W Wigilię matka obraziła się na mnie (jak widzę na forum, nie ja jedna mam spięcia okołoświąteczne z rodziną

.
A mianowicie poszło o prezenty. Siadamy do kolacji, córka oczywiście podskakuje na widok pierdyliona toreb za choinką, chciałaby otworzyć prezenty. Ja stwierdziłam, że może lepiej byłoby otworzyć, mieć z głowy i spokojnie zjeść, posiedzieć przy stole, pogadać itp. Moja matka stwierdza na to, że wychowuję dzikusa i przetrzymała dzieciaka przez barszcz z uszkami, rybę po grecku i sałatkę (jakby była w stanie zjeść cokolwiek więcej, to pewnie i dłużej by przetrzymała

. Nawrzucała mi, jak okropnie wychowuję dziecko, które na nic nie umie zaczekać, a ma 7,5 roku.
No i tak zastanawiam się, czy z tymi prezentami PRZED jedzeniem, ale PO życzeniach to faktycznie takie faux pas? Byłyśmy tylko trzy, nikomu niczego tym nie zdezorganizowałam, tym bardziej, że to ja podawałam i podgrzewałam jedzenie (święta jak zawsze u mnie, u matki jeszcze NIIIGDY).
Ulżyłam sobie, a co

.