mala_truskawka
02.09.13, 17:39
Wyszłam za muzułmanina.
Wiem, zdaniem wielu z was - upadłam na głowę, wydałam wyrok na siebie, swoje dzieci i te nieszczęne wnuczki, które będą zmuszone nosić burki.
Smutno mi czytać o waszej nienawiści do islamistów, bo wiem, że te poglądy mogą być / są uzasadnione, np. po ostrym zetknięciu się z kulturą inną niż wasza własna. Smutno mi tym bardziej, że nie da się bronić wielu (a może wszystkich) "założeń" islamu.
Ja podjęłam decyzję o ślubie po kilku latach związku, po wewnętrznych dylematach wewnętrznych, bo tak, jak wy - e-matki - jestem osobą ceniącą wolność jednostki, wykształconą, wyemancypowaną (tak myślę o sobie do tej pory mimo tego, że będziecie mnie za chwilę przekonywać, że to nieprawda).
Związałam się z mężem nie tylko dlatego, że jest dobrym człowiekiem, że mnie kocha i dba o rodzinę, że się rozumiemy i mamy wspólne hobby, nie tylko dlatego, że jest fantastycznym ojcem, który zmienia pieluchy, przesypia noce z dzieckiem na piersi, że gotuje, prasuje swoje koszule, że wiele lat po ślubie nosi mnie na rękach. Zrobiłam to również, a może przede wszystkim dlatego, że udało mi się przezwyciężyć strach przed wyznawaną przez niego religią dlatego, że pochodzi z takiego dziwnego kraju, w którym nie przestrzega się szariatu, gdzie mniejszość chrześcijańska jest ceniona - pierwszym prezydentem kraju zamieszkiwanego przez ponad 90% muzułmanów został katolik, myśliciel i poeta, żony kolejnych przywódców były chrześcijankami, kraju, którego premierem i szefem policji są kobiety, gdzie dziewczyny chodzą po plaży w bikini i nikt ich z tego powodu nie kamienuje, kraju, który nigdy nie był zamieszany w incydenty terrorystyczne, kraju opisywanym jako demokratyczny nawet przez źródła amerykańskie, które z reguły nie sprzyjają islamowi.
Nie noszę burki. Nie przyjęłam islamu i tego nie zrobię, mąż zresztą mi nigdy tego nie proponował. Pracami domowymi i opieką nad dzieckiem dzielimy się po połowie. Oboje pracujemy. Obchodzimy zarówno święta katolickie, jak i muzułmańskie. Dziecko jest wychowywane w duchu tolerancji dla religii - ale pewnie i tak mi nie uwierzycie... Nasze życie składa się pewnie z większej ilości kompromisów niż wasze, ale jesteśmy szczęśliwi.
I co jest problemem?
Zdarza mi się, po tych medialnych doniesieniach o przewinieniach muzułmanów, atakować męża - dostaje mu się za to wszystko, czego jego pobratymcy dokonują. Broni się i tłumaczy, że koran można różnie interpretować, odcina się od terrorystów, niepochlebnie wyraża się ogólnie o Arabach (ich postrzeganiu dżihadu, stosunku do kobiet, do innowierców), podaje przykłady odwrotne do tych, które przedstawiam ja, itp., a ja i tak dążę do konfrontacji. Wiem, że go to męczy, ja sama się męczę, ale nie mogę się powstrzymać czasem przed uszczypliwymi uwagami na temat islamu. Nie chcę mu przypisywać grzechów ortodoksyjnych muzułmanów, wiem, że nie jest taki, a jednak to robię. Może to po części wina forum? Czy forum mnie ukamienuje za związek z muzułmaninem czy pomoże pozbyć się tego głupiego nawyku oskarżania bogu-ducha-winnego męża o postawę innych?
Mam nadzieję, że po tym poście nie będę musiała zmienić nicka lub ze wstydem wycofać się z forum na zawsze.