Dodaj do ulubionych

Ratowanie związku

01.10.14, 07:15
"Poruszona" wątkiem obok Pani Izy, rozmówiłam się w "babskim" gronie nt. ratowania związku, w którym jedna strona tym związkiem nie jest już zainteresowana. I przeżyłam szok. Otóż to starcie przegrałam stosunkiem 1:5.
5 pań z mojego otoczenia uważa iż, prawdziwa kobieta to taka, która potrafi użyć wszystkich swoich wdzięków i wszystkich babskich trików, aby faceta zatrzymać przy sobie. Coś w stylu pakietu: sex, kolacja i święty spokój z pilotem w ręce. Facet wg. nich jest prosty w obsłudze jak budowa cepa, wystarczy wiedzieć tylko jak tym cepem big_grin machać. Z tego punktu widzenia Pani Iza ma całkiem realne szanse (po zastosowaniu pakietu), aby przy panu zostać i wieść spokojne życie.
Ja dalej tego nie ogarniam i wiem jedno: jak mnie facet nie chce, to ja jego tym bardziej! I tego się trzymam. A wy? Która z Was uważa, ze Iza ma szansę? Hmmmmm ....?
Obserwuj wątek
    • bei Re: Ratowanie związku 01.10.14, 07:55
      Zapewne szanse ma, tylko po co tkwić przy takim facecie?
      • default Re: Ratowanie związku 01.10.14, 08:24
        "Takim", tzn. jakim ? Tak naprawdę nie wiemy jaki on jest, bo z tego co napisała Iza trudno coś jednoznacznie wnioskować - oprócz tego, że na dzień dzisiejszy ma ochotę się rozstać. Plus jakieś mgliste pogłoski o innej kobiecie oraz wyznanie Izy, że bywa upierdliwa dla swojego partnera. Co zresztą można też wywnioskować ze stylu i tonu wypowiedzi autorki....
        Nie twierdzę, że związek należy ratować zawsze i w każdych okolicznościach, ale czasem jednak warto. Może Iza coś takiego wie/czuje, czego my nie wiemy, a co sprawia, że widzi szansę, że "to się odwróci". Może po prostu to kryzys w związku ? Może obydwoje potrzebują jakoś zrewidować swoje wzajemne stosunki, zastanowić się nad wspólną przyszłością ? Facet zasygnalizował koniec związku, ale Izy kategorycznie nie wyrzuca, więc może sam nie jest jeszcze niczego pewien.
        Ale oczywiście przez "ratowanie związku" nie należy jednoznacznie rozumieć wspomnianego w poście startowym "pakietu usług" ani ogólnie przymilania się i pokazywania od najlepszej strony, bo to raczej do niczego nie prowadzi... Tzn. może pewne elementy tak, ale program ratunkowy tak naprawdę jest inny dla każdej pary, ponadto zależny od okoliczności i masy innych rzeczy.
        W każdym razie ja uważam, że próby ratunkowe przeważnie warto podejmować - no chyba że facet jest jakimś kompletnym świrem albo nam po prostu przestało na nim zależeć.
    • kropkacom Re: Ratowanie związku 01.10.14, 08:03
      Pan już podjął chyba decyzję. Prawda? Jak mu się noga powinie to może wróci z podkurczonym ogonem. Tylko tyle.

      Ratowanie związku ma sens (moim zdaniem) wtedy jak jest dobra wola obu stron.
    • mejerewa Re: Ratowanie związku 01.10.14, 08:04
      Gdy miłość się skończy, to pakiet może zadziałać w długim związku, pełnym zależności rodzinnych, finansowych, majątkowych. Pod warunkiem, że pan jest leniwy i nie ma ochoty na romanse na boku, wystarczy mu w domu pełna micha, od czasu do czasu seks i świety spokój.

      Związek Izy nie ma takich silnych czynników spajających, poza tym pan ma ochotę na romanse i nie zadawala go nudna stabilizacja w imię tych czynników.
      • ichi51e Re: Ratowanie związku 01.10.14, 15:21
        Albo pani rogi nie przeszkadzaja w zamian za strawe (ktora sama ugotuje) i cieply kat (ktory wysprzata) jedyny problem to bardziej zdecydowana klusowniczka z bejbikiem w drodze.
    • guderianka Re: Ratowanie związku 01.10.14, 08:16
      Myślę, że starałabym się ratować związek wszystkimi możliwymi sposobami i..może by mi się udało, a może nie...who knows...Jakby nie było-warto walczyć-jeśli jest o co.
      • mag1982 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 08:27
        Nie wiem co bym zrobiła. Mam dwójkę małych dzieci więc raczej nie uniosłabym się honorem. Niestety przy braku chęci do współpracy z drugiej strony mogłoby mi g... wyjść. W podanej sytuacji wyprowadziłabym się do matki i szukała szczęścia gdzie indziej.
    • solejrolia Re: Ratowanie związku 01.10.14, 08:49
      raz mnie zostawił facet, chociaz starałam się ratować (mocno nieudolnie) związek, z perspektywy czasu, i kolejnych doświadczeń, wiem, że nie było o co walczyć, bo o ile on-fajny, ja- też niczego sobiewink
      to nasz związek był toksyczny.
      więc teraz- w analogicznej sytuacji- nie, nie walczyłabym za specjalnie. a w przypadku Izy, zabrałabym się do matki, i od nowa zaczęłabym sobie układać życie.
      • sonniva Re: Ratowanie związku 01.10.14, 08:54
        Dodam, że podany przeze mnie w/w pakiet jest przykładowy.
        Każda prawdziwa kobieta ponoć wie jaki pakiet powinna mężowi zapewnić i co powinno się w nim znaleźć wink.
        Tak sobie myślę, że gdybym aż tak bardzo musiała się starać, aby utrzymać związek, albo go ratować, to wiecie co? .... chyba by mi się nie chciało i jednak wolałabym, aby facet poszedł w swoją stronę.
        • pederastwa Re: Ratowanie związku 01.10.14, 17:44
          >Tak sobie myślę, że gdybym aż tak bardzo musiała się starać, aby utrzymać związek, albo go ratować, to >wiecie co? .... chyba by mi się nie chciało i jednak wolałabym, aby facet poszedł w swoją stronę.

          Czyli jesteś w związku, na którym niespecjalnie Ci zależy?
    • iwoniaw Re: Ratowanie związku 01.10.14, 08:54
      Nie wiem, kto to jest Iza i jaka jest jej konkretna sytuacja, ale dziwi mnie twoje zbulwersowanie, że ktoś nie godzi się z marszu na wszystko, co druga strona w związku wymyśli/zażąda. Np. "kończymy ten związek". No owszem, czasem najlepsze, co można zrobić w takiej sytuacji, to odetchnąć z ulgą i pożegnać się na zawsze, ale jeśli akurat kobieta uważa, że ten związek jest całkiem dobry (dla niej, z powodów obojętnych), a facet nie wie co czyni i ma np. chwilowe zaćmienie, które ona jest w stanie przeczekać/zlikwidować - to ma się poddać jego (głupiej z jej punktu widzenia) sugestii bez słowa sprzeciwu - w imię czego?
      • sonniva Re: Ratowanie związku 01.10.14, 09:00
        W pewnym sensie masz rację Iwonia.
        Tylko ja patrzę ze swojego punktu widzenia na tą akcję. I gdyby mój mąż przyszedł i mi zakomunikował, ze się zakochał i chciałby zakończyć związek spytałabym: To kiedy się kochanie pakujesz? Zwyczajnie moja duma nie pozwoliłaby na to aby zachować się inaczej. Wyprowadza się? Ok. to tylko i wyłącznie jego strata. Nie potrafię inaczej i nigdy nie żałowałam takiego postępowania.
        • triss_merigold6 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 09:09
          A ja bym najpierw strzeliła przez łeb patelnią, poprawiła krzesłem i zapytała ochu...ałeś? Rozumiem, że kryzys wieku średniego i 40-tka na karku skłaniają do szukania odmiany, ale jak już musi to niech sobie podyma po cichu, a nie bredzi o zakochaniu.
          • ichi51e Re: Ratowanie związku 01.10.14, 15:22
            Dobre. Zapamietam jakby co big_grin
          • capa_negra Re: Ratowanie związku 01.10.14, 20:36
            A ja bym najpierw strzeliła przez łeb patelnią, poprawiła krzesłem i zapytała o
            > chu...ałeś? Rozumiem, że kryzys wieku średniego i 40-tka na karku skłaniają do
            > szukania odmiany, ale jak już musi to niech sobie podyma po cichu, a nie bredzi
            > o zakochaniu.

            Piękne
            --
            A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek
            • paul_ina Re: Ratowanie związku 02.10.14, 03:44
              Piekne, ale dlugofalowo skutek trudny do przewidzenia.
        • iwoniaw Re: Ratowanie związku 01.10.14, 09:21
          Dlatego też napisałam, że są sytuacje, w których szerokie otwarcie panu drzwi dokładnie w chwili, gdy kończy wypowiadać swą światłą myśl o końcu związku, są jak najsłuszniejsze. Np. gdy ktoś - tak jak Ty - uważałby tkwienie po czymś takim w małżeństwie za poniżanie się. Ale ktoś inny może uznać, że nie, nie ma tak łatwo, że pan co powie, to ma - i np. uświadomić mu na wstępie, że ma jakieś zobowiązania, które sam podjął i z których nikt go nie zwalnia póki co. I nie zawsze ma to związek z poniżaniem się - a nawet w tych przypadkach, w których ma, nieraz i tak jest to lepsze wyjście niż posłuszne stulenie uszu po sobie i oddalenie się z jedną walizką pod most (ktoś wspomniał coś o kobietach zależnych - finansowo i nie tylko - to chyba ten przypadek) bez żadnej próby innego rozegrania tej sytuacji.
      • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 11:15
        bo na forum panuje przekonanie (z doświadczenia wzięte czy jak?) że ten kto jest mocniejszy "finansowo" ten stawia warunki. i ten słabszy z automatu się musi podporządkować - stąd zdziwienie, że pani jeszcze nie spakowana i jak ona śmie mieć inne wizje i chce cokolwiek ratować.

    • jusytka Re: Ratowanie związku 01.10.14, 08:59
      Tak może powiedzieć kobieta niezależna, a nie taka która podobnie jak autorka wątku tak "mądrze" kierowała swoim życiem, że nie ma się gdzie teraz podziać z dzieckiem. A jedyne co jej przyszło do głowy, to upokorzyć się i próbować odzyskać kogoś kto jej nie chce...
      • sonniva Re: Ratowanie związku 01.10.14, 09:03
        Chyba to jest sedno tej sprawy. Kobiety niezależne dyktują warunki, inne ... muszą się poniżać. Ja tak to widzę. Niestety.
        • gryzelda71 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 09:14
          A może strona która nie próbuje zawalczyć cieszy się właściwie z takiego obrotu sprawy?
          Bo jak ktos kocha i jest mu w zwiazku dobrze nie reaguje w sposób jakby ten związek nic nie znaczył.
          • triss_merigold6 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 09:18
            Nie znasz się. tongue_out Pełna godności ematka jeszcze pomaga pakować walizki, życzy szczęścia na nowej drodze życia i odmawia wystąpienia o alimenty na dziecko.
            • gryzelda71 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 09:21
              Nie widuję takich akcji z pomocą przy pakowaniu.
              No chyba,że jedna ze stron wielce tym ucieszona, to wówczas ma ciastko i zje ciastko smile
          • sonniva Re: Ratowanie związku 01.10.14, 09:22
            Widzisz Gryzelda, ja uważam, ze miłość nie ma tu znaczenia. Fakt, że kogoś kochamy nie może przysłonić nam prawdziwego obrazu sytuacji. Można kogoś kochać i z nim nie być - bo na nas nie zasługuje.
            Ja nie wyobrażam sobie życia z człowiekiem, o którym wiem, że mnie nie chce, a jest ze mną bo (i wybrać właściwe):
            - ma wyrzuty sumienia - Pani Iza prawdopodobnie z tego skorzysta: pan naobiecywał, że się zaopiekuje - więc niech teraz dotrzymuje słowa - coś w tym jest.
            - bo mu dobrze/wygodnie
            - bo tak naprawdę nie ma co ze sobą zrobić
            - przyzwyczaił się.
            Chyba jednak pomysł Triss jest najlepszy wink
          • lady-z-gaga Re: Ratowanie związku 01.10.14, 09:31
            Bo jak ktos kocha i jest mu w zwiazku dobrze nie reaguje w sposób jakby ten związek nic nie znaczył

            Jasne wink zwłaszcza kiedy miłość sprowadza się do: "tak się wygodnie przy tym facecie urządziłam, nie mam chęci zaczynac wszystkiego od nowa"
            • gryzelda71 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 09:48
              Czemu zawsze uważacie,że jak kobieta chce walczyć, to jest na garnuszku faceta?
              No serio nie widzę tych akcji z walizkami w realu, za to na forum każda ma otwarte i w pełnej gotowości do pakowania.
              Z inne strony, czy związki mogą istnieć tylko z miłości? A jak sa bo stronom tak wygodnie? To chyba sprawa tworzących takowy.
        • ciezka_cholera Re: Ratowanie związku 01.10.14, 11:24
          sonniva napisała:

          > Chyba to jest sedno tej sprawy. Kobiety niezależne dyktują warunki, inne ... mu
          > szą się poniżać. Ja tak to widzę. Niestety.

          Ja tez mysle ze to jest sedno tego watku - poczuc sie lepsza od tych glupich ponizajacych sie bab big_grin
          Ja zas mysle, ze pewien poziom zaleznosci jest nierozsadny, pewien poziom asekuracji w zasadzie wyklucza juz istnienie zwiazku. Ponizanie sie i plaszczenie przed odchodzacym (nie mylic z tzw walka o zwiazek) jest w glownej mierze pochodna naszej osobowosci.
    • kocianna Re: Ratowanie związku 01.10.14, 09:34
      Ja nie czytałam wątku Izy.
      Ale rozpad związku to zwykle "wina" obu stron - większa lub mniejsza wina, ale obu stron. Wobec braku patologii - przemocy, uzależnień - byłoby mi zwyczajnie szkoda przekreślić ileś tam lat wspólnego życia. Chłop - przynajmniej mój - nie działa tak, że mu micha i seks wystarczą, ale starałabym się dogadać, co poszło nie tak.
      Miłość chemiczna kończy się po roku-dwóch. Potem jest przyjaźń, przywiązanie i... inny rodzaj miłości. Bardziej dojrzały. Z kryzysu można wyjść obronną ręką, związek będzie silniejszy - ale to cholernie dużo ciężkiej pracy i nie każdemu się chce.
      Czy zawsze warto?
      To już sprawa bardzo indywidualna...
      • 3-mamuska Re: Ratowanie związku 01.10.14, 09:56
        A ja sie nie dziwie ze kobiety próbują walczyć.
        I to nie kwestie finansowe/mieszkaniowe.

        Ale dlaczego kobieta ma sie godzić na pomysły pana bez mrugnięcia okiem?
        Moze jak facet przyjdzie i powie chce trójkowa w łożku to kobieta ma sie szybciutko zgodzić?
        Jesli facet nie jest agresorem nie jest uzalezniony to czemu nie zawalczyć o zwiazek.
        Moim zdaniem jest to dobre, pozwala tez Kasia sie z sytuacja , bo często romas odejście to szok i trzeba dać czas kobiecie zeby sie przyzwyczaiła.


        Zreszta co to za stwierdzenie nie chce cie odchodzę ? Dorosły człowiek? co to piaskownica? A dziecko to co zepsuta zabawka ktora tatuś sie znudził?

        Nie czytałam tamtego wątku ...
        Nie mowie zeby sie poniżać biegać za panem, śledzić.
        Ale postarać sie co było nie tak, czemu taka decyzja.
        Moim zdaniem kobieta ma prawo walczyć o zwiazek, i mysle ze to tez pomaga na pozniej nawet jesli sie nie uda, ma sie poczucie ,ze zrobiło sie wszystko i nie odpuściło za szybko...
        a jesli nie wyszło to trudno. Cos jak z nieuleczalna choroba.


        A i jeszcze jedno duma nie pozwala zawalczyć, a co z dziecmi? Tez maja unieść sie duma i pozwolić tatusiowi zawinąć walizki i zostac weekendowym tatusiem? Przy małych dzieciach duma nie jest dobrym doradca.
    • priszczilla Re: Ratowanie związku 01.10.14, 10:01
      Zdarzyło mi się być odrzuconą i mimo wszystko pragnąć odrzucającego. Ale myślę, że w takich sytuacjach należy się wycofać jak tylko się da i nie dzielić się swoim stanem psychicznym ze sprawcą nieszczęścia. Po pierwsze tak jest łatwiej i zdrowiej, a po drugie nic lepiej niż rozłąka nie uświadamia, że się kogoś kochało i lubiło jego towarzystwo. Jeśli nawt mimo oddalenia nie stwierdzi, że chce wrócić to nie ma już co ratować.
    • jdylag75 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 10:25
      Nie ma co generalizować. Niekoniecznie musi coś w związku cały czas szwankować, żeby jedna strona chciała w jakimś momencie odejść. Ludzie się zmieniają, zmieniają się potrzeby, ambicje, sytuacja zawodowa, czasami jednej stornie może się wydawać, ze odejście coś zmieni na lepsze, wg mnie nie ma co puszczać wolno bez próby walki o związek. Niejednokrotnie wystarczy coś przedyskutować, nanieść lekkie zmiany i znowu jest dobrze.
      Gdybym postępowała radykalnie 2 razy juz bym się rozwiodła z aktualnym mężem i raz rozstała z nim podczas "chodzenia" , ale rozmawiamy, mówimy co dla nas ważne. Nie wykluczam, że się kiedyś rozstaniemy, ale na pewno nie będę nigdy żałowała, że nie walczyłam.
      Nie rozumiem jak dorosła osoba w pełni władz umysłowych spokojnie pomaga do tej pory >normalnemu< mężowi czy partnerowi spakować walizki, bo on nie chce już z nią być, bez wyjaśnień, ustaleń.
      Nie wierzę, że coś takiego zdarza się w przyrodzie. Jeśli coś takiego rzeczywiście wystąpiło to ten związek nigdy nie istniał.
      • sonniva jdylag 01.10.14, 10:40
        Naprawdę jakby mąż Ci powiedział, ze zakochał się w innej i nie chce już z Tobą być i kończy ten związek, próbowałabyś rozmawiać, spokojnie dochodzić do sedna, rozbierać na czynniki pierwsze Wasz związek, dociekać co nie zagrało i kiedy?
        I co dalej spalibyście w jednym łóżku, jedli przy jednym stole, spędzali święta razem, chodzili na spacerki, zakupy? Bo żeby dociekać istoty rzeczy potrzeba czasu! Nie wierzę, ze coś takiego istnieje w przyrodzie wink
        • vvipp Re: jdylag 01.10.14, 10:52
          Też nie wierzę w takie szczęśliwe związki w przyrodzie.
        • jdylag75 Re: jdylag 01.10.14, 10:53
          Oczywiście że zapytałabym dlaczego i czy wie co robi.
          Nie twierdzę że byłoby mi łatwo, ale uważam że wytłumaczenie mi się należy, co więcej uważam że on ma obowiązek wytłumaczyć dlaczego robi coś co ma wielki wpływ nie tylko an jego życie. Z resztą jeśli mnie trafiłby piorun sycylijski też moim obowiązkiem byłoby wytłumaczenie się mężowi.
          Poza tym jest różnica pomiędzy oczekiwaniem wytłumaczenia i próbą szukania rozwiązania a płaszczeniem się i używaniem "babskich sposobów".
          Duża ze mnie dziewczyna więc może i moja ambicja jest bardziej elastyczna, a i skłonność do widzenia świata w kontrastowych barwach coraz mniejsza.
        • kocianna Re: jdylag 01.10.14, 11:06
          W innej się zakochał, a ze mną spędził 10 albo więcej lat.
          I co?
          I mam go tak po prostu puścić?
          Nie, będę walczyć i rozkminać, co jest nie tak. To raczej nie jest tak, że ot, pstryk i on mnie już nie kocha. Nie ma motylków w brzuchu ze mną, ma z tamtą - to normalne. Motylki się kończą po 24 miesiącach. A ze mną ma kawał wspólnego życia i dzieci. Spokój i bezpieczeństwo. Docenienie (aby czy na pewno mu to okazuję?).
          Nie zawsze się da. Nie każdy może. Nie zawsze warto. Ale co, jakaś podfruwajka zawróciła mu w głowie, a ja tak po prostu dam się wykiwać? Po moim trupie.
          • sonniva Re: jdylag 01.10.14, 11:12
            I naprawdę będziesz mu koszule prasować na randkę z tamtą? big_grin
            Kocianna - lubię Cię i zaimponowałaś mi.

            • jdylag75 Re: jdylag 01.10.14, 11:24
              Po pierwsze nie każda pani serwisuje swojego misia.
              Po drugie walczyć o związek nie znaczy godzić się na wszystko, rezygnować wszystkiego i na kolanach mu dobrze robić, byleby utrzymać faceta.
              Trzeba odbyć rozmowy, które nierzadko mogą być dla pani bardzo przykre bo wreszcie może dowiedzieć się prawdy o sobie.

              Sonnivo niestety widzę Cię teraz jako osobę, której facet robi to co Ty chcesz i jak Ty chcesz. Niby fajne i kuszące, ale kto to na dłuższą metę wytrzyma.
              • sonniva Re: jdylag 01.10.14, 11:36
                Nie, mój facet nie robi tego co ja chcę, jeżeli się ze mną w tej kwestii nie zgadza ... i wzajemnie. Ale to nie jest kwestia tego wątku wink
    • joaaa83 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 10:54
      Gdyby w grę wchodziła inna kobieta i chciał odejść bo "się zakochał", to wyrzuciłabym faceta za drzwi. Jeśli mamy wspólne dziecko, to ma obowiązki względem dziecka takie same jak do tej pory. Jakby mieszkanie było jego, to oczekiwałam na pewno czasu na ogarnięcie wyprowadzki, ale bez przesady - nie chciałabym patrzyć jak szykuje się na na randki z nową ukochaną. No i na pewno ZERO sexu, obiadków itp.

      Mam punkt widzenia chyba taki sam jak sonniva. Uważam, że przymilanie się facetowi, który porzucił mnie dla innej kobiety, jest uwłaczające.
      • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 11:25
        jakieś proste masz myślenie

        zakochanie się w kimś nowym nie oznacza automatycznie tego, że się przestaje kochać/lubic/szanować dotychczasowego partnera. a zakochanie w kimś nowym już na pewno nie oznacza, że się z tym starym nie chce mieszkać, porzuca dzieci itp. twoje rozumowanie jest teraz na etapie może 18 latki a nie dojrzałej osoby, z doświadczeniem życiowym, tzw w skrócie gimbaza.
        • sonniva Re: Ratowanie związku 01.10.14, 11:40
          Rozumiem, ze ta gimbaza to także jest do mnie big_grin
          Dziękuję mam prawie 43 lata a poczułam się jak siksa ;-D
          Moje podejście do niniejszej sprawy jest właśnie pochodną mojej dojrzałości i zdobytym życiowym doświadczeniem.
          Inne podejście prezentowane w tym wątku przez mamy będące za ratowaniem takiego związku to dla mnie z kolei "gimbaza". Bez obrazy oczywiście drogie ematki.
        • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 11:46
          Rozumiem, ze wyrazem (XIX-wiecznej) dojrzalosci jest przymykanie oczu na to, ze pan chodzi na boki w imie trwalosci malzenstwa (i, jak sie domyslam, takze ciaglosci wplywu pensji malzonka na konto).
          • gryzelda71 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 11:48
            Co wy z tą kasą i zależnością?
            Jakby nie było kobiet samodzielnyc i majętnych przymykająych oko na zdradę misia.
            • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 11:51
              Sa i takie kobiety, ale jednak jest raczej jasne, ze te, ktore sa zalezne finansowo od meza maja dodatkowa (materialna) motywacje do utrzymania go przy sobie za wszelka cene.
              • gryzelda71 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 11:53
                Za jaką wszelką cenę? Jak pan NIE ZECHCE, nie zostanie. A ma nie próbowac tylko dlatego,że sa panie co prychną nie masz godności?
                • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:11
                  A o zwiazek, milosc, szacunek trzeba sie prosic na kolanach? Po slubie traci sie godnosc, czy jak?
                  • gryzelda71 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:14
                    Jakie na kolanach? Czy dla ciebie próba ratowania związk to pasmo pświęceń i poniżeń pani? No jak tak to ok, tylko przestć udawadniać ze twoje myślenie obowiązuje wszystkie panie.
                    • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:16
                      Przeczytaj jeszcze raz post poczatkowy: seks, kolacja i spokoj z pilotem w rece.
                      • gryzelda71 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:19
                        Jeśli to skuteczne, a pani nie będzie musiała udac się latami trwającą terapię to czemu nie? Kazdy ma jakieś tam swoje granice poniżenia. Albo i nie ma. Ty pomożesz spakowac waliżki inna zrobi loda.
                        • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:28
                          Zrobic mozna wszystko, ale czy mozna bedzie potem spojrzec w lustro, to inna rzecz.
                          • gryzelda71 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 14:14
                            Skąd pomysł,ze każda zobaczy w odbiciu to co ty, no to zagadka.
                            • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 14:42
                              A co zobaczy? Pewną siebie i szanującą własną osobę kobietę, czy bluszcz, który nie odpuści nawet najgorszemu chłopu, byle nie być samotną? Poniżenie nie jest subiektywne.
                              • gryzelda71 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 15:01
                                Nie, ona być może zobaczy przegraną babkę, bo nie podjęla próby.
                                I na nic twoje prychanie,ze nie szanuje siebie.
                                • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 19:16
                                  Próbować można, jeśli partner dobrze rokuje. Pan, który wypisuje się ze związku i ląduje w cudzym łóżku raczej się do takich nie zalicza. Ale widać nie dla wszystkich szacunek dla siebie jest ważny...
                                  • gryzelda71 Re: Ratowanie związku 02.10.14, 07:33
                                    Może nie każda tak samo szacunek do samej siebie jak ty odbiera. wiem, wiem masz jedyną słuszną definicję.
                                    • ashraf Re: Ratowanie związku 02.10.14, 09:59
                                      A czy ja komus bronie sie ponizac? Niektorzy maja tendencje masochistyczne. Ich sprawa.
          • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:00

            nie znasz pań chodzących na boki? podobno była żona twojego męża pierwsza polazła. kochała może obu? czy od razu trafił ją piorun sycylijski i uskuteczniła wyprowadzkę?
            z tego co kojarzę, chciała mieć obu.
            • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:12
              Owszem znam, natomiast nie wiem skad ci sie wziela bajka na temat ex-zona mojego meza, nigdy nie pisalam, ze go zdradzala, wiec daruj sobie fantazje na ten temat...
              • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:18
                oj pisałaś pisałaś,
                faktem jest, że rogaczem nie ma co się chwalić, więc rozumiem że bronisz honoru z automatu.

                • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:19
                  Zacytuj prosze, bo na razie po prostu klamiesz i jeszcze sie tym chwalisz...
                  • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:45
                    nie chce mi się wątków sprzed lat szukać w celu potwierdzenia że facet się rozwodził, bo go pani kantem puściła.
                    niech już ciebie lepiej trzyma krótko, to może kolejne małżeństwo nie rozlezie mu się na boki
                    • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:58
                      Alez szukaj, tylko obawiam sie, ze jedyne co znajdziesz, to to, ze pierwsza zona mojego meza byla rownie pracowita i ambitna jak i ty... o zdradach nic mi nie wiadomo wink no i wiesz, maz nie jest moim wlascicielem, zeby musial mnie krotko trzymac i ja takze nie walczylabym o niego pazurami, bo jeszcze nie zwariowalam i szanuje siebie na tyle, zeby nie zadowalac sie taki "odbitym" z cudzego lozka chlopem.
                      • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 13:00
                        już się zadowoliłaś i się nie tłumacz, widać ci taki pasuje
                        • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 13:05
                          Oj volta, nieladnie byc taka klamczucha, ale z twojej strony nic mnie juz nie zdziwi... przeciez to ty sama pisalas, ze nie ma obowiazku byc inteligentna i ambitna kobieta, czemu dajesz nieustannie wyraz big_grin
                          • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 13:13
                            a to płaskie widzenie świata(prezentowane w tym wątku) to jest domeną tych inteligentnych i ambitnych? zaliczasz się do tej grupy, ale nie wiem czy słusznie. będziesz potwierdzać? czy odpuścisz?
                            • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 14:43
                              Tobie na pewno nie będę nic tłumaczyć, bo do osoby, która postrzega się tylko przez pryzmat małżonka i tak nie dotrą żadne racjonalne argumenty.
          • riki_i Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:26
            Sposoby moze i XIX-wieczne, ale zazwyczaj skuteczne.

            Napije sie piwa z obcego browaru, poprobuje, a potem wroci do macierzy smile

            Metody Pani Dulskiej skutkuja trwaloscia rodziny, przynajmniej w ujeciu formalnym.
        • joaaa83 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:51
          Ja bym powiedziała, że to raczej dziewczyny z gimbazy biją się (czasem w sensie dosłownym) o chłopców. Skoro on bzyka inną i mówi, że chce odejść, to nie ma czego ratować, bo ja uznaję że facet nie zasługuje na mnie. Wolałabym gryźć przez trzy miesiące, czy nawet rok czy dwa poduszkę z rozpaczy, ale w bliższej lub dalszej przyszłości mieć nadzieję na normalny związek, w którym jestem kochana i SZANOWANA. Nie piszemy o zdradzie, kiedy facet prosi o wybaczenie, żałuje. Wtedy można ratować.

          Z niektórych związków nie da się całkowicie "wymiksować" np. gdy są dzieci i dla ich dobra walczyłabym o pozytywne relacje z ex, ale pozytywne relacje z ex nie muszą oznaczać sypiania z nim, troszczenia się o niego itd. Rozumiem też tymczasowe mieszkanie pod jednym dachem, bo nie poszłabym uniesiona honorem "pod most", ale można być współlokatorami, a nie odgrywać szopkę i udawać że wszystko jest ok.

          A z mojego doświadczenia wiem, że faceci szanują kobiety, które same siebie szanują.
          • gryzelda71 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 14:21
            faceci szanują kobiety, które same siebie sza
            > nują.

            Kolejne puste hasło.
            • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 14:44
              Ale prawdziwe. Ludzie doskonale wyczuwają kogo mogą wykorzystać i kim mogą bezkarnie pomiatać.
              • gryzelda71 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 15:10
                Hmmm czyli prawdziwa szanująca się kobieta nic nie robi. Ona przyjmuje co los, partner zgotuje.
                • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 20:35
                  Prawdziwie szanująca się kobieta nie pozostaje w związku z mężczyzną, który jej nie szanuje.
                  • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 20:39
                    twoje szanowanie jest jakoś dziwnie umiejscowione w kobiecym kroczu?

                    ja mam poprzeczkę jednak ustowioną nieco wyżej, no ale co kto lubi?
                    • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 21:05
                      Owszem, moje ciało nie jest przeznaczone dla byle kogo, a już na pewno nie dla faceta, który pije z wielu źródełek. Ale, jak rozumiem, dla ciebie to bez znaczenia i może być niewierny, nieuczciwy, z przychówkiem na boku, byleby był dalej mężem.
                      • volta2 Re: Ratowanie związku 02.10.14, 09:48
                        no właśnie przecież ten twój z wielu źródełek pije, dziś tu, wcześniej ówdzie, za ile lat planuje zamienić twoje krocze na kolejne 20 letnie? mówisz, ze nie byle dla kogo masz to krocze? oj, mamy inne definicje byle kogo.
                        • ashraf Re: Ratowanie związku 02.10.14, 09:56
                          Logika volty: spanie z mezem, ktory d...y na boku = dobrze, bo to dalej ten sam maz. Niech nawet rzezaczke przyniesie, co tam, w koncu swoj wink Dzieciom tez takie rzeczy opowiadasz?
    • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 11:39
      Nie wierze w to, co czytam... facet otwarcie mowi, ze chce odejsc, ma inna, a zona ma "ratowac"?? Co, przepraszam bardzo, mozna ratowac, skoro chlop zakotwiczyl sie juz w cudzym lozku? Nie mowie, ze jednorazowa zdrada zawsze musi oznaczac rozstanie, nie mowie, ze nie warto walczyc o malzenstwo, bo warto! Ale do tego konieczna jest (jak pisala kropka) wola obu stron, chec zobaczenia i przyznania, ze problem jest i szukania jego rozwiazania. Nikt nie mowi, ze zawsze bedzie latwo i przyjemnie. Jezeli jednak ktos pokazuje, ze ma w d...e rodzine, idzie do innej, zakochal sie (a to nawet - w dluzszej perspektywie -gorsze niz zdrada fizyczna), to trzeba byc idiotka, zeby chciec takiego chlopa zatrzymac przy sobie. No, chyba ze jest sie od niego uzalezniona finansowo, wtedy wierze, ze niektore kobiety, zamiast szukac niezaleznosci, wybiora droge utrzymania przy sobie chlopa za wszelka cene, nawet kosztem ponizenia i utraty godnosci. Co do dzieci, to o ich dobru powinien pomyslec przede wszystkim ojciec, zanim postanowi wymiksowac sie z rodziny. Co natomiast przyjdzie dzieciom z wymuszonego zwiazku matki z niedojrzalym i chodzacym na boki panem i jakie wyniosa z takiej rodziny wzorce, tego nawet nie probuje odgadnac... I nie mowie, ze trzeba uniesc sie honorem i wystawic walizke, bo to nie jest takie proste - w realnym zyciu istnieje mnostwo spraw, ktore trzeba zalatwic, uzgodnien (w tym prawnych, dot. opieki nad dziecmi) itd. Natomiast sklejanie takiej skorupki, szczegolnie przy niecheci pana (chce odejsc!) to kompletne nieporozumienie i wyraz braku elementarnej niezaleznosci i szacunku dla wlasnej osoby.
      • gryzelda71 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 11:47
        W sumie, chce odejśś do innej to pa. A jak po prostu chce odejść, nie ma żadnej innej to tez pa?
        • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 11:51
          To sa jednak dwie rozne sytuacje. W pierwszej niedojrzalosc pana jest nieuleczalna. W drugiej mozna probowac, ale nie na zasadzie przymilania sie, seksu na zadanie i gotowania kolacyjek, ale poprzez rozmowy, probe zrozumienia co sie stalo i czy mozna cos z tym zrobic, terapie itd.
          • gryzelda71 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 11:56
            A czy nie może jakastam pani wybrac skutecznej metody?
            I czy ta rozmowa to nie będzie brak godności, wszak pan powiedział nie chcę już z toba być.Nalezy pogodzić się z tym tak samo jak w przypadku hasła mam inną. W obu sytuacjach pan wyraził się jasno.
            • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:03
              Rozmowa nie musi byc ponizajaca. Super seks z panem, ktory ma pania w czterech literach to kompletny brak godnosci, dziwie sie, ze tego nie widzisz...
              • gryzelda71 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:05
                Aha rozmawiać mogę z panem co ma mnie w 4 literach, spac w jednym łóżku nie. Dziwne.
                • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:13
                  Spanie w jednym lozku jest raczej zarezerwowane dla innego typu relacji niz te, w ktorych mozna uskuteczniac rozmowe.
                  • gryzelda71 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:17
                    Kolejna teoria.
                    • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:21
                      Nie, po prostu zdrowy rozsadek i szacunek do wlasnej osoby. Nie kazdy lubi sypiac z facetem, ktory godzine wczesniej obracal inna....
                      • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:32
                        a tę wiedzę od męża czerpiesz? obracał byłą żonę po godzinie od jej powrotu z randki i jednak z szacunku do własnej osoby się wziął i rozwiódł?
                        • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:35
                          Daj spokoj, volta, robisz sie nudna ze swoimi fantazjami. Rozumiem, ze szacunek dla wlasnej osoby nie jest twoja mocna strona, ale musisz byc do tego klamczucha?
      • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:06
        jaka tu płycizna umysłowa się ukazała

        pamiętam jak moja własna mać, pracująca mocno intensywnie i ostanie co można o niej powiedzieć, że była (i jest) zależna finanswo od kogokolwiek - pazurami ojca przy sobie trzymała. nie chciała go oddać innej, gdyby nie walczyła, możliwe że by odszedł, bo pani nowa mocno zdeterminowana była.

        nie zauważyłam, by wraz z tym że zarabia stanęły jej wszystkie uczucia. nienawidziała go jak ją robił kantem, ale oddać nie chciała bez walki. przykro było patrzeć, ale potem miała duużą satysfakcję.
        • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:14
          Widac juz po kim masz takie poglady... nie ma czego zazdroscic, az szkoda komentarza...
          • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:19
            ciekawy po kim ty dziedziczysz swoją płyciznę poglądów?

            czy przez osmozę po mężu? czy wyssałaś do maci
            • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:23
              Rozkrecasz sie, volta, dalej, popisz sie jeszcze chamstwem smile
              • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:28
                a co mam ci jeszcze pisać? sama wiesz lepiej

          • gryzelda71 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:20
            Ale czego szkoda? Każdy ma własne spojrzenie na sprawy związkowe. Chyba tobie krzywda się nie dzieje,że matka volty o ojca walczyła?
            • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:22
              Nie no, oczywiscie, jak ktos chce, to moze nawet kochance meza kwiaty wysylac.
            • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:31
              dzieje się jej krzywda, w móżdżku
              bo ona myślała, że ja chyba? piszę o swoim mężu, który z pieśnią na ustach mnie utrzymuje, więc wicie rozumicie, ja muszę przymykać oczy na chodzenie na boki, bo pensja na konto wpływa...

              a tu zonk

        • sonniva Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:19
          Volta!
          Ja właśnie takich kobiet jak Twoja mać nie ogarniam.
          Nienawidzić męża i walczyć o niego! Na litość boską po co?
          No chyba tylko, żeby tamtej babie zagrać na nosie!
          • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:26
            walczyła o rodzinę, naprawdę tak trudno ci to zrozumieć?

            miała przestać kochać na zawołanie?

            widziała potencjał, zawalczyła i ma co chce( z perspetkywy patrząc, cóż znaczył taki epizod, powiedzmy roczny wobec obecnie 40 lat małżeństwa?)
            ja byłam dość mała, a rozmów z matką o tym nie przeprowadzam, oceniam ze swojej perspektywy.

            i śmieszy mnie wpieranie ludziom, że kobiety które są niezależne i samodzielne finansowo łatwo odchodzą, czy też łatwo oddają w drugie ręce, bo to nigdy nie jest łatwe, jeśli się kocha/kochało i jeśli związek był nie jest zły(chociaż ja akurat mojego ojca w życiu na męża bym nie wzięła i teraz jako dorosła mogę się dziwić że o swojego misiaczka walczyła).

            a może po prostu się uparła? też jej wolno było.
            • sonniva Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:31
              Oczywiście, że są takie kobiety jak Twoja mama, wszyscy o tym wiedzą.
              Ja nie chciałbym takiego męża. Wolałabym być sama. Nawet gdybym bardzo kochała.
              • sonniva Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:35
                Ale ciekawi mnie jeszcze jedno.
                Nie napisałaś Volta, jak to zrobiła?
                W jaki sposób walczyła o męża. Piszesz, ze pazurami. Że co zmasakrowała twarz przeciwniczce? Ja nie robię sobie jaj, tak poważnie pytam, bo tyle się tu pisze o ratowaniu. A ja ciągle nie wiem jak wydrzeć męża z rąk kochanki? Hę?....
                • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:43
                  toż piszę, że mała byłam
                  pazurami - w sensie że używała chyba? wszystkich metod jakie jej mogły przyjść do głowy
                  na pewno prosiła o wsparcie rodzinę męża(ojca i duuużo starszą siostrę, autorytet mojego ojca)

                  raczej nie tykała kochanki(w sensie nie pisała, nie dzwoniła do niej) - ale tu mogę nie wiedzieć

                  na pewno dała sobie czas
                  pani chciała mieć rodzinę, dziecko, faceta a czas uciekał... matka miała go w nadmiarze, jej się nie spieszyło więc mogła przeciągać sprawę.

                  jak wydrzeć męża z rąk kochanki
                  no, jak kochanka miała być tylko do zabawy, to chyba nie było tak strasznie trudno?
                  • sonniva Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:48
                    A potem rodzice żyli długo i szczęśliwie?
                    Podziwiam, podziwiam i z podziwu nie wyjdę.
                    Ja nie chciałabym takiego męża co nawet dla zabawy poszedł na bok, po prostu nie chciałabym i koniec.
                    • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 13:06
                      jak widzisz, dalej teoretyzujesz

                      może pogadamy jak przeżyjesz(choć nie życzę, nikomu), walizki wystawisz i powiesz, że koniec.

                      inaczej to jest tylko stukaniem w klawiaturę
                      ja tam bym rozwodnika nie chciała, nie i koniec. przysięgał i co? a niektórym pasuje i deklarują, że żyją długo i szczęśliwie z takimi. (czy mogę nie wierzyć?)

                      przyjmij, że ludzie są różni i że to co byś ty, to nie to samo co ktoś.


                      • sonniva Re: Ratowanie związku 01.10.14, 13:13
                        Oczywiście że przyjmuję, przecież piszę że wiem, ze są panie z innym podejściem do tematu niż ja. Ba! ... piszę, ze nawet podziwiam takie osoby.
                        Trochę luzu Volta, przecież Cię nie atakuję i nie jestem do Ciebie negatywnie nastawiona wink
                        Pozdr.
                        • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 13:21
                          ale ja nie widzę tu ataku tylko kompletny brak zrozumienia(że tak może) i mierzenie tematu swoją miarą.(dlaczego ona może skoro ja bym nie mogła?)

                          przecież nie mogę się wypowiadać za moją matkę, czy żyje szczęśliwie
                          na pewno nie sprawdziła się w tym przypadku druga forumowa mądrość, że jak zdradzi raz to zdradzi i kolejny. kolejnego nie było, więc może rzeczywiście było warto? dla mnie jako dziecka tak, i nigdy nie powiedziałabym, że lepiej żeby się rozwiedli.

                          ja bym z ojcem, nawet wiernym jak pies przez całe życie, szczęśliwa być nie mogła, męża wybrałam sobie po olbrzymiej kontrze i jego bym kochała, nawet jakby chadzał w tango. (oczywiście teoretyzuję - bo tak naprawdę to nie wiem przecież)
                          • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 14:46
                            Naprawdę cenisz się aż tak nisko, żeby nie wymagać od męża tak elementarnych postaw jak wierność? Emama nigdy nie przestanie mnie zadziwiać... Co jeszcze byś mu wybaczyła? big_grin
                            • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 15:06
                              pytanie, co on by mi wybaczył

                              mówił, że oliwkowe pamiątki z Tunezji uznałby za swoje, no, ale on mnie kocha i zamierza dotrzymywać swych obietnic.
                              za to ten twój jak wiesz, obiecać ci może wszystko, tobie, tej przed tobą i następnym lekkim twistem. i ty mi o szacunku chcesz wykłady dawać?
                              • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 19:15
                                Jak kto lubi, możesz nawet przywieźć mu z Tunezji HIVa. No comments. Miłość polega m.in. na wierności, inaczej pozostaje tylko dulszczyna i małżeństwo na pokaz i "bo co ludzie powiedzą".
                                • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 20:22
                                  mogę? oj jak dobrze, zmartwiłam się że mi nie pozwolisz...

                                  ogarnij swą tępą główką, że kobieta ma takie same możliwości zdradzania jak facet. bo z twojej pustoty umysłowej wynika, że widzisz tylko mężowe pieniądze i mężowe zdrady połączone z przymykaniem oczu żony.

                                  taka niby hop do przodu jesteś a stereotypem zalatuje na kilometr.
                                  • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 20:38
                                    Naprawdę nie potrafisz dyskutować bez inwektyw? I nie wiem skąd ci się wzięło przekonanie, że nie wierzę w zdradę kobiet... jak najbardziej znam takie przypadki. Co nie zmienia faktu, że największymi piewczyniami walki do ostatniej krwi są te panie, które bez męża zostają bez grosza przy duszy, to proste i logiczne.
                                    • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 20:47
                                      kąd ci się wzięło

                                      no z twoich wypocin

                                      "nie wymagasz od męża wierności?",
                                      "przymykasz oczy na męża coś tam i coś tam"
                                      "nie masz do siebie szacunku"

                                      i dziesiątki innych podobnych tekstów


                                      w ogóle w tych płyciznach nie dopuszczasz nawet, że to może być odwrotnie. no a już panie pracujące to w ogóle pozbywa się mężów z pierwszym podejrzanym smsem(vide moja matka, kociannna i milion forumek, które tu piszą o zdradach)

                                      a ja z tym próbuję polemizować, choć przyznam, że ciężko jest
                                      • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 21:08
                                        Cóż, niektórzy mają naturę męczenników i wolą się męczyć z niewiernym licząc na to, że się zmieni (lub, co bardziej prawdopodobne, będzie bardziej dyskretny), inni potrafią żyć samodzielnie, nie oglądając się na partnera czy partnerkę, którzy nie są ich warci. A jak to wpływa na dzieci, widać na twoim przykładzie. Matka położyła uszy po sobie i przymknęła oko na męża, który musiał się wyszumieć gdzie indziej, córka też nie miałaby nic przeciwko temu i "walczyłaby pazurami". Smutne i żałosne, dowodzi tylko tego, że właśnie dla dobra dzieci nie warto dać się poniżać.
                                        • volta2 Re: Ratowanie związku 02.10.14, 01:39
                                          Matka położyła uszy po sobie

                                          ale była przecież jak ty - mocno ambitną laseczką, lepiej wykształconą i na dodatek niezależną finansowo

                                          i co? i walczyła.

                                          a w twoich wywodach(muszę powtarzać, że płytkich i w ogóle nie zdradzających krzty inteligencji, którą tak myślisz, że błyszczysz) takie kobiety żegnają panów w try miga. bo są niezależne, ambitne i inteligentne.
                                          otóż - ani ambicja ani nic innego nie pozwoliło jej pożegnać pana.


                                          a ty dalej żyj złudzeniami, że ta twoja inteligencja i ambicja pozwoli ci spakować misia walizki w 3 minuty po tym, jak się dowiesz, że miś zmajstrował dzieciaka kolejnej 20 latce(ma w tym praktykę, nie zaprzeczysz chyba?). w sumie, to może jak typowa jematka jadąca na porodówkę masz już taką spakowaną, żeby w chwili szczęśliwych wieści być gotową na zmiany.



                                          • ashraf Re: Ratowanie związku 02.10.14, 08:47
                                            Wyksztalcenie i praca musza isc w parze z przeswiadczeniem, ze ma sie w sobie wartosc niezaleznie od mezczyzny, z ktorym jest sie zwiazanym. I ze lepsza jest dobra samotnosc, niz byle jaki maz. A twoje personalne zagrywki mnie nie ruszaja, mozesz sobie klamac do woli na temat moj i mojego meza wink I nie martw sie, jestem przygotowana na samodzielne zycie, bo nie jestem kretynka, ktora uwaza, ze maz jest niesmiertelny albo ze zawsze wypadkom ulegaja inni, a nigdy my... majac dzieci warto byc przygotowanym na kazda ewentualnosc, takze taka, ze bedzie sie w zyciu roztrzasac inne dylematy niz to, czy kupic vizir w biedronce czy w auchan i jaka zupa ma byc na obiad. Ale poniewaz to drugie jest wygodne, nie przewiduje, ze to zrozumiesz wink Szkoda mi tylko dzieci, ktorym wpajasz mentalnosc wiejskiej baby - niewazne jaki chlop, byle z nim siedziec. Moze pic, bic i chodzic na baby, ale jest "swoj" wink
                                            • volta2 Re: Ratowanie związku 02.10.14, 09:44
                                              moje dzieci mogą co najwyżej wzrastać w przekonaniu, że mogą pić i bić i chodzić na baby a i tak będą mieć luzik. jak jedna pogoni to zaraz znajdzie się następna chętna, 10 lat młodsza, rękawy zakasa i nawet nie piśnie, że coś jest nie halo. dzieciaka wręczy na spacer i będzie szczęśliwa, że ma gacie w domu.

                                              swoją drogą to ja sama lubię pić i bić, no na baby nie chadzam
                                              smile jeszczesmile
                                              • ashraf Re: Ratowanie związku 02.10.14, 09:58
                                                Szczescie z posiadania gaci w domu to twoja domena. Byle jakich gaci, dodajmy, nawet takich, ktore raz sciaga przy zonie, a raz przy sekretarce. Byle sie nie rozwiodl, bo to wstyyyyd, prawda? big_grin big_grin
                                                • volta2 Re: Ratowanie związku 02.10.14, 13:00
                                                  a bywasz taką sekretarką, że wiesz?

                                                  nie odpowiadaj, nie musisz zdradzać tajemnic jak sie za 40 letnich pryków bierzesz, każdy wie, tym bardziej że są z tego dzieci
                                                  • ashraf Re: Ratowanie związku 02.10.14, 13:06
                                                    O takie szczegoly zapytaj swojego meza, moj nie chadzal po burdelach przed slubem ani nie wysylam go tam, zeby mnie "odciazyl w obowiazkach", czym ty sie chwalilas. Ale przeciez seks z prostytutka to nie zdrada i nie ma co robic z tego afery, prawda? big_grin big_grin big_grin Uwielbiam twoja moralnosc volta, jest po prostu ksiazkowym przykladem prania mozgu. Po prostu urodzilas sie o jakies 150 lat za pozno wink
                                                  • volta2 Re: Ratowanie związku 02.10.14, 16:43
                                                    O takie szczegoly zapytaj swojego meza,

                                                    wolę ciebie, tak się tu znajomością realiów biurowych popisujesz, to zapewne z doświadczenia

                                                    mój osobisty to na budowach robi, tam sekretarki nie bywają, w ogóle tam rzadko baby jakiekolwiek bywają, no ale się porozkręcaj jeszcze te opowieści o swojej podbiurkowej robocie.

                                                    wysylam go tam, zeby mnie "odciazyl w obowiazkach",
                                                    nie wysyłasz? ja też, ale czasem mi się marzy, by mnie kto odciążył, że też nie ma przyjemności pracować z tobą, byś się może wykazała, ty taka ambitna, zgrabna i powabna, z czołem nieprzeoranym żadną myslą -
                                                  • ashraf Re: Ratowanie związku 02.10.14, 17:29
                                                    Zrobilo ci sie glupio, bo przypomnialam, jak chwalilas sie burdelowa przeszloscia meza i tym, ze sama go tam wysylasz? Skoro seks to dla ciebie obowiazek, to i nic dziwnego, ze nie mialabys nic przeciwko kochankom meza. Tylko nie obrazaj mnie sugerujac, ze chcialabym miec z nim cos wspolnego. Nie interesuja mnie ani zonaci, ani bywalcy burdeli, wiec raczej bedzie musial zadowolic sie swoja goraca zona big_grin
                                                  • volta2 Re: Ratowanie związku 02.10.14, 20:39
                                                    żonaci cię nie interesują? a to dobre....
                                                    zawsze to lepiej jak żony są byłe, ale jakoś nie wątpię że twoja podbiurkowa działalność, którą się tu tak chwalisz, ograniczała się tylko do ściągania gaci rozwodnikom po 40 tce.





                                                  • ashraf Re: Ratowanie związku 02.10.14, 20:49
                                                    big_grin big_grin big_grin czyli jednak cię to dotknęło... nie przypominam sobie, żebym chwaliła się sypianiem z żonatymi, mojemu mężowi daleko do 40, za to ty nie ukrywasz, że masz za męża faceta, który chodził na k...y. Ale możesz śmiało pofantazjować sobie jeszcze na mój temat, w realu na pewno znajdzie się wiele pań, które - zgodnie z jego przyzwyczajeniami - odpłatnie umilą twojemu mężowi czas w zastępstwie oziębłej żony. Najważniejsze, żeby nie zapragnął się z żadną z nich ożenić, pod tym względem dz..ki są faktycznie lepsze big_grin Oj, volta, rozbawiłaś mnie dzisiaj do łez wink Najlepsza jest i tak "podbiurkowa działalność", nic dziwnego, że nie garniesz się do roboty, skoro praca kobiet ogranicza się dla ciebie do romansowania z kolegami lub szefem. Lepiej zostać w domu big_grin big_grin
                              • iuscogens Re: Ratowanie związku 02.10.14, 07:36
                                No wlasnie obiecywal wiernosc i potem z tej obietnicy nic nie wyszlo. Zdradzi i moze zonie znowu obiecac, ze bedzie wierny?? Niewazne ze lamie te obietnice, wazne ze caly czas obiecuje tej samej a nie kolejnej?? wink
                                • volta2 Re: Ratowanie związku 02.10.14, 09:40
                                  rozumiem, że jak obiecuje wielu to jest ok?
                                  • iuscogens Re: Ratowanie związku 02.10.14, 11:05
                                    Dla mnie bez roznicy czy jednej czy wielu. Wazne co z ta obietnica robi.
                                    • volta2 Re: Ratowanie związku 02.10.14, 13:03
                                      no, zazwyczaj nic, znajdzie się następna chętna na łykanie głodnych kawałków.

                                      wyczytałaś już jaka ex żona męża ashraf była zua i jak on się misio starał ale nie mógł, no po prostu nie mógł się nie rozwodzić?
                            • kocianna Re: Ratowanie związku 01.10.14, 15:39
                              A odwróć sytuację. Taka Iksińska nie śpi z mężem, jak nie on pozmywa. Notorycznie nim pomiata. Żąda coraz wyższych zarobków, ale ma być obecny w domu i opiekować się dziećmi. Sama zrobi wszystko najlepiej, więc biadoli, jaki on jest beznadziejny i jaka ona jest zmęczona. Rzeczywiście jest wykończona, więc nie dba o siebie, roztyła się, nie robi makijażu, u fryzjera była ostatni raz rok temu. Na dodatek jest głupia jak but i nawet ematki nie czyta, nie mówiąc o ambitniejszej lekturze.
                              Iksiński w pracy poznaje śliczną praktykantkę, laskę, doktorantkę, wpatrzoną w niego jak w obrazek i wdzięczną za postawienie kawy w pracowej kafeterii. Może się nią zaopiekować, czuje się przy niej męski.

                              Ale nie, Iksiński ślubował, więc Iksińska absolutnie nic robić nie musi. Nie musi się starać i dbać o związek. Wierność mężowska jej się należy, i już. A jeśli po odkryciu dwuznacznego smsa w mężowskiej komórce Iksińska coś zmieni w swoim podejściu do życia rodzinnego, to się poniża, tak?
                              • ashraf Re: Ratowanie związku 01.10.14, 19:19
                                Owszem, wierność małżeńska należy się Iksińskiej. Iksiński ma natomiast obowiązek próbować wpłynąć na żonę, rozmawiać, iść na kompromis, korzystać z terapii - przez kilka miesięcy lub lat, dopóki będzie szansa, że coś się zmieni. Jeżeli nic się nie zmieni, to pozostaje rozwód, ale to ostateczność. Jest to jednak jedyne uczciwe wyjście z takiej sytuacji. Dla facetów (i kobiet) które w takiej sytuacji szukają pocieszenia w cudzym łóżku nie mam szacunku. Mój mąż był w takiej sytuacji, długo walczył, ale był wierny żonie, po rozwodzie także nie rzucił się ochoczo w wir romansów, więc nie muszę kupować smętnych opowiastek o niekochanych panach, którzy taaak potrzebowali tej trzeciej....
              • volta2 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:35
                bym - słowo klucz
                gdybasz jedynie, nie wiesz jak by było i co byś zrobiła.

                ja też nie wiem.
                nie zakładam, że bym walczyła, ale - bez walki bym się raczej poddać nie chciała, choć sytuacja wyjściowa do wątku izy - mnie nie dotyczy.(w sensie związek z jednym, drugim, nic na pewnych podstawach oparte nie było)
          • kocianna Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:50
            Bo od miłości do nienawiści jest bardzo blisko. Ja nie wiem, czy matka Volty wybaczyła swojemu mężowi. Ja nie wiem, czy ja bym wybaczyła. Wiem natomiast, że coś jest nawet w prostym "micha, seks i pilot".
            Bardzo mi się podoba sygnaturka użytkownika jednego z for, na których rozmawia się o trudnych sprawach - jeśli walczysz, czasem przegrywasz. Jeśli się poddajesz, przegrywasz zawsze.
            • sonniva Re: Ratowanie związku 01.10.14, 12:52
              Znam tą sygnaturkę.
              Ja ją zawsze przerabiam:
              Jeśli walczysz to możesz przegrać, a jeśli się poddajesz to widocznie walka nie była tego warta wink
              Pozdr.
    • clk Re: Ratowanie związku 01.10.14, 11:54
      Warto? czasem tak.
      Po kilku miesiacach od zamieszkania razem, moj partner pewnego dnia spakowal walizke i stwierdzil, ze to nie dla niego.
      I tak na dobra sprawe poszlo o "pierdoly", glownie organizacyjne: krowy w domu nie mamy, lodowka sie nie zapelni sama, pralka sie sama nie wlaczy a kurz magicznie nie znika.

      Powazna i dluga rozmowa i praca nad zwiazkiem pomogla.
    • dziennik-niecodziennik Re: Ratowanie związku 01.10.14, 11:56
      nie wiem co napisac w sumie.
      nie poddałabym sie ot tak po prostu. ale też nei plaszczylabym sie przed facetem, nie spełniała wszystkich zachcianek, nie odpuszczałabym mu wszystkich obowiazków, aby tylko poczuł jak mu ze mna dobrze - bo to po prostu oszustwo i kopanie dołków pod sobą.
      raczej bym się postarała mu uświadomic co straci jak odejdzie. jak bedzie wyglądało jego - moje - nasze zycie po rozstaniu. jak to sie odbije na nim, na mnie, na dziecku. przemówić do poczucia odpowiedzialnosci. parę innych zabiegow owszem, też, ale głównie bazowałabym raczej na tym.
      dopiero gdyby pokazał ze odpowiedzialny nie ejst - zluzowałabym. nieodpowiedzialnego mi nie trzeba.
    • psiamama6 Re: Ratowanie związku 01.10.14, 13:12
      Nie uznaję takiej walki. Z szacunku do samej siebie nigdy nie poprosiłabym kogoś o powrót. Zakładam, że facet z którym się związałam jest inteligentną, samodzielnie myślącą osobą i skoro chce odejść do innej to wie co robi. Na nic są rozmowy typu 'niszczysz nam życie' lub 'przecież byliśmy tyle lat szczęśliwi', bo taki pan jest już w zupełnie innym miejscu i ma głęboko w d.... złamane serce poprzedniej partnerki.
    • jola-kotka Re: Ratowanie związku 01.10.14, 15:15
      Ma szansę,ale to nie jest najważniejsze bo co z tego że będzie z nim nadal żyła. Pytanie co to będzie za życie z kimś kto jej nie kocha,czy naprawdę będzie jej w tym układzie dobrze? Wiedząc że jest utrzymanka za kolację i święty spokój pana. Przecież to chore jest. Chata za seks i obiad,niby mało a jednak bardzo dużo,cena zmarnowane życie u boku kogoś kto nie kocha.
    • joan_r Re: Ratowanie związku 02.10.14, 18:08
      www.problemywzwiazku.pl
    • kalia-kalia Re: Ratowanie związku 03.10.14, 00:14
      Dłuuugi wątek, ech...
      Nie wiem jak zachowałabym się w konkretnej sytuacji - jednak co do zasady: nie chcę być z kimś, kto nie chce być ze mną. Amen.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka