Dodaj do ulubionych

Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów

01.04.12, 22:31
Nawiązując do wątku o zgwałconej dziewczynce, a dokładniej do wypowiedzi iceland, i od razu wynikającej z tego krytyki ze strony kilku forumek.
Dlaczego piszecie dziewczynie, że się minęła z powołaniem? Pomijając to, że chyba ona wie lepiej, naprawdę uważacie, że trzeba być przyjacielem pacjenta? Nie muszę zawsze z uśmiechem wszystkich przyjmować, czy na wszystko się zgadzać. Nie, nie jestem chamska, ale nie muszę też być otwarta na każdego. Nastawienie nastawieniem, ale przede wszystkim liczy się profesjonalizm, chęć rozwoju, jak najlepsze wykonywanie swojego poletka - bo można być miłym, ale zarazem takim, do którego lepiej nie chodzić.
I nie, nie jest to związane z tym, że się nie lubi ludzi - do pacjentów, mimo wszystko, trzeba mieć szczególną cierpliwość. Bo ludzie są różnie. Nieważne, w jakim wieku. Jednemu coś nie odpowiada, drugi chce wiedzieć lepiej. Nie wspominając, jakie odzywki czasami pacjenci rzucają.
Można prawdę stracić cierpliwość. I obojętnie, czy się jest stomatologiem, nefrologiem, neurologiem czy dermatologiem. Zawsze można trafić na delikwentów.
Lekarz też człowiek.
Obserwuj wątek
    • my-alena Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 01.04.12, 22:53
      Hm, nie wiem co napisała iceland w poprzednim wątku, ale ..., żeby lekarz zdobył zaufanie pacjenta powinien być miły, uśmiechnięty, cierpliwy, udzielać odpowiedzi na pytania itd. nawet jeżeli pacjent bywa upierdliwy. Jeżeli zdarzyło mi się trafić na antypatycznego lekarza (np. nie uśmiechniętego, nie sprawiającego wrażenia, że chce nawiązać DIALOG z pacjentem), to nogi moje mnie tam nigdy więcej nie poniosły.
      Iceland zdaje się chce wyjechać za granicę, więc tam lepiej się uśmiechać bo niestety poczekalnie niemiłych lekarzy świecą pustkami, tych miłych , wręcz przeciwnie. Dobry lekarz umie zdobyć zaufanie pacjenta, umie z nim rozmawiać, nie tylko mówić ale i słuchać, ma szacunek do pacjenta i traktuje pacjenta jak klienta a nie petenta.

      UWAGA, pomijam chamskich pacjentów, piszę o zwyczajnych, którzy mają prawo zadawać pytania, którzy coś gdzieś wyczytali i mają prawo do opinii swojego lekarza, mają również prawo dopytywać i WĄTPIĆ i powinni otrzymywać odpowiedzi i być otoczeni taką opieką, żeby wątpliwości nie mieli.
      • memphis90 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 01.04.12, 23:47
        > Hm, nie wiem co napisała iceland w poprzednim wątku, ale ..., żeby lekarz zdoby
        > ł zaufanie pacjenta powinien być miły, uśmiechnięty
        Ale czy zawsze...? Czy lekarz przekazujący Ci np. informację o śmiertelnej chorobie dziecka powinien być akurat miły i uśmiechnięty? Bo ja bym pomyślała, że mam do czynienia z jakimś psychopatą.
        • my-alena Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 09:34
          memphis90 napisała:

          > > Hm, nie wiem co napisała iceland w poprzednim wątku, ale ..., żeby lekarz
          > zdoby
          > > ł zaufanie pacjenta powinien być miły, uśmiechnięty
          > Ale czy zawsze...? Czy lekarz przekazujący Ci np. informację o śmiertelnej chor
          > obie dziecka powinien być akurat miły i uśmiechnięty? Bo ja bym pomyślała, że m
          > am do czynienia z jakimś psychopatą.

          Nie no jasne że nie smile w takiej sytuacji powinien być empatyczny, chodzi o to, że lekarz powinien budzić zaufanie , a nie być gburowaty i wszystkowiedzący a pacjent i tak się na niczym nie zna, więc lepiej niech się nie odzywa.
          Ja miałam trochę problemów zdrowotnych w trakcie których przeszłam w gabinetach lekarskich różne stany emocjonalne w tym złość, rozpacz, bezsilność , a co mnie postawiło na nogi to właśnie lekarze, którzy nie traktowali mnie wtedy jak zbędnego mebla w gabinecie, tylko w zależności od potrzeb tłumaczyli, wyjaśniali, podnosili na duchu czy wzywali psychologa.
    • borys314 Re: 01.04.12, 22:56
      Zaznaczę od razu, że tamtego wątku nie czytałem, nie wiem, czy to istotne dla sprawy.

      Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości - lekarz to nie sprzedawca w sklepie, nie musi się do wszystkich uśmiechać, liczy się profesjonalizm.

      Ale przytoczę pytanie-wytrych, które często powraca, ale ma w sobie sporo prawdy - jak to się dzieje, że lekarze w placówkach prywatnych potrafią być życzliwi i otwarci, a w publicznychjuż niekoniecznie? Zawsze sądziłem, że to stereotyp, ale korzystam zazwyczaj z prywatnej służby zdrowia. Tymczasem w zeszłym tygodniu wylądowałem z synem na ostrym dyżurze laryngologicznym w publicznym szpitalu (prywatna przychodnia, do której zazwyczaj chodzimy, nie mogła go przyjąć). Już pominę to, że czekaliśmy 5 godzin, bo wiem, że to wliczone w koszta ostrego dyżuru, ale dlaczego lekarz, kiedy wreszcie udało nam się go zobaczyć, był tak obcesowy i niedelikatny? Ostre zapalenie ucha boli jak cholera, przecież o tym wie. Dlaczego krzyknął na mojego syna, kiedy musiał powtarzać pytania? (Przecież jasne, że kiedy ma chore uszy, to dobrze nie słyszy). Dlaczego syn został dodatkowo przebadany przez studenta, zanim zdołałem zaprotestować? (Badanie bolesne) Trudno mi zarzucić lekarzowi nieprofesjonalizm - leki, które zapisał, zadziałały itd. - ale nie mogę się nadziwić, że można płaczące z bólu dziecko tak potraktować. Gdyby nie moje interwencje, to nie wiem, jakby to wyglądało. To był naprawdę horror i mocne zderzenie z polską rzeczywistością. Przepraszam, że tak szczegółowo piszę, ale to wydarzenia z zeszłego tygodnia i jeszcze mi się ciśnienie podnosi, kiedy o tym pomyślę.

      Piszesz: "lekarz też człowiek". Tak, ale niech się jak człowiek zachowuje.
      • iceland.3 Re: 01.04.12, 23:02
        Tylko powiedz jak ma się student/stazysta nauczyć? Musi uczyć się również w praktyce, nie tylko w teorii nawet tego bolesnego badania u dziecka musi sie nauczyć. Przeciez on lada moment bedzie lekarzem i ma wtedy rozlozyc rece kiedy przyjdziesz z synem, bo żaden pacjent nie zgodził na badanie kiedy ten był studentem?

        • borys314 Re: 01.04.12, 23:12
          Nikt nie chce, żeby to akurat na jego dziecku ta nauka była, nie jestem wyjątkiem. Ale rozumiem, że skoro na nas wypadło itd. Bardziej wpieniło mnie, że nikt syna ani mnie nie zapytał o zgodę! A przecież jest taki obowiązek!
        • franczii Re: 02.04.12, 00:02
          Przeciez on lada moment bedzie lekarzem i ma wtedy rozlozyc rece kiedy prz
          > yjdziesz z synem, bo żaden pacjent nie zgodził na badanie kiedy ten był student
          > em?

          A dal szanse zeby pacjent wyrazil zgode?suspicious
        • franczii Re: 02.04.12, 00:10
          Poza tym badanie ucha moze przeciez przeprowadzic na innym pacjencie a nie koniecznie takim, ktory ma wyjatkowo bolesne zapalenie. Lekarz prowadzacy tez widzi ze dziecku badanie sprawia bol wiec powtorke w wykonaniu stazysty moglby darowac. A po takim Borysie do gabinetu weszlabym np. ja z moim synem, ktorego badanie ucha nie boli nawet jak ma silne zapalenie. I bezstresowo by mogl mu te uszy zbadac tez stazysta. Oczywiscie po wczesniejszym zapytaniu o zgode.
          • borys314 OT 02.04.12, 00:13
            Przy zapaleniu ucha badanie naprawdę może nie boleć?? Tzn. Twój syn naprawdę tak ma?
            • franczii Re: OT 02.04.12, 00:18
              Moj starszy syn nigdy sie na bol przy zapaleniu ucha nie skarzyl. O tym ze jest zapalenie to sie dowiadywalam dopiero jak lekarz zajrzal. Nigdy zadne krople ani leki przeciwbolowe nie byly mu potrzebne.
              • borys314 Re: OT 02.04.12, 00:26
                To dla mnie duże zaskoczenie, bo u mojego syna zapalenie ucha jest zawsze bardzo bolesne. Widziałem, że na ostrym dyżurze kilka osób (dorosłych) z chorobami uszu też płakało, więc wydawało mi się, że to tak zawsze. To skąd Twój syn wiedział, że coś się dzieje, skoro nie było bólu?
                • lolinka2 Re: OT 02.04.12, 05:18
                  OT - gdy ja mam zapalenie ucha, wie o tym pół Warszawy, bo boli jak jasny gwint...
                  gdy moja córka ma zapalenie ucha (od jej niemowlęcego wieku) nie wie o tym NIKT. Dwa razy się dowiedzieliśmy od lekarza przy okazji badania laryngologicznego zleconego z okazji... zapalenia oskrzeli ("a to niech i laryngolog ją zobaczy...), a trzeci raz z okazji jej przyjścia z informacją "ojej, mamo, coś mi z ucha pociekło...". I za każdym razem pytana, czy boli, twierdzi, że nie i ależ skąd, no może ociupinkę coś tam przeszkadza, ale żeby zaraz "boli"...?
                • franczii Re: OT 02.04.12, 07:52
                  A myslisz ze dla mnie nie bylo zaskoczeniem? Wszyscy mnie zawsze straszyli zapaleniem ucha u dzieci, jakie to bolesne. Pediatra za kazdym razem krople dawala i kazala w razie bolu a one nigdy opotrzebne nie byly.

                  To skąd Twój syn wiedz
                  > iał, że coś się dzieje, skoro nie było bólu?
                  Ma 40stopni goraczki? I inne objawy.
                  A to nie jest tak, ze nic kompletnie nie czuje. Z pewnoscia czuje roznice miedzy stanem zapalnym a normalnym. Tylko dopoki byl malym dzieckiem nie potrafil jej sygnalizowac bo mu to zbytnio nie przeszkadzalo (podobnie zreszta bylo z gardlem, nigdy bolu nie sygnalizowal a lekarz po obejrzeniu stwierdzal bardzo brzydkie zapalenie) W tej chwili, wkrotce 6 lat skonczy, nabiera swiadomosci ciala i zaczyna sygnalizowac kiedy cos sie dzieje. Ciekawe jest to, ze ostatnio jak tylko poczul cos w uchu to ja pognalam do pediatry a okazalo sie ze przyszlam ze zwyklym przeziebieniembig_grin
                  • borys314 Re: OT 02.04.12, 23:19
                    A to coś nowego. Ale sam nie wiem, co gorsze - ból czy brak bólu - bo nieleczone zapalenie ucha się zaostrza.

                    > i zaczyna sygnalizowac kiedy cos sie dzieje. Ciekawe jest to, ze ostatnio jak t
                    > ylko poczul cos w uchu to ja pognalam do pediatry a okazalo sie ze przyszlam ze
                    > zwyklym przeziebieniembig_grin

                    smile Ja też w kwestii uszu jestem teraz przewrażliwiony, ale myślę, że mamy prawo - powracające, nieleczone infekcje mogą wywołać niedosłuch, więc lepiej dmuchać na zimne...
                • ania_dentystka Re: OT 02.04.12, 07:57
                  A ja to widzę tak:
                  Obie strony nie są bez "winy". Pacjenci potrafią też być "mili". Czy tak trudno przed wizytą u stomatologa umyć zęby. Nie kosztuje prawie nic prócz odrobiny pasty i zużycia szczoteczki. Dentysta ma również zmysł powonienia. Brudne zęby z resztkami jedzenia to zwyczajnie brak szacunku dla leczącego. To samo dotyczy innych specjalistów- ginekologów, internistów ( spocony i brudny pacjent nie jest wyjątkiem, przy czym nie dotyczy to ludzi ciężko chorych).
                  Wielu lekarzy z drugiej strony nie wykazuje cierpliwości, empatii i dobrego wychowania.
                  Byle szybko, byle z głowy.
                  Oczywiście dotyczy to części i pacjentów i lekarzy. Broń Boże nie wszystkich.
                  A uczyć się trzeba. Trzeba badać i dorosłych i dzieci na etapie studiów, bo z książki albo stojąc z boku nigdy się człowiek nie nauczy.
                  I kiedyś trzeba coś zrobić pierwszy raz- i ekstrakcję zęba i badanie ucha i operację wyrostka i start samolotu i lądowanie, i przejechanie bez instruktora ulicą, i naprawę windy. Takie życie.
                  • franczii Re: OT 02.04.12, 08:19
                    A to tak trudno zapytac o zgode? Zreszta uczyc sie jak najbardziej trzeba ale mozna to zrobic niekoniecznie zadajac dodatkowy i niepotrzebny bol dziecku.
                    • ania_dentystka Re: OT 02.04.12, 10:12
                      Jestem przeciwna zadawaniu komukolwiek jakiegokolwiek bólu. Dorosłemu, dziecku, młodemu, starszemu- człowiekowi, zwierzęciu - k-o-m-u-k-o-l-w-i-e-k.
                      Zapytać można, ale wtedy zdecydowana większość powie zdecydowanie NIE!!!!!!!!!!!!!!!!
                      A ból - czasem, gdy robi się coś po raz pierwszy robi się niezdarnie, niedelikatnie, po prostu tak, że boli.
                      Medycyny nie sposób nauczyć się wyłacznie z książki.
                      • franczii Re: OT 02.04.12, 11:10
                        > Zapytać można,

                        Zapytac TRZEBA. To obowiazek lekarza. Widac nigdy nie probowalas wiec nic dziwnego, ze ludzie reaguja negatywnie.
                        A co do bolu to nie chodzi o to ze cos sie robi niezdarnie, tylko o to, ze skoro badanie jest bolesne nawet w wykonaniu wprawnego lekarza u jednego pacjenta to mozna chyba oszczedzic powtorki w wykonaniu stazysty. Poczeka na nastepnego pacjenta. Czy ja pisze ze sie ma uczyc tylko z ksiazki?
                        • ania_dentystka Re: OT 02.04.12, 16:28
                          Nie próbowałam, bo nie miałam takiej potrzeby.
                          Znając nastawienie mam zwłaszcza, gdy mają chore dziecko student nie miałby szansy zbadać żadnego.
                          • franczii Re: OT 02.04.12, 16:57
                            Byl okres, kiedy moje dzieci negatywnie reagowaly na lekarza, nie rozumialy dlaczego je obcy dotykaja, otwieraja buzie, zagladaja do srodka, klada na lezance. Darly sie przy tym w nieboglosy nawet jesli nie bolalo i wtedy rzeczywiscie zgody bym na dodatkowe badanie nie wyrazila. Mysle, ze rozumny czlowiek a zwlaszcza lekarz pracujacy z dziecmi badz uczacy sie pracy z dziecmi nie mialby problemu ze zrozumieniem ze odmowa w takim wypadku to nie jest przewrazliwienie, ba nie sadze zeby ktorykolwiek ze znanych mi pediatrow w takiej sytuacji proponowal dodatkowe badanie przez stazyste. Odkad moje dzieci sie zrobily bardziej kontaktowe nie mialabym absolutnie zadnych zastrzezen zeby je zbadal stazysta, zwlaszcza jesli potrafilby w sympatyczny sposob sie do nich odniesc, zagadac i ogolnie traktowac nas jak ludzi a nie mieso i obiekt badawczy.
                      • hankam Re: OT 02.04.12, 19:25
                        > Zapytać można, ale wtedy zdecydowana większość powie zdecydowanie NIE!!!!!!!!!!
                        > !!!!!!


                        Niekoniecznie, ja jestem mało wrażliwa na ból i mając świadomość, że lekarze też muszą się uczyć zawsze bez oporu się zgadzam. Uczono się na mnie zdejmować szwy (chlopak z dziewczyną się umawiali - ten ty, a ten ja, bo były tylko dwa), szyć i zakładać wenflon.
                        Z biegiem czasu próg bólu mi się obniżył i teraz już bym taka wyrywna nie była.
                      • mgla_jedwabna Re: OT 03.04.12, 12:37
                        Zapytać można, ale wtedy zdecydowana większość powie zdecydowanie NIE!!!!!!!!!!

                        Jesteś pewna? Większość ludzi nie lubi być zaskakiwana albo stawiana wobec faktu dokonanego, ale gdyby dać im możliwość przygotowania się psychicznego do faktu, że obejrzy ich stażysta, na pewno zgadzałoby się wielu.

                        W tym celu należałoby:

                        a) poinformować pacjenta, że stażysta "nie jest zielony", tzn., że został do ćwiczeń praktycznych odpowiednio przygotowany, pozdawał egzaminy itd., że badanie będzie odbywać się pod kierunkiem doświadczonego lekarza, który bierze na siebie odpowuiedzialność za jego przebieg itd. Niby oczywiste rzeczy, ale pacjent, któremu się tak mówi, ma możliwość podejść do sprawy racjonalnie i uspokoić wyobraźnię podsuwającą czarne wizje. Przynajmniej ma możliwość zastanowić się nad całą sprawą chwilę dłużej niż przy krótkim pytaniu "czy wyraża pan/i zgodę... tak/nie"!

                        b) gdyby zgadzało się więcej osób, powodowałoby to (poprawcie mnie, jeśli ktoś zna lepiej system) mniejszą liczbę stażystów na jednego pacjenta/ lekarza prowadzącego. Chyba łatwiej jest się zgodzić na obecność jednej dodatkowej osoby przy badaniu/zabiegu, niż sześciu? Poza tym daje to dodatkową pewność, że lekarz nadzorujący jednego stażystę zamiast wielu dopilnuje, żeby wszystko było w porządku.
    • jamesonwhiskey Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 01.04.12, 23:16
      >najlepsze wykonywanie swojego poletka - bo można być miłym, ale zarazem takim, do >którego lepiej nie chodzić.

      moze , ostatnio mi sie trafila lekarka ktora na moje pytania cos tam burczala pod nosem
      slyszalem ze uwaza sie za wielkiego profesionaliste i moze to przez to z plebsem rozmawiac nie bedzie ale bylem zniesmaczony przebiegiem tej wizyty i za jej profesionalne uslugi podziekuje
    • nangaparbat3 Hola hola! 01.04.12, 23:18
      A cóż to za lekarz profesjonalista, który nie potrafi odpowiednio zachować się w kontakcie z pacjentem?
      Pisze Borys, że laryngolog krzyknał na jego synka, który nie dosłyszał/nie zrozumiał pytania - i że lekarzowi temu nie może zarzucic nieporfesjonalizmu. Otóż może.
      Że w Polsce (jak w innych krajach nie wiem) umiejętności interpersonalnych nie zalicza się do podstawowych kompetencji zawodowych lekarza, to jedna z naszych hańb domowych. W dodatku jak najbardziej mających przełożenie finansowe - lekarz nieżyczliwie traktujący chorego, powodujący u chorego dodatkowy stres, nie tylko opóźnia proces zdrowienia, ale wręcz może choremu zaszkodzić.
      Proste jak konstrukcja cepa i dziwię się, że mozna miec wątpliwości.
      • katus118 Re: Hola hola! 01.04.12, 23:24
        Nie mówię o typowym chamstwie, braku uśmiechu - ale jak zareagować na pacjenta (a i tacy prywatnie również się trafiają), który asystentki dentystyczne/pielęgniarki wyzywa od ku.rew, i na każdą inną diagnozę, niż przewidywał, rzuca obelgami na prawo i lewo, lub nadal ,,wie swoje''?
        • my-alena Re: Hola hola! 01.04.12, 23:27
          katus118 napisała:

          > Nie mówię o typowym chamstwie, braku uśmiechu - ale jak zareagować na pacjenta
          > (a i tacy prywatnie również się trafiają), który asystentki dentystyczne/pielęg
          > niarki wyzywa od ku.rew,


          Wezwać policję.
        • nangaparbat3 Re: Hola hola! 01.04.12, 23:34
          Wiesz - ja jestem raczej spokojna kobieta, ale ostatnią wizyte w rejonowej kiedys przychodni zakończyłam takim trzaśnieciem drzwiami, że tynk się posypał.
          Pani doktor, która mogłaby być moją córką, zaczęła mnie strofować w sposób, w jaki uznałabym za niedopuszczalny w wykonaniu nauczyciela wobec ucznia - o czym zresztą ją poinformowałam jeszcze spokojnie, ale - na widok jej słodko-tępej i zadowolonej z siebie miny pozbawionej cienia refleksji - nie zdzierzyłam i drzwiami trzasnęłam najsilniej jak mogłam.
          Zapewne opowiadała potem na jaką furiatke trafiła.
          • ania_dentystka Re: Hola hola! 02.04.12, 10:34
            Jak w każdym zawodzie są ludzie bardziej i mniej kulturalni.
            Rok po porodzie zaczęłam chodzić do klubu sportowego nie żeby stracić dodatkowe kilogramy, ale żeby wymodelować figurę, być sprawniejszą itd.
            Instruktorka, widząc, że jestem nieco starsza od młodych dziewczyn ( studentki), po porodzie i mniej sprawna ( co nie znaczy, że ofermowata) zaczęła się zachowywać w sposób upokarzający. Przy czym karnet na siłownię nalezał do tych droższych. Zwróciłam uwagę szefowi(?) czy menadżerowi po którym równo to spłynęło. Uagi były głosne, publiczne, a wyraz twarzy bezczelno-tępy.
            Tacy ludzie też są.
      • borys314 Re: Hola hola! 01.04.12, 23:27
        > A cóż to za lekarz profesjonalista, który nie potrafi odpowiednio zachować się
        > w kontakcie z pacjentem?
        > Pisze Borys, że laryngolog krzyknał na jego synka, który nie dosłyszał/nie zroz
        > umiał pytania - i że lekarzowi temu nie może zarzucic nieporfesjonalizmu. Otóż
        > może.

        Masz absolutną rację. Nieprecyzyjnie się wyraziłem - profesjonalizm utożsamiłem ze słuszną diagnozą i dobrze poprowadzonym leczeniem, bo w moim odczuciu taki znak równości postawiła autorka.
        • toxicity1 Re: Hola hola! 01.04.12, 23:52
          Zmarły wczoraj nestor polskich lekarzy, prof. Kornel Gibiński twierdził, że dobry lekarz to taki, z którego zadowoleni są pacjenci.
    • rosapulchra-0 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 01.04.12, 23:59
      21 razy w szpitalu, 18 razy w polskim, 3 razy w angielskim. Mogłabym książkę napisać o poniżaniu i szczuciu polskich doktorów,pielęgniarek i salowych, jak i również o tym, że wszyscy oni wprost mówili o łapówkach za leczenie - w Polsce oczywiście. W UK, gdy przyszłam z bukietem kwiatów w podzięce.. to z nimi wyszłam. I nie, nie dlatego, że to za mało, ale dlatego tu nie ma takiego zwyczaju dziękowania. Sztab ludzi ciężko pracował nad moim schorowanym ciałem, żeby mi pomóc dożyć kolejny dzień. Przychodzili codziennie, mówili, co zamierzają, co sprawdzają, czego potrzebują. W Polsce, po bardzo inwazyjnej operacji żołądka, miałam zator płucny (8 na 10 przypadków kończy się śmiercią). Pierwszej nocy po operacji płakałam do pielęgniarki, że boli mnie głowa i nie chcę już tych kroplówek. Pielęgniarka się na mnie obraziła i powiedziała, że w takim razie nie robi wkłucia. Kilka godzin później schodziłam. I tylko przytomność jednego z chirurgów i obelżywe słowa do personelu spowodowały, że zaczęli mnie ratować.
      Gdy w angielskim szpitalu, po operacji, zaczęłam rzygać krwią, to na nogi postawiono cały oddział. I nikt nawet nie pisnął, że to moja wina, ani nikt się na mnie nie obraził. Dla wszystkich najważniejsze było to, abym przeżyła i żyła dalej. I przeżyłam. Myślę, że w Polsce by mi się ta sztuka nie udała.
    • angazetka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 00:16
      Dwa lata temu leżałam w szpitalu. Czort z tym, że postawiono mi diagnozę od czapy zupełnie (dwa razy w ciągu tygodnia, jedna dziwniejsza od drugiej). Czort z tym, że lekarze zaczęli mnie traktować jak człowieka dopiero wtedy, gdy "przypadkiem" wspomniałam, że jestem doktorantką.
      Ale nigdy nie zapomnę, w jaki sposób dziewczyna z łózka obok dowiedziała się, że ma stwardnienie rozsiane. Otóż w czasie obchodu profesor zaczął mówić - nie do niej, do zgromadzonego personelu - "Pacjentka ma wynik taki a taki, objaw śmaki i owaki, diagnoza: SM". I wyszedł.
      Czegoś bardziej bezdusznego nie widziałam.
      • slonko1335 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 09:02
        Otóż w czasie obchodu profesor zaczął mówić - nie d
        > o niej, do zgromadzonego personelu - "Pacjentka ma wynik taki a taki, objaw śma
        > ki i owaki, diagnoza: SM". I wyszedł.
        > Czegoś bardziej bezdusznego nie widziałam.
        o rany byłam świadkiem podobnej sytuacji. Pacjentka odebrała z sekretariatu wynik badania histopatologicznego guza mózgu i przyszła z nim do lekarza neurochirurga, ten na korytarzu, rzucił okiem i stwierdził beznamiętnie: " o jak najszybciej na Strzałkowską(szpital onkologiczny w moim mieście), najbardziej złośliwy się pani trafił i poszedł.
        • sanciasancia Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 17:30
          Ja coś takiego przeżyłam -
    • wespuczi Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 06:11
      trzeba doswiadczyc leczenia w polsce i doswiadczyc leczenia za granica - w cywilizowanym kraju oczywiscie.
      czasami mam wrazenie ze polscy lekarze rownaja w dol, chca udowodnic ze maja prawo byc opryskliwi.
      poza tym stwierdzam ze wielu ma tendencje sadystyczne, a pielegniarek conajmniej polowa - tu mi sie zawsze przypomina eksperyment stamfordzki.
      • nangaparbat3 lekarz-sadysta 02.04.12, 08:39
        wespuczi napisała:

        >
        > poza tym stwierdzam ze wielu ma tendencje sadystyczne, a pielegniarek conajmnie
        > j polowa - tu mi sie zawsze przypomina eksperyment stamfordzki.
        No popatrz, rozważałam własną ewentualną nadwrażliwość, ale widzę, że nie tylko ja się z tym zetknęłam: satysfakcja z dowalenia pacjentowi. Ginekolog, który wmawiał mi bezpłodność (bezpodstawnie i z ewidentną satysfakcją), ortopeda, który doprowadził mnie do histerii sposobem, w jaki zalecił coś, czego jak najbardziej używam z pożytkiem i zadowoleniem (ale zaczęłam używać dopiero po roku od rozmowy z tamtym i leczeniu u innego, zwyczajnie życzliwego i uprzejmego lekarza), położna, która na uwagę koleżanki, że chyba coś ze mną nie tak (płakałam z bólu), wzruszyła ramionami i powiedziała głosno "przesadza" (córke uratowało przyjście znajomego lekarza i natychmiastowa cesarka), ginekolog do którego trafiły koleżanka z pracy ("odstawić antykoncepcję, przy pani zawodzie nie może pani być niezrównoważona") i znajoma nastolatka ("masz 17 lat i jesteś w ciąży, to idź kup sobie sznur; jeśli jednak dostaniesz okres, to przyjdź założe ci wkładkę, tylko nic nie mow rodzicom").
        Jakoś okropnie mnie to rusza, w przypadku lekarzy bardziej niż jakimkolwiek innym, bo to jakieś straszne oszustwo jest, przychodzisz do kogoś, kto ma ci pomóc, i obrywasz.
        • wespuczi Re: lekarz-sadysta 02.04.12, 19:15
          absolutnie - poza tym ci lekarze tonie idioci, sa w stanie pojac jakie sa kosekwencje takiego zachowania dla innych. niektorzy po prostu tak maja ze musza wykazac swoja wyzszosc - szkoda tylko ze jest na to ogolne przyzwolenie.
      • sanciasancia Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 09:17
        > poza tym stwierdzam ze wielu ma tendencje sadystyczne, a pielegniarek conajmnie
        > j polowa - tu mi sie zawsze przypomina eksperyment stamfordzki.
        O, dokładnie. Z okazji perturbacji ciążowo/dzieciowych miałam kontakt z dwoma szpitalami. W jednym banda buców i sadystów, w drugim normalnie i sympatycznie. Widać, w jednym dyrektor nie zachowywał się jak Zimbardo.
    • asia_i_p Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 07:43
      Nie trzeba być przyjacielem pacjenta, ale trzeba go traktować z szacunkiem i niebycie absolutnym chamidłem nie starcza.
      Przykład z doświadczeń mojej teściowej - ma konsultację ze swoim onkologiem, pyta, czy po wycięciu węzłów chłonnych może używać dezodorantu. "Może pani. Pod jedną pachą". Mama pyta "A pod drugą?", "A po co?". Mama powtórzyła kompletnie bez urazy, a we mnie, prawdę mówiąc, się zagotowało. Bo niby z humorem, i tak dalej, ale to było wyraźne podkpiwanie z niemądrej baby, co to nie wie - nie dzierżę, jak ktoś ze mną tak rozmawia. Mojej ciotce lekarce odpowiedź "Można, ale bezalkoholowego, bo skóra po naświetlaniu jest wrażliwa" zajęło tyle samo, co powyższy dialog.

      Wkurza mnie strasznie sączenie informacji, takie niby odpowiedzi na pytania bez gruntownego wyjaśnienia problemu - mama pyta, czy może jechać do Warszawy, doktor na to, że tak, bo to ten sam klimat - i nie wiadomo, czy to na poważnie, nie udzieli żadnego sensownego objaśnienia - mama się boi wytknąć nosa poza Wrocław, jeździ tylko do tej Warszawy, bo na nią konkretnie ma pozwolenie.
      I niby styl pana doktora jest OK - nie ma obowiązku być przyjacielem - ale według mnie pogarsza naszej mamie jakość życia.
      • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 08:00
        To dotyczy obu stron. Czy tak trudno w ramach szacunku umyć zęby przed wizytą u dentysty? Albo dla własnego bezpieczeństwa powiedzieć stomatologowi na się choruje i jakie bierze leki?
        • fogito Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 08:17
          Ja dziecko leczę w Polsce w prywatnej przychodni i jest dobrze a nawet lepiej niż dobrze. Czasem korzystam z opcji państwowej i jest źle albo bardzo źle - chamstwo i buractwo podczas badań sportowych mnie załamało. Leczę też dziecko w Stanach i jest rewelacyjnie - pełen profesjonalizm i kultura - nikt sobie na chamstwo nie pozwoli.
          Do wielu polskich lekarzy jeszcze nie dotarło, że pacjent to człowiek i trzeba go traktować z szacunkiem.
          A co do zębów - jak nie umyje to można odesłać do domu albo popsikać jednym z tych zabijających wszystko psikaczy - znajomy dentysta tak robi.
          I oczywiście uważam, że przed wizytą u lekarza należy się umyć i do gabinetu wejść z kulturalnym "dzień dobry".
          • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 10:15
            Jest różnie. Znam amerykańską służbę zdrowia. Jesli masz dobre ubezpieczenie jesy wspaniale, jeśli gorsze - tragicznie.
            W Polsce jest podobnie - w lecznicach prywatnych pieniądz powoduje usmiech i cierpliwość, a zmęczony lekarz publi8cznej służby zdrowia warczy.
            Oczywiście, że stomatolog ma narzędzia, aby walczyć z brudasami, ale nie zmienia to faktu, że siadający na fotelu brudas wystawia sobie określoną opinię. Bez względu na to co zrobi potem lekarz, żeby nie paść.
            • nangaparbat3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 10:31
              ania_dentystka napisała:

              > Oczywiście, że stomatolog ma narzędzia, aby walczyć z brudasami, ale nie zmieni
              > a to faktu, że siadający na fotelu brudas wystawia sobie określoną opinię. Bez
              > względu na to co zrobi potem lekarz, żeby nie paść.
              Lekarz ma na twarzy maseczkę.
              Lekarz wie, że przykry zapach z ust jest objawem różnych chorób i może nie mieć nic wspólnego z myciem zębów.
              Lekarz, mając bardzo bliski kontakt z ciałem pacjenta, musi umieć zawiesić różne "ludzkie" odruchy, takie jak obrzydzenie też.
              Profesor mego ojca mawiał, że lekarz ma bez problemu wsadzić pacjentowi palec w d.

              Owszem, też uważam, że przed wizytą u dentysty nalezy umyć zęby. Ale pisanie na forach przez stomatologa o pacjentach-brudasach uważam za przegięcie.
              • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 16:34
                Oczywiście, że w zawód wkalkulowane jest obcowanie ze wszystkimi mało fajnymi wydalinami i wydzielinami oraz zapachami człowieka. Ale jest róznica czyi brzydki zapach jest efektem choroby czy niechlujstwa a więc lekceważenia lekarza.
                Zapewniam, że najczęściej zawieszamy- jak to określiłaś- uczucia obrzydzenia, ale oprócz tego, że jesteśmy lekarzami jestesmy też ludźmi. Normalnymi ludźmi.
                Takim samym przegięciem jest pisanie, że lekarze to chamy jak i że wszyscy pacjenci to brudasy. Nie wszyscy, ale obie strony obowiązuje elementarna kultura - w tym mycie zębów- nie tylko przed wizytą u stomatologa, ale także fryzjera, kosmetyczki i co zapewne niektórych przerazi po każdym posiłku, albo chociaż 2 razy dziennie.
            • fogito Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 12:28
              ania_dentystka napisała:

              > Jest różnie. Znam amerykańską służbę zdrowia. Jesli masz dobre ubezpieczenie je
              > sy wspaniale, jeśli gorsze - tragicznie.

              Jakość badania/zabiegów może być różna, ale ja się nigdy nie spotkałam chamstwem tak powszechnym wśród polskich lekarzy

              > W Polsce jest podobnie - w lecznicach prywatnych pieniądz powoduje usmiech i ci
              > erpliwość, a zmęczony lekarz publi8cznej służby zdrowia warczy.

              Ale czy zmęczenie może usprawiedliwiać chamstwo... Nie sądzę. Poza tym często ci leakrze są chamscy i tyłka im się nawet nie chce ruszyć. I nie chodzi mi tu o ostry dyżur, gdzie z złożenia jest nerwowo i szybko.

              > Oczywiście, że stomatolog ma narzędzia, aby walczyć z brudasami, ale nie zmieni
              > a to faktu, że siadający na fotelu brudas wystawia sobie określoną opinię. Bez
              > względu na to co zrobi potem lekarz, żeby nie paść.

              Ale zdajesz sobie sprawę, że wśród lekarzy rwónież zdarzają się brudasy, które po skorzystaniu z toalety nie myją rąk i idą do pacjentów. Bo jak mówią sami lekarze najwięcej bakteryjnych zakażeń w szpitalach zdarza się z winy lekarzy i pielęgniarek, którzy nie myją rąk przed badaniem każdego pacjenta.
              • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 16:36
                Zmęczenie może usprawiedliwiać zniecierpliwienie - chamstwa nie. Podobnie jak choroba może usprawiedliwiać nerwowość, ale chamstwa też nie.
                Czy gdziekolwiek napisałam, że wszyscy lekarze są ok? Spotkałam kilku brudasów. Niestety brudasy są i wśród pacjentów.
                • ste3fa Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:39
                  ania_dentystka napisała:

                  > Niestety brudasy są i wśród pacjentów.

                  Powtarzasz się. Rzeczywistości nie zaczarujesz odbijając piłeczkę "bo u was to biją murzynów". Człowiek może paść na środku ulicy świeżo po zjedzeniu fury czosnku i cebuli a lekarz ma_obowiązek udzielić mu pomocy, niezależnie od tego, czy czosnek z cebulą lubi. Taki zawód. I temu człowiekowi z ma_obowiązek wyjaśnić co i po co robi. I jeszcze w międzyczasie traktować go jak człowieka a nie jak kolejny "przypadek medyczny".
                  • lestrange_e Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:45
                    Chyba żartujesz.Pacjent, który przychodzi do mnie do gabinetu z nieumytymi zębami jest przeze mnie lub asystentkę odsyłany ze szczoteczką jednorazową i próbka pasty do specjalnie wydzielonego miejsca, aby te zęby umył.
                    Nie mam obowiązku leczyć nieprzygotowanego odpowiednio pacjenta.
            • wespuczi Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 19:11
              Znam amerykańską służbę zdrowia. Jesli masz dobre ubezpieczenie je
              > sy wspaniale, jeśli gorsze - tragicznie.

              mialam watpliwa przyjemnosc leczyc sie bez ubezpieczenia w szpitalu w usa - aobsolutnie nie bylo tematu, spodziewalam sie docinek itp - wszystko bylo megaprofesjonalnie i sympatycznie tez. pozniej oczywiscie dostalam rachunek - ale po neocjacjach ze szpitalem zaplacilam lekko ponad 30% calej sumy.
              ze amerykanski system opieki zdrowotnej jest daleki od doskonalosc nie ma watpliwosci, ale natomiast lekarze, pielegniarki to jest niebo a ziemia w porownaniu z polska.

              chodze do lekarzy tutaj sama, chodze z dziecmi - kilka razy na rok conajmniej, nie doswiadczylam zadnych docinek sarkazmu ironii, ani tez zadnych personalnych zbednych uwag, polske oposcilam gdy mialam 25 lat, do lekarzy chodzialm rzadko, ale nie bylo to nigdy przyjemne ze wzgledu na ich nastawienie niestety.
              autorka watku szuka poklasku ze tak pani lekarz moze byc wredna od czasu do czasu bo lekarz tez czlowiek.
              trzeba doswiadczyc innego podejscia zeby zrozumiec jak kiepsko jest z profesjonalizmem lekarzy w polsce.
        • wjw2 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 08:20
          Ania, nudna juz jesteś z tym myciem zębów.....


          Pacjent to pacjent, niejednokrotnie prosty człek, nie musi wiedzieć jaki wpływ na na leczenie zęba ma żylak odbytu np.

          Dentysta też mówić umie i może zapytać
          • hankam Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 19:42
            Niech mówi do skutku. Nie wyobrażam sobie wizyty u dentysty bez dokładnego umycia i wyflosowania zębów.
        • sanciasancia Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 08:39
          > Albo dla własnego bezpieczeństwa powiedzieć stomatologowi na się cho
          > ruje i jakie bierze leki?
          Mnie się na przykład zawsze dentysta pyta o wszystkie ważne leki.
          Jakoś jest w stanie.
          Może po prostu zacznij wizytę od wywiadu, tak jak każdy stomatolog powinien.
          • katus118 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 09:04
            W gabinecie zazwyczaj jest specjalna ankieta do wypełnienia, gdzie w jednej rubryce są wypisane nazwy narządów, stanów, schorzeń, które mogą mieć pacjenci (np. serce, nerki wątroba, ciąża, krew, leki również sa wymienione), w kolejnej rubryce na górze pisze TAK (i postawienie tam krzyżyka jest sygnałem, że pacjent ma dane schorzenie, objaw), i trzecia rubryka, gdzie u góry jest napisane NIE (i zaznaczenie tak krzyżyka jest sygnałem zupełnie odwrotnym - że nic nie dolega).
            Akurat ania-dentystka ma rację - pacjent powinien umyć zęby przed leczeniem. Owszem, w gabinecie są próbki past i szczoteczki jednorazowe, i pacjentowi można je dać, prosząc o umycie, ale o tym raczej pacjent wiedzieć powinien.
            • sanciasancia Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 09:14
              > Akurat ania-dentystka ma rację - pacjent powinien umyć zęby przed leczeniem. Ow
              > szem, w gabinecie są próbki past i szczoteczki jednorazowe, i pacjentowi można
              > je dać, prosząc o umycie, ale o tym raczej pacjent wiedzieć powinien.
              W żadnym miejscu nie odnosiłam się do sprawy mycia zębów, z którą się akurat zgadzam. Nie wiem dlaczego akurat mi to piszesz.
              • katus118 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 09:19
                Podpięłam się pod Twoja wypowiedzią, bo chodziło mi o przeprowadzenie wywiadu z pacjentem przed leczeniem.
                Ze szczoteczką dodałam tak po prostu, nie było to konkretnie do Ciebie.
        • nangaparbat3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 08:42
          ania_dentystka napisała:

          > Albo dla własnego bezpieczeństwa powiedzieć stomatologowi na się cho
          > ruje i jakie bierze leki?
          A nie jest aby obowiązkiem stomatologa przeprowadzenie wywiadu, jeśli zachodzi jakakolwiek możliwość, że brane przez pacjenta leki spowodują problemy?
          • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 10:21
            Bardzo chętnie zaprosiłabym Panie do gabinetu. Wywiad przeprowadzam i to bardzo dokładny, wręcz internistyczny, pacjent hospitalizowany jest proszony o przyniesienie karty wypisowej ze szpitala, ale.........choć mam pacjentów dość dobrze sytuowanych ( więc wydawałoby się, że bardziej świadomych) zdarzają się odpowiedzi nie nadające się do zacytowania.
            Powtarzam- żadna ze stron nie jest bez winy.
            Powalił mnie pacjent, który powiedział, że to ja powinnam wiedzieć jakie leki bierze się na nadciśnienie, które on ma leczone.
            • katus118 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 10:24
              O to chodzi.
              Niektórzy się nie przyznają.
              Pytam: dlaczego?
              • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 10:28
                A skąd ja to mam wiedzieć?
                • katus118 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 10:29
                  Chodzi o to, że ja też tego nie rozumiem.
                  I potem wynikają różne sytuacje.
              • teraz.albo.nigdy Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 19:48
                Bo jak mu trzech dentystów wcześniej nie chciało usunąc zęba na acenokumarolu, to później się już nie przyznają. Ty wiesz, i ja wiem, że Ci dentyści mieli rację, ale pacjent, żeby miec spokój, nic nie powie. Ale to pewnie tylko jeden z wielu powodów
    • sanciasancia Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 08:46
      > Dlaczego piszecie dziewczynie, że się minęła z powołaniem? Pomijając to, że chy
      > ba ona wie lepiej, naprawdę uważacie, że trzeba być przyjacielem pacjenta? Nie
      > muszę zawsze z uśmiechem wszystkich przyjmować, czy na wszystko się zgadzać. Ni
      > e, nie jestem chamska, ale nie muszę też być otwarta na każdego.
      Chrzanisz i to równo.
      Tak, jak to napisała Nanga podstawą dla każdego lekarza powinny być dobre zdolności interpersonalne i umiejętność rozmowy z pacjentem.
      Bo chyba zostaś praktykującym lekarzem, żeby jak najlepiej pomóc pacjentowi, a nie żeby się rozwinąć naukowo.
      > Nastawienie nastawieniem, ale przede wszystkim liczy się profesjonalizm, chęć rozwoju,
      Psychologia to też nauka. Warto zadbać o profesjonalizm i chęć rozwoju i w tej dziedzinie.
    • guderianka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 09:58
      Są zawody, w których ma się bezpośrednią styczność z klientem. Są zawody, w których klient jest wyjątkowy, wymaga więcej z racji specyficznego stanu, w którym się znajduje. Takim klientem jest pacjent a osobą go obsługująca lekarz. W takim razie profesjonalizm nie oznacza jedynie wiedzy i komptenecji ale też umiejętnego obsłużenia tego klienta-a do tego potrzebna jest i kultura zachowania się i uprzejmość i empatia. To wystarczy.
      Lekarz też człowiek ale mam wrażenie, że zbyt często zapomina on że pracuje z czlowiekiem i...tu sedno:dla człowieka. LEKARZ PRACUJE DLA PACJENTA-a nie na odwrót.
    • chipsi Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 10:08
      Katus, trolujesz czy sobie głupie żarty stroisz? To jest niesmaczne, naprawdę.
      • katus118 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 10:13
        Ani to, ani to.
        I naprawdę nie wiem o co chodzi.
        • chipsi Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 11:59
          Uważasz że ginekolog, która badała zgwałconą dziewczynkę miała jakiekolwiek prawo do takiego zachowania? Może była zniesmaczona bo się gó...ara nie podmyła czy jak?
          Druga sprawa to nie mówmy o niemiłych pacjentach bo są sytuacje oczywiste że mogą każdego z równowagi wyprowadzić. Ja przychodzę do lekarza/fryzjera/księgowej/rzeźnika z uśmiechem i liczę na to samo, lub chociażby na kulturalną obsługę. Niestety tylko z lekarzami mam problem a akurat oni powinni być bardziej empatyczni od ogrodnika.
          • katus118 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 12:58
            Nie. Ginekolog nie miała prawa tak badać dziecka (rozkładaj szerzej te nogi, jak mam cię zbadać), nie miała też prawa zbadać jej bez obecności opiekunów, i na koniec pożegnać słowami: teraz jesteś prawdziwą kobietą.
            To normalne nie jest, pod warunkiem, że w ogóle jest to prawda.
            Chodzi mi o ogólne nastawienie: nie zawsze jest się uśmiechniętym, czy w każdym momencie w dobrym humorze. Podejście jest ważne, ale dobrze wykonywana praca najważniejsza.
            • chipsi Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 13:22
              Nie mogę się w pełni z Tobą zgodzić. Wyobraź sobie że udajesz się do np. architekta żeby zaprojektował ci dom. Czekasz kilka tygodni na spotkanie a następnie kilka godzin czekasz pod drzwiami. Wchodzisz z uśmiechem, przedstawiasz jak Ty to widzisz a on na Ciebie z ryjem że się nieprofesjonalnie wyrażasz i to co proponujesz jest do niczego ale to nic bo Ty i tak się nie znasz więc on ten dom zrobi po swojemu. I nic go nie obchodzi że Ciebie na taki nie stać. Zresztą projektu nie oglądaj bo jesteś na to za głupia.
              Jakoś nie potrafię sobie tego wyobrazić big_grin
            • franczii Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 13:45
              Podejście jest ważne, ale dobrze wykonywana praca n
              > ajważniejsza.

              Jesli lekarz po chamsku traktuje pacjenta to nie mozna mowic o dobrze wykonywanej pracy. Brak usmiechu nie jest chamstwem. Czasem chamstwo moze nas spotkac ze strony wesolego i zartujacego lekarza. Jest taki typ dosc powszechny, ktoremu sie wydaje, ze jest super dowcipny i trzeba sie tym jego dowcipem zachwycac choc akurat wcale ci do smiechu nie jest zwlaszcza z rubasznych i wulgarnych zartow. Czy ty masz nas za cwokow, ktore nie potrafia odroznic kulturalnego i uprzejmego lekarza od gbura?
              chamstwem u lekarzy
            • guderianka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 14:09
              Chodzi mi o ogólne nastawienie: nie zawsze jest się uśmiechniętym, czy w każdym momencie w dobrym humorze. Podejście jest ważne, ale dobrze wykonywana praca najważniejsza

              sorry, ale nie tylko lekarzy jest na świecie. wiesz co by było gdyby inni usługodawcy swoje problemy i fochy i humory przenosili na swoich klientów? praca to praca-moim obowiązkiem jest starać się wykonac ja jak najlepiej a w zakres profesjonalizmu wchodzi umietność radzenia sobie ze stresem i emocjami i nie warczenie na "klienta"
              • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 16:40
                Oj przenoszą, przenoszą. Tzw. "fachowcy": hydraulicy, malerze oprócz szczytowej niepunktualności i niesolidności potrafią być chamscy. Notariusze i adwokaci - to samo. Zdarzają się wyjątki. Wielu nauczycieli- traktują rodziców jak uczniów itd.
                • guderianka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 19:13
                  jakiż wniosek z powyższego ?
                  • lestrange_e Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 19:20
                    O ,,chamskie'' zachowanie nie należy oskarżać tylko nas, dentystów.
                    • guderianka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 19:23
                      Hehe wink uderz w stół..wink Wy dentyście, wyjrzyjcie trochę poza czubek swojego nosa
                      Ten wątek nie jest raczej o dentystach-a raczej nie miał być wink
    • hellulah Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 10:21
      Tak, lekarz musi być otwarty na każdego pacjenta. Nie, nie musi być przyjacielem każdego z nich.

      Lekarz też człowiek i pracuje pod presją, w stresie.

      Pacjent też człowiek, do tego chory - choroba, utrata zdrowia czy zagrożenie życia, utrata dochodów, wydatki na leczenie, niepewność ból - hmm, czy trzeba niesamowitej inteligencji emocjonalnej, aby wpaść na to, że pacjent-chory z definicji jest drażliwy, poddenerwowany, nerwowy?

      Profesjonalizm w zawodach medycznych (tych kontaktowych) polega także na umiejętności komunikowania się z pacjentami. Nie chodzi o słodzenie czy ciumkanie, ale właśnie - no cóż, sorry, reality check - szczególną cierpliwość.
      • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 10:27
        Tak, ale jeśli lekarz mówi do pacjenta sto razy proszę zrobić to czy tamto ( szerzej otworzyć usta, nie wiercić się - ruch pacjenta może spowodować, że lekarzowi omsknie się ręka i jest problem- pacjentowi zrobi się krzywdę- ) a pacjent swoje to nawet najlepiej nastawiony, najspokojniejszy lekarz w końcu się zdenerwuje. Tez jest człowiekiem. Nie jest maszyną nastawioną na cierpliwość.
        I tylko współpraca obu stron jest gwarancją powodzenia .
        • hellulah Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 10:33
          > I tylko współpraca obu stron jest gwarancją powodzenia .

          Zgoda, ale...

          ...to lekarz ma większe możliwości (sprzęt, wiedza, umiejętności), aby zapobiegać konfliktom, zwłaszcza, że powinien tych konfliktów się spodziewać. Szerzej otworzyć usta? a rozwierak, czy jak się to to nazywa? Założyć i problem, zdaje się (nie będę się upierała) znika.
        • melancho_lia Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 14:31
          Ale jak ten pacjent się nie wierci, spełnia polecenia a lekarz pozwala sobie na chamskie odzywki i unoszenie głosu to chyba nie jest w porządku, prawda?
          • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 16:42
            Nie nikt tak nie twierdzi.
        • kai_30 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 23:41
          ania_dentystka napisała:

          > Tak, ale jeśli lekarz mówi do pacjenta sto razy proszę zrobić to czy tamto ( sz
          > erzej otworzyć usta, nie wiercić się - ruch pacjenta może spowodować, że lekarz
          > owi omsknie się ręka i jest problem- pacjentowi zrobi się krzywdę- ) a pacjent
          > swoje to nawet najlepiej nastawiony, najspokojniejszy lekarz w końcu się zdener
          > wuje.

          Yhy. Mi tak jeden zdenerwowany robił konizację szyjki, nie racząc poczekać, aż mi znieczulenie zadziała. Zgłaszałam, grzecznie, prosiłam ze łzami w oczach, że boli, warknął z fochem, że mam przestać rzucać dupą, i dorzucił jeszcze, że jak mi się nie podoba, to może nic nie robić. Przetrwałam, ale do tej pory wspominam to jak brutalny gwałt. No, ale moja wina, oczywiście, bo dupą istotnie rzucałam uncertain
    • bri Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 10:46
      Miły i uśmiechnięty być nie musi, wystarczy, żeby nie miał focha, był kompetentny i pomocny.
    • wuika Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 13:08
      Od półtora roku nie spotykam się z chamskimi lekarzami, ani z chamskim personelem medycznym. Nie dlatego, że nagle lekarze się zmienili - zmieniły się placówki z których korzystam. W końcu ogarnął mnie abonament i łapię się na wizyty prywatne, w prywatnych centrach, gdzie nikt nie sępi na skierowaniu na głupie badania, lekarze jakoś potrafią się nie spóźniać (poza przypadkami typu wielki korek, który nie jest typowy w danym miejscu), rejestracja potrafi zadzwonić i potwierdzić czy przełożyć wizytę, jeśli ma być coś nie tak. Lekarze uśmiechnięci, odpowiadają na pytania, nie szczypią się z każdą minutą przeznaczoną na pacjenta, normalnie cuda. Czy to jest kwestia powołania, czy innego nastawienia, że nagle trzeba o pacjenta dbać, bo jak nie, to pójdzie sobie gdzie indziej i zabierze ze sobą pieniądze? Bardzo to dziwne jest suspicious
      • kosa.bar Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 20:57
        Hmm, może zwyczajnie lekarze nie są tak wykończeni, bo nie przyjmują 50 osób w ciagu 4 godzin? Zresztą cóż, w takim centrum jest jednak inna grupa pacjentow niż w publicznych placówkach, a to też uwierz mi bardzo wpływa na psychikę lekarza.
        • shige Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:41
          kosa.bar napisała:

          > Hmm, może zwyczajnie lekarze nie są tak wykończeni, bo nie przyjmują 50 osób w
          > ciagu 4 godzin? Zresztą cóż, w takim centrum jest jednak inna grupa pacjentow
          > niż w publicznych placówkach, a to też uwierz mi bardzo wpływa na psychikę leka
          > rza.

          Otóż to!W prywatnej przychodni mam 30 minut na pacjenta a w Państwowej w najlepszym wypadku 15...W prywatnej przychodni pacjenci bardziej wymagający (na zasadzie płacę to wymagam) ale tez stopień skomplikowania przypadku dużo mniejszy, bo jak pacjent jest tak naprawdę poważnie chory to ląduje u nas w szpitalu klinicznym...
        • wuika Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:46
          Nie twierdzę, że nie mają innego komfortu pracy, tak samo, jak nie twierdzą, że skoro są specjalistami, to odpowiednie warunki pracy i płacy powinni mieć zapewnione. Ale jeśli nie mają, z jakichś tam względów, a obowiązku pracy nie ma (raczej?), to chyba nikt ich pod karabinem nie trzyma, żeby pracowali w warunkach, które im tak nie pasują, że z normalnego, empatycznego lekarza zmieniają się w buraka - chama, który nie potrafi odpowiedzieć na proste pytanie. Twierdzę, że to często nie brak określonych umiejętności, tylko chęci.
          • shige Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:56
            Proszę Pani ja nie pracuję w szpitalu klinicznym i w przychodni przyszpitalnej dlatego że mi sie tak podoba ale dlatego że brakuje lekarzy o takiej specjalności jak moja.Jest to cholernie trudna specjalizacja wymagająca wielu poświęceń i niewielu młodych lekarz na nią się decyduje.I proszę mi wierzyć, że po 17 godzinach operacji i potwornym stresie jedyne o czym marzę i jedyne na co mnie stać to powiedzieć rodzinie "operacja przebiegła bez większych komplikacji, dziecko żyje, pierwsza doba będzie decydująca, musimy poczekać na rozwój sytuacji".Wielu rodziców odbiera to jako buractwo...
          • kosa.bar Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 10:48
            Tylko że w mojej okolicy 99% przychodni pracuje w systemie bardzo niekorzystnym dla lekarza.Nigdy nie jestem chamska, jednak po wielu godzinach pracy bez chwili wytchnienia jestem potwornie zmęczona i zwyczajnie nie mam siły uśmiechać się i wypisywać każdego leku na osobnej recepcie przy nieustającej paplaninie pacjenta. Chamstwa natomiast doświadczam każdego dnia ze strony pacjentów,np trzaskanie drzwiami i komentowanie mojego powołania w odpowiedzi na odmowę przyjęcia.
    • d.o.s.i.a Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 13:41
      W UK, aby dostac sie na medycyne trzeba miec przede wszystkim udokumentowany wolontariat w roznego rodzaju placowkach i udowodnic, ze x godzin spedzilo sie pomagajac pacjentom i przedstawic referencje, ze ma sie empatyczny i nieoceniajacy (non-judgemental) stosunek do pacjentow. Bo to jest traktowane jako PODSTAWOWY wymog bycia lekarzem. Powtorze: podstawowy. Dotyczy to takze zawodu pielegniarki - predyspozycje osobowosciowe oceniane sa w pierwszej kolejnosci. Tylko w Polsce temat traktuje sie po macoszemu uwazajac, ze wiedza najwazniejsza. Tak jakby stalo cos na przeszkodzie, ze lekarz madry to jednoczesnie lekarz uprzejmy...
      • mgla_jedwabna Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 12:58
        Kliknęłabym "lubię to", gdyby była taka opcja smile
    • melancho_lia Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 14:18
      Od lekarza nie wymagam by był cały czas usmiechnięty. Wymagam by rzetelnie zbadał, odpowiedział zrozumiale na pytania i wziął pod uwagę, ze przyszła osoba chora i nie do końca w formie. Póki co spotkałam jedynie chamski personel na porodówce ("no przecież to nie boli"- wiadomo lekarka wie lepiej niż rodząca, "co to pani da jak pani powiem co dolega dziecku"- wiadomo matce taka wiedza na plaster...) oraz jednego sfochowanego pediatrę krzyczącego na płaczącego dwulatka i na mnie, że dziecku płakać pozwalam (!!!)...
      Pozostali lekarze byli mniej lub bardziej wylewni i serdeczni ale badali i odpowiadali na pytania bez zbędnych komentarzy.
      • lestrange_e Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 14:26
        Mając niemalże codziennie histeryzujących pacjentów na fotelu dentystycznym, można stracić cierpliwość. Chociaż staram się być jak najmilsza. Nie krzyczę, mówię spokojnie, chociaż czasami kotłuje się we mnie.
        • melancho_lia Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 14:30
          Widzisz, mi nigdy nie zdarzyło się wpaść w histerię u lekarza. Jestem spokojna, zadaje pytania- i właśnie kilka razy zostałam właśnie tak chamsko potraktowana (na szczęście to tylko sporadyczne przypadki w morzu dobrego kontaktu ze służbą zdrowia- państwową i prywatną).
          • lestrange_e Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 14:36
            Toteż ja odpowiadam spokojnie. Uspokajam, uspokaja też asystentka. Ale pacjenci różnie reagują.
            • melancho_lia Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 14:40
              Tylko widzisz, mało kto idzie do dentysty dla przyjemności. Ale zgadzam się, ze jak wszędzie trafiają się niewspółpracujący pacjenci. Tylko czy to upoważnia lekarza do odpowiadania chamstwem?
              • czarodziejka000 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 14:44
                Do odpowiadania chamstwem nie,ale do opuszczenia gabinetu tak,jesli to nie zagraza jego zdrowiu i zyciu,niech idzie do innego gabinetu/lekarza/pielegniarki. Nikt nie musi w takiej sytuacji godzic sie na chamstwo innych.
                • melancho_lia Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 14:47
                  Tyle, że jak trafiasz do lekarza po np. 2 miesiącach czekania, albo przyjeżdżasz ze skurczami do porodu to nie bardzo jest mozliwość zmiany gabinetu ot tak sobie...
        • hellulah Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 14:49
          A znieczulenie dobrym sprzętem (typu THE WAND) dajesz? premedykację podtlenkiem azotu stosujesz? oświetlenie i wystrój gabinetu przyjazne? Ciekawa jestem.
          • lestrange_e Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 15:04
            Pisałam o tym, że mam znieczulenie WAND, gaz rozweselający również, dla dzieci przede wszystkim. Jeżeli ktoś mimo wszystko decyduje się na normalny, tradycyjny zastrzyk - smaruję żelem lub psikam aerozolem przed wkłuciem (i samego wkłucia nie czuć, ale z racji na skład, czuć podawany preparat).
            Starałam się tak urządzić, gabinet, żeby był w miarę ciepły, przyjazny - tutaj dobrym kolorem jest błękit.
            Asystentka również jest sympatyczna. Już dla uspokojenia nie zakładam białego fartucha, tylko też w kolorze.
            A jednak są osoby, które się boją.
            • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 16:27
              Witaj w klubie,
              Ja oprócz wszystkiego o czym piszesz staram się jednak trzymać dystans i nie przekraczać granicy - pacjent-lekarz. Jestem miła, ale nie bawię się w kolorowe fartuchy - jest biały, gabinet jest urządzony fajnie, ale wygoda - pacjenta i moja jest na pierwszym miejscu.
              Zapraszam osobiście na fotel, nie przez asystentkę, i jest to symboliczne wyznaczenie granicy, że tu zaczyna się moje terytorium. Moje to nie znaczy, że nieprzyjazne dla pacjenta, bo nie jesteśmy wrogami.
            • hellulah Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 10:15
              Przepraszam, nie czytałam wszystkich wcześniejszych postów.

              No, ja bez WAND-u w ogóle nie zdecydowałabym się na cokolwiek smile to urządzenie zmieniło całkowicie moje odczucia u dentysty. Wcześniej cierpiałam w milczeniu (nienawidziłam tego rozpychania, rozpierania tkanki pod wpływem płynu), ewentualnie postękując, a teraz leże sobie zrelaksowana i dumam o świecie smile W "moim" gabinecie po prostu nie ma już w ogóle opcji na "tradycyjny zastrzyk".

              > A jednak są osoby, które się boją.

              Ale czy właściwie to dziwne, że pacjenci się boją? czy to jest coś, co powinno ciebie osobiście dotykać? Czy panikują już po podanym gazie i znieczuleniu, czy to są może ludzie, których nie stać (dosłownie albo mentalnie, bo sobie żałują) na "wodotryski" a bólu i strachu opanować nie potrafią (dobra, nie odchodzę od głównej myśli)? Według mnie to jak najbardziej normalne, nikt tego nie robi specjalnie po to, aby akurat uprzykrzyć tobie twój los. Nie powinni tego robić? no - może raczej to oczywiste, że przy pewnych uwarunkowaniach będą. Dlatego doceniam stomatologów, którzy potrafią wzbudzić sympatię/zaufanie oraz wyciszyć pacjenta, nawet małe dziecko po przejściach (oj miałam takie przez pewien czas, radzono narkozę, wystarczyła sprawna i pogodna dentystką pracująca na dwie ręce z asystentką) czy pana w wieku średnim z mocno zniszczonym uzębieniem.

              Ja na starcie (póki jeden na...? dwudziestu? dziesięciu? lekarzy) tego nie zmieni, jestem w stosunku do medyków grzeczna, cierpliwa, pogodna, współpracująca i w ogóle. I tych 19-tu czy 9-ciu szanuję i szczerze podziwiam. To nie jest łatwy zawód, to jest bardzo trudny zawód, i medycy, którzy się z tym zawczasu liczą i którzy się temu nie dziwią wzbudzają mój wielki, wielki podziw.

        • my-alena Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 14:50
          A może w takiej sytuacji zaproponować pacjentowi inny termin wink Jak się domyśli, że histeria nie pomoże to może następnym razem przyjdzie z innym nastawieniem.

          Swoją drogą nigdy w gabinecie dentystycznym nie spotkałam się z rozhisteryzowanym pacjentem (chyba, że mowa o dzieciach). Moje dzieci są raczej histerycznie nastawione do dentysty, starsza już nie panikuje, nie krzyczy ani nie płacze, ale się cyka, choć jeszcze nigdy borowania nie miała big_grin , więc czasem zdarzy jej się szczękę przymknąć, młodsza za to potrafi urządzić histerię, nawet przy próbie zajrzenia w uzębienie smile, ale ona ma za sobą dopiero 2 wizyty , więc ma jeszcze czas na oswojenie. Na ostatniej wizycie tuż przed samym wyjściem zdecydowała się, że chce mieć różowe zęby big_grin (chodziło o barwnik którym miała potraktowane zęby starsza, żeby zobaczyła sobie gdzie niedomywa zębów). Wtedy młoda otworzyła szeroko usta i Pani doktor mogła sprawdzić stan uzębienia big_grin.
          • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 16:49
            Wyobraź sobie sytuację- stomatolog ma zapisanych pacjentów np. co 40 minut. Gdy jest dziecko - przeznacza się trochę więcej czasu. Ale przychodzi po nim pacjent na swoją godzinę. Co ma zrobić lekarz, gdy dziecko-pacjent przez pół godziny wrzeszczy a bezstresowo wychowane ogląda całe dość drogie wyposażenie gabinetu dotykając czego się da, a potem co 10-15 sekund, jak raczy otworzyć buzię trzeba robić przerwy. Lekarz ze względu na szacunek dla innych pacjentów i ich czasu nie może pół dnia spędzać z jednym rozhisteryzowanym pacjentem, zabawiać go itd.
            Wszędzie, w gabinecie u lekarza szczególnie są pewne zasady obowiązujące nawet maluchy.
            • my-alena Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 18:44
              W takim razie cieszę się bardzo, że moje dzieci nie muszą korzystać z Twoich usług big_grin

              Moje dzieci chodzą do specjalistycznego gabinetu dziecięcego, gdzie zabawianiem dzieci zajmują się astystentki (pomoce dentystyczne) i dzieci w gabinecie spędzają znacznie więcej czasu niż pół godziny. Nikt nie narzeka, każdy liczy się z tym, że być może dziecko w ogóle buzi nie otworzy, mówi się trudno i umawia się na kolejną wizytę.

              Mam wrażenie, że "tutejsze" dentystki najbardziej by chciały w ogóle nie mieć styczności z pacjentem. Ten co zębów nie umył beee, ten co się boi beee, nie daj bosszzze jeszcze histeryzuje to już w ogóle, dziecko jest beeee itd. Powinnyście zmienić profesję.
              • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 18:55
                Dzięki Bogu jest wybór gabinetów- duży. I możesz znaleźć taki, w którym asystentki zamieniają się w panie zabawiające dziecko. A jak nie otworzy buzi to stomatolog i tak sobie poradzi. Powodzenia.
              • hankam Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 20:17
                Moja córka w wieku kilkunastu miesięcy złamała sobie jeden z dwóch zębów, które miała. Złamał tak, że odłamany kawalek nie odpadł, tylko poruszał się jak na zawiasie. Pierwszym dwóm lekarzom nie udało się jej zbadac. W końcu trzeci otworzył wrzeszczącemu dziecku buzię, usunął ułąmany kawałek, opiłował resztę i zabezpieczył fluorem - wszystko razem nie trwało dłużej, niż trzydzieści sekund, może mniej.
                Potem przyszedł czas na asystentki, prezenciki i tak dalej.
                Kocham tego lekarza (niestety, nie lubił kobiet).
        • d.o.s.i.a Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 15:00
          > Mając niemalże codziennie histeryzujących pacjentów na fotelu dentystycznym, mo
          > żna stracić cierpliwość.

          Naprawde uwazasz, ze histeryzujacy pacjent to najwiekszy horror?
          Zapraszam do pracy w korporacji, gdzie roznym ludziom musisz wytlumaczyc, ze cos trzeba zrobic dla ich dobra, a oni uwazaja inaczej smile Wtedy sie przekonasz ile czasem trzeba zniesc z usmiechem na ustach i jeszcze tak, zeby ostatecznie oni mysleli, ze to ich pomysl od poczatku. Nadmienie, ze jakiekolwiek pokazanie chocby sladu emocji jest odbierane jako brak profesjonalizmu.
          • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 16:50
            Z ciekawości - daj przykład.
      • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 16:43
        Ale pamiętamy tych złych, chamskich, niedomytych złośliwych - i lekarzy i pacjentów.
    • mgla_jedwabna Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 16:07
      Nie, nie trzeba byc milusińskim.

      Ale absolutnie trzeba przestrzegać zasad kultury osobistej. A odzywki w rodzaju "teraz jesteś prawdziwą kobietą" albo warknięcia typu "szerzej te nogi" są niedopuszczalne. Wobec nikogo, ale wobec dziecka i ofiary przestępstwa w szczególności.

      Już nie mówiąc o wymaganych prawem procedurach, tzn. obecności opiekuna dziecka przy badaniu. Od biedy - osoby upoważnionej przez opiekuna.

      Praca w zawodzie lekarza oznacza, że jest się obdarzanym przez pacjentów zaufaniem. Sposób zachowania, który nie jest nadużyciem tego zaufania, jest tak samo wymagany w tej pracy, jak znajomość ludzkiej anatomii. Jeśli ktoś nie potrafi się obchodzić z pacjentem delikatnie, niech zostanie drwalem, nie ginekologiem. Albo niech bada dżdżownice.

      Zgadzam się, że jesteśmy tylko ludźmi. Można stracić cierpliwość i t.p.. Ale nie można sobie pozwalać na takie rzeczy.

      • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 16:51
        Ja nie do końca wierzę w tę bajeczkę.
        • alyeska Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 17:54
          Zapisuj osoby co 50 min albo co 1h bedziesz miec wiecej czasu jak Ci sie trafi "trudny" pacjent. Jak zobaczysz, ze ktos ma niaumyte zeby ( to najwyrazniej Twoj najwiekszy problem), zapros do lazienki gdzie Ty lub Twoja asystentka dadza pacjentowi jednorazowa szczoteczke i nitke. Pierwszy raz sie spotykam ( na szczescie wirtualnie) ze stomatologiem, ktory sie uskarza na pacjentow. Zmien zawod moze.
          • lestrange_e Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 18:02
            Mnie też się trafiają pacjenci, którzy zębów nie umyją. A wydawałoby się, że osoby dobrze sytuowane bardziej dbają o siebie, a tu proszę - jest odwrotnie. Zęby się powinno myć co najmniej trzy razy dziennie, przez 3 minuty - to naprawdę nie jest wieczność. I pomijam fakt, jak trafi do mnie pacjent, który z racji schorzenia ma taki, a nie inny zapach - ale ci pacjenci zazwyczaj te zęby właśnie myją. U reszty jest to zazwyczaj wynik niechlujstwa.
            Tacy pacjenci są przeze mnie odsyłani do specjalnego miejsca, dostają jednorazowe szczoteczki i próbki past.
            Ale powinni o tym pamiętać przed leczeniem.
            • my-alena Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 18:52
              Powiem Tobie tak. Większość swojego życia przeżyłam w Polsce, ale nigdy nie zdarzyło mi się, żeby dentysta udzielił mi wskazówek dotyczących prawidłowej higieny jamy ustnej. Podczas mojej pierwszej wizyty u dentysty w Niemczech po raz pierwszy usłyszałam, że zęby mam czyste, ale za bardzo przyciskam szczoteczkę do zębów i używam zbyt twardej szczotki przez co niszczę sobie szkliwo. Tutaj za każdym razem lekarz mówi na co zwrócić uwagę, w jaki sposób szczotkować (w zależności od problemów np. z dziąsłami) itd.
              Autentycznie nigdy w Polsce nie usłyszałam nigdy żadnej uwagi na ten temat.
            • teraz.albo.nigdy Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 20:11
              Dokładnie. Kiedy przychodzi do mnie kobieta zadbana, umalowana, elegancko ubrana, a ja jej muszę bułkę spomiędzy zębów wyciągac, to ręce opadają. I uważam, że w takim wypadku lekarz może dobitnie (ale nie chamsko) skomentowac takie postępowanie i odesłac pacjenta
    • chcesztomasz Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 18:32
      Nie, bycie miłym to nie obowiązek. Wystarczy, że się jest profesjonalistą. Ale może tak warto nie pchać się tam gdzie trzeba mieć kontakt z ludźmi dla własnego dobra ?

      Ja jestem raczej miła, ale ludzie dla mnie są irytujący i z własnej woli nie poszłabym tam gdzie kontakt z ludźmi jest częścią pracy. Można wyjść z siebie. (Sama jestem taka mądra a ost wkurzyłam lekarza bo wiem lepiej )
    • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 18:53
      Uprzejmy pcjent to uprzejmy lekarz. Zasada działa w obydwie strony. Zgadzam się z ania-dentystka relacja pacjent=lekarz musi byc zachowana. I tak matka małego dziecka powinna pilnować to dziecko żeby nie zniszczyła drogiego sprzętu, powinna je uspokoić i jej obowiązkiem jest przygotowanie już starszego dziecka do badania lekarskiego żeby swoim płaczem nie straszyło innych dzieci. Powtarzam starsze, rozumne dziecko. Czyli 5latek powinien już pewne zasady rozumieć, które roczniak nie bedzie przestrzegał. Jesli chodzi o zgodę pacjentów na badanie przez studentów. Jeśli zgłaszasz się do szpitala klinicznego czyli akademickiego, to jednoczesnie wyrazasz zgodę na badanie przez studentów. Masz możliwość wyboru czy wybierzesz szpital wojewódzki/ powiatowy czy klinikę, w której liczysz się z tłumami studentów. Pamiętaj, że stażysta ma prawo wykonywania zawodu i ma prawo zajrzeć do bolacego ucha dziecka. Jeśli bedzie czekał na zapalenie ucha, które nie boli to może się w okresie stażu nie doczekać. Możesz zaprotestować i iść do lekarza, który nie opiekuje się stażystą. Twój wybór. Jednak liczysz się z pewnymi faktami, a nie strzelasz focha, że mnie badali studenci, a sobie nie zyczyłem. Mogłeś wybrać szpital powiatowy.
      • franczii Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 18:59
        > Uprzejmy pcjent to uprzejmy lekarz.

        Ha ha, dawno sie tak nie usmialam.
        matka nie zawsze da rade uspokoic dziecko.
        5 latek mimo ze przygotowany moze plakac jesli go cos zaboli i nic sie z tym nie da zrobic. Trzeba czekac, kiedys bedzie lepiej.
        W powiatowych szpitalach tez sa studenci, nie tlumami ale sa. Nie stazysci.
        Stazysta moze i moze zajrzec do ucha ale nie moze byc to drugie badanie.
        • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 19:03
          Tak jeśli są to praktyki wakacyjne i szpital ma umowę podpisana z uczelnią to wtedy są studenci w szpitalach powiatowych. Nie wiem jak jest ze stażystami jakie sa jego prawa ale myslę, że jest gdzieś prawnie uregulowane, ze ma prawo drugi raz obejrzeć Twoje ucho. On się jeszcze uczy chociaż jest po studiach.
          • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 19:09
            Ja spotkałam bardzo róznych rodziców. I grzeczne 3 latki świetnie przygotowane przez rodziców do badania. Mała miała swoją zabawkę stetoskop, ładnie pokazała brzuszek, dała sie osłuchać potem mnie zabawka przebadała. Bardzo duzo zależy od rodziców. Niektórzy rozkładają rece bo tak im wygodniej. Jasne, że przygotowanie dziecka do takiej wizyty nie zawsze sie udaje ale trzeba probować.
            • nangaparbat3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 19:21
              Gadanie.
              Moja córka nigdy nie zapłakała przy żadnym zabiegu, od pierwszego szczepienie poczynajac. A jest normalnie wrażliwa na ból. A w ogóle jej nie przygotowywałam. A znam dzieci, które były naprawde przygotowywane przez rodziców, zgodnie z wszelkimi zasadami sztuki, i wyły na pół miasta. Ja sama raczej nie płakałam, mój młodszy brat darł sie jak opetany, siniał, wyginał sie w łuk histeryczny, wreszcie zwiał kiedys ze spuszczonymi gaciami na ulicę. Przygotowywany przez tę samą matkę, już bardziej doświadczoną w przygotowywaniu.
              Troche pokory wobec rzeczywistości, Pani Doktor.
              • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 19:23
                Jakiej pokory? napisałam, że nie zawsze udaje się przygotowanie dziecka ale trzeba probować. Nie jestem Panią Doktor.
                • franczii Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 19:53
                  Wiec przeformuluj i doprecyzuj to co napisalas wczesniej.
                  Cyt: "I tak matka małego dziecka powinna pilnować to dziecko żeby nie zniszczyła drogiego sprzętu, powinna je uspokoić i jej obowiązkiem jest przygotowanie już starszego dziecka do badania lekarskiego żeby swoim płaczem nie straszyło innych dzieci."
                  Bo z tego wynika ze za wszystko odpowiada matka
              • shige Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:28
                Dziecko jak to dziecko ma swoje kaprysy ale przez 30 lat mojej pracy z dziećmi nie zmieniło się w Polsce jedno- wiele dzieci lekarzami lub pielęgniarkami się straszy.Lekarza dziecko widzi tylko wtedy, gdy dzieje się coś poważnego.Profilaktyczne wizyty patronażowe takie jakie przeprowadzałem w Szwecji lub w Niemczech praktycznie w Polsce nie istnieją. Bilanse rodzice olewają.Dzieci nie mają jednego lekarza prowadzącego do którego nabrałyby zaufania.
                • franczii Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:40
                  Ja nigdy dzieci lekarzami nie straszylam, ani zastrzykami.
                  Dzieci maja stalego pediatre, ktorego widuja bardzo czesto, tak sie sklada, wizyty kontrolne, zaswiadczenia rozmaite, skierowania do tego choroby. Starszy przez 2 lata do 4 tego roku zycia mial pediatre, przy ktorym zawsze sie darl jak opetany, wyrywal sie, nie chcial sie polozyc na lezance. Gdzies przed 4tymi urodzinami poszlismy do innego pediatry i dzieckoaniolek, pelna wspolpraca, zadnych wrzaskow. Pierwszy raz u obcego faceta. No cud jakis chyba czy co? Za to pobieranie krwi, wszystko zgodnie z instrukcjami przeprowadzone, przygotowany, wiedzial co go czeka, ze chwilke moze zabolec ale z przekonany na badanie szedl. Niestety jak tylko pielegniarka go dotknela to pekl i juz sie nie dal uspokoic i niestety trzeba bylo sila trzymac i krew pobrac.
            • my-alena Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 19:28
              Możesz pisać takie bzdury jak sama będziesz miała dzieci, najlepiej min 2 , bo wtedy świetnie widać, jak bardzo dwoje dzieci może się od siebie różnić. Ile dzieci , tyle charakterów. Jedno dziecko jest grzeczne i da sobie wytłumaczyć, a inne nie, choćby rodzić stanął na rzęsach i zaklaskał uszami.
              Moja starsza córka nie lubiła wizyt lekarskich mniej więcej do 5 roku życia. Przez dwa pierwsze lata się darła i nie dała się dotknąć, przez dwa kolejne już było spokojniej, ale przez te lata nie odezwała się do lekarza nawet słowem. Przyczyna - szczepienia, niestety do dziś córka ma jakiś uraz i na samo słowo szczepionka się wzdryga , a ma 9 lat.
              Młodsza nie miała takich problemów, lekarz nie był jej straszny, szczepienia też nie, nie płacze u lekarza, nie panikuje, nie histeryzuje.
            • franczii Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 19:44
              Oczywiscie ze trzeba przygotowywac, nie probowac a przygotowywac. Bo ta praca z dzieckiem zacznie kiedys przynosic rezultaty, pytanie tylko kiedybig_grin I czy wyjacy 5 latek to wynik zaniedban rodzicow czy jeszcze niedojrzaly mimo ze rodzice przygotowuja i tlumacza. Zabawkowy zestaw lekarski to klasyk. Ja od samego poczatku dzieci przygotowywalam, mowilam do nich, tlumaczylam nawet jak jeszcze niewiele rozumialy i nie zniechecalam sie kiedy 4 latek darl sie jakby go zywcem lekarz obdzieral ze skory przy osluchiwaniu. Przygotowywac trzeba bo to na pewno zacznie przynosic owoce ale nie masz pewnosci kiedy bo to jest kwestia indywidualna u niektorych to bedzie w wieku 3 a u innych pare lat pozniej. Tak samo jak okreslone umiejetnosci jedne dzieci przyswajaja wczesniej a inne pozniej.
              Jest tez kwestia lekarza. Moje dziecko darlo sie do 4 roku zycia u pediatry i nie trawilo go jako czlowieka. To byl lekarz starej daty, ktory do dziecka niewiele sie odnosil i wychodzil z zalozenia, ze badanie zawsze bedzie czyms niezbyt przyjemnym wiec to trzeba zalatwic jak najszybciej. Kiedy poszedl na emeryture trafilismy do mlodszego lekarza ktory od razu mlodemu przypadl do gustu bo bardziej otwarty na komunikacje z dzieckiem, tlumaczyl mu co mu bedzie robil, pokazal czym itp. Czasami jeszcze natykamy sie na tego starszego pediatre bo bierze zastepstwa i co ciekawe wtedy moj syn znow sie drze mimo ze juz ma prawie 6 lat.
          • premeda Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 08:23
            No cóż nie wiedziałam, że w Polsce w styczniu są wakacje smile a 30 lat już tu żyję. I nikt nie pytał się mojej sąsiadki na sali, czy przy badaniu na obchodzie mogą być studenci, wlazło kilkanaście osób podciągnięto jej koszulę pod brodę i obmacano brzuch i tyle. Na szczęście badał ja tylko ordynator, a nie każdy z nich po kolei ale z drugiej strony co oni wynieśli z takiego obchodu, że pacjentka ma brzuch miękki, wyciągamy sondę i może już pić herbatę.
      • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 18:59
        To jest w umowie szpitala klinicznego. Chcę żeby mnie leczyli w klinice, jednocześnie wyrażam zgodę na badanie przez studentów. To tyle.
        • nangaparbat3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 19:24
          Nie, to nie tyle. Przyzwoity lekarz, jeśli chore dziecko płacze, cierpi, jest wystraszone, zostawi je w spokoju. Jeśli uzna, że student musi bezwzględnie to akurat dziecko zbadać, wyjaśni dziecku i rodzicowi, dlaczego, poprosi - chocby czysto kurtuazyjnie - o zgodę, pocieszy, doda otuchy. Na to trzeba 2-3 minut i odrobiny dobrej woli.
          • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 20:07
            Nigdzie nie napisałam, że nie nalezy pytać, ale pytając o zgodę ma się prawodopdobieństwo graniczące z pewnością, że matka- ojciec rzadziej- rzuci się na lekarza, żeby nie ważył się dotykać JEJ dziecka ani ciutek więcej niż to niezbędne.
            W szpitalach nie ma zdrowych dzieci. Wszystkie cierpią, wszystkie są chore- inaczej byłyby w przedszkolach.
            Uczyć się na kimś trzeba.
            Jeśli mamie zaproponuje się, żeby stażysta ( nawet rezydent nie mówiąc już o studencie) zbadał jej chore dziecko to po pierwsze nie będzie to trwało 2-3 minut tylko dojdzie- zaznaczam, że w większości przypadków- do karczemnej awantury. Próbkę tego mamy na forum. Nie twierdzę, że wszyscy lekarze są w porządku, bo nie są. Nie są także rodzice.
            Dzieci wyczuwają lęki matek, ich najczęściej złe nastawienie do lekarzy, pielęgniarek - to też widać po wypowiedziach- i zaczynają się denerwować.
            A nerwy z jednej strony powodują nerwy z drugiej - taka jest reakcja obronna- także lekarza, który jest człowiekiem. Człowiekiem ze wszystkimi słabościami, możliwością złego samopoczucia, kłopotami, zmęczeniem.
            Ktoś gdzieś mi proponował, żebym trudnego pacjenta ( dziecko) zapisywała na dłużej, robię to, ale bez przesady. Nie chcę i nie mogę marnować godziny na jedno dziecko.
            • lestrange_e Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 20:13
              Zdarzają się też dzieci, które nie chcą otwierać ust, mimo że wszyscy starają się je uspokoić, wszystko wytłumaczyć, pokazać. Próba dotykania przez dziecko lusterka nie jest rzadka, czy też zamykania buzi, jak się ręka do ust zbliża.
            • nangaparbat3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 20:30

              Aniu - dramatycznie nie umiesz rozmawiać z ludźmi, stąd tyle problemów, naprawdę.
            • franczii Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 20:39


              > Dzieci wyczuwają lęki matek, ich najczęściej złe nastawienie do lekarzy, piel
              ęg
              > niarek - to też widać po wypowiedziach- i zaczynają się denerwować

              Cos takiego, ciekawe czemu z dwojga dzieci jedno wyczuwa leki a drugie cos zupelnie innego.
              Chyba mam jakies rozdwojenie jazni.
              Albo jeszcze lepiej dziecko wyczuwa leki przy jednym lekarzu a przy drugim nic.
              A drugie wyczuwa jakies leki i sie drze przy osobach, do ktorych jestem przychylnie nastawiona. To dopiero wybryk naturybig_grin

              > A nerwy z jednej strony powodują nerwy z drugiej - taka jest reakcja obronna- t
              > akże lekarza, który jest człowiekiem. Człowiekiem ze wszystkimi słabościami, mo
              > żliwością złego samopoczucia, kłopotami, zmęczeniem.

              Szkoda bardzo, ze czlowieczenstwo potrafisz dostrzec tylko po jednej stronie.
              Po drugiej czlowieka nie ma tylko kupa miesasuspicious
            • premeda Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 08:46
              Mój dentysta, naprawdę ciepły, fantastyczny człowiek małych dzieci nie oswojonych z dentystą nie przyjmuje. Dzieci, które się boją dentysty, czy nie były jeszcze u dentysty są odsyłane przez niego do konkurencji, czyli specjalistycznego gabinetu dla dzieci z cudami na kiju. Po to właśnie aby się bać przestały i nie nabrały urazu na całe życie. Później jak już się nie boją to nie ma problemu, widziałam naprawdę małe "kajtki", które się doczekac nie mogły żeby wejść już do pana doktora.
              I druga rzecz u niego w gabinecie nie ma szczoteczek i próbek pasty, a gdyby była taka potrzeba to by na pewno były, więc chyba jednak pacjenci nie są tak bardzo z higieną na bakier. Dziwne, bo to małe miasto i dużo wiejskich bab i dziadków przychodzi...
        • followthesun Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 20:36
          iceland.3 napisała:To jest w umowie szpitala klinicznego. Chcę żeby mnie leczyli w klinice, jednocześnie wyrażam zgodę na badanie przez studentów. To tyle.

          Nieprawda.

          www.rynekzdrowia.pl/Prawo/RPP-student-obecny-przy-badaniu-Tylko-za-zgoda-pacjenta,113897,2.html
          • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 20:49
            Nam mówili co innego, więc nie wiem jak to do końca jest. U na w klinice pewna kobieta nie chciała byc zbadana przez studentów więc lekarze z kliniki odmówili leczenia i wskazali inny szpital bodajze. Niestety ale student za kilka lat bedzie lekarzem i musi sie gdzieś nauczyć, bo gdyby każdy z pacjentów odmawiał to nie mielibyśmy lekarzy. To powinno być jasne, że jak idę do specjalnego szpitalu uniwersyteckiego to liczę się z tym, że będą tam studenci. Nigdy osobiscie nie spotkałam sie z odmową i protestem pacjenta osobiście, raczej z zyczliwością i przychylnością patrza na studentów. Tylko skąd takie opinie na forum?
            • followthesun Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 20:51
              To, ze mówili, nie oznacza, że tak jest.
              • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 20:54
                Lekarz ma też prawo odmówić leczenia leczenia i wskazać innych lekarzy.
                • followthesun Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 20:59
                  A pacjent może podać szpital do sądu.

                  celand.3 napisała:

                  > Lekarz ma też prawo odmówić leczenia leczenia i wskazać innych lekarzy.
                  • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:03
                    Tylko co tym osiągnie jesli jego życie nie było zagrozone, oto jest pytanie.
                    • followthesun Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:04
                      Ty lepiej poczytaj Kodeks Etyki Lekarskiej dokładnie.
                      • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:10
                        www.rkrajewski.nil.org.pl/publication/prawa2.htm
                        W sytuacjach nie związanych z bezpośrednim zagrożeniem życia lekarz ma prawo odmówić pomocy. Polski KEL określa je w artykule 7. Ustawa o zawodzie lekarza w artykułach 38 i 39. Podobne przepisy istnieją w innych krajach. Włoski kodeks etyki lekarskiej w artykule 19 oraz kodeks francuski w artykule 47 mówią, że lekarz może odmówić pomocy zarówno z powodów zawodowych jak i osobistych.

                        • followthesun Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:11
                          To poczytaj dokładniej. smile
                        • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:24
                          Argumentem mogą być moje przekonania. Jakieś lekarz świadek Jehowy, który nie przetoczy krwi i wskazuje kolege ma przekonania religijne to moim przekonaniem moze byc misja nauki studentów w szpitalach klinicznychwink
                          • followthesun Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:26
                            Ale przyznasz, że to marny argument.smile
                            • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:38
                              Być może. Mimo wszystko kij ma dwa konce. Powinno być to prawnie uregulowane i zaznaczone, że w tym szpitalu bedą pacjenta badać studenci. Bo oni muszą się gdzieś nauczyć. A pomyśl co by były w sytuacji gdyby nagle wszyscy pacjenci zaczeli odmawiać? Prawo też powinno stać po stronie studentów/ stazystów, a nie tylko pacjentów.
                              • followthesun Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:51
                                Prawna regulacja jest. Ktoś wrzucił link.

                                Pacjencji nie zaczną odmawiać, bo wiedzą o co biega, ale nie można ich zmusić. Tak jest w przepisach.
                • shige Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:08
                  Lekarz musi uzyskać zgodę pacjenta na badanie w obecności studentów!Rodzaj szpitala ma niewielkie znaczenie.W szpitalu Klinicznym jest tylko większe prawdopodobieństwo że taki student przy badaniu będzie...Nie bardzo sobie wyobrażam sytuację, gdy odsyłam ciężko chorego pacjenta (tacy zwykle trafiają do szpitali klinicznych) tylko dlatego, że nie chce by w badaniu uczestniczyły osoby trzecie...Jest to dla mnie postępowanie nie etyczne.I tak zupełnie szczerze, to niewielu rodziców małych pacjentów odmawia udziału studentów lub stażystów w badaniu lub operacji.
                  • followthesun Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:11
                    i o to chodzi. smile

                    shige napisał:

                    > Lekarz musi uzyskać zgodę pacjenta na badanie w obecności studentów!Rodzaj sz
                    > pitala ma niewielkie znaczenie.W szpitalu Klinicznym jest tylko większe prawdop
                    > odobieństwo że taki student przy badaniu będzie...Nie bardzo sobie wyobrażam sy
                    > tuację, gdy odsyłam ciężko chorego pacjenta (tacy zwykle trafiają do szpitali k
                    > linicznych) tylko dlatego, że nie chce by w badaniu uczestniczyły osoby trzecie
                    > ...Jest to dla mnie postępowanie nie etyczne.I tak zupełnie szczerze, to niewie
                    > lu rodziców małych pacjentów odmawia udziału studentów lub stażystów w badaniu
                    > lub operacji.
                  • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:15
                    No jasne, że ciezko chorego pacjenta nikt nie odeśle ale nie mówimy o sytuacjach zagrazajacych zyciu czy szczegolnie cieżkich. W klinikach są ciezkie przypadki ale nie zawsze przeciez. Rozumiem w sytuacjach kiedy pacjentka jest skrepowana np badanie ginekologiczne mozna odpuscic czy badanie per rectum. Natomiast nie wyobrazam sobie żeby któraś nie chciała dac sie osłuchać, bo nie i koniec, miala wlasnie widzimisie. To kiedy ma sie student nauczyc jak nie na studiach, stażu? dobra wola i jednej i drugiej strony
                    • shige Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:34
                      Student oczywiście musi się uczyć ale co to za nauka przy oporze pacjenta?winkStudent tylko się stresuje...
                    • aretahebanowska Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:34
                      Tu stosowny fragment:

                      USTAWA
                      z dnia 6 listopada 2008 r.
                      o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta
                      (Dz. U. z dnia 31 marca 2009 r.)

                      Rozdział 6
                      Prawo do poszanowania intymności i godności pacjenta

                      Art. 22. 2. Osoby wykonujące zawód medyczny, inne niż udzielające świadczeń zdrowotnych, uczestniczą przy udzielaniu tych świadczeń tylko wtedy, gdy jest to niezbędne ze względu na rodzaj świadczenia. Uczestnictwo, a także obecność innych osób wymaga zgody pacjenta.

                      To rzeczywiście może utrudniać nauczanie, ale pytać trzeba zawsze. Pewnie byłoby łatwiej taką zgodę pacjenta uzyskać gdyby grupy studenckie w trakcie zajęć klinicznych nie liczyły 4-6 osób (a czasem pewnie i więcej) tylko np. 2. Tyle, że taki układ jest baaardzo mało prawdopodobny -problemem jest kasa. No i nie można udawać, że pacjent prawa do odmowy nie ma. Z tym, że faktycznie gdzieś ci studenci muszą się uczyć, a im więcej praktyki tym lepsi z nich będą lekarze.
                      • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:42
                        Tylko dlaczego prawo staje po stronie TYLKO pacjentów. A nikt nie pomysli o przyszłych lekarzach. To oni bedą odpowiadać kiedyś za leczenie. Wiec powinny byc odrębne szpitale z zaznaczeniem, że tam studenci sie uczą więc przychodząc do takiego szpitala jednoczesnie wyrazasz zgode na obecność studentów. Prawo jak widać jest niesprawiedliwewink
                        • wuika Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 22:02
                          Dlatego, że zawsze, ale to zawsze podmiotem leczenia jest PACJENT, a nie lekarz, obecny, czy przyszły.
                          • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 22:04
                            hohoho no to spoleczenstwo wyszkoli sobie przyszlych lekarzysmile. Tutaj rozsadna wypowiedz arety, ze my sie musimy gdzies uczyc.
                            • wuika Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 22:22
                              Nie twierdzę, że nie musicie się gdzieś uczyć, nie twierdzę, że to bardzo ważne, żeby przyszły lekarz miał możliwie dużo praktyk, żeby był lekarzem. Ale on nie ma być lekarzem sam dla siebie - bo jeśli tak, to realizacji jego 'prawa' do nauki niech żąda od siebie. Lekarz ma leczyć ludzi, więc oni powinni być podmiotem i jego nauki, jeśli się uczy na pacjentach, i dalszej pracy - jeśli nadal pracuje z ludźmi, a nie np. w laboratorium. Tak trudno to pojąć, że to najpierw pacjent powinien mieć prawo do leczenia, a dopiero potem przyszły lekarz do nauki? W relacji pacjent - lekarz to pacjent jest ważniejszy.
                      • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:47
                        Tylko dlaczego prawo staje TYLKO po stronie pacjenta, a co z młodymi ludzmi, studentami? Ja też jestem obywatelem RP i mam prawo do nauki. Więc powinno sie cos tutaj zmienić, jakieś oddzielne szpitale gdzie bez stresu studenci mogli by badac chorych, a Ci zglaszajac sie do takiej jednostki od razu wyrazaliby zgodęwink. Wiadomo nic na siłe jednak cos tutaj jest nie tak. Czyli wszyscy mogą odmówić? Tylko co wtedy?
                        • franczii Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:52
                          >Ja też jestem obywatelem RP i mam prawo do nauki.

                          Zmien swoje nastawienie do pacjenta i zobacz w nim czlowieka a nie tylko gore miesa potrzebna ci do realizacji tego twojego prawa do nauki. A przekonasz sie ze problemu z uzyskaniem zgody miec nie bedziesz. Nie wszyscy ci uzycza ciala do nauki ale na pewno ci wystarczy.
                          • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 22:02
                            O czym ty piszesz. Kiedy jakas panna jest w szpitalu klinicznym i ma widzimisie i nie pokaze gardła, bo nie i tupnie nozką to powinno być to jakoś uregulowane. Nie chodzi o zmuszanie ale powinny być jakieś jednostki szkoleniowe i tyle i kazdy z pacjentow bylby świadom, że tutaj szkoli sie młodzież i jeśli nie chce to idę do innego szpitala. Bo w koncu kazdy zacznie odmawia,c bo ma takie prawo. Nie wmawiam mi czegoś, nigdy o pacjencie nie pomyslałam "góra miesa". I mnie nie obrażaj.
                            • franczii Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 22:14
                              > . Nie wmawiam mi czegoś, nigdy o pacjencie nie pomyslałam "góra miesa"

                              Nie musisz o nim myslec doslownie "gora miesa". To co tu wypisujesz i sposob w jaki piszesz o jedynie o swoich prawach z calkowitym pominieciem uczuc tego pacjenta, do ktorego ciala roscisz sobie prawa swiadczy najlepiej kim ten pacjent dla ciebie jest. Ja cie nie obrazam, sama to robisz i przynosisz ujme prawdziwym lekarzom.
                            • wuika Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 22:25
                              Są przypadki, których nie da się w jakiejś sensownej odległości wyleczyć nigdzie indziej niż w szpitalu X. Też chciałabyś zmuszać do badań, nawet jeśli pacjent by się nie zgodził? Nie mam nic przeciwko obecności studentów przy badaniach, na porodówce żałowano, że zaczęłam rodzić w sobotę, kiedy studentów nie było na oddziale, bo nieczęsto mają takie fajne bliźniaki do wyciągnięcia wink, bo mi obecność studentów nie przeszkadzałaby, tak jak nie przeszkadzała mi przy badaniach mnie, czy moich dzieci. Ale jeśli komuś przeszkadza, to nie może być wykopany za drzwi ze wskazówką, że najbliższy szpital / klinika / specjalista jest 100 czy 200 km dalej, bo pacjent ma takie widzimisię, że jest np. bardzo wstydliwy. Ma mu to zamknąć drogę leczenia? Stuknij się w głowę, może uda Ci się zmienić nastawienie do pacjentów, których masz w przyszłości leczyć.
                            • my-alena Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 23:32
                              Iceland, Franczii ma całkowitą rację, sama sobie poczytaj swoje wypowiedzi. I zdecydowanie odradzam Ci wyjazd za granicę, bo z takim podejściem daleko nie zajdziesz, możesz mi wierzyć, że służba zdrowia potrafi funkcjonować w poszanowaniu praw pacjenta, prawa do intymności.
                              Trochę szacunku dla drugiego człowieka, bo tego Ci brakuje , a nie pacjentowi który MUSI dać się zbadać bo TY się uczysz.
                              • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 09:31
                                Dziewczyno sama dorabiasz sobie jakieś swoje teorie. A czy chce wyjechac czy nie ciebie nie powinno interesowac, bo z toba nie dyskutuje na ten temat.
                                • princess_yo_yo Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 10:36
                                  ale w tej dyskusji twoje plany wyjazdowe sa bardzo interesujacym dodatkiem, proponuje wyjazd jak najszybciej, nawet juz wyuczeni lekarze z europy wschodniej za granica nagle nabieraja oglady i umiejetnosci komunikacji z ludzmi. mialam kiedys przyjemnosc z jedna taka ktora byla dosc oporna pod tym wzgledem w family planning clinic, a ze bywalam tam dosc czesto w pewnym momencie to jakze milo mi sie zrobilo kiedy umawiajac kolejna wizyte i zaznaczajac ze nie mam ochoty widziec tej pani okazalo sie ze juz tam nie pracuje. to pewnie wina tych wszystkich chamskich pacjentow ktorzy nie chcieli do niej chodzic na wizyty big_grin
                                  • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 11:23
                                    Po pierwsze nie mam zamiaru sie tłumaczyc gdzies to pisałam, że ludzi lubię ale prace chciałabym cichą i spokojną. Chcę rzetelnie, profesjonalnie wykonywać swój zawód jednak chce mieć okrojony kontakt z pacjentem. Moja koleżanka pracuje w Monachium i tam każdy szanuje siebie nawzajem dotyczy to również pacjenta, bo ja spotkałam się z róznymi pacjentami w Polsce. Tak, że działa to w dwie strony droga pricesso.
                                    • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 11:28
                                      I nie pochlebiaj sobie, ze to dzieki tobie ktoś nie pracuje w danym miejscu.
                                      • princess_yo_yo Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 11:33
                                        nie tylko dzieki mnie skarbie, takich jak ja musialo byc duzo wiecej smile
                                    • princess_yo_yo Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 11:33
                                      oczywiscie ze to dziala w obie strony ale to osoba swiadczaca usluge ma obowiazek zachowywac sie uprzejmie i profesjonalnie bo jest w pracy. petent, pacjent, klient tez ma taka powinnosc bo taka mamy umowe spoleczna ale nie moze to miec wplywu na zachowanie uslugodwacy.
                                      w kontekscie o ktorym mowimy tylko jedna osoba jest w pracy i datego od tej osoby wymaga sie wiecej. mozesz sobie zaklinac rzeczywistosc ale jej nie zmienisz.
                                      • franczii Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 11:49
                                        W dodatku tu mamy studentke, ktora od tego pacjenta chce, zeby uzyczyl jej swojej osoby do nauki. Powinna sie starac jeszcze bardziej zyskac zaufanie a nie tylko "realizowac swoje prawo do nauki".
                                    • franczii Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 11:47
                                      Po pierwsze nie zawsze to dziala w obie strony, bardzo bym chciala ale niestety to nie jest takie proste ze jak ja bede kulturalna to i lekarz bedzie wobec mnie kulturalny, uprzejmy i traktowal mnie profesjonalnie.
                                      Po drugie jak chcesz sie uczyc na czyims ciele to ty pierwsza powinnas starac sie zyskac przychylnosc i zaufanie czlowieka do ktorego wyciagasz lapy. Pokazac, ze liczysz sie z jego uczuciami, ze skrepowaniem, obawami i okazac odrobine wdziecznosci jesli cie do siebie dopusci a nie egzekwowac jako twoje prawo a jego obowiazek. Zamiast tego drzesz jadaczke wylacznie o swoich prawach. Ja doskonale wiem, ze ludzie bywaja trudni a nawet chamscy wiec i wsrod pacjentow tacy musza byc i chamstwa nie usprawiedliwiam ale ty tez twoimi postami wystawiasz sobie bardzo brzydkie swiadectwo i jezeli takim tonem sie odnosisz do pacjentow jak tu piszesz na forum to nie zdziwilabym sie gdyby byli oni do ciebie negatywnie usposobieni.
                                    • d.o.s.i.a Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 11:56
                                      > Po pierwsze nie mam zamiaru sie tłumaczyc gdzies to pisałam, że ludzi lubię ale
                                      > prace chciałabym cichą i spokojną.

                                      Cicho i spokojnie jest, zdaje sie, w kostnicy. Moze minelas sie z powolaniem?
                                      Przyznam, ze tak roszczeniowej postawy u przyszlego lekarza dawno nie widzialam. W UK nie mialabys najmniejszej szansy nawet dostac sie na medycyne z takim podejsciem.
                                    • paszczakowna1 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:02
                                      > Po pierwsze nie mam zamiaru sie tłumaczyc gdzies to pisałam, że ludzi lubię ale
                                      > prace chciałabym cichą i spokojną. Chcę rzetelnie, profesjonalnie wykonywać sw
                                      > ój zawód jednak chce mieć okrojony kontakt z pacjentem.

                                      Medycynę sądową, patomorfologię, albo coś w tym rodzaju sugeruję jako przyszłą specjalność. W innych dziedzinach medycyny, niestety, problemy medyczne nie istnieją w oderwaniu od żywych ludzi.
                                    • my-alena Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:13
                                      Moja koleżanka pracuje
                                      > w Monachium i tam każdy szanuje siebie nawzajem dotyczy to również pacjenta, bo
                                      > ja spotkałam się z róznymi pacjentami w Polsce. Tak, że działa to w dwie stron
                                      > y droga pricesso.

                                      Lekarze w Monachium wychodzą do pacjenta z sercem na tacy, są cierpliwi, słuchają, pocieszają, tłumaczą, uspokajają, uśmiechają się itd, więc i pacjent jest spokojny i czuje , że jest pod dobrą opieką, bo lekarz zachowuje się jak człowiek, jest pełen empatii. Gdyby lekarze w Monachium byli gburowaci, nieprzyjemni i aroganccy to i pacjenci by się odwdzięczyli. Szacunek za szacunek, a Ty widzisz tylko swój czubek nosa i szacunek jaki się Tobie należy.

                                      PS. jestem pacjentem onkologicznym w Monachium więc wiem jak to wygląda.
                                      • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:18
                                        Sama widzisz tylko czubek wlasnego nosa.
                                        • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:19
                                          I czy jesteś z zawodu wróżką? bo tak sie zschowujesz
                                        • my-alena Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:25
                                          iceland.3 napisała:

                                          > Sama widzisz tylko czubek wlasnego nosa.

                                          A mogłabym wiedzieć, po czym wnioskujesz ? Bo jakoś jednak wydaje mi się, że głębsza myśl Ci po prostu do głowy nie przyszła.

                                          • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:30
                                            A może tobie po prostu zabraklo spojrzenia szersza perspektywa na pewne sprawy?ale jak sie nie potrafi sie prowadzic sensowenej dyskusji, kiedy kazdy ma inne poglady to najlatwiej czlowieka obrazic. Nie chce juz z toba dyskutowac bo to nie jest dyskusja tylko klotnia.
                                            • my-alena Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:45
                                              Mi brakuje szerszego spojrzenia ??????

                                              Chyba zdając na medycynę człowiek powinien zdawać sobie sprawę z tego, że pacjenci są różni, że to tylko ludzie, że potrafią być chamscy (podobnie zachowują się również w komunikacji miejskiej czy u szewca), że nie zawsze mieli okazję poznać tajniki higieny osobistej, że kłamią (tak kłamią i to nie tylko u lekarza), że dzieci histeryzują, że ryczą, bo są mniej wrażliwe na ból itd.
                                              To lekarz powinien się w takiej sytuacji wykazać wyższą kulturą i powinien umieć podejść do każdego pacjenta, bo to taka a nie inna profesja. Pacjent to człowiek chory, czasem to tylko grypa, a czasem coś poważniejszego, podczas wizyty lekarskiej musi podejmować czasem szybkie i ważne decyzje, stawia się mu diagnozę (czasem bardzo poważną) , człowiek sobie zwyczajnie może nie radzić z emocjami podczas takiej wizyty. Od tego właśnie jest lekarz, żeby wyjaśnić, wytłumaczyć, uspokoić, żeby pacjent wyszedł z gabinetu z przekonaniem, że ktoś się nim zajmie, a nie z przekonaniem, że świat mu się wali na głowę i nikogo to nie obchodzi.
                                              Jak lekarz ma szacunek do pacjenta to i pacjent potrafi się odwdzięczyć. Jeżeli pacjent czuje, że ktoś się serio przejmuje jego przypadkiem, że robi wszystko , żeby pomóc, udziela informacji to też odwdzięczy się tym samym , z pewnością nie będzie się awanturował.

                                              I serio, serio możesz mi wierzyć, że pacjenta w Niemczech traktuje się inaczej niż pacjenta w Polsce, dlatego zawód lekarza jest szanowany.

                                              • kosa.bar Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 15:03
                                                > Jak lekarz ma szacunek do pacjenta to i pacjent potrafi się odwdzięczyć. Jeżeli
                                                > pacjent czuje, że ktoś się serio przejmuje jego przypadkiem, że robi wszystko
                                                > , żeby pomóc, udziela informacji to też odwdzięczy się tym samym , z pewnością
                                                > nie będzie się awanturował.

                                                Oj niestety mylisz się. Zawsze podchodziłam do pacjentów z sercem i szacunkiem, co jednak nie działa w drugą stronę. Bo czy szacunkiem można nazwać fakt,że pacjenci wymagają ode mnie przyjmowania po godzinach a gdy się nie godzę obrażają i trzaskają drzwiami? albo jak atakują telefonami o każdej porze dnia i nocy?A gdy nie pozwalają mi na posiłek i skorzystanie z toalety? Widzę zupełnie inna zależność, dałam im palec, wzięli całą rekę i chcą jeszcze więcej.
                                                • hellulah Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 15:44
                                                  Ale co to są "pacjenci"? Jakaś taka zuniformizowana masa, coś jak mielonka, czy pasztet? Wszyscy pacjenci jak leci? Dałaś palec kilku osobom, wszyscy (telepatycznie czy przez osmozę) nauczyli się włazić tobie na głowę? Jacy oni?
                                                  • kosa.bar Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 19:14
                                                    Ale czego nie rozumiesz? Moi pacjenci tak sie zachowują i tyle. Wszyscy, którzy dostali numer telefonu nadużywają go. Osoby, których nie podejrzewałabym o nietaktowne zachowanie potrafią zadziwić. Codziennie wychodzę z pracy kompletnie wykończona bo MOI PACJENCI tak się zachowują.
                                                  • hellulah Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 19:23
                                                    Teraz - to nie rozumiem, po co dawałaś ten numer telefonu? po to, żeby nie dzwonili?

                                                    "Proszę, tu jest mój numer. Proszę na niego nie dzwonić." Dobre.

                                                    Wcześniej nie rozumiałam uogólnienia. Dalej nie dowierzam, że 100% pacjentów to chamy.
                                                  • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 19:35
                                                    Mój mąż też dał prywatny numer telefonyu. Pani zadzwoniła w tygodniu wyjaśnił jeszcze raz jak ma brać leki, jakk się przygotować do zabiegu. Przegięcie nastąpiło kiedy zadzwoniła i w sobotę i w niedzielę o 6nad ranem. Wtedy mąż powiedział jej co o tym myśli, czy nie ma prawa mieć 1dnia w tyg wolnego, czy jej nie wstyd wydzawniać i budzić rodzinę o tak wczesnej porze. Pani się oburzyła i zaczeła grozić mężowi, że złozy na niego skargę. Skargę złożyła tylko ordynator i zastepca niezły mieli ubaw jak mozna miec taki tupet. Takie sytuacje sa codzinnie. Dlatego ja widząc co polak potrafi chcę mieć z nim jak najmniejszy kontakt. Nie, ze jestem zła, ludzi bardzo lubię ale ja się boje niektórych polskich pacjentów, że kiedyś któryś w furii pod wpływem alkoholu pobije mnie itd. Nie mam ochoty w ten sposob pracowac, narazajac siebie. Niestety ale za granicą mają opinie o polakach jaką mają i to nie wzieło się z niczego.
                                                  • hellulah Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 19:44
                                                    Piszesz o jednostkowym przypadku, a uważasz to za argument świadczący o każdym jednym pacjencie. Wierzę, że tak było. Mąż mógł co prawda wyciszyć telefon, albo chociaż nie odbierać od nieznanych numerów (chyba numery ze szpitala, w razie nagłego wezwania, by poznał?), ale fakt faktem pani zachowała się wbrew dobrym obyczajom, a zakładam, że sprawa nie była pilna. Mój telefon milczy przed południem w niedzielę smile najwyżej oddzwaniam.

                                                    Ja nie wymagam, żeby lekarze dawali mi domowe numery. Niech tylko mnie nie poniżają ani nie rozstawiają po kątach, niech nie ignorują. Spotkałam sporo medyków, wielu moich znajomych z tego fachu. Większość polskich lekarzy jest ok. Ale są też i czarne... perełki, powiedzmy, jak np. z postu hamerykanki, aktywnie agresywne i to bez dania powodu.

                                                    Nadal uważam, że to naturalne, że chory, przerażony człowiek głupieje i zachowuje się także i niepoprawnie (choć to upierdliwe i męczy), a lekarz jako fachowiec może wyuczyć się technik, pozwalających zachować równowagę. I że nie każdy polski pacjent to cham.
                                                  • kosa.bar Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 19:53
                                                    W którym miejscu napisałam chamy? Masz jakis problem z rozumieniem. Dałam telefon aby był używany w ważnych sprawach, a nie po to żeby pacjenci wydzwaniali z pytaniem kiedy i o której przyjmuję i to w niedzielę, albo też o 22 wieczorem. Zawracanie głowy bzdurami po za godzinami mojej pracy uważam za kompletny brak szacunku wzgledem mojej osoby.
                                                  • hellulah Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 19:57
                                                    Dosłownie nie napisałaś, a owszem, ale nie bój się, doskonale cię zrozumiałam: uważasz zachowanie swoich pacjentów za nieodpowiednie. "Zawracanie głowy bzdurami" chyba mogę skrótowo określić "chamskim zachowaniem"?

                                                    Po godzinach pracy nie odbieraj telefonów spoza katalogu telefonu, proste, albo podaj tylko stacjonarny do gabinetu. Chyba sama sobie stwarzasz problemy.
                                                  • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 19:23
                                                    kosa.bar my wiemy o co chodzi ale tutaj ematki zaraz beda wykrzykiwac, że nie masz powolania, ze jestes bez serca, ze się nie nadajesz. Lepiej sie tutaj nie wychylać bo będą wyzywać od potwororów. Nie oszukujmy się w Niemczech czy stanach pacjenci s innz y inn kultur. Ale i tak wina zawsze jest po naszej stronie. Wszystko dla polskiego, kochanego pacjnta bez wzgledu na to jak on się zachowuje.
                                                  • hellulah Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 19:32
                                                    Nie, wina nie leży zawsze po waszej stronie. Uświadom sobie jednak, że czasami owszem, jest po waszej stronie. I że jako profesjonalistki mogłybyście spróbować nauczyć się, jak tego unikać, bo to jest, np. w wykonaniu zachodnim, możliwe.

                                                    A patentu z telefonem nie pojmuję. Miałam raz ginekologa, który podał telefon, sam namawiał, żeby dzwonić, i do którego dzwoniłam, wtedy, kiedy była potrzeba. Nie chciał/nie mógł, to nie odbierał, jak odbierał sam przyznawał, że potrzeba była (takie funkcje telefonów jak wyświetlanie numeru czy blokady albo wyciszenie). Teraz mam ginekologa, z którym sobie maile wysyłam, wolę to nawet od telefonu. Do lekarzy, którzy nie podają numerów, nie dzwonię.
                                                  • kosa.bar Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 20:20
                                                    Nie można niestety naszego systemu pracy porównywać z zachodnim, to jest zupełnie inna bajka.Jesteśmy przeciążeni gigantyczną ilością pacjentów i masą papierkowej roboty,której w ogóle nie powinniśmy wykonywać.
                                                    Co do telefonu-dałam numer w dobrej wierze, licząc na rozsądek moich pacjentów,więcej już nie daję, mam nauczkę.
                                                  • hellulah Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 20:32
                                                    Z tym przeciążeniem zgadzam się, to jest straszne (bez ironii). Zamiast was szkolić z komunikacji interpersonalnej, perswazji itd., to papierologię wcisnęli.

                                                    Telefon może bym dawała, ale tak jak radzę, nie odbierając, kiedy nie chcesz (jak np. tamten ginekolog).
                                                  • my-alena Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 22:11
                                                    kosa.bar napisała:

                                                    > Nie można niestety naszego systemu pracy porównywać z zachodnim, to jest zupełn
                                                    > ie inna bajka.Jesteśmy przeciążeni gigantyczną ilością pacjentów i masą papier
                                                    > kowej roboty,której w ogóle nie powinniśmy wykonywać.

                                                    Z całą pewnością. Nie wiem jak jest na całym zachodzie, ale w Niemczech dużą część pracy załatwiają asystenci. To oni przygotowują pacjenta do badania, sprawdzają ciśnienie, wypytują o objawy, wypełniają kartę, ważą, mierzą itp itd. Dopiero potem wkracza lekarz i ma duuuużżżżooo mniej pracy. Organizacja jest po prostu inna, nie zmienia to faktów, że w dobrych szpitalach na wizytę do specjalisty czeka się w kilkugodzinnym ogonku (oczywiście termin umówiony wcześniej). W gabinetach "prywatnych" jest lepiej, ale u dobrego lekarza też się czeka, bo on też przyjmuje po kilka pacjentek na godzinę.
                                                  • shige Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 20:58
                                                    W wykonaniu zachodnim jest podobnie jak u nas w kraju różnica jest taka że w wykonaniu zachodnim za leczenie się więcej płaci co rzutuje na komfort pracy lekarza i komfort leczenia pacjenta. W np.takich Niemczech pacjent bez powodu na wizytę nie przyjdzie bo musi za nią zapłacić nawet jak jest ubezpieczony.Moi pacjenci 10 razy się zastanawiali, czy przyjść z gorączka, czy nie.W Anglii, Szwecji wstępną weryfikację przeprowadza pielęgniarka koordynująca i do lekarza specjalisty trafiają "wyjątkowe' przypadki.A w Polsce w przychodniach kolejki.Lekarz pierwszego kontaktu musi przyjąć każdego zgłoszonego pacjenta, którego prowadzi.Wstępnej selekcji brak.Mój rekord to 150 osób w tym poważnych przypadków ok. 30.../ większość to były zwolnienia i żal przyznać hipohondrycy...Do specjalistów też kolejki, bo pacjenci zapisują się na kilka terminów na raz. Co gorsza wizyt nie odwołują!Marnują mój czas i zdrowie innych pacjentów!Komfort pracy żaden.Ani dla mnie ani dla pacjenta.W Szwecji na taką samą wizytę jak tutaj miałem min.30 minut.Dokumentacja medyczna w zasadzie robiła się sama.W Polsce jest za to masa papierów do wypełnienia...Nawet po 17 h operacji trzeba to zrobić!
                                                    A co do pacjentów.Są różni jak wszędzie.I lepsi i gorsi.Wszystkich traktuję z należytym szacunkiem tak samo jak moją rodzinę i przyjaciół.Najgorzej było na etacie w pogotowiu.Tu kilka razy w mordę oberwałem i bynajmniej nie była to osoba chora psychicznie...Nie liczyłem już gróźb i wyzwisk pod swoim adresem. Pacjent w Polsce jest trudnym pacjentem.Nie na darmo się mówi że mamy w Polsce prawie 38 mln lekarzy...Pacjent często wie lepiej, bo przeczytał w jakimś tam poradniku i leczy się sam.Stosuje masę leków często się wykluczających (na zasadzie goździkowa poleciła).Często pacjenci zmieniają dawkowanie leków, zaprzestają ich przyjmowania (a bo przeczytają ulotkę leku).Nie patrzą na trud pracy lekarza włożony w jego terapię.I tym sposobem w Polsce marnuje się sporo przeszczepów (ze statystyk wynika ze jest to ok.15 %).Przykre to ale z takim podejściem spotkałem się tylko tutaj...
                                                    Mam tez pacjentów z którymi się przyjaźnię.Jestem zapraszany na chrzciny, wesela.Często tym ludziom dałem drugie życie i chcą żebym w tym życiu uczestniczył.To miłe.
                                                    Wina jak zawsze leży po środku!
                                                  • hellulah Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 04.04.12, 17:16
                                                    Co do zwolnień - co proponujesz? W Polsce nie można zadzwonić i samemu się usprawiedliwić, musi być kwitek od lekarza. A nie w każdym zawodzie z każdym stanem grypopodobnym np. można wydajnie i bez szkody dla zdrowia pracować. Urlop brać? ale w takim razie, po co opłacać składki?
                                                  • my-alena Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 04.04.12, 21:30
                                                    hellulah napisała:

                                                    > Co do zwolnień - co proponujesz? W Polsce nie można zadzwonić i samemu się uspr
                                                    > awiedliwić, musi być kwitek od lekarza. A nie w każdym zawodzie z każdym stanem
                                                    > grypopodobnym np. można wydajnie i bez szkody dla zdrowia pracować. Urlop brać
                                                    > ? ale w takim razie, po co opłacać składki?

                                                    Hm podejrzewam, że pytanie do mnie. Jasne, że jeżeli nie ma wyjścia trzeba iść do lekarza. W Polsce nadużywa się leków , zarówno antybiotyków jak i leków wspomagających, więc odporność jest zaniżona, choruje się częściej. Ja w przypadku przeziębienia biorę ibufen. Ostatni raz na zwolnieniu lekarskim z powodu przeziębienia czy grypy byłam w 2001 roku big_grin. Mój mąż od roku 2000 był dwa razy big_grin
                                                    Dzieci w Niemczech mogą nie przyjść do szkoły z powodu chooroby 2-3 dni bez zwolnienia lekarskiego (przynajmniej u nas, co Land to obyczaj), wystarczy zadzwonić. Moja córka, w tej chwili 3 klasa SP, jeszcze ze zwolnienia lekarskiego nie korzystała, zazwyczaj się w tych 2-3 dniach mieści. Większość dzieci w Niemczech tak przechodzi przeziębienia (katar i kaszel nie jest powodem nie pójścia do szkoły czy przedszkola). Większość chorób to wirusówki przy których nie stosuje się najcześciej żadnych leków. W przypadku gorączki podaje się paracetamol lub Ibufen. Leki wspomagające typu na kaszel czy na katar są przepisywane tylko w przypadku kiedy powyższe utrudnia spanie i lekarze mocno przestrzegają, żeby nie nadużywać i stosować tylko na noc. Nie stosuje się żadnych dodatkowych leków poprawiających odporność, witaminek, leków przeciwzapalnych itp. Oczywiście piszę o dzieciach zdrowych, bez chorób przewlekłych.
                                                  • my-alena Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 22:02
                                                    iceland.3 napisała:

                                                    > kosa.bar my wiemy o co chodzi ale tutaj ematki zaraz beda wykrzykiwac, że nie m
                                                    > asz powolania, ze jestes bez serca, ze się nie nadajesz. Lepiej sie tutaj nie w
                                                    > ychylać bo będą wyzywać od potwororów. Nie oszukujmy się w Niemczech czy stanac
                                                    > h pacjenci s innz y inn kultur. Ale i tak wina zawsze jest po naszej stronie. W
                                                    > szystko dla polskiego, kochanego pacjnta bez wzgledu na to jak on się zachowuje
                                                    > .

                                                    A przyszło Wam do głowy , że niemicki lekarz SAM dzwoni w weekend do pacjenta i pyta o jego samopoczucie ??????

                                                    Bo tak właśnie jest. Oczywiście nie w każdym przypadku, ale jeżeli lekarz ma wątpliwości czy terapia skutkuje to SAM dzwoni. Mój mąż przechodził ostatnio zapalenie płuc. Po tygodniu stosowania antybiotyku nastąpiło pogorszenie, poszedł jeszcze raz do lekarza rodzinnego. Akurat wypadło na piątek. Lekarka przepisała kolejne leki i dzwoniła w piątek wieczorem, w sobotę i w niedzielę pytając o samopoczucie, wysokość gorączki i czy wszystko ok.

                                                    Z jednym mogę się zgodzić , ogólny poziom kultury na zachodzie jest wyższy, nie będę temu przeczyć. Przeciętny pacjent pewnie jest przyjaźniej nastawiony, ale to też wynika z szacunku dla zawodu lekarza, którego w PL nie ma, ale lekarze sobie sami na taki stan rzeczy zapracowali (Ci źli, nie wszyscy są żli, ale opinia spadła na wszystkich).
                                      • my-alena Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:20
                                        I jeszcze jedno, zdarzało mi się trafiać do niesympatycznych, gburowatych lekarzy w Monachium w gabinetach i nigdy więcej ich nie odwiedzę, wybiorę innego lekarza. Co ciekawe to poczekalnie tych lekarzy świecą pustkami, jedyny plus, to fakt, że do takiego lekarza nie trzeba czekać na wizytę, terminy prawie od ręki big_grin
                                        Poczekalnie lekarzy którzy są dla pacjenta, a nie tylko pacjent dla nich są pełne, a na wolny termin czeka się kilka tygodni.
                                        Sama możesz zdecydować jakim lekarzem chcesz być i jaką mieć reputacje.
                                        • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:25
                                          Ale po co mi o tym piszesz?ja napisalam, ze wybieram specjalizacje o ograniczonym kontakcie z pacjentem, bo taka mi sie spodobala, wiec nie musze miec usmiechu przyklejonego do twarzy.
                                          • my-alena Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:32
                                            No i super, w takim razie potrzebujesz również ograniczony kontakt z pacjentem do nauki, więc o co się burzysz właściwie ?

                                            Ja świetnie rozumiem potrzebę nauki studenta, w mojej opinii zawód lekarza powinien być równieć obdarzony szacunkiem, ale prawda jest też taka , że w Polsce lekarze sami zapracowali sobie na to jak są postrzegani i że szacunek utracili (szkoda tylko tej garstki na prawdę dobrych lekarzy z powołania, za którymi się ten smród ciągnie).

                                            Ty pokazałaś tu w tym wątku, że jesteś arogancka, pacjent i jego uczucia dla Ciebie nie znaczy nic, bo TY masz prawa... itd Świetnie się wpisujesz w powyższy model polskiego lekarza.
                                            • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:35
                                              Alez prosze bardzo mnie dalej obrazac. Nie mam ochoty klocic sie z kims takim jak ty. Tylko uwazaj, bo zlosc pieknosci szkodzi.
                                              • my-alena Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:51
                                                iceland.3 napisała:

                                                > Alez prosze bardzo mnie dalej obrazac. Nie mam ochoty klocic sie z kims takim j
                                                > ak ty. Tylko uwazaj, bo zlosc pieknosci szkodzi.

                                                To znaczy z kim ????

                                                Sama sobie opinie wystawiasz. Może jednak weź sobie do serca to co ludzie piszą, bo nie piszą Ci tego, żeby Cię obrażać, tylko, żebyś się zastanowiła nad tym co piszesz, bo serio nie wystawiasz sobie dobrego świadectwa. Podejrzewam, że tylko niepotrzebnie się na forum zapędziłaś, ale.... nie brzmi to dobrze.

                                                I o moją urodę martwić się nie musisz, do złości mi daleko.
                              • hamerykanka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 15:39
                                No dokladnie. Iceland bedzie albo musiala sie zmienic i byc milym dla pacjenta (okropne, nieprawdaz), albo zostanie wykopana z hukiem szybciej niz zdazy rozpakowac walizki.

                                Zyjac w Stanach juz X lat nie spotkalam sie jeszcze z niuprzejmym czy niemilym lekarzem. Nie chodzi o usmiech, ale o szacunek dla pacjenta, chociazby dla jego poczucia skromnosci. W Stanach czlowiek nie musi rozdziewac sie do stanika zeby byc osluchanym-lekarz robi to przez koszulke. Do badan bardziej intymnych wzywa pielegniarke, aby asystowala i nie bylo potem sytuacji, ze pacjent sie skarzy, ze lekarz macal gdzie nie trzeba. Do badan ginekologicznych kobieta jest okrywana przescieradlem, przykrywajacym takze dolna czesc-lekarz nie patrzy na nagosc.Oczywiscie jest tam pielegniarka.
                                Przez dluzszy czas mialam problem z byciem dotykanym przez mezczyzne-ba, nawet obecnoscia nieznajomego mezczyzny w jednym malym pomiesczezniu (zespol stresu post-traumatycznego). Moj ginekolog zawsze byl uprzejmy i choc nie mial ze mna latwego zycia, nigdy nie dal tego poznac; nawet jesli wymagalo to extra czasu aby przelamac moj opor psychiczny.
                                Dla porownania,w duzym szpitalu w Lublinie, gdzie trafilam z powodu bolesnych okresow, bylam na sali z czterema innymi kobietami, zero zaslonek; przyszedl pan ordynator na poranna wizyte z tabunem studentow; zazadal zebym pokazala zakrwawiona podpaske (usmieszki na twarzach co poniektorych studentow za jego plecami); chcial mnie przebadac bez zachowania zadnej intymnosci czy nawet uszanowaniai mojego wstydu-rzucal sobie dowcipy o dziewicy w tym wieku, i tym ze najlepszym lekarstwem na bole miesiaczkowe jest seks trzy razy dziennie ; studenci wybuchali poslusznym rechocikiem. Wypisalam sie natychmiast na wlasne zyczenie.
                                • shige Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 21:06
                                  hamerykanka napisała:

                                  > Zyjac w Stanach juz X lat nie spotkalam sie jeszcze z niuprzejmym czy niemilym
                                  > lekarzem. Nie chodzi o usmiech, ale o szacunek dla pacjenta, chociazby dla jego
                                  > poczucia skromnosci. W Stanach czlowiek nie musi rozdziewac sie do stanika zeb
                                  > y byc osluchanym-lekarz robi to przez koszulke. Do badan bardziej intymnych wzy
                                  > wa pielegniarke, aby asystowala i nie bylo potem sytuacji, ze pacjent sie skarz
                                  > y, ze lekarz macal gdzie nie trzeba. Do badan ginekologicznych kobieta jest okr
                                  > ywana przescieradlem, przykrywajacym takze dolna czesc-lekarz nie patrzy na nag
                                  > osc.Oczywiscie jest tam pielegniarka.

                                  W Stanach takie postępowanie wynika nie z kultury osobistej, a z zagrożenia jakim jest wysokość odszkodowania jakie pacjent może uzyskać z byle powodu!Lekarze amerykańscy płacą ogromne składki od odpowiedzialności cywilnej podobnie jak amerykańskie szpitale.W Polsce za kilka lat mam nadzieję, że będzie podobnie.
                                  • hamerykanka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 04.04.12, 04:38
                                    Wiem o tym. Ale wazny jest dla mnie skutek; traktowanie pacjenta...Tez mam nadzieje ze bedzie to i w Polsce, ale nie wiem czy za kilka lat, bo jak widac mentalnosc studentow medycyny niczym sie nie rozni od mentalnosci ich straszych kolegow po fachu.

                                    Musza chyba jednak wyjechac na Zachod i zetknac sie z innymi warunkami, zeby sie nauczyc ze pacjent ma prawa i jednym z nich jest prawo do traktowania z szacunkiem. Bo ja raczej traktowalam lekarzy bedac w Polsce z szacunkiem, ale niesttey nie szlo im to w druga strone.

                                    Podam inny przyklad: podczas robienia doktoratu nabawilam sie silnego , duszacego kaszlu. Sadzac ze to alergia, poszlam do lekarza, alergologa. Powiedzialam ze robie doktorat w laboratorium, a pani doktor wziela to sobie do serca i zaczela podniesionym glosem oburzac sie ze ja sie wywyzszam i za kogo sie uwazam..a mi chodzilo o kontakt z roznymi silnymi odczynnikami, ktore mogly powodowac taka reakcje organizmu. Ja do niej z pokora, chcialam tylko podsunac mozliwosc, ona do mnie z pyskiem.
                                    Wiecej do niej nie wrocilam.
                                    • hellulah Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 04.04.12, 17:23
                                      Twoja historia z panią alergolog przypomina mi pana ginekologa-położnika, oburzonego i rozbawionego zarazem tym, że prawidłowo użyłam pewnego wcale nie super wyrafinowanego terminu medycznego, mówiąc o swoich objawach (nie, nie, nie nie stawiałam sobie diagnozy, tylko opisywałam co się dzieje, prawidłowo użyty! termin znałam ze szkoły rodzenia oraz literatury popularno-naukowej). Bo najlepszy pacjent (dla tego egzemplarza) to zapewne taki niekumaty, niewnikający, a potulny. Czyli nawet mój miły ton nie pomógł, irytację wyzwoliło jedne trochę mniej kolokwialne słowo.
                                • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 04.04.12, 08:59
                                  Bzdury wypisujesz. Urodziłam się w Stanach, mieszkałam tam 19 lat ( prawie) do dziś żyję w nijakim rozkroku między Polską a Stanami. Wcale nie jest tak różowo i cukierkowo. Tak bywa jeśli masz solidne ubezpieczenie, jeśli trafiasz do szpitala bez takowego to jesteś traktowana jak śmieć. A postrawienie trafnej diagnozy graniczy z cudem.
                                  • franczii Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 04.04.12, 11:08
                                    A ja mieszkam we Wloszech i w szpitalach publicznych nie pozwalaja sobie na chamstwo.( Na polnocy bo na poludniu jest zacofanie i poziom jak w Polsce tzn. lekarz czuje sie panem bogiem i pacjenta traktuje co najmniej protekcjonalnie, jak sie ma szczescie a jak pecha to chamsko) A wloska sluzba zdrowia nie jest raczej w europejskiej czolowce. W ciagu 6 letniego pobytu spotkalam 2 razy gburowatego pracownika w szpitalu. A kiedy przyjezdzalam to tak sie zlozylo, ze wprost ze szpitala w Pl do szpitala wloskiego i bylam w szoku, ze w szpitalu mozna sie czuc jak czlowiek a nie smiec. I bylo mi wstyd, ze moj maz Wloch musial miec do czynienia z moimi rodakami pracujacymi w polskim szpitalu.
                                    • katus118 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 04.04.12, 18:27
                                      Natomiast lekarz ma przyjmować pacjenta, bardzo często chamskiego, który od razu skomentuje jego powołanie, ze szczerym uśmiechem.
                                      Bo przecież etyka..
                                      Bo przecież on jest dla pacjenta, a nie odwrotnie.
                                      • franczii Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 04.04.12, 21:08
                                        jesli mam byc szczera to nigdy nie slyszalam zeby to byl jakis duzy problem, prawdopodobnie jest to marginalne zjawisko. W ogole jakos mniej jest jawnego chamstwa i nieuprzejmosci w powierzchownych kontaktach miedzy ludzmi na codzien niz w Polsce.
                        • shige Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 22:03
                          Wie Pani sam uczę młodych studentów i nie widzę problemu, naprawdęsmilePracuję w dużym dziecięcym szpitalu klinicznym.Czy aż tak źle jest na internie?
                          Dziś studenci mają naprawdę niesamowity komfort pracy i nauki.Dużo lepszy niż ja miałem trzydzieści parę lat temu...Wtedy nie było nic, ani sprzętu, ani preparatów, ani warunków do nauki.Chcąc się uczyć musiałem wyjechać.
                          • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 22:12
                            Nie widzę żadnego problemu. Napisałam kilka postów powyżej, że zawsze spotykam się z życzliwym i przychylnym nastawieniem pacjentow. Tylko na forum wiadać pojawia się problem. Napisałam o sytuacji teoretycznej, że nagle kazdy odmowi leczenia. Chcialam nakreslic problem z punktu widzenia studentki co wtedy by sie stało, bo prawo jest tylko po stronie pacjentow. Ja absolutnie nie narzekam na moja uczelnię. Jest i dobra kadra i możliwości nauki i pacjenci problemow nie robią. Chociaż za granica chciałabym spróbować po to by zrobić kilka staży, spróbować gdzieś dalej, mieć możliwości przeżycia przygody, nowoścismile
                            • franczii Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 22:23
                              To skoro nie ma problemu czemu sie rzucasz?
                              Powinnas sie cieszyc i byc wdzieczna, ze pacjenci ludzie zestresowani choroba i cierpieniem uzyczaja swoje cialo zebys ty sie mogla uczyc a ty bijesz piane na forum. Ucz sie od nich empatii, zyczliwosci i zrozumienia. I zastosuj wobec tych rzadszych przypadkow kiedy jednak spotkasz sie z odmowa i nie zakladaj od razu ze to zlosliwosc i kaprys.
      • mgla_jedwabna Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:13
        Mała uwaga: ponieważ niektórzy nie rozumieją rzeczy oczywistych (klinika uniwersytecka=studenci w gabinecie), dobrze byloby, gdyby przy rejestracji obok pytań o imię, nazwisko, nr ubezpieczenia, pojawiało się kontrolne pytanie "rozumiem, że zdaje sobie pan/i sprawę, że jest to szpital akademicki i w badaniu/zabiegu będą brali udział studenci?". Jedno krótkie pytanie i wiele awantur z głowy.
        • d.o.s.i.a Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:20
          Przede wszystkim to nawet lekarz ma obowiazek uzyskac od pacjenta zgode na wykonywane czynnosci. Nie mowiac juz o stazyscie. Przeciez pacjent przy przyjeciu do szpitala nie ulega ubezwlasnowolnieniu, to jest w dalszym ciagu JEGO cialo i to ON decyduje co lekarz moze, a co nie. A lekarz jedynie moze objasnic co chcialby zrobic i zapytac, czy pacjent sie na to zgadza. Jesli pacjent sie nie zgodzi - zaproponowac inny rodzaj leczenia, albo... pogodzic sie z tym, ze takiego pacjenta nie zbada i probowac go leczyc majac ograniczona wiedze.

          Wiec nie rozumiem skad w ogole pomysl, ze pacjent ma jakikolwiek "obowiazek" zgadzac sie na obecnosc stazystow. Ze lekarz ma jakiekolwiek "prawo" do robienia z nim co mu sie zywnie podoba - przeciez to chore z definicji.

          To mi sie wlasnie podoba w lekarzach w UK, ze najpierw mowia co beda robic, potem pytaja, czy jest to dla mnie OK i dopiero potem leca z lapami.
          • franczii Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:40
            No jakze, przeciez najwieksza cnota pacjenta w polskim szpitalu jest to ze siedzi cicho, pytan nie zadaje i "wspolpracuje" czyt. wykonuje poslusznie kazde polecenie.
          • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 04.04.12, 17:30
            Odejdźmy od stomatologii a wyobraźmy sobie oddział internistyczny. Przywieziony został pacjent z podejrzeniem zapalenia płuc. Przypadek fikcyjny.
            Przychodzi lekarz- dzień dobry Panie Kowalski - chciałbym Pana osłuchać.
            Pan Kowalski - Nie zgadzam się!
            Lekarz - Chciałbym Panu zrobić rentgen płuc, żeby wykluczyć/potwierdzić podejrzenie
            Pan Kowalski- Nie zgadzam się
            Lekarz - co mam zrobić?
            Pan Kowalski- Niech pan robi co pan chce, pan jest lekarzem, ja tam na żadne badanie się nie zgadzam ani przez pana ani przez studentów. Teraz wynocha, bo chcę spać.
            Następnego dnia
            Dzień dobry Panie Kowalski ....itd.
            Lekarz nie ma prawa leczyć w ciemno, bo wtedy tylko krok od zrobienia błędu.
            A lecieć z łapami to możesz Ty do męża.
            • franczii Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 04.04.12, 17:58
              Zaczyna cie ponosic fantazja.
              Moze wymysl historyjke, ktora ma jakis cien prawdopodobienstwa, co?
        • iceland.3 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:23
          Dokładnie tak powinno być. Ludzie tego nie rozumieją, a ja wyszłam tutaj na bezduszną studentkę, która mysli czubkiem własnego nosa, która jest bez serca, którą nikt na świecie do pracy nie przyjmie. Bo wyraziłam opinię, że powinny być miejsca szkoleniowe zarezerwowane dla studentów i prawo po ich stronie tez powinno jakos stanac. Bo to procentuje na przyszlosc o czym pacjenci zapominają.
          • d.o.s.i.a Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:28
            > rą nikt na świecie do pracy nie przyjmie. Bo wyraziłam opinię, że powinny być m
            > iejsca szkoleniowe zarezerwowane dla studentów i prawo po ich stronie tez powin
            > no jakos stanac.

            Dziewczyno. Nigdzie na swiecie nie jest tak, ze pacjent zostanie pozbawiony prawa do swojego ciala i oddaje je w bezwzledne uzywanie obcej osobie. To co proponujesz jest tak niedorzeczne, ze az sie wierzyc nie chce. Jak chcesz prawnie zmusic ludzi do poddania sie badaniom lekarskim? Ubezwlasnowolnic ich?

            Moze wreszcie dotrze do Ciebie, ze nikt nie ma obowiazku godzic sie na badanie? Bo czlowiek idacy do lekarza nie wyrzeka sie prawa do swojego ciala!
          • franczii Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 13:36
            O biedactwo, jak mi cie szkoda ze wyszlas na jedze, roszczeniowa i przedmiotowo traktujaca pacjenta. Moze wez przyklad z tego lekarza ktory sie w tym watku wypowiedzial. On jakos na bezdusznego nie wyszedl a powinien, przy przeciez ludzie sa fatalnie nastawieni do sluzby zdrowiawink I jakos nie ma problemu z uzyskaniem zgody na obecnosc studentow.
            Prawo nie moze w tym przypadku stac po stronie studenta bo to pacjent jest "wlascicielem" ciala, na ktorym ty chcesz sie uczyc i tylko on moze o nim decydowac. Tego nie zmienisz, musisz sie z tym pogodzic i na tym przekonaniu oprzec cale swoje podejscie do pacjenta.
          • sanciasancia Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 21:34
            Pacjent nie jest dla lekarza, to lekarz jest dla pacjenta.
            Priorytety ci się deczko pochrzaniły.
            > Dokładnie tak powinno być. Ludzie tego nie rozumieją, a ja wyszłam tutaj na bez
            > duszną studentkę, która mysli czubkiem własnego nosa,
            Nie wyszłaś, a jesteś, i nie tylko na bezduszną studentkę, ale i bezkonkurencyjnego buca. W tym tygodniu przegonił cię tylko małopolski kolearz, co nie umiał na centralnym z pisuaru skorzystać. Naprawdę liczę na to, że cię w gabinecie nie spotkam.
            Ale spoko, jak twój "starszy brat" wślizgnął mi się do sali porodowej bez pytania w czasie parcia, żeby "się nauczyć", zdążyłam zebrać tyle sił, żeby go ochrzanić.

            Srsly, jak tak sobie czytam wypowiedzi lekarzy, to mnie wcale nie dziwi, że pacjeni na widok kitla rzucają mięsem albo się z pięściami.
            • ania_dentystka Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 04.04.12, 17:34
              Wielka szkoda, że lekarze są jakoś mało skuteczni w obronie przed rzucającymi mięsem i pięściami.
              Za takie wyczyny pacjent powinien odpowiadać przed sądem.
              I to bez względu na to czy rzuci się 90 letni staruszek czy mama 3 latka. Jest nietykalność. Rzucenie się z pięściami na policjanta jest surowo karana, najwyższy czas, żeby i lekarze byli pod ochroną.
              • my-alena Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 04.04.12, 21:38
                ania_dentystka napisała:

                > Wielka szkoda, że lekarze są jakoś mało skuteczni w obronie przed rzucającymi m
                > ięsem i pięściami.
                > Za takie wyczyny pacjent powinien odpowiadać przed sądem.
                > I to bez względu na to czy rzuci się 90 letni staruszek czy mama 3 latka. Jest
                > nietykalność
                . Rzucenie się z pięściami na policjanta jest surowo karana, najwyż
                > szy czas, żeby i lekarze byli pod ochroną.

                Ciekawe. Ty piszesz o prawie do nietykalności cielesnej i jednocześnie uważasz, że pacjent ma obowiązek "oddać" swoje ciała do badań przez lekarza czy studenta. Uważasz, że nietykalność cielesna pacjenta niedotyczy ?????

                To wbij sobie w końcu do głowy, że dotyczy również i to pacjent decyduje na ile lekarzowi/studentowi pozwoli.
    • hankam Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 20:01
      Przeczytałam mniej więcej do połowy.
      Jestem zaskoczona, jak bardzo macie złe doswiadczenia i jak bardzo generalizujecie.

      Miałam parę marnych:
      obcesowa i niegrzeczna "państwowa" ginekolog
      z lekka chamska ginekolog i bezduszna pediatrzyca w klinice położniczej - pośród wielu innych znakomitych w tym szpitalu lekarzy
      chirurg z prywatnej przychodni, który chciał mnie namówić na zabieg w droższej przychodni, w której też przyjmował i wmawiał, że ten zabieg to operacja i konieczny jest anestezjolog (wycięcie małego kaszaka)
      podobno super specjalista chirurg onkolog - poczułam się potraktowana jak rzecz, nigdy więcej do niego nie poszłam.
      Więcej nie pamiętam i nie uważam, aby to było dużo na moje lata. Jakoś tak jest, że bardziej wbijają się w pamięć te złe rzeczy.
      Poza tym lekarze byli lepsi i gorsi, ale zachowywali się normalnie.
      Nigdy nie dałam lekarzowi łapówki ani nie żądano jej ode mnie. Owszem, po ciężkim i przedwczesnym porodzie i urodzeniu kilogramowego dziecka dałam pani neonatolog perfumy i kwiaty, pielęgniarki tez zostały jakoś tam obdarowane.

      Największe moje zdumienie wzbudziła znakomita neurolog dziecięca. W prywatnej "Biedronce", czyli, zdaje się, EnelMedzie, ścieliła mi się do stóp i sama po cichu namawiała na przyjście do przychodni NFZetowej, w której byla już zdecydowanie mniej uprzejma i traktowała mnie troche z góry. Nie jakoś drastycznie, ale różnica byłą bardzo wyraźna.
    • longpath Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 02.04.12, 21:56
      Lekarz nie musi mnie witac służalczym uśmiechem ani wyciągnięciem dłoni. Ani mnie ziębi ani grzeje jego nastawienie, o ile nie jest chamski. Ale musi być kompetentny i dobrze by było, by nie traktował mnie z góry. Niestety to rzadkość. A może ja mam po prostu upiornego pecha.
      • agniesia1973 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 12:25
        Ponad dwa lata temu leżałam na dermatologii z ostrą pokrzywką. W pierwszym dniu pobytu koleżanki z pokoju uświadomiły mnie, że raz w tygodniu ordynator omawia każdym przypadek z osobna. Pacjent musiał na bieliznę narzucić szlafroczek i grzecznie usiąść na środku w gabinecie, gdzie w obecności 20-30 osób (lekarze + studenci) miał prezentować swe ciało... Po czym następowało omówienie problemu. Całe szczęście, że w trakcie pobytu na tym oddziale nie dostąpiłam do tego wątpliwego zaszczytu, ponieważ akurat ordynator miał urlop. Nie ma nic przeciwko, żeby studenci uczyli się ale nie w ten, upokarzający, sposób.
    • katus118 Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 03.04.12, 21:06
      Coś na dziwny tor ten mój wątek zboczył.
      • alyeska Re: Ws. nastawienia lekarzy do pacjentów 04.04.12, 21:53
        Zaprawde jedyne co mnie razi w tym watku to ton wyzszosci jakim posluguje sie ania-dentystka i iceland, ta druga Pani to jeszcze naiwnoscia dobija. Zadna z Was nie ma absolutnie zadnego powodu aby w ten sposob sie wypowiadac. Najwybitniejsi specjalisci w swojej dziedzinie rowniez lekarskiej jakich mialam okazje spotkac byli wielce skromnymi ludzi odnoszacymi sie z szacunkiem do kazdego czlowieka. Wy obie musicie zaczac pracowac nad soba i sposobem odnoszenia sie do pacjentow bowiem to Wy jestescie dla nich a nie oni dla Was. Pewnie ciezko bedzie zrozumiec ten oczywisty fakt ale lekarze/dentysci wykonuja zawod sluzebny. Kazdy z Waszych pacjentow, nawet ten z nieumytymi zebami ( o zgrozo!!!) i ten tak zestresowany choroba, ze sie nie usmiecha (koszmar zupelny!), a takze babunia ze wsi co nie rozumie polowy uczonego wywodu jaki jej serwujecie zasluguje na pelny szacunek bo jest czlowiekiem. Jezeli macie "trudnych" pacjentow ( pewnie jeden na 50) i nie umiecie sobie z nimi poradzic to idzcie na odpowiednie szkolenia albo darujcie sobie prace z ludzmi.
        Leczylam siebie i rodzine w roznych krajach na swiecie i w Polsce w prywatnych klinikach i panstwowych szpitalach i mialam rozne ( ale wiecej pozytywnych) doswiadczenia. Ostatnio nie zgodzilam sie na to ( nie w Polsce) aby tlum stazystow ogladal mnie podczas zabiegu ginekologicznego i lekarz kierownik katedry ten zabieg przeprowadzajacy wyprosil ich z sali. Na pewno,na pewno ucierpiala na tym ich nauka i przyszlosc ( wg iceland), jednak lekarz prowadzacy sam bedac wykladowca podjal to nieslychane ryzyko. Widocznie w tym momencie dobro pacjentki bylo wazniejsze. Wiem ze iceland nie bedzie w stanie tego pojac.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka