ivonadrozd
05.03.14, 22:44
Bo emocje silne i pewnie nieobiektywne, a każdy czuje się ofiarą tej drugiej strony.
Mam niepełnosprawne dziecko lat 3 i zdrowe, to pięciolatek.
Dziecko chore wymaga stałej opieki i ze względu na chorobę i wiek. Bardzo źle też znosi rozstania ze mną i opiekę kogoś innego niż ja. Na szczęście moja mama ma z córką dobry kontakt, wie też jak o nią dbać i co robić w razie czego. Mąż oczywiście też, ale, tak szczerze, nie ogarnia opieki nad dwójką, kiedy jest sam.
Raz na 3 miesiące muszę wyjeżdżać na 2 dni do centrali mojej firmy. I wtedy mama bierze do siebie córeczkę, a syn jest z tatą. Co ważne w mojej opowieści, mama sama wyszła z tą inicjatywą, sama zaproponowała tą pomoc, my nigdy jej o to nie prosiliśmy.
Córka akceptuje moją nieobecność kiedy jest z babcią. Inaczej ma ataki szału i takie różne, mało ciekawe objawy, które też źle wpływają na jej niepełnosprawność.
Za tydzień znowu jadę, mama tym wiedziała, bo ma to wpisane do kalendarza.
I wczoraj mi powiedziała, że nie weźmie małej, bo jej koleżanka zaproponowała jej wyjazd na weekend i ona jedzie.
Mówię wiec, że przecież mała bardzo źle to zniesie itd i czy jest możliwość przełożyć ten wyjazd na za tydzień.
I mama strasznie się na mnie obraziła, że jej nie szanuję i że ją wykorzystuję.
Czuję się oszukana i zaatakowana.
Bo to trochę tak wygląda, jakby ta propozycja mamy co do opieki była fanaberią lub porywem chwili, a nie umową między dorosłymi ludźmi.
Gdybym też wiedziała wcześniej o planach mamy, mogłabym coś pokombinować z terminem swojego wyjazdu, a teraz za późno.
Oczywiście, ogarniemy sytuację, maż się postara, ale wiem, że dziecko bardzo to przeżyje.