kocianna
09.01.14, 08:18
Mamy takiego pracownika, który właściwie mógłby się nie pojawiać w pracy, bo i tak w niej nic nie robi. A że robota musi być wykonana - robimy za niego, zostając po godzinach. Jeśli szef coś mu zleca, to i tak potem trzeba przerabiać albo odrkęcać, prościej jest robić od razu samemu. Raz miał wygłosić prezentację - dwie godziny przed spotkaniem zadzwonił, że ma dziecko chore i idzie na zwolnienie (normalnie dziecko jest z babcią). Jeszcze nigdy nie dyżurował w święta, zawsze ma zwolnienie lekarskie na siebie albo dziecko, często zresztą przedłuża sobie w ten sposób urlop.
Ja rozumiem, że przypadki chodzą po ludziach, ale ZA KAŻDYM RAZEM?
Szef, poza tym, że go opiernicza, nie może zbyt wiele zrobić, nie on podejmuje takie decyzje, a szef właściwy (zresztą, pracownik ten został do nas przyjęty po protekcji szefa właśnie). Gość jest u nas trzeci rok, potrafi mniej, niż praktykanci. Wychodzi z imprezy służbowej, za którą jest odpowiedzialny, wcześniej od gości, "bo dziecko". Ale.. my wszyscy mamy dzieci, i zawsze wychodzimy dopiero po posprzątaniu sali i oddaniu kluczy.
Jest przy tym roszczeniowy i ciągle tylko narzeka....
Jakbyście miękko, nieformalnie dały takiemu człowiekowi znać, co o nim sądzicie? Czy lepiej nie tykać?