suazi1 Re: Fenomen niejadków. 08.07.13, 14:51 Nie masz własnego dziecka, to nie rozumiesz. Chociaż... ja mam, ale też nie bardzo rozumiem. Odpowiedz Link Zgłoś
a-ronka ja ja ja niejadek i mama niejadka 08.07.13, 15:10 przegłodzić mówisz no to słuchaj.......... Dawno,dawno temu jak miałam 5 lat nic nie jadłam.Chleb,dżem,masło,parówki,mleko be. Więc ( nie zaczyna się zdania od więc) pani mądra jak ty powiedziała przegłodzić. Po 6 dniach głodzenia mała dziewczynka poszła do szpitala aby NAKARMIONO ją kroplówką. Dlatego matki niejadków trzęsą się,układają osobno ryż,warzywa i mięso, dają nutelkę zamiast dzemiku a nugettsy i fryteczki trzymają w lodówce. Pogadamy jak będziesz miał/miała dzieci i co ZROBISZ dla niejadka . Tościki, kremik a może twarożek w 6 kolorach Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: ja ja ja niejadek i mama niejadka 08.07.13, 15:32 Zeżre to co podam, nie chce żreć - nie musi, zdrowy organizm sam siebie nie zagłodzi, spokojna głowa. Odpowiedz Link Zgłoś
iwles Re: ja ja ja niejadek i mama niejadka 08.07.13, 15:43 za przeproszeniem - jak będziesz rodzicem to wrocimy do tematu , ok ? Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: ja ja ja niejadek i mama niejadka 08.07.13, 15:56 przeciwcialo: Jako że dzieci mam to sie wypowiem- z jedzeniem to wymyslają rodzice. Jak dziecko idzie do przedszkola czy żólobka to okazuje sie że wcale taki niejadek nie jest Pomijam dzieciaki z jakimis chorobami. Odpowiedz Link Zgłoś
wzosia Re: ja ja ja niejadek i mama niejadka 08.07.13, 18:59 Ale moje poszły do szkoły i przedszkola. Regularnie byłam wzywana w temcie "dziecko znowu nic nie zjadło" W szkole (szkoła olbrzymia) temat jedzenie a moje dziecko była poruszana przez: panie ze stołówki, panie ze świetlicy, wychowawczynię i nawet dyrektorkę. Mam 2 dzieci które są niejadkami wybiórczymi. Córa zje prawie (99,8% - bez melona i zielonego groszku) wszystkie warzywa i owoce. Oraz makaron. Nie lubi mięsa ale kocha ryby. NIENAWIDZI wszelkich sosów - i tu jest "pies" pogrzebany. Spróbuj na stołówce zjeść makaron bez dodatków, warzywa bez sosu itp. Syn wprost przeciwnie - uwielbia mięsa. A z warzyw zje ogórka, kalafiora i czasami brokuły. Z owoców tylko jabłka. NIENAWIDZI sosów więc większość mięs stołowkowych jest niejadalna. Mąż natomiast nie zje pomidorów i grzybów - u siebie w pracy też jest znany jako ten wybredny. Bo jak to, żyć w Polsce i nie jeść grzybów. Pieczarki pchają niemal do wszystkiego. Córy nie muszę głodzić - wystarczy, ze jedzenie podam w stylu japońskim. Wszystko osobno i sama zje. Syna próbowałam przegłodzić (nie można żyć kotletami i słodyczami). Przez dni miauczał z głodu ale mimo pełnego stołu warzyw i owoców nie tknął niczego. Od 4 dnia był apatyczny i w ciągu dnia zaczął sypiać. Był bardzo osłabiony, zły, źle się czuł ale dopóki nie było na stole nic z jego "stałego" zestawu nie jadł. 6 dnia się poddałam i czułam się okropnie. Odpowiedz Link Zgłoś
iwles Re: ja ja ja niejadek i mama niejadka 08.07.13, 19:38 widocznie przeciwcialo ma takie dziecko, a inni mają inne dzieci. Zdarzalo się, że przez caly dzien mój syn byl tylko na kanapkach z samym masłem, które zjadł w przedszkolu na śniadanie, musialam pójść i porozmawiac z paniami, żeby mu na to pozwoliły i do jedzenia nie zmuszaly, bo od zmuszania znielubil przedszkole i z wielkim placzem tam chodzil (a raz nawet wyrwal mi się i w tyl zwrot sprintem do domu, dobrze, że ulicy po drodze nie bylo). Z wiekiem dopiero do niektorych potraw zaczał dorastać. Nic na siłę. Ja natomiast przez cale swoje przedszkole pamiętam, że przynosilam jedzenie wepchnięte w policzek a potem koncertowo wywalałam w domu do kibelka. Odpowiedz Link Zgłoś
przeciwcialo Re: ja ja ja niejadek i mama niejadka 08.07.13, 16:12 Ok, dali ci kroplówke z glukozy i pewnie elektrolitów i co? Dopiero po takiej kroplówce nie czuje sie głodu. Odpowiedz Link Zgłoś
myelegans Re: Fenomen niejadków. 08.07.13, 15:31 Cale moje dziecinstwo to byl jedzeniowy koszmar. Ja mialam wech jak pies tropiacy, szczegolnie jezeli chodzilo o jakiekolwiek zywienie zbiorowe: przedszkole (od 2.5 roku), szkolna swietlica, kolonie. Jechalam na chlebie z maslem jak trzeba bylo. W domu smierdzialo mi zapach gotowanego miesa, jajek, kapusty, ryb, grzybow i wszystkiego innego, wiec albo cierpialam przy stole i skubalam, albo jadlam chleb. Otarlam sie tym samym o anoreksje w LO. Teraz jem wszystko i mam szeroki repertuar. Mam taki sam egzemplarz w domu, wyjatkowo olfaktoryczny, wiec nie stosuje tych metod, ktorymi mnie traktowano, pozwalam jesc to co lubi, jak chce jesc kanapki na obiad to pozwalam. Je kilka dan na krzyz, jest szczuplym sportowcem, ktory po treningu potrafi zjesc miske makaronu z parmezanem, popic duzym kubkiem zimnego mleka i dopchac jablkiem i tak moze 5 razy dziennie, a na deser miske lodow. Tak trudno zrozumiec, ze dzieci tez ludzie i swoje preferencje zywieniowe maja? Odpowiedz Link Zgłoś
przeciwcialo Re: Fenomen niejadków. 08.07.13, 16:14 No a gdyby nie sport to po takich miskach makaronu chyba szczupły raczej nie byłby Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: Fenomen niejadków. 08.07.13, 16:28 Gdyby nie sport to przypuszczalnie "takich" misek makaronu by nie pochłaniał. Raczej miseczki Moje dorosłe, po ludzku przy stole traktowane dziecko miało i ma naturalną, intuicyjną regulację wagi. Czasem zjada michy makaronu i ziemniaków, po kilka jajek dziennie, nabiał, do tego owoce, warzywa i słodycze. Zimą i wtedy, gdy ma dużo wysiłku fizycznego i umysłowego. Na przednówku i chwilach lenistwa naturalnie pości: nie ma apetytu i przeżywa całe dnie na jogurtach, owocach i kiszonej kapuście. Była szczupła, jest szczupła i raczej już tak zostanie. Odpowiedz Link Zgłoś
myelegans Re: Fenomen niejadków. 08.07.13, 16:55 Jak mu natezenie treningow spada, to i objetosc miski rowniez. Zebra i naczynia zylki mozna mu badac. Tak jak ojciec ;D Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: Fenomen niejadków. 08.07.13, 15:36 Zaburzenia integracji sensorycznej mniejsze i większe rzadkością wśród dzieciaków nie są. I na dorosłość też zostają. Ja się nad swoją córką nie "trzęsłam". Po prostu przyjęłam do wiadomości, że mnóstwo produktów (oraz zestawień produktów) wzbudzało w niej wstręt nie do przeskoczenia. Łatwo mi to przyszło, bo pamiętałam własne dzieciństwo i własne wstręty żywieniowe. Bogu dzięki też trafiłam na normalnych rodziców i dziadków - nikt mi nie kazał siedzieć w nieskończoność nad talerzem ze znienawidzoną potrawą i jeść mimo mdłości, nikt mnie nei głodził "bo jak nie zjesz zupki szczawiowej, to nie zjesz nic innego". Ani ja ani moja córka nie miałyśmy "fanaberii": potrawy z określonej puli (sukcesywnie zresztą powiększanej) były zjadane zawsze. Odpowiedz Link Zgłoś
myelegans Re: Fenomen niejadków. 08.07.13, 15:47 o to, to, pewne zestawienia i konsekwencje pokarmow byly niedoprzeskoczenia. Mlody pomimo kilku prob zjedzenia jajecznicy, nie wychodzi, dostaje odruchu zwrotnego i ze lzami w oczach mowi, "mama chcialbym, ale nie moge". Moja ponad 70-letnia tesciowa nie zje jajka na miekko, bo ja obrzydza. Znaczy co? tez przegladzac, az dojdzie i zje? NIektorym przechodzi, niektorym zostaje. Odpowiedz Link Zgłoś
myelegans Re: Fenomen niejadków. 08.07.13, 15:47 O rany, "kosystencje" oczywiscie nie "kosekwencje" Odpowiedz Link Zgłoś
woman_in_love wysyp niejadków to identyczna idea jak ADHD 08.07.13, 15:41 Nie wątpię że na forum są mamy dwóch, góra 3 "niejadków", gdzie to niejedzenie wynika z jakiejś choroby. Ale jak widzę, że takich mam jest tu 50, to w zdecydowanej większości to już będzie towarzystwo wzajemnej adoracji + ogromna nadopiekuńczość + zbytnie roztrząsanie problemu + oszukiwanie się. Przegłodzenie dziecka w 94% przypadków załatwiło by sprawę i od tego by należało zacząć. A jak nie pomoże to dopiero wtedy do lekarza. Tyle, że człowiek bez jedzenia może przeżyć kilka tygodni, więc to by musiało być przegłodzenie w ostateczności kilkudniowe, a nie 4-godzinne. Odpowiedz Link Zgłoś
iwles Re: wysyp niejadków to identyczna idea jak ADHD 08.07.13, 15:46 No coż - czy jest coś, czego ty nie lubisz? Wypróbuj tę metodę na sobie najpierw i potem wróć na forum. Odpowiedz Link Zgłoś
woman_in_love a my mówimy o preferencjach kulinarnych czy 08.07.13, 15:56 o zjawisku niejadków? Bo przy preferencjach kulinarnych to każdy ma swoje, ale to jeszcze nie powód by w domu gotować codziennie 4 różne obiady dla 4 osób, żeby tylko się idealnie dostosować do tego co lubią. Jak nie ma tego co lubię, to zjem to co lubię mniej i tyle. A zjawisko niejadków to raczej choroba społeczna, tkwiąca głownie w głowach mam. Bo jak widzę takie rzeczy jak w linku poniżej, to niestety ale nie jest to ani mądre, ani zdrowe, a wynika pewnie z tego że ktoś ma za dużo czasu: www.google.pl/search?q=kanapka+dla+niejadka&client=opera&hs=Hfs&channel=suggest&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=xsPaUaz0I8LXtQbSg4GgAw&ved=0CCwQsAQ&biw=1112&bih=614 Chociaż od święta czy okazji urodzin jak najbardziej można się pokusić o takie rzeczy. Odpowiedz Link Zgłoś
run_away83 Re: a my mówimy o preferencjach kulinarnych czy 08.07.13, 17:55 Hmmmm a może w przypadku niektórych tzw. niejadków dziecko dostaje albo szybkie na wpół śmieciowe jedzenie typu paluszki rybne z fryteczkami albo niezbyt smaczne i mało apetyczne potrawy w rodzaju łykowatego mięcha z rozgotowaną kaszą, utopionego w szaroburym sosie? Bo mama/babcia nie bardzo potrafią gotować, kurczowo trzymają się swoich nawyków kulinarnych i jak dziecko nic nie chce jeść to nie potrafią zaproponować innej alternatywy niż makaron z cukrem albo śmieciowe żarcie przygotowane z półproduktów? Moje dzieci w oczach dziadków uchodzą za niejadki, bo z kulinarnego repertuaru dostępnego na ich stole podchodzi im zupa pomidorowa i ewentualnie kotlety mielone. Ale matka teściowej, która rządzi w ich kuchni, kulinarnie tkwi w pułapce kuchni polskiej epoki prl - z przypraw używa soli, pieprzu i wegety, ma upodobanie do rozgotowywania wszystkiego na papkę i topienia w kosmicznych ilościach tłustego sosu, lubuje się w potrawach z kapustą, których cała moja rodzina serdecznie nie znosi - kapusta jest w każdej zupie z wyjątkiem pomidorówki, jest standardowym dodatkiem do dań mięsnych i podstawą dań bezmięsnych (krokiety z kapustą, łazanki z kapustą, pierogi z kapustą) oraz składnikiem każdej surówki. Prośby o zmodyfikowanie choćby sposobu serwowania potraw (kapucha na osobnym półmisku a nie jako dekoracja półmiska z mięsem) są odbierane jako herezja. Dlatego jadąc do dziadków zabieramy często swoje żarcie albo coś zamawiamy bo alternatywą jest głodowanie przez cały weekend Ahha - mój mąż i jego brat na kuchni swojej babci całe życie byli "niejadkami" i jeszcze jako późne nastolatki mieli anemię i niedowagę, nadrobili po wyprowadzce z rodzinnego domu A teściowie jak do nas przyjeżdżają to są w szoku że w domu nasze dzieci normalnie jedzą i nie ma cyrków przy stole... Odpowiedz Link Zgłoś
iwles Re: a my mówimy o preferencjach kulinarnych czy 08.07.13, 18:21 Mówimy o niejadkach, ktore poza swoimi ulubionymi 2-3 daniami za Chiny ludowe nie dadzą sobie rozszerzyć diety. Co prawda gazeta w poście startowym wątku proponuje glodowkę, po ktorej podobno każde dziecko zje wszystko w zasięgu wzroku, ale jak wiele przykładow pokazuje, metoda ta nie dziala. Odpowiedz Link Zgłoś
woman_in_love Re: a my mówimy o preferencjach kulinarnych czy 08.07.13, 18:29 Na zdecydowaną większość jednakże zadziała. Odpowiedz Link Zgłoś
myelegans Re: wysyp niejadków to identyczna idea jak ADHD 08.07.13, 15:51 Ale po co przegladzac? Nie lepiej po prostu dac to co lubi? Od przeglodzenia nagle polubi potrawe, ktorej nie lubi i zacznie prosic o dokladke? Zupelnie nie rozumiem, czemu to przegladzanie ma sluzyc, znaczy dorosli moga nie lubic pewnych potraw, albo konsystencji, dzieci za to maja zjadac wszystko co pojawi sie na ich talerzu, co uwaga przygotowali dorosli, bo to oni maja nad tym kontrole. Odpowiedz Link Zgłoś
woman_in_love przecież u niejadków nie chodzi o preferencje kuli 08.07.13, 16:53 narne. Preferencje kulinarne w rozumieniu wstrętu co do kaszanki, albo kalafiora, albo pomidora nie są problemem i są dość naturalne. I łatwo je rozwiązać - nie podając. U niejadków chodzi za to o cały ten proces, czyli: celebrowanie godzinami posiłków, wieczne grymaszenie i marudzenie oraz nie wiedzenie co by się chciało zjeść. A może teraz nic, a za 15 minut tak. I tak dalej i tak dalej. Albo jedzenie w kółko jednej rzeczy (ale to też nie są żadne preferencje kulinarne). A potem jest bieganie co 4 dni do lekarza i badanie krwi, czy aby zaraz niejadek nie umrze z niedożywienia. I to jest choroba społeczna, tyle że tkwiąca w głowach rodziców. Wystarczy wpisać w googlu hasła: "kanapki dla niejadka", "zupka dla niejadka" itd. by zobaczyć skalę tej choroby a właściwie rodzicielskiego wariactwa i wzajemnego nakręcania się by dogodzić niejadkowi i przekonać go do jedzenia oferując mu podczas jedzenia jakieś dodatkowe atrakcje. Zbędne atrakcje. I tak, przegłodzenie powinno być pierwszą formą terapii, nawet gdyby miało trwać tydzień. Odpowiedz Link Zgłoś
przeciwcialo Re: przecież u niejadków nie chodzi o preferencje 08.07.13, 16:58 Czasami jak rodzicom niejadka każe sie spisać co niejadek zjadł przez cały dzień to wcale nie wychodzi że niejadek. Wiekszość rodziców nie może zaakceptowac że dziecko nie je tyle ile oni chcieliby aby jadło Odpowiedz Link Zgłoś
woman_in_love Re: przecież u niejadków nie chodzi o preferencje 08.07.13, 17:01 To również oczywista prawda. Przekarmianie dzieci to również choroba społeczna, podpadająca pod fobie, tyle że też tkwiąca tylko i wyłącznie w głowach rodziców. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: przecież u niejadków nie chodzi o preferencje 08.07.13, 17:08 > Czasami jak rodzicom niejadka każe sie spisać co niejadek zjadł przez cały dzie > ń to wcale nie wychodzi że niejadek. Święta prawda. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: przecież u niejadków nie chodzi o preferencje 08.07.13, 17:04 Preferencje kulinarne w rozumieniu wstrętu co do kaszanki, albo kalafior > a, albo pomidora nie są problemem i są dość naturalne. I łatwo je rozwiązać - n > ie podając. U niejadków chodzi za to o cały ten proces, czyli: celebrowanie god > zinami posiłków, wieczne grymaszenie i marudzenie oraz nie wiedzenie co by się > chciało zjeść. A może teraz nic, a za 15 minut tak. I tak dalej i tak dalej. Nie kąsasz chyba zupełnie o co chodzi. Tzw. niejadki są często (choć oczywiście przyczyn może być jeszcze kilka) niejadkami, bo są traktowane bez uwzględnienia naturalnych preferencji czy skłonności. Albo po prostu w ogóle nie traktowane. Moje spożywające raptem kilkadziesiąt produktów na krzyż i tylko w ściśle określonych połączenaich dziecko nigdy nie grymasiło, nie marudziło, a posiłki nie były żadną celebrą i nie trwały godzinami. Czemuż to tak? A bo nei bawiłam się w podstawianie pod nos potraw z jej punktu widzenia niejadalnych. Szkoda mojego czasu i nerwów oraz nerwów i zdrowia dziecka. To, co trafiało na stół trafiało bez szemrania i z entuzjazmem do jej żołądka. Pula potraw była powoli powiększana, były ponawiane próby zjedzenia czegoś nowego, często kończące się powodzeniem i włączeniem pokarmu do menu na stałe. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: przecież u niejadków nie chodzi o preferencje 08.07.13, 17:06 Aha, żadnych dodatkowych atrakcji podczas posiłków nie było. Ładnie podane, lubiane przez wybiegane i pozbawione nadmairu słodyczy dziecko jedzenie, brak rozpraszaczy uwagi i wystarczyło. W konkretnym przypadku oczywiście. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: przecież u niejadków nie chodzi o preferencje 08.07.13, 17:17 forum.gazeta.pl/forum/w,46019,144452745,144452745,Nakarmilam_dziecko_w_wannie.html To dopiero hard core. Inna jeszcze karmi na huśtawce. Nie wiem kto ma bardziej pomylone w głowie matka czy dziecko "niejadek". Jak czasem czytam na Małym Dziecku mamuśki "niejadków", które się skarżą że dziecko mało je, a potem podają jego dzienny jadłospis z którego spokojnie wyżywiłaby się dorosła kobieta może o nieco mniejszym niż przeciętna apetycie to nie wiem czy śmiać się czy płakać. Patrząc na zapasione dzieciaki chyba jednak płakać. Odpowiedz Link Zgłoś
woman_in_love Re: przecież u niejadków nie chodzi o preferencje 08.07.13, 17:18 to wcale zatem nie wygląda mi na typowego niejadka Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: przecież u niejadków nie chodzi o preferencje 08.07.13, 17:28 Nie wygląda, bo postępowanie z dzieckiem było takie, jakie było. Gdybym z uporem maniaka usiłowała wepchnąć dziecku to, czego nie lubi lub/i przekarmiała je to akcje w celu nakarmienia wyglądałyby dokładnie tak samo. Gdybym zaś głodziła, bo "jak zgłodnieje, to zje wszystko", to miałabym dziecko anemiczne i niedożywione, bo dobrze wiem, że nawet głodne niejadalnego według swoich smaków pokarmu nie tykało. Odpowiedz Link Zgłoś
woman_in_love Re: przecież u niejadków nie chodzi o preferencje 08.07.13, 17:49 No skoro przegłodzenie u was nie pomogło, to rzeczywiście nie miałaś wyjścia. Odpowiedz Link Zgłoś
myelegans Re: przecież u niejadków nie chodzi o preferencje 08.07.13, 18:17 Ale przyjmij do wiadomosci, ze sa rozni ludzie. Niektorzy jedza jak psy 2 razy dziennie i im wystarczy, a niektorzy sa podjadaczami co to musza cos przekasic co godzine, bo im sie wiecej w zoladku nie miesci. Ja jestem z tych ostatnich, jem prawie caly czas, a raczej skubie. Nie potrafie zjesc dwudaniowego obiadu na jedno posiedzenie. Moge zjesc zupe, albo salatke i za godzine drugie danie. Syn jest tym samym typem. Bylo dla mnie duza ulga jak w koncu jako dorosla osoba moglam zaczac decydowac o tym ile i kiedy jem i nagle przestalam byc wybrednym niejadkiem. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: wysyp niejadków to identyczna idea jak ADHD 08.07.13, 16:13 Byzydura, droga pani, byzydura. Neuronietypowe niejadki były zawsze i to ilościach zgoła nie śladowych. Nie mówię tu nawet o sobie i kilku moich koleżankach męczących się niemożebnie czterdzieści lat temu w przedszkolach i szkołach. Znam siedemdziesięcioletnią obecnie panią, która w dzieciństwie i młodości była zabiedzona i niedożywiona z powodu "metod wychowawczych" panujących w jej domu. Otóż według jej matki (kojne wcielenie Renaty K.?) dziecko miało zjeść to, co zostało postawione na stół i to w tym konkretnym momencie - nie chwilę później czy wcześniej. Nieważne, że spiżarnia pełna była innych produktów, a dom by dostatni. Żadnych zamienników, zmuszanie do jedzenia faszystowskimi metodami itd. Dziewczyna zaczęła normalnie jeść dopiero, kiedy odeszła z domu jako dorosła osoba. Swoim dzieciom z zapałem gotowała to, co lubiły. A miała ich trójkę. Odpowiedz Link Zgłoś
mia_siochi Re: Fenomen niejadków. 08.07.13, 18:18 W moim domu nie jada się potraw akceptowalnych przez WSZYSTKICH. Np podrobów, wątróbek i innych świństw. Lubimy makarony, nabiał, warzywa- i to jemy. Dziecko lubi jajka- dostaje. Za mięsem nie przepadamy- jemy rzadziej niż raz w tygodniu. Wszyscy szczęśliwi, nie jesteśmy niejadkami, nawet koty jedzą to co lubią. W imię czego mam kogolowiek katować wmuszaniem żarcia którego nie lubi? Odpowiedz Link Zgłoś
alin.a136 Re: Fenomen niejadków. 08.07.13, 19:05 Gadasz bzdury. Moja córka siedziałaby nad talerzem z mięsem czy kanapką z wędliną tak długo, aż by została sama, żeby wyrzucić. Ryż zje, ziemniaki zje, sam chleb zje, wszystkie warzywa zje -i mam ją głodzić tylko dlatego, żeby te nieszczęsne mięso w końcu ruszyła? Odpowiedz Link Zgłoś
konwalka Re: Fenomen niejadków. 08.07.13, 19:17 nie czaje po diabla mam stosowac faszystowskie metody zamiast po prostu zaakceptowac to co mi mow iorganizm dziecka? to, ze od czegos ich odrzuca, a cos uwielbiaja, to zadne fanaberyjne robienie na zlosc- to po prostu zwyczajne zapotrzebownie Odpowiedz Link Zgłoś
ichi51e2 Re: Fenomen niejadków. 08.07.13, 20:13 Trudno mi to sobie wyobrazic bo u mnie w rodzinie wszyscy zarci wszystkozerni. Jednak na fali watku mi sie przypomnialo ze bylo cos czego bym jako dziecko nie tknela - tluscina! Tluscina czylo bialy tluszcz z szynki kielbasy czy pieczeni. Trudno mi slowami opisac jakie czulam to tego obrzydzenie. Az mi sie zimno robilo i dreszcz mnie przechodzil. Nie jadlam w zwiazku z tym kielbasy (zadnej bo tluscina mogla sie czaic w srodku) szynke niechetnie (najlepiej krakusa z puszki) i tylko jak biale zostalo odkrojone. Rodzice nie zmuszali babcie owszem ale tego sie nie dalo we mnie wmusic. Wiec wyobrazam sobie ze niejadek to ma taki wstret do wiekszej ilosci rzeczy. Sku...synstwem jest zmuszanie wtedy kogos do jedzenia TEGO. Nie moglo tez byc (nawet w domu) rapek kurzych - po tym jak w dziecinstwie zaatakowal mnie indyk mialam silna avisofobie - wpadalam w poploch na mysl ze one moga gdzies byc w poblizu. Odpowiedz Link Zgłoś
pochodnia_nerona Re: Fenomen niejadków. 08.07.13, 20:29 Byłam totalnym niejadkiem. Dziś wiem, że miałam bardzo wrażliwe kubki smakowe (do dziś wyczuwam niuanse, których inni nie wyczuwają, ale też, na szczęście, niektórych już nie wyczuwam, dzięki czemu polubiłam fasolę, której nienawidziłam). Czasem obiad był odgrzewany w trakcie i niewiele to dawało. Nie lubiłam jeść, kanapki przynosiłam do domu, lub zostawiałam dla ptaszków bądź piesków. Wydłubywałam z kiełbas białe oczka, musiałam mieć odkrawaną każdą żyłkę i ścięgno, bo znalezienie takowych skutkowało odruchem wymiotnym w trakcie obiadku Ogólnie jadłam powoli i dlatego dokładnie zapoznawałam się ze smakiem potrawy, przez co nie wszystko mi smakowało. Matkę trafiał szlag. Rodzina mi wymyślała od chudzielców. Jakoś to przetrwałam, dziś jem zdecydowanie więcej, choć tłustego, nieświeżego, nieapetycznego nie zjem, no i podrobów wszelakich. Ale też do dziś jestem chyba najszczuplejszą kobietą w rodzinie. Odpowiedz Link Zgłoś
gonia28b Re: Fenomen niejadków. 08.07.13, 20:33 Gazeciu, miej sobie sam przynajmniej jedno dziecko-niejadka, ale nie na jeden dzień, tylko przynajmniej na rok chociaż. Dowiesz się wtedy cóż to za fenomen jest niesamowity z tymi niejadkami, przegłodzisz je... powodzenia życzę, zwłaszcza jak będziesz obserwować jak dziecię spada z siatki centylowej. Ale na trzeba roku, a nie takich twoich pobieżnych obserwacji innych dzieci innych matek. Odpowiedz Link Zgłoś
eryk2601 Re: Fenomen niejadków. 08.07.13, 20:58 Odpowiadam.Nie traktuję dziecka jak psa.Psa też bym nie głodziła.Moje dzieci nie żrą tylko jedzą.Dla czteroosobowej rodziny mam obiad plus np. rosół dla niejadka.Koszmar jakiś prawda?Może oddam te dzieci jak psy do schroniska,tam będą w końcu żreć. Odpowiedz Link Zgłoś
eryk2601 Re: Fenomen niejadków. 08.07.13, 23:35 Szkoda,że twoja mama nie zabrała ci tej kanapki z cebulą i nie postawiła talerza z kaszanką.Po 3 dniach byś ją zjadła ze smakiem i potem już codziennie pragnęła kaszanki? Moja mama stosowała taki terror w stosunku do mojego syna-zmuszała go do jedzenia tego co akurat miała,a czego on nie lubił.Patrzył na nią wielkimi,przerażonymi oczami,jadł ze strachu a potem wymiotował.Cóż metoda nie była niestety skuteczna.Do dziś nienawidzi jeść u babci,w domu jada już prawie wszystko. Każdy lekarz,z którym rozmawiałam mówił,że nie widzi problemu,dziecko powinno jeść to co lubi. Odpowiedz Link Zgłoś
ichi51e2 Podsumowujac 09.07.13, 09:11 Nikt jeszcze nie napisal o niejadkach "niejadkach" czyli o dzieciach ktore sa niejadkami w oczach swoich zdesperowanych matek ktore mysla ze jak 10mcy to powinien jesc 5 posilkow w tym obiad dwudaniowy - oslabil mnie watek o pojeniu dzieci sokiem z kapusty zeby wiecej jadly a zwlaszcza to "hejka wlasnie taki kupilam kiedy przeczytalam Twoje rady i dzis chcialam dopytac o ta kapuste kwaszona hehe ale skoro juz wiemy ze w nim nie ma octu to jst dobrze. Mala ma 10 i pol mc teraz jest przeziebiona ale juz na dniach sprobuje po lyzeczce jej podac. Boze oby to podzialalo bo ja juz nie mam sily ciagle rycze i czekam na dzien kiedy sama cos zje oprocz piersi. Zreszta lekarz namawia na endoskopie a ja sie bronie rekami i nogami... Mala wazy 7 kg takze poza siatkami, ur 3kg. Trzymaj kciuki na pewno dam znac czy wogole zechce pic i czy cos pomoglo. A Ty sie zmagalas od niemowlaka z brakiem apetytu u malucha? jak z waga wychodzil? " Jak moje mialo 10 mcy to poza piersia moze skoreke od chleba obgdyzlo, troszke mieska wsunelo jablko poscieralo zabkami... A w zyciu mi nie pszyszlo do glowy wode z sola w niego wlewac zeby jadlo... Podobnie jak matki "mleczne" rozpaczaja zjadlo tylko Xml zjadlo (a na pudelku jest napisane 6x210ml np) a wystarczy zerknac na kalkulator na kellymom i okazuje sie dziecko re za dwoje. karmienie na zadanie? A co to znaczy? Wazenie dziecka przed i po jedzeniu... I inne kwiatki. Wielu niejadkow to w glowach mam jest. Moim zdaniem nie mozna mowic o niejadku tylko dlatego ze malo je - niejadek to taki ktory malo je i jego waga i wyniki spadaja. -- Albo ty albo ono! d(^_^o) Odpowiedz Link Zgłoś