kocianna
04.02.13, 07:28
Najpierw człowiek do poradni zdrowia psychicznego chodził po kryjomu, w kapeluszu i ciemnych okularach. Teraz na wyprzódki: porównują dawki Prozacu i wymieniają się telefonami do lekarzy i psychologów, zamiast wziąść się w garść, kupić flaszkę i wyżalić się przyjaciółkom, a nie ematce.
Ciekawe, czemu nikt nie radzi "wziąć się w garść" tym, co mają grypę na przykład. Albo rwę kulszową.
Ale może rzeczywiście psychiatrzy zaczęli te antydepresanty zapisywać jak niegdyś interniści antybiotyk? Przyszedł pacjent, znaczy chory, a, nie zaszkodzi mu za bardzo inhibitor serotoniny.
Bo miałam latem dość krótką przygodę z lekką depresją/wypaleniem zawodowym, i dostałam śliczne pigułki, i znów mi się po nich chciało żyć. I jak mi się wczoraj na myśl o poniedziałku niedobrze robiło, zapragnęłam tych pigułek...
Mam się wziąć w garść, czy lecieć do psychiatry?