No to miłego czytania:
Otóż: rodzina gości składa się z Mamy, Taty, Córki (12 l.), Synka (3 l.) i Niani (19 l.) - zamieszkującej z nimi. I przyjechali wszyscy.
Mama i Tata - jako, że jest Niania - mają wszystko w dupie. Niania to młoda dziwczyna z zabitej wsi (specjalnie taką wybrali, żeby im za szybko się nie usamodzielniła i nie "uciekła") - to w zasadzie nie Niania, tylko obecnie kumpelka Córki. A Synek latał samopas.
Przyjechali do nas i Synkowi nie wzięli żadnych zabawek. Jak tylko wpadł do nas do salonu, to zagarnął wszystkie zabawki Wandy wrzeszcząc "moje, moje". Ok - Wanda jest malutka i nie kumata jeszcze za bardzo i chętna do dzielenia się, ale jakąkolwiek zabawkę nie dotknęła to on już jej wyrywał i wrzeszczał "moje". W tym czasie Rodzice gadają a Niania z Córką oglądają filmy.
Ja mam zwyczaj, że zawszę bawię się z Wandą - a jak nie ja to mąż, w zasadzie Wanda sama się nie bawi, zawsze jest przy nas, czasem "pomaga" w czynnościach domowych, ale zawsze "koło nogi". Więc siedzę na dywanie, trochę gadam z gośći. trochę się bawię, a Synek co chwila podbiega i wyrywa zabawki z dzikim wrzaskiem i Wandę popycha i kopie. Ja wtedy odsuwałam Wandę w drugi koniec pokoju i brałyśmy coś innego, to - oczywiście on znowu do nas podbiega i drze się na Wandę "wynoś się, idź sobie, ma cię tu nie być, to moje". A Wanda "oczy jak 5 złotych" i nie wie o co chodzi i w płacz oczywiście. Ale sobie myślę: ok - wyjdziemy na neutralny grunt, to się może jakoś ogarniemy. Ale nie! Wszyscy siedzą, oglądają TV, czytają, grają na tabletach, tylko ja latam jak ta głupia i Wandę bronię przed Synkiem (na wyjeździe oczywiście były tylko zabawki Wandy, więc mały był zazdrosny, nie miał swoich i ja to rozumiem po niekąd).
Ale potem było coraz lepiej. Np. Wanda weszła na fotel, on podbiega i krzyczy "wynoś się to mój fotel". No to ja zabieram Wandę bawić się na schody, z on przybiega i ją szturcha i krzyczy "wynoś się, to moje schody", no ja nie będę się z trzylatkiem w pyskówki wdawać "to mój fotel" - "a nie, bo Wandy", - "to moje schody", - "ale ja to byłam pierwsza", - "to mój osiołek", - "a nie, bo Wandy"
I mąż w końcu mówi Rodzicom, żeby troszkę ogarnęli dziecko, bo Wanda jest zaszczuta, nie może się bawić, bo ciągle uciekamy, ciągle mu zwracamy uwagę, ciągę musimy się przed nim bronić. Następnego dnia schodzę rano z Wandą z sypialni a ten już się drze "wynoś się, wynoś się, to moje, wszystko moje". To oni na to zawlekli go do kibla i łomot mu spuścili, że niegrzeczny jest i Wanda go nie lubi i nikt go nie lubi i nie chce się z nim bawić. Więc nic dziwnego, że chwilę potem łomot od niego dostała Wanda, bo dzieciak był na maksa zestresowany
Do tego go "straszyli" Wandą (WTF?) czyli: jak nie zjesz obiadu, to Wanda ci zje banana, Wanda cię nie lubi, nie da ci zabawki i inne takie. Mój mąż od razu reagował i mówił mu, że to nie prawda, że Wanda go nie zbije, nic mu nie zje i takie tam, ale skutek był taki, że Wanda była w końcu zaszczuta i przestraszona a on na nią wściekły.
Mi było szkoda tego dzieciaka, bo on chciał się z kimś pobawić i trochę uwagi dostać, a że uwagę rodziców dostawał tylko jak nie chciał jeść albo jak ja podniosłam na niego wreszcie głos, żeby nie dokuczał Wandzie, to takie zachowanie się pogłębiało tylko.
A potem to już był zazdrosny o mnie i o męża - tzn jego Rodzice byli zajęci swoimi sprawami, Niania zajęta Córką a on widział, że ja i mąż latamy za Wandą jak "kot z ozorem" i się z nią bawimi, więc w końcu mówił, że Wanda nie może być ze mną, bo ja jestem "jego", i że fajna ciocia i fajny wujek i jego zabawki i fotel a Wanda ma się wynosić.
W efekcie Wanda zaczęła też go bić i zabierać zabawki, popychać i zaczęła też bić mnie jak brałam jej rzecz jakąś, bardzo źle spała, budziła się z histerycznym płaczem, więc się spakowaliśmy i powiedzieliśmy, że jedzemy wcześniej do domu i już.
Na to się trochę wkurzyli, bo żeby zaoszczędzić Niania przyjechała z nami naszym autem i znami miała wracać i do tego wzięliśmy ich walizki, a teraz musieli dokupić nowy bilet dla Niani no i wszystkie walichy tachać ze sobą autobusem. Ale przynajmniej wygodniej wróciliśmy do domu bo bez tobołków po nogami.
Potem jeszcze jedną noc zostali u nas po powrocie z wyjazdu, bo samolot do domu mieli na drugi dzień, ale wtedy zabrałam Wandę na cały dzień "na kulki" a potem bawiłyśmy się sypialni, bo jak tylko dzieci były w jednym pokoju razem to on się kazał Wandzie wynosić a Wanda płakała.
No i trochę się bałam, że jak wróci do żłobka to będzie inne dzieciteż tak bić i zabierać zabawki, i nawet uprzedziłam opiekunów, że może być trochę agresywna i żeby mieli to na uwadze, ale w żłobku było ok. Więc UFFFF - już po feriach.