hiipcia
21.05.14, 06:58
No i zaczęło się. Najgorsza i przeklęta pora roku właśnie się rozpoczyna. Słońce piecze niemiłosiernie, skwar, duchota. Dla osób takich jak ja - bardzo grubych zaczyna się najgorszy czas w roku. Przede wszystkim problem ciuchów. Ponieważ bardzo się pocę potrzebuję sporo bluzek, tshirtów. Ale ciężko dostać coś ładnego, no i niedrogiego zarazem. Bo są i owszem ładne rzeczy - np. Ulla Popken, gdzie byle bluzeczka kosztuje ponad 200zł. A są i po 400. Więc czasem trzeba nastawiać pranie i dwa razy dziennie. Potrzeba mnóstwa kosmetyków - antyperspirantów, zasypek, kremów. Problem ze stopami - puchną. Ciężko kupić wygodne buty. Wydaję majątek na pedicurzystkę, kremy, balsamy, tarki, dezodoranty. A i rajstopy trzeba nosić okrągły rok, bo odparzają się uda. Kiedyś próbowałam nie nosić - skończyło się bardzo bolesnymi ranami. Pot leje się ciurkiem, najlepiej w ogóle nie wychodzić z domu, bo ludzie reagują jak reagują. Mimo, że biorę prysznic i pięć razy dziennie nie wyglądam świeżo. A trzeba iść do pracy, zaprowadzić dziecko do szkoły (to też osobny temat) zrobić zakupy itp. Nie ma mowy o basenie, kąpieli w jeziorze. Spacery po chłodnych parkach odpadają ze względu na niemiłe komentarze. Dla mnie lato to najbardziej depresyjna pora roku. Czasem ma się bardzo złe myśli. Bardzo. Tęskni się za chłodnymi, jesiennymi miesiącami, kiedy można się zamaskować i ukryć w mroku. I niech nikt nie mówi, że można schudnąć, bo to takie łatwe, wystarczy mniej jeść. Próbowałam wszystkiego, nie daję rady, mam miliardy kłopotów, które zajadam. Jeśli w lecie spotkacie kogoś takiego jak ja na ulicy nie śmiejcie się, nie komentujcie. My i tak mamy ciężko.