Dodaj do ulubionych

Otyłośc w Ameryce

14.08.14, 12:16
Dorwałam w wersji papierowej, ale patrzę i jest juz tu:

nauka.newsweek.pl/otylosc-amerykanie-i-otylosc-neweek-pl,artykuly,344959,1.html
Niesamowite, nie wiedziałam, że jest AŻ tak zle.

6 milionów skrajnie otylych ( 50 kg i wiecej powyżej normy)

75% ludzi ma tzw zwykła nadwagę ( 15-16 kg u faceta o wzroscie 1,75).

Otyli są w policji, otyli w wojsku, szpitale zamawiaja wzmocnione konstrukcyjnie łozka, podnosniki, wagi. Przez zwiekszona wagę zatonął prom, bo norma wynosiła 68 kg dla 1 osoby, a de facto ludzie ważyli 800 kg wiecej.

Wspólczuję im, zajedzą się na smierć. Lecą po równi pochyłej, nie sądzę, że cos uda się zrobić, bo... tylko 24 % juz uważa,że otyła osoba jest mniej atrakcyjna od szczupłej. A było ponad 55%.

Dlatego też niestety, ale ten nasz brak akceptacji dla otyłosci ( nie mylic z chamstwem w stosunku do toyłych) jeszcze nas jakos trzyma na powierzchni. Nie chciałabym ,żeby u nas było tak, jak w USA, sorry.
Obserwuj wątek
    • nowel1 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 12:22
      Nie sądzę, żeby epidemia otyłości w USA miała źródło w postrzeganiu otyłych jako atrakcyjnych
      Kolejność, nawet na podstawie Twojego posta, była odwrotna - najpierw wielu otyłych, potem akceptacja.
      W każdym razie, problem jest poważny.
      • alexa0000 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 12:27
        Jasne,że masz rację, ale ma to na pewno wpływ w tym momencie na ewentualna walke z otyłościa już powstałą. I pamietam pewnego bariatre, polskiego prof., który równiez twierdził,że wedlug jego obserwacji/badań/doswiadczenia widzi wyraznie,że akceptacja/przebywanie w strefie otyłej wpływa na wzrost otyłosci u tych, którezy otyli do tej pory nie byli.
        • nowel1 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 12:30
          I pamietam pewnego bariatre, polskiego prof., który
          > równiez twierdził,że wedlug jego obserwacji/badań/doswiadczenia widzi wyrazni
          > e,że akceptacja/przebywanie w strefie otyłej wpływa na wzrost otyłosci u tych,
          > którezy otyli do tej pory nie byli.

          To może napędzać błędne koło. Zgadza się.
        • kropkacom Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 12:41
          Chcesz powiedzieć, że jak osoba nie otyła patrzy na otyła to tyje?
          • alexa0000 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 12:45
            Naprawdę uważasz, że chcę to powiedzieć, Kropko?
            • kropkacom Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 12:49
              W sumie nie wiem co rozumiesz pod: akceptacja/przebywanie w strefie otyłej wpływa na wzrost otyłości u tych, którzy otyli do tej pory nie byli. I teraz możesz mnie spuścić na drzewo albo pokazać, ze rozumiesz co napisałaś.
              • alexa0000 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 12:52
                Nowel zrozumiała bez problemu, głęboko wierzę, że ty również. Jeśli nie, przykro mi.
                • kropkacom Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 12:56
                  Uznaje, ze nie wiesz co napisałaś, bo co ci szkodziło wytłumaczyć.
                  • alexa0000 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:27
                    Nic mi nie szkodziło, po prostu wiem, jak prowadzisz "dyskusję", dla tego szkoda mi czasu. Odpowiadam ci w twoim stylu- tak, wiem, to wkurzające. Sorry Kropko, gdybyś dyskutowała w inny sposób, odpisałabym ci konkretnie od razu.
                    • kropkacom Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:36
                      Taka szkoda... big_grin
                    • echtom Alexa, a mi odpowiesz? 14.08.14, 19:07
                      Bo po Twojej wymianie postów z Nowel to już nie wiem, czy pierwsze było jajko czy kura, tzn. otyłość czy akceptacja.
                      • nanuk24 Re: Alexa, a mi odpowiesz? 14.08.14, 19:44
                        Pierwsza akceptacja i z tego szczescia ludzie zaczeli jescwink
                      • alexa0000 Re: Alexa, a mi odpowiesz? 14.08.14, 21:17
                        Pierwsza była otyłosc, wymuszajaca akceptacje dla coraz wiekszej rzeszy otyłych, powodująca rekacje typu " wszyscy dookoła mnie sa otyli, wiece jestem na ich tle szczupła, aa jak utyję, to i tak będe ok, bo nie będę odbiegać wagowo, więc nie muszę sie spinac,żeby schudnąc".
                        • echtom Re: Alexa, a mi odpowiesz? 14.08.14, 21:38
                          > "wszyscy dookoła mnie sa otyli, wiece jestem na ich tle szczupła, aa jak utyję, to i tak będe ok, bo nie będę odbiegać wagowo, więc nie muszę sie spinac,żeby schudnąc".

                          Bardzo dobra profilaktyka anoreksji smile Bo chyba nie sądzisz, że ktoś przez samo zapatrzenie i naśladowanie utuczy się do 200 kg?
                          • aneta-skarpeta Re: Alexa, a mi odpowiesz? 15.08.14, 07:17
                            myślę, żechodzi o cośinnego

                            szczupli nie utuczą się do 200,ale np nabiorą nadwagi 15 kg, bo są wśród grubasów, niezdrowego żarcia i nadal sąnajszczuplejsi, przyzwyczajają się do widoku grubych ludzi itd

                            dlatego np jest coraz większa akceptacja otyłych i uznawanie ich za atrakcyjnych, oraz świadczy o tym fakt, że jest coraz mniej szczupłych

                            naprawdę tak trudno jest to zrozumieć?
                            • echtom Re: Alexa, a mi odpowiesz? 15.08.14, 08:03
                              > ale np nabiorą nadwagi 15 kg

                              Nie, no jasne, żartowałam. Choć tak poważnie, nie wiem, czy w ostatecznym rozrachunku bardziej szkodliwe dla organizmu jest 15 kg nadwagi czy życie na wiecznej diecie.
                  • srubokretka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:46
                    wie co napisala I ma racje.
                    Ostatnio ogladalam film z lat miedzywojennych. Zdziwlam sie, bo wszyscy aktorzy byli w nim kosciotrupio chudzi.... to wlasnie zrobila ze mnie hameryka przez 10 lat. Sama jestem normalnej budowy, a tu uwazana jestem za chudzielca. Nie moglam uwierzyc , jak moja percepcja sie zmienila.
                    Ostatnio bylam na imprezie typowo kobiecej (wiekszosc Polek, lub pochodzenia polskiego), ogromna wiekszosc kobiet miala ramiona wielkosci ud.
                    Myslisz, ze tylo w Ameryce nastapila taka zmiana ?. Anja R. czesto na portalach polskich jest nazywana kosciotrupem, a przeciez niedawno wiekszosc kobiet tak wygladala.
                    Kobieta, taka jak Lauren Bacall nie zrobilaby dzis takiej kariery. Nie miala ani pupy, ani biustu i grala bdb w dobrych filmach. Teraz przedstawicielka jest Kim K; przerysowana pupa, wielki biust, ladna szczupla buzia i sex tasma w tle.
                    Powiedzenie "Z kim przystajesz, takim sie stajesz" jest jak najbardziej prawdziwe w tej sytuacji.

                    Rewolucja nie dotyczy tylko otylosci. Rewolucja dotyczy przede wszystkim tolerancji dla wygladu, ale co gorsza i zachowania. To mnie najbardziej przeraza.
                    • nowel1 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 14:02
                      Chyba się odrobinę zapędziłaś.

                      Anja R. czesto na portalach
                      > polskich jest nazywana kosciotrupem, a przeciez niedawno wiekszosc kobiet tak
                      > wygladala.

                      Serio? 179 cm i 52 kg? Gdzie i kiedy, pomijając okresy wielkiego głodu?

                      > Kobieta, taka jak Lauren Bacall nie zrobilaby dzis takiej kariery. Nie miala an
                      > i pupy, ani biustu i grala bdb w dobrych filmach.

                      Serio? A Keira Knightly, tak dla przykładu?




                      • srubokretka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 14:08
                        > Serio? A Keira Knightly, tak dla przykładu?

                        Serio. A kiedy Lauren musiala walczyc z atakujacymi ja, ze jest chora na anoreksje??
                        • aandzia43 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 14:48
                          Jeśli Lauren nie musiała odpierać posądzen o anoreksję, to pewnie dlatego, że kilkadziesiąt lat temu świadomość istnieniatego zaburzenia była.zerowa wink Przyjeździe do Hollywood musiały schudnąć po kilkanaście kilogramów Greta Garbo i Marlena Dietrich. To lata trzydziestce. Mie mam pojęcia, dlaczego była wtedy moda na wysokie, kosciste baby. Ale już panienki przypinane do ściany w czasie wojny i te seksbomby lat pięćdziesiątych były bardzo krągłe.
                    • edelstein Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 15:08
                      Anja R. czesto na portalach polskich jest nazywana kosciotrupem, a przeciez niedawno wiekszosc kobiet tak wygladala. 

                      To poogladaj sobie malarstwo wazowe i Rubensavskoro twierdzisz, ze kobiety zawsze wygladaly jak kosciotrupy.
                      Kobieta prawidlowo zbudowana ma ok.24procent tluszczu, ma biodra, pupe, piersi.A nie obojczyki i miednice jako jedne zaznaczone miejsca.

                      "Znasz mnie lepiej niż ja siebie? Widziałeś mnie na glebie?
                      Znasz upadek i cierpienie? Znasz każde wydarzenie,
                      Które miało wpływ na mnie? Znasz mnie lepiej niż ja klaunie?...
                      Śmiejesz się,zgadnij,kto się będzie śmiał ostatni"
                      • antyk-acap Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 15:16
                        Wszystkie kobiety w XIX wieku były grube? A może Rubens wolał takie modelki ?
                        • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 15:19
                          antyk-acap napisał:

                          > Wszystkie kobiety w XIX wieku były grube? A może Rubens wolał takie modelki ?

                          Zacznijmy od tego, ze nie byl wampirem i nie malowal w XIX wieku.
                        • edelstein Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 16:26
                          Rubens to malarz bsrokowy.Wystarczy poczytac o tamtych czasach.
                      • mid.week Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 20:00
                        edelstein napisała:

                        >
                        > To poogladaj sobie malarstwo wazowe i Rubensavskoro twierdzisz, ze kobiety zaws
                        > ze wygladaly jak kosciotrupy.


                        Edel trochę po Rubensie poszukaj. Pamiętasz "Przeminęło z wiatrem" i najpiękniejszą talię w całym stanie? Ile ona miała? 17 cali. To trochę wiecej niż 40cm...
                        • przeciwcialo Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 20:05
                          Scarlet byla podlotkiem, mezatki i stasze panie obowiązywaly inne normy wink
                          • echtom Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 21:04
                            No wiesz, Scarlett się załamała, kiedy po 3 dzieciach z 42 cm doszła do 51 wink
                        • mary_lu Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 21:05
                          Ale u kobiety tylko talia miała być szczupła (i uzyskiwana była za pomocą gorsetu, przypominam). Całe chude uważane były za nieatrakcyjne i musiały sobie wszywać poduszeczki w suknie.
                        • aandzia43 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 21:18
                          Owszem, 17 cali po ściągnięciu się gorsetem do wypadnięcia gałek ocznych. Owszem, 17 cali w czasach, kiedy ludzie byli niżsi i drobniejsi niż teraz. Poza tym talia Scarlett była słynna z jakiegoś powodu, była wyjatkiem - możemy się więc domyślać, że inne panny były jednak obdarzone większą ilością tłuszczu (lub mniej korzystnymi proporcjami).
                          • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 21:24
                            aandzia43 napisała:

                            > Owszem, 17 cali po ściągnięciu się gorsetem do wypadnięcia gałek ocznych.

                            Dolly Parton, skadinand calkiem madra kobieta, zamiast meczyc sie gorsetem, dala sobie wyciac ostatnie zebra. To jest dopiero crazy, eh ...
                            https://images.askmen.com/galleries/singer/dolly-parton/pictures/dolly-parton-picture-3.jpg
                            • redheadfreaq Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 18:02
                              Bi_scotti, bardzo Cię cenię - błagam, nie powtarzaj zasłyszanych plot. Operacja wycięcia ostatnich żeber to mit, przypisuje się ją całemu stadzie gwiazd i gwiazdeczek (Cher, Marilyn Manson), nie ma natomiast absolutnie żadnych dowodów, by u kogokolwiek taki zabieg kiedykolwiek przeprowadzono - hipotetycznie operacja taka byłaby skrajnie niebezpieczny dla zdrowia i życia operowanego (naruszenie opłucnej).
                              • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 18:13
                                Moze i nie miala, moze miala - Cher raczej na pewno. Ja wole mit o DP, bo Vher jakos w ogole malo mnie rusza. Operacje zas wykonuje sie nie tylko hipotetycznie ale bardzo realnie u pacjentow z np. rakiem pluc. Biorac zas pod uwage, ze Scarlet O'Hara byla postacia filcyjna z jej 17-inch waist, potencjalna urban legend o wycietych zebrach DP wpisuje sie w nurt literacki tematu kobiecych ksztaltow wink Cheers.
                          • mdro Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 20:19
                            Oto, co mogło się osiągnąć gorsetem, mając jeszcze ku temu odpowiednie predyspozycje:

                            https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/ab/Polaire%2C_French_actress_27.jpg

                            Oczywiście Polaire słynęła ze swojej talii, i to w Paryżu, a nie w jakiejś dziurze, jak Scarlett wink. Ale jak się pomyśli, jakie skutki zdrowotne niosło coś takiego, to ciarki po plecach chodzą...
    • beataj1 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 12:33
      Bo to jest spisek nas grubasów. Jest nas coraz więcej, czujemy się coraz pewniej i nawet w bezmiarze bezczelności nie godzimy się na obrażanie nas podyktowane oczywiście jedynie troską o nasze zdrowie.
      Wiesz jaki jest następny krok?
      Przejmiemy władzę nad światem. Spalimy wszystkie wagi i przebudujemy tablice zdrowego żywienia. Dietetyków oddamy na przymusową reedukacje albo wsadzimy do psychiatryków.
      A nieliczne chudzielce które się uchowają będą odławiane na ulicach i karmione siłą. Jak gęsi.

      Hehehe (złowieszczy śmiech).
      • krejzimama Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 12:43
        smile
      • alexa0000 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 12:47
        Gdybyśmy obie żyły w USA, to kto wie, kto wie...
        • beataj1 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 12:54
          A nie wiesz że wszystko się tam zaczyna i przechodzi dalej. To oni kształtują świat.
          To tam wymyślono komutery, komorki, Facebooka i otyłość.
          Masz komputer? Komórkę. Konto na FB. Obchodzisz walentynki i Halloween?
          Teraz czas na otyłość.
          Już jesteś na naszej liście.
          • jamesonwhiskey Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 16:40
            > To tam wymyślono komutery,


            nie koniecznie

          • kk345 Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 21:18
            beataj1 napisała:

            > A nie wiesz że wszystko się tam zaczyna i przechodzi dalej. To oni kształtują ś
            > wiat.
            > To tam wymyślono komutery, komorki, Facebooka i otyłość.
            > Masz komputer? Komórkę. Konto na FB. Obchodzisz walentynki i Halloween?
            > Teraz czas na otyłość.
            > Już jesteś na naszej liście.

            Właśnie bardzo Cię polubiłam big_grin
      • helufpi Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 12:56
        Spalimy wszystkie wagi i przebudujemy tablice zd
        > rowego żywienia. Dietetyków oddamy na przymusową reedukacje albo wsadzimy do ps
        > ychiatryków.
        > A nieliczne chudzielce które się uchowają będą odławiane na ulicach i karmione
        > siłą. Jak gęsi.
        Brzmi wyczerpująco, schudlibyście od tego, chudzielce szybko zwiewają. Nie lepiej po prostu kontynuować to, co już robicie - czyli utuczyć sobie kolejne pokolenie?
        • beataj1 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:00
          Oczywiście że utuczymy.
          Przeczekamy was wszystkich. jesteśmy wytrwali i potrafimy dążyć do celu.
          Myślisz że 50 kilogramów nadwagi zdobywa się w jeden dzień? Ty wiesz ile to wyrzeczeń i pracy?

          Jesteśmy w przewadze. Wasz czas jest policzony.
      • totorotot Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 11:56
        lovju!!!!!!!!hahaha


        to wina nie ludzi a koncernow, reklamy w tv i wmawianie od dziecka, ze platki i hamburger to zdrowy posilek. Owszem, byłby, gdyby koncerny nie ładowały syropu glukozowo fruktozowego zamast cukru i bułki nawalonej tablicą mendelejewa zamiast zwykłego pieczywa. Oni zarabiają na śmierci innych. Poza tym nawyki żywieniowe i brak edukacji w tym temacie.
        • totorotot Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 11:58
          Do tego wszystko to wpakowane w bpa i inne rozkładające się na niebezpieczne czynniki plastiki, które przedostają się do człowieka i go trują.
    • antyk-acap Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 12:58
      Zmieniają nawet miary - dziś już ważą się w cetnarach. Skąd się wzięła otyłość? Po pierwsze - zasobność społeczeństwa. Zasiłek wystarcza by się najeść. Po drugie - zajadają stresy.
      • joasia33 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:06
        Po trzecie chemia w żywności. Czytałam swego czasu taką książkę napisaną przez polską aktorkę, Ewę Kransodębską, która spędziła parę lat w USA w latach siedemdziesiątych. Książka nosi tytuł "Jak odkrywałam Amerykę". Opisywała tam życie codzienne Amerykanów. W latach 80-tych czytało się to jak egzotykę, dziś to wszystko jest już od dawna u nas. Był tam rozdział o żywności i ogólnie o jedzeniu. Pisała o tym, że amerykańskie jedzenie nafaszerowane jest chemią, że wówczas już naukowcy obliczyli, że przeciętny Amerykanin zjada rocznie kilka-kilkanaście kilogramów sztuczności wszelakich i że nie wiadomo, jaki to będzie miało skutek w przyszłości. No to już chyba wiadomo, jaki ma skutek...
        • verdana Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:08
          Po czwarte i moim zdaniem najważniejsze - samochody. W niektórych miasteczkach nie ma nawet chodników, a na idących pieszo patrzy się podejrzliwie.
          • alexa0000 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:25
            > Po czwarte i moim zdaniem najważniejsze - samochody. W niektórych miasteczkach
            > nie ma nawet chodników, a na idących pieszo patrzy się podejrzliwie.

            W artykule wspomniano o tym,że podwyżka paliwa o jakąś tam kwotę ma przełożenie na zmniejszenie ( statystyczne) wagi. Ludzie zaczynają chodzic piechotą, ale tez rzeczywiście piszą,że chodników tam na lekarstwo.
            • totorotot Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 12:17
              le t
              > ez rzeczywiście piszą,że chodników tam na lekarstwo.

              No błagam. Tak samo jak ja musiałam udowadniać, że mamy komputery, tak samo Wam mam udowadniać, że mają chodniki? Mają. Byłam w kilku stanach i wszędzie są normalne chodniki, ulice itp. tylko wszystko większe.
              • minor.revisions Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 15:36
                > No błagam. Tak samo jak ja musiałam udowadniać, że mamy komputery, tak samo Wam
                > mam udowadniać, że mają chodniki? Mają. Byłam w kilku stanach i wszędzie są no
                > rmalne chodniki, ulice itp. tylko wszystko większe.

                w miastach mają. Na przedmieściach i na osiedlach - nie miejscach turystycznych, tylko takich sypialniach domkow jednorodzinnych - często nie mają. I to jest ich wybor, bo tym sposobem maja gwarancje, ze im sie nei beda bezdomni i panie lekkich obyczajow snuc.
              • evrin Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 21:04
                Na przedmieściach nie mają. Byłam, mieszkałam i z szoku wyjść nie mogłam.
          • mdro Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:51
            Przede wszystkim. Nie owa mityczna "chemia", ale przede wszystkim brak ruchu (i jedzenie gotowców, ale to inna kwestia). Jeśli się spojrzy na przepisy nawet nie z wieku XIX, ale początku XX (gdy już o dietetyce większe pojęcie miano) widać, jak dużo, tłusto i słodko jadała całkiem obszerna klasa średnia. Tylko że wtedy nawet zamożni ludzie ruszali się dużo więcej, choćby chodząc do pracy, szkoły, sklepu (a na wsi obchodząc ogród czy gospodarstwo). Oczywiście nadwagę miewali wcale często, ale otyli bywali dużo rzadziej. Jeszcze w latach 50. czy nawet 60. w Polsce normą było, że jak się ma 3 km do pracy/szkoły, to się idzie pieszo, a nie czeka na (rzadko kursującą) komunikację miejską.
            • antyk-acap Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 14:03
              To przede wszystkim. Dziś dzieci nie idą ze szkoły do domu bo raz że daleko a dwa że rodzicom wydaje się że zabiją je za rogiem.
            • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 14:05
              A ja bym jeszcze dodala, ze wczesniej wiekszosc ludzi miala prace w jakims sensie fizyczna a teraz jednak siedzaca. A do tego ta siedzaca praca wymaga siedzenia jeszcze po godzinach, nieraz dalekich dojazdow i ogolnie ogranicza czas wolny. Moja mama w tej zatchlej komunie miala dwojke dzieci, ktore wozila autobusem do przedszkola ale odbierala nas punkt 15.30, nastepnie jechalismy do domu i ona stala i robila to pierogi, to kopytka to jeszcze jakies inne wynalazki. Gdybym zas ja w tych czas probowala odebrac dzieci po pracy (teoretyzuje) to bylaby godzina ok. 17.30, w domu okolo 18 i sprobuj jeszcze stac i lepic te pierogi.
          • totorotot Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 12:15
            verdana napisała:

            >na idących pieszo patrzy się podejrzliwie.

            Nie no, bez przesady smile
            • evrin Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 21:06
              jak z mężem szliśmy pieszo, fakt, że ulicą(owy brak chodnika na przedmieściach) ale przepisowo i na trzeźwo, zatrzymała nas policja i ... odwiozła do domu big_grin
        • antyk-acap Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:10
          To skąd otyłość w Polinezji? Odpowiedź jest prosta - klimat. Życie jest tam na tyle łatwe że nie trzeba się napracować by zjeść.
        • cherry.coke Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:32
          Pamietam te ksiazke, swietna byla. Byl tam kawalek o czyims mezu, ktory od malego karmiony byl gotowymi produktami, i na obiad akceptowal np. tylko stek z salata polana dressingiem konkretnej marki, oraz gotowa galaretke tez konkretnej marki. Zona zalamywala rece, ale on nic innego nie przyjmowal. Nawet innych marek.
          • totorotot Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 12:19
            cherry.coke napisała:

            > Pamietam te ksiazke, swietna byla. Byl tam kawalek o czyims mezu, ktory od male
            > go karmiony byl gotowymi produktami, i na obiad akceptowal np. tylko stek z sal
            > ata polana dressingiem konkretnej marki, oraz gotowa galaretke tez konkretnej m
            > arki. Zona zalamywala rece, ale on nic innego nie przyjmowal. Nawet innych mare
            > k.

            No już ja bym takiego mężusia dostała w swoje ręce hehe. Albo co mu dam albo nic. Co to znaczy, że on czegoś nie zje?
    • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:07
      > Dlatego też niestety, ale ten nasz brak akceptacji dla otyłosci ( nie mylic z c
      > hamstwem w stosunku do toyłych) jeszcze nas jakos trzyma na powierzchni. Nie ch
      > ciałabym ,żeby u nas było tak, jak w USA, sorry.

      Brak akceptacji na forum wiaze sie wlasciwie tylko z chamstwem na tym forum.

      W Ameryce ogolny problem jest taki, ze tam po pierwsze tanie zarcie jest parszywej jakosci a dobre zarcie jest drogie. Bylam tydzien na Autodesk Academy i takie oto mi sie nasunely wnioski:

      - wszystko jest wieksze. poszlismy raz do hamerykanskiego maca zobaczyc co tam daja. zwykly zestaw jest wiekszy niz w europie, na pewno wiekszy niz w Polsce, mala cola to bylo chyba pol litra ... bardzo tanie. zdziwilo mnie 'dollar menu'

      - bylismy w restauracji na steku, nie mialam zielonego pojecia ze jak na plakacie wisi "steak $18" to to jest samo mieso. cena wydala sie nam przystepna natomiast kelner zdziwil sie, ze zamawiamy tylko steka. no i faktycznie, na talerzu wjechal goly kawal miesa. na pytanie gdzie sos, warzywa jakies, frytki czy inne ziamniaki - trzeba zamowic oddzielnie. jak juz zamowlismy to wyszlo, ze musimy zaplacic znacznie wiecej plus doliczony napiwek.

      Teraz jesli porownasz to z "dollar menu" w macu, to widac, ze sporej ilosci ludzi nie stac na dobre jedzenie.

      Nie wiem jak sie to ma do cen w supermarketach ale na miejscu byl bar organic food i zarcie bylo ze 3 razy drozsze niz gdzie indziej. W USA jest bardzo duzo zywnosci GMO, to co w Europie jest czesto zakazane, antybiotyki, rozne szkodliwie dodatki do paszy dla zwierzat - to wszystko jest dozwolone. Do tego zwyczajnie, w Polsce czy nawet w Europie gotowanie jest jeszcze dosc popularne, w stanach ludzie maja wielkie kuchnie ale uzywaja prawie wylacznie mikrofali. Jesli ktos nawet upiecze ciasto to zazwyczaj z gotowej mieszanki ...
      • barbibarbi Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 22:09
        No i co że wszystko jest większe? To trzeba to od razu żreć? Wszystko co dadzą na talerz? No ludzie, gdzie zdrowy rozsądek? Żyłam w USA wiele lat, przyjechałam z wagą 59 kg i wyjechałam z identyczną po latach. Nieprawda że normalne jedzenie jest drogie, zwykłe marchewki, ziemniaki, papryki, grzyby, sałaty, chleb kupuje się w zwykłej cenie, na każdym rogu sklep jaki chcesz. To głupota i wygodnictwo są przyczyną otyłości. Przeciętna amerykanka nie umie ugotować zupy, upiec ciasta. Jakby im położyć na blacie stos warzyw, oliwę, pieczywo, mięso to nie wiedzieliby co z tym zrobić i tak wyjęliby z zamrażarki gotowe jedzenie w kartonie. To jest analfabetyzm kulinarny, często także życiowy w szerszym sensie. Steka sama możesz sobie kupić + warzywa i zrobić w 5 minut w domu, po drodze zrobić na piechotę zakupy. No ale nieeee, trzeba leźć do restauracji, posadzić dupsko na krześle i czekać aż kelner przyniesie żarcie. Zajrzyj do kuchni w tej restauracji kto tego steka dla ciebie przyrządza, założę się, że zapracowany chudziutki Meksykanin.
        • minor.revisions Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 22:44
          barbibarbi napisała:

          > na każdym rogu sklep jaki chcesz

          no chyba jednak nie. Ogromne masy ludzi mają do najbliższego sklepu po kilka-kilkanaście mil. NA każdym rogu mają często kościół i stację benzynową, no ale stacja benzynowa też ma w ofercie syfy z cukrem, a nie marchewkę.
          • barbibarbi Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 09:43
            To w tym najbliższym o kilkanaście mil oddalonym sklepie kupuje się na zapas normalnego jedzenia na cały tydzień, ewentualnie można zamrozić. Nikt mi nie wmówi że w normalnym markecie nie ma warzyw, a w najgorszym razie mrożonych warzyw. Byłam, widziałam, owszem pierwsze w oczy rzucają się lodówki z gotowcami w kartonach i innym syfem, ale litości, nikt na siłę nikomu tego do koszyka nie pakuje, masz wybór.

            Nigdzie nie widziałam takiej różnorodności, najlepsza wołowina, najpiękniejsze grzyby portobello, najpyszniejsza pasta z karczochów, bardzo dobre sushi (nawet w markecie), avokado, i wiele wiele innych. Jak się chce można drogo i zdrowo, ale można też tanio i też zdrowo. W Polsce tego nie ma!!!! Mięso przygotowane na tackach, poporcjowane obdarte z kości aby tylko wrzucić na patelnię, czy do piekarnika. Ale to trzeba chcieć i trzeba się trochę zainteresować jak samemu danie skomponować.

            Nigdy do głowy by mi nie wpadło nalewanie sobie coli, mimo że mogłam lać litrami, nigdy nie obżerałam się na full w bufetach a mogłam siedzieć do wieczora i dokładać sobie. To wszystko to jest kwestia wyboru, chęci i odrobina wiedzy. Amerykanie tego nie mają (w wiekszości) i mieć nie będą, a skoro otyłość tak się opatrzyła, że pani 90 kg czuje się szczupła przy innej pani 190 kg, a ktoś kto waży tak jak ja 59 kg przy 172 cm to jest anoreksja, no to jest już kanał i równia pochyła. Chyba jednak promowanie w mediach szczupłej sylwetki i zdrowego żywienia będzie niezbędne.
            • nanuk24 Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 17:15
              A ty dalej swoje.
              Kobieto, mieszkalas w metropolii, to jasne, ze mialas wszystko pod nosem. Nie wszyscy mieszkaja w metropolii i bogatych dzielnicach. Nie wszyscy, nawet, maja samochody, ze moga sobie do sklepu podjechac i nakupic mrozonek na tydzien.
              Wiekszosc sie tu wypowiadajacych, ktore w USA nie mieszkaly nie maja pojecia, o czym pisza, a produkuja sie, az furczy. Druga jakas tam czesc, ktora w USA mieszka lub mieszkala, tez jest zamknieta w jakiejs enklawie i nie ma pojecia, co sie w ich nowym kraju dzieje, co mnie to bardzo zastanawia. Nie wiem, mieszkanki Stanow, nie podrozujecie, nie czytacie gazet, nie ogladacie wiadomosci, nie bierzecie udzialu w akcjach pt: nakarm glodujacego, pomoz dostarczyc jedzenie do food desert, ect? A zeby zobaczyc jak jest, wystarczy wsiasc w samochod i przejechac sie z jednego stanu do drugiego albo odwiedzic rezerwaty Indian i zobaczyc sklepy porzadnie zaopatrzone w sushi i jablka, droga Barbi. Objedz Indiane, Iowa, Illinois - te biedniejsze obszary.
              A jak nie wierzysz, to sobie poczytaj,. wystarczy wpisac food desert, a bedziesz miala lekture na caly weekend.
              www.foodispower.org/food-deserts/
              A tu, prosze, korelacja miedzy bieda a nadwaga i dlaczego tak jest.
              ltv2014.weebly.com/growing-for-good-blog/category/food-deserts
              A jak jestes niezainteresowana, to sobie moze rysunki map poogladaj
              www.google.com/search?q=food+desert+statistics&client=firefox-a&hs=wG0&rls=org.mozilla:en-US:official&channel=sb&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=4SLuU7jrPMiVyATDyICQAg&ved=0CAkQ_AUoAg&biw=1366&bih=634#imgdii=_
              • barbibarbi Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 19:01
                Droga nanuk, mieszkałam w metropolii a także na prowincji. Pewnie, że łatwiej w wielkim mieście kupić żarcie, ale nikt mi nie wmówi że na prowincji jest to niemożliwe.

                750000 ludzi w NY żyje na pustyni jedzeniowej, ha ha ha, no nie wytrzymam! A jak definiowane są te pustynie i jakie są kryteria to już nikt nie zapyta. Wedle tego pewnie każda polska prowincja to taka pustynia, no tragedyja normalnie, 1 mila od supermarketu i osoba poszkodowana - amerykanin bez samochodu, no sierotki nieboraczki. To ja już się nie dziwię że te hamburgery wpierdzielają, to jest straszna narodowa klęska, że hamburger na każdym rogu a do sklepu mila (1,6 kilometra), toż to strasznie daleko!

                W sile wieku byki z wielodzietnej rodziny, latynoskie/afroamerykańskie siedzą jeden na drugim na krawężnikach i dojść nie mogą żeby sobie żarcia kupić, sobie a przy okazji babci staruszce która faktycznie może mieć daleko. No tragedia! I to się nazywa pustynia! A na prowincji pola w piXXzdu, ale też pustynia, bo nikomu do głowy nie przyjdzie marchewkę sobie posadzić, no i zmuszeni są wtryniać czipsy, nie ma wyjścia. Dlatego tacy spasieni, pustynie ich zmuszają.
                A ja widzę to tak: już nie mają jak wytłumaczyć swojego analfabetyzmu, ignoranctwa, rozleniwienia, zidiocenia, nic nie umienia - to nazywają sobie food desert, czy inne hu.j.umuju. A jak faktycznie ktoś mieszka na bezludziu, to albo ma samochód, albo się przeprowadza bliżej cywilizacji, albo siedzi i sobie coś uprawia, albo siedzi i czeka aż mu ktoś przyniesie hamburgera bo jest idiotą. Nie ma przymusu mieszkania w krzakach, a 1,6 km to żadna odległość.
                • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 19:15
                  barbibarbi napisała:

                  > A ja widzę to tak: już nie mają jak wytłumaczyć swojego analfabetyzmu, ignoranc
                  > twa, rozleniwienia, zidiocenia, nic nie umienia - to nazywają sobie food desert
                  > , czy inne hu.j.umuju.

                  I teraz sama dla siebie, dla wlasnej korzysci, poszukaj definicji:
                  1. analfabetyzm
                  2. ignorancja
                  3. lenistwo
                  4. zidiocenie
                  5. (brak) umiejetnosci
                  A jak juz naprawde do dna zrozumiesz co te slowa opisuja to jeszcze poszukaj (to Ci zajmie duzo dluzej, pewnie kilka lat) przyczyn takiego stanu rzeczy wsrod czesci amerykanskiego (ale przeciez nie tylko!) spoleczenstwa. No i wtedy da sie pogadac o tym dlaczego "Ty moglas/mozesz" a tamci ludzie nie.
                  Jak zwykle bez Shakespeare sie nie obejdzie ... nothing comes from nothing ...
                  • barbibarbi Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 19:36
                    No tak, oczywiście, nazywajmy sobie food desert, to okazuje się że część mojego osiedla żyje na takiej pustyni, ci którzy nie mają samochodu. A niedaleko jest stacja orlen, mogę sobie pójść na hod-doga, ale nie pójdę. Bo trzeba chcieć, chcieć. ,
                    Mnie do słownika nie odsyłaj, sama sobie sprawdź jak działa przesadna poprawność polityczna w wyrażaniu problemów. Określenia zastępcze, nikt nie powie gruby, wymyślane są sztuczne twory aby przykryć słowem oczywistość. Do czego to prowadzi? Do tego, że pod tym stosem upiększonych słówek gubi się prawda. Czym jest nieumiejętność zrobienia najprostszego posiłku jak nie analfabetyzmem kulinarnym? Czym jest zaleganie młodzieży na krawężnikach, pod ścianami jak nie lenistwem?
                    • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 19:49
                      barbibarbi napisała:

                      > Mnie do słownika nie odsyłaj, sama sobie sprawdź jak działa przesadna poprawnoś
                      > ć polityczna w wyrażaniu problemów. Określenia zastępcze, nikt nie powie gruby,
                      > wymyślane są sztuczne twory aby przykryć słowem oczywistość. Do czego to prowa
                      > dzi? Do tego, że pod tym stosem upiększonych słówek gubi się prawda. Czym jest
                      > nieumiejętność zrobienia najprostszego posiłku jak nie analfabetyzmem kulinarny
                      > m? Czym jest zaleganie młodzieży na krawężnikach, pod ścianami jak nie lenistwe
                      > m?

                      Ja Ci nie proponuje poprawnosci politycznej, ja Ci jak najbardziej niepoprawnie politycznie, sugeruje doksztalcenie sie w temacie, bo ewidentnie nie masz pojecia o czym mowisz - ujmujac rzecz zgodnie z postulowana przez Ciebie "nieupiekszona prawda"! Once again: nothing comes from nothing!
                      • kk345 Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 22:07
                        Daj spokój Marii Antoninie, nie zrozumiebig_grin
                  • totorotot Re: Otyłośc w Ameryce 16.08.14, 00:30
                    Ten post to mistrzostwo świata.
                    Czapki z głów
        • nanuk24 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 23:01
          Nie pisz glupstw, ze na kazdym rogu sa sklepy ze swierzymi warzywami. Nie kazdy zyje w metropolii. Dwa, nawet w Chicago jakis czas temu powstala akcja zrobienia mobilnego sklepu warzywnego, by dostarczala swieze warzywa i owoce do tzw. pustyn zywnosciowych.

          tak pustyn jest od groma, w ktorym w promieniu 30 mil nie uswiadczy sie sklepow spozywczych, a tylko 7eleven, Mcdonalds, czt Subway.
        • ania_2000 Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 23:40
          barbibarbi napisała:

          > No i co że wszystko jest większe? To trzeba to od razu żreć? Wszystko co dadzą
          > na talerz? No ludzie, gdzie zdrowy rozsądek? Żyłam w USA wiele lat, przyjechała
          > m z wagą 59 kg i wyjechałam z identyczną po latach. Nieprawda że normalne jedze
          > nie jest drogie, zwykłe marchewki, ziemniaki, papryki, grzyby, sałaty, chleb ku
          > puje się w zwykłej cenie, na każdym rogu sklep jaki chcesz. To głupota i wygodn
          > ictwo są przyczyną otyłości. Przeciętna amerykanka nie umie ugotować zupy, upie
          > c ciasta. Jakby im położyć na blacie stos warzyw, oliwę, pieczywo, mięso to nie
          > wiedzieliby co z tym zrobić i tak wyjęliby z zamrażarki gotowe jedzenie w kart
          > onie. To jest analfabetyzm kulinarny, często także życiowy w szerszym sensie. S
          > teka sama możesz sobie kupić + warzywa i zrobić w 5 minut w domu, po drodze zro
          > bić na piechotę zakupy. No ale nieeee, trzeba leźć do restauracji, posadzić dup
          > sko na krześle i czekać aż kelner przyniesie żarcie. Zajrzyj do kuchni w tej re
          > stauracji kto tego steka dla ciebie przyrządza, założę się, że zapracowany chud
          > ziutki Meksykanin.



          zgadzam sie ze wszystkim. oprocz jednego - pokaz mi chudziutkiego Meksykanina wink

          narod Meksykanski juz przeskoczyl Amerykanow w grubosci



    • iuscogens Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:11
      alexa0000 napisała:
      Przez zwiekszona wagę zatonął prom, bo norma wynosił
      > a 68 kg dla 1 osoby, a de facto ludzie ważyli 800 kg wiecej.

      zrobię dygresję, bo zaszokował mnie ten fragment. Jak można zakładać, że przeciętny pasażer będzie ważył do 68 kg?? Przeciętny facet będzie ważył więcej i żadnej nadwagi (nie mówiąc o otyłości) nie będzie miał. Niech nie zwalają na otyłość, tylko na konstruktora, który zaprojektował prom dla Pigmejów uncertain
      • mozambique Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:21
        no wlasnie

        a pasażerka w ciazy tez ma wazyc do 68?

        i co to za prom który tonie bo ma TONĘ ponad normę?
        co to za norma? i co to za prom? przez strumyczek górski?
      • alexa0000 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:37
        A ile wynosi średnia przyjęta dla windy w Polsce? Pytam, bo chyba około 70 kg?Nie pamiętam, serio. Może tu się kopsnęli z tymi 68 kg w artykule? Może dawno temu własnie tyle można było w USA przyjąc, a prom czy statek był już wiekowy? Nie wiem. Poszukam.
        • azjaodkuchni Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:59
          Tak sobie myślę, że jak młode pokolenie Singapurczyków dorośnie to w kategorii wielkogabarytowej przegoni Amerykanów jak nic... Przez lata Singapurczycy byli biedni do chipsów i innych cudów nie mieli dostępu, więc ich nie nie jedli. Teraz są bogaci i ... sami nie jedzą( bo do wielu rzeczy nie byli przyzwyczajeni i nie lubią) tylko pchają w dzieci , ale tak, że się słabo robi... Co 10 11 latek ma otyłość olbrzymią czasem taką , że się ruszać kurna nie może. W weekend byliśmy w chińskiej restauracji obok nas chińska rodzina z dzieciakami na ich stole fajne rzeczy tofu, zupa , jakieś mięso i zielone coś ... ale dzieci nie jadły tylko dostały po bułce z paczki i chipsy na deser... Nosz kurna ....za nic nie rozumiem...
          Ameryki nie widziałam, ale du pska mieszkanek Sydney mocno mnie zaskoczyły... a najbardziej fakt, że faceci szczupli a panie mniej..
        • kk345 Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 22:09
          alexa0000 napisała:

          > A ile wynosi średnia przyjęta dla windy w Polsce? Pytam, bo chyba około 70 kg?
          Na tabliczkach z reguły jest napisane: 500 kg lub 6 osób
      • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 14:09
        Do ksiazek wartych przeczytania dorzuce: www.chapters.indigo.ca/books/salt-sugar-fat-how-the/9780771057083-item.html (nie wiem czy jest polskie tlumaczenie, sorry).
        Mysle, ze diagnoza Verdany to clue - poczatek i podsumowanie problem - znikoma ilosc ruchu! Spoleczenstwo zakochane w samochodach, podjezdzajace doslownie wszedzie (rowniez do lokalnego parku, do gym, do corner store etc.), wozace dzieci do szkol oddalonych od domow 1-2 km, kupujace wszystko w duzych ilosciach, ktorych nie sposob przeniesc w siatce wiec wozace na krotkie i dlugie dystanse, wspomniany przez Verdane brak chodnikow w wielu suburbs (choc niby w najnowszych juz to sie zmienia, pojawily sie chodniki przynajmniej po jednej stronie ulicy - hurra!) no i przytlaczajaco siedzacy tryb zycia polaczony ze zmianami w wychowaniu dzieci (rodzice wola gdy dziecko jest w domu, "pod okiem" niz gdy biega z kolegami po okolicy), to wszystko powoduje, ze nawet jedzac nie jakies gigantyczne porcje, latwo o otylosc. Jak iles tam lat temu facet sie napracowal fizycznie w fabryce po czym przyszedl piechota do domu 2-3 km a w miedzyczasie zona w domu zrobila pranie (recznie lub pol-recznie), prasowanie, umyla na kolanach podlogi, zrobila obiad od zera etc. to oboje mogli bez zadnych otylosciowych konsekwencji zjesc kazdego dnia obiad z 3 dan i zachowac zdrowa wage. To juz przeszlosc. I faktycznie porcje przez lata rosly. Moja ukochana siec kawowa dla blue-collars ( wink ), Tim Hortons, obchodzi w tym roku 50 lat dzialanosci, przy okazji mozna bylo kupic doughnuts wielkosci sprzed 50 lat - mozecie sie domyslic jaka byla roznica z tymi, ktore dzis sa sprzedawane za porownywalnie te sama lub wrecz ciut mniejsza cene niz 50 lat temu uncertain No good. Bardzo niepokojace jest to jak szybko rodziny imigrantow np. z Chin, Korei, Latin America, potrafia tu utuczyc swoje dzieci. Widac to najwyrazniej gdy ida 3 pokolenia: babcia, mama i corka/dziadek, tata i syn - mozna spokojnie uwierzyc w przepowiednie, ze pokolenie dziesiejszych dzieci bedzie pierwszym w historii zyjacym krocej (!) niz ich rodzice. Oczywiscie, jest tez mnostwo ludzi, ktorzy bardzo dbaja o zdrowe odzywianie, o zdrowy tryb zycia etc. ale nie o nich jest ten watek wink
        • y_y Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 14:51
          jest w Polsce:
          www.empik.com/cukier-sol-tluszcz-moss-michael,p1091088421,ksiazka-p
        • azjaodkuchni Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 15:13
          W Azjatów jeśli są buddystami dochodzi jeszcze aspekt religijny. Budda jak go oświeciło był gruby...=więc wielu Chińczykom czy Tajwańczykom masa ciała wylewającego się na boki kojarzy się z bogactwem...sad
          Wiele razy widziałam jak szczupłe rodziny miały w rodzinie jednego sumitę i to jemu podtykano najwięcej.
          A książkę widziałam w singapurskiej księgarni kupię sobie.
          • zielona.limonka Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 17:11
            Nie wiem, co myślą Azjaci, ale Budda nie był gruby, jest rysowany z brzuszkiem, żeby podkreślić, że nie był ascetą, ale to jest mały brzuszek, otyłość kłóci się z filozofią Buddy (drogą środka).
            • azjaodkuchni Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 20:19
              Tajski budda był lekko zaokrąglony l lub chudy chiński nie...
              tajski azjaodkuchni.blogspot.sg/2012/06/wszystko-naj-czyli-buddyjskie-swiatynie.html a tu wersja chińska : azjaodkuchni.blogspot.sg/2013/01/masc-z-kotkiem.html budda oświecony
              Niezła różnica co ?
        • antyk-acap Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 15:19
          Plus to że ameryka żyje na przedmieściach. Po naszemu: zadupie. W mieście czyli śródmieściu żyje biedota. Nie licząc Big Apple i Chicago.
          • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 16:02
            antyk-acap napisał:

            > Plus to że ameryka żyje na przedmieściach. Po naszemu: zadupie. W mieście czyli
            > śródmieściu żyje biedota. Nie licząc Big Apple i Chicago
            , San Francisco, Portland, Seattle, Austin, Denver, Philadelphia etc. etc. etc. the list goes on ...
      • alexa0000 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 14:10
        Lata 60, srednia ogólna 69 kg. Rok 2008 bodajże- srednia kobiet 75 kg, srednia męzczyzn 88 kg.
        Statek byl z lat 60. Ewidentna wina przewoznika, który nie wziął zmian pod uwagę, ale zwracam uwagę na wzrost sredniej. Mamy teraz rok 2014, zapewne jeszcze wzrosła.
        • sanciasancia Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 17:18
          > Lata 60, srednia ogólna 69 kg. Rok 2008 bodajże- srednia kobiet 75 kg, srednia
          > męzczyzn 88 kg.
          > Statek byl z lat 60. Ewidentna wina przewoznika, który nie wziął zmian pod uwag
          > ę, ale zwracam uwagę na wzrost sredniej. Mamy teraz rok 2014, zapewne jeszcze
          > wzrosła.
          Wzrósł też średni wzrost, warto wziąć to pod uwagę, jak już się człowiek podpiera danymi statystycznymi.
    • jusiakr Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:28
      Z moich doświadczeń jest masakrycznie. Nigdzie indziej na świecie nie widziałam tylu otyłych osób. I tu nie mówię o rozmiarze 44, który został w jednym z wątków oceniony jako duży. Mówię o osobach, które mieszczą się tylko w namiot.
      Przyczyn na pewno jest kilka - przetworzone jedzenie jest tańsze od prostszego i bardzo często jest w promocji, prawie wszędzie masz dolewki coli za darmo, mam wrażenie że to samo jedzenie jest w Stanach bardziej kaloryczne (np. plaster sera), mania podjadania - do filmu, na placu zabaw itp. - ciągle coś w gębie, dawanie dzieciom tylko niezdrowego jedzenia, bo zdrowego przecież nie zjedzą (taka samospełniająca się przepowiednia)...
      No i ułatwianie sobie życia, które jest prawie religią - prawie żadnych chodników, wszędzie samochodem, drive-thru, a jak masz nadwagę to żeby się nie przemęczać to w każdym większym sklepie masz elektryczny wózek inwalidzki...
      Z trzeciej strony - poprawność polityczna, która sprawia, że nic nikomu nie można powiedzieć, dlatego placówki medyczne muszą się dostosować, a nie walczyć z otyłością.
      Z czwartej strony - bardzo droga opieka medyczna, w przypadku osób biednych (a to one są często grube) jest finansowana przez państwo. Nie opłaca się odchudzić pacjenta, skoro będzie mniej chorował. Lepiej leczyć skutki.
      Taka anegdota na koniec - kiedyś byliśmy w barze typu "all you can eat" i mamy zasadę, że każdy wybiera sobie do jedzenia co chce, nawet dziecko. Nasz trzylatek wybrał kawałki kurczaka, parę nachosów, brokuły i kalafior. Do naszego stolika podeszła jedna pani i powiedziała, że pierwszy raz w życiu widzi dziecko jedzące brokuły...
      • cherry.coke Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:34
        jusiakr napisała:

        > Taka anegdota na koniec - kiedyś byliśmy w barze typu "all you can eat" i mamy
        > zasadę, że każdy wybiera sobie do jedzenia co chce, nawet dziecko. Nasz trzylat
        > ek wybrał kawałki kurczaka, parę nachosów, brokuły i kalafior. Do naszego stoli
        > ka podeszła jedna pani i powiedziała, że pierwszy raz w życiu widzi dziecko jed
        > zące brokuły...

        Ale co sie dziwic, niedawno byl tu watek, gdzie duzo forumek wpieralo jednej, ze jej dziecko nie ma prawa lubic brokulow, a za to na pewno uwielbia kopytka. Bo tak maja dzieci.
        • mdro Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:54
          Brokuły w Stanach to chyba kulturowa najbardziej nielubiana przez dzieci, a wmuszana przez dorosłych potrawa, jak u nas szpinak, a w Anglii brukselka.
          • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 14:00
            mdro napisała:

            > Brokuły w Stanach to chyba kulturowa najbardziej nielubiana przez dzieci, a wmu
            > szana przez dorosłych potrawa, jak u nas szpinak, a w Anglii brukselka.

            Nielubiana bo rodzice nie umieja tego przyrzadzic tak zeby dziecku smakowalo. Moj chlop tez nie lubil brukseli a jednak kiedy ja gotuje to je az mu sie uszy trzesa. Dopiero potem sie zorientowalam, ze tesciowa niedogotowuje. Zreszta widze np. u niego w rodzinie jakie sa roznice. Siostra daje swoim dzieciom do sprobowania wszystko i np. dwulatka jadla oliwki, anchovis, mule z czosnkiem, fenkula w salatce. Brat i jego zona wysli zas z zalozenia, ze dzieci jedza tylko jedzenie dzieciowe czyli nuggets, deserki, ostatecznie spaghetti. Zadne z tych dzieci nie jest grube, wszystkie sa bardzo szczuple ale dzieci brata maja juz stany przedcukrzycowe bo jednym akceptowalnym sniadaniem jest chleb w nutella.
            • aneta-skarpeta Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 07:34
              jestem przeciwna nie dawaniu dziecku wszystkiego, ale z drugiej strony każdy ma swoje smaki.

              I tak np mój syn nie cierpi brokuła, uwielbia kalaforia

              nie lubi ogórka,kocha pomidora i cebulę- np na kanapce

              uwielbia wędzone, zapachliwe wędliny, nie lubi drobiowych

              zje parówkę, nie zje parówkowej

              itd itd
          • hamburzanka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 14:40
            Nie byłabym pewna czy te warzywa wszędzie takie wmuszane.
            Ja byłam przekonana że szpinak wstrętny mimo, że wcześniej nikt mi go w żadnej postaci nigdy do jedzenia nie dał. A jak mając 25lat sama kupiłam to stwierdziłam,że jest pyszny.
            • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 15:18
              Byly nad tym jakies badania iwychodzi, ze dzieci maja znacznie bardziej wyczulone kubki smakowe niz dorosli. Dorosli maja je juz przytepione od naduzywania soli, cukru, przypraw, teraz jeszcze od wzmacniaczy smaku i aromatu i np. szpinak z czosnkiem i smietana doroslym moze wydawac doroslym smaczna potrawa ale nie jest. Ja tez szpinaku nie jadam, gdyby Bog chciala zeby jadla zielsko to dalby mi 4 zoladki jak krowie. A mam jeden.
              • antyk-acap Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 15:23
                Za to o pojemności czterech?
                • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 15:45
                  No wlasnie pojemnosc jednego zoladka. Nie rozumiem po co zapychac sie zielskiem, to tylko oszukiwanie siebie. A mozna zjesc tyle wartosciowszych rzeczy, stragany sa pelne pysznych warzyw i owocow. Zas peczek rukoli kosztuje jakies kosmiczne 1.5 euro. Tylke co kilogram pomidorow bawole serce.
          • minor.revisions Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 15:40
            mdro napisała:

            > Brokuły w Stanach to chyba kulturowa najbardziej nielubiana przez dzieci, a wmu
            > szana przez dorosłych potrawa, jak u nas szpinak, a w Anglii brukselka.

            żartujesz? Nie znam dziecka, które by nie lubiło brokułów.
            • mdro Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 18:13
              Ale nie o to chodzi, czy dane dziecko lubi czy nie. Chodzi o to, że brokuły/brukselka/szpinak w danej kulturze występują w roli "zdrowego paskudnego jedzenia" (np. moje lubiące brokuły dzieci były bardzo zadziwione, gdy w jakiejś amerykańskiej kreskówce to warzywo wystąpiło jako ohyda, ble i fuj).
      • srubokretka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 13:57
        > awanie dzieciom tylko niezdrowego jedzenia, bo zdrowego przecież nie zjedzą (ta
        > ka samospełniająca się przepowiednia)...

        A gdzie tu jest zdowe jedzenie? Warzywa , owoce jak odlane z formy w fabryce. Jogurtu o smaku jogurtu nie udalo mi sie jeszcze tu skosztowac. Nawet te sklepy ze zdrowa zywnoscia, za ktora placi sie wiecej nie maja nic wspolnego z rzeczywiscie zdrowa zywnoscia.
        Nawet jak idziesz do Starbucksa i chcesz frap, to musisz sie niemalze wyklocic, zeby cukru nie dodawali. 4 pumps syropu kukurydzianego do kawy musi byc!! Ja mam wrazenie, ze nawet woda w butelkach tuczy wink
        • t.tolka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 14:16
          A ciastko ciasta kupowane lub robione czesto gesto z gotowych mieszanek sa slodkie jak szlag. I te ogromne rozmiary zarcia.

          Ale z drugiej strony nie jest problemem wykupic abonament na farmie I co tydzien dostawac swieze sezonowe owoce I warzywa. Samemu upiec chleb. Mozna.
          Tylko to kosztuje. Duzo kosztuje w porownaniu ze smieciowym jedzeniem z marketu. Czasami za duzo.
          No I rzadko gotuje sie w domu, kultura pracy jest inna, nie wychodzi sie o 15/16 tylko duuzo pozniej. Wiec jada sie na miescie.
          Ale ja oprocz tej olbrzymiej otylosci (tej namiotowej) to mam wrazenie, ze wszyscy sie namietnie odchudzaja. Jogging, pelny gym o kazdej porze, Straznicy wagi w kazdej miescinie.
          • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 15:59
            > Ale z drugiej strony nie jest problemem wykupic abonament na farmie I co tydzie
            > n dostawac swieze sezonowe owoce I warzywa. Samemu upiec chleb. Mozna.
            > Tylko to kosztuje. Duzo kosztuje w porownaniu ze smieciowym jedzeniem z marketu
            > . Czasami za duzo.

            Tak jest tez w calej Europie zachodniej prawie, moze poza Francja bo francuzi kochaja dobre jedzenie i jedza jednoczesnie malo, Wlochami gdzie niby wszedzie pizza, makaron i tiramisu ale jednak przywiazuja duza wage do jakosci no i Portugalia i Hiszpania gdzie sobie mozna mandarynke w parku z drzewka zerwac i smakuje ona jak naktar bogow.

            W ogole zdrowe jedzenie jest drogie. Juz kiedys pisalam, zrobic lazanie w domu na 4 osoby to jakies 8-10 euro. A sklepie usmiecha sie do nas gotowiec za 2.99, za caly kilogram.
            • ira_07 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 18:59
              Nie mieszkałam nigdy na Zachodzie, no ale właśnie - drogie jedzenie? Ok, może i lazania-gotowiec za 2,99 euro, mięso, pomidory i makaron droższe, ale czy 10 euro to przy zarobkach zachodnich naprawdę DROGO? I to za posiłek dla 4 osób? Jeśli podałaś prawdziwe ceny, to nie da się ukryć - domowa lazania 3 razy droższa niż kupna, ale czy naprawdę droga?

              Jak powstaje wątek Polska vs emigracja, to można przeczytać, że na Zachodzie za przeciętną pensję żyje się bez luksusów, ale wygodnie. A jak wątek o otyłości, to można wysnuć wrażenie, że na Zachodzie przeciętnego Smitha czy Mullera nie stać na kilo papryki i kurczaka, więc kupuje bigmaki.

              No ludzie, skoro mnie na wycieczce na Zachodzie stać na owoce czy warzywa, to nie uwierzę, że dla lokalsów są za drogie.
              • yuka12 Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 01:11
                Dobre jedzenie jest drogie takze dla lokalsow. Dlatego w UK rzeznicy padaja jeden po drugim, bo co z tego ze oferuja dobre swieze mieso, kiedy podobne mieso, choc moze nie tak swieze, dobre i smaczne, mozna kupic w supermarkecie za polowe ceny. Albo piekarnie- zostaja tylko punkty oferujace naprawde swietne pieczywo, w okolicach licznie zamieszkalych i z renoma albo z bardzo atrakcyjnymi cenami lub tam gdzie jest malo supermarketow i konkurencji brak. W reszcie miejsc plastikowy i podobny do waty hipermarketowy chleb i jednodniowe gumowe bulki wygrywaja.
                I spoleczenstwo brytyjskie rosnie wszerz.
              • cherry.coke Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 01:25
                ira_07 napisała:

                > Nie mieszkałam nigdy na Zachodzie, no ale właśnie - drogie jedzenie? Ok, może i
                > lazania-gotowiec za 2,99 euro, mięso, pomidory i makaron droższe, ale czy 10 e
                > uro to przy zarobkach zachodnich naprawdę DROGO? I to za posiłek dla 4 osób? Je
                > śli podałaś prawdziwe ceny, to nie da się ukryć - domowa lazania 3 razy droższa
                > niż kupna, ale czy naprawdę droga?
                >
                > Jak powstaje wątek Polska vs emigracja, to można przeczytać, że na Zachodzie za
                > przeciętną pensję żyje się bez luksusów, ale wygodnie. A jak wątek o otyłości,
                > to można wysnuć wrażenie, że na Zachodzie przeciętnego Smitha czy Mullera nie
                > stać na kilo papryki i kurczaka, więc kupuje bigmaki.
                >
                > No ludzie, skoro mnie na wycieczce na Zachodzie stać na owoce czy warzywa, to n
                > ie uwierzę, że dla lokalsów są za drogie.

                Moim zdaniem za 10e mozna spokojnie zrobic blache lazanii, a za 2.99e kupi sie porcje dla jednej-dwoch osob. "Korzysc" jest wiec glownie taka, ze w tym drugim przypadku nie trzeba gotowac.
                To jednak chyba bardziej kwestia mentalnosci/edukacji niz cen. Gotowanie z surowcow nie jest drozsze od gotowcow, a juz na pewno jest tansze od "takeaway".
                Choc moze mowie z pozycji wegetarianki.
                • evee1 Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 08:17
                  > To jednak chyba bardziej kwestia mentalnosci/edukacji niz cen. Gotowanie z suro
                  > wcow nie jest drozsze od gotowcow, a juz na pewno jest tansze od "takeaway".
                  > Choc moze mowie z pozycji wegetarianki.
                  To ja z pozycji niewegetarianki Ci przyklasne. Gotowe moim zdaniem wcale nie jest tansze, tylko latwiejsze do zrobienia i podejrzewam, ze dlatego wygrywa. Niestety przy tym zawiera wiecej cukru, soli i tluszczu, i nie ma sie kontroli nad tym co tam jest. A jak juz cos gotowego jest dietetyczne, to faktczynie zaczyna byc drogie i moze ludzie "nie stac". Jak ja robie lasgne, to robie je tak by bylo w miare dietetyczne, ale bez uszczerbku dla smaku.
                  • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 11:19
                    > To ja z pozycji niewegetarianki Ci przyklasne. Gotowe moim zdaniem wcale nie je
                    > st tansze, tylko latwiejsze do zrobienia i podejrzewam, ze dlatego wygrywa. Nie
                    > stety przy tym zawiera wiecej cukru, soli i tluszczu, i nie ma sie kontroli nad
                    > tym co tam jest. A jak juz cos gotowego jest dietetyczne, to faktczynie zaczyn
                    > a byc drogie i moze ludzie "nie stac". Jak ja robie lasgne, to robie je tak by
                    > bylo w miare dietetyczne, ale bez uszczerbku dla smaku.

                    Z pozycji niewegetarianki powiem tez, ze np. u mnie dobre mieso jest drogie, szczegolnie jesli ktos nie ma ochoty jadac na zmiane karkowki z kurczakiem.

                    Gotowce nie zawsze sa tanie, ale sa szybkie a duzo rozbija sie o ten brak czasu. Jak juz zmadrzalam to nagotowalam garnek gulaszu, garnek sosu do spaghetii i garnek leczo i zamrozilam i zawsze mam w domu awaryjny gotowiec na dni, kiedy zwyczajnie nie mam czasu stac w kuchni. Porcje sosu rozmraza sie tyle ile gotuje sie makaron, ziemniaki czy kasza.

                    Robie tez lazanie ale bez sosu beszamelowego bo jakos mi nie wychodzi. Po kilku zmarnowanych kostkach masla doszlam do wniosku, ze nie ma sensu.
              • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 11:13
                To jest szerszy problem. Jesli sie pokombinuje to domowa lazania nie wyjdzie wprawdzie taniej ale znacznie lepsza. Problem w tym, ze np. opakowania platow lazanii kosztuje 1 euro, 0.5kg dobrego miesa mielonego ze 4-5 euro (jak kupisz w promocji wiecej i masz miejsce, zeby zamrozic), ze 2 puszki pomidorow 1 euro a do tego jeszcze cebula, marchew, cukinia, opcjonalnie pieczarki no i troche mleka, masla i maki na sos beszamelowy plus przyprawy ale to przewaznie ma sie w domu. Masz 10 euro jak nic ale blache na pewno na wiecej niz 4 osoby. U nas kilogramowa ze sklepu to 4 obiady.

                Ale ... zrobienie samego sosu miesnego zajmuje ze 40 minut, warzywa musisz obrac, umyc, posiekac i zejdzi Ci jak nic ze 30-40 minut (mowie jako osoba, ktora nauczyla sie szybko kroic w czasach kiedy pracowala w restauracji, gdzie marchewke kroilo sie w drobna kosteczke, np. 3kg dziennie). Zrob jeszcze beszamel, uloz wszystko na blaszce i wstaw do piekarnika - nastepne 40 minut do godziny. W sumie 2 godziny czekania na posilek.

                Oczywiscie, ze lokalsow stac na warzywa i mieso. Najczesciej jednak nie maja czasu. Ciekawa jest obserwacja koszykow w zaleznosci od godziny. Jak uda mi sie wczesnie wyjsc i jestem w domu ok. 17 to wlasnie kupuje swieze mieso, warzywa itd i spedzam godzine w kuchni na gotowaniu. Ale teraz mam blisko do pracy. A jak mialam daleko to wracalam nieraz o 19-20, wychodzilam o 6.30, moj facet podobnie i jakbym wtedy miala stac i kroic warzywa to bym chyba wolala skoczyc z mostu. Zamawialismy pizze albo szlismy na frytki. Efekt +25kg w trzy lata, nawet nie zauwazylam bo nie mialam czasu.
                • d.o.s.i.a Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 11:53
                  > Ale ... zrobienie samego sosu miesnego zajmuje ze 40 minut, warzywa musisz obra
                  > c, umyc, posiekac i zejdzi Ci jak nic ze 30-40 minut (mowie jako osoba, ktora n
                  > auczyla sie szybko kroic w czasach kiedy pracowala w restauracji, gdzie marchew
                  > ke kroilo sie w drobna kosteczke, np. 3kg dziennie). Zrob jeszcze beszamel, ulo
                  > z wszystko na blaszce i wstaw do piekarnika - nastepne 40 minut do godziny. W s
                  > umie 2 godziny czekania na posilek.

                  Nie ma przymusu jedzenia lazanii. Za te same 10 euro, z tego samego mielonego miesa mozna zrobic na szybko hamburgery z jakas egzotyczna przyprawa, do tego pomidory, ogorki kiszone, jakas salsa. Do tego salatka z zieleniny z octem balsamicznym I pieczone slodkie ziemniaki. Cale 20 minut roboty, wiem bo praktykuje jako szybki obiad.

                  Juz nie wspomne, ze zrobienie takiej zupy z czerwonej soczewicy z kurczakiem I cynamonem to jest 15 minut roboty, a koszt - 2 funty moze. I takich dan sa TYSIACE.

                  Bokiem wychodzi mi juz to gadanie jakie jedzenie jest drogie. Nie jest. Naprawde nie trzeba jadac na codzien argentynskich stekow, kupowac u super hiper rzeznika. W zwyklym supermarkecie mozna kupic normalne, smaczne mieso I dodatki. Jest multum soczewic, kasz I innych wynalazkow. Trzeba tylko chciec.

                  Mieszkalam w Stanach ponad dwa lata, nie utylam ani grama, bogata nie bylam a jakos udawalo mi sie kupic normalne produkty - ba! nie bedac wcale bogata zakupy robilam regularnie w Whole Foods - wybor wiekszy niz w Polsce. Do McDonalda nikt mnie na sile nie ciagnal, gotowca ze sklepu nie zjadlam ANI RAZU, dolewek z CocaColi tez mi nikt na sile nie robil.
                  • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 12:18
                    > Nie ma przymusu jedzenia lazanii. Za te same 10 euro, z tego samego mielonego m
                    > iesa mozna zrobic na szybko hamburgery z jakas egzotyczna przyprawa, do tego po
                    > midory, ogorki kiszone, jakas salsa. Do tego salatka z zieleniny z octem balsam
                    > icznym I pieczone slodkie ziemniaki. Cale 20 minut roboty, wiem bo praktykuje j
                    > ako szybki obiad.

                    Naprawde slodkie ziamniaki pieka sie tak szybko? Jestem dosc wprawiona w kuchni ale slodkich ziemniakow nie kupuje, kupuje lokalne. I z mojego doswiadczenia wynika, ze ziemniaki pieczone potrzebuja minimum godziny - ja napierw gotuje przez 20 minut, potem przyprawy i ze dwie lyzki oliwy i do piekarnika, najmniej 30 minut. W miedzyczasie robisz salatke, salce i smazysz hamburgery. Tak czy inaczej godzina minimum. Jesli slodkie sa gotowe w 20 minut to doskonala wiadomosc.

                    > Bokiem wychodzi mi juz to gadanie jakie jedzenie jest drogie. Nie jest. Naprawd
                    > e nie trzeba jadac na codzien argentynskich stekow, kupowac u super hiper rzezn
                    > ika. W zwyklym supermarkecie mozna kupic normalne, smaczne mieso I dodatki. Jes
                    > t multum soczewic, kasz I innych wynalazkow. Trzeba tylko chciec.

                    Jest. Nawet z perspektywy dobrze zarabiajacej osoby moim zdaniem zarcie jest drogie. A jestem w luksusowej sytuacji bo nie mam dzieci i dochody sporo powyzej sredniej. Natomiast jak nie pracowalam jakis czas to musialam ostro kombinowac zebysmy sie mogli najesc i jednoczesnie zeby nie wydac fortuny. Mialam jednak czas na lepienie pierogow, kotlety mielone, surowki wszelkiej masci. Dzisiaj w zyciu bym nie stala i nie tarkowala marchewki, selera i cukinii na surowke do obiadu. Teraz kroje pomidory w osemki, poypuje pieprzem i sola, troce oliwy i cala surowka.
                    • cherry.coke Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 14:05
                      Slodkie sie pieka piorunem w porownaniu ze zwyklymi. Kroisz na plastry wsadzasz do piekarnika i masz. Bez gotowania.
                    • d.o.s.i.a Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 14:45
                      > Naprawde slodkie ziamniaki pieka sie tak szybko? Jestem dosc wprawiona w kuchni
                      > ale slodkich ziemniakow nie kupuje, kupuje lokalne. I z mojego doswiadczenia w
                      > ynika, ze ziemniaki pieczone potrzebuja minimum godziny - ja napierw gotuje prz
                      > ez 20 minut, potem przyprawy i ze dwie lyzki oliwy i do piekarnika, najmniej 30
                      > minut.

                      Wlasnie w tym jest niespodzianka, ze slodkie ziemniaki robia sie w max 20 minut smile Umyc, pokroic, posolic, posmarowac oliwa I do piekarnika. Po 20 minutach sa gotowe. A ja robie duze kawalki bo przekrajam takiego wielkiego patata na osemki i tyle - to zajmuje przysiegam dwie minuty z posoleniem I wlozeniem do piekarnika.
                  • barbibarbi Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 12:48
                    > Bokiem wychodzi mi juz to gadanie jakie jedzenie jest drogie. Nie jest. Naprawd
                    > e nie trzeba jadac na codzien argentynskich stekow, kupowac u super hiper rzezn
                    > ika. W zwyklym supermarkecie mozna kupic normalne, smaczne mieso I dodatki. Jes
                    > t multum soczewic, kasz I innych wynalazkow. Trzeba tylko chciec.
                    >
                    > Mieszkalam w Stanach ponad dwa lata, nie utylam ani grama, bogata nie bylam a j
                    > akos udawalo mi sie kupic normalne produkty - ba! nie bedac wcale bogata zakupy
                    > robilam regularnie w Whole Foods - wybor wiekszy niz w Polsce. Do McDonalda ni
                    > kt mnie na sile nie ciagnal, gotowca ze sklepu nie zjadlam ANI RAZU, dolewek z
                    > CocaColi tez mi nikt na sile nie robil.

                    Zgadzam się, zwykłe jedzenie nie jest drogie, tylko trzeba chcieć.

                    Jak ktoś porównuje śmieciową lazanię mrożoną z syfem w środku za np $10 i twierdzi, że składniki na taką domową z mięsem, dobrym serem kosztują aż $12 - to się nie opłaca! O matko, co za głupie myślenie, tych składników zostanie jeszcze na drugą taką lazanię, nie wszystkie się zużyją, poza tym wiesz co jesz, poza tym ta domowa pewnie wyjdzie większa, mo0żna się nią nasycić zamiast wchłaniać wypełniacze i chemię pomalowane sosem pomidorowym i nazwane lazanią.

                    W USA jest nieporównywalnie więcej możliwości niż w Polsce, można kupić naprawdę dobre jedzenie, tylko trzeba chcieć.
                    • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 12:54
                      Ale to nie jest tak, ze ta smieciowa kosztuje u mnie 10 euro a domowa 12. Gotowa ze sklepu i mnie kosztuje 3 a domowa 10. I kazdy wie, ze lepsza jest domowa ale problemy sa z brakiem czasu glownie chociaz jak masz budzet 15 euro na dzien na 4 osoby to nie wydasz tego na skladniki do jednej lazanii. Nikt nie twierdzi, ze nie da sie gotowac zdrowo i tanio, oczywiscie ze sie da. Ale moze to robic znacznie mniej osob niz nam sie wydaje. Jesli oboje rodzice pracuja do 18stej to czasem brakuje sil i tyle.
                    • kasialogop Re: Otyłośc w Ameryce 25.02.17, 07:56
                      Ja natomiast mieszkam w USA 14 lat. Prosze mi uwierzyc, ze po dwoch latach pobytu tez bylam jeszcze szczuplutka ( nawet po osmiu). Porozmawiajmy za 10 lat. Mam tylko nadzieje, ze tyle Pani w USA wytrzyma. Prosze zapoznac sie dokladnie ze skladnikami produktow spozywczych w USA ( nawet tych z Whole Foods)
                • barbibarbi Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 12:57
                  black_halo napisała:

                  Efekt +25kg w trzy lata, nawet ni
                  > e zauwazylam bo nie mialam czasu.

                  No błagam! Jak można nie zauważyć 25 kilo? Zaczaiły się za rogiem i znienacka cię napadły? Co to za głupie gadanie!
                  Jak się człowiekowi nie chce, ani gotować, ani wagi kontrolować, to zawsze znajdzie wymówkę - zdrowe jedzenie jest drogie, zdrowe jedzenie jest czasochłonne, nie zauważyłam 25 kg bo nie mam czasu. Ja też nie miałam czasu, a jakoś nie jadam śmieciowego żarcia, ani nie przytyłam. Złej baletnicy itd.......
                • cherry.coke Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 14:12
                  black_halo napisała:

                  > Ale ... zrobienie samego sosu miesnego zajmuje ze 40 minut, warzywa musisz obra
                  > c, umyc, posiekac i zejdzi Ci jak nic ze 30-40 minut (mowie jako osoba, ktora n
                  > auczyla sie szybko kroic w czasach kiedy pracowala w restauracji, gdzie marchew
                  > ke kroilo sie w drobna kosteczke, np. 3kg dziennie). Zrob jeszcze beszamel, ulo
                  > z wszystko na blaszce i wstaw do piekarnika - nastepne 40 minut do godziny. W s
                  > umie 2 godziny czekania na posilek.

                  Ale te dwie godziny to w wieszkosci czas spedzony aktywnie, na stojaco.
                  Bo kupowanie gotowcow ma tez inne konsekwencje. Nie musisz kupowac czesto swiezych surowcow, targac ich, stac nad nimi krojac i gotujac, lazic w te i wewte miedzy kuchenka, lodowka a smieciami, wstawiac garow do zmywania.
                  Gotowce kupujesz raz, caly stos, mikrofala 5 minut, a potem siadasz na tylku i jesz, i juz z tego tylka nie wstajesz, no moze zeby talerze wrzucic. Minimalny wydatek energetyczny. A wiekszy syf przyjety.
                  • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 17:32
                    Jeszcze chwalac sweet potatoes dodam, ze sa zdrowsze niz swojskie kartofle wiec nie tylko, ze szybko sie pieka ale jeszcze dobrze robia wink
                    Pracujac gdzie pracuje, zdarza mi sie pomagac roznym rodzinom w ukladaniu domowego budzetu. To jest bardzo pouczajace cwiczenie (szczegolnie dla mnie wink ) gdy dyskutuje sie z ludzmi majacymi tak w ogole rozne problemy zyciowe, kwestie odzywiania, robienia zakupow jedzeniowych etc. A u nas jedzenie jest naprawde tanie, roznorodne, wszedzie dostepne w wygodnych godzinach - przywilej mieszkania w duzej, diverse aglomeracji smile Poniewaz jednak wielu z moich "podopiecznych" nikt nigdy nie nauczyl kupowac "z glowa", po pierwsze kupuja niewlasciwe ilosci czesto marnujac pieniadze i samo jedzenie, po drugie kupuja bardzo niezdrowe produkty "bo sa na przecenie", po trzecie nie wierza we wlasne sily. Wielu z nich zycie dalo tak w tylek, ze zyja w przekonaniu, ze nawet prostej jajecznicy zrobic nie beda umieli a co dopiero mowic o jajkach sadzonych czy omlecie ... Life. Oczywiscie, population z ktora ja pracuje jest specyficzna ale nie da sie ukryc, ze chodzi po ulicach mnostwo doroslych ludzi, ktorzy zwyczajnie "boja sie" gotowac, bo zepsuja, bo trzeba bedzie wyrzucic, bo sie nie uda etc. I tu widze wine szkoly, ze zniknal z programow (u mnie) Home Economics gdzie sie mlodziez uczyla robienia prostych potraw i m.in. wlasnie dyskutowania budgets, decydowania o ilosciach do kupienia etc. Ja miala w dawnej Polsce podobne zajecia na WT w podstawowce. Moze jeszcze sa - to by bylo bardzo dobrze smile
                    • cherry.coke Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 19:10
                      W IE jest Home Economics, ucza planowac posilki zywieniowo i finansowo. A i tak sa tacy, co sie zywia chipsami i nugetsami, i co z nimi zrobic sad
                      • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 19:22
                        Naiwnie wierze w edukacje wink Wiec jesli przedmiot istnieje to moze po prostu jest zle uczony, curriculum nie jest modyfikowane/modernizowane, moze tzw. outcomes nie sa odpowiednio okreslone etc. W koncu to my, dorosli, przez wiele lat dorastania mlodych ludzi decydujemy o tym jak oni sie kiedys beda odzywiac, jakie nawyki wyniosa z domow, jaka wiedze ze szkol, jaki przyklad od otoczenia etc. Inaczej sie nie da - trzeba uczyc. Ale do tego tez sie trzeba przylozyc wink
                        • cherry.coke Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 19:27
                          Ja niestety raczej uwazam, ze czlowiek jest istota o wolnej woli, ktorej potrafi uzywac rowniez do odrzucania rzeczy pozytecznych sad
                          • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 19:57
                            A to na pewno smile I na dodatek wszyscy jestesmy leniwcami i sybarytami, ja na pewno wink Niemniej tzw. nawyki i opcja "czym skorupka za mlodu ..." u wiekszosci (wiadomo, ze nie u wszystkich) daja jednak jakies szanse na (przynajmniej okresowe) nieuleganie temu co dla nas "nie pozyteczne". I w sumie jestesmy jednak zaskakujaco plastyczni jesli chodzi ksztaltowanie/modyfikowanie nawykow wiec nie zabijaj mojej wiary w czlowieka i jego instynkt samozachowawczy wink Wolnej woli wszak wciaz wyznaczamy granice w tylu sferach zycia, ze jestesmy juz przyzwyczajeni do temperowania mnostwa zachcianek (np. zobacz ile ematek marzyloby o zabiciu tesciowej tongue_out ) - w kwestii jedzenia tez by sie pewnie dalo gdyby sie starym/doroslom chcialo chciec ... Moze nadchodzi czas gdy sie zachce smile
                            • laquinta Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 20:17
                              Ludzie nigdy nie przestana mnie zaskakiwac. I za to ich kocham. big_grin
        • sanciasancia Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 17:39
          > A gdzie tu jest zdowe jedzenie? Warzywa , owoce jak odlane z formy w fabryce. J
          > ogurtu o smaku jogurtu nie udalo mi sie jeszcze tu skosztowac. Nawet te sklepy
          > ze zdrowa zywnoscia, za ktora placi sie wiecej nie maja nic wspolnego z rzeczyw
          > iscie zdrowa zywnoscia.
          np. w koreańskich supermarketach, w moim mają też turecki nabiał, zupełnie przyzwoity. I wcale nie jest drożej niż w innych sklepach.
      • antyk-acap Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 14:06
        Tu nawet nie chodzi o przetworzenie. Patrzyłem na półki w Walmarcie - najwyżej i najdrożej leżała wołowina i drób. Na wysokości oczu był schabowy. Najtłustsze mięso. I najtańsze.
        • t.tolka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 14:23
          No I fakt. Samochody samochody samochody. Wszedzie samochodem.
    • srubokretka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 14:32
      Do przyczyn dodam jeszcze jedno: zycie w kuchni. Domy projektuje sie tak, zeby kuchnia byla otwarta. W takm przypadku jedzenie nie tylko atakuje w reklamach, ale przede wszystkim we wlasnym domu.
      Mi kiedys nie bylo po drodze do kuchni. Teraz jak mam "otwara", to tylko w niej nie spie.
      • olewka100procent Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 15:00
        wszechobecne bardzo tanie fastfoody, moda na jedzenie poza domem łącząca się z wygodą no bo przecież to dużo roboty jest a amerykanie są wygodni .
        • srubokretka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 15:28
          Nie Amerykanie, tylko czlowiek. Ich jest poprostu na to stac.
    • minor.revisions Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 15:37
      Te 6 milionów to mniej, niż 2 procent.
      Badania wykazują, że co prawda otyła osoba ma większą szansę na zawał, ale ma też większą szansę go przeżyć, niż ktoś szczupły.
      • alexa0000 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 16:31
        > Te 6 milionów to mniej, niż 2 procent.

        Te 6 mln to osoby z BMI pow 40. Osoby z BMI pow 30, czyli z otyłością, to 1/3, czyli ok 78 mln.
        • minor.revisions Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 00:12
          > Osoby z BMI pow 30, czyli z otyłością, to 1/3

          O, to tak, jak w Polsce: Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) mówi o jednej trzeciej polskich jedenastolatków z nadwagą, ich liczba w ciągu ostatnich 30 lat wzrosła dziesięciokrotnie.
          • alexa0000 Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 12:41
            > > Osoby z BMI pow 30, czyli z otyłością, to 1/3
            >
            > O, to tak, jak w Polsce

            Polska- 1/3 jedenastolatków ma nadwagę czyli BMI >25
            USA- 75 % ludzi ma nadwagę czyli BMI>25
            USA -1/3 jest otyła czyli ma BMI>30

            Nijak nie wychodzi mi, że jest tak samo. Nie może zresztą być, bo chyba wiemy,ze nie jest na pierwszy rzut oka na ulicy.
    • pearl3434 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 15:38
      Coś w tym jest ."Duzi"w Ameryce maja przyzwolenie na bycie takimi ,bo to sie nazywa TOLERANCJA.Amerykanie maja wypisane w oczach-badz tolerancyjny,nie wytykaj- i tym torem myslenia idac-ci otyli absolutnie maja sie dobrze.Owszem,sa programy naprawcze dla dzieci otylych,fitnessy itp.I to co ktos tutaj powiedzial-wszedzie autem.Jak sie przeszlismy z mezem na kawe z 6 km w jedna strone(no wlasnie,brak chodnikow!)-to szwagier byl w szoku dlaczego nie wzielismy auta!I sklepy-wszystko gotowe,przetworzone,duze opakowania.Musialam sie niezle nagimnastykowac,zeby kupic to co lubie w Polsce i to w malych ilosciach.Warzywa,owoce i mieso typu drob(akurat to mięso lubię)-drozsze.Akurat rodzina mojego meza lubi gotowac i naprawde bylo w tej kuchni duzo warzyw,malo gotowcow.Ale roznice zywieniowe sa spore.W ogole to chyba bardziej lubię Europę niż Stany.A mąż Amerykanin-taki to life wink
      • antyk-acap Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 15:59
        pearl3434 napisała:
        Warzywa,owoce i mies
        > o typu drob(akurat to mięso lubię)-drozsze.
        Bo jedyną metodą konserwacji jest mrożenie. Kiszonek amerykanie nie znają. A mrożenie to prąd. Który kosztuje. Mięso posypiesz saletrą i solą i po sprawie.
    • alexa0000 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 15:49
      Przypomniało mi się jeszcze, jak moja koleżanka jako nastolatka z 25 lat temu pojechała do Ameryki odwiedzić swoja mamę, która założyła tam druga rodzinę. Pokazała po powrocie zdjęcia brata, trzynastolatka- zobaczyłam młodego chłopaczka z fałdami. W tamtych czasach takich dzieci było u nas po 1 sztuce na cała klasę, zdziwiona zapytałam- dlaczego on jest taki podtuczony? Ona odpowiedziała,że tam tak dzieci wyglądąją, nie wszystkie, ale wiele z nich. I dodała,że pytali ja na plaży, czy jest w Polsce modelką. Dziewczyna nie z tych smukłych, konkretna, ale bez grama tłuszczu. Byłam pewna,że ordynarnie kłamie i pompuje sobie ego, a głupio mi było po latach, bo ona mówiła najprawdziszą prawdę.
      • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 16:04
        A moja ciocia, ktora poplynela do Ameryki jeszcze Batorym jakies 40 lat temu, pieknie w Ameryce schudla i wrocila odmlodniala - kazdy ma swoja historie tongue_out
        • t.tolka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 16:10
          Bi scotti a gdzie mieszkasz? Znaczy tak ogolnie. Jaka prowincja?
          • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 20:53
            t.tolka napisała:

            > Bi scotti a gdzie mieszkasz? Znaczy tak ogolnie. Jaka prowincja?

            ON smile
        • alexa0000 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 16:17
          On nie pojechał tam i utył, on tam się urodził.
          • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 20:56
            alexa0000 napisała:

            > On nie pojechał tam i utył, on tam się urodził.

            Moje dzieci tez sie tu urodzily, w sensie w North America, bo akurat nie u sasiadow, a dzieci kuzynow mojego meza nawet sie i w US urodzily, i mnostwo innych dzieci sie urodzilo i rodzi w North America wlaczajac w to Mexico, i nie wszystkie sa otyle z faldkami a wrecz niektore sa chudzinki cieniutkie i takimi pozostaja cale zycie. No uwierz, kazdy ma swoja historie wink
    • hamerykanka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 16:55
      W sumie wszystko zostalo juz powiedziane.
      Jako ze od nastu lat mieszkam w Stanach, dodam kilka uwag. Wiekszosc miast jest projektowanych w ten sposob, ze domy mieszkalne stanowia cale dzielnice. W centrach sa budynki urzedowe, sklepy i rozne biznesy. A to oznacza, ze nie ma jak pieszo dotrzec do pracy, trzeba uzyc samochodu-miasta sa bardzo rozciagniete i olbrzymie. Jako ze mieszkam na peryferiach, do najblizszego Walmartu/United mam 17 km, dziecko do szkoly wozimy 10 km w jedna strone. To nie sa odleglosci, ktore moznaby pokonac pieszo, zwlaszcza przy temp 40C. Autobusy kursuja raz na godzine po okreslonej trasie-zeby dojechac gdzies trwa to dwie godziny, jesli masz przesiadke-wiem bo uzywalam transportu przez rok w Pueblo, Kolorado-na 200 tys miesto bylo..12 autobusow! Bez samochodu nie da sie zyc.
      Tylko scisle centra maja chodniki, ewentualnie maja je dzielnice mieszkalne. I owszem, przez to pieszo przemieszczaja sie bezdomni lub uprawiajacy jogging (ale ich wyrozniaja stroje). Tak ogolnie.
      Chipsy i cola sa tansze niz wybor warzyw do obiadu. Wiele osob nawet nie umie gotowac podstawowych posillkow. Jako Master Gardeners (organizacja skupiajaca ludzi zwiazanych z ogrodnictwem i usilujaca edukowac ludzi o korzysciach z tym zwiazanych) mamy wyklady dla ludnosci o wykorzystaniu warzyw w kuchni i prowadzeniu ogrodkow warzywnych, bo duzo ludzi nawet nie wie jak posiac salate.
      Otylosc monstrualna jest normalnym widokiem, nawet wsrod osob pracujacych fizycznie-kasjerki, pracownicy marketow budowlanych itp. I nawet zagladajac do wozka z zakupmai takiej osoby widze pare paczek chipsow "family size", napoje slodzone gazowane, slodkie platki sniadaniowe, gotowe posilki mrozone.
      Moje dziecko chodzi na zajecia dodatkowe, gimnastyke, balet, konie. Jest bardzo szczupla i umiesniona, jako jedna z bardzo niewielku w jej grupie. Szczegolnie dzieci meksykanskie maja wrecz policzki zakrywajace oczy. Wiele mamusiek przedstawia soba monstrualna otylosc, i znowu-nie umieja gotowac lub gotuja tlusto-w koncu to oni wymyslili smazone lody i smazone batoniki sad.
      Gotuje po domowemu, uzywajac duzo warzyw, chudego miesa. Co z tego, jak moj maz, Amerykanin, godzine po posilku zaczyna dozerac daniami z mikrofali. Do 11 w nocy potrafi pozrec 2-3 gotowce. I jesli nie kupie, on kupi je sam. Z zebow mu nie wydre. Wazy 115 kg przy 190 cm i ma figure jakby byl w 9 miesiacu ciazy. Ja jestem szczupla, bo pracuje duzo fizycznie w ogrodzie i przy domu. On siedzi przy biurku caly dzien.
      I tyle sad
      • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 17:12
        Wez powiedz jak usmazyc loda ;D
        • cherry.coke Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 17:33
          W panierce, w ciescie.
          • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 17:36
            I co? Nie rozpuszcza sie?

            No i po co panierowac lody? Kosmos jakis ...
            • antyk-acap Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 17:48
              To lepiej nie jedź do Japonii - tam pewnie byłyby z owoców morza i brudnych majtek gejszy.
            • cherry.coke Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 17:50
              Bierzesz mocno zamrozone lody, oblewasz ciastem, wrzucasz na gleboki tluszcz i prawie natychmiast wyciagasz. Z wierzchu chrupkie i gorace, w srodku nadal zimne.
              Jest tez podobny deser "baked Alaska", czyli babka z lodow w skorupie z masy bezowej.
              Dla mnie to brzmi obrzydliwie ;p

              A w Szkocji smaza Marsy w ciescie.
            • redheadfreaq Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 17:53
              Polecam odwiedzić stronę o wiele mówiącym tytule Damn that looks good. Oczywiście część potraw jest dość normalna, ale od widoku niektórych tętnice same się zatykają. Smażone lody to pikuś.
              • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 11:30
                Faktycznie. Dodatkowo dosc szokujace, ze tak srednio 1 na 10 zdjec pokazuje cos dosc zdrowego np. makaron w sosie pomidorowym z porcja ricotty a cala reszta plywa albo w czekoladzie albo w zoltym serze.

                Nie wiem czy jest to tez typowo meksykanskie czy tez przejeli to od amerykanow ale w zeszlym tygodniu bylam w meksykanskiej restauracji i daja ten cheddar do czego sie da. Zamowilam sobie fajitas i oddzielnie dostalam porcje sera ... Mozna tez bylo kupic bufet "all you can eat" i tam wlasciwie wszystko bylo z serem, jedynie chilli con carne nie ale stala miska sera obok jesli by ktos chcial. Zastanawialam sie czy to nie po to, zeby ludzie zapchali sie serem i nie objedli bufetu do cna.
                • antyk-acap Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 11:45
                  Serem? A może Cheez Whiz? Kolejne gó... Krafta...
                  • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 12:19
                    Nie mieszkam w stanach i nie mam zielonego pojecia co to jest Kraft ani tym bardziej Cheez Whiz. Chociaz niedawno w Londynie widzialam fasolke w sosie z cheddara.
      • d.o.s.i.a Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 11:59
        > Gotuje po domowemu, uzywajac duzo warzyw, chudego miesa. Co z tego, jak moj maz
        > , Amerykanin, godzine po posilku zaczyna dozerac daniami z mikrofali. Do 11 w
        > nocy potrafi pozrec 2-3 gotowce. I jesli nie kupie, on kupi je sam. Z zebow mu
        > nie wydre. Wazy 115 kg przy 190 cm i ma figure jakby byl w 9 miesiacu ciazy. Ja
        > jestem szczupla, bo pracuje duzo fizycznie w ogrodzie i przy domu. On siedzi p
        > rzy biurku caly dzien.

        Nie kupuje tego. Nie wierze, ze wlasnemu mezowi nie mozna powiedziec, zeby tyle nie zarl I nie ograniczyc mu jedzenia. Tak! Ograniczyc jedzenia, zrobic szlaban na jedzenie gotowcow w domu I postawic ultimatum, ze ma schudnac. Nie wierze, ze mieszkajac w Ameryce nie mozna wsiasc w samochod I pojechac na wyczerpujacy hiking w gory cala rodzina, albo na rowery.
        Po prostu tego nie kupuje.
        Ale wiem z czego to wynika. Rodzina mojej bylej lokatorki patrzyla przez 30 lat jak najmlodszy syn zazeral sie az do wagi nie wiem, pewnie z 300 kg. Spac musial na siedzaco, bo mu waga nie pozwalala sie polozyc (udusilby sie). I co? I jajco. We love you, we don't care how you look like, don't let anybody tell you that you are fat, you are beautiful. Itp. itd. Polska matka by na swojego syna huknela, zamknela lodowke na klucz I zrobila sajgon. Amerykanska matka, poklepie po plecach I kupi kolejne 5 ciastek z kremem na sniadanie.
        • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 12:08
          > Nie kupuje tego. Nie wierze, ze wlasnemu mezowi nie mozna powiedziec, zeby tyle
          > nie zarl I nie ograniczyc mu jedzenia. Tak! Ograniczyc jedzenia, zrobic szlaba
          > n na jedzenie gotowcow w domu I postawic ultimatum, ze ma schudnac.

          Powaznie mowisz? Doroslemu czlowiekowi? Waze za duzo ale jakby mi facet postawil ultimatum to jego osoba 2 sekundy pozniej stalaby za drzwiami bez prawa do jakichkolwiek przeprosin.

          Co do matek polek to ja taka mialam, ciagle mi przypominala, ze odbiegam od idealu i to wlasnie ona jest winna temu, ze dzisiaj wygladam jak wygladam. A pierwsza diete zastosowalam wazac 60kg przy wzroscie 169 bo jej sie wydwalo, ze rozmiar 36 to zapasienie, powinnam byla nosic 34. Poniewaz jako dorosla osoba nabralam sporej pewnosci siebie to jej to przypominam. Nie jest jej przyjemnie.
          • totorotot Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 12:20
            > Powaznie mowisz? Doroslemu czlowiekowi? Waze za duzo ale jakby mi facet postawi
            > l ultimatum to jego osoba 2 sekundy pozniej stalaby za drzwiami bez prawa do ja
            > kichkolwiek przeprosin.

            Co innego jak mąż mówi żonie a co innego jak zona mężowi. Błagam
            • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 12:58
              > Co innego jak mąż mówi żonie a co innego jak zona mężowi. Błagam
              >

              Znowu, powaznie? Ja uwazam, ze kazdy dorosly czlowiek ma prawo decydowac o tym co robi ze swoim cialem i zdrowiem i jesli chce zejsc na zawal/raka pluc/cukrzyce to jest jegi sprawa. Bo jesli dajemy prawo do mowienia komus "masz schudnac bo jak nie to..." albo "masz rzucic palenie bo jak nie to ..." to tez dajemy prawo do tego, zeby kobietom mowic, ze maja rodzic dziecko z gwaltu czy tez zabieramy im prawo wyboru "zycie moje czy plodu". >Moze wlasnie stad wynika niemoznosc przeprowadzenia legalnej aborcji w Polsce, skoro ludzie powszechnie mysla ze maja prawo powiedziec innemu czlowiekowi jak ma zyc.
              • totorotot Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 13:49
                Moj mąż, moja własność, moje prawo. Poza tym ma dzieci na utrzymaniu.
              • d.o.s.i.a Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 15:09
                > Znowu, powaznie? Ja uwazam, ze kazdy dorosly czlowiek ma prawo decydowac o tym
                > co robi ze swoim cialem i zdrowiem i jesli chce zejsc na zawal/raka pluc/cukrzy
                > ce to jest jegi sprawa-


                Nie, to nie jest jego sprawa, bo taki czlowiek nie jest kawalerem sierota tylko ma rodzinr i hakies wobe niej obowiazki. I ja za taki obowiazek uwazam dbanie o siebie, wlasnie po to zeby rodzina nie cierpiala jak sobie taki pan odejdzie do nieba...

                Pozwalalabys swojemu mezowi/dzieciom/rodzicom naduzywac alkoholu, jezdzic po pijaku, palic maryske, brac narkotyki bo to "ich sprawa"? Naprawde? Sorry ale tak olewczo to ja sobie moge podchodzic do obcych ludzi a nie do kogos kogo kocham.

                mowienia komus "masz schudnac
                > bo jak nie to..." albo "masz rzucic palenie bo jak nie to ..." to tez dajemy pr


                To nie chodzi o stawianie ultimatum tylko o rozmowe.


                > awo do tego, zeby kobietom mowic, ze maja rodzic dziecko z gwaltu czy tez zabie
                > ramy im prawo wyboru "zycie moje czy plodu". >Moze wlasnie stad wynika niem
                > oznosc przeprowadzenia legalnej aborcji w Polsce, skoro ludzie powszechnie mysl
                > a ze maja prawo powiedziec innemu czlowiekowi jak ma zyc.


                Litosci. Miedzy Zdzichu umawialismy sie ze gotowce jemy maks raz na tydzien, albo Zdzichu wypad z tymi fajkami na balkon, a wprowadzaniem Kalifatu jest chyba roznica nie sadzisz.


                -
                "Każda ciepła osolona woda powoduje, że pory skóry się otwierają i następuje wchłanianie przez skórę tegoż roztworu." by Rosa
          • d.o.s.i.a Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 14:39
            > Powaznie mowisz? Doroslemu czlowiekowi? Waze za duzo ale jakby mi facet postawi
            > l ultimatum to jego osoba 2 sekundy pozniej stalaby za drzwiami bez prawa do ja
            > kichkolwiek przeprosin.

            Naprawde?? A jak by Ci facet zabronil jazdy po pijaku?
            Ludzie! Zycie z kims to nie jest slodzenie I pilnowanie swojego nosa non stop. Tak samo jak moge powiedziec facetowi, zeby sprzatal po sobie brudne skarpetki, tak samo moge mu powiedziec, ze za duzo je, ze w tym domu takich rzeczy nie jadamy I koniec.

            W moim domu pilnujemy sie nawzajem - nie kupujemy slodyczy bo wiadomo czym to grozi, a jak ktos chce kupic jakiegos gotowca na sprobowanie, albo take-away itp. to nie bez pytania, tylko ustalamy wspolnie co jest na kolacje. Kurde, na tym chyba polega zwiazek, ze jak sie robi zakupy to obie strony decyduja co trzeba kupic. Nie wyobrazam sobie, ze moj facet laduje do koszyka tone lodow, chipsow I gotowej lazanii a ja buzia w ciup I udaje, ze nie widze.
            • hamerykanka Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 17:50
              Dosiu, temat juz przerabialam, wiele razy. Od proszenia i grozenia, zabraniania (heh) do akceptacji. Bo nie mam wyjscia. Bo doroslemu facetowi z reki tego jedzenia nie wyjmiesz i lodowki na klucz nie zamkniesz. Zreszta co to bylby dla niego wtedy za problem wsiasc do samochodu i przejechac sie do fastfoodu. Swiadomy otylosci jest jak najbardziej. Na lekach na nadcisnienie i cholesterol.

              A wieczory wygladaja tak, ze wspolnie ogladamy jakis film,. on ma piwo i chipsy lub danie z mikrofali, ja miseczke owocow. I kiedy mu proponuje poczestowanie sie, otrzasa sie ze wstretem.
              To co jeszcze mozna zrobic?
              • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 18:03
                hamerykanka napisała:

                > To co jeszcze mozna zrobic?

                Tylko sie nie obraz smile
                Kilka lat temu mialam sekretarke, taka dosc wulgarna ale swietna w pracy i z boskim poczuciem humoru, rowniez autoironii.
                W jakims momencie "wziela sie" za swojego otylego meza, nota bene facet jest paramedic. Sex tylko po kazdych zrzuconych 3 funtach - taka byla jej "stawka" wink Z tym, ze on mial wtedy prawo wybrac wszystkie detale (pozycja, rekwizyty, czas dnia etc.). Zrzucil ponad 60 funtow, po jakims czasie juz nawet nie z powodu "motywacji" ale samego go zaczela cieszyc wieksza sprawnosc, komplementy od znajomych, kupowanie mniejszych szmat etc. Z tego co wiem, wage trzyma, jakis czas temu wplacilam mu donacje jak zbieral forse na MS - bral udzial biegu chyba na 10 km na ten cel. Metoda odchudzania meza wydaje sie wiec byc sprawdzona big_grin
                • nanuk24 Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 18:16
                  Gorzej, jak zona ma wieksze od meza potrzeby seksualne. Czekalaby , chyba, do usra...piiip... smierci na sekswink
                  • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 18:31
                    nanuk24 napisała:

                    > Gorzej, jak zona ma wieksze od meza potrzeby seksualne. Czekalaby , chyba, do u
                    > sra...piiip... smierci na sekswink
                    >

                    No musialaby wymyslic jakas inna "motywacje" wink
                    OMG, piszac to wszystko przypomnialam sobie opowiesci mojej J. o jej meza preferences (J. zdecydowanie nie byla wstydliwa i opowiadala ze szczegolami) - az sie zaczerwienialam, eh big_grin
                • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 19:39
                  > Kilka lat temu mialam sekretarke, taka dosc wulgarna ale swietna w pracy i z bo
                  > skim poczuciem humoru, rowniez autoironii.
                  > W jakims momencie "wziela sie" za swojego otylego meza, nota bene facet jest pa
                  > ramedic.

                  Jakis hardkor. Nie do zaakceptowania dla mnie wymuszanie czegos seksem. Naprawde nie widzicie, ze to nie jest prawdziwy zwiazek. Prawdziwy jest wtedy kiedy obie strony moga sobie uczciwie powiedziec "kochanie - jesz/wazysz za duzo i dobrze by bylo cos z tym zrobic" ale na milosc boska, nie ultimatum. A gdyby wam maz powiedzial "seks dopiero po tym jak powiekszycie sobie cycki".

                  Dorosli ludzie maja prawo do swoich wyborow bo sa dorosli, jesli zarabiaja sam na siebie to innym, nawet zonom czy mezom nic do tego. Naprawde zyjecie w takich zwiazkach?
                  • shige Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 21:14
                    Czym innym jest powiększanie cycków dla jakiegoś widzimisie, a czym innym jest walka o życie bo walka z nadwagą to walka o życie!Walczy Pani nie tylko o życie męża ale też swoje.Osoba bardzo otyła to inwalida z własnej woli. Naprawdę nie jest trudno dojść do otyłości olbrzymiej...
                    Proszę uświadomić męża że jesli ma sporą nadwagę to przed nim jakieś 20 lat życia i to podłego życia. Statystyki są nieubłagane. Każde trzy kilko więcej to jakieś kilka miesięcy życia mniej...
                    Co można zrobić. Dużo!Obżarstwo to takie samo uzależnienie jak alkoholizm tylko że obżarstwo jest bardziej akceptowane. Alkoholika też Pani traktowałaby wyrozumiale?
                    Na początek proponuję aby wszystkie jutrzejsze posiłki i napoje męża wrzuciła Pani do miksera i zmiksowała. Niech mąż zobaczy co musi trawić jego żołądek i jakiej to jest jakości. Widok zwykle obrzydliwy. Obliczcie prawidłową wagę jaką mąż powinien mieć, a ile ma nadprogramowych kilogramów. Potem proponuje kupić tyle kilogramów cukru lub mąki ile mąż ma nadprogramowych kilogramów i postawić w pomieszczeniu gdzie mąż najczęściej przebywa aby mu uzmysłowić ile tak naprawdę musi na sobie nosić. Zwykle otyli nie mają takiej świadomości.Za każdy zgubiony kilogram masy ciała odejmujemy jedną paczkę cukru lub mąki. W drastycznych przypadkach pokazywaliśmy w szpitalu w stanach zdjęcia posekcyjne bardzo otyłych ludzi. Widok otłuszczonych organów bezcenny... Dobry trener personalny i dietetyk w jednym to też bardzo dobre rozwiązanie.
                    Odchudzanie zaczyna sie w głowie.Jesli Pani to będzie tolerować i nie postawi ultimatum za kilka lat będzie mieć Pani w domu obłożnie chorego.
                    • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 21:27
                      > Odchudzanie zaczyna sie w głowie.Jesli Pani to będzie tolerować i nie postawi
                      > ultimatum za kilka lat będzie mieć Pani w domu obłożnie chorego.

                      Kiedys byly nad tym badania i wyszlo, ze mezowie, ktorzy stawiali zonom takie ultimatum osiagali nastepujacy efekt: napierw sami stawali sie straznikami i zandarmami, zony zas zaczynaly podjadac ukradkiem. W jakims eksprymencie zony mialy stawac na wage co tydzien, mezowi zapisywali rezulaty. Final byl taki, ze wiekszosc zon dorobila sie zaburzen odzywiania i oraz wielu dodatkowyh kilogramow a waga rosla jeszcze po eksprymencie.
                      • shige Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 22:21
                        black_halo napisała:

                        > Kiedys byly nad tym badania i wyszlo, ze mezowie, ktorzy stawiali zonom takie u
                        > ltimatum osiagali nastepujacy efekt: napierw sami stawali sie straznikami i zan
                        > darmami, zony zas zaczynaly podjadac ukradkiem. W jakims eksprymencie zony mial
                        > y stawac na wage co tydzien, mezowi zapisywali rezulaty. Final byl taki, ze wie
                        > kszosc zon dorobila sie zaburzen odzywiania i oraz wielu dodatkowyh kilogramow
                        > a waga rosla jeszcze po eksprymencie.

                        Kiedyś to Pani mąż był chudzielcemsmile Uwielbiam jak ktos sie powołuje na jakieś bliżej nie okreslone badania. W takim razie niech Pani to dalej toleruje.To jest Pani życie, Pani mąż. Nie mój cyrk i nie moje małpy.
                  • d.o.s.i.a Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 21:17
                    > Jakis hardkor. Nie do zaakceptowania dla mnie wymuszanie czegos seksem.

                    Nie no najlepiej uprawiac seks z 200 kg i udawac ze sie to nam podoba.
                    Na glowe upadlas?
                    Gfyby mi sie tak maz upasl to nie dosc ze zadnego seksu by nie bylo to w ogolr zwiazku zadnego by nie bylo.


                    > Dorosli ludzie maja prawo do swoich wyborow bo sa dorosli, jesli zarabiaja sam
                    > na siebie to innym, nawet zonom czy mezom nic do tego. Naprawde zyjecie w takic
                    > h zwiazkach?

                    No ja na pewno nie zylabym w zwiazku w ktorym ktos ma mnie gleboko w dupie.
                    • shige Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 22:33
                      d.o.s.i.a napisała:

                      > Nie no najlepiej uprawiac seks z 200 kg i udawac ze sie to nam podoba.
                      > Na glowe upadlas?

                      O jakim seksie mowa przy takiej wadze?smile
                      Facet musiałby wchodzić z tzw. drugą faląwink Już przy niewielkiej otyłości facet ma "lustrzycę"wink
                      Nie mówię już o tym, że tak otyłemu człowiekowi zwyczajnie "nie staje". Naczynia krwionośne doprowadzające krew do prącia mają wielkość zaledwie 1-2 -milimetrowego naczynia, więc miażdżyca która przy takiej wadze jest normą doprowadza do silnych zaburzeń erekcji.
                  • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 22:49
                    black_halo napisała:

                    > Jakis hardkor. Nie do zaakceptowania dla mnie wymuszanie czegos seksem.

                    Jeszcze Ci nikt nie powiedzial, ze to na tym polega "ta gra" miedzy nimi a nami? Zaraz "wymuszanie" - takie wielkie slowo - ... nie o to chodzi by zlowic kroliczka ale by gonic go ... Life. Milej zabawy ... jak juz odkryjesz jej uroki!

                    > Dorosli ludzie maja prawo do swoich wyborow bo sa dorosli, jesli zarabiaja sam
                    > na siebie to innym, nawet zonom czy mezom nic do tego. Naprawde zyjecie w takic
                    > h zwiazkach?
                    >

                    A teraz bedzie na powaznie, bo czasem sobie zartujemy (z czego to, Kotku?).
                    Niektorzy z nas zyja w zwiazkach, w ktorych kochajacy sie ludzie dbaja o siebie wzajemnie i o siebie wzajemnie troszcza. Troska dotyczy zarowno partnera, ktory wszelkimi mozliwymi sposobami stara sie aby druga strona byla jak najzdrowsza, jak i tego partnera, ktory nie naraza swiadomie swojego zdrowia wiedzac doskonale, ze "gdyby przyszlo co do czego", to obowiazek opieki spadnie na te druga strone a wiec osobe, ktora kocha i chce jej zaoszczedzic extra problemow potencjalnie zwiazanych z opieka nad kims, kto o zdrowie nie dbal. Mozna to nazwac wzajemna wymiana uslug. Dorosli ludzie maja prawo do swoich wyborow ale rowniez ponosza tych wyborow konsekwencje. Jesli sie dokonalo wyboru, ze sie czlowiek zwiazal z drugim czlowiekiem to konsekwencja takiego zwiazania sie jest rowniez to, ze jest odpowiedzialnym za wspolna przyszlosc. Jesli sie wpisuje w te przyszlosc wlasne klopoty zdrowotne, ktorych mozna uniknac (jak wiadomo, nie wszystkich mozna uncertain ) jedzac mniej/nie palac/uprawiajac sport etc. etc. etc. to nalezy zrobic wszystko zeby ich uniknac. Jesli z kolei czlowiek widzi, ze partner jest slaby i potrzebuje pomocy/motywacji/nagging/ultimatum/tlumaczenia/przekupstwa czy co tam na kogo dziala, zeby zdrowym byc, to nie mozna sobie odpuscic "bo jest dorosly". To nie jest jakis tam "dorosly", to jest moj ukochany i na nim (na jego zdrowiu) zalezy mi jak na nikim na swiecie!
              • d.o.s.i.a Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 18:54
                > A wieczory wygladaja tak, ze wspolnie ogladamy jakis film,. on ma piwo i chipsy
                > lub danie z mikrofali, ja miseczke owocow. I kiedy mu proponuje poczestowanie
                > sie, otrzasa sie ze wstretem.
                > To co jeszcze mozna zrobic?

                Serio? Chyba bym sie rozwiodla sad Nie dalabym tak rady.
            • totorotot Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 18:52
              A ja owszem, buzia w ciup, a przy kasie czarymary, kukuryku, brak badziewia już w koszyku
              • hamerykanka Re: Otyłośc w Ameryce 16.08.14, 17:29
                Taaa...to wskoczy w samochod i pojedzie do sklepu/najblizszej stacji benzynowej i sobie kupi.
                Podsumowujac:
                wagi jest swiadom, podobnie jak swoich problemow z tym zwiazanych.
                ma 110 kg a nie 200
                co jakis czas podejmuje proby diety, po czym wraca do poprzedniej wagi;
                popieram go jak moge, gotuje chudo, staram sie zdrowo. Proba wyjecia z reki dani z mikrofali skonczyla sie jego wrzaskami i fochem. Wiecej prob nie podejmowalam. Dania te kupuje sobie sam.
                Interesuje sie jego waga, ciesze sie jesli pojdzie pobiegac (mamy maszyne). Glosno go chwale za zrzucanie chocby pol kil0-co z tego jesli zaraz to wraca.

                Ultimatum z seksem nie podejme sie. Chocby dlatego, ze uwazam to za nie fair. Czy on ma mi wydzielac z kolei pozywienie (nie pracuje zawodowo) w zamian za uslugi domowe?
                Doroslego czlowieka nie zmienie. Moge go dopingowac i pomagac, ale nie zrobie tego silowo. To jego cialo i jego decyzje.
      • kasialogop Re: Otyłośc w Ameryce 25.02.17, 08:01
        Jakbym widziala moja wlasna rodzine w USA. Dokladnie to samo. Pozdrawiam.
    • sanciasancia Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 17:25
      > Dlatego też niestety, ale ten nasz brak akceptacji dla otyłosci ( nie mylic z c
      > hamstwem w stosunku do toyłych) jeszcze nas jakos trzyma na powierzchni. Nie ch
      > ciałabym ,żeby u nas było tak, jak w USA, sorry.
      a) To akurat jest, kotuś, chamstwo.
      b) Nie chcesz, żeby w Polsce było tak jak w USA. Ale gdzie w USA, kotuś, na National Mall w DC, gdzie nikt nie ma nadwagi, wszyscy są smukli i biegają 10 mil dziennie? Czy gdzieś w biednej okolicy?
      W Stanach waga koreluje z dochodami. Jako, że wszyscy jeżdżą samochodem, jak słusznie zauważyła Verdana, tylko zamożnych stać na dodatkowy ruch fizyczny i lepszej jakości jedzenie.
      Afroamerykanie są statystycznie grubsi, z kilku powodów, zaczynając od tego, że żyją w większym stresie. Afroamerykanki nie uprawiają sportu, bo musiałyby więcej wydawać na fryzjera, bo dresscode wymaga fryzur typowych dla białych kobiet.
      I tak dalej.
      Otyłość jest raczej efektem pewnych zależności społecznych.
      • nellyssima Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 17:38
        I w Polsce do tego dojdziemy. Nie ma jeszcze otyłości monstrualnej, ale już daje się zauważyć związek otyłość=słabe dochody.
      • srubokretka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 17:46
        Afroamerykanki nie uprawiają sportu, bo musiałyby wię
        > cej wydawać na fryzjera, bo dresscode wymaga fryzur typowych dla białych kobiet

        to dlatego ta opinia, ze sa leniwi? AAaaaaa
        Ludzie potrafia zaakceptowac otylosc, ale fryzury nie potrafia?

        > Afroamerykanie są statystycznie grubsi, z kilku powodów, zaczynając od tego, że
        > żyją w większym stresie.

        To czym sie ten stress rozni, od stersu bialego czlowieka? Ci ktrorzy przyjechali stosunkowo niedawno z Afryki maja inny stres, mniejszy? Skoro nie sa tak obfici? Czy moze jeszcze nie zdazyli sie porzadnie zestresowac bedac na welfare?
        • sanciasancia Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 18:10
          > Ludzie potrafia zaakceptowac otylosc, ale fryzury nie potrafia?
          Ewidentnie. Popatrz się na dopuszczalne fryzury dla żołnierek. Zaplecione warkoczyki są niedopuszczalne, a to akurat jest najwygodniejsza i najtańsza fryzura dla czarnych kobiet
          > To czym sie ten stress rozni, od stersu bialego czlowieka? Ci ktrorzy przyjecha
          > li stosunkowo niedawno z Afryki maja inny stres, mniejszy? Skoro nie sa tak obf
          Afroamerykańscy mężczyźni, którzy odnieśli sukces, przeciętnie żyją o 10 lat krócej od białych w analogicznej sytuacji. Ze względu na stres właśnie.
          Jest kilka takich wskaźników, które dość jasno pokazują, że afroamerykanom jest trudniej odnieść sukces, że mają (nawet wykształceni) gorszy dostęp do służby zdrowia itp.
          > ici? Czy moze jeszcze nie zdazyli sie porzadnie zestresowac bedac na welfare?
          Może myślą ciągle o tym, że po pięciu latach wypadną z tego systemu?
          • srubokretka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 18:23
            > Afroamerykańscy mężczyźni, którzy odnieśli sukces, przeciętnie żyją o 10 lat kr
            > ócej od białych w analogicznej sytuacji. Ze względu na stres właśnie.

            Z tego co wiem, wyczytalam, to przyczyna sa wady genetyczne, ktorych maja wiecej od innych ras i sa one powazniejsze.

            > Jest kilka takich wskaźników, które dość jasno pokazują, że afroamerykanom jest
            > trudniej odnieść sukces, że mają (nawet wykształceni) gorszy dostęp do służby
            > zdrowia itp.

            Ktos im broni wstepu do lekarza? NIe zauwazylam bramek w przychodniach.

            > > ici? Czy moze jeszcze nie zdazyli sie porzadnie zestresowac bedac na welf
            > are?
            > Może myślą ciągle o tym, że po pięciu latach wypadną z tego systemu?

            Nie prawda. Bardzo czesto korzystam z dziecmi z tego co Ameryka oferuje (czesto za darmo). Na moje oko czarnoskorych w muzeach jest z 5%, gora 10. Zeby szkoly nie przywozily dzieci do muzeow (nie mam tu na mysli 'nudnych' ze starymi obrazami, tylko np techniki, geologii, historii itp) ich noga by tam nie postala. MImo ze maja to wszystko za darmo, kwestia tylko i wylacznie ochoty.
            Wybierz sie do jakiegokolwiek museum of sience w tygodniu (szkolne autobusy z Afroam) Weekend- nie bedzie ci potrzebny zeszyt zeby ich zliczyc. Transport maja zazwyczaj za darmo, wiec $ nie sa przyczyna.

            • sanciasancia Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 18:33
              > Nie prawda.
              A w ogóle wiesz, co to jest welfare?
              > Z tego co wiem, wyczytalam, to przyczyna sa wady genetyczne, ktorych maja wiece
              > j od innych ras i sa one powazniejsze.
              Rzuć może jakimś linkiem do tych wad genetycznych, bo mam wrażenie, że masz w nich podobne rozeznanie, jak w opiece społecznej. I jak wytłumaczysz w takiej sytuacji fakt, że afroamerykanie, którzy nie poszli na studia są zdrowsi niż ci, którzy poszli?
              • aandzia43 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 18:52
                Ja też jestem bardzo ciekawa, gdzie Śrubokrętka wyczytała o tych wadach genetycznych skumulowanych u Afroamerykanow. Na jakimś portalu Ku-Klux-Klanu?
                • antyk-acap Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 19:10
                  Pomyśl sama - z Afryki wywieziono kilka milionów afrykańczyków. W 1860 r. Było ich 3.953.760. Ilu jest dziś afroamerykanów? I to chów wsobny. Oczywiście są i mulaci.
                  • aandzia43 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 22:11
                    Zaraz tam chów wsobny - biali panowie masowo wykorzystujący seksualnie czarne kobiety poszerzyli skutecznie pulę genetyczną swoich niewolników. Myślisz, że w Stanach żyje chociaż jeden czystej krwi potomek Afrykanów przywiezionych do Ameryki? wink
                    • antyk-acap Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 22:19
                      Plus to że w Afryce wyłapywano najlepszych - czyli najlepszy towar - by ich sprzedać...
                      • majenkir Re: 15.08.14, 00:35
                        antyk-acap napisał:
                        > Plus to że w Afryce wyłapywano najlepszych - czyli najlepszy towar - by ich sprzedać...


                        No co Ty...? Najlepsi uciekli big_grin
                • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 21:01
                  aandzia43 napisała:

                  > Ja też jestem bardzo ciekawa, gdzie Śrubokrętka wyczytała o tych wadach genetyc
                  > znych skumulowanych u Afroamerykanow. Na jakimś portalu Ku-Klux-Klanu?
                  >

                  Niekoniecznie. O tym, ze diabetes dopada czesciej Afro-Americans mozna poczytac w wielu zrodlach, zdecydowanie nie rasistowskich. www.cdc.gov/diabetes/consumer/groups.htm
                  • majenkir Re: 15.08.14, 00:39
                    bi_scotti napisała:
                    > O tym, ze diabetes dopada czesciej Afro-Americans mozna poczytac w wielu zrodlach, zdecydowanie nie rasistowskich. rel="nofollow">www.cdc.gov/diabetes/consumer/groups.htm


                    Typ2. Na typ 1 najwieksze szanse ma bialy.
                    • bi_scotti Re: 15.08.14, 01:18
                      majenkir napisała:

                      > Typ2. Na typ 1 najwieksze szanse ma bialy.

                      Ja bym wolala miec wieksza szanse na wygranie w Max w tym tygodniu - $20 mln dobrze by mi zrobilo na planowanie zdrowych posilkow tongue_out
                      • nanuk24 Re: 15.08.14, 01:23
                        Podejrzewam, ze po wygraniu 20 mln, planowaniem zdrowego posilku zajela by sie kuchareczka albo apetyczny kucharzwink
              • srubokretka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 19:12
                > Rzuć może jakimś linkiem do tych wad genetycznych

                Tego typu art. uksztaltowaly moja opinie, jak i rozowy na temat wady gen. krwi corki mojego znajomego. Duzo tez kolezanka mi opowiadala o tym co sie ucza na studiach med.
                • aandzia43 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 23:43
                  A gdzieś ty się w tym artykule dopatrzyła informacji o dużej ilości wad genetycznych u czarnych? Więcej w nim o zaniedbaniach ze strony służby zdrowia, gorszej edukacji zdrowotnej wśród czarnych, dziwacznym fatalistycxnym myśleniu, itd. itd. Sarkoidoza i anemia sierpowata nie podlegają dyskusji - Afroamerykanin zapadjiebna.nią bez względu na warunki (geny i basta), ale już częstsza zachorowalność na pozostałe choroby (lub w młodszym wieku) dotykające Afroam. nie jest w tym.artykule przypisana na sztywno predyspozycjom genetycznym.
                  • aandzia43 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 23:51
                    Ja bardzo przepraszam,.ale z sarkoidozą coś mi się popieprzyło. Idę spać smile
              • nanuk24 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 19:37
                Nie jest wiedza tajemna, ze kazda rasa ma "swoje" czesto wystepujace choroby. Wystrczy wpisac w google race and health, poczytac ksiazki medyczne lub nawet studiujac pielegniarstwo, te wiedze tajemna sie odkrywa.
                Myslisz, ze dlaczego przy wypelnianiu w szpitalu i u lekarza, wpisuje sie rase, bo chyba nie myslisz, ze powodem jest segregacja rasowa?
                • shige Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 20:57
                  nanuk24 napisała:

                  > Nie jest wiedza tajemna, ze kazda rasa ma "swoje" czesto wystepujace choroby.

                  Dokładnie!Afroamerykanie są bardziej narażeni na choroby serca, nadciśnienie, drepanocytozę -anemię sierpowatą (daje ona naturalną odporność na malarię), którą najczęściej rozpoznaje się właśnie w Ameryce. Choroba ta prowadzi do zagrażających życiu zakrzepów i zatorów stąd u afroamerykanów większa umieralność niż u rasy białej.
                  • aandzia43 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 22:05
                    Ano właśnie, nawet podatność na anemię sierpowatą trudno nazwać wadą genetyczną, jeśli jednocześnie daje odporność na.malarię. Chyba trochę przegięłam wink Zdaję sobie sprawę z różnic między grupami ludzkimi (więc i między rasami) wyrażającymi się nie tylko w różnych kolorach skóry czy kształtach nosa. Te "wady genetyczne" mnie poruszyły.
                    • echtom Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 22:16
                      > Ano właśnie, nawet podatność na anemię sierpowatą trudno nazwać wadą genetyczną
                      > , jeśli jednocześnie daje odporność na.malarię.

                      Ale wiesz, wada genetyczna nie wyklucza z definicji pewnych "bonusów". Achondroplazja jest z reguły sprzężona z wysokim IQ i siłą fizyczną - co tłumaczy zatrudnianie karłów na stanowisku królewskiego błazna.
                      • aandzia43 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 23:30
                        O, sprzezona czy po prostu błaznem najłatwiej było.zostać mężczyźnie, inteligentnemu, o dziwacznym wyglądzie, więc najwięcej było błaznow płci męskiej z achondroplazją? Masz jakieś bliższe informacje, bo to ciekawe?
                        • echtom Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 23:58
                          Mając z różnych źródeł informacje nt. intelektu i sprawności fizycznej sama wyciągnęłam błyskotliwy wniosek, że w połączeniu z "dziwacznym" wyglądem achondroplazja dawała komplet kwalifikacji do owej funkcji. W sumie robimy kompletny OT - to miał być tylko przykład, że wada genetyczna może mieć jakieś zalety wink
                • aandzia43 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 21:39
                  Owszem, każda grupa ludzi ma swoją specyfikę, więc i podatność na określone choroby czy nadwrażliwość na jakieś czynniki. Żadna tajemnica. Zółta rasa ma gen waruńkujący gwałtowną reakcję na alkohol (niska tolerancja na tę substancję), Meksykanie (Maorysi, Polinezyjczycy, itd.) tyją obecnie na potęgę, bo mają metabolizm przystosowany do zupełnie innej diety (warzywa, owoce morza, mało.kalorii, a nie mięcho i weglowodany przywiezione przez białego człowieka z zimnej Europy), szybko zapadają na cukrzycę, bo patrz wyżej. Ale koleżanka napisała o dużej ilości wad genetycznych, a to chyba nie to samo. Stąd moje pytanie. Biały człowiek z Europy zdominował kulturowo świat, więc narzucił również swoje zwyczaje zywieniowe. Bardzo kuszące zwyczaje wink To, co długo będzie tolerowane przez organizm europejczyka będącego efektem doboru naturalnego w kierunku dobrej tolerancji tego czynnika, u innego człowieka wywoła chorobę. Ale to nie znaczy, że ci szybciej zapadający ma chorobę z powodu jakiejś diety mają wadę genetyczną. Biali Australijczycy masowo zapadają na raka skóry i czerniaka, a Aborygeni nie - czy biali mają wady genetyczne?
      • majenkir Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 21:10
        sanciasancia napisała:
        > tylko zamożnych stać na dodatkowy ruch fizyczny i lepszej jakości jedzenie
        .



        Tylko zamoznych stac na dodatkowy ruch?? Naprawde nie musisz miec karnetu na gym, zeby sie ruszac! Mozna biegac, isc na spacer, porobic brzuszki we wlasnym living room.
        Ale najlatwiej jest marudzic, ze sie nie ma dostepu do zdrowej zywnosci. A w kazdym walmart jest marchewka. Nie organic, ale I tak zdrowsza (I tansza!) niz paczka chipsow. Ale grubas tego nie lubi. Kupi sobie za to wielki sloj cheese balls I bedzie marudzil, ze go nie stac na zdrowy styl zycia.

        I zeby nie bylo - nie zywie sie wylacznie brokulami na parze, lubie weglowodany I przydaloby mi sie schudnac pare kilo, ale nie robie z siebie ofiary, ze to zla ameryka mnie utuczyla.
        Jak sobie poscielisz, tak sie wyspisz niestety.
        • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 22:24
          majenkir napisała:

          > A w ka
          > zdym walmart jest marchewka. Nie organic, ale I tak zdrowsza (I tansza!) niz pa
          > czka chipsow.

          U nas Wal-Mart ma rowniez organic produce smile
      • alexa0000 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 21:20
        Kotuś to sobie mów do swojego kotusia. Nie traktuję cie protekcjonalnie, wiec i ty mnie nie traktuj w ten sposób.
    • asia06 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 17:40
      Podstawą problemu jest podejście do obowiązkowych zajęć wychowania fizycznego w szkołach. Mam córkę, obecnie w czwartej klasie podstawówki. Od pierwszej klasy zajęcia z wychowania fizycznego są 3 razy po 30 minut. Dzieci się do tego wf-u nawet nie rozbierają. Dodam, że w szkole spędzają 7 godzin. Dziecko w domu jest o godzine 4 po południu albo jest odwożone do centrum poszkolnej edukacji i spędza tam czas do końca dnia. Żeby dziecko się jakkolwiek ruszało trzeba samemu popołudniami z nim biegać, jeździć na rowerze, pływać, grać w piłkę itd. A na to nie zawsze starcza dorosłym czasu. Pozostaje jeszcze opcja wożenia na zajęcia sportowe. Z zajęć sportowych mozna wybierać... ale tylko spośród gier zespołowych, ewentualnie zostaje gimnastyka artystyczna. Nie ma normalnej gimnastyki ani w szkole, ani poza nią.
      • srubokretka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 18:09
        > Podstawą problemu jest podejście do obowiązkowych zajęć wychowania fizycznego w
        > szkołach.

        Tych podstaw jest znacznie wiecej. To co napisalas o wf jest prawda. Bylam zalamana, jak mi corka powiedziala co robia na wf i gdzie. Do tego czasami likwiduja , chyba 6h, z powodu wykladu o chorobach przenoszona droga plciowa (hiv itp) juz w 1 klasie.

        Podstawa jest tez zywienie w szkolach. To juz jest skandal. Ale wiedza o tym i w NY staraja sie o poprawe, ale wyglada to tragikomicznie. Poprawa polega na tym, ze dzieciom dorzucili owoce (banan lub jablko do wyboru) do stalego menu , w ktorego sklad wchodza: frytki, placki z torebki, mleko (slodzone!!!) , chamburgery, paluszki serowe...... Dla mnie nie do zjedzenia.

        Moi dzis pojechali do parku wodnego. Naszykowalam jedzenia i co ? wszystko musi zostac w samochodzie w lodowce, bo na teren parku nie mozna wnosic swojego jedzenia. Na miejscu tylko i wylacznie fast food. itp itd..... mozna wymieniac te podstawy problemu jeszcze dlugo.

        Prawdą jest jedna przyczyna: pazernosc. Pazernosc tych co jedza i pazernosc tych co to jedzenie robia. Symbioza tych 2 pazernosci (czyli nieumiarkowanie w jedzeniu i picu + $) i mamy wybuch epidemi otylosci na calym swiecie.
        Tak jak sie otweraja granice, tak i zacieraja sie roznice. Niestety chodniki Polakow nie na dlugo ochronia. Juz to widac, chociazby po akceptacji rozmiaru 46. (jezeli dobrze pamietam to 30lat temu gorna granica byl rozmiar 40. Skandalem bylo jak kobieta w ciazy osiagala 100kg.) Nie wiem , jak jest teraz w Polsce, ale w Stanach czesto widze zanizanie rozmiarowki. Tak wiec ta akceptowana rozmiarowka 46, w rzeczywistosci moze byc np w porywach 50ka.
        • asia06 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 18:23
          Tak, z tym jedzeniem to masz rację. Moje dziecko nie je szkolnego jedzenia. Nosi własne. Ale dla mnie siedzenie do 4 po południu bez ciepłego obiadu jest straszne. 10 lat pracowałam w polskiej szkole. Do godziny 2 wszystkie dzieci były po dwudaniowym, zdrowym obiedzie. Teraz też polskie szkoły już na catering przechodzą.
          • asia06 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 18:24
            Spójrzcie sobie na szkolne menu:

            wentzville.k12.mo.us/course/view.php?id=47
          • budyniowatowe Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 19:30
            asia06 napisała:

            > Tak, z tym jedzeniem to masz rację. Moje dziecko nie je szkolnego jedzenia. Nos
            > i własne. Ale dla mnie siedzenie do 4 po południu bez ciepłego obiadu jest stra
            > szne. 10 lat pracowałam w polskiej szkole. Do godziny 2 wszystkie dzieci były p
            > o dwudaniowym, zdrowym obiedzie. Teraz też polskie szkoły już na catering przec
            > hodzą.

            Szkole podstawowa zaczelam w 1975 roku, potem liceum. I przez te 12 lat ani razu nie jadlam obiadu w szkole. Ani zdrowego, ani niezdrowego. Szkola nie miala stolowki i nic nie oferowala.
            • asia06 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 21:32
              Ja chodziłam do podstawówki w latach 80-tych. Obiady były. Liceum nic nie miało. Tam, gdzie pracowałam, obiady były i są, w podstawówkach, jakie znam też są.
        • hipinka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 18:45
          No, byłam z lekka zszokowana jak moja znajoma Amerykanka, która na moje oko w Polsce ma rozmiar M/L powiedziała mi że w Stanach to ona ma S, a do niedawna nawet XS 😲
        • minor.revisions Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 22:31
          > Prawdą jest jedna przyczyna: pazernosc. Pazernosc tych co jedza i pazernosc tyc
          > h co to jedzenie robia. Symbioza tych 2 pazernosci (czyli nieumiarkowanie w jed
          > zeniu i picu + $) i mamy wybuch epidemi otylosci na calym swiecie.

          z tymi, co jedzą, to nie do końca. Po pierwsze, ci pazerni, co robią to jedzenie, opracowują w najmniejszych szczegółach, niczym jakieś perfumy, co to się w nich rozwijają kolejne nuty, jak to żarcie będzie wpływać na zmysły, tak, żeby nikt nie skończył na jednym i tak, żeby wywołać cravings, opakowania też robią swoje. Fast food daje instant gratification, jak narkotyki. Jest teoria, że pszenica uzależnia.
          Po drugie, człowiek jest tak skonstruowany, że jak jest głodny, to sięgnie po to, co może zjeść teraz, natychmiast. To jest jak oddychanie, to znaczy niby się da powiedzieć "stop", ale - tak, jak z oddychaniem - jak tylko przestajesz myśleć, to znowu działasz odruchowo. Więc sałatka, którą sobie trzeba samemu zrobić, jak się wraca zmachanemu z pracy, nie ma szans, jeśli pod ręką są te wszystkie gotowe kupy.
          Cena i wielkość tych wszystkich porcji też są wykalkulowane na podstawie badań i testów, tak, żeby ludzie brali największe porcje (bo inaczej będą czuli, że są frajerami, przepłacają i wyrzucają pieniądze). Za tym stoi przemysł tak potężny i wiedzący, które guziczki u konsumenta, który w ogóle nie jest świadom tych guziczków istnienia, nacisnąć, że on nie ma szans. Mówimy, naturalnie, o zwykłych, ciężko pracujących ludziach, którzy próbują nie być głodni od pierwszego do pierwszego, a nie o fancy blogerach kulinarnych.
          • srubokretka Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 00:07
            > z tymi, co jedzą, to nie do końca.

            Nie rozumiem, jak nie do konca?
            Opisalas zdaniem rozwinietym, to co ja rownowaznikiem zdania.
            Uzaleznienie do jedzenia jest od zawsze. Wezmy przyklad z czasow nieodleglych. Za komuny ludzie tez mieli nadwage. Producenci jednak nie byli az tak bardzo nastawieni na zyski, wiec i nie stosowali chwytow ponizej pasa. Teraz rzadzi $ i doslownie bokiem to wychodzi.
            Haslo konsument nasz pan, powinno juz dawno byc zmienione na :
            Konsument nasz narkoman.
            Dlatego napisalam o symbiozie. Wlasciwie to symbioza to za malo, bo to wyglada jeszcze tragiczniej. To wyglada, jakby organizm swiadomie sie trul i chorowal, a pozniej sie cieszyl, ze sie potrafi leczyc... Jak ta choroba sie nazywa?
            • minor.revisions Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 07:04
              srubokretka napisał:

              > > z tymi, co jedzą, to nie do końca.
              >
              > Nie rozumiem, jak nie do konca?
              > Opisalas zdaniem rozwinietym, to co ja rownowaznikiem zdania.
              > Uzaleznienie do jedzenia jest od zawsze.

              pisałaś, że konsumenci jedzą, jak jedzą, z pazerności. Ja tego nei opisałam zdaniem rozwiniętym, ja temu zaprzeczam. Pazerność zakłada, że człowiek decyduje, że chce więcej. A tymczasem chce więcej, bo jest manipulowany, bo w żarciu jest cukier, który uzależnia - w sensie, wywołuje syndrom odstawienia. Jak narkoman na głodzie się rzuci na heroinę to też nie z pazerności.
              • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 13:27
                > pisałaś, że konsumenci jedzą, jak jedzą, z pazerności. Ja tego nei opisałam zda
                > niem rozwiniętym, ja temu zaprzeczam. Pazerność zakłada, że człowiek decyduje,
                > że chce więcej. A tymczasem chce więcej, bo jest manipulowany, bo w żarciu jest
                > cukier, który uzależnia
                > - w sensie, wywołuje syndrom odstawienia. Jak narkoman na głodzie się rzuci na
                > heroinę to też nie z pazerności.

                A ja bym jeszcze dodala, ze w ogole wykreowano "spoleczenstwo weekendowe". gdzies bym nawet fajny artykul o tym. To znaczy najpierw zmuszono ludzi do dlugich godzin pracy, niektorzy maja elastyczne godziny ale to sprawia, ze coraz pozniej wracamy do domu, coraz mniej jest czasu na wspolne posilki, obejrzenie filmu czy nawet wyjscie na spacer. Wiekszosc znanych mi osob wraca do domu w okolicach 18tej, jesli maja dzieci to musza je jakos ogrnac, podac posilek ( w okolicach 19-19.30 najczesciej, duza kolacja), na sporty i fitnessy malo kto ma czas, przez wieksza czesc roku nie da sie isc na spacer po 20 bo jest ciemno. Wiec w weekendy ludzie masowo ruszaja do centrow handlowych, knajp, klubow, kin itd. zby nadrobic ten brak czasu na odpoczynek i rozrywke w tygodniu. Tyle, ze wiekszosc nie zdaje sobie sprawy, ze po takim weekendzie jest jeszcze bardziej zmeczona. Do tego jeszcze dochodzi presja ze strony innych: "co robiles w weekend". Odpowiedz typu "bylismy na spacerze, potem zjedlismy kolacje w domu i kazdy robil to co lubi" budzi zdziwienie.
              • srubokretka Re: Otyłośc w Ameryce 16.08.14, 16:00
                napisze 2 raz. Napisalas to samo co ja.

                > Pazerność zakłada, że człowiek decyduje,
                > że chce więcej.

                A co , ktos go do tego zmusza? Kaze pic cukier z woda garnkiem? Przystawia pistolet do glowy.
                Czlowiek w calej jego historii nie mial takiej swiadomosci tego co je jak teraz. O tym, ze cukier uzaleznia juz moja babcia wiedziala, jak bylam dzieckiem.
                Czlowiek z natury jest pazerny. Wiekszosc ludzi na swiecie juz nie je tyle ile mu potrzeba, ale tyle na ile ma ochote.
                I nie dotyczy to tylko i wylacznie jedzenia. Ile masz par butow, spodni i bluzek? Ile dziecko ma kredek, zabawek , ubran?
                Jest manipulowany, ale przez kogo ? Roboty masz na mysli? KOncerny? Nie, przez samego siebie.
                • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 16.08.14, 16:12
                  Ale masz swiadomosc, ze to po prostu kwestia dostepnosci. Moja babcia jak chciala miesc jedzenie na zime to musiala cale lato zapi***dalac w polu i ogrodzie, zeby narobic wekow, miec odpowiednia ilosc zboza, maki, ziemniakow, siana dla zwierzat, odpowiednio wczesniej uwedzic mieso i kielbasy bo zwyczajnie trudo bylo kupic a na dodatek jak przychodzila zima to z zapadlej wsi nie dalo sie wydostac tygodniami i trzeba bylo sobie radzic z tym co sie przygotowalo. I dodatkowo jeszcze gospodarowac tym co sie ma odpowiednio a i tak wiekszosci na przednowku brakowalo jedzenia.

                  Czlowiek kiedys nie mial swiadomosci tego co je ale tez jedzenie produkowal sam, nie bylo reklam i promocji na kazdym kroku, w tv, w radiu i na billboardach, jedzenie nigdy nie bylo relatywnie tak latwe do zdobycia jak teraz. Jak kiedys ludzie nie jedli batnikow czy chipsow to nie dlatego, ze mieli taka samoswiadomosc tylko dlatego, ze nie bylo. Podobnie jak sie mowi, ze "dzisiejsza mlodziez" musi miec wszystko w sensie telefon, telewizor, laptopa, tableta ... 20 lat temu nie bylo i nikt nie musial miec. Moze za 20 lat beda dostepne przenosnie urzadzenia do teleportacji ale teraz osobiscie nie odczuwam potrzeby posiadania skoro czegos takiego nie ma.
                • minor.revisions Re: Otyłośc w Ameryce 16.08.14, 17:35
                  srubokretka napisał:

                  > napisze 2 raz. Napisalas to samo co ja.
                  >
                  > > Pazerność zakłada, że człowiek decyduje,
                  > > że chce więcej.
                  >
                  > A co , ktos go do tego zmusza?

                  Masz problemy z logiką, nic na to nie poradzę. Pazerność właśnie zakłada, że nikt nei zmusza.
                  Celowe wprowadzenie kogoś w stan uzależnienia to właśnie doprowadzenie do tego, że czuje się zmuszony. Ergo: to nie pazerność jest powodem, tylko fizjologia. Tak, jak diler narkotykami też częstuje na początku za friko, wiedząc, że to fizjologia zmusi potem gościa do powrotu, a nei pazerność.
      • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 11:38
        Ale wf nigdy nie byl czyms co w jakikolwiek sposob ogranicza otylosc. Dajmy na to pamietam u siebie w szkole, 45 min lekcja. 10-15 minut rozgrzewki, potem nauczyciel pokazuje dajmy na to skok przez kozla, kazdy moze skoczyc 2-3 razy na probe a reszta stoi. Potem skok na ocene, dzwonek. Bieg na 60 m. 10 minut rozgrzewki, potem jeden biegnie a reszta stoi. Raz na jakis czas siatkowka - grupa 20 dziewczyn. Na boisku jest miejsce dla 10 wiec 15 minut rozgrzewki potem pierwsze 10 gra a drugie 10 siedzi, po 15 minutach zmiana. Bieg na 600 metrow - bieg max. 3 minuty potem reszta klasy zdycha.
    • echtom Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 19:03
      > Dlatego też niestety, ale ten nasz brak akceptacji dla otyłosci ( nie mylic z c
      > hamstwem w stosunku do toyłych) jeszcze nas jakos trzyma na powierzchni.

      Paczpani, a ja myślałam, że mniej przetworzone żarcie nas trzyma smile
    • nanuk24 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 19:29
      Mylalam, ze przyczyna otylosci jest zupelnie gdzie indziej, niz w braku akceptacji.
      Cholera, to najlepsza recepta bedzie strzelanie z broni palnej do otylych. rok takiej rozrywki i problem grubasow zniknie na zawszetongue_out
      • srubokretka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 19:37
        >strzelanie z broni palnej do otylych

        ale masz zboczone fantazje hahaaa. Myslisz, ze to skutecznie odstraszy ich od jedzenia, czy zmusi do ruchu?
        • nanuk24 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 19:42
          Nie wiem, ale mozna poeksperymentowacwink
          • srubokretka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 19:52
            wiesz co, teraz ruchy Putina staja sie czytelniejsze. wink Dlatego zarcia z zachodu nie chce. Dba o linie swojego narodu. Stad tez te zbrojenia.
    • srubokretka Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 20:33
      Jedna z przyczyn jako podalyscie ( i sluszna) jest jezdzenie wszedzie samochodem. Jak to sie jednak ma do wspomnianych otylych Afroam. , ktorzy w wiekszosci ze wzgledu na brak samochodu osiedlaja sie w centrach miast, gdzie pod dostatkiem jest chodnikow. ?

      Jeszcze jedna sprawa. Wlasnie staram sobie przypomniec kiedy i czy wogole widzialam doroslego Afroamerykanina na rowerze. Widuje czasami Latynosow (nie kobiety), ale Aa nie moge sobie przypomniec. Maja problemy z blednikiem?
      • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 20:46
        srubokretka napisał:

        > Wlasnie staram sobie przypomniec kiedy i czy wogole widzi
        > alam doroslego Afroamerykanina na rowerze.

        Mozna patrzec i nie widziec ...
        Pierwszy z brzegu obrazek od Wujka Googla pod haslem "men on bikes toronto" smile
        https://wpmedia.news.nationalpost.com/2014/05/bike1.jpg?w=620
        • nanuk24 Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 20:56
          W Toronto nie mieszkam, ale u sibie tez widuje Afroamerykanow na rowerach i - tu niespodzianka!- szczuplych. mozemy sie tylko zastanawiac, gdzie Srubokretka mieszka.
      • minor.revisions Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 15:40
        > Jeszcze jedna sprawa. Wlasnie staram sobie przypomniec kiedy i czy wogole widzi
        > alam doroslego Afroamerykanina na rowerze. Widuje czasami Latynosow (nie kobiet
        > y), ale Aa nie moge sobie przypomniec. Maja problemy z blednikiem?

        Dziś rano szłam do sklepu. Jedyna osoba, która mnei minęła nie samochodem, to dorosły Afroamerykanin na rowerze. Błędnik miał, tak oceniając z grubsza, bez zarzutu.
        • totorotot Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 23:10
          Błędnik miał, tak
          oceniając z grubsza, bez za
          > rzutu.

          Jeśli Ty szlas, a on jechał, to jak mogłaś ocenić stan jego blednika? No chyba ze powiewał na sporej odległości.
    • antyk-acap Główny winowajca otyłości 14.08.14, 21:05
      Jeśli chodzi o globalne zwyczaje żywieniowe, istnieje tylko jedna substancja, której spożycie w przeciągu kilkudziesięciu lat wzrosło dziesięciokrotnie. Mowa oczywiście o wszechobecnym cukrze. Choć jemy go bardzo dużo, bo według różnych szacunków od 50 do 70 kilogramów rocznie, coraz częściej do świadomości społecznej przebija się jednak komunikat o szkodliwym wpływie takiej diety. Niestety, nawet jeśli jesteśmy czujni i unikamy napojów gazowanych bogatych w sacharozę, nie oznacza to, że nie dostarczamy do naszego organizmu innych, często o wiele bardziej szkodliwych, substancji słodzących. Jedną z nich jest syrop glukozowo-fruktozowy, który powoli wypiera cukier z buraków i trzciny cukrowej.

      Środek ten początkowo otrzymywany ze skrobi ziemniaczanej, obecnie niemal zupełnie wytwarzany jest z kukurydzy, która bardzo często pochodzi z upraw modyfikowanych genetycznie. Stolicą syropu – szerzej znanego jako HFSC (High Fructose Corn Syrup) – nie przez przypadek są Stany Zjednoczone. To właśnie tam, ze względu na wysokie cła na import tradycyjnego cukru, zaczęto myśleć nad zastąpieniem drogiej w produkcji i kłopotliwej w dystrybucji sacharozy. W takich warunkach w połowie lat 60. narodził się jej tańszy zamiennik, powstały w wyniku rozkładu skrobi kukurydzianej do pojedynczych cukrów prostych pod wpływem enzymów lub kwasów. Gotowy roztwór (55% fruktozy, 42% glukozy i 3% wyższych sacharydów) okazał się być strzałem w dziesiątkę dla wielkich korporacji, a prostą drogą do fali otyłości dla całej reszty nieświadomych konsumentów.
      • nanuk24 Re: Główny winowajca otyłości 14.08.14, 21:12
        To jest to, co od zawsze powtarzam. nawet pieczywo wloskie i francuskie nafaszerowane jest HFCS. Produkty, na ktorych opkaowaniach widnieje napis sugar free, zawiera HFCS, aja jest napis cugar free, HFCS free, na pewno zawiera aspartam, a jak i to jest free, to HFCS wystepuje w skladzie pod inna nazwa.
        • aneta-skarpeta Re: Główny winowajca otyłości 15.08.14, 08:04
          no własnie wszystko jest faszerowane cukrem kukurydzianym i wypełniaczami

          oglądałam tez program o scentralizowanych farmach i ubojniach mięsa

          mali lokalni rolnicy są pod banderą wielkich firm i muszą hodować zgodnie z ich wyznacznikami- niezbyt zdrowymi dla konsumenta oczywiscie

          inaczej nie mają zbytu
      • srubokretka Re: Główny winowajca otyłości 14.08.14, 21:20
        No wlasnie. Ilos tego cukru jest przyczyna, nie sam cukier. Tak jak wspomnialam wczesniej. Zamawiam kawe bez cukru, a dostaje plyn kawopodobny z 4 lychami syropu. Mdli od jednogo lykniecia, a ludzie to pija garnkami. Amerykanie nie uwazaja tego syropu za cukier.
        Kukurydza jest obecna 90% (nie znam statystyk, ale napewno niewiele sie pomylilam) produktow spozywczych. Sprobujcie kupic wedline w am. sklepie bez tego goowna.
        • majenkir Re: 15.08.14, 00:44
          srubokretka napisał:
          > No wlasnie. Ilos tego cukru jest przyczyna, nie sam cukier. Tak jak wspomnialam
          > wczesniej. Zamawiam kawe bez cukru, a dostaje plyn kawopodobny z 4 lychami syr
          > opu. Mdli od jednogo lykniecia, a ludzie to pija garnkami. Amerykanie nie uwaza
          > ja tego syropu za cukier.


          Na zlosc chca Cie utuczyc? czy moze niewyraznie mowisz? wink
          • srubokretka Re: 15.08.14, 01:27
            > Na zlosc chca Cie utuczyc? czy moze niewyraznie mowisz? wink

            Probowalas kiedys zamowic tam frap nieslodkie (czyli bez cukru, slodzikow i innych cholerswt o tym smaku)? Dla zabawy wybierz sie do chociazby 3. Zobacz jaka bedzie reakcja. W dunkin nie probuj, tam nie ma opcji nieslodkiej. Nie mam na mysli zwyklej kawy czy z lodem. Tylko frappuccino. a i nie uzywaj slowa 'pumps'.
            smile najlepsze jest, ze oni sie zawsze o te cholerne pumps licytuja. Ja nie chce wcale, a oni ...a moze chociaz 2 :0)
        • bi_scotti Re: Główny winowajca otyłości 15.08.14, 01:23
          srubokretka napisał:

          > Zamawiam kawe bez cukru, a dostaje plyn kawopodobny z 4 lychami syr
          > opu.

          To jest raczej miscommunication a nie problem z cukrem. Jak ja zamawiam, we wspomnianym przez Ciebie wczesniej Starbucks, tall Americano to dostaje czarna kawe bez cukru - nie zdarzylo mi sie zeby ktos mi podstepnie poslodzil big_grin No chyba, ze ktos ma akurat na Ciebie haka i chce Cie tym cukrem zalatwic, to juz wtedy sprawa dla policji big_grin
    • antyk-acap Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 22:20
      Still testing and Vloggling with the Samsung Galaxy Camera. I am in France, testing out the differences between McDonalds taste/nutrition in the United States vs Europe (France). Actually, after much taste investigation, the French Big Mac won BIG TIME!!! It tastes very similar to the United States Big Mac but strangely tastes as tough it won't clog arteries as badly. I found this to be true upon nutrition fact comparisons!!! hahahahahaha
    • cherry.coke Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 23:03
      To ciekawa jestem co sadzicie o tym klipie - nr 1 w Stanach smile Radosc zycia czy gloryfikacja nadwagi?


      Meghan Trainor - All About That Bass: youtu.be/7PCkvCPvDXk
      • bi_scotti Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 23:14
        Czytalas komentarze? big_grin

        Wow you are really affected by this song. Sucks how a simple song can gets your panties all bunched up. uncertain Get over it, it's a damn song. There are song out there that send out worse messages, believe me. If you don't like it, send her some hate mail...not like she'll care after she gets her paycheck or awards hun. I'm just being honest.
      • kropkacom Re: Otyłośc w Ameryce 14.08.14, 23:42
        A dla ciebie czym jest Big girl (you are beautiful) artysty Mika? big_grin
      • black_halo Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 13:05
        > To ciekawa jestem co sadzicie o tym klipie - nr 1 w Stanach smile Radosc zycia czy
        > gloryfikacja nadwagi?

        Gdzie ty gloryfikacje nadwagi widzisz? Dziewczyna ma pare kilo za duzo, na oko z 10 a cala piosenka jest o tym, zeby zwyczajnie kochac siebie. Nikt tam nie spiewa "to nic, ze wazysz 200 kilo, jestes piekny". Niektorzy nigdy nie wbija sie w rozmiar 36 a wedle forum powyzej tego rozmiaru zaczyna sie nadwaga a powyzej 42 smiertelna otylosc.
        • cherry.coke Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 13:13
          Mnie to lata szczerze mowiac smile O gloryfikacji nadwagi pisze, bo komentarze ponizej sa bardzo podzielone - dla jednych to samoakceptacja, a dla innych jazda po szczuplych ("skinny bitches" itp) - to ciekawam co ematka sadzi.

          A piosenka bardzo skoczna smile Prawie identyczna jest "Pack Up" Elizy Doolittle ktora jest z kolei bardzo szczupla.
    • lautre_maison Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 13:05
      To prawda, otyłość w USA jest wszechobecna i kłująca w oko. Potępiam ich sposób odżywiania, ilości spożywanego jedzenia . Serce boli jak się widzi małe dzieci zajadające ociekające tłuszczem frytki, popijające colę, zagryząjace hamburgerami . Ci ludzie zatracili się w jedzeniu, to ich sens życia. Skutki są opłakane. Nie wróżę im długiego życia.
    • wielkanocnaniespodzianka w Poslce zaczyna się dziać podobnie. 15.08.14, 13:39
      zresztą, na ulicach widać grubasów, a zwłaszcza grubaski.
    • kota_marcowa Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 18:37
      Wbrew ostatnio modnej poprawności politycznej, spaśluch, niezależnie od narodowości jest spaśluchem bo się obżera.

      Lenistwo i obżarstwo, bo tak jest łatwiej.
      • kota_marcowa Re: Otyłośc w Ameryce 15.08.14, 18:39
        Zresztą jak ktoś już wyżej napisał, po co zrobić samemu zdrowszą lazanię mimo niewielkiej różnicy kosztów, jak można bez wysiłku kupić kilogramowe gooowno lazaniopodobne za tą samą cenę, a od wysiłku jakiegokolwiek wymigać się brakiem chodnika.
    • kfugktru23 Re: Otyłośc w Ameryce 25.02.17, 08:01
      natemat.pl/46117,odpowiedzialny-za-tycie-slodki-i-bardziej-zdradziecki-niz-cukier-syrop-glukozowo-fruktozowy-jest-wszedzie oto powód

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka