sanrio
10.03.14, 17:17
czy uważacie, że mąż alkoholik jest porażką żony? W sensie, że nie dopilnowała, nie zareagowała w porę kiedy zaczynał więcej pić, że dała ciche przyzwolenie, nie wystawiła na czas walizek lub nie odesłała na terapię?
Czy taka żona, która godzi się aby mąż się staczał, żeby pił przy niej, kupował codziennie nowy alkohol za jej pieniądze (podkradane), żeby szlajał się po melinach - jest współwinna?
Przy założeniu, że maż przez wiele lat był zdrowy, nie "widziały gały co brały" a także zmarł w efekcie na marskość wątroby.