budapesztanska1
19.05.13, 10:38
Zgłupiałam już, prawdę mówiąc.
Mam dość trudną relację z moją matką.
Do dużej dorosłości byłam przekonana, że ona jest niezwykle oddaną, a jednocześnie skrzywdzoną przez innych osobą.
Raczej nie sprzeciwiałam się jej, bo budziło to moje poczucie winy i lęk, że będzie niezadowolona, że ją skrzywdzę.
Od kilku lat, odkąd mam już swoją rodzinę - widzę, że to nie tak, że coś tu jest nie w porządku.
Zauważyłam, ze mama z łatwością wymaga od innych - niezwykle często czuje się urażona, obrażona, dotknięta, źle potraktowana, natomiast - chyba (chyba - zakręcona już jestem) niewiele wymaga od siebie.
Wiele razy, w ważnym lub trudnym dla mnie czasie okazywało się, że ona ma jeszcze większy problem - np. kiedy rodziłam drugie dziecko, ona akurat miała zatrucie żołądkowe i dzwoniła do mnie, żeby o tym opowiadać. Albo kiedy zdawałam egzamin zawodowy - kłóciła się z kimś i namiętnie tym się dzieliła. Ok - ja rozumiem, że w sumie mogą to być wypadki losowe, ale narasta we mnie przekonanie, że to hasło, które ciągle brzęczy mi w głowie, odkąd nauczyłam się mówić - "jesteś skończoną egoistką" - nie tak do końca odnosi się do mnie...
No i akcja sprzed kilku dni.
Mama deklaruje się jako całkowicie poświęconą rodzinie. My bardzo, bardzo rzadko prosimy ją o pomoc, bo zawsze robi miny i obwarowuje tą pomoc warunkami.
Mieliśmy teraz taką sytuację nagłą, że musieliśmy jedno dziecko zostawić, bo z trójką nie dalibyśmy rady ogarnąć tego, co ogarnąć musieliśmy. Kwestia 3 godzin. Ostatni raz prosiliśmy ją o taką pomoc kilka miesięcy temu.
Ciągle zapominam jak to jest, łudzę się, ze mama jednak jest tak jak mówi - czyli oddana i pytam czy może zostać ze średnim 3 godziny.
Oczywiście - mina. Oczywiście - wymówki, że ona chciała odwiedzić jakąś ciocię w szpitalu, no, ale trudno...
I zapowiedź, że za godzinę mamy wrócić, co było absolutnie niewykonalne.
Więc zaczęła krzyczeć, ze mamy ją w dupie, że kompletnie jej nie szanujemy, że ona jest ciężko chora, ale co nas to obchodzi itd.
Chora nie jest. Ciągle obchodzimy się z nią jak z jajkiem, żeby nie urazić, żeby przypadkiem nie wykorzystywać.
Za każdym razem obiecuję sobie, że to był ostatni raz, że nigdy więcej niczego od niej nie będę chciała i potem ona robi z siebie matkę Teresę, że ona całym sercem z dziećmi i wszystko dla nas i głupieję.
I czuję się winną i oczywiście czuję się egoistką.
Tym razem powiedziałam, że niczym jej nie krzywdzę, że to ona krzywdzi siebie oczekiwaniami z kosmosu, więc kazała się nam wynosić.
Starała się opisać to jak najuczciwiej. Napisałam i skasowałam to co podyktowały mi emocje, co mogło być jakieś niesprawiedliwe.