maslova
15.10.14, 21:26
Zawsze byłam za in vitro, uważałam tę metodę za ogromny skok w rozwoju medycyny, który może dać szczęście wielu ludziom.
Ale... Jakiś czas temu śledząc jakąś dyskusję o adopcji i prawie dziecka adoptowanego do wiedzy o swoich biologicznych rodzicach zadałam sobie pytanie, czy takie samo prawo nie powinno przysługiwać dzieciom poczętym metodą IVF?
Pewnie są osoby, dla których taka wiedza nie ma większego znaczenia, ale ja osobiście chciałabym wiedzieć, kto tak naprawdę jest moim ojcem, jak wygląda, jaką ma osobowość, czym się zajmuje. Niebagatelną rolę odgrywają tu również ewentualne choroby genetyczne, o których występowaniu w rodzinie w wielu przypadkach dobrze jest wiedzieć wcześniej.
I może przyjść moment, że osoba poczęta metodą IVF zada sobie pytanie, które dla większości ludzi jest bardzo ważne: kim jestem? I nie będzie mogła nigdy znaleźć na nie odpowiedzi.
Czy mamy moralne prawo odbierać ludziom prawa do tak ważnej wiedzy o sobie?
Z góry uprzedzam: ten wątek nie ma na celu osądzania osób decydujących się na IVF. Sama mam przyjaciółkę, która zdecydowała się na tę metodę, urodziła zdrowe,śliczne bliźnięta i cieszę się jej szczęściem. Ale metoda jest stosunkowo nowa i pokolenie dzieci z IVF dopiero rośnie, wobec czego zastanawiam się nad przyszłymi skutkami psychologicznymi i społecznymi stosowania in vitro.