Wróciłam do domu. Chciałam się pouczyć.
Ale już wracając czuję się dziwnie. Jakby mi zimniej, niż być powinno.
Siadam do komputera - zaczyna nawalać krzyż.
Siadam do biurka - nie mogę wysiedzieć - krzyż nap***ala.
Świetnie. Kraków. Czyli pewnie świńska grypa.
Ale co tam, że świńska grypa. Przeżyłabym i ją. Ale czemu akurat teraz, kiedy, cytując Kwejka i Grę o Tron: "Brace yourselves, Sesja is coming!"?
Od początku wiedziałam, że uwalę. Świat postanowił dopomóc najwyraźniej
I jeszcze kaszlę. No ja nie mogę. I termometr mi się zepsuł.