trzykrotka34
03.09.24, 14:56
Mam takie pytanie, w zasadzie 2. Pytanie nr 2 - czy jestem wredna zołza? Pytanie nr 1 - czy da się coś zrobić u dziecka w tak późnym wieku, żeby zechciało czytać książki?
A teraz tło:
Ja jestem wręcz molem książkowym. Córka taka być nie musi. Ona z kolei spędza 3/4 wolnego czasu z przyjaciółmi. Jak była mała, czytałam jej, potem w wieku ok. 7 lat już nie chciała, żeby jej czytać, słuchała audiobooka, takiego ulubionego. W szkole czytała lektury, zwłaszcza sprawnie jej szło w metrze podczas dojazdów do szkoły. Koniec szkoły = koniec czytania, praktycznie. Kryminały, książki trzymające w napięciu, sensacyjne, z wątkiem romansowym - męczone przez miesiąc i ciągle trzeba przypominać, żeby skończyła. Siedzenie przed komputerem non-stop, proszę, żeby wytłumaczyła, co aktualnie tam robi, ale ile można tak się pytać? Moim zdaniem, okropną krzywdę wyrządził fakt, że miała swój pokój, w takich warunkach nie sposób upilnować, żeby nie odpalała komputera. Komputer ma od ok. 8 klasy podstawówki, najpierw ciągle prosiła mnie o mojego laptopa, a ja jej niestety pozwalałam.
Rozmowa na tematy polityczne. Nie stoimy po kompletnie 2 stronach barykady, ale zawsze jest jakiś obszar polemiki. Powołuję się na jakiś argument z książki, którą przeczytałam, mianowicie na temat metod inwigilacji, ale to trzeba przeczytać - tego się nie dowiesz od znajomych, ani z memów.
Na co dzień staram się z tym pogodzić, że ona taka jest. Ogólnie to bardzo kochane dziecko i od czasu do czasu mówi coś naprawdę mądrego, ale teraz wybuchła awantura, bo na każdy mój argument na temat tego, że takie kompletne wyeliminowanie czytania, to przepraszam, ale to wyklucza z warstwy inteligencji, do której chyba chciała się zaliczać, skoro chciała iść do LO. Wtedy dowiedziałam się, że jak szła do LO, to technika i zawodówki były "niemodne". Co do zawodówki, to skądinąd nie życzyłabym jej ani takiego losu ani towarzystwa. Brawo, więc kierowała się modą. Zresztą nie chodzi tylko o to czytanie. Np. jej przyjaciółka nauczyła się grać na pianinie i to podtrzymuje - w sposób kompletnie niezwiązany z jej studiami. Ona nauczyła się grać na gitarze, ale szybko stało się jasne, że straciła zapał. W każdym razie niby godzę się z tym stanem rzeczy, ale to jak z pożarem torfowiska, ciągle tli się pod powierzchnią.
Ad. 2 W czasie kłótni padł argument, że jak się wyprowadzi, to nie będzie musiała mnie słuchać. Wtedy nie wytrzymałam i powiedziałam, "tak, do mieszkania, które ja kupiłam". Wtedy ona powiedziała, że wcześniej obiecywałam, że jej tego nie będę wypominać.
Powiedzcie, czy zachowałam się obrzydliwie?