Temat urlopowy jeszcze u mnie niewyczerpany

Takie mnie naszły rozmyślania, bo wróciliśmy niedawno znad morza, a okazało się, że mój nigdy nie był nad morzem jako dziecko. Nie był też nigdy na koloniach czy obozie poza jednym razem, ale obóz był tuż pod jego rodzinną miejscowością... Tacy są jego rodzice, ogólnie fajni ludzie, ale w kwestii wyjazdów nieruchawi, co dziwi tym bardziej, że za PRL-u takie wyjazdy były dużo łatwiejsze, oboje pracowali w państwowych zakładach i nie wierzę, że nie były tam organizowane wyjazdy dla dzieci. Rozumiem, że nie zawsze można co roku, ale żeby NIGDY dziecku Bałtyku nie pokazać? To już nawet nie jest "inny styl życia", któremu nie należy się dziwić, dla mnie to jest ograbienie dziecka (w tym wypadku nie spowodowane ciężką sytuacją życiową) z pięknego kawałka dzieciństwa - latania po plaży, bawienia się w piasku, uwielbiałam to jako dziecko i nie znam nikogo, kto by tego miło nie wspominał. Znacie takich ludzi? Uważacie, że to jest ok? Ktoś też tak miał? Pomóżcie mi to ogarnąć, jakaś złość mnie bierze na samą myśl.