Idąc za ciosem zakładam wątek okołodzieciowy
Pytanie szczególnie do matek synów - kiedy takie sformułowanie w ustach matki zaczyna niebezpiecznie zgrzytać? I czy zgrzyta w ogóle? Kiedy jeszcze jest żartobliwe, a kiedy zamienia się w rozpaczliwą próbę zastąpienia nieobecnego (fizycznie lub emocjonalnie) ojca, czyli rzeczywistego mężczyzny w domu? I czy chłopiec (mówię o kilkulatku, nie pryszczatym i dryblastym nastolatku) wtedy mężnieje czy czuje się przytłoczony odpowiedzialnością ponad jego siły?