kub-ma
18.04.12, 21:47
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,11566301,Napadli_go_w_domu__wiec_chwycil_za_noz__Grozi_mu_wiezienie.html
"Jak się jednak okazuje, 34-latek już wcześniej kilkakrotnie wzywał policję (miał m.in. twierdzić, że czuje się zagrożony). Funkcjonariusze twierdzą, że były to interwencje nieuzasadnione.
Policja pytana, czy zachowanie mężczyzny nie spełniało ram obrony koniecznej, odpowiedziała, że w tym przypadku obrona konieczna została przekroczona. Rany, jakie Marcin N. zadał mężczyznom, zagrażały ich życiu, poza tym 34-latek atakował ich, gdy już opuścili jego mieszkanie i rzucili się do ucieczki."
Argument, że zadał napastnikom ciosy zagrażające ich życiu zupełnie do mnie nie przemawia, bo medycyny nie studiował i w zdenerwowaniu anatomi człowieka przed oczami mieć nie musiał. A po chwili zastanowienia drugi argument, że atakował gdy uciekali, też dla mnie dość wątpliwy. Niby atakował poza domem, ale czy człowiek w panicznum strachu musi mieć aż taką samokontrolę, żeby w sekundę wszystko przeanalizować?
Pamiętam, że dawno temu czytałam artykuł o ludziach którym zarzucono przekroczenie granic obrony koniecznej. W przypadku jednego z nich, mężczyzny, część ludzi nie mogła się mu darować, że w takiej sytuacji zabił młodego człowieka - napastnika. Robili mu wyrzuty i mężczyzna nie wytrzymał, popełnił samobójstwo.
No trudne to wszystko.