triss_merigold6
11.04.12, 12:05
W odniesieniu do sąsiedniego wątku, zafrapowała mnie teza jakoby artyści byli gatunkiem specjalnej troski, zwolnionym z myślenia o finansach i prozie życia.
Czy naprawdę każde rzeźbienie świątków z kory lipowej czy inne malowanie pejzaży wystawianych w Domu Kultury w Pcimiu Dolnym usprawiedliwa totalny brak angażowania się w sprawy rodzinne, unikanie udzielania pomocy i radosną ignorancję w kwestii kasy na życie oraz tfurczość artystyczną?
"Bo to artystka/artysta jest..." kojarzy mi się z grą w drewnianą nogę z "W co grają ludzie" Berne'a (czego można oczekiwać od człowieka, który ma drewnianą nogę?).