taniec_pingwina
28.03.13, 11:29
Jak byście zareagowały, gdyby koleżanka z 20-letnim stażem znajomości, zaczynająca pracę jako ktoś w rodzaju akwizytora (oficjalnie doradcy finansowego), świeżo po szkoleniach w nowej firmie, wyjechała Wam z tekstem typu "Ale jak ty się zabezpieczasz na emeryturę?", po czym zaczęła wypytywać o majątek i powiedziała, że chce przyjechać pogadać o tych zagadnieniach?
Ja powiedziałam, że chętnie ją zaproszę, ale prywatnie, natomiast rozmową o zabezpieczeniach finansowych nie jestem zainteresowana, bo je mam i temat mnie nie interesuje wcale a wcale.
Po kilku dniach dowiedziałam się, że chamsko ją spławiłam, a ona tylko chciała poćwiczyć nowo nabyte umiejętności... Tylko że, kurczę, nie zaczęła od tego, że chce ćwiczyć, ale od pytań o nasze nieruchomości...
I druga sytuacja: Likwidowałam konto w banku. Uprzejmie acz zdecydowanie nie pozwoliłam pani z okienka przekonywać mnie do zmiany decyzji. Przerwałam jej już na etapie rozgrzewki. Szkoda mi było czasu - chciałam jak najszybciej załatwić sprawę i wyjść (zauważyłam, że ona jest teraz w pracy, a ja nie, dlatego, podjąwszy już decyzję, nie mam ochoty tracić czasu i energii na bezcelową dyskusję i tłumaczenie swoich motywów). Pani się obruszyła, a ja poczułam się jak gbur, który nie pozwala jej wykonywać należycie obowiązków. Poświęciłybyście ten kwadrans, żeby po kolei zbijać argumenty pani i tłumaczyć, czemu chcecie wypowiedzieć umowę?