andaba
13.09.12, 22:04
Idę z dzieckiem do chirurga, okazuje się, ze ma zlamany palec. Lekarz każe mi iść kupić jakies specjalne usztywnienie, którego nie ma w żadnej aptece, ani w żadnym z sześciu zahaczonych sklepów medycznych. Wracam do chirurga, mówiac że nie ma, ten mnie opieprza, ze są, bo on sam kupuje. Na moją propozycję, że odkupię od niego, odpowiada, że mu się skończyło. Adresu swietnie zaoatrzonego sklepu nie podaje, palec mam dziecku usztywnic we własnym zakresie w okeślony sposób (usztywnic jeden staw, bez usztywniania pozostałych, w dodatku staw ma byc w zgięciu).
Inna historia - dziecku, lat pięć, zrobiło się coś na ręce, dermatolog daje skierowanie na cito na zabieg usuniecia, zaznacza, że trzeba oddać na badanie histopatologiczne. Idę do wspomnianego wcześniej chirurga, termin zabiegu za kilka tygodni. Nie ma mozliwości zrobic od razu, bo trzeba dwie godziny wcześniej założyć znieczulenie. Po czym każe mi kupić krem emla i posmarowac dwie godziny przed planowanym zabiegiem - zmiana na grzbiecie dłoni, przy kłykciach, o średnicy około centymetra, wymagająca wycięcia i wyłyżeczkowania. Na pytanie, czy to jedyne znieczulenie jakie otrzyma, lekarz odpowiada, że owszem.
To jeszcze nie wszystko. Okazuje się, że materiał do badania histopatologicznego będę sobie musiała sama zawieźć w odpowiednie miejsce.
Powiedzcie, czy jeszcze gdzies tak wygląda leczenie dzieci?
Dodam, że znalazłam miejsce, gdzie dziecku podano znieczulenie w innej postaci niż krem emla i gdzie wycinka nie musiałam zanosić sama.