze robi "sztuczne problemy" i odlozyl sluchawke, a siostra ze musi sie sluchac tamtego brata bo on jest najstarszy (rece opadaja na taka argumentacje, mowa o ludziach w wieku 44, 48 i 51 lat, moj maz najmlodszy).
Strasznie mi zal meza bo szczerze chcial to zrobic dla swoich rodzicow, sam rysowal jak ten pomnik ma wygladac, duzo o tym mowil, byl spokojniejszy w tej decyzji nie pojechania na pogrzeb.
Wyglada na to ze dogadac sie w tej sprawie juz nie dogadaja, zal mi go. Czuje sie lekcewazony przez rodzenstwo no a argumentacja o ostatniej woli mamy jakos do nas nie trafia bo raczej trudno sobie wyobrazic ze konajaca szepcze ostatnim tchem "pamietajcie ze pomnik mam miec z lastryko". Mysle ze raczej brat chce pokazac ze on w tej sprawie rzadzi, pare lat temu w waznej sprawie to moj maz sie postawil (i dzieki temu prawdopodobnie podarowal mamie pare lat zycia co pozniej przyznala siostra), teraz czas na odwet