Dodaj do ulubionych

O in vitro z innej strony

15.10.14, 21:26
Zawsze byłam za in vitro, uważałam tę metodę za ogromny skok w rozwoju medycyny, który może dać szczęście wielu ludziom.
Ale... Jakiś czas temu śledząc jakąś dyskusję o adopcji i prawie dziecka adoptowanego do wiedzy o swoich biologicznych rodzicach zadałam sobie pytanie, czy takie samo prawo nie powinno przysługiwać dzieciom poczętym metodą IVF?
Pewnie są osoby, dla których taka wiedza nie ma większego znaczenia, ale ja osobiście chciałabym wiedzieć, kto tak naprawdę jest moim ojcem, jak wygląda, jaką ma osobowość, czym się zajmuje. Niebagatelną rolę odgrywają tu również ewentualne choroby genetyczne, o których występowaniu w rodzinie w wielu przypadkach dobrze jest wiedzieć wcześniej.
I może przyjść moment, że osoba poczęta metodą IVF zada sobie pytanie, które dla większości ludzi jest bardzo ważne: kim jestem? I nie będzie mogła nigdy znaleźć na nie odpowiedzi.
Czy mamy moralne prawo odbierać ludziom prawa do tak ważnej wiedzy o sobie?
Z góry uprzedzam: ten wątek nie ma na celu osądzania osób decydujących się na IVF. Sama mam przyjaciółkę, która zdecydowała się na tę metodę, urodziła zdrowe,śliczne bliźnięta i cieszę się jej szczęściem. Ale metoda jest stosunkowo nowa i pokolenie dzieci z IVF dopiero rośnie, wobec czego zastanawiam się nad przyszłymi skutkami psychologicznymi i społecznymi stosowania in vitro.
Obserwuj wątek
    • skat_0 Re: O in vitro z innej strony 15.10.14, 21:40
      coś ci się chyba pojęcia mieszają, przecież przy iv zazwyczaj korzysta się z komórek jajowych matki i plemników męża/ partnera. problem o którym mówisz może powstać przy korzystaniu z dawców wiec się doprecyzuj smile
      • praca.zawodowa Re: O in vitro z innej strony 10.03.16, 09:44
        Nie zawsze, nie zawsze...

        www.fakt.pl/wydarzenia/wiadomo-kto-pomylil-probki-in-vitro-w-policach-ukrywano-to-przez-rok,artykuly,529808.html
    • mruwa9 Re: O in vitro z innej strony 15.10.14, 21:41
      moze najpierw doucz sie, na czym polega IVF.
    • 3-mamuska Re: O in vitro z innej strony 15.10.14, 21:46
      Bez sensu dla mnie.
      Czy dziecko musi wiedzuec czy matka w czasie ciąży brała leki na podtrzymanie ciąży czy miała założymy paser , czy miała krwawienia i czy leżała na podtrzymaniu? W szpitalu.

      Mysle ze nie kusi koniecznie wiedzieć.
      Bo co mowi np. Ze jest z inseminacji czy tylko z in vitro?

      To metoda leczenia choroby niepłodności .

      Co innego adopcja.
      Jesli z in vitro dziecko jest biologicznych rodziciw, to po co mowic dziecku na ile lekarz pomagał przy poczęciu, bo dalej ciaza jest jak najbardziej naturalna.

      Oczywiście sa rodzice którzy mowia dziecku jak bardzo walczyli o to zeby sie urodziło , ze tak bardzo go pragnęli. Ale nie jest to koniecznością.
      Mi jak powiedzieć dziecku, tata zapłodnił mamę na wakacjach, po imprezie , na tym łożku uncertain
    • princess_yo_yo Re: O in vitro z innej strony 15.10.14, 21:58
      oczywiscie ze powinny i przysluguja, w uk i usa na pewno w innych krajach rowniez domyslam sie
    • pederastwa Re: O in vitro z innej strony 15.10.14, 22:16
      Ale co ty pitolisz? Piszesz o in vitro, czy o korzystaniu z banku nasienia?
      W in vitro zazwyczaj korzysta się z komórek rozrodczych małżonków/partnerów, którzy później wychowują dziecko.
      A co do prawa do informacji. NIc zdrożnego w powiedzeniu dziecku, że rodzice musieli skorzystać z pomocy medycyny. Ale z drugiej strony dzieciom poczętym naturalnie nikt nie nie opowiada ze szczegółami gdzie i w jakich okolicznościach rodzice go "zrobili".
    • ida_listopadowa Re: O in vitro z innej strony 15.10.14, 22:28
      Jedna korzyść wynika z calkiem pomieszanej wypowiedzi autorki wątku. Jezeli wiedza na temat in vitro w społeczeństwie jest wlasnie taka to przestałam sie dziwić protestom. Tu usłyszy, tam na obrazku zobaczy, połączy i głupoty wychodzą. O, matko...
      • regin.a1974 Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:27
        właśnie, i to jest właśnie nasze doinformowane społeczeństwo które nie ma bladego pojęcia a się mądrzy przy każdej sposobności , ocenia i się za rodziców zastanawia, paranoja
    • maslova Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 01:13
      Ok, rzeczywiście pomyliłam pojęcia i niedoprecyzowałam. Mea culpa. Spróbuję dokładniej wyjaśnić, o co mi chodzi.
      Mam na myśli sytuację, kiedy kobieta zostaje zapłodniona nasieniem nieznanego dawcy (tak, jak to miało miejsce w przypadku mojej przyjaciółki). Dziecko poczęte w ten sposób nie ma możliwości poznania biologicznego ojca. Czy w związku z tym taka sytuacja nie będzie dla niego w przyszlym życiu po prostu trudna. I czy takiej osobie nie odmawia się w jakiś sposób prawa do wiedzy o swoim pochodzeniu. Czy nie powinno się jednak w jakiś sposób ograniczyć anonimowości dawców nasienia, przy jednoczesnym zapewnieniu im nie ponoszenia odpowiedzialności za dziecko takiej, jaką mają "zwykli" ojcowie?
      • ichi51e Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 05:49
        Bez sensu - bo wlasnie tworzy sie Aproblem - dawca nie jest juz dawca tylko p
        Kims kto moglby cie poznac ale nie chce i wlazi orzucenie etc. Odnosnie obciazenia genetycznego mozna robic wywiad i zalaczac opis (takie to a takie choroby byky w rodzinie)
        • maslova Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 06:36
          Ale to przecież nie oznacza, że dawców by nie było, może byłoby ich mniej.
          Staram się spojrzeć na sytuację z drugiej strony, czyli ze strony dziecka. Nie twierdzę, że dla wszystkich, ale na pewno dla wielu ważna jest wiedza, kto jest ich biologicznym ojcem.
          • pomidorpomidorowy Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 06:52
            zazwyczaj jest cos za cos...co rodzice zrobia z ta informacja...hmmm decyzja nazelzy do nich
            • maslova Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 08:40
              No właśnie, do nich. Zastanawiam się, czy jednak prawo do wiedzy o swoim biologicznym pochodzeniu nie powinno stać ponad prawem do anonimowości dawcy.
              • pomidorpomidorowy Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:40
                w przypadku jaki uwazasz za sluszny nie byloby raczej mowy wogole o dawcach, zaden mezczyzna nie zgodzilby sie na przekazanie swojego materialu genet. obcej kobiecie. - bilans zysków i strat. Moze jakims rozwiazaniem bylyby bardziej specjalistyczne badania dawców? jednak wymogi stawiane przez banki nasienia sa raczej niewielkie... ogólnie zdrowy, NIE debil...
      • pederastwa Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 07:09
        Polecam artykuł: www.nasz-bocian.pl/powiedziecirozmawiac_Etyczne_aspekty_dawstwa_gamet_i_dzielenia_sie_informacja
        A tak w ogóle, to w coraz wiekszej ilosci krajow powstaja regulacje pozawalajace na poznanie danych dawcy nasienia po uzyskaniu pełnoletniosci przez dziecko. Moim zdaniem słusznie.
        • maslova Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 08:37
          Bardzo ciekawy artykuł. I potwierdza to, o czym pisałam, że sytuacja zapłodnienia in vitro nasieniem nieznanego dawcy jest analogiczna do adopcji.
          Jestem pewna, że gdyby się okazało, że mój ojciec nie jest ojcem biologicznym, to chciałabym chociażby z czystej ciekawości poznać tego "prawdziwego" (podkreślam cudzysłów). Artykuł to potwierdza. I ta ciekawość wcale nie oznaczałaby chęci nawiązania bliższych relacji z dawcą. Często wystarczyłaby wiedza o tym, jak wygląda, czym się zajmuje, kim jest po prostu.
          • agni71 Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:15
            >Często wystarczyłaby wiedza o tym, jak wygląda, czym się zajmuje, kim jest po prostu.

            tobie by wystarczyła, a ktos mógłby wystąpic o alimenty, moim zdaniem to nie jest dobre rozwiązanie, lepiej, żeby dawcy pozostawali anonimowi
            • pederastwa Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:34
              Wystarczy wprowadzić regulacje prawne dotyczące technik wspomaganego rozrodu. W takiej regulacji można zagwarantować dziecku prawo do informacji, zarazem gwarantując dawcom nasienia brak obciążeń alimentacyjnych.
              • maslova Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:40
                Dokładnie o to mi chodzi
      • regin.a1974 Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:33
        nadal nie wiesz o czym piszesz, nie Ty jesteś sumieniem matki i nie tobie oceniać jaka będzie jego sytuacja jak dorośnie czy trudna czy nie(a zresztą możesz zapytać przyjaciółki)
        jak wyobrażasz sobie ograniczenie anonimowości dawców? który wtedy zdecyduje się na oddanie nasienia? właśnie dlatego są anonimowi i dlatego np. Twoja przyjaciółka skorzystała z banku nasienia inaczej nie miałaby takiej możliwości, moim skromny zdaniem nie powinnaś się zajmować rzeczami które Cię nie dotyczą bo takie myślenie za kogoś to naprawdę boli
        • maslova Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:49
          nie Ty jesteś sumieniem matki i nie tobie oceni
          > ać jaka będzie jego sytuacja jak dorośnie czy trudna czy nie(a zresztą możesz z
          > apytać przyjaciółki)

          Ale problem polega na tym, że sytuacja ma istotny wpływ nie tylko na matkę, ale również na dziecko. I przecież napisałam, że większość ludzi pewnie nie miałoby z tym problemu. Ale co z tymi, dla których jest to naprawdę ważne?

          > jak wyobrażasz sobie ograniczenie anonimowości dawców? który wtedy zdecyduje si
          > ę na oddanie nasienia?

          A skąd taka pewność, że nikt by się nie zdecydował? Może dawców byłoby mniej, ale nie sądzę, żeby mimo wszystko nie znaleźli się chętni

          moim
          > skromny zdaniem nie powinnaś się zajmować rzeczami które Cię nie dotyczą bo tak
          > ie myślenie za kogoś to naprawdę boli

          Ty zawsze wypowiadasz się wyłącznie na tematy, które bezpośrednio Ciebie dotyczą?

          • regin.a1974 Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:55
            tak zawsze tak robię że wypowiadam się na tematy które mnie dotyczą i o których mam coś do powiedzenia, nie będę dywagować i dorabiać teorii do tematów typu jaki wpływ na matkę i jej dziecko ma skorzystanie z banku nasienia? i czy wszyscy mają z tym taki sam problem, to tak samo jak parę zgredów w sejmie podejmuje decyzje za kobiety a propo in-vitro i aborcji
            • maslova Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 10:32
              regin.a1974 napisała:

              > tak zawsze tak robię że wypowiadam się na tematy które mnie dotyczą

              Świetnie, ale widzisz, są takie rzeczy na świecie, które mnie interesują, mimo, że nie dotyczą mnie bezpośrednio. Np. kwestia łamania praw kobiet w krajach muzułmańskich, wojna w Syrii, trudna sytuacja rodziców niepełnosprawnych dzieci (mimo, że sama mam dzieci zdrowe) i szereg innych.

              nie będę dywagować i dorabiać teorii do tematów typu j
              > aki wpływ na matkę i jej dziecko ma skorzystanie z banku nasienia? i czy wszysc
              > y mają z tym taki sam problem, to tak samo jak parę zgredów w sejmie podejmuje
              > decyzje za kobiety a propo in-vitro i aborcji

              Przeczytaj jeszcze raz to, co pisałam wcześniej. Przecież ja nie oceniam negatywnie samego faktu korzystania z banku nasienia, tylko zastanawiam się, czy sposób, w jaki obecnie się to odbywa nie łamie prawa dziecka do pełnej wiedzy o swoim pochodzeniu. I czy nie można tej kwestii rozwiązać w taki sposób, aby, jak to się mówi "wilk był syty i owca cała".
              Poza tym przypominam, że ja tylko stawiam pytania, nie mam ani takiej mocy, ani takiego zamiaru, aby w tej kwestii podejmować za kogokolwiek decyzje i na pewno nie chcę tych decyzji oceniać.
      • landora Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 12:10
        Uważam, ze czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.
        Przecież większość z nas nie ma chyba 100% pewności, ze ojciec jest ojcem biologicznym. Ja akurat do swojego jestem podobna, ale gdybym nie była, to musiałabym wierzyć na słowo rodzicom tongue_out I chyba bym wierzyła, bo dlaczego nie...?
      • hema14 Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 22:22
        No jest to problem, bo według mnie faktycznie nie fair jest obiecać ojcom - mężczyznom, którzy dali spermę do banku, że nie będę musieli płacić na swoje ewentualne dzieci, to dla tych dzieci jest z góry gorsza sytuacja. Może takiemu dziecku umrzeć matka i co, kogo ono wtedy ma na świecie? Tak naprawdę jeśli by znalazło tego ojca - dawcę spermy, to ja czuję, że to dziecko mogłoby mieć moralne prawo oczekiwać realnej pomocy od tego mężczyzny. Bo jest jego dzieckiem - nie da się zaprzeczyć. Jedni ojcowie mają obowiązki alimentacyjne a tacy inni nie? Oczywiście gdyby to było powszechne, że ta odpowiedzialność jest, to by było mniej dawców spermy, bo kto by chciał ryzykować, że mu po latach przyjdzie kilkadziesiąt nawet (!) jego dzieci z jakimiś oczekiwaniami, nawet nie finansowymi, ale w ogóle. To niewyobrażalne smile
        • pederastwa Re: O in vitro z innej strony 17.10.14, 14:04
          Jakby patrzeć na sprawę w ten sposób, to jest jeszcze ciekawszy problem. Dawstwo komórek jajowych. Kobieta może wychowywać dziecko z komórki dawczyni. Co jeśli umrze? Czy należałoby pozwać dawczynię komórki o alimenty? Tylko zonk, nie ma takiej możliwości prawnej, matką jest ta, która urodziła.
          Albo inna opcja. Matka oddaje dziecko do adopcji zaraz po urodzeniu. Czy jeśli rodzice adopcyjni umrą, to rodzice biologiczni powinni zostać pozwani o alimenty?
          Moim prywatnym zdaniem fakt oddania gamet do dawstwa jest równoznaczny z zrzeczeniem się "praw rodzicielskich" do ewentualnych urodzonych dzieci. Analogicznie jak przy oddaniu dziecka do adopcji.
      • joanna29 Re: O in vitro z innej strony 17.10.14, 13:41
        Czemu przyczepiłaś się in vitro? Zapłodnienie nasieniem dawcy odbywa się też przez inseminację, a także jak kobieta bzyknie się z facetem, bo chce dzidziusia.
    • rosapulchra-0 Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 06:07
      Bez przesady z tą nowością. Najstarsza Polka urodzona dzięki IVF dziś ma dziś 27 lat. A ja osobiście znam dziewczynę niewiele młodszą od Ziółkowskiej, również urodzoną dzięki in vitro.
      • maslova Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 06:32
        Dlatego napisałam "stosunkowo nowa".
    • asia_i_p Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 07:03
      Pod względem pochodzenia nie ma sprawiedliwości.
      W przypadku dzieci adoptowanych bardzo często wiedza o korzeniach też ogranicza się do wiedzy o matce biologicznej, bo ojciec jest nieznany.

      Wierzę, że człowiek może przechodzić okresową burzę, zwłaszcza w wieku nastoletnim, nie wierzę, żeby na zawsze miał zablokowaną możliwość ustalenia swojej tożsamości. Kiedy się pytam, kim jestem, to jednak korzenie rodzinne to jest któraś tam z kolei odpowiedź, nie pierwsza.
      • maslova Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 08:27
        asia_i_p napisała:

        > Wierzę, że człowiek może przechodzić okresową burzę, zwłaszcza w wieku nastolet
        > nim, nie wierzę, żeby na zawsze miał zablokowaną możliwość ustalenia swojej toż
        > samości. Kiedy się pytam, kim jestem, to jednak korzenie rodzinne to jest która
        > ś tam z kolei odpowiedź, nie pierwsza.

        Masz rację. I tak naprawdę jestem przekonana, że większość ludzi jednak nie "rozkminia" zbytnio tematu pochodzenia. Ale czy to oznacza, że nie powinno brać się pod uwagę tego, że dla niektórych osób taka wiedza jest jedną z najistotniejszych w życiu?
        • noname2002 Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:33
          Jest jeszcze jeden problem- czy ktoś w ogóle jakoś sprawdza czy np. nie pobierają się dzieci od jednego dawcy(w sensie rodzeństwo przyrodnie)?
          • pederastwa Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:37
            A czy ktoś w ogóle sprawdza, czy wszystkie pobierające się pary nie są rodzeństwem przyrodnim? Może twój tatuś zrobił dziecko/dzieci sąsiadce i istnieje prawdopodobieństwo, że zwiazałaś się ze swoim przyrodnim bratem?
    • makumi Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:35
      A mnie zastanawia jeszcze jedna rzecz. Pewnie tylko czysto teoretyczna, ale zrobiła się kiedyś burza jak okazało się, że niektóre kliniki wykorzystują nasienie od jednego dawcy nawet 100-krotnie. Przecież to powoduje potencjalne, niewielkie, ale jednak prawdopodobieństwo, że osoby z pozoru dla siebie obce, de facto będą biologicznym rodzeństwem. Trochę scenariusz na melodramat, ale jest możliwe, że takie osoby się w sobie zakochają, może nigdy się nie dowiedzą, a może dopiero przy badaniach genetycznych jak ich dzieci urodzą się chore.
      • pederastwa Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:39
        Dlatego z tego co wiem teraz kliniki wprowadzają limity. Jeśli z nasienia danego dawcy urodzilo się już 5 dzieci, jego nasienie nie jest dalej wykorzystywane. Analogicznie przy dawczyniach komórek jajowych.
        • pomidorpomidorowy Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:41
          tyle ze jest jeden problem.... bardzo czesto kontakt pacjentka-klinika konczy sie w momencie zajscia w ciaze.
    • broceliande Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:37
      To wszystko, o czym napisałaś, dla mnie osobiście przemawia przeciw in vitro (jeśli dziecko jest genetycznie z innej "bajki", ja bym tego nie zrobiła, chcę widzieć w dziecku siebie i męża.
      Ale też rozumiem, że to są żadne argumenty dla kogoś naprawdę zdesperowanego.

      A wiesz, że na Zachodzie w jednym mieście może mieszkać kilkadziesiąt osób, które są dla siebie rodzeństwem, mogą się spotkać, zakochać...
      • pederastwa Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:42
        Jeśli już, to te argumenty przemawiają przeciwko dawstwu/biorstwu gamet, a nie przeciwko in vitro. Kolejna, która nie odróżnia pojęć, a z zapałem dyskutuje...
        • broceliande Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:46
          A ty co tak plujesz od rana?
          • pomidorpomidorowy Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:47
            mimo ze nie do mnie to odpowiem smile a Ty dlaczego plujesz glupotami od rana...chcesz dyskutowac to sie doksztalc z podstaw
          • pederastwa Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:49
            A jakieś argumenty do dyskusji masz? Wiesz już na czym in vitro polega?
        • pomidorpomidorowy Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:46
          no wlasnie... szlag mnie trafia, kiedy osoby nie majace pojecia o procedurze zabieraja glos, rozsiewaja dziwne informacje, cos dzwonilo, ale gdzie...nie wiadomo...cos uslyszala, cos dodala i jest historia sad
          • broceliande Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:52
            Faktycznie.
            To nawet nie mój problem...
            • pomidorpomidorowy Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:54
              no wlasnie...co nie znaczy ze wypada byc niedoksztalconym ...
      • pomidorpomidorowy Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:45
        A wiesz ze glupoty piszesz....naprawde uwazasz ze ivf=desperacja jak to pieknie ujelas...bardzo ograniczone myslenie sad z jakiej "innej bajki" moze nazwij rzeczy po imieniu chyba ze ich nie rozumiesz to inna kwestia. 1/2 materialu genet. jest od matki biologicznej chyba ze bedziesz sie bezsensownie zapetlac w przypadki typu- komórka od dawczyni + nasienie takze od dawcy
        • broceliande Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:49
          Odniosłam się do tego, o czym pisała autorka wątku - o tym, że genetycznie ma się nie własne dzieci.
          To, że to desperacja mieć te nie swoje dzieci jest moją prywatną opinią, z którą nie trzeba się zgadzać.
          • pomidorpomidorowy Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:50
            skoro od kobiety jest jajeczko to czyje jest dziecko- obce?
          • pederastwa Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:51
            Autorka już zrozumiała różnice między IVF, a korzystaniem z banku nasienia, czy banku komórek jajowych.
            • broceliande Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:54
              Cóż, miałam przemyślenia dotyczące dziecka faktycznie "obcego". Jak adopcja.
      • fin-dus Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 10:00
        Yhm,
        Podobno według różnorakich badań wielu mężczyzn, nie wiedząc o tym, wychowuje nie swoje potomstwo.
        Czy ty i twój mąż robiliście sobie badania genetyczne przed wzięciem ślubu? Jakiego ślubu... Przed pierwszym seksem? Robiliście?

        Ja osobiście znam dwie sytuacje, kiedy to rodzeństwo przyrodnie prawie w łóżku wylądowało.
        Ojciec mojej znajomej wymiksował się z jej życia, gdy miała 3 lata. Poleciał w miasto, żeby zalożyć drugą rodzinę, a potem trzecią. Za lat kilkanaście znajoma na imprezie poznała fajnego chłopaka, zaczęli się spotykać i dopiero obce osoby ich poinformowały, że oni przecież są rodzeństwem! Dobrze, że poinformowały.

        Druga sytuacja - znajomy moich rodziców w pewnej małej wsi miał kochającą żonę i 3 córki. Po pewnej małej popijawie bzyknął się z pewną panią, mającą kochającego męża i 2 synów. Owocem tego jednego bzykania był syn. Pan i pani postanowili ukryć faktyczne pochodzenie dziecka i się udało, na całe 17 lat. Pani wychowywała trzeciego syna jak kolejne dziecko męża.
        Panu urodziła się szybko jeszcze jedna córka, w małżeństwie. Po tych 17 latach córka pana i syn pani (ci sprzed bzykania) postanowili wziąć ślub. I na weselu (byłam na nim) rodzeństwo przyrodnie zaczęło się rewelacyjnie ze sobą bawić. Pan i pani nagle wpadli w panikę i chcieli niemal siłą ich już wtedy rozdzielać. Kiedy dowiedzieli się, że młodzi bardzo mają się ku sobie uznali, że muszą wyznać prawdę.

        I dopiero w tych dwóch przypadkach to był dramat. I takich dramatów jest na pewno pełno. A tu rozkminianie in vitro z dastwa...
        • maslova Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 10:11
          fin-dus napisała:

          > I dopiero w tych dwóch przypadkach to był dramat. I takich dramatów jest na pew
          > no pełno. A tu rozkminianie in vitro z dastwa...

          A więc jeśli dziecko poczęte z nasienia nieznanego dawcy dowie się, że jego ojciec nie jest jego ojcem biologicznym i będzie to dla niego sytuacja trudna, i ważną dla niego będzie wiedza o swoich korzeniach, to uważasz, że niepotrzebnie to wszystko rozkminia i ma zająć się "ważniejszymi" sprawami?
          • fin-dus Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 11:15
            Uważam, że to jest sytuacja bardzo trudna i wcale nie należy zając się wazniejszymi sprawami. Tylko ty traktujesz to tak, jakby to była całkowita nowość we wszechświecie i brak informacji o swoim ojcu i rodzeństwu nagle zrodziły się przy okazji upowszechnienia dastwa nasienia. A jak pogrzebiesz w historii własnej rodziny, to pewnie się okaże, że to jest problem również u ciebie obecny. Jesteś na 100% pewna, że twoi dziadkowie mieli tylko te dzieci, o których wiesz? Że twój ojciec na 100% ma tylko te dzieci, o których wiesz? Mało tego - jesteś na 100% pewna, że absolutnie żadna kobieta w twojej rodzinie nie oddała dziecka do adopcji?

            Ja miałam takie klapki na oczach, jak miałam 17 lat i uważałam moją rodzinę za super otwartą, bez żadnych sekretów. U mnie nic się nie ukrywało, nie było tematów tabu. A tu całkowitym przypadkiem powychodziły historie, których absolutnie nigdy bym się nie spodziewała. Nigdy nigdy. Powychodziły takim przypadkiem, że równie dobrze mogłyby zostać ukryte na wieki. Mój kuzyn dowiedział się, że ma przyrodnie rodzeństwo porządkując papiery po zmarłym ojcu. Znalazł jego stary dowód i tam były wpisane dzieci ojca, o których nie miał pojęcia. Był w totalnym szoku, spotęgowanym tym, że nikt w rodzinie mu nigdy o tym nie powiedział. Okazało się, że wiedzieli WSZYSCY, ale "jakoś nie było okazji". Jak napadł w tej sprawie matkę, to ta mu odrzekła, że to była sprawa ojca i ona nie chciała się mieszać. A poprzednia żona tatusia wyjechała do USA z dziećmi i ślad po niej zaginął. Gdyby nie ten dowód, to on by się nigdy o tym nie dowiedział. Tak więc - jesteś pewna?
            Bo to jest często tak, jak z rozmowami o seksie z dziećmi. "Moje dziecko ma 15 lat i jeszcze nie pyta o TE sprawy". Nie pyta, czyli nie mówię, tematu nie ma. Nikt nie pyta członków rodziny "Czy ciocia Wiesia oddała dziecko do adopcji?" Bo oddała 40 lat temu, jak zaszła w ciążę będąc panną. Teraz ciocia Wiesia ma lat 60, troje odchowanych dzieci, nawet wnuków się doczekała i nikt o tym nie mówi o tym dziecku panieńskim. Zresztą spójrz na to forum, ile tu dzieci, które własnego ojca na ulicy by nie poznały. Ile rodzeństw przyrodnich. Ludzie migrują, wyjeżdżają np. do Anglii i tam spokojnie mogą się spiknąć z bratem lub siostrą, nic o tym nie wiedząc. Takie przypadki zawsze występowały w naturze.

            A tu nagle popłoch w sprawie dastwa, jakby to była niesamowita nowość i traktowanie tego w sposób potępiający całą metodę. No bo dzieci nie będą wiedziały, no bo jeden facet może mieć kilkoro dzieci, a nawet kilkanaścioro... Jakby w naszym otoczeniu tak się nie działo w sposób całkowicie naturalny. O to mi chodzi - bo sprawa dla dziecka jest jednakowo trudna, czy jest z in vitro/inseminacji, czy też z dyskotekowej wpadki.
            • maslova Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 11:42
              fin-dus napisała:
              > Uważam, że to jest sytuacja bardzo trudna i wcale nie należy zając się wazniejs
              > zymi sprawami. Tylko ty traktujesz to tak, jakby to była całkowita nowość we w
              > szechświecie i brak informacji o swoim ojcu i rodzeństwu nagle zrodziły się prz
              > y okazji upowszechnienia dastwa nasienia

              > A tu nagle popłoch w sprawie dastwa, jakby to była niesamowita nowość i traktow
              > anie tego w sposób potępiający całą metodę

              No chyba dokładnie nie przeczytałaś, bo porównywałam tę sytuację do adopcji, a to chyba nie taka nowość?Tematem wątku nie jest ogólny problem z identyfikacją ojca, który jak wiadomo występuje od wieków, tylko "punkt widzenia" dziecka, które wie/właśnie się dowiedziało o tym, że nie jest biologicznym dzieckiem swojego ojca.

              w nasz
              > ym otoczeniu tak się nie działo w sposób całkowicie naturalny.
              Oczywiście, że się dzieje i sprawa jest bardzo trudna, ale o ile trudno usankcjonować prawnie (i nie śmiałabym tego robić) obowiązek kobiety do poinformowania dziecka o prawdziwym ojcu, tak zastanawiam się, czy w przypadku in vitro taki obowiązek nie powinien istnieć.

              traktow
              > anie tego w sposób potępiający całą metodę
              Nigdzie nie potępiłam tej metody. Wręcz przeciwnie, jestem jak najbardziej za. Chodzi mi raczej o stosowanie jej z uwzględnieniem prawa dziecka do wiedzy o swoim pochodzeniu, tyle.
              • woman_in_love nie, nie powiniem 16.10.14, 11:59
                istnieć obowiązek do poinformowania dziecka o prawdziwym ojcu w przypadku in vitro, jeśli w innych przypadkach nie ma takiego obowiązku. No sorry, to zwyczajne demonizowanie in-vitro i tworzenie kolejnej fikcji. Zdecydowana większość przypadków tego, że ludzie nie znają swojego ojca to zapłodnienia naturalne i jeśli ma istnieć jakikolwiek obowiązek, to zacznijmy od obowiązkowych badań DNA czy każdy tatuś (i mamusia) są faktycznymi rodzicami. Wtedy będzie sprawiedliwie.
            • pederastwa Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 12:26
              >A tu nagle popłoch w sprawie dastwa, jakby to była niesamowita nowość i traktowanie tego w sposób >potępiający całą metodę. No bo dzieci nie będą wiedziały, no bo jeden facet może mieć kilkoro dzieci, >a nawet kilkanaścioro... Jakby w naszym otoczeniu tak się nie działo w sposób całkowicie naturalny.

              No dokładnie. Patrząc na fakt, że z dawstwa komórek korzysta naprawdę nieznaczny procent par, to chyba większe prawdopodobieństwo natknięcia się na genetyczne rodzeństwo mają osoby poczęte w sposób naturalny. Zwłaszcza urodzone w małych miejscowościach i znajdujące sobie partnerów w danej miejscowości.
        • broceliande Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 10:11
          Nie znam prawdziwych statystyk (bom niedokształcona), ale PODOBNO ma się więcej szans na zakochanie w nieznanym dotąd bracie/siostrze niż w obcej osobie.
          • pomidorpomidorowy Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 12:07
            OJP jak juz przeciwnikom ivf brakuje argumentów to zawsze mozna siegnac po zakochanie sie w bracie/siostrze....
            • broceliande Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 14:09
              Ja nie jestem przeciwnikiem.
        • makumi Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 10:14
          Ale w tych dwóch przypadkach otoczenie wiedziało i zareagowało. A w przypadku in vitro z dawstwa nikomu może nie przyjść do głowy taki zbieg okoliczności.
          • turzyca Re: O in vitro z innej strony 17.10.14, 13:00
            bo akurat wiedziało i było obecne. A ilu było facetów, którzy próbowali przelecieć wszystko, co ma spódnicę? I raczej nie prowadzili rejestru kochanek i nie sprawdzali, co z przypadkowo stworzonymi dziećmi. A już na pewno nie przysyłali każdemu dziecku wykazu jego rodzeństwa przyrodniego. Z punktu widzenia dotychczasowej historii ludzkości małżeństwo nieświadomego rodzeństwa przyrodniego nie jest niczym nowym.
    • aurita Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 09:54
      > Ale... Jakiś czas temu śledząc jakąś dyskusję o adopcji i prawie dziecka adopto
      > wanego do wiedzy o swoich biologicznych rodzicach zadałam sobie pytanie, czy ta
      > kie samo prawo nie powinno przysługiwać dzieciom poczętym metodą IVF?

      jakos nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi? Nasza corka jest naszym biologicznym dzieckiem, pomimo faktu, ze poczela sie dzieki IVF. I tak jest w zapewne w wiekszosci przypadkow.

      Jezeli chodzi Ci o dawstwo, to niestety dzieki histerii KK w sprawie IVF, politycy ciagle nie ustanowili prawa dotyczacego wspomaganego rozrodu i problemu dawstwa (ono dotyczy takze inseminacji).
      • maslova Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 10:04
        > jakos nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi?

        Sprostowałam startowy post w późniejszym wpisie
        • aurita Re: O in vitro z innej strony 16.10.14, 14:03
          tak, przepraszam, doczytalamsmile
    • woman_in_love a czemu dzieci z in-vitro mają niby mieć to prawo? 16.10.14, 12:27
      A reszta dzieci już nie ma tego prawa? Przecież 99,99% dzieci nie znających swoich rodziców została poczęta w sposób naturalny. Co to za dzielenie na dzieci lepsze (czyli z in-vitro) i na gorsze (czyli poczęte naturalnie)?
      • 2szczu-paczek2 Re: a czemu dzieci z in-vitro mają niby mieć to p 21.01.15, 11:08
        Ja oddawałam komórki i nie czuję się z nimi związana, nie myślę o tym co się stanie z moimi komórkami w przyszłości, wystarczy mi świadomość, że pomogłam parze mieć dzidziusia i jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu. Dla mam, które dzięki temu mogą spełnić swoje marzenia to przede wszystkim dar życia. Ja oddawałam w Gyncentrum (jestem ze Slaska), polecam bo niesamowicie cieply kontakt, przyjmuja z otwartymi rekami, duzo troski o pacjenta i przede wszystkim dyskrecja. Naturalnie otrzymalam rekomensate pieniezna, w takich zabiegach zwykle to 3000 -4000zl, ale nie o to chodzi. Najwazniejsze, ze moglam pomoc, niektorzy oddaja szpik kostny, inni ocyty, najwazniejsze ze mozemy komus pomoc.
        • pomidorpomidorowy Re: a czemu dzieci z in-vitro mają niby mieć to p 21.01.15, 11:26
          pani szczupaczek to pewnie rejestratorka/ksiegowa lub inna odpowiedzialna za marketing i sciaganie dawczyn do Gyncentrum big_grinDDD zajmij sie normalna praca a nie werbowaniem dawczyn!
    • afro.ninja Re: O in vitro z innej strony 21.01.15, 11:48

      Jesli matka zrobila sobie dziecko bez partnera, to powinna powiedziec o tym dziecku. Teraz sa specjalne fora, ludzie szukaja siostr, braci, ktorzy sa od tego samego dawcy.

      Poniewaz najwiecej nasienia jest z Danii, niektorzy dawcy wpisuja chec poznania dzieci, czyli matka ma jakas tam otwarta furtke. Dziecko byc moze pozna swojego ojca.
    • klamkas Re: O in vitro z innej strony 21.01.15, 11:52
      A w przypadku mamusi, która wmawia tatusiowi ojcostwo też to obowiązuje? Matka ma obowiązek powiedzieć dziecku, że się puściła (wybaczcie kolokwializm, użyty tu celowo) i zniszczyć dziecku jego dotychczasową tożsamość, odebrać ojca, którego miało?
      • 4basia1 Re: O in vitro z innej strony 21.01.15, 12:24
        I skończy się jak w "Dzikiej kaczce" Ibsena... sad
    • izak31 Re: O in vitro z innej strony 21.01.15, 12:03
      Metoda poczęcia jest dla mnie bez znaczenia. I dla dziecka ta wiadomość nie ma żadnego znaczenia. Jedynie nie wyobrażam sobie oddania komórek do adopcji. To jest moje DNA i tylko ja mogę je rozmnażać i rodzić. nie wyobrażam sobie, że gdzieś może być urodzone genetycznie moje dziecko. I uwazam, ze matka powinna być definiowana po genach. Tak jak ojciec.
    • jmk_2 Re: O in vitro z innej strony 09.03.16, 23:46
      W takim razie trzeba jeszcze dodać każdemu dziecku adnotację, w jakiej pozycji zostało poczęte, co mamusia konsumowała podczas ciąży (istotne z punktu widzenia zdrowia dziecka) i tp. informacje
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka