bylygrubas
28.07.14, 11:00
Jeszcze rok temu byłam gruba. Bardzo. 120 kg przy dość niskim wzroście. Odpuszczałam sobie, obżerałam się, potrafiłam wypić 35 piw tygodniowo, zwłaszcza latem. Słodycze, lody, smalec do chleba, duże kolacje, grill, brak ruchu. Nie przejmowałam się. Zawsze miałam poczucie własnej wartości i komentarze mnie nie obchodziły. Do czasu. W zeszłym roku pojechaliśmy nad morze, to był nasz pierwszy wyjazd od lat. I to był przełom - usłyszałam tak wiele przykrych komentarzy, zobaczyłam mnóstwo wrogich spojrzeń. Ale najgorsze były słowa, które wypowiedział kolega synka - "ale masz grubą mamę". Z plaży wróciłam załamana. Po źle przespanej nocy postanowiłam coś ze sobą zrobić. Już następnego dnia. W ciągu minionego roku schudłam 61 kg. Sama. Nie stosowałam żadnej diety, po prostu pomału zmieniałam swoje nawyki żywieniowe. Ćwiczyłam, na początku to były spacery, coraz dłuższe, potem rower stacjonarny, zwykły, kijki. Pomalutku zaczęłam biegać, ćwiczyłam brzuch, ręce - ciężarki z butelek z wodą. Dziś jestem bardzo szczęśliwa, ludzie nie poznają mnie na ulicy. Mogę biegać z synkiem, grać z nim w piłkę, jeździć na rowerze, pójść na basen. Nie mam rozstępów, skóra nie zwisa. Ale dlaczego o tym piszę - uważam, że ludziom otyłym przyda się solidny kop w tyłek, brak społecznej akceptacji może spowodować, że nareszcie wezmą się za siebie, co wyjdzie na korzyść wszystkim. Można schudnąć jak się chce.