W czerwcu wybieram się na wesele. Liczę na to, że będzie ciepło, i już sobie obmyślam z radością strój.
Dobrze wiem, w jakich sukienkach wyglądam ładnie, i wiem co mogę pokazać: szczupłe ramiona, dekolt, ładną szyję, długie nogi na które składają się obłędne kolana i zgrabne kostki. Bez obaw, na pomniczku Królowej Pasztetów są rysy - sukienka nie może być obcisła, bom brzuchata, takie klasyczne jabłuszko.
I wymyśliłam tak:
Sukienka będzie w takim fasonie - luźno i dziewczęco, najchętniej w kolorze czerwonym. Najchętniej uszyję ją sobie sama, bez tego dennego kwiatka, bo mi się z matroną kojarzy, no i może jakoś mniej marszczeń na cycu.
Do tego takie butki, z Deichmanna, bo nie mam za dużo pieniędzy, a buty z tego sklepu okazały się o dziwo bardzo a bardzo wygodne.
Do tego fryzurka coś w rodzaju luźnego koka który bardzo mi pasuje:
I co myślicie? Da radę zostać królową wśród weselnych pasztetów i matron?
Jeśli będziecie chciały, to po weselu wrzucę zdjęcia jak to wyglądało.