Niedawno odwiedziłą mnie kolezanka ze studiów - obecnie szukająca pracy, sytuacja materialna w domu dosc ciezka min ze wzgl na skapego mezusia.
Przed wyjsciem wspomniala ze jedzie jeszcze na zakupy do "sklepu dla biedoty"... nie bardzo zakumałam o jaki chodzi wiec poprosiłam o tłumaczenie na polski

Okazało sie ze to biedronka...
i tutaj pytanie czy faktycznie w Pl pokutuje przekonanie ze ten sklep to jakis sklep dla tzw biedoty

? Druga znajoma zobaczyla kiedys ze wynosze z auta kosze z lisci hiacyntu wodnego

zachwycona bo ponoc takich lata szukala

pyta gdzie kupilam a ja ze w biedronce...zrobila mine dosc dziwna i od razu oznajmila ze jakos nigdy tam nie byla...
Robie zakupy w roznych sklepach Almie, Tesco, Kaauflandzie, Carefourze...w tych ktore mam pod nosem lub są w nich jakies ulubione produkty

Biedronke tez lubie zwlaszcza ze mam jedna nowiutka , i na peryferiach miasta- zero kolejek, czysto , mila obsluga etc...przeciez w tych sklepach masa artykułow wyst w innych sklepach