Dodaj do ulubionych

co za kompromitacja :(

03.09.14, 23:56
Dzisiaj jest fatalny dzień....
Mąż zły jak osa, warczał i czepiał się o wszystko o paru tygodni (ma takie fazy niestety i zmienne nastroje). Od kilku dni huśtawka nastrojów w pełni - jednego dnia rozpływa się z zachwytu i wyznaje uczucia, drugiego dnia czepia o źle postawione buty, czy nieodłożony na miejsce długopis. Ja cierpliwie znoszę, staram się ignorować (wyłączył mi tv żeby powiedzieć o długopisie, to odpowiedziałam czemu nie jest gdzie powinien i oglądałam dalej - ten się obraził i cały wieczór potem z premedytacją ignorował i traktował jak powietrze - dosłownie- bo nie wysłuchałam jego przemowy do końca). Potem znów czułe słówka, więc ja głupia uwierzyłam że to już nie wróci. Ale skąd... dzisiaj znowu bo śmiałam się przyczepić, że coś tam źle zrobił i nie wysłuchałam jego przemowy do końca (mówił podniesionym głosem a do tego dziecko mnie akurat zawołało). No i znowu się zaczęło, posypały się obelgi, że jestem wredna (usłyszałam to po raz n-ty o jeden za dużo), że od zawsze taka byłam, że jestem agresywna, złośliwa i opryskliwa itp. itd. No i coś we mnie pękło, poczułam że tracę panowanie, powiedziałam nie kłócimy się, dziecko jeszcze nie śpi, zgaśmy ten spór w zarodku - a gdzie tam.... Odmówił i zaczął "grozić" że mogę zapomnieć o wspólnym wieczorze, że spędzę go sama (tym się akurat tak bardzo nie przejęłam) i znowu wyzwiska jak zdarta płyta: ty wredna babo, ty złośliwa świnio itp. itd. Poczułam łzy w oczach, powiedziałam, że nie wolno ci tak mówić, żeby to odwołał (no tu już raczej krzyczałam niż mówiłam) i wyszłam do drugiego pokoju, niestety tracąc kompletnie panowanie, rozryczałam się głośno, rzuciłam poduchą o ścianę, pech chciał że po drodze strąciłam plastikowy pojemnik z łyżeczkami i rumor się zrobił jakbym kilka szklanek rzuciła o ziemię. Dziecko o dziwo nic nie usłyszało zajęte jakąś głośną zabawką w drugim pokoju. No i na to wszystko ktoś się dobija do drzwi. Sąsiadka z ostrzeżeniem że ona będzie reagować, że nie jesteśmy sami, że dziecko, że to nie pierwszy raz..... No myślałam że się zapadnę pod ziemię, czuję się fatalnie bo przecież nie jesteśmy jakąś patologią, nikt się z nikim nie tłukł, nie wyzywał do k... itd. Czułam się podle potraktowana przez męża a wyszłam na furiatkę i awanturnicę (bo zapomniałam że w tej naszej developerce to nawet spuszczanie wody słychać....) Zależy mi na dobrych kontaktach z sąsiadami, nie wiem czy się opieki społ. nie spodziewać, a przede wszystkim to mam ochotę się pod ziemię zapaść i czuję się podle naprawdę. Wszelkie pomysły jak z tego wybrnąć mile widziane
Obserwuj wątek
    • klamkas Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 00:07
      Chcesz mieć dobre kontakty z sąsiadami... a z mężem? Przed nimi ci wstyd za te świnie i zołzy i latające przedmioty, a przed sobą, mężem i dzieckiem nie?
      • 1234naba Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 00:22
        No to inna sprawa, ale mąż twierdzi że to ja wrzeszczałam, że mam iść na terapię radzenia sobie z gniewem, że to wszystko moja wina bo go nie wysłuchałam do końca, bo jest ze mną coraz gorzej.. i ja już nie wiem, może faktycznie tylko ja wrzeszczę, może robię to głośniej niż mi się wydaje. Mąż nie wrzeszczy głośno - mówi podniesionym głosem, a na koniec i tak się wszystkiego wyprze i odwraca kota ogonem tak że czuję się winna.
        Przed sąsiadką mi wstyd i owszem, bo to mała społeczność, a ja do kłótliwych bab co mają w d... opinie innych nie należę
        • klamkas Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 00:30
          Skup się na sobie i swojej rodzinie. Jak ta będzie funkcjonować w porządku, to nie będziesz musiała się bać i wstydzić sąsiadów.

        • eo_n Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 00:33
          Rozważ, czy faktycznie za bardzo się drzesz, czy mąż manipuluje. To że on jest cichszy w Waszych sporach nie znaczy, że jest bardziej fair.
          Możliwe, że oboje macie problemy z emocjami, ale z tych wstępnych informacji parę dzwonków mi dzwoni, że on właśnie "odwraca kota ogonem". Wydajesz się być bardzo niepewna swego. To niedobrze. Wkurzeni ludzie czasem krzyczą. Zdarza się. Nic godnego pochwały, ale c'est la vie. Jednak niekoniecznie ten kto pierwszy podnosi głos jest tym bardziej wrednym.
          • 1234naba Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 01:10
            Nie wiem, może faktycznie głośno się zachowałam skoro sąsiadka przyszła. Mąż twierdzi że jutro idzie szukać pomocy w związku z moim zachowaniem, na niebieską linię. Nie wiem gdzie jest granica przemocy... na dziecko się nie darłam, na niego też nie, wyszłam do drugiego pokoju i w wyrzucałam w samotności swoją złość i żal. Tyle że tylko mi się zdawało że to tak w samotności, bo jednak słychać było sad No ale wiem dlaczego tak się stało, wiem jak się zachował mąż, co mówił.... Jest fatalnie bo jeśli dojdzie do kolejnej scysji to zapewne argument wizyty sąsiadki wykorzysta żeby mnie poniżyć. A zaczęło się wszystko od tego że weszłam do pokoju stwierdzając że czuć jak ktoś liście pali i po co okno otwarte.... ten się zaczął tłumaczyć dość podniesionym głosem a ja wyszłam mówiąc że nie musi tak krzyczeć. No i się dowiedziałam co o mnie myśli.... a potem to już poszło...
            • memphis90 Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 11:12
              Wiesz co- może jednak spróbuj poszukać pomocy, bo widzę, że coś Cię przerasta. Nie twierdzę, że mąż jest ok, mam wrażenie, że on mocno Tobą manipuluje i stosuje przemoc, z czym sobie nie radzisz. To jednak wrażenie na podstawie kilku postów- dlatego po prostu radzę: poszukaj dla siebie pomocy!
              • agaja5b Re: co za kompromitacja :( 05.09.14, 11:30
                Mam podobne wrażenie, że jesteś ofiarą przemocy, która jeszcze próbuje się bronic, żeby zachowac jakąś równowagę. Jak nie poszukasz pomocy będziesz ofiarą cichą, uznającą że lepiej zejść z drogi, bo sąsiedzi usłyszą, a my przecież nie patologia. Dla mnie opis zachowania twojego męża to przemoc i manipulacja.
            • lafiorka2 Re: co za kompromitacja :( 06.09.14, 09:39
              1234naba napisał(a):

              > Nie wiem, może faktycznie głośno się zachowałam skoro sąsiadka przyszła. Mąż tw
              > ierdzi że jutro idzie szukać pomocy w związku z moim zachowaniem, na niebieską
              > linię.


              Mi wygląda na to,że on kawal... uja jest.
              Próbuje Tobą mainipulować.
              To on jest tym złym,a próbuje zrobić ciebie a Ty mu się dajesz..



              Nie wiem gdzie jest granica przemocy... na dziecko się nie darłam, na ni
              > ego też nie, wyszłam do drugiego pokoju i w wyrzucałam w samotności swoją złość
              > i żal. Tyle że tylko mi się zdawało że to tak w samotności, bo jednak słychać
              > było sad No ale wiem dlaczego tak się stało, wiem jak się zachował mąż, co mówił
              > .... Jest fatalnie bo jeśli dojdzie do kolejnej scysji to zapewne argument wizy
              > ty sąsiadki wykorzysta żeby mnie poniżyć. A zaczęło się wszystko od tego że wes
              > złam do pokoju stwierdzając że czuć jak ktoś liście pali i po co okno otwarte..
              > .. ten się zaczął tłumaczyć dość podniesionym głosem a ja wyszłam mówiąc że nie
              > musi tak krzyczeć. No i się dowiedziałam co o mnie myśli.... a potem to już po
              > szło...

              Jak by mi mąż powiedział,że jestem "wredną świnią" to najpierw stanęłabym jak wryta...a potem wypieprzyła go z domu.
              Krzycząc i w tyłku mając sąsiadówbig_grin
      • memphis90 Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 11:09
        a z mężem? Przed nimi ci wstyd za te
        > świnie i zołzy i
        Sorry, jejma być wstyd przed mężem, że wyzywa ją od świń, jędz i zołz? No chyba to mąż powinien zapaść się pod ziemię, a nie zelżona ofiara uncertain
    • eo_n Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 00:11
      Terapia dla par, bo mąż sam pewnie nie łaskaw.
      Jeśli ta historia jest prawdziwa (sorry, ale niedawno pewien troll się realizował w podobnym tematycznie wątku), to wg mnie Twoim problemem jest zachowanie męża, a nie sąsiadki.
      Ta sądzę, że tylko postraszyła. Możesz to pewnie potraktować jako ostrzeżenie. Gdyby te akcje się powtarzały, to może, może by zadziałała. Zależy co to za osoba. Ale tak? Raczej do rana ochłonie i nic nigdzie nie zgłosi.
    • jola-kotka Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 00:51
      Z tobą wszystko ok,kobieto ciebie maz traktuje jak szmate do podłogi a ty się sąsiadka martwisz. Swoim małżeństwem się martw. Paranoja jakas.
      • mnietoniemi Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 01:26
        ola-kotka napisał(a):
        > Z tobą wszystko ok,kobieto ciebie maz traktuje jak szmate do podłogi a ty się s
        > ąsiadka martwisz. Swoim małżeństwem się martw. Paranoja jakas.

        Pacjentka doradza pacjentce big_grin
        To tak a`propos paranoi big_grin big_grin
        • jola-kotka Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 03:01
          Co ty bredzisz? A ona napisała że jest czyjąś pacjentka? O h... Ci chodzi?
    • 3-mamuska Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 02:01
      Maz sie nad toba znęca psychicznie, nie dziwie sie ze wrzeszczysz potem i placzesz sama do siebie.
      Terapia i to szybko.

      A i nie daj sobie wmówić ze to ty jestes winna.

      On jest psychiczny czepianie sie wszystkiego, bo on na zły chumor halooo czas dorosnąć.
      I wszyscy z drogi ty masz nie słuchać i sorzatac pod moje dyktando bo jak nie to dam cinpopalic.
      Zapisuj z jakiego powodu sie do ciebie nie odzywa, czego sie czepia, jakie słowa padają z jego ust i daty godziny.
      • mnietoniemi Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 02:09
        3-mamuska napisała:
        > Maz sie nad toba znęca psychicznie,

        A żona mu odpowiada znęcająco.

        Typowa patologia "inteligęcka".
        • 3-mamuska Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 02:17
          mnietoniemi napisał(a):

          > 3-mamuska napisała:
          > > Maz sie nad toba znęca psychicznie,
          >
          > A żona mu odpowiada znęcająco.
          >
          > Typowa patologia "inteligęcka".


          Ta mezus stara sie ja wyprowadzić z równowagi i świętego by szlag trafił w koncu, ileż mozna, obrazy ,ciche dni, nerwy nie wiadomo o co, chumorki ,on sie wyrzywa na niej.
          Typowe bo zupa była za słona to bede miec nerwy. Tylko wersja psychiczna.
          Jak sie chce to powód do kłótni znajdzie .

          Co to za jakieś przychodzi i pyk wyłącza tv bo ona ma pana słuchać i oglądać hak on jej pozwoli, a pozwoli jak go wysłucha pępek swiata.
    • alexa0000 Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 07:31
      Nieważne, czy jestes naprawdę wredną i zlosliwą świnią, która się drze, czy tez mąż cię tylko tak postrzega.
      Tak czy inaczej, to z nim żyjesz , wiec musicie isc do kogos, kto z pozycji osoby obcej pozwoli wam poukladac sprawy. Do terapeuty po prostu.
      Nie daj sobie w tym wątku wmówic,że jesteś niewinną leliją, do niczego dobrego to nie prowadzi, jedynie do okopania się na swoim stanowisku, a tobie chodzi o rozwiązanie problemu i nauczenie się wspolnej komunikacji -czyż nie?

      Sąsiadkę olej, to na razie jest twój najmniejszy problem.

      • 1234naba Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 08:02
        Stanowisko męża jest takie, że to ze mną jest problem i że to ja sama mam iść, a jak nie to będzie to zgłaszał
        • alexa0000 Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 08:27
          To idź sama na razie , dla siebie i dla rodziny. Niech ktos obcy cie wysłucha i powie ci, jak to moze wygladąc ze drugiej strony, bo ty nie jesteś obiektywna. Idź , a po jakims czasie mozesz przeciez zaproponowac terapię dla par, bo ci zaleciła terapeutka na ten przykład. Nie radzisz sobie, wiec szukaj pomocy,a twoje wybuchy swiadczą tym,że sobie chyba jednak nie radzisz. Że on sobie nie radzi równiez-trudno, może dojrzeje do tego,żeby równiez pojsc. Terapię sa tez na NFZ, bezpłatne, trzeba poszukać w necie i zadzwonić - najczęściej proszą jedynie o skierowanie od rodzinnego.
        • x.i.007 Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 09:04
          Co będzie zgłaszał? To że nie wiesz gdzie leży długopis?

          Idźcie na terapię razem, chyba że on nie chce, wtedy nie męczcie siebie i dziecka kłótniami i się rozstańcie.
          • x.i.007 Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 09:06
            A i pociesz męża że terapeuta par może zasugerować jednej stronie terapię jeśli uzna że problem ze sobą ma tylko jedna strona. Tą stroną możesz być ty, albo on - tego na forum nie widać, zwłaszcza że znamy historię z jednej strony.
    • solejrolia Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 07:50
      kobieto, ty święta jestes przy takim dupku, gdyby na mnie trafiło, to dopiero darłabym się, i rzucała przedmiotami.
      co to jest, że chłop sie czepia wszystkiego, to butów źle ustawionych, to ignoruje cały dzień, to wyłacza telewizor, zaczyna gardłować, bo nie skończył swoich wypowiedzi, czy też przemowy. i obelgi. twój mąż to manipulant,najpierw prowokuje a potem odwraca kota ogonem, i na dodatek wpędza cię w poczucie winy.
      psychol.
      sąsiadką i kontaktami na zewnątrz zajęłabym w drugiej kolejności, najpierw ustawiłabym relacje w domu.
      albo wyprowadziła pana z domu.
    • niebieskie.kwiatki Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 08:13
      Trudno cokolwiek powiedzieć znając wersje jednej strony.
      Sąsiadka, nawet najbardziej wscibska, nie przyszłaby slyszac pierwszy raz awanturę w spokojnej rodzinie. A ta zabawka, która zagłusza wrzaski, które słychać przez ściany to wiertarka udarowa? (niestety oszukujesz sie, ze dziecko tej awantury nie słyszało).
      Idzcie szukać pomocy lub rozstancie sie, bo jest zle.
      Do tego czasu przyjmij zasadę, ze jeśli ty lub mąż podnosicie głos to przestań mówić (i tak nic konstruktywnego z kolejnej awantury nie wyniknie)
      • ruda_owca Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 10:20
        Nieprawdopodobne, ze jestes jedyna osoba, ktora zwrocila uwage na fakt, ze znane jest stanowisko tylko jednej ze stron, pozostale panie juz radosnie postawily mezowi diagnoze.
    • triss_merigold6 Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 08:54
      Czy Twój mąż nie jest aby psychiczny?
      Zrób ruch wyprzedzający i sama idź szukać pomocy w jakimś Centrum Praw Kobiet, lepiej żebyś to miała udokumentowane, na wypadek gdyby pan próbował z Ciebie robić wariatkę.
      Gdyby pierwszy raz była u Ciebie wieczorna awantura, to sąsiadka by nie interweniowała.
    • jowita771 Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 09:10
      Mnie wygląda na to, że Twój mąż stosuje przemoc psychiczną i manipuluje Tobą. Mój też tak próbuje, bo jest dość konfliktowy. Ja się na początku dawołam wciągać, a potem się wzięłam na sposób i mówię spokojnie, że w ten sposób nie będę rozmawiać i wychodzę do drugiego pokoju. Albo mówię z uśmiechem, że nie mam ochoty na awanturę, więc awantury nie będzie, mam świetny humor i na pewno mi go nie zepsuje. Już się nawet nie rzuca, bo wie, że nic nie wskóra. Nie bardzo rozumiem to, że masz wysłuchiwać jego przemowy, co to dyrektor szkoły na apelu? Nie kłóciłabym się, tylko wychodziła po prostu w trakcie jego monologu albo zakładała słuchawki. Ale to zależy, kto jest silniejszy psychicznie, ja się nie dam, prędzej sama sprowadzę kogoś do parteru, jak będzie podskakiwał.
    • aagnes Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 09:14
      Znam takie typy jak twoj mąż. poczytaj sobie o psychopatach - daje sobie reke uciąć, ze on wlasnie nim jest. doprowadza cie do takiego stanu, ze krzyczysz albo placzesz. nie wiem co sie robi w takich sytuacjach, poczytaj, pogadaj z kims madrym.
      • zuzi.1 Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 09:25
        Zgadzam sie z Triss, nie zwazajac na to co mowi maz, zrob ruch wyprzedzajacy i idz sama do psychologa, ktory specjalizuje sie w kwestii przemocy psychicznej, sa takie specjalistyczne przychodnie nawet i szukaj dla siebie pomocy, jestes manipulowana przez meza i facet robi Ci wode z mozgu. Twoj maz moze byc narcyzem lub psychopata lub 2 w 1. Szukaj szybko pomocy, bo zrobi z Ciebie wariatke.
        • triss_merigold6 Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 09:31
          Niech dokumentuje, ale nie psychiatrę. I nawet jeśli musiałaby brać antydepresanty czy stabilizatory, to absolutnie nie wolno jej nikomu o tym mówić, bo mąż może taką informację wykorzystać przeciwko niej.
        • zuzi.1 Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 11:13
          I KONIECZNIE przeczytaj 2 ksiazki Molestowanie moralne Marie France Hirigoyen i Toksyczne slowa Patricia Evans. W tych ksiazkach sa b. dokladnie opisane takie zachowania o jakich piszesz. I szybko szukaj fachowej pomocy. Jest tez ciekawy blog o takich metodach manipulacji pt.mojedwieglowy.blogspot.com. A na codzien nie pozwol mu wyprowadzac sie z rownowagi. napouczenia odpowiadaj, nie jestes moim ojcem i nic mi nakazywac nie bedziesz, rzadzic mozesz sobie sam soba a nie mna, nie mow mi co mam robic, bo sobie tego nie zycze itd. jak zdarta plyta i wychodz do innego pokoju lub na dwor, nie placz i nie wkurzaj sie, bo jemu o to wlasnie chodzi, zeby wyprowadzic Cie z rownowagi, z takich manipulacji i patrzenia na to jak sie miotasz i cierpisz psych. facet czerpie przyjemnosc. Jezeli nie zgodzi sie na terapie i nie zacznie wspolpracowac, to mysl na powaznie o rozwodzie.Szkoda zdrowia na zaburzonego czlowieka. I jesli mozesz zacznij nagrywac jego zachowania na dyktafon, telefon, a potem pokaz je psychologowi od przemocy psych. Sprawa jest b. powazna.
          • 1234naba Re: co za kompromitacja :( 05.09.14, 09:18
            No od tej przygody mąż twierdzi że do niego dotarło, że on też nie jest w porządku i że będzie pracować. Oczywiście jest teraz miły i cierpliwy. A ja czuję się beznadziejnie i wstydzę na klatkę wyjść. No bo to na mnie się będą patrzeć jak na awanturnicę i furiatkę. Jego nigdy nie słychać - to fakt.
            • eo_n Re: co za kompromitacja :( 05.09.14, 09:55
              1234naba napisał(a):

              Oczywiście jest teraz miły i cierpliwy. A ja czuję si
              > ę beznadziejnie i wstydzę na klatkę wyjść.

              Kochana, ludzie mają większe problemy i ciekawsze zainteresowania niż Twoje krzyki.

              A męża obserwuj. Jeśli dziewczyny mają rację z tą przemocą psychiczną, to takie zachowanie też jest typowe. Taki cykl. Poczucie winy mu się włączyło, ale przejdzie.
              Z tym, że i tak w pierwszej kolejności musisz się wziąć za siebie, żeby nie dawać się doprowadzać do takiego stanu jak w tej awanturze. Powodzenia! I oby jednak te internetowe diagnozy były an wyrost smile
            • ixiq111 Re: co za kompromitacja :( 05.09.14, 11:02
              1234naba napisał(a):

              > No od tej przygody mąż twierdzi że do niego dotarło, że on też nie jest w porzą
              > dku i że będzie pracować.
              Do następnego razu.

              >Oczywiście jest teraz miły i cierpliwy.
              Zawsze powienien być miły.

              A ja czuję si
              > ę beznadziejnie i wstydzę na klatkę wyjść.
              A on się nie wstydzi? Bo tylko Ciebie było słychać.

              >No bo to na mnie się będą patrzeć ja
              > k na awanturnicę i furiatkę. Jego nigdy nie słychać - to fakt.

              Mąż pilnuje, żeby on był cacy a Ty be.

              Następnym razem jak przyjdzie sąsiadka, a Ty będziesz w stania jak wyżej, odpal jej głośno, żeby inni sąsiedzi eównież też usłyszeli tekst w stylu: "też by pani zakłócała spokój/hałasowała, gdyby mąż się nad panią znęcał".

              Przydadzą Ci się świadkowe w razie rozwodu. Nie będziesz furiatką i awanturnicą tylko ofiarą.


              • pomidorpomidorowy Re: co za kompromitacja :( 05.09.14, 11:12
                a moze idz do sasiadki i przepros za zaklocanie ciszy w imieniu swoim i meza...niestety jest czesto tak ze ludzie jednak nie maja wiekszych zmartwien i lubia drazyc
            • zuzi.1 Re: co za kompromitacja :( 05.09.14, 11:34
              Kup Toksyczne slowa, przeczytaj sama i daj do przeczytania mezowi. Powiedz mu, ze jego zachowania maja znamiona przemocy i liczysz na to, ze zacznie nad soba pracowac i przestanie sie w sposob wyzszosciowy do Ciebie odnosic i prowokowac Cie do zlosci. To, ze jego w klotniach nie slychac, o niczym na jego korzysc nie swiadczy, potrafi lepiej trzymac nerwy na wodzy umiejetnie wyprowadzajac Ciebie z rownowagi, w konsekwencji czego Ty wychodzisz na furiatke.
    • noname2002 Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 09:34
      Mnie byłoby szkoda marnować czas i zdrowie na kogoś, kto sobie lubi ze mnie zrobić psychiczny worek treningowy. W domu chcę mieć spokój a nie pole minowe i awantury o źle odłożony długopis(mój eks też ze wszystkiego potrafił zrobić pretekst do kłótni ale on się obrażał i milczał całymi dniami).
    • priszczilla Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 09:58
      Sąsiadce powiedz, że przepraszasz za hałasy i dziękujesz za interwencję i spokojnie wytłumacz, że hałas był spowodowany przedmiotem, który spadł z półki przypadkiem. Opieki społecznej raczej nie masz się co obawiać, jeśli faktycznie w domu nie dzieje się nic więcej, niż to, co opisałaś. Nie musisz nic ściemniać, jeśli cię odwiedzą możesz im powiedzieć dokładnie to, co tu opisałaś - oni będą chcieli ci pomóc, nie zaszkodzić.

      Natomiast z twojego opisu wychodzi, że twój mąż to postać toksyczna, i zaczyna to również mieć poważny wpływ na twoje zachowanie. Poczytaj sobie o współuzależnieniu, to zjawisko nie dotyczy jedynie partnerów osób uzależnionych. Szukaj wsparcia poza małżeństwem, - przyjaciółki, rodzeństwo, rodzice - żebyś nie była faktycznie skazana jedynie na jego towarzystwo i humory, żeby w twoim życiu działo się coś jeszcze oprócz domowych awantur.

      Może uda ci się męża przekonać do wspólnej terapii. Jeśli nie to pomyśl czy sama byś na tym nie skorzystała.
    • agrypina6 Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 10:05
      Przyjmij do wiadomości, że jesteście patologią. Dobrze, że sąsiadka zareagowała, żal dziecka.
    • aqua48 Przemoc psychiczna 04.09.14, 10:12
      1234naba napisał(a):

      > Mąż zły jak osa, warczał i czepiał się o wszystko o paru tygodni (ma takie fazy
      > niestety i zmienne nastroje). Od kilku dni huśtawka nastrojów w pełni - jedneg
      > o dnia rozpływa się z zachwytu i wyznaje uczucia, drugiego dnia czepia o źle po
      > stawione buty, czy nieodłożony na miejsce długopis. wyłączył mi tv żeby powiedzieć o długopisie, cały wieczór potem z premedytacją ignorował i traktował jak powietrze
      > Potem znów czułe słówka, dzisiaj znowu bo śmiałam się przycze
      > pić, że coś tam źle zrobił i nie wysłuchałam jego przemowy do końca (mówił podn
      > iesionym głosem.
      > posypały się obelgi, że jestem wredna, że od zawsze taka byłam, że jestem agresywna, złośliwa i opryskliwa itp.
      >zaczął "grozić" że mogę zapomnieć o wspólnym wieczorze, że spędzę go
      > sama i znowu wyzwiska jak zdarta płyta: ty wredna babo, ty złośliwa świnio itp. itd.

      Twój mąż przejawia wszelkie zachowania przemocowca. Zmienne nastroje, czepianie się o drobiazgi, wyzwiska na przemian z czułymi słówkami, wpieranie Ci, że to twoja wina i groźby. doprowadzanie do łez i wyprowadzanie z równowagi.
      Jeśli nie chcesz się dla dobra swojego i swojego dziecka rozwieść się z nim zanim do reszty zniszczy Wam i sobie życie, musisz próbować opanować sytuację zgłoś się sama na terapię (bo on przecież nie widzi żadnego problemu w sobie, zatem nie zechce pójść na terapię małżeńską) rozmawiaj z psychologiem o Waszych problemach, o sytuacjach kiedy mąż próbuje Ci dokuczyć i proś o konkretne wskazówki jak z nim wtedy postępować, żeby nie doprowadzać do awantur domowych. Pamiętaj, że mąż jest najprawdopodobniej zaburzony, ale TY masz obowiązek chronić przede wszystkim siebie i dziecko przed jego manipulacją (tak, tak, z czasem zacznie stosować swoje zachowania i w stosunku do dziecka, a ono nie będzie umiało się przed nimi obronić tak łatwo jak TY), a nie grać w jego grę.
      • eo_n Re: Przemoc psychiczna 05.09.14, 10:09
        aqua48,
        Zgadzam się całkowicie z Twoim wpisem, ale jedno chciałabym dodać.
        Kobieta pozostająca w takim związku też zwykle ma pewne swoje sprawy do przepracowania. Nie, nie znaczy to, że jest współodpowiedzialna za sytuację (te wszystkie manipulacje, itp), nie, nie daj bóg żeby miała poczuć się gorsza niż inne. Chodzi po prostu o to, jak jej się życie potoczyło. I dla własnego dobra lepiej się z tym rozprawić raz a dobrze - w kontekście związku lub tak po prostu dla siebie.
    • mynia_pynia Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 10:25
      Ja bym delikwenta ignorowała, zero przytulanka, zero rozmowy gdy ma agresora, albo się przestawi albo niech idzie w czeluści.
      Mój mąż też ma czasem (ostatnio bardzo rzadko) zapędy ale mnie, już to nie rusza, najczęściej mu mówię w takich chwilach: no rozpłacz się z tego powodu, albo nie jesteś moim ojcem, albo ble ble ble pogadaj sobie ze ścianą - tak wiem dziecinada ale nie lubię jak ktoś ględzi pt. " dlaczego mleko nie włożone do lodówki" a na odpowiedź "oj zapomniałam" dalej rozwija temat.
      • jowita771 Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 11:13
        Mój czasem wchodzi do domu i mówi, że bałagan, na co ja z uśmiechem odpowiadam, żeby posprzątał, jeśli mu przeszkadza. Jakoś coraz rzadziej narzeka.
        • triss_merigold6 Re: co za kompromitacja :( 05.09.14, 09:58
          O, to ja tak reaguję jak starszak mówi, że się nudzi. Proponuję żeby posprzątał pokój i wtedy jakoś przestaje się nudzić.
    • summerspring Re: co za kompromitacja :( 04.09.14, 10:35
      Co za psychol. Godziny bym z takim nie wytrzymała. Nie daj się.
    • 1234naba Re: co za kompromitacja :( 05.09.14, 17:36
      No więc nadarzyła się okazja do spokojnej rozmowy z sąsiadką. Przeprosiłam itd. a w trakcie rozmowy sąsiadka zaczęła pytać czy może jakoś pomóc, że trzeba coś zrobić zdecydowanego jeśli jestem doprowadzona do takiego stanu, że ona też miała ciężko w życiu ale starała się rozwiązać problem inaczej. Generalnie chyba jednak nie postrzega mnie jak furiatki tylko widzi, że sprawa jest bardziej złożona i interweniowała po to, żeby zmusić do działania. Powiedziała że zdaje sobie też sprawę że szkodzi mi trochę w ten sposób, no ale jest dziecko itd.
      Ja ze swojej strony chcę z kimś z zewnątrz porozmawiać, choć włączają mi się myśli że przecież teraz jest taki spokój a mąż do rany przyłóż, nawet porządki robi nieproszony.... no ale sama myśl że mogłabym znowu stracić panowanie jeśli te akcje się powtórzą zmusza mnie żeby jednak iść na rozmowę do psychologa.
      • eo_n Re: co za kompromitacja :( 05.09.14, 17:51
        A to dziecko, to syn czy córka? Pomyśl, jakie wzorce przekażesz, jeśli nic z tym nie zrobisz...
        Bo wygląda na to, że sąsiadka ma podobne odczucia jak my. A ona zna Cię osobiście. To już dla mnie jest alarmujące.
        Nie daj się zwieść pozorom - wiele wskazuje na to, że mężowi przejdzie ta cudowność prędzej czy później, a jak nie zareagujesz, to kolejne akty tego przedstawienia mogą być tylko coraz bardziej dramatyczne.
      • zuzi.1 Re: co za kompromitacja :( 05.09.14, 23:01
        Poczytaj:
        forum.gazeta.pl/forum/w,898,139374645,139374645,Cechy_charakteru_i_zachowania_przemocowca_.html
    • gline-czka Re: co za kompromitacja :( 05.09.14, 17:45
      1234naba napisał(a):

      (bo zapomniałam że w tej naszej developerce to nawet spuszczanie wo
      > dy słychać....)

      ojjjjjjjjjjjjjjjjj
    • black_halo Re: co za kompromitacja :( 06.09.14, 09:27
      Napisze Ci jak wyglada to z drugiej strony, tej czepiajacej sie, ktora akurat jestem ja. Tez wylaczylam chlopu tv pare razy bo postanowil mnie ignorowac bo mam mowc spokojnie i normalnie i to w momencie kiedy bylam wzburzona. A ja doskonale rozumiem awantury o dlugopis czy buty. To znaczy rozumiem powod. Moze maz chodzi i po tobie sprzata, prosi, blaga - odstaw na miejsce, poloz na miejsce, jak zepsute to wyrzuc. I po tysiecznej prosbie kolejny raz potyka sie o te buty w przedpokoju albo odbiera telefon, musi cos zapisac a dlugopisu ni chu chu. Wiec mowi Ci "tyle raz cie prosilem, zebys odkladala dlugopis na miejsce" a Ty siedzisz na kanapie i go ignorujesz bo o co w ogole mu chodzi. Nie dziwie sie. Przeczytaj jeszcze raz co napisalas i zastanow sie nad soba.

      Ale skąd... dzisiaj znowu bo śmiałam się przycze
      > pić, że coś tam źle zrobił i nie wysłuchałam jego przemowy do końca (mówił podn
      > iesionym głosem a do tego dziecko mnie akurat zawołało).

      Czyli maz ma sluchac Twojego czepialstwa bez slowa sprzeciwu, natomiast TY nie mozesz wysluchac mezowskich pretensji w kwestii dlugopisu czy butow. Nie zastanawiasz sie nad tym? Mnie naprawde wnerwia jak moj partner, ktory tego czy tamtego nie umie zrobic, na przyklad dobrze ugotowac, zabiera sie za krytyke mojego gotowania bo wedlug niego powinno byc inaczej. Moze tak samo Ty sie zabierasz za krytyke a nie umiesz nawet dlugopisu odlozyc na miejsce? Swiety stracilby cierpliwosc.


      Jako kobieta masz wieksza sklonnosc do krzyczenia czy plakania wiec wiadomo, w oczach meza wychodzisz na histeryczke ale miej swiadomosc ze te awantury nie biora sie z powietrza.

      --
      Życie nie powinno być podróżą do grobu, w trakcie której tracimy czas na to, aby dotrzeć do niego cało i zdrowo, z atrakcyjnym, dobrze zachowanym ciałem. Znacznie lepiej poruszać się po tej drodze z piwem i chipsami w ręku, z dużą ilością seksu i nad grób dotrzeć wycieńczonym i zużytym, ale z okrzykiem: Było warto!
      • 1234naba Re: co za kompromitacja :( 06.09.14, 10:05
        Skąd ta pewność że w ogóle ja wzięłam ten długopis (jeśli już to wzięło dziecko, ale dla niego ta odpowiedź nie wystarczyła).
        I ok, rozumiem twój punkt widzenia, ale nie uprawnia to wg. mnie do nazywania żony wredną babą, bo coś zrobiła nie pomyśli i dla odmiany czułych słówek kiedy żona spełnia warunki - gotuje obiadki, sprząta i z uśmiechem na twarzy zaiwania od rana do wieczora
        • aqua48 Re: co za kompromitacja :( 06.09.14, 13:21
          1234naba napisał(a):

          > Skąd ta pewność że w ogóle ja wzięłam ten długopis

          Nie ma znaczenia kto czego nie odłożył na miejsce i kto nie może tego znaleźć, znaczenie ma spposób rozwiązywania problemów w tej rodzinie. A ten jest niedopuszczalny. Wrzaski, wyzwiska, awantury o drobiazgi, wyłączanie komuś telewizora, oczekiwanie, że druga strona wysłucha w pokorze "wykładu". To nie są sposoby komunikacji małżeńskiej. I DLATEGO należy zasięgnąć porady terapeuty.
        • black_halo Re: co za kompromitacja :( 07.09.14, 10:19
          > Skąd ta pewność że w ogóle ja wzięłam ten długopis (jeśli już to wzięło dziecko
          > , ale dla niego ta odpowiedź nie wystarczyła).

          To jest problem z komunikacja. Czasem jednak ten dlugopis moze przelac czare goryczy. I czlowiek sie wnerwia. Zreszta maz nie nazwal Cie wredna baba bez powodu, ja tez trace cierpliwosc kiedy do kogos mowie a ten czlowiek mnie ignoruje i sobie dalej oglada tv bo moje uwagi uwaza za zwykle zrzedzenie.

          > I ok, rozumiem twój punkt widzenia, ale nie uprawnia to wg. mnie do nazywania ż
          > ony wredną babą, bo coś zrobiła nie pomyśli i dla odmiany czułych słówek kiedy
          > żona spełnia warunki - gotuje obiadki, sprząta i z uśmiechem na twarzy zaiwania
          > od rana do wieczora

          A co uprawnia Ciebie do czepiania sie kiedy on zrobi cos zle w przyczepie? Potrafilabys naprawic to sama, zrobilabys to lepiej/szybciej/tanszym kosztem?

          Pracujesz w ogole? Dla mnie z tego co piszesz wynika, ze spedzasz czas z dzieckiem a maz jest dostarczycielem gotowki i ma siedziec cicho a jak sie odzywa to najwyzej czule slowka bo inaczej to jasniepani bedzie sie obrazac i rzucac poduszkami. Nie masz troche poczucia, ze maz ma racje kiedy mowi, ze powinnas sie leczyc? Tego nie rzuca sie od tak, bez powodu. Jesli rzucasz poduszkami bo maz Ci zwrocil uwage na dlugopis a nastepnie wylaczyl Ci tv bo zwyczajnie postanowilas go ignorowac to jednak nie jest z Toba do konca dobrze. W normalnym zwiazku doszlibyscie jakos do porozumienia ale mam wrazenie, ze nie piszesz wszystkiego. Wredna baba i zlosliwa swinia nie biora sie z powietrza, naprawde.
    • lafiorka2 Re: co za kompromitacja :( 06.09.14, 09:34
      miałabym to GŁEBOKO W DOOPIE!
      poważnie!

      jego nastroje i wpier...lanie się sąsiadki.
      I nie czulabym się fatalnie,tylko chodziła z podniesioną głową.
      • eryk2601 Re: co za kompromitacja :( 06.09.14, 21:43
        Dziwna ta cała relacja,przygnębiająca i niepokojącaJakoś infantylnie opisujesz sytuację..Niemozliwe,żeby dziecko nie odbierało tej całej masy negatywnych emocji.Terapia i to szybko.
        A co twój mąż miałby zgłaszać?.Bo chyba nie to,że rzucasz poduszką.Czy sąsiadka często słyszy wasze awantury?Pachnie mi tu przemocą,ale opisujesz wasze relacje bardzo chaotyczniei jakoś mało realnie.
    • pierwszykot Re: co za kompromitacja :( 07.09.14, 00:09
      Pewnie ze nie patologia- wzywał cie tylko od świń a nie od k...w.... eh...
      • zuzik30 Re: co za kompromitacja :( 07.09.14, 09:31
        Po pierwsze: gratuluje sasiadki, to bardzo dobrze ze reaguje, moze przezyla cos podobnego i chce ci po prostu pomoc. Wiekszosc ofiar przemocy jest sama ze swoim problemem, docen, ze ktos wyciagnal do ciebie reke.
        Po drugie: jesli maz ci "grozi" ze chce to zglosic na niebieska linje to zachecaj go do tego goraco. To typowy tok myslenia u przemocowcow: zrobie z niej wariatke, opowiem ze rzuca lyzkami o sciane az sasiedzi interweniuja. Nie sadze jednak ze personel niebieskiej linii da sie nabrac na takie bajki, oni znaja podloze takich mechanizmow zbyt dobrze. Mysle, ze moga ci bardzo pomoc bo nie ma watpliwosci ze jestes ofiara przemocy. I twoje dziecko tez.
        • black_halo Re: co za kompromitacja :( 07.09.14, 10:23
          > Po drugie: jesli maz ci "grozi" ze chce to zglosic na niebieska linje to zachec
          > aj go do tego goraco. To typowy tok myslenia u przemocowcow: zrobie z niej wari
          > atke, opowiem ze rzuca lyzkami o sciane az sasiedzi interweniuja. Nie sadze jed
          > nak ze personel niebieskiej linii da sie nabrac na takie bajki, oni znaja podlo
          > ze takich mechanizmow zbyt dobrze. Mysle, ze moga ci bardzo pomoc bo nie ma wat
          > pliwosci ze jestes ofiara przemocy. I twoje dziecko tez.

          Pracownicy niebieskiej linii wiedza tez, ze istnieja osoby, ktore stosuja bierna przemoc i gleboko przesadzaja. Na niebieska linie nie dzwonia wbrew pozorom maltretowane zony, takie co nieraz maja polamane zebra. Na takie linie dzwonia tez kobiety, ktore poklocily sie z mezem i uwazaja, ze sa ofiarami przemocy zapominajac dodac, ze najpierw same stosowaly bierna przemoc (na zlosc bede ogladac tv, nie wyslucham bo dziecko mnie zawolalo) i tenze maz stracil cierpliwosc i w przyplywie emocji wylaczyl tv bo co innego mial zrobic? Rzucic sie na nia z piesciami? Dopiero by byla chryja.
          • sengas Re: co za kompromitacja :( 07.09.14, 17:26
            Kompletnie nie rozumiesz o co tutaj chodzi i mam wrażenie że sama namiętnie stosujesz manewr z wyłączaniem tv swojemu mężowi, a tym samym próbujesz dostosować opisaną tu sytuację pod siebie, tylko z drugiej strony - a to kompletnie nie tak. tu nie chodzi o to, kto sprząta, kto nie, kto wyłącza tv a kto rzucił wyzwiskiem, tylko moim zdaniem o bardziej skomplikowany mechanizm "milczącej przemocy" - uwierz mi, że nie podnosząc ani razu głosu, nie rzucając k.... i nie kiwając palcem można zrobić z kogoś ofiarę przemocy na skraju załamania nerwowego.
            • black_halo Re: co za kompromitacja :( 07.09.14, 22:01
              sengas napisała:

              > Kompletnie nie rozumiesz o co tutaj chodzi i mam wrażenie że sama namiętnie sto
              > sujesz manewr z wyłączaniem tv swojemu mężowi, a tym samym próbujesz dostosować
              > opisaną tu sytuację pod siebie, tylko z drugiej strony - a to kompletnie nie t
              > ak. tu nie chodzi o to, kto sprząta, kto nie, kto wyłącza tv a kto rzucił wyzwi
              > skiem, tylko moim zdaniem o bardziej skomplikowany mechanizm "milczącej przemoc
              > y" - uwierz mi, że nie podnosząc ani razu głosu, nie rzucając k.... i nie kiwaj
              > ąc palcem można zrobić z kogoś ofiarę przemocy na skraju załamania nerwowego.

              No alez zanim maz zaczal ja nazywac zlosliwa swinia to ona musiala te milczaca przemoc zastosowac. Ja jestem ta druga strona i doskonale widze jak to wyglada. Prosisz raz, nic, drugi, piaty, dziesiaty i nic. Po kolejne awanturze cos tam sie zmienia wiec sie starasz bo widzsz, ze druga strona sie stara. Do czasu. Jest dobrze, dobrze a potem znow sie zaczyna. Dajmy na to codziennie jest problem w kluczykami bo druga osoba rzuca je godzie popadnie i nie mozna ich znalezc. Po koljnej awanturze ta osoba odklada je na miejsce przez powiedzmy dwa tygodnie. POtem sie zdarza, ze znow rzuca gdzie popadnie raz na tydzien, potem dwa razy na tydzien. Ale ty wciaz sie starasz nie robic awantur. Potem zas przychodzi dzien w ktorym musisz miec te kluczyki tu i teraz a ich nie ma, nie wiadomo gdzie sa i racisz dajmy na to pol godziny a mialas cos pilnego. Przychodzisz do domu i mowisz "tyle razy cie prosilam, zebys odkladal kluczyki na miejsce, dzisiaj znow nie moglam ich znalezc i przez to spoznilam sie do ginekologa na wizyte na ktora czekam od dwoch miesiecy". Na co Twoj maz, rozwalony na kanapie odburkuje cos i wlacza ignora bo jakze smialas cos powiedziec. I tak sie nakreca, TY mowisz, on podglasnia tv, ty podnosisz glos, on jeszcze bardziej, zaczynasz wrzeszczec i nic. Wiec wylaczasz tv i nazywasz go skonczonym dupkiem. Potem Twoj maz przychodzi na forum i sie zali, ze jest ofiara przemocy bo wylaczylas mu tv.
        • 1234naba Re: co za kompromitacja :( 07.09.14, 17:33
          > Po drugie: jesli maz ci "grozi" ze chce to zglosic na niebieska linje to zachec
          > aj go do tego goraco. To typowy tok myslenia u przemocowcow: zrobie z niej wari
          > atke, opowiem ze rzuca lyzkami o sciane az sasiedzi interweniuja.

          Niestety-stety na groźbach się skończyło, oczywiście teraz zachowuje się jakby nic się nie stało. Cud miód i w ogóle.
          • zuzi.1 Re: co za kompromitacja :( 07.09.14, 22:14
            Zapisz sobie w kalendarzu kiedy mial miejsce ten incydent a gdy pojawi sie kolejny, to zamawiaj wizyte u psychologa od przemocy. Kup sobie i przeczytaj polecane ksiazki, w przypadku tematu przemocy psych. wiedza, to kluczowa sprawa. Przemoc mozna zatrzymac, tylko nalezy reagowac szybko i konsekwentnie, najlepiej we wspolpracy ze specjalista. Ps. czy maz Cie przeprosil za swoje zachowanie? Czy wczesniej bylas nazywana swinia i wredna baba? Nie powinien sie w ten sposob do Ciebie odzywac wcale, to jest mocne przekroczenie granic. Pilnuj swoich granic i nie pozwalaj sie prowokowac, Twoje reakcje maja byc na zimno, jezeli przy kolejnej jego akcji, jesli taka sie pojawi uswiadomisz sobie, ze on to robi celowo, zeby Cie wyprowadzic z rownowagi, wowczas latwiej Ci bedzie na to skutecznie reagowac.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka