triss_merigold6
20.12.13, 10:08
Rewelacyjną mam atmosferę przedświąteczną, bo ścięlam się z najdroższą siostrą radykalnie, bo w końcu doprowadziła mnie do takiej piany, że wprost powiedziałam, żeby poszła do psychiatry, bo jej wali na głowę i będzie walić bardziej (i żeby sobie zbadała tarczycę).
Otóż przy okazji dyskusji na zupełnie inny temat, zaczęła mi wypominać, że sponsoruje (!) mojego starszaka, zabiera w różne miejsca, płaci za to i kupuje mu zabawki. Qźwa, nigdy jej o to nie prosiłam ani nie żądałam.
Sama od długiego czasu wydzwania przed weekendami czy może dzieciaka gdzieś zabrać w niedzielne przedpołudnie, a zgadzam się tak średnio co drugi raz.
Nie zgadzam się na traktowanie małolata jako czasoumilacza, regularnie mamy zaplanowane wyjścia/wycieczki wspólnie, część weekendów spędza u swojego ojca, a też nie uważam za stosowne przyzwyczajanie dziecka, że absolutnie każdy weekend musi być z fajerwerkami i atrakcjami.
Ileś razy mówiłam nie kupuj , bo starszak ma zabawek w cholerę, a zabrany do Smyka, żeby sobie pooglądał dostaje obłędu i wszystko mu się podoba. Nie, qźwa kupi, a teraz wypomina i wypomina, że płaci za jakiś park linowy, kino czy salę zabaw.
No to sorry, więcej go kobieta nie będzie zabierać, bo to ani pomoc dla mnie (ostatecznie 9-latek w domu potrafi zorganizować sobie czas w wolny dzień), ani nie potrzebuję, żeby mi ktoś wyrzygiwał prezenty.
Grrr.