"Poruszona" wątkiem obok Pani Izy, rozmówiłam się w "babskim" gronie nt. ratowania związku, w którym jedna strona tym związkiem nie jest już zainteresowana. I przeżyłam szok. Otóż to starcie przegrałam stosunkiem 1:5.
5 pań z mojego otoczenia uważa iż, prawdziwa kobieta to taka, która potrafi użyć wszystkich swoich wdzięków i wszystkich babskich trików, aby faceta zatrzymać przy sobie. Coś w stylu pakietu: sex, kolacja i święty spokój z pilotem w ręce. Facet wg. nich jest prosty w obsłudze jak budowa cepa, wystarczy wiedzieć tylko jak tym cepem

machać. Z tego punktu widzenia Pani Iza ma całkiem realne szanse (po zastosowaniu pakietu), aby przy panu zostać i wieść spokojne życie.
Ja dalej tego nie ogarniam i wiem jedno: jak mnie facet nie chce, to ja jego tym bardziej! I tego się trzymam. A wy? Która z Was uważa, ze Iza ma szansę? Hmmmmm ....?