twister67
23.08.12, 09:17
ko jak?
Pisałam juz wcześniej o swoich kłopotach. Zawsze miałam zresztą podobne - koleżanka brała za korepetycje 45 PLN mi się jakoś udawało za 30 - i nie dlatego, że robilam to beznadziejnie. Teraz sytuacja jest taka: pojawiło się ogłoszenie na dosyć rzadkie zajęcie. Napisałam list motywacyjny, który wywołał zainteresowanie na tyle, że pan szef do mnie zadzwonił następnego dnia. Rozmawiamy, rozmawiamy, rozmawiamy m.in. o stawkach za tłumaczenia - pan szef się dziwi, jak podaję stawkę - bo on powiedzmy w Poznaniu to może uzyskać przyzwoite tłumaczenie za 35 PLN za stronę 1800 znaków. Myślę, że pierwszy błąd jaki zrobiłam, to to że to łyknęłam. A następnie za to, co miałabym robić zaproponował bardzo, bardzo niską stawkę twierdząc, że taka jest dla całego zespołu i ja też nie zaprotestwowałam, bo sama nie wiem, nie rozumiem takiego sposobu rekrutacji a poza tym akurat tego jeszcze nie robiłam i jakoś tak byłam onieśmielona. Wstyd mi, że to piszę, że taka jestem i zawsze taka byłam. W każdym razie jego postępowanie jest takie, jakby zgłosiła się do was pani do prowadzenia domu (której poszukujecie) wygląda na to, że jest O.K. a wy jej proponujecie 3,5 PLN za godzinę. Zadzwoniłam do koleżanki z tej samej branży i mówię jej o swoich wątpliwościach, ona potwierdziła, że to co on zaproponował mi, to jest 50 - 45% tego za to co się pisze po polsku, a ja miałabym to robić po angielsku. No i nie wiem, czy wszystko przegrałam? I dlaczego - nie rozumiem takiego sposobu postępowania - zgłasza się ktoś do was, kogo poszukujecie - to mu zaproponować śmieszną stawkę. W tym przykładzie z pomocą domową np. to ja bym się bała, że mnie jeszcze ta osoba zbluzga, a przede wszystkim, że zostanę na lodzie bez pracownika który jest mi potrzebny. Mam ochotę napisać do niego, że po przemyśleniu sprawy rezygnuję ze współpracy z nim za taką stawkę. Tylko czy to pomoże.