Od niedawna w gronie znajomych moich corek (5 i 4 lata) pojawil sie szescioletni chlopczyk.
Nalezy on niestety do gona irytujaco bezczelnych dzieci ktorych po prostu fizycznie nie moge zniesc. Kiedy bawia sie placu jest jeszcze ok, ale kiedy przychodzi do nas do domu to po prostu wychodze z siebie.
Maly usiluje myszkowac po calym mieszkaniu (usiluje bo mu nie pozwalamy, dla gosci dzieciecych jest pokoj i lazianka dziewczynek), zaglada do ladowki, do szafek...
Kiedy ostatnio powiedzialam, zamykajac mu przed nosem na wpol otwarta lodowke, ze to nie ladnie tak robic i ze jesli ma na cos ochote to powinien powiedziec i poprosic, on na to, ze nie wie na co ma ochote, bedzie wiedzial jak zobaczy. Powiedzialam ok, ale to we wlasnym domu.
Zaznaczam, ze zawsze przygotowuje przekaski dla gosci corek - kanapki, ciastka, owoce, woda, soki.
Kiedy moje corki, razem z blizniakami z sasiedztwa (wszystkie dzieci odprowadzala tamta mama, wiec ja znam historie ze slyszenia) poszly do tamtego chlopca, on w progu powiedzial, ze "w gosci sie z pustymi rekami nie przychodzi"...
Nie, nie sa to ludzie biedni - maja o 11 metrow wieksze miszkanie i lepszy od naszego samochod - o czym chlopiec, niepytany, mnie poinformowal

.