Podczytuję Was od jakiegoś czasu. Lubie tu być

Myślę, że tu poznam inne opinie na temat, który mnie fascynuje od jakiegoś czasu.
Chodzi mianowicie o fenomen

codziennego ważenia się.
Popieram dbanie o siebie, racjonalne odżywianie, ruch itp. Jednak za cholerę nie mogę pojąć ważenia się codziennie.
Pogrzebałam trochę, nie spotkałam dietetyka, trenera który by coś takiego zalecał. Jeśli już to raz w tygodniu, raz na 2 tygodnie.
Chodakowską lubię za to, że propaguje mierzenie obwodów, tłumaczy, obrazuje (waga i objętość tłuszczu i mięśni np), zachęca do mierzenia i WYRZUCENIA wagi.
Natomiast odchudzaczki obsesyjnie się ważące (czasem kilka razy z rzędu lub w ciągu dnia) twardo bronią swojego "hobby"- to je motywuje (te codzienna różnica kilku gramów w kichach ma kluczowe znaczenie), bez tego nie kontrolują swojego odchudzania.... Wyczerpanie się baterii w wadze urasta do rangi małego życiowego dramatu.
Teraz pytanie- odchudzają się, ważą codziennie- i tak całe życie??? Czy kiedyś stwierdzą, że już nie muszą???
Jak można sobie to robić?
Z objadania w inną "pasję"? Takie klasyczne zastępowanie jednego uzależnienia innym?