sprawa.tak
11.09.14, 12:18
Chciałabym o wypowiedzenie sie Was w poniższej sprawie.
Otóż są dziadkowie, którzy zajmuja się wnuczkiem w sposób taki że dziecko przychodzi samo do domu ze szkoły, poczestują obiadem - do siebie, czasem rodzice zostawiają jedzenie.
Chodzi o to że dziadkowie nie szanują pieniędzy, wydają na rózności, mają załużenia, mają oczywiście małe dochody też. Ale wina tez leży po stronie niegospodarności.
I teraz dzieci pomagają w sposób taki że pożyczą pieniądze - na wieczne nie oddanie.
Ja jako córka pozyczyłam kilka tysięcy - bo dać nie mam z czego, ani nawet pożyczać, bo zarabiam mało, maz też. Mamy dośc opłat. Ale pomimo że rodzeństwo odwróciło się i nie chca więcej pozyczać, to nacisk jest wkółko na mnie. Są szantaże itd. Jest mi przykro, bo wiadomo żal mi jest tej sytuacji - mam uciułane trochę pieniędzy ale kosztem oszczedności (nic sobie nie kupuję) boję się ze stracę pracę w najbliższym czasie i nie podołamy. Nie chce pożyczac w nieskończoność - z drugiej strony dziecko tam przychodzi po szkole, raz ja daje na obiad dla całej rodziny, raz rodzice częstują, zawsze po równo raczej kupujemy.
Prawie codziennie jestem szantazowana o pożyczenie, zdarzało się ze codzienie pozyczałam 100 zł, dokąd miałam. Pożyczałam bo mi żal było, bo moje dziecko tam przychodziło, jak pozyczyłam to nie chieli żebym kupowała tylko miałam tam jesć za darmo raz czy dwa w tygodniu. Ja tego nie lubie, więc i tak się dokładałam.
Ale nie jestem wstanie nadal w tym uczestniczyć, bo kasa jest pożyczana, ale oddać nie ma komu. Tak się nauczyli że ja "muszę" pożyczyć bo jak nie to dziecko ma siedziec na świetlicy i nie przychodzić.
Ja nie wiem co robić, czy ja mam nadal pozyczać, odejmowac sobie, bo to najbliższa rodzina, bo dzieckiem się opiekują. Ale z drugiej strony oddac nie noddają, a ja się pogłębiam, nic nie kupuję bo to co mam odkładam albo pozyczam. Zwariowac można.