informacja o wypadku dziecka

13.03.13, 00:32
Albo mnie zjedźcie albo przekonajcie, że słusznie myślę. Długie będzie.
A chodzi o to, że mam problemy z mężem, ogólnie sporo, ale jednym z nich jest to, że nie udziela mi ważnych lub podstawowych informacji. Np. nie powie do razu, że coś planuje, tylko zaskakuje mnie tym na ostatnią chwilę. Czasem to wygląda jakby myślał, że ja się nie zgodzę, co nie jest prawdą i/albo chciał na mnie coś wymusić metodą faktów dokonanych. Np. umówi się z kimś lub nas z kimś, i gdyby powiedział mi od razu, to czasem po prostu ja bym sobie układała resztę czasu mając to na względzie, ale czasem to były to sytuacje, że mi nie pasowało. I gdyby odwołał to "od razu" albo ze mną wcześniej ustalił, nie byłoby problemu, ale jak dowiadywałam się o tym na chwilę przed, to było już za późno by odwołać. Przez to często mnie bardzo uziemnia i on o tym wie. Pytanie wyprzedzające o jego plany odpada, bo zwykle warczy, że nie ma żadnych, a potem okazuje się, że ma jakieś i to od dawna. Mam coraz częściej wrażenie, że to rodzaj manipulacji z jego strony, sprawowania władzy, cholera wie czego. Zwykle też jako ostatnia albo przypadkiem dowiaduję się też o wielu innych sprawach. Np. że jego mama była poważnie chora. Gdybym wiedziała, to bym do niej zaszła, odwiedziła, a tak wyszło niefajnie. Podobnie dowiaduję się o dość istotnych zdarzeniach w jego pracy, życiu, u naszych znajomych, rodziny itp. Zwykle wychodzę wtedy na idiotkę i wygląda jakbym w ogóle z mężem nie rozmawiała albo mnie totalnie lekceważył, bo nic nie wiem o czymś tam. Np. jak jego wujek miał wylew, to bratu i mamie powiedział o tym dopiero po kilku dniach. O pogrzebie pewnej osoby z jego rodziny, też swojej mamie powiedział późno i tak, że w zasadzie ją dezinformował a nie informował co i jak.
I teraz clue. Zajmował się dzisiaj naszym dwuletnim dzieckiem. Ja byłam w pracy, po południu na 18.00 byliśmy umówieni na obiad u jego babci. Około 17.30 dzwoni do mnie i pyta się kiedy idę do jego babci. Mówię, że za chwilę się zbieram. Słyszę ok, jeszcze próbuję pytać o dziecko, ale się rozłącza. Pół godziny później jestem już prawie na miejscu, dzwoni, pyta się gdzie jestem. Mówię, że już prawie na miejscu, znowu się rozłącza. Próbuję oddzwonić, raz odebrał, ale za chwilę rozłączyło. Znowu dzwonię i słyszę, że zajęte. W oknie widzę jego babcię z telefonem, domyślam się, że rozmawia z nim. Dzwonię jeszcze raz i pytam się gdzie jest, skoro nie ma go na miejscu. I słyszę, że dziecko miało wypadek, jest z nim w szpitalu, mają przewieźć je karetką do innego szpitala. Biegnę oczywiście do szpitala. Na miejscu okazuje się, że nie jest tak źle, ale trzeba było sprawdzić czy nie ma wstrząsu mózgu itp.. Pytam się kiedy to się stało, jak długo są w szpitalu i słyszę, że od ponad godziny. Do wypadku doszło dosłownie 50 m od miejsca mojej pracy, byłabym w minutę, do szpitala miałam może 10 min piechotą. W każdej chwili mogłam wyjść z pracy. Pytam dlaczego mnie nie zawiadomił do razu. Widać było, ze mu się to pytanie nie podoba i w końcu warknął, że miał co innego na głowie. Tylko, że z okoliczności wynikało, że zadzwonić jak najbardziej mógł, a po drugie, przecież dwa razy w międzyczasie rozmawialiśmy i nic o tym nie wspomniał. Co więcej, wygląda na to, że słysząc ode mnie, że już jestem pod domem babci, zdecydował się rozłączyć by zadzwonić do niej lub odebrać od niej telefon, wytłumaczyć, że nie przyjdziemy i dopiero potem odebrał mój kolejny telefon i powiedział co się stało.
I teraz czy ja mam rację uważając, że powinien mi powiedzieć o tym wypadku od razu? Czy mając na uwadze to co napisałam na wstępie, to tą sytuację z dzieckiem można podciągnąć pod ten problem, czy to jednak inna sytuacja?
Przyznam, że wiedząc, że potrafi zdecydować za innych co powinni a czego nie powinni według niego wiedzieć, to w kontekście tej sytuacji z dzisiaj przestraszyłam się, że kiedyś nie powiadomi mnie o czymś ważniejszym jeszcze. Ale może przesadzam i akurat tej sytuacji nie powinnam się czepiać, bo zdenerwowanie itd.
Dziecku na szczęście nic nie jest smile
    • pelissa81 Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 00:45
      Wybacz, ale z twojego opisu wynika, że nie jest nieodpowiedzialny. On jest nienormalny!
      Czy jest możliwe, że on się ciebie boi? Swego czasu też tak potrafiłam zobić - postawić partnera przed faktem dokonanym, bo bałam się odmowy. Albo np. powiedzieć rodzicom o ważnym egzaminie dopiero po fakcie (jak już zdałam). To wszystko była obawa przed odmową lub naciskaniem na zmianę.
      • ichi51e2 Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 09:56
        U mnie jest podobnie ale troche inaczej. Tz bynajmniej jednak nie jest nienormalny. Pochodzi z rodziny w ktorej zawsze nalezalo wskazac winnego (wszystko jedno czego) bralo sie to z tad ze ojciec byl czlowiekiem nerwowym o ogromnym poczuciu odpowiedzialnosci i jak zdarzalo sie cokolwiek sam sie obwinial, nie mogl wytrzymac pod presja samooskarzen, wiec wypracowal sobie mechanizm zwalania winy na kogos innego.
        No wiec jak cokolwiek sie zdarzy moj mi nie mowi zeby nie bylo afery - dopiero jak sytuacja jest jakos przyklepana to mowi i tlumaczy ze nie chcial denerwowac.
        Pracuje nad nim bo meczy sie on z tym najbardziej. Nie robie afer mowie ze chcialabym wiedziec ze to nie jego wina ze wypadki i nieszczescia sie zdarzaja.
        Jest poprawa.
    • mika_p Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 00:49
      Dla mnie to nienormalne.
      I cały układ z utajnianiem planów, i sytuacja z telefonem bez przekazania najważniejszej informacji.
    • jowita771 Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 06:32
      Może porozmawiaj z jakims specjalista, może to jakas choroba, bo zachowanie przedziwne. Gdyby tylko Tobie nie udzielał informacji, to mógłby być jakis problem między Wami, ale skoro innym tez, to ewidentnie coś z facetem mocno nie halo ogólnie. Nienormalne zachowanie.
      • totorotot Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 08:07
        Osobnik, którego ja znam jest totalnym psycholem, psychopatą, specjalistą dzialan zakulisowych i prania mózgu. Niedługo pani żona mjr będzie wiedziała, z której strony na dupe z której głowę, tak jej pan mąż posieka pod kopułą. Ona już teraz nie wie, czy mąż zrobił dobrze czy niedobrze i musi pytać się na forum-to już świadczy o praniu wstępnym mózgu.
        Wiem, jak się czuje taki zdezorientowany człowiek i mi akurat pomogła terapia u psychologa, co też polecam autorce.
    • totorotot Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 07:52
      Nie dowiedziałabyś się o wypadku, gdyby mąż się zmieścił w czasie.
      On stara się grać chodzący ideał, Tobie by do końca życia wypominał ten wypadek, jeśli by się przydarzył pod Twoja opieką.

      Manipulacją trzyma nas Tobą władzę.Jest skrajnym tchórzem. Czy czasem nie gra bezkonfliktowego aniołka, awf rzeczywistości gdzie się nie zjawi, przynosi że sobą burzę?

      Jak sobie radzić: absolutnie nie zmieniać planów pod wyskoki męża, które nie były ustalone wcześniej z Tobą. I uwaga: nie dać się wbić w poczucie winy z powodu trzymania się swoich planów, choćby było to leżenie tyłkiem do góry i czytanie Chwili dla Ciebie.

      Wiadomo, w małżeństwie czasem trzeba się dostosować do spontanu drugiej strony, masz okres szkoleniowy dla pana.

      Znam podobną jednostkę całkiem dobrze i nie chciałabym z nią żyć pod jednym dachem, może Twój mąż nie jest takim czubkiem, ale zachowania opisane w poście założycielskim pod razu zapaliły mi czerwona lampkę.
    • kerri31 Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 08:37
      Jaki debil.
      Jak może Cię o różnych waszych sprawach informować na ostatnią chwilę.
      A z tym dzieckiem to by ode mnie zgarnął....
      Powinien do Ciebie zadzwonić zaraz po wezwaniu karetki czy oddaniu dziecka w ręce lekarza.
    • solejrolia Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 08:44
      Twój mąż to manipulant.
      Nie zmieniłabym żadnego planu, gdyby powiadomił mnie o gościach, wyjściu....(dowolne wstaw).... w ostatniej chwili.
      Nie wiem co bym zrobiła z takim egzemplarzem w domu- pewnie twardo upierałabym się przy swoim, jego postawa i upór wzmógłby mój upór.Nieodpuściłabym. W końcu nauczyłby się. np.
      - zaprosiłem gości- a ja wychodzę- ale to twoja rodzina- a ja to wyjście zaplanowałam już dawno- to co ja mam podać?- a rób se co chcesztongue_out i tu nastąpiłoby wzruszenie ramionami.
      A sytuacja z wypadkiem- moim zdaniem to wynik tchórzostwa, widać zrobiłaś mu awanturę raz, czy dwa, i teraz woli powiadomić babcię, a nie ciebie. Przykre. Za grosz zaufania do żonyuncertain
    • chipsi Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 08:57
      Przepraszam ale Twój mąż to cham i prostak. Nie dość że Cie okłamuje to jeszcze za to na Ciebie warczy. Wstrętny, nieodpowiedzialny manipulant.
    • thegimel Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 09:04
      To nie jest normalne zachowanie. A za niepowiadomienie mnie o wypadku dziecka zabiłabym.
    • lelija05 Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 09:16
      Nie obraź się, ale czy twój mąż jest zdrowy psychicznie?
      Bałabym się takiego gościa.
    • jak.z.nut Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 09:19
      Palant, zawsze taki był?
    • irima2 Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 09:26
      A może powinniście szczerze porozmawiać. Na spokojnie, nie bezpośrednio po kolejnym "incydencie". Może on uważa, że go osaczasz, jesteś zbyt namolna, za bardzo chcesz go kontrolować.
      Mój mąż kiedyś dziwnie reagował na moje pytania kiedy będzie w domu. Jak porozmawialiśmy okazało się, że własnie czuł się zbytnio kontrolowany a mi chodziło tylko o to, o której mam wstawić obiad smile
      Z tego co piszesz to Twój mąż grubo przesadził z tą sytuacją z wypadkiem, ale nie znamy drugiej strony - może bał sie, że jak Tobie powie od razu to zaczniesz panikować, robić sceny, awantury, obwiniać go? Powinniście zacząć od spokojnej rozmowy, w której obydwoje opiszecie swoje uczucia i dlaczego zachowujecie się tak jak się zachowujecie.
      • verdana Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 10:02
        Niezaleznie, czy czuje się kontrolowany czy nie, niezawiadomienie o wypadku dziecka nie miesci się w żadnych standardach. Wydaje się, ze facet wolał narazić zdrowie dziecka (bo dziecko po urazie trzeba obserwować) niż samemu narazić się na wymówki żony. Nie jest nienormalny - po prostu działa tak, aby a. zawsze było tak, jak dla niego bedzie najlepiej - nikt sie nie dowie o wypadku, pojedzie tam, gdzie chce bez uzgadniania, b. chce odsunąć żonę od reszty rodziny, zrobić z niej kogoś, kto nie jest jej członkiem, nie interesuje się teściową czy wujkiem.
        Nie wróżę nic dobrego temu związkowi, facet ma żonę, ale nie zamierza ani się z nia liczyć, ani nie stanowi dla niego części jego życia i rodziny.
        • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 10:38
          verdana napisała:

          > Niezaleznie, czy czuje się kontrolowany czy nie, niezawiadomienie o wypadku dzi
          > ecka nie miesci się w żadnych standardach. Wydaje się, ze facet wolał narazić z
          > drowie dziecka (bo dziecko po urazie trzeba obserwować)

          I do tego wręcz niezbędna jest żona/matka, bo on sam jako ojciec nie może obserwować? Bo nie bardzo rozumiem, w jaki sposób narażał zdrowie tego dziecka.
        • totorotot Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 10:40
          Verdano, dobrze że to napisałaś, ja bym od siebie dodała: bierz nogi za pas, autorko wątku.
        • kosheen4 Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 15:40
          verdana napisała:

          > Nie jest nienormalny - po prostu działa tak, aby a. zawsze był
          > o tak, jak dla niego bedzie najlepiej -

          też bym się skłaniała do tej teorii
          mataczy dla swojej wygody i dziwacznie pojętego komfortu psychicznego
      • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 10:35
        > Z tego co piszesz to Twój mąż grubo przesadził z tą sytuacją z wypadkiem, ale n
        > ie znamy drugiej strony - może bał sie, że jak Tobie powie od razu to zaczniesz
        > panikować, robić sceny, awantury, obwiniać go?

        Albo po prostu uznał, że skoro akurat on opiekuje się dzieckiem, a mama jest zajęta pracą, to nie będzie jej zawracał gitary, tylko sam się upora z problemem. Pierwsze, co mi przyszło do głowy. Fakt, mógł zadzwonić później i zrelacjonować, ale przecież nic się takiego nie stało (miał tego świadomość, że wypadek nie był groźny), mieli się zobaczyć u babci, więc wówczas by jej o tym powiedział. Szczerze mówiąc zareagowałabym tak samo, nie wyrywałabym męża z pracy, gdyby nie było to naprawdę konieczne.
        Natomiast dla odmiany wkurzało mnie zachowanie mojej teściowej, która potrafiła dzwonić szlochając w słuchawkę, że coś złego/dziwnego dzieje się z dzieckiem (akurat było pod jej opieką). Pędziłam na złamanie karku, a okazywało się, że dziecko po prostu marudzi, bo ząbkuje.

        Co do innych zachowań męża autorki - brak informacji o planach, zatajanie informacji - nie jest to fajne, ale mój mąż był, a nawet czasem bywa, podobny. Utemperowałam go tłumacząc, że w taki sposób albo robi ze mnie idiotkę przed ludźmi albo po prostu nie szanuje moich planów. Zrozumiał, przyznał rację. On tego nie robił specjalnie, złośliwie. Po prostu często wychodził z założenia, że pewne sprawy są na tyle mało istotne, że nie będzie mi głowy zawracał. Czasem wydawało mu się, że mi już o tym mówił, ale po prostu wypadało mu to z pamięci. Jest typem człowieka, który żyje dość chaotycznie i spontanicznie i czasem trudno mu pojąć, że nie każdy tak ma i nie każdy z radością odkłada swoje zajęcia, by pójść na imprezę do znajomych, z którymi się dogadało "za czyimiś plecami". On się takimi rzeczami nie przejmuje, więc tym bardziej nie może tego pojąć wink

        > Powinniście zacząć od spokojnej
        > rozmowy, w której obydwoje opiszecie swoje uczucia i dlaczego zachowujecie się
        > tak jak się zachowujecie.

        Dokładnie tak.
        • zawsze-w-drodze Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 10:45
          Jasssne. Dlatego nie powiedział nic przez telefon w czasie rozmowy - dziecko w szpitalu - ot taki nieistotny drobiazg... Manipulant, demiurg dla ubogich. Moim zdaniem rozmowy nic nie dadzą. Trzeba kilka razy zrobić to samo - nic tak nie uczy jak własne doświadczenie.
          • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 11:01
            zawsze-w-drodze napisała:

            > Jasssne. Dlatego nie powiedział nic przez telefon w czasie rozmowy

            Ale co by to konkretnie miało zmienić, gdyby powiedział w trakcie rozmowy, a nie później? Przyjmując to, co pisałam autorka - że kompletnie nic strasznego się nie stało, a dziecko nie wylądowało na OIOMie z nikłymi szansami na przeżycie.

            > Moim
            > zdaniem rozmowy nic nie dadzą. Trzeba kilka razy zrobić to samo - nic tak nie
            > uczy jak własne doświadczenie.

            A na koniec i tak się rozwieść, z przytupem i ograniczeniem praw rodzicielskich suspicious
            • triss_merigold6 Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 11:54
              Matka była bardzo blisko i mogła przyjść natychmiast - to raz.
              Matka ma prawo wiedzieć natychmiast jeśli coś się stało z dzieckiem, a kontakt jest możliwy (tu był) - to dwa.

              Facet kłamał i kręcił świadomie - to trzy.

              Izolowałabym go od dziecka.
              • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 12:42
                triss_merigold6 napisała:

                > Matka była bardzo blisko i mogła przyjść natychmiast - to raz.

                Ale konkretnie po co? Z dzieckiem był przecież jego ojciec, dziecku nie działo się nic aż tak złego, by wymagało obecności obojga rodziców. Co innego, gdyby zamiast ojca była jakaś obca opiekunka, wtedy nie ma wątpliwości, że rodziców trzeba powiadomić z marszu. Ale tutaj?

                > Matka ma prawo wiedzieć natychmiast jeśli coś się stało z dzieckiem, a kontakt
                > jest możliwy (tu był) - to dwa.

                Ma prawo wiedzieć, ale spokojnie mogła się tego dowiedzieć później, bo i tak jej wcześniejsza wiedza nic by w tym przypadku nie zmieniła. Gdyby zamienić role i to przy matce dziecko miałoby drobny wypadek, to też jesteście zdania, że należy od razu dzwonić do ojca dziecka i informować go o tym, choć niczego to nie zmieni?

                > Izolowałabym go od dziecka.

                Następna uncertain
                Po jednej wypowiedzi jednej strony już macie pełny obraz całej sytuacji; normalnie pogratulować umiejętności stawiania diagnoz via net.
                • thegimel Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 13:09
                  Tak. Gdyby nasze dziecko wylądowało w szpitalu zadzwoniłabym do męża. Jest ojcem, ma prawo wiedzieć. I wkurzyłabym się na maksa, gdyby mnie nie poinformował. I nie, nie dzwonię do chłopa w sprawach typu: wywalił się na spacerze i podrapał kolano. Poza tym tutaj ta sytuacja ze szpitalem, to raczej wisienka na torcie jeśli chodzi o zachowanie pana.
                • graue_zone Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 14:39
                  Oczywiście. Nawet nie przyszłoby mi do głowy inaczej. Bo inaczej to jak? Później przy kolacji powiedzieć "wiesz, kochanie, a Ola sobie dzisiaj tak przygrzmociła w głowę, ze byłam z nią w szpitalu, bo było podejrzenie wstrząśnienia mózgu"? Niedopuszczalne dla mnie, byłabym ciężko zła za coś takiego, chociażby dlatego, że dwóm osobom może przyjąć do głowy więcej niż jednej. Chwilowe zatajenie dopuszczam tylko w przypadku, kiedy np. kobieta jest w ciąży i maż robi to z troski o jej nerwy.
                  • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 15:04
                    graue_zone napisała:

                    > Oczywiście. Nawet nie przyszłoby mi do głowy inaczej. Bo inaczej to jak?

                    Normalnie, mieli się przecież spotkać u babci. Wypadek zdarzył się krótko przed wyjściem autorki z pracy. Nie było to - jak pisze sama autorka - nic poważnego, nie każdy pobyt w szpitalu to tragedia, więc autentycznie ja osobiście nie rozumiem w czym jest problem. Stało się, facet zgarnął dziecko, pognał do szpitala, zajął się tą sprawą, a nie zawracaniem gitary żonie, która akurat jest w pracy czy się z tej pracy przemieszcza do babci.
                    Ja na pogotowie czy do szpitala trafiałam z synem bardzo często, bo był niezwykle aktywnym dzieckiem - a to broda rozwalona i krew się leje strumieniami, a to zleciał z drabinek i nie wiadomo, co mu jest, bo dziwnie się zachowuje, a to nogę złamał, a to jeszcze coś innego. Za każdym razem miałabym wydzwaniać do męża i wzywać go na pomoc? Po co skoro mogłam poradzić sobie sama i zamiast skupiać się na telefonach do niego, skupiałam się na dziecku? Wielokrotnie opowiadałam mu o tym po fakcie, czasem jeszcze ze szpitala, czasem podczas powrotu do domu, czasem zupełnie wieczorem i jakoś nikt z nas nie widział w tym niczego nienormalnego. Wyjątkami były sytuacje, gdy sama nie byłam w stanie dać sobie rady i faktycznie pomoc męża była mi niezbędna np. szybki przyjazd samochodem.

                    > Niedopuszczalne dla mnie, byłabym ciężko zła za coś takiego, chociażby dlateg
                    > o, że dwóm osobom może przyjąć do głowy więcej niż jednej.

                    Ale co konkretnie może przyjść więcej do głowy, bo nie rozumiem.

                    > Chwilowe zatajenie d
                    > opuszczam tylko w przypadku, kiedy np. kobieta jest w ciąży i maż robi to z tro
                    > ski o jej nerwy.

                    Ale on tu niczego nie zataił. Jedyny błąd-niebłąd to to, że opowiedział o zdarzeniu później, a nie od razu. Przecież nie znamy tak naprawdę wszystkich okoliczności - może miał inne powody, by żony nie denerwować telefonami i dlatego zostawił tę informację na potem. Może jest panikarą i bez potrzeby by się tym przejęła, robiąc więcej szumu niż to warte. Nie wiemy tego.
                    Dla mnie sytuacją niedopuszczalną byłoby to, gdyby on jej nigdy o tym nie powiedział i co więcej zapierałby się, gdyby sprawa jakoś jednak wyszła na jaw. Wówczas faktycznie pomyślałabym, że coś z nim "nie halo"
                    • bri Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 16:21
                      > Ale on tu niczego nie zataił. Jedyny błąd-niebłąd to to, że opowiedział o zdarz
                      > eniu później, a nie od razu.

                      Proszę Cię, nawet kiedy już żona stała pod drzwiami babci to zamiast jej powiedzieć, że on nie dojedzie bo jest z dzieckiem w szpitalu rozłączył się i zadzwonił do babci. Tak się nie postępuje wobec osoby, o której nerwy chcemy zadbać. Gość musi być zdrowo szurnięty i ktoś tu już słusznie zauważył, że autorka wątku zachowuje się jak po wstępnym praniu mózgu, skoro musi pytać jak jego zachowanie ocenić, szczególnie, że wypadek dziecka to tylko jedna z wielu tego typu sytuacji.
                    • graue_zone Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 16:58
                      Ale to nie jest kwestia, czy miała tam przyjść - miała prawo wiedzieć od razu. Nie chodzi i żądanie pomocy i obecność - też tego nie wymagam w każdym przypadku, ale o informacjię, że coś się zdarzyło.
                      • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 17:09
                        graue_zone napisała:

                        > Ale to nie jest kwestia, czy miała tam przyjść - miała prawo wiedzieć od razu.

                        Miała prawo, ale z jakichś przyczyn (nie wiemy jakich, bo nie ma tu męża autorki) dowiedziała się później i nic, kompletnie nic złego się w związku z tym nie wydarzyło.
                        Gdybym ja miała z takiego błahego powodu mieć zgryza i pytać się na forum, czy jestem normalna czy może nie, to chyba od razu bym się do psychiatry na wizytę zapisała.
                        • verdana Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 17:49
                          Ale mogło. To nie jest rozcięty łuk brwiowy, gdzie wiadomo, zę się zeszyje i po krzyku. To mógł byc bardzo powazny uraz i matka mogła być zwyczajnie potrzebna dziecku w szpitalu. W dodatku po urazie głowy oboje rodzice powinni przez pewien czas obserwować zachowanie dziecka, a mąż najwyraźniej chciał ukryć wypadek.
                          • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 19:16
                            verdana napisała:

                            > Ale mogło.

                            Ale co na przykład, poważnie pytam.
                            Zakładając, że dziecko było z własnym ojcem i do tego pod opieką lekarzy.

                            > To mógł byc bardzo powazny uraz

                            Ale nie był, a skoro nie był, to być może ojciec uznał, że nie warto niepokoić matkę, skoro i tak się później zobaczą i wtedy jej wszystko opowie.

                            > i matka mogła być zwyczajnie potrzebna dziecku w szpitalu.

                            Jak wyżej - do czego konkretnie byłaby potrzebna w tej sytuacji, skoro był jego ojciec i byli lekarze.
                            Rozumiem, gdyby trzeba było oddać krew, szpik, nie wiem, cokolwiek albo gdyby dziecko było umierające.
                            Albo w ogóle nie było przy nim żadnego rodzica.

                            > W dodatku po urazie głowy oboje rodzice powinni przez pewi
                            > en czas obserwować zachowanie dziecka

                            Oboje jednocześnie?

                            > a mąż najwyraźniej chciał ukryć wypadek.

                            A to już tylko i wyłącznie Twoje założenia.
                            Ukryć wypadek 2-letniego dziecka?
                            • verdana Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 22:33
                              Na przykład krwiak, wymagający szybkiej operacji. Wstrząs mózgu. Ojciec nie mógł wiedzieć, skoro przesłano dziecko do innego szpitala, czy sprawa nie jest powazna. Matka ma prawo wiedzieć, że dziecko miało wypadek, po prostu.
                              Obserwowac może jedno z rodziców, podejrzewam jednak, ze ojciec wybierał sie do pracy, a nie planował zostawania z dzieckiem. Poza tym po urazie głowy dziecko powinno byc budzone parokrotnie w nocy - ciekawe, co by zrobił ojciec, ukrywający wypadek.
                              • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 23:39
                                verdana napisała:

                                > Na przykład krwiak, wymagający szybkiej operacji. Wstrząs mózgu. Ojciec nie móg
                                > ł wiedzieć, skoro przesłano dziecko do innego szpitala, czy sprawa nie jest pow
                                > azna. Matka ma prawo wiedzieć, że dziecko miało wypadek, po prostu.

                                No dobrze, ale pisałaś, że "matka mogła być zwyczajnie potrzebna dziecku w szpitalu". Do czego konkretnie potrzebna, z czym nie poradziłby sobie ojciec dziecka?

                                > Obserwowac może jedno z rodziców, podejrzewam jednak, ze ojciec wybierał sie do
                                > pracy, a nie planował zostawania z dzieckiem.

                                A skąd takie założenie? Umówieni byli wszyscy razem na obiad u babci, autorka nie wspominała, by ojciec miał iść do pracy.

                                > Poza tym po urazie głowy dziecko
                                > powinno byc budzone parokrotnie w nocy - ciekawe, co by zrobił ojciec, ukrywaj
                                > ący wypadek.

                                Napisałam wcześniej - gdyby ukrył całkowicie*, to też uznałabym go za niepoważnego gościa. Ale nie ukrył, po prostu powiedział o tym później. Nie wiem, może mam gdzie indziej postawione granice wyrozumiałości, ale w tej sprawie nie widzę kompletnie niczego bulwersującego. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że okoliczności były stresogenne i z nerwów każdy mógłby zachować się nietypowo.

                                * co dla mnie jest nieprawdopodobne - 2-latek nie jest raczej w stanie trzymać sztamy z rodzicem i milczeć na temat tego, co się wydarzyło - kłamstwo wyszłoby momentalnie
                                • z_lasu Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 03:37
                                  > No dobrze, ale pisałaś, że "matka mogła być zwyczajnie potrzebna dziecku w szpitalu". Do
                                  > czego konkretnie potrzebna, z czym nie poradziłby sobie ojciec dziecka?

                                  Do wsparcia emocjonalnego. Zarówno mój mąż jak i mój ojciec doskonale potrafią zająć się dzieckiem. Ale kiedy źle się dzieje, dziecku potrzebna jest mama - bez niej usycha. Piszę oczywiście o moim dziecku, ale ja miałam tak samo. Mama w delegacji - dziecko "umiera" na infekcję (wysoka gorączka, fatalne samopoczucie itp). Mama wraca - cudowne ozdrowienie. Moje dziecko w szpitalu bez mamy (chwilowo) - niepewność, przerażenie, płacz. Moje dziecko ze mną - cisza, spokój, jest mama, będzie dobrze.

                                  > 2-latek nie jest raczej w stanie trzymać
                                  > sztamy z rodzicem i milczeć na temat tego, co się wydarzyło

                                  Taa, zwłaszcza, że niejeden dwulatek w ogóle niewiele jest w stanie powiedzieć.
                                • graue_zone Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 10:34
                                  No dobrze, ale pisałaś, że "matka mogła być zwyczajnie potrzebna dziecku w szpitalu". Do czego konkretnie potrzebna, z czym nie poradziłby sobie ojciec dziecka?

                                  Do tego, żeby je przytulić. I uspokoić. Nie potrafisz zrozumieć, że dziecku matka w szpitalu może być tak po prostu potrzebna bez racjonalnego uzasadniania?
                                  • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 10:46
                                    > Do tego, żeby je przytulić. I uspokoić. Nie potrafisz zrozumieć, że dziecku mat
                                    > ka w szpitalu może być tak po prostu potrzebna bez racjonalnego uzasadniania?

                                    Potrafię. Potrafię też zrozumieć, że są sytuacje, gdy wybiera się mniejsze zło, a jak było tutaj naprawdę to wie tylko autorka i jej mąż.
                        • totorotot Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 17:59
                          Moja koleżanka.
                          Ma takiego ojca.
                          Wyniuchalaby ten typ nawet za olowianymi drzwiami.

                          Przykład jeden z wielu: pojechała jako nastolatka do taty na wieś na wakacje (rodzice po rozwodzie) wraz ze swoim chłopakiem rówieśnikiem. Zostawiła pewnego dnia tacie komórkę "wrazieco" i pojechała z chłopakiem na wycieczkę rowerową. Nagle rozpętała się burza, w szczerym polu waliły pioruny jeden obok drugiego, parka miała szczęście i udało jej skr uzyskać schronienie w jedynym domu w okolicy. Stamtąd wielokrotnie próbowali się dodzwonić do ojca dziewczyny, aby po nich podjechał,jednak on nie odbierał. Itd., dzieciaki jak się sciemnilo postanowili jednak wracać, po drodze jeszcze dzwonili z e sklepu i nic. Bali się już po nocy wracać, bo był z nimi jego piesek, a po zmroku na wsiach latają watahy poldzikich psów.
                          W końcu gdzieś po drodze spotkali ojca, który jeździł autem po okolicy i ich od kilku godzin szukał. Komórkę miał w kieszeni. Nie odbierał jej, bo się bal, ze to dzwoni matka dziewczyny i co on jej powie, jak się zapyta o córkę.
                        • minor.revisions Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 18:41
                          aquarianna napisała:

                          > Gdybym ja miała z takiego błahego powodu mieć zgryza i pytać się na forum, czy
                          > jestem normalna czy może nie, to chyba od razu bym się do psychiatry na wizytę
                          > zapisała.

                          a jak to się ma do innych faktów, podawanych przez autorkę - kompletne ignorowanie jej w zakresie planowania i wyskakiwaniem ze swoimi planami w ostatniej chwili? to tez normalne i on tak robi, żeby jej nie denerwować?
                          • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 19:21
                            > a jak to się ma do innych faktów, podawanych przez autorkę - kompletne ignorowa
                            > nie jej w zakresie planowania i wyskakiwaniem ze swoimi planami w ostatniej chw
                            > ili? to tez normalne i on tak robi, żeby jej nie denerwować?

                            Nie wiem. Pisałam wcześniej, że mój mąż tak robił, ale nie dlatego, że jest/był nienormalnym psycholem, jak niektóre tutaj sugerują, tylko trochę inaczej wartościował sprawy ważne, mniej ważne, ważne dla mnie, ważne dla niego. Dogadaliśmy się w tych kwestiach, dotarliśmy się, on się pilnuje, choć czasem coś mu się jeszcze zapomni. Ale wiem, że nie robi tego złośliwie, z głupoty, ze strachu przede mną, z powodu choroby umysłowej (no chyba, że to choroba, a ja nie znam nazwy jednostki wink) Po prostu taki jest i nauczyłam się z tym żyć. Sama przecież też mam mnóstwo wad, które i on zaakceptował.
                        • 9eliza Jestes pewna ze to byl wypadek?? 13.03.13, 22:27
                          Co sie konkretnie dziecku stalo i czy ktos to widzial? zeby nie bylo ze masz dziecko z jakims wariatem i nawet o tym nie wiesz.Dziecko malutkie jeszcze i to dziwne ukrywanie wiadomosci o wypadku.Przyjzyj sie facetowi i temu co sie konkretnie stalo.
                    • z_lasu Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 03:29
                      > Za każdym razem miałabym wydzwaniać do męża i wzywać go na pomoc?

                      Nie "wzywać na pomoc", tylko poinformować. Normalnie bliscy ludzie wymieniają między sobą takie informacje, bo mogą być one bardzo istotne z wielu względów. Mój mąż ma dzieci z poprzedniego małżeństwa. I ZAWSZE kiedy coś istotnego dzieje się z dzieckiem ex powiadamia byłego męża - ojca dzieci. I zawsze wydawało mi się to oczywiste. Po pierwsze - ma on prawo (i potrzebę!) wiedzieć. Po drugie jest to komunikat: "Uwaga! Coś się dzieje. Może być konieczna zmiana planów". Ten drugi komunikat jest istotny również dla mnie. Być może ex poradzi sobie sama, bo sprawa się zakończy na jednej wizycie na IP, a może trzeba będzie wszystko przeorganizować i mąż całą noc spędzi przy dziecku. Jest to więc istotne informacja nie tylko ze względów emocjonalnych, ale też organizacyjnych.

                      > Ale on tu niczego nie zataił.

                      Oczywiście, że zataił. Naprawdę nie widzisz różnicy między "niezadzwonieniem z informacją", a zatajeniem w rozmowie, która i tak się odbyła?

                      Dobrze, że napisałaś, że masz podobną sytuację w małżeństwie. To wiele tłumaczy. Naprawdę, jak Ci tyle osób pisze, że to nie jest normalne, to przyjmij do wiadomości, że nie jest.
                      • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 09:47
                        z_lasu napisała:

                        > > Za każdym razem miałabym wydzwaniać do męża i wzywać go na pomoc?

                        > Nie "wzywać na pomoc", tylko poinformować. Normalnie bliscy ludzie wymieniają m
                        > iędzy sobą takie informacje, bo mogą być one bardzo istotne z wielu względów.

                        Ale jeśli uznam, że w danym momencie nie są istotne, to po co miałabym to robić? Nie twierdzę nigdzie, że popieram całkowite zatajenie informacji, tylko, że rozumiem, że z jakichś przyczyn ktoś może tę informację przekazać później, gdy będzie taka możliwość. I nikomu nic złego się z tego powodu nie stanie.

                        > ój mąż ma dzieci z poprzedniego małżeństwa. I ZAWSZE kiedy coś istotnego dzieje
                        > się z dzieckiem ex powiadamia byłego męża - ojca dzieci. I zawsze wydawało mi
                        > się to oczywiste.

                        Ale przecież to jest kompletnie inna sytuacja.
                        Ex-żona nie mieszka na stałe z Twoim mężem.

                        > Oczywiście, że zataił. Naprawdę nie widzisz różnicy między "niezadzwonieniem z
                        > informacją", a zatajeniem w rozmowie, która i tak się odbyła?

                        Nie, ponieważ powiedział o tym chwilę później. Gdyby zataił, to w ogóle by się o wypadku nie dowiedziała. I tutaj zgadzam się całkowicie - byłoby cokolwiek niepoważne z jego strony.

                        > Dobrze, że napisałaś, że masz podobną sytuację w małżeństwie. To wiele tłumaczy.
                        > Naprawdę, jak Ci tyle osób pisze, że to nie jest normalne, to przyjmij do wia
                        > domości, że nie jest.

                        Może dla wielu osób jest to nienormalne, co nie znaczy, że takie jest z gruntu (zwłaszcza, że znów podkreślę, znamy relację tylko jednej strony). Nie tylko ja w tym wątku pisałam (choć najbardziej się rozgadałam), że facet mógł mieć różne powody, by się zachować tak a nie inaczej. Więc wyrokowanie które zachowania są obiektywnie normalne, a które nie, na podstawie wypowiedzi parunastu osób są bez sensu.
                        Ty zdaje się też swego czasu walczyłaś z paroma osobami, które myślą inaczej, a chyba nie uznałaś w związku z tym, że to Twoje poglądy są nienormalne. Chodzi mi o wątek (nie)kastrowania kotek.
                        • z_lasu Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 10:05
                          > Nie, ponieważ powiedział o tym chwilę później. Gdyby zataił, to w ogóle
                          > by się o wypadku nie dowiedziała.

                          Powiedział, bo już nie bardzo mógł to ukryć. Wcześniej na pytanie "gdzie jesteście" nie odpowiedział, tylko się rozłączył - to nie jest zatajenie?!

                          > Chodzi mi o wątek (nie)kastrowania kotek.

                          No to nie zrozumiałaś moich wpisów (jak większość moich przeciwniczek). Nie wypowiadałam się na temat kastrowania kotów miejskich. Pisałam tylko o naszej maleńkiej wiosce. I nigdy nie twierdziłam, że nasza wioska jest normalna.

                          Aquarianna, zatajanie istotnych informacji przed małżonkiem, a w szczególności informacji o stanie zdrowia dziecka przed rodzicem nie pozbawionym praw rodzicielskich nie jest normalne. Normalnie ludzie w małżeństwie nie tylko mają do siebie zaufanie, ale też są dla siebie wzajemnie wsparciem w trudnych sytuacjach, a za taką większość osób uważa niepewność co do stanu zdrowia dziecka.

                          Nie wiem, może Tobie się wydaje, że jak przyznasz, że Twój stosunek do sprawy jest nienormalny, to będziesz musiała go zmienić/coś z tym zrobić. Nie, jeśli Ci taki układ odpowiada, to żyj sobie tak dalej, to Twoje życie. Ale nie wmawiaj nikomu, że to jest normalny, zdrowy układ. W szczególności nie wmawiaj tego autorce wątku, bo ona już wreszcie zrozumiała, że nie jest i próbuje tę sytuację uleczyć.
                          • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 10:44
                            z_lasu napisała:

                            > Powiedział, bo już nie bardzo mógł to ukryć.

                            No jak to. Mógł przecież kłamać, iść w zaparte, że korki, że kolegę spotkał, że to i śmo.

                            > Wcześniej na pytanie "gdzie jesteś
                            > cie" nie odpowiedział, tylko się rozłączył - to nie jest zatajenie?!

                            Gdzie wyczytałaś, że ona pytała "gdzie jesteście"? Było na odwrót - on pytał, gdzie jest żona.
                            "Około 17.30 dzwoni do mnie i pyta się kiedy idę do jego babci. [...] Pół godziny później [...]dzwoni, pyta się gdzie jestem"
                            To tak gwoli wyjaśnienia. Tak, mógł jej wówczas powiedzieć, ale pisałam już wcześniej - może miał powody, by tego nie robić, może obawiał się, że żona wpadnie w panikę. Nie bronię go, po prostu uznaję, że mogły być inne powody, a nie od razu jego zaburzenia psychiczne. Zwłaszcza, że zdaje się to autorka wcześniej na terapię uczęszczała, a nie on.

                            > > Chodzi mi o wątek (nie)kastrowania kotek.

                            > No to nie zrozumiałaś moich wpisów (jak większość moich przeciwniczek).

                            Więc uznajmy, że tutaj Ty nie zrozumiałaś moich (jak większość moich przeciwniczek).
                            Bo to dokładnie taka sama sytuacja.

                            > I nigdy nie twierdziłam, że nasza wioska jest normalna.

                            Nie napisałaś też, że jest nienormalna. A gdyby Ci to ktoś wytknął, to z pewnością nie przyklasnełabyś radośnie i nie przyznała racji.

                            > Aquarianna, zatajanie istotnych informacji przed małżonkiem, a w szczególności
                            > informacji o stanie zdrowia dziecka przed rodzicem nie pozbawionym praw rodzici
                            > elskich nie jest normalne.

                            Zatajanie owszem, ale tutaj nie było żadnego zatajania, tylko poinformowanie żony w czasie późniejszym i szczerze mówiąc ręce mi opadają, bo już to raz tłumaczyłam. Gdyby zataił, to nie byłoby tego wątku, bo dziewczyna by o niczym nie wiedziała.

                            > Nie wiem, może Tobie się wydaje, że jak przyznasz, że Twój stosunek do sprawy j
                            > est nienormalny, to będziesz musiała go zmienić/coś z tym zrobić.

                            Nic mi się nie wydaje. Dlaczego uważasz, że ja miałabym się do czegokolwiek przyznawać?

                            > Nie, jeśli Ci taki układ odpowiada, to żyj sobie tak dalej, to Twoje życie. Ale nie wmawiaj
                            > nikomu, że to jest normalny, zdrowy układ.

                            A czy ja komuś cokolwiek wmawiam?
                            Cały czas piszę, że dla mnie w tej historii nie ma nic, co wskazywałoby na to, że należy zacząć się niepokoić. Czy to jest to wmawianie?

                            > W szczególności nie wmawiaj tego aut
                            > orce wątku, bo ona już wreszcie zrozumiała, że nie jest i próbuje tę sytuację u
                            > leczyć.

                            Jakbyś była łaskawa zauważyć, to w pierwszy słowach jej maila stoi wyraźnie:
                            Albo mnie zjedźcie albo przekonajcie, że słusznie myślę.
                            a potem
                            I teraz czy ja mam rację uważając, że powinien mi powiedzieć o tym wypadku od razu?
                            Ale może przesadzam i akurat tej sytuacji nie powinnam się czepiać, bo zdenerwowanie itd.

                            Więc nie zjechałam jej, ale wyraziłam swoją opinię. I z całym szacunkiem, to, że nie podoba się ona Tobie czy innym forumkom, nie znaczy, że nie mam do tej opinii prawa.
                            Tyle w temacie.
                            • z_lasu Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 18:19
                              > Gdzie wyczytałaś, że ona pytała "gdzie jesteście"?

                              O przepraszam, istotnie, nie pytała "gdzie jesteście?", tylko "próbowała pytać o dziecko" na co on się rozłączył. Bardzo istotna w kontekście niniejszych rozważań. uncertain

                              > Nie bronię go, po prostu uznaję, że mogły być inne powody, a nie od razu jego zaburzenia
                              > psychiczne. Zwłaszcza, że zdaje się to autorka wcześniej na terapię uczęszczała, a nie on.

                              sciana Czyli jak żona alkoholika pójdzie na terapię dla współuzależnionych, to znaczy, że ona jest "psychiczna", a z nim wszystko w porządku, tak?

                              > Nie napisałaś też, że jest nienormalna. A gdyby Ci to ktoś wytknął, to z pewnością nie
                              > przyklasnełabyś radośnie i nie przyznała racji.

                              Ależ oczywiście, że przyznałabym rację, bo nie mam problemu z przyjmowaniem realiów do wiadomości i nie oszukuję sama siebie, że jest inaczej niż jest. Mam pełną świadomość, że moja wioska normalna nie jest.

                              > Jakbyś była łaskawa zauważyć, to w pierwszy słowach jej maila stoi wyraźnie:
                              > Albo mnie zjedźcie albo przekonajcie, że słusznie myślę.
                              > a potem
                              > I teraz czy ja mam rację uważając, że powinien mi powiedzieć o tym wypadku od razu?
                              > Ale może przesadzam i akurat tej sytuacji nie powinnam się czepiać, bo zdenerwowanie itd.


                              Tak, a w następnym poście napisała:

                              Właśnie dlatego, że wiem, że mam trochę wyprany mózg to w ogóle pytam.

                              a wcześniej:

                              Tak, wyprał mi w swoim czasie mózg. Ale już częściowo odzyskałam świadomość i dlatego widzę i wiem, że mam problemy z mężem i ta kwestia zarządzania przez niego mną, przez zarządzanie informacją jest jednym z nich. Mam już świadomość, że tak mną manipuluje.


                              Czego i Tobie życzę...
                              • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 21:04
                                > Czego i Tobie życzę...

                                A to już było żałosne z Twojej strony uncertain
                                Szkoda, że po prostu nie potrafisz uszanować tego, że ktoś ma inne zdanie (i dobrze mu z tym - racz to przyjąć do wiadomości), i że wcale nie musi to oznaczać, że sam pewnie też ma problemy z mężem.
    • edelstein Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 10:17
      W moim odczuciu to psychol i za chiny ludowe nie chcialabym z nim byc.
      • zurekgirl Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 11:00
        W moich oczach to psychol. Mozna raz na jakis czas wyskoczyc z czyms jak filip z konopii i zrobic ze wspolmalzonka ofiare, ale nie zawsze i nie w przypadku, gdy dziecko trafia do szpitala, nawet z najbardziej blaha sprawa. Skoro mogl zadzwonic dwukrotnie pytajac o jakas pie..., to dlaczego mu przez gardlo nieprzeszlo, ze sa 10 min od pracy mamy w szpitalu?
    • tonik777 Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 11:04
      Dziwne zachowanie męża. O wypadku dziecka powinien powiadomić Cię niezwłocznie jak miał tylko taką możliwość. Rozumiem, że gdy dzwonił pierwszy raz już było po wypadku i wtedy powinien Ci powiedzieć.
      Co do innych rzeczy jak mówi Ci tuż przed to po prostu powiedz mu, że nie zgadzasz się. Np. umówi was na spotkanie ze znajomymi i powie Ci tuż przed terminem to po prostu nie idź. Po kilku takich razach powinien zmienić swoje nastawienie. A jak potem Ci znajomi będą coś mówić, to powiedz wprost - mąż nie raczył Cię poinformować wcześniej tylko na ostatnią chwilę, ale miałaś już inne zajęcie na ten czas.
    • 18lipcowa3 mysle ze twoj maz 13.03.13, 11:22
      jest zwyczajnie niedorozwinięty
    • daisy Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 11:45
      Wydaje się, że twój mąż jest zaburzony psychicznie i żyje we własnym świecie, który widzi jako oblężoną twierdzę, a wszyscy wokół, w tym najbliższa rodzina, to wrogowie, przeciwko którym trzeba spiskować, knuć, bronić się, którymi trzeba manipulować i dezinformować. W imię tych urojeń gotów jest poświęcić wszystko, łącznie z własnym dzieckiem (które wkrótce i tak dołączy do wrogów).
      Znałam kiedyś podobnego faceta, chociaż upośledzonego w mniejszym stopniu, i do dzisiaj dziękuję losowi, że szybko zakończył naszą znajomość.
      Na twoim miejscu najpierw bym zabiła i posiekała za niezawiadomienie mnie o wypadku dziecka, a następnie przebiła osinowym kołkiem i uciekała jak najdalej od zwłok.
      Szczerze obawiam się, że jeżeli z nim zostaniesz, to czeka cię wiele prawdziwych koszmarów, w tym związanych z obawą o dziecko.
      I zgadzam się z dziewczyną, która napisała wyżej, że sam fakt, że pytasz na forum o coś takiego, znaczy, że już jest z tobą źle.
    • triss_merigold6 Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 11:50
      Uciekaj z dzieckiem od świra. Sądząc z opisu facet jest niebezpieczny, tka iluzje, manipuluje.

      W przyszłości zapomni Ci powiedzieć, że przegrał w kasynie mieszkanie, stracił pracę pół roku temu, kochanka jest w ciąży albo że otrzymał wyrok skazujący i idzie do zk na 4 lata.

      To świr, izoluj do niego dziecko.
    • yna777 Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 12:36
      Po pierwsze dziękuję za odpowiedzi. A tak odpowiadając zbiorczo.
      Tak, wyprał mi w swoim czasie mózg. Ale już częściowo odzyskałam świadomość i dlatego widzę i wiem, że mam problemy z mężem i ta kwestia zarządzania przez niego mną, przez zarządzanie informacją jest jednym z nich. Mam już świadomość, że tak mną manipuluje. Przyczyn mogłabym się doszukać kilku, ale już też wiem, że nie moją rolą jest ich szukanie i to nic nie da, że będę je znać, jeżeli sam nie będzie chciał coś z tym zrobić.
      Nie osaczam go, nie kontroluję. Wręcz przeciwnie, widzę chociażby po małżeństwach znajomych, że mój poziom tolerancji dla wolności i swobody męża jest duży. W drugą stronę za to oczywiście jest dużo mniejszy.
      Nie zrobiłam nigdy awantury o jakieś wypadki dziecka i wczoraj nawet do głowy mi nie przyszło, żeby mieć do niego pretensje o ten wypadek. To był przecież wypadek. Za to wiem, ze ja od niego to bym się nasłuchała, a jak to ja zawsze ...albo ja nigdy.... Ogólnie nie robię żadnych awantur. Zatem nie sądzę by motywacją był strach przede mną.
      Rzeczywiście, może być tak, że myślał, że w ogóle to nie wyjdzie. O tym wcześniej w ogóle nie pomyślałam. I może rzeczywiście motywacją była ochrona wizerunku idealnego ojca. Wiem, że babci nakłamał, że nie przyjdziemy bo coś tam. Przyznam, że myśl, że mógłby przede mną ukryć coś takiego co do zasady jest przerażająca.
      Jak już łatwo się domyślić, żadne spokojne rozmowy, że wychodzę na idiotkę bo nie wiem o czymś tam, że to brak właśnie szacunku dla mojego czasu, że to powoduje niepotrzebne zupełnie nieporozumienia, że są informacje, które się po prostu przekazuje i koniec i nie on jest od decydowania kto i kiedy ma się o tym dowiedzieć - nic nie dały. Próby zastosowania podobnego zachowania wobec niego, dały jedynie focha na kilka dni i to, że teraz mi to wypomina i traktuje jako wytłumaczenie dla swoich takich zachowań. Bo ty przecież też tak zrobiłaś wtedy i wtedy.
      I odnosząc się do wpisu totorotot:
      <Ona już teraz nie wie, czy mąż zrobił dobrze czy niedobrze i musi pytać się na forum-to już świadczy o praniu wstępnym mózgu. >
      Właśnie dlatego, że wiem, że mam trochę wyprany mózg to w ogóle pytam. Ale też nie jestem pewna czy nie jestem już przewrażliwiona na pewne zachowania i czy akurat tej sytuacji z dzieckiem nie powinnam ocenić inaczej, to jest jako dość normalnej. Jak rozumiem jest jednak równie nienormalna jak całość.
      Jeszcze raz dziękuję za wpisy.
      • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 12:48
        yna777 napisał(a):

        > Przyzn
        > am, że myśl, że mógłby przede mną ukryć coś takiego co do zasady jest przerażaj
        > ąca.

        To po co się w ogóle taką myślą nakręcasz?
        To jedno, a drugie - czy sama jesteś w 100% szczera wobec swojego męża? Zawsze, bez względu na okoliczności? Kłamstwo nie oznacza z gruntu złego zachowania.

        > Jak już łatwo się domyślić, żadne spokojne rozmowy,[...] nic nie dały.

        Nie wiem czy łatwo się domyślić, bo nic na ten temat nie pisałaś.

        > Właśnie dlatego, że wiem, że mam trochę wyprany mózg to w ogóle pytam.

        Pytaj, jak najbardziej, ale pamiętaj, że tylko relację tylko z Twojej strony. Prawda obiektywna wcale nie musi wyglądać tak, jak się ona tutaj niektórym objawia.
      • thegimel Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 13:14
        Nie mam pretensji do męża, że mi nie powie o przewróceniu się, o siniaku, o podrapanym kolanie. Ale jakby mi nie powiedział, że dziecko jest w szpitalu, to byłabym zła i tyle. Ale problemem nie jest tu ta jedna sytuacja - gdyby tak było, to można by faktycznie odpuścić, ale całokształt pana męża. Ja bym myślała o ultimatum - albo się pewne rzeczy zmieniają, mąż idzie na terapię, razem idziecie na terapię, albo - rozwód
        • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 15:09
          thegimel napisała:

          > Nie mam pretensji do męża, że mi nie powie o przewróceniu się, o siniaku, o pod
          > rapanym kolanie. Ale jakby mi nie powiedział, że dziecko jest w szpitalu, to by
          > łabym zła i tyle.

          A dla Ciebie szpital to tylko i wyłącznie coś poważnego? Przecież nie było mowy o tym, że dzieciak wylądował na OIOMie.
          Ja do szpitala z dzieckiem jechałam na wyjmowanie jakiegoś opiłka z oka (pogotowie nie świadczy takich usług) czy na zszycie rany na brodzie, bo tak mnie skierowano. I uważasz, ze w obu tych przypadkach powinnam była informować męża, bo dziecko jest W SZPITALU?
          Swoją drogą ciekawa jestem, tak abstrahując od tematu, jaki to był faktycznie wypadek. Bo może w rzeczywistości chodzi o pierdołę.
          • thegimel Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 15:20
            Ale tu kobieta rozmawiała z mężem w trakcie pobytu w szpitalu. Facet odrzucał od niej połączenia, to trochę co innego niż po prostu późniejsze poinformowanie. Albo pani jest panikarą i facet boi jej się cokolwiek powiedzieć - z wątku to nie wynika, ale są takie typy, na przykład mój teść. Albo facet ma ze sobą jakieś problemy.
            • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 15:34
              thegimel napisała:

              > Ale tu kobieta rozmawiała z mężem w trakcie pobytu w szpitalu. Facet odrzucał o
              > d niej połączenia, to trochę co innego niż po prostu późniejsze poinformowanie.

              Ale nie wiemy tak naprawdę dlaczego odrzucał. OK, możemy założyć, że jest po prostu stukniętym świrem i dlatego to robił.
              Ale może odrzucał, bo nie chciał usłyszeć miliona "pytań pomocniczych", histerycznych pretensji i prawienia morałów? Moja kumpela też mi się kiedyś skarżyła, że ją mąż olewa, okłamuje, albo nie da powiedzieć do końca, rozłącza się, że debil i nienormalny, bo kto normalny się tak zachowuje. Współczułam jej, ale jak się potem okazało przy wspólnej rozmowie facet robił to, bo dziewczyna po prostu z byle powodu urządzała sceny dantejskie nawet przez telefon, była gorsza niż FBI i Gestapo razem wzięte wink Absolutnie nie twierdzę, że tak musi być w przypadku autorki, ale do licha może są jakieś inne powody, dla których ten facet zrobił tak, a nie inaczej.
              A może nie miał możliwości rozmowy w tym akurat momencie. Może sam był zdenerwowany, przejęty, zajęty formalnościami. Nie wiemy tego.

              > Albo pani jest panikarą i facet boi jej się cokolwiek powiedzieć - z wątku to
              > nie wynika

              No nie wynikia, bo pisała tylko jedna strona smile
              • thegimel Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 16:06
                Na forum zawsze znamy wersję jednej strony.
                OT - ostatnio pytałaś czego się z chałupy pozbywam. Płyty cd, dvd, książki i durnostojki. Jak chcesz to mogę listę Ci wysłać.
                • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 16:33
                  thegimel napisała:

                  > OT - ostatnio pytałaś czego się z chałupy pozbywam. Płyty cd, dvd, książki i du
                  > rnostojki. Jak chcesz to mogę listę Ci wysłać.

                  Ups, umknęło mi to gdzieś zupełnie, przepraszam smile Jeśli to nie problem, to wyślij proszę na gazetowego maila, głównie chodzi o płyty z muzyką. No chyba, że wystawiasz gdzieś na Allegro, to wówczas po prostu podaj na priva link/i do aukcji.
                  • thegimel Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 17:12
                    Ok
          • bri Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 16:42
            Nie chodzi o to, że pan nie zadzwonił natychmiast z informacją. On aktywnie starał się przed nią zataić fakt, że dziecko miało wypadek. Dzwonił do niej przecież.
          • claudel6 Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 23:55
            I uważasz, ze w obu tych przypadkach powinnam była informować męża, bo
            > dziecko jest W SZPITALU?

            a Ty uważasz, ze to jest nienormalne? to masz coś z głową. rozumiem, że w Twoim układzie jest Ci dobrze, ale przestań mącić w głowie autorce.
            • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 00:32
              claudel6 napisała:

              > I uważasz, ze w obu tych przypadkach powinnam była informować męża, bo
              > > dziecko jest W SZPITALU?

              > a Ty uważasz, ze to jest nienormalne?

              Tak, uważam, że wydzwanienie do męża do pracy, bo synowi wyjmują paproch z oka jest nienormalne.

              > to masz coś z głową.

              A może to akurat Ty masz coś z głową?

              > rozumiem, że w Twoim układzie jest Ci dobrze, ale przestań mącić w głowie autorce.

              Od kiedy to wyrażanie własnej opinii jest mąceniem komuś w głowie?
      • totorotot Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 13:52
        A co to był za wypadek?
        • yna777 Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 14:09
          totorotot napisała:
          > A co to był za wypadek?>
          Dziecko spadło z ponad półtora metra, tak że poleciało do tyłu, prosto na głowę. Niby była jakaś guma na podłodze i wykładzina. Podobno dziwnie się zachowywało, stąd podejrzenie, że to coś więcej niż tylko potłuczenie się i decyzja o rtg i odesłaniu kartką do drugiego szpitala. Taką przynajmniej mam informację. Jak już pisałam obawiali się wstrząsu mózgu.
          • thegimel Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 15:21
            Więc to zdecydowanie nie była pierdoła. Wkurzyłabym się straszliwie na Twoim miejscu.
          • z_lasu Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 03:49
            > Taką przynajmniej mam informację.

            Dobrze się domyślam, że jest to informacja od męża i nie masz pewności czy jest pełna? Czyli tak naprawdę mogło się stać coś poważniejszego, ale możliwe, że pan nie raczył Cię poinformować? Czytam to wszystko z przerażeniem...
      • totorotot Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 13:57
        > Jeszcze raz dziękuję za wpisy.



        Cala przyjemność po naszej stronie, Alu.
        Ognie rzecz biorąc to w cholernym bagnie siedzisz. Idź na te ra pie.
        • aqua48 Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 15:22
          Powiem krotko - nie zostawiałabym dziecka pod opieką żadnej osoby na której informację o tym że dziecku coś jest nie mogłabym liczyć. To jakiś horror.
          • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 15:36
            aqua48 napisała:

            > Powiem krotko - nie zostawiałabym dziecka pod opieką żadnej osoby na której inf
            > ormację o tym że dziecku coś jest nie mogłabym liczyć. To jakiś horror.

            Tak, poradźcie jeszcze autorce, by z marszu wystąpiła o ograniczenie praw rodzicielskich dla ojca dziecka, bo łajdak nie zadzwonił do matki od razu po wypadku dziecka, tylko się tym dzieckiem zajął zawożąc je do szpitala.
            • aqua48 Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 16:45
              aquarianna napisała:

              > Tak, poradźcie jeszcze autorce, by z marszu wystąpiła o ograniczenie praw rodzi
              > cielskich dla ojca dziecka, bo łajdak nie zadzwonił do matki od razu po wypadku
              > dziecka, tylko się tym dzieckiem zajął zawożąc je do szpitala.

              I jednocześnie wykonując telefony do żony, ale słówkiem w nich nie wspominając, że dziecku coś się stało? Że jedzie z nim do szpitala?
              To może żona jest pozbawiona praw rodzicielskich?
              • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 16:55
                > I jednocześnie wykonując telefony do żony, ale słówkiem w nich nie wspominając,
                > że dziecku coś się stało? Że jedzie z nim do szpitala?

                Dlatego mówię - pozbawić go praw rodzicielskich, bo nie wyobrażam sobie innej możliwości legalnego niepozostawienia dziecka jego rodzicowi pod opieką, jak tutaj wyżej sugerowano.
            • daisy Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 16:49
              Dlaczego tak usilnie starasz się przeinaczyć wersję wydarzeń, którą przedstawiła autorka wątku? To aż dziwne jest.
              Mąż dzwonił do żony już ze szpitala, starając się wybadać, gdzie ona jest i przewidzieć jej ruchy. Kiedy zaczynała zadawać pytania, zamiast poinformować ją o potencjalnie poważnym wypadku dziecka, przerywał połączenie. Dalej było jeszcze gorzej. Kompletny świr.
              W żaden sposób, nijak się to ma do twojej wizji "nie chciałem cię denerwować kochanie".
              • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 17:05
                daisy napisała:

                > Dlaczego tak usilnie starasz się przeinaczyć wersję wydarzeń, którą przedstawił
                > a autorka wątku? To aż dziwne jest.

                Tak, bardzo dziwne, bo to pewnie ja jestem tym ojcem suspicious
                Niczego nie przeinaczam, po prostu widzę opisaną sytuację w innym świetle. Mogę, prawda?

                > Mąż dzwonił do żony już ze szpitala, starając się wybadać, gdzie ona jes
                > t i przewidzieć jej ruchy. Kiedy zaczynała zadawać pytania, zamiast poinformowa
                > ć ją o potencjalnie poważnym wypadku dziecka, przerywał połączenie.

                Może miał konkretny powód, by to zrobić - rozmawiałaś z nim? Wiesz jak było? Pisałam wyżej, że znamy tę sytuację tylko z jednej strony, a prawda może być zupełnie inna. Pewnie, że można uznać, że facet jest psycholem, ale może jego motywacja była zupełnie inna.

                > W żaden sposób, nijak się to ma do twojej wizji "nie chciałem cię denerwować ko
                > chanie".

                Wytłumacz mi dlaczego? Ja też nie mówię mężowi pewnych rzeczy gdy np. jedzie samochodem albo wiem, że w danej chwili i tak mi nie pomoże, a jedynie się niepotrzebnie zestresuje. Zostawiam to na później. I też często w sytuacjach ekstremalnych, stresujących (a do takich spokojnie można zaliczyć wypadek dziecka) zdarzało mi sie postepować niekonwencjonalnie, nietypowo. Pewnie w związku z tym również jestem kompletną świrką suspicious
                • daisy Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 17:45
                  Pewnie w związku z tym również jestem kompletną świrką suspicious

                  Kto wie. Może?
                  Twoja interpretacja opisanej przez autorkę sytuacji jest dziwna. Jeszcze dziwniejsza jest zacięta obrona wizji, jaką sobie stworzyłaś.
                  • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 19:25
                    daisy napisała:

                    > Pewnie w związku z tym również jestem kompletną świrką suspicious
                    >
                    > Kto wie. Może?
                    > Twoja interpretacja opisanej przez autorkę sytuacji jest dziwna.

                    Musisz nauczyć się żyć z tym, że ludzie są różni i to, że ktoś ma inne zdanie i inny punkt widzenia nie musi oznaczać, że jest świrem.

                    > Jeszcze dziwniejsza jest zacięta obrona wizji, jaką sobie stworzyłaś.

                    Myślę, że przesadzasz. Niczego nie bronię, po prostu dyskutuję dokładnie tak samo, jak inne osoby.
              • claudel6 Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 23:58
                no tak usilnie stara się przekręcić fakty, bo sama jest w podobnej dupie i ma podobnego świra na stanie. stara sie przekonać samą siebie, ze to jest wporzo i super, i w ogóle nie ma problemu.
                • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 00:34
                  claudel6 napisała:

                  > no tak usilnie stara się przekręcić fakty, bo sama jest w podobnej dupie i ma p
                  > odobnego świra na stanie. stara sie przekonać samą siebie, ze to jest wporzo i
                  > super, i w ogóle nie ma problemu.

                  Zdradź mi tajemnicę, gdzie się takie [...] jak Ty rodzą?
                • totorotot Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 00:37
                  Różnica między paniami jest taką, że Aquarianna jest zadowolona ze swojej relacji z mężem, a autorka wątku już nie.


                  Przy czym perfidia męża założycielki wątku polega na tym, że można jego interpretować dwojako: każde zdarzenie z osobna wygląda niewinnie i można użyć dokładnie argumentów Aquarianny prezentowanych w tym wątku, aby zbić obiekcje żony, osadzając ją o histerię, złą wolę i słowo klucz: przesadzanie.
                  Tymczasem globalnie patrząc na spektrum zachowań męża wyjaśnia się obraz niepokojący, choć patologia trudna jest do nazwania, tylko kołacze gdzieś w głowie: coś jest nie tak.

                  Może mądrzejsi niż ja się wypowiedzą.

                  Aha, Aquarianno,mama jest dziecku potrzebna w szpitalu, bo tata trzyma rękę jak tata, a mama jak mama i miło mieć w trudnych chwilach obie te ręce przy sobie.

                  Mąż pozbawił dziecko obecności mamy w szpitalu, a na pewno by się z niej cieszyło.
                  • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 01:00
                    > Aha, Aquarianno,mama jest dziecku potrzebna w szpitalu, bo tata trzyma rękę jak
                    > tata, a mama jak mama i miło mieć w trudnych chwilach obie te ręce przy sobie.
                    > Mąż pozbawił dziecko obecności mamy w szpitalu, a na pewno by się z niej cieszy
                    > ło.

                    I to jest pierwsze coś, z czym faktycznie mogę się zgodzić.
    • asientos Re: informacja o wypadku dziecka 13.03.13, 18:31
      ja tak izoluję od informacji moją teściową. Gdy mój brat trafił do szpitala to dowiedziała się o tym po pół roku. Co ciekawe ma dwóch synów i żaden jej o tym nie wspomniał nawet. Powód: o matko boska, co teraz będzie, i co ty zrobisz, ale JAK to się stało, no jak to NIE WIESZ.... Wołałam się zająć bratem niż uspokajać histeryczkę.
      Nie mówię że tak jest w twoim przypadku ale u mnie tak to właśnie działa.
    • yenna_m Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 01:30
      delikatnie mówiąc - mąż jest dziwny

      niedelikatnie - no świnia z niego i tyle
    • yna777 Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 09:42
      aquarianna napisała:
      <Może miał konkretny powód, by to zrobić - rozmawiałaś z nim? Wiesz jak było? Pisałam wyżej, że znamy tę sytuację tylko z jednej strony, a prawda może być zupełnie inna. Pewnie, że można uznać, że facet jest psycholem, ale może jego motywacja była zupełnie inna. >

      Przecież napisałam, że zapytałam czemu nie zadzwonił wcześniej. I nie z pretensją, tylko tak po prostu, w ramach ogólnych pytań co się stało, od kiedy są w szpitalu itp. I usłyszałam warczące, że miał inne rzeczy na głowie. Chyba to mówiąc, nie pamiętał, że w międzyczasie rozmawialiśmy dwa razy. Albo jak zwykle uznał,że nie musi mi nic wyjaśniać.

      I wiem, że to moja wersja, ale w zakresie samych faktów, a nie motywacji, do potwierdzenia, chociażby wykazem połączeń. A precyzując, to z dokumentów ze szpitala wynika, że był tam z dzieckiem już 17.05. Sam mówił, że trochę czekał, aż dziecko zbadają i rozmawiał też chwilę ze znajomym, którego tam przez przypadek spotkał. Stąd mój wniosek, że jak najbardziej mógł swobodnie zadzwonić niemal w każdym czasie.

      I też odpowiadając aquariannie. Pewnie, że i mi i jemu zdarza się czegoś nie powiedzieć bo się zapomniało, bo nie przyszło do głowy, że to może być dla drugiej osoby istotne, albo coś rzeczywiście wychodzi na ostatnią chwilę. Ale po pierwsze zdarza się, a po drugie dotyczy raczej drobnostek, i po trzecie jest wtedy jakiś taki inny jakościowo przekaz, coś bardziej w stylu "sorry zapomniałem/nie pomyślałem", a nie warczenie czy obrażenie się, jak mówię, że to nie jest fajne, że znowu mnie nie uprzedził czy nie poinformował o czymś tam. Zatem nie przesądzając, że w tym konkretnym wypadku, jakie mąż miał intencje nie mówiąc mi od razu o wypadku, to co do zasady, to nie jest przypadek twojego męża.
      Jeszcze raz dziękuję za wpisy.
      I odpowiadając jeszcze totorotot. Na terapii już byłam, a teraz wybieram się razem z mężem.
      • thegimel Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 21:40
        > Jeszcze raz dziękuję za wpisy.
        > I odpowiadając jeszcze totorotot. Na terapii już byłam, a teraz wybieram się ra
        > zem z mężem.
        Dobrze, że z mężem. Wcale nie musi być psycholem, ale ewidentnie coś jest nie tak. U mnie było inaczej - mój teść jest panikarzem i o każdy uraz jego dzieci były pretensje do teściowej. Ze mną też próbował -syn przestraszył się kiedyś traktora który wjechał na plac zabaw po zepsutą huśtawkę. Mówię teściom na luzie, że się przestraszył - teść z pretensjami, że powinnam przewidzieć, wyjść stamtąd wcześniej itd. W łeb się nie popukałam, choć korciło, stwierdziłam, że ani wróżką nie jestem, żeby przewidzieć, że zaraz wjedzie mi tu traktor, ani latać nie umiem, żeby się od razu ewakuować.
        Mąż też kiedyś reagował przesadnie - pretensji do mnie nigdy nie miał co prawda (spróbowałby wink ), ale miał jazdy - poczucie winy, że powinien zapobiec, godzinne zamartwianie się - a to nie były poważne wypadki, czy sytuacje, którym można zapobiec, ale on miał jazdy o sytuacje w rodzaju rozbite kolano. W końcu padło z mojej strony pytanie - czy chce, żebym przed nim też wszystko zatajała. Przemyślał, przestał cudować. U nas udało się bez terapii, wystarczyły rozmowy i mocny OPR - mąż ponad wszystko w świecie nie chce być jak jego ojciec, ale czasami terapia jest konieczna. Powodzenia - i mam nadzieję, że zachowanie Twojego męża nie wynika z tego, że panikujesz. smile
        • aquarianna Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 21:52
          > Dobrze, że z mężem. Wcale nie musi być psycholem, ale ewidentnie coś jest nie t
          > ak. U mnie było inaczej - mój teść jest panikarzem

          Podobna jest moja teściowa (aż dziw, że jej syn to jej totalne przeciwieństwo wink
          Do szewskiej pasji doprowadzały mnie jej "Byś z nimi do lekarza poszła", gdy któreś dziecko kichnęło więcej niż dwa razy na dzień. Nieważne, że może pyłki, że kurz, że na słońce spojrzało, że coś w nosie wierci. Nie, chore som, bo ona wie lepiej. Pewnie alergia. Albo astma nawet, bo ona czytała.
          I - nawiązując do tego, co jest normalne, a co nie - dla niej byłam i jestem nienormalna, bo dla niej fakt, że nie pędzę z dzieckiem do lekarza z powodu ich kichnięcia oznacza, że jestem nieodpowiedzialną matką. A to tylko szczególik, szczególątko wręcz wink
          • thegimel Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 22:11
            Mój teść młodego do lekarza też z kichaniem by wysyłał, a sam idzie jak ma już piękną infekcję wychodowaną - a bierze leki obniżające odporność.
    • koronka2012 Re: informacja o wypadku dziecka 14.03.13, 21:41
      Do przemyślenia:
      www.eioba.pl/a/2hom/uzaleznieni-od-wlasnych-fantazji
      przeanalizuj, czy nie masz do czynienia z takim typem. Ja miałam - kłamał tak jak oddychał, w drobnych sprawach, przeinaczał, przekręcał, zatajał miliony rzeczy - takich które jego stawiały w złym świetle. Przyłapany na kłamstwie - nie przyznawał się do upadłego, mimo oczywistych faktów wypierał się i brnął w kolejne kłamstwa. Tak jak ty o masie rzeczy dowiadywałam się przypadkiem, od znajomych. Też nie mówił o ważnych dla bliskich mu osób sprawach czy wydarzeniach - bo tak naprawdę guzik go to obchodziło.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja