Ogólnie jestem optymistką. Jednak jest coś z czym trudno mi sobie poradzić. Otóż....przejmuje się rzeczami, często błahymi, a nawet czymś co jeszcze się nie stało a może się stać. Przykład z dzisiaj, awizo w skrzynce, nie spodziewam się przesyłki, co to może być od kilku godzin myślę, czy to z urzędu skarbowego, czy to jakiś mandat, a może jakieś wezwanie? List polecony kojarzy mi się z problemami (kilka lat temu przyszedł list polecony od komornika, mój mąż nie zapłacił jakiegoś mandatu, wezwania przychodziły na stary adres a tam rodzinka go nie poinformowała i po 4 latach znaleźli go na naszym aktualnym mieszkaniu). Takie przykłady można by mnożyć. Jest to dla mnie strasznie męczące, i dla mojego męża także który takimi głupotami się nie przejmuje, a ja wszystko tak przeżywam. Nawet jego problemy w pracy, ciągle mówię "a co to będzie gdy coś tam się wydarzy" (ale się jeszcze nie wydarzyło), a ja już się martwię "co będzie jak/jeśli się wydarzy". Tak samo u siebie w pracy, popełnię jakiś drobny błąd na który moja kierowniczka nie zwróci uwagi, a ja zamartwiam się co będzie gdy to zobaczy i myślę czy iść i i jej to pokazać czy już sobie darować. Takie sytuacje nie zdarzają się często, ale jeśli coś się wydarzy, to pochłania mi to myśli. Nie lubię strasznie takich niewyjaśnionych spraw. Podobnie jest jak dojdzie w pracy do jakiegoś nieporozumienia i ja zostanę w to wmieszana, to potem ciągle myślę o tym, przejmuje się...
Wiem, ze nie powinnam się martwić zwłaszcza czymś co się jeszcze nie wydarzyło a dopiero może się wydarzyć, ale ja mam jakiś taki głupi charakter

Mąż się ze mnie śmieje , ze ja nie mam problemów, bo się głupotami przejmuje.