piagizela
27.09.14, 14:57
Ostatnio strasznie irytują mnie obcy lub prawie obcy ludzie dający 'dobre rady'. Np. często psiarze czestuja mnie takimi radami. Mam roczną sunię i co chwilę słyszę jakieś mądrości. Z sunią bylam na szkoleniu, jest mala i w miarę grzeczna (wiadomo że czasem ją energia roznosi). Wczoraj bawila się kijami i aportowala, to jakas przechodząca ciocia dobra rada zaczęła wyklad, ze nie powinnam jej pozwalac na to, bo sie zęby scierają i ona tez tak robila a treserka kazała jej tylko z zabawkami dla psiaka chodzić. Ja na to, ze moja psina na dworze nie chce sie bawić zabawkami tylko kijami. Wiec kolejna rada, co z tym zrobic. Kolejna rada, ze to bardzo zle ze w misce ma caly czas sucha karme bo powinnam po 15 minutach chować. Itd. itp. Ja nie kwestionuję tego, czy tak jest prawidlowo wg treserów psów tylko ze ja sie nie pytam o rady. Czesto spotykam tez inna babke z psem, która tez mi ciągle powtarza jakies mądrości wyniesione ze szkolenia dla psów. Jak wolam mojego psa zeby przyszedl a on np. nie poslucha (chociaz cwiczę to z nim) to od razu slysze, ze powinnam isc na nastepny etap szkolenia. No po prostu wkurza mnie to, staram sie nie przejmować ale mam ochote do nikogo sie juz nie odzywać podczas spacerów, czym predzej sie oddalac i isc gdzies indziej. Wy tez spotykacie takich ludzi czy tylko ja jestem za malo asertywna i mam takie szczęscie?